Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
13 maja 2021
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-01-2011

Policjant jako świadek – jaka jest wartość jego zeznań? Artur Mezglewski

Zeznania świadków to najczęściej wykorzystywany środek dowodowy przez polskie sądy. W roli świadków najczęściej występują funkcjonariusze Policji. W sprawach o drobne wykroczenia drogowe,  sądy bardzo rzadko korzystają z jakichkolwiek innych dowodów. Stan faktyczny ustalany jest z reguły na podstawie policyjnych notatek służbowych oraz zeznań funkcjonariuszy. Taka sytuacja w szczególności ma miejsce wtedy, gdy kierowca odmawia przyjęcia mandatu karnego, a sprawa trafia na drogę postępowania sądowego.
 Kierowcy, którzy odmawiają przyjęcia mandatu karnego, nie godząc się z werdyktem wydanym przez funkcjonariusza, liczą na to, że sprawą zajmie się obiektywny sąd, który wnikliwie zbada wszystkie okoliczności zdarzenia. Otóż w praktyce nic takiego się nie dzieje. W praktyce – jeśli sprawa trafia do postępowania zwyczajnego – sąd wzywa policjantów, którzy teraz będą występować w roli świadków (z reguły jest ich w patrolu dwóch) i na rozprawie konfrontuje wersję kierowcy z wersją, która przedstawią policjanci.
 Przepisy polskiego prawa karnego, jak również polskiego prawa wykroczeń nie zawierają jakichkolwiek zasad hierarchizujących dowody. Sąd wszystkie dowody ocenia w sposób swobodny. Teoretycznie więc zeznania policjantów „ważą” tyle samo co wyjaśnienia obwinionego kierowcy oraz zawnioskowanych przez niego świadków. Teoretycznie – w razie sprzeczności zachodzących pomiędzy zeznaniami policjantów i wyjaśnieniami kierowcy – sąd może dać wiarę obwinionemu. W praktyce jednak tak się nie zdarza. W praktyce polskie sądy z reguły „obdarzają wiarą” zeznania funkcjonariuszy Policji, uznając je za spójne, logiczne, wiarygodne. Sądy podkreślają w uzasadnieniach wyroków skazujących, iż funkcjonariusze nie znali wcześniej obwinionego kierowcy, że nie mają interesu w tym, aby doprowadzić go do skazania.
 Cały zatem polski proces sądowy w sprawach prowadzony na skutek odmowy przyjęcia mandatu karnego opiera się na słowie policjanta… Skoro tak się rzeczy mają, warto wiedzieć, ile warte jest to słowo?

1. Policjant nie przyzna się do niczego
Pod pewnym względem zeznania policjantów są podobne do zeznań recydywistów. Policjanci, podobnie jak recydywiści, z zasady nie przyznają się do popełnienia jakichkolwiek nieprawidłowości.
Dla policjantów zeznających w sprawie, rzeczą najważniejszą jest, aby nie zeznać niczego na swoją niekorzyść. To jest główny motyw funkcjonariuszy zeznających w charakterze świadków. I właściwie tylko to się liczy. Gdyby chcieć, na podstawie lektury zeznań policjantów, jakie ci składają w polskich sądach, opisać ich służbę, to wyszłoby na to, że polscy policjanci są doskonali. Są zawsze bardzo mili, wykonują wszystkie postanowienia obowiązujących regulaminów itd., itp.
Bardzo często zdarza się, że policjanci nie dokonują właściwych pouczeń kierowców o przysługujących im prawach oraz skutkach odmowy przyjęcia mandatu, albo też pouczenia te są wadliwe. Nie zdarzyło się, aby którykolwiek z nich w sądzie się do tego przyznał.

2. Policjant zawsze chroni swojego kolegę z patrolu
Jest zasadą, że jeśli policjant przeprowadzający kontrolę drogową dopuści się jakichkolwiek uchybień – zawsze może liczyć na kolegę, który zezna, że wszystko było w porządku. Dochodzę do przekonania, że właśnie z tego powodu policjanci patrolują nasze drogi w dwuosobowych patrolach. Nie trzeba chyba uzasadniać, że nie ma w tym żadnej ekonomii. Gdyby policjanci patrolowali w pojedynkę, byłoby o połowę taniej…
Ktoś może uważać taką postawę za zdrowy objaw i przejaw zawodowej solidarności: kolega chroni kolegę. Można byłoby tak uważać, jeśli w grę nie wchodziłaby niejednokrotnie czyjaś krzywda. Krzywda jakiegoś niepolicjanta…

3. Policjanci zeznają zawsze zgodnie
Zeznania policjantów występujących w charakterze świadków w tych samych sprawach są zawsze zgodne. Niemal identyczne. Uzgadnianie zeznań przez policjantów pomiędzy sobą ułatwia fakt, iż komendy Policji, które prowadzą postępowania przygotowawcze (czynności wyjaśniające), nie przesłuchują świadków z tej samej sprawy w jednym czasie. Policjantów nie wzywa się nie jednocześnie, ale pomiędzy przesłuchaniem jednego i drugiego upływa kilka lub nawet więcej dni. Świadkowie-policjanci mogą w tym czasie bez żadnych przeszkód kontaktować się ze sobą i informować jeden drugiego na temat treści złożonych zeznań.
W trakcie postępowania sądowego policjanci przesłuchiwaniu są ponownie. Wówczas powtarzają treść złożonych wcześniej zeznań, albo twierdzą, że już nic nie pamiętają…

4. Stosunek świadków-policjantów do prawdy materialnej
Na podstawie doświadczeń i wiedzy, jaką posiadam, z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, iż prawda materialna dla większości policjantów zeznających w postępowaniach w sprawach o wykroczenia drogowe w charakterze świadków, nie jest tą wartością, dla której poświęciliby cokolwiek. Zdaję sobie sprawę, że zarzut, który formułuję jest poważny.
Na przestrzeni 12 lat zetknąłem się osobiście z zeznaniami dziesięciu policjantów – świadków w sprawach o wykroczenia drogowe. Policjanci ci zeznawali co do faktów i okoliczności, które są mi znane bezpośrednio. Jeszcze nigdy nie przytrafiło mi się, aby jakikolwiek policjant zeznający w sprawie o wykroczenie w charakterze świadka, zeznał całą prawdę co do okoliczności zdarzenia. W dwóch przypadkach (dotyczy to w sumie pięciu policjantów) nieprawdziwość zeznań funkcjonariuszy Policji została udowodniona w sposób niepodważalny za pomocą twardych dowodów (eksperymenty procesowe, ekspertyza kryminalistyczna, opinie biegłych). W jednym  przypadku funkcjonariusz Policji nie tylko złożył fałszywe zeznania, ale dodatkowo sfałszował protokół przesłuchania (potwierdziła ten fakt opinia biegłego grafologa). Żaden z policjantów – nawet w sytuacjach, gdy nieprawdziwość ich zeznań została w sposób bezsprzeczny dowiedziona – nie poniósł żadnej odpowiedzialności karnej ani też dyscyplinarnej.
Żeby nie być gołosłownym opiszę poniżej dwa spektakularne przypadki, dotyczące w sumie pięciu policjantów.

a) Sprawa policjantów z Bełżyc
W latach 1999-2000 trzech policjantów z Komisariatu Policji w Bełżycach (w tym ówczesny zastępca komendanta) zeznawało w charakterze świadków w sprawie o wykroczenie polegające na wykonaniu manewru wyprzedzania na podwójnej linii ciągłej. Ich zeznania były jedynymi dowodami obciążającymi kierowcę, który odmówił przyjęcia mandatu, twierdząc, że manewr wyprzedzania rozpoczął w miejscu dozwolonym (na linii przerywanej).
 W trakcie czynności wyjaśniających (wówczas nazywały się one czynnościami sprawdzającymi) policjanci zostali przesłuchani na terenie własnego komisariatu i zeznali, że kierowca jadąc przez miejscowość Niedrzwica Kościelna wykonał manewr wyprzedzania na linii ciągłej. Ich zdaniem uczynił to w ten sposób, że manewr ten rozpoczął oraz zakończył na tej samej podwójnej linii ciągłej (RSOW 257/99).
Kiedy okazało się, że linia ciągła w Niedrzwicy Kościelnej ma tylko 25 metrów i rzeczą technicznie niemożliwą byłoby wykonanie całego manewru wyprzedzania (przy prędkości rzędu 90 km/h) na tej linii (co podważyłoby ich zeznania), zeznając po raz kolejny na rozprawie przed Kolegium ds. Wykroczeń przy Sądzie Rejonowym w Kraśniku (KW 839/99), policjanci wskazali jako miejsce zdarzenia inną podwójną linię ciągł, znajdującą się… w miejscowości Załucze, w miejscu odległym o ok. 2 km od miejsca, w którym  zdarzenie rzeczywiście miało miejsce. Wybór przez policjantów tej właśnie linii ciągłej nie był przypadkowy. Była to bowiem najdłuższa podwójna linia ciągła w okolicy (ok. 100 metrowa). A przecież musieli oni „udowodnić”, że kierowca rozpoczął i zakończył manewr wyprzedzania na tej samej linii.
Dla organów orzekających w sprawie,  te „nieścisłości” w zeznaniach policjantów nie miały żadnego znaczenia. Bez przeprowadzenia jakichkolwiek dowodów rzeczowych, bez przeprowadzenia oględzin miejsca zdarzenia i dając wiarę policjantom, skazano kierowcę na karę grzywny za wykroczenie drogowe. Kolegium nie widziało potrzeby dokonania oględzin miejsca zdarzenia, czy też powołania biegłego, który wyjaśniłby wątpliwości. W uzasadnieniu do orzeczenia skazującego (orzeczenie z dn. 17.XI.1999 r., sygn. KW 1217/99)  Kolegium stwierdziło:
„Kolegium nie ma wątpliwości co do tego, że obwiniony rozpoczął manewr wyprzedzania na linii ciągłej, a powołanie biegłego do wydania opinii odnośnie hipotetycznej sytuacji nie mającej potwierdzenia w faktach jest zbędne. Podobnie jak sugerowane przez sąd oględziny miejsca”.
Kolegium orzekało w składzie: Gawlik Barbara (przewodniczący), Garbacz Stanisław, Jarosz Marian.
Także Sąd Rejonowy w Kraśniku – działając jako instancja odwoławcza – nie dopatrzył się żadnych nieprawidłowości w zakresie ustaleń faktycznych  i utrzymał w mocy orzeczenie Kolegium. W  wyroku z dnia 28 lutego 2000 r. (Kws 3/00) sędzia Marzena Goleń – orzekająca jednoosobowo w niniejszej sprawie, stwierdziła, że „świadkowie zgodnie i logicznie wytłumaczyli owe rozbieżności i w sposób niesprzeczny i uzupełniający dokładnie wskazali miejsce popełnienia przedmiotowego czynu” .
Pomimo tego, że wyrok był prawomocny, a karę wykonano, kierowca nie pogodził się z tym stanem. Udało mu się doprowadzić do wszczęcia postępowania karnego przeciwko policjantom (o składanie fałszywych zeznań). W ramach tego postępowaniu przeprowadzone zostały oględziny miejsca zdarzenia i eksperyment procesowy. Wywołana została także opinia biegłego. Na skutek tych czynności zostało wykazane w sposób niezbity, że zeznania policjantów były niezgodne z prawdą.  Uzyskane w tym postępowaniu nowe dowody stanowiły podstawę dla wznowienia postępowania o popełnienie wykroczenia przez kierowcę.
Sąd Okręgowy w Lublinie wznowił to postępowanie i uchylił  wyrok Sądu Rejonowego w Kraśniku z 28 lutego 2000 r. podtrzymujący w mocy orzeczenie Kolegium z dnia 17 listopada 1999 r. oraz uniewinnił kierowcę. W wyroku uniewinniającym który wydany został w dniu 11 października 2001 r. (V Ko. 79/01) Sąd Okręgowy stwierdził, że „opisywany przez świadków manewr wyprzedzania nie mógł być dokonany na wskazanym przez nich odcinku jezdni” oraz, że kierowca „nie dopuścił się czynu przypisanego orzeczeniem z dnia 17 listopada 1999 r.
Sąd Okręgowy w Lublinie orzekał w składzie: E. Brzozowska (przewodniczący), M. Sobolewska-Micek, W Zaręba (sprawozdawca).

b) Sprawa policjantów z Niska i Stalowej Woli
W  ubiegłym roku Sąd Rejonowy w Nisku (orzekał sędzia Krzysztof Dembowski) skazał kierowcę na wysoką karę grzywny za przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym (wyrok z dnia 30 kwietnia 2009 r., sygn. II W 282/09). Sprawa znalazła się w sądzie, gdyż kierowca odmówił przyjęcia mandatu, twierdząc, że żaden pomiar prędkości pojazdu, którym kierował, nie został wykonany, lecz przypisano mu prawdopodobnie prędkość innego pojazdu, którego pomiar został wykonany wcześniej. Kierowca zwracał się wielokrotnie, osobiście i pisemnie, do jednostek Policji o sprawdzenie wyniku pomiaru oraz o niekierowanie wniosku o ukaranie do sądu. Nikt nie reagował na jego prośby. Nikt też nie starał się nawet wyjaśnić, jakim radarem zmierzona została prędkość samochodu. W aktach sprawy mowa jest o dwóch różnych radarach…
Jedynymi dowodami w sprawie były zeznania dwójki policjantów. Policjantka z KP Policji w Stalowej Woli zeznała, że stojąc przy radiowozie zmierzyła radarem ręcznym prędkość samochodu, która wynosiła 110 km/h (teren zabudowany). Jej zeznania potwierdził policjant z KP Policji w Nisku. Problem w tym, że owa policjantka nawet nie dotknęła ręką urządzenia pomiarowego i nawet nie wyszła z radiowozu… Wiem to na pewno, bo całe zdarzenie uważnie obserwowałem.
Wyrok Sądu Rejonowego w Nisku z dnia 30 kwietnia 2009 r. został uchylony wyrokiem Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu z dnia 6 września 2010 r. Kierując sprawę do ponownego rozpoznania Sąd Okręgowy polecił Sądowi Rejonowemu w Nisku przede wszystkim „ustalenie jakiego miernika prędkości użyto w krytycznym czasie, jakie ma właściwości, gdzie to urządzenie aktualnie się znajduje i czy możliwe jest jego szczegółowe badanie”.
Apelację rozpoznawał Sędzia Sądu Okręgowego Adam Bąk.

Wnioski
1. Nie jest prawnie uzasadniona praktyka, przypisująca zeznaniom składanym przez funkcjonariuszy Policji jakiegoś szczególnego waloru. Zeznania składane przez policjantów winny być poddawane takiej samej ocenie kryminalistycznej, jak i inne osobowe środki dowodowe.
2. Nie ma żadnego uzasadnienia założenie, że policjanci zeznający w charakterze świadków są osobami niezainteresowanymi przebiegiem i efektem toczącego się postępowania, a przez to ich zeznania z założenia traktować należy jako obiektywne i szczere. Należy mieć na uwadze, że policjanci zeznający w charakterze świadków w sprawach o wykroczenia i przestępstwa popełniane w ruchu drogowym, wpierw wypełniali funkcje organu mandatowego, czy też organu prowadzącego postępowanie przygotowawcze (czynności wyjaśniające). Postępowanie sądowe jest efektem ich decyzji w przedmiocie przypisania winy określonemu (domniemanemu) sprawcy. Świadkowie-policjanci zeznający w sprawie są rzecznikami swoich racji i swoich wcześniejszych decyzji.

3. Zeznania policjantów powinny być weryfikowane przez odpowiednie urządzenia techniczne, umożliwiające określenie miejsca zdarzenia (np. GPS) oraz okoliczności zdarzenia (np. videorejestrator). W przypadku zarzutów dotyczących przekroczenia prędkości, jako dowód obligatoryjny, winny być dołączane do akt sprawy kopie nośnika elekronicznego zawierające zapis zdarzenia.

za Prawo na drodze
http://prawonadrodze.org.pl/index.php/archives/85

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.

~ja
10-11-2013 / 15:49
~ja
10-11-2013 / 15:48
~am
15-02-2012 / 22:20
Dopiero dzisiaj zobaczyłem wpis niejakiego "studenta", który jak sam przyznał nie chodził na moje wykłady, ale na ich temat się wypowiada. Otóż oświadczam, że NIGDY nikogo (a tym bardziej studentów) nie namawiałem do niepłacenia mandatów. Wręcz przeciwnie. Zawsze radzę ludziom, żeby płacili mandaty, nawet, jeśli policjant nie ma racji. Bo szkoda zdrowia na chodzenie z nimi po sądach, a poniesione straty - nawet przy wygranej sprawie - są zwykle dziesiątki razy wyższe niż kwota spornego mandatu. Za opublikowane oszczerstwo mógłbym niejakiego "studenta" pociągnąć do odpowiedzialności. Ale z tych samych powodów co powyżej, nie mam zamiaru tego robić. Tym bardziej, że najpierw musiałbym owemu "studentowi" uchylić immunitet...
~bart
01-02-2012 / 16:35
Kij ma dwa końce. W swoim życiu spotkałem się z 4-rema przypadkami bezkarności policjantów i straży miejskiej. Zawsze ich rutynowe interwencje – zawierające wiele błędów, w sądzie wyglądają o wiele inaczej. Kiedyś na sprawie zadawałem pytania policjantowi, który nie znał się na znakach i nie potrafił tego ukryć. Niestety sąd jakoś tego nie zaprotokołował. Ponadto policjant owy przed sprawą pozostawił radiowóz na zakazie w okolicach sądu żeby nie miał za daleko. Świadkiem w sprawie był „partner”, który nic nie widział bo siedział sobie w samochodzie plecami do interwencji w sprawie o parkowanie. Przegrałem sprawę w sądzie a na apelacji jeszcze sędzina powiedziała żebym zastanowił się nad swoim postępowaniem. Wygląda na to że policjant ma zawsze racje i może ukarać każdego. Na nic zdadzą się tłumaczenia i zeznania świadków którzy zeznają na korzyść obwinionego lub oskarżonego. Taka jest polska rzeczywistość. Obecnie mam sprawę ze strażą miejską, gdzie jestem oskarżony o wykroczenie a pracownik straży miejskiej o dwa przestępstwa, tj. poświadczenie nieprawdy w dokumentacji urzędowej i przekroczenie uprawnień. Zastanawiam się jak ugryźć kolejny paragraf - za doprowadzenie innej osoby do niekorzystnego rozporządzenia mieniem, gdyż miałem być ukarany przez SM za coś czego nie zrobiłem . Będę starał się obciążyć także Straż Miejską, za dojazdy na sprawy sądowe – pod jednym warunkiem, że sąd będzie w tym przypadku sprawiedliwy . PS. Czemu policja i straż miejska nie nagrywa swoje codzienne działania ? Bo nie mieliby argumentów w sądzie ?!
~KaiN
04-04-2011 / 17:00
studentl: policjanci w Sądzie kłamią i sam tego doświadczyłem. W sprawie o wykroczenie drogowe zeznawało przeciwko mnie dwóch policjantów. W toku postępowania zgodnie z opinią biegłego policjant - pasażer nie miał technicznie możliwości stwierdzenia tego co zeznał pod przysięgą. Odmawiać przyjmowania mandatów dla robienia z policjantów wariatów to mógłby tylko prawdziwy wariat. Cała procedura jest kosztowna, uciążliwa i warta zachodu jedynie jak się ma 100% pewności co do swojej racji.
~studentl
24-03-2011 / 18:15
jak czytam powyższe wypociny ponoć 'pana profesora' to ręce mi opadają, i odechciewa mi się żyć w naszym pięknym kraju. Cesze się niezmiernie ze taka osoba jak pan nie uczyła mnie prawa na UMCSie, bo dobrze wiemy jak pan wykłada jak zachęca studentów do odmawiania przyjmowania mandatów i robienia z policjantów wariatów!!!!!a to nie tędy droga ja jak przekrocze prędkość to przyznaje się do tego i płace mandaty albo zostaje pouczony!! taka jest kolej rzeczy, ale pan profesor będzie płacił?przyzna się do popełnionego wykroczenia prostakom policjantom??trzeba mieć honor i ponosić konsekwencje swoich czynów!!! dziwi mnie ze karnista tak źle pisze o polskich sądach? !!!!!!
~gość
26-01-2011 / 18:12
Premia dla "psa" zależy od tego jak bardzo się "wykaże" - stanie w krzakach i łapanie z obcą rejestracją to norma, wiadomo, miejscowi wiedza gdzie psy sikają, a to że wiele dróg oznakowanych jest fatalnie, nawet błędnie to zapłaci przypadkowy frajer nie spodziewający się pułapki...
~odcisk
26-01-2011 / 12:31
Autor publikacji odniósł się do zeznań policjantów w drobnych sprawach jakimi niewątpliwie są wykroczenia drogowe. Problem jest bardziej złożony. Polskie sądy identycznie tzn. uznają za wiarygodne zeznanie policjanta w sprawach bardzo poważnych np. zbrodni zabójstwa. Opinia lekarza patomorfologa stwierdzająca, że przyczyną śmierci było zadzierzgnięcie, czyli zabójstwo w ocenie sądu nie ma znaczenia, bo pan policjant stwierdził, że na własne oczy widział jak denat się powiesił. Dla sądu nie ma znaczenia, że drugi policjant twierdzi, co zrozumiałe, iż nie pamięta takiego zdarzenia [sic!] - bo nie było go na miejscu zdarzenia! Dla sądu i prokuratury przez myśl nie przechodzi zapytać pana policjanta z jakiego powodu nie udzielił pomocy człowiekowi potrzebującemu pomocy pomimo, że było to jego prawnym obowiązkiem. Sąd doskonale wiedział, że pan policjant to grożny bandyta, ale z takimi lepiej nie zadzierać.