Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
13 maja 2021
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

AFERY PRAWA OSZUSTWA PRYWATYZACYJNE BEŁCHATÓW

Bełchatów - wspólnota węgla i szmalu...

Rządcy państwowej firmy bogacą się łatwiej niż właściciele prywatnej. Przykładem Bełchatów.

Holding energetyczny BOT Górnictwo i Energetyka składa się z trzech największych polskich elektrowni: Opole, Turów, Bełchatów oraz dwóch kopalń węgla brunatnego: Bełchatów i Turów. We wszystkich spółkach BOT pracuje ponad 23 tysiące osób.

BOT to niespotykany nigdzie na świecie twór. Jego utworzenie nie miało podstaw ekonomicznych, geograficznych ani historycznych. Nieracjonalne było łączenie zadłużonych i produkujących najdroższy prąd Elektrowni Opole i Turów z Elektrownią Bełchatów, która jest jednym z najtańszych producentów prądu w Polsce. Teraz Bełchatów spłaca miliardy złotych długów Opola i Turowa. Nieracjonalne jest także połączenie tylko wytwórców energii – bez zakładów dystrybucyjnych. Przeciwko utworzeniu BOT zgodnie wystąpili m.in. samorządowcy Bełchatowa oraz Polskie Lobby Przemysłowe im. Eugeniusza Kwiatkowskiego. Zawiązał się ponadpartyjny Komitet Obrony Bełchatowa.

Jedna rodzina

Każda z pięciu spółek wchodzących w skład BOT ma własny zarząd i radę nadzorczą. Nad tym wszystkim pieczę sprawuje czapa – Zarząd i Rada Nadzorcza BOT. Sam BOT składa się z kilkunastu departamentów i biur. Pracuje tu ponad 90 osób, ale ich liczba ma wzrosnąć.

Łączenie stanowisk w spółkach, które wchodzą w skład BOT, sprawia, że prezesi sami siebie kontrolują. Zbigniew Bicki jest prezesem i dyrektorem generalnym BOT i jednocześnie przewodniczącym Rady Nadzorczej Elektrowni Bełchatów. Jerzy Łaskawiec jest członkiem Zarządu BOT, dyrektorem ds. energetyki i paliw, a także przewodniczącym Rady Nadzorczej KWB Bełchatów. Edward Najgebauer jest prezesem Zarządu i dyrektorem generalnym Elektrowni Bełchatów oraz przewodniczącym Rady Nadzorczej KWB Turów. Stanisław Żuk jest prezesem Zarządu i dyrektorem generalnym KWB Turów i jednocześnie przewodniczącym Rady Nadzorczej Elektrowni Opole.

Zamieszany w aferę łapówkarską przy ubezpieczaniu Elektrowni Opole były jej prezes Henryk Szendera był członkiem Zarządu BOT i jednocześnie przewodniczącym Rady Nadzorczej Elektrowni Turów. Zarzuty korupcji Prokuratura Okręgowa w Opolu postawiła też Leszkowi Winnickiemu, byłemu członkowi Zarządu i dyrektorowi finansowemu Elektrowni Opole, a obecnie dyrektorowi departamentu skarbu w BOT. Smród ciągnie się też za specjalistą ds. obsługi Zarządu BOT Przemysławem Nijakowskim, któremu prokuratura również postawiła
zarzut korupcji. Prokuratorzy nie chcą zdradzać szczegółów; wiadomo jedynie, że chodzi o wątek związany z głośną tzw. opolską aferą ratuszową.

Nepotyzm

W dziale PR BOT pracuje córka prof. Andrzeja Szablewskiego, wiceprzewodniczącego Rady Nadzorczej KWB Bełchatów i zaufanego człowieka premiera Marka Belki. W Kopalni Turów pracują córka i zięć prezesa Łaskawca, w Elektrowni Bełchatów – żona prezesa Najgebauera, zaś w spółce zależnej od elektrowni – syn prezesa.

Śmierdzące interesy

W lutym 2005 r. Rada Nadzorcza Kopalni Bełchatów niespodziewanie odwołała prezesa kopalni i dwóch członków zarządu: Włodzimierza Majewskiego, Wita Pałuchę i Wojciecha Wiśniewskiego. Wedle przedstawicieli załogi w radzie nadzorczej jej przewodniczący Jerzy Łaskawiec uzasadnił odwołanie prezesów niepokojami w kopalni. Rzeczywiście, było się czym niepokoić. Odwołany zarząd zaczął rozgrzebywać brudy poprzedników.

W maju 2005 r. senator Zdzisława Janowska złożyła w Prokuraturze Apelacyjnej w Łodzi dwa zawiadomienia. Pierwsze dotyczy byłego prezesa kopalni Czesława Wojciechowskiego oraz członka zarządu Kazimierza Kozioła. Prezesi zawarli umowę z Energetyką Boruta ze Zgierza na dostawę węgla. Kopalnia zobowiązała się dowieźć węgiel za pośrednictwem swojej spółki Betrans, choć nie posiadała ona odpowiedniego taboru. Zobowiązała się też pokryć koszty załadunku i sortu. W przypadku gdyby kopalnia dostarczyła węgiel gorszej jakości – musiała obniżyć jego cenę. Sytuacji, że odbiorca musi dopłacić, gdy węgiel będzie miał lepsze parametry, umowa nie przewidywała. A kopalnia dostarczała do Energetyki właśnie taki węgiel. Na sprzedaży ponad 100 tysięcy ton węgla w ciągu dwóch lat kopalnia straciła ponad 1,2 mln zł.

Drugie zawiadomienie dotyczy byłego dyrektora ds. technicznych Kazimierza Kozioła oraz kolejnych dyrektorów ds. ekonomiczno-finansowych Karola Matyśniaka i Romana Formy (obecnie członka Zarządu BOT). Zlecili oni niemieckiej firmie BEA – bez żadnego przetargu – dostarczenie części i podzespołów do remontu pięciu koparek na kwotę ponad 11 mln euro. Z dokumentów, które otrzymała prokuratura, wynika, że za usługi i dostawy, za które wcześniej zapłacono już niemieckiej firmie, wypłacono 10 mln zł także jej spółce-córce BEA-Polska. Koszty robót zostały zaliczone do wydatków eksploatacyjnych, podczas gdy w rzeczywistości były to nakłady inwestycyjne (np. zamontowano na koparkach urządzenia nowej generacji). Wydatki eksploatacyjne nie muszą być ujęte w rocznych planach inwestycyjnych, a co za tym idzie nie wie o nich rada nadzorcza ani Ministerstwo Skarbu Państwa. Dodatkowo orżnięto jeszcze fiskusa, gdyż zaliczając wydatki inwestycyjne w koszty eksploatacji zaniżono wielkość osiągniętego zysku, a tym samym podatek dochodowy. Z zawartych umów między BEA a kopalnią wynika, że o całej sprawie wiedziały tylko trzy zaufane osoby w kopalni. Na dokumentach nie ma żadnych adnotacji radcy prawnego. Prokuratura Apelacyjna w Łodzi przekazała obydwa zawiadomienia do Prokuratury Okręgowej w Piotrkowie Trybunalskim. Jak nas poinformował prokurator Witold Błaszczyk, rzecznik piotrkowskiej prokuratury, sprawa jest na etapie rozpoznawania.

Inny kwiatek. Kopalnia Bełchatów zawarła umowę z jednym panem, który ma przydrożny bar, na sprzedaż 700 ton węgla z odpowiednim upustem na każdej tonie. Facio wpadł na pomysł, żeby węgiel odsprzedawać innym klientom jeszcze na terenie kopalni z narzuconą przez siebie „marżą”.

Łebski wiceprezes

Na boku dorabiają sobie też pracownicy kopalni. Na przykład jeden z wiceprezesów spółki należącej do kopalni ma własną firmę. Ścieki przywoził do kopalnianej oczyszczalni. Na lewo – bez żadnej umowy i ewidencji. Były to ścieki przemysłowe, których utylizacja musi odbywać się w specjalnych warunkach, trzeba mieć też na nią atesty i zezwolenia. Sztygarem zmianowym odbierającym ścieki był syn przedsiębiorczego wiceprezesa. Sprawa trafiła do Prokuratury Rejonowej w Bełchatowie, ale ta nie dopatrzyła się przestępstwa. Kopalnia wniosła zażalenie na tę decyzję do sądu. Sąd Rejonowy w Bełchatowie potwierdził, że naruszono obowiązki służbowe, ale przestępstwa nie ma.

Konfliktowy kapuś

Krzysztof Studniarczyk przez ponad 20 lat pracował w Elektrowni Bełchatów, ostatnio na stanowisku kierownika jednego z magazynów. W 2001 r. Studniarczyk spotkał się w Komendzie Głównej Policji z oficerem Centralnego Biura Śledczego, któremu przekazał dokumentację dotyczącą nieprawidłowości występujących w elektrowni.

W elektrowni było kilka magazynów głównych oraz około 30 tzw. magazynków działowych, które w latach 1997–2001 likwidowano. Dziesiątki tysięcy nowych, w tym fabrycznie zapakowanych materiałów, urządzeń i maszyn wracało z powrotem do magazynów głównych, tyle tylko, że wiele z nich wedle dokumentów traciło na wartości nawet 90 proc.! Tak orzekały specjalnie powołane komisje złożone z pracowników elektrowni. Zdaniem Studniarczyka prace komisji sprowadzały się do podpisywania dokumentów księgowych, nie przeprowadzano oględzin urządzeń. W przypadku prywatyzacji elektrowni wielki majątek przechwycono by tym sposobem za bezcen.

Materiały przyjęte na stan magazynowy podnosiły ilość zapasów, jednak z powodu niedoszacowania ich wartość była znikoma. Dzięki temu nie płacono podatków od składowanych zapasów magazynowych, na czym tracił oczywiście skarb państwa.

Studniarczyk ujawnił również fikcyjne dostawy. Na przykład do magazynów przyjmowano urządzenia, które faktycznie trafiały tam dopiero po kilku miesiącach. Jako kompletne urządzenia elektrownia kupowała ponoć same tylko obudowy. Później wywoziła je do dostawców w celu uzupełnienia braków. Nagminnie miano sprzedawać nowe części jako złom. Następnie firma, która odkupiła „złom”, sprzedawała go ponownie elektrowni – oczywiście drożej. Studniarczyk ujawnił fałszowanie faktur przez pracowników elektrowni oraz wskazał na powiązania firm wykonujących usługi na rzecz elektrowni z jej pracownikami.

Komenda Gówna Policji przekazała sprawę do komendy wojewódzkiej w Łodzi. Ta do Urzędu Kontroli Skarbowej w Piotrkowie Trybunalskim. UKS nie dopatrzył się nieprawidłowości. Studniarczyk przekazał dokumentację do Prokuratury Rejonowej w Bełchatowie. Na podstawie informacji z UKS prokuratura uznała, że wszystko jest OK. Prokuratura Okręgowa w Piotrkowie Trybunalskim podtrzymała decyzję rejonowej. Studniarczyk informował o nieprawidłowościach Ministerstwo Finansów, ministra sprawiedliwości, Prokuraturę Krajową, premiera Belkę, Najwyższą Izbę Kontroli. Od Belki dostał odpowiedź, że premier nie zajmuje się takimi sprawami. NIK poinformowała Studniarczyka, że wkrótce przeprowadzi kontrolę w elektrowni, jednak nie w zakresie zgłaszanych przez niego nieprawidłowości (!). Ministerstwo Finansów przysłało kwit, że UKS przeprowadzi kontrolę, ale nie może ujawnić jej wyników, bo to tajemnica skarbowa.

Za to od prezesa Edwarda Najgebauera Studniarczyk dostał list, że jeśli nadal będzie fikał, to wyleci z roboty na zbity pysk. I tak się stało. Uzasadnienie: konfliktowość i utrata zaufania.

Temida na garnuszku

Być może niemoc bełchatowskich organów sprawiedliwości wobec ko-palni i elektrowni bierze się stąd, że kopalnia przekazała miejscowemu sądowi budynek. A może z takiego powodu, że usługi na rzecz BOT oraz kopalni i elektrowni wykonuje pani notariusz Jolanta Monika Rychter – prywatnie żona sędziego Marka Rychtera, przewodniczącego II Wydziału Karnego Sądu Rejonowego w Bełchatowie.

A może łaskawość wobec elektrowni i kopalni ma źródło w tym, że firmy te są hojnymi sponsorami. Co roku przeznaczają po około 700 tys. zł na różne cele. Tylko w 2003 r. współfinansowały zakup czterech samochodów dla Komendy Powiatowej Policji w Bełchatowie. Trudno jest policzyć wszystkie samochody pozyskane przez naszą komendę dzięki pomocy kopalni i elektrowni – wyznał podczas uroczystości Władysław Kędziak, komendant KPP w Bełchatowie („Dziennik Łódzki” z 30 grudnia 2003).

Jak w Opolu

Sytuacja w Kopalni i Elektrowni Bełchatów oraz sprawa Studniarczyka przypominają sytuację Elektrowni Opole. Przypomnijmy, że Jan Butmankiewicz, członek zarządu tej elektrowni, publicznie zarzucił kolegom z zarządu, że wyprowadzają ze spółki ogromne pieniądze oraz tolerują niegospodarność. Na dowód przedstawił stosowne dokumenty. Rada nadzorcza stwierdziła, że wszystko jest OK, a zarzuty to pomówienia. Butmankiewicz wyleciał z roboty. NIK stwierdziła w elektrowni niegospodarność na skalę wielu milionów złotych. W Prokuraturze Okręgowej w Opolu złożyła zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez szefów elektrowni. Prokuratura okręgowa spuściła sprawę do rejonowej, a ta umorzyła śledztwo nawet nie przesłuchując Butmankiewicza.

Wybuchła tzw. afera ubezpieczeniowa z małżonkiem Aleksandry Jakubowskiej. Przypomnieliśmy nieprawidłowości, których dopuszczono się w elektrowni. Prokuratura okręgowa nagle wznowiła śledztwo, choć przecież mogła poprowadzić je wcześniej i już dawno zakończyć.

Opolscy prokuratorzy wynajmowali, a później kupili mieszkania od Elektrowni Opole. Mieszkanie od elektrowni wynajmował również prezes Sądu Okręgowego w Opolu, wojewoda, córka marszałka województwa, syn wicedyrektora delegatury NIK w Opolu. Żona jednego z prokuratorów – radca prawny – pracowała dla elektrowni.

* * *

Jak to możliwe, że można bezkarnie drenować państwową kasę? Opole i Bełchatów to małe miasta. Elektrownie i kopalnia są wielkimi pracodawcami i hojnymi sponsorami. Prezesi uchodzą za lokalnych władców. Wystarczy zatrudnić kogoś z rodziny, wyświadczyć przysługę, stworzyć sieć powiązań, by zapewnić sobie przychylność miejscowego wymiaru sprawiedliwości. Zresztą pokrzywdzonego nie ma. Doi się przecież państwowe, czyli niczyje.

Autor : Andrzej Sikorski

Polecam sprawy poruszane w działach:
SĄDY PROKURATURA ADWOKATURA
POLITYKA PRAWO INTERWENCJE - sprawy czytelników

Tematy w dziale dla inteligentnych:
ARTYKUŁY - tematy do przemyślenia z cyklu: POLITYKA - PIENIĄDZ - WŁADZA

"AFERY PRAWA" - Niezależne Czasopismo Internetowe www.aferyprawa.com
Stowarzyszenia Ochrony Praw Obywatelskich
Zespół redakcyjny: Zdzisław Raczkowski, Witold Ligezowski, Małgorzata Madziar, Krzysztof Maciąg, Zygfryd Wilk, Bogdan Goczyński, Zygmunt Jan Prusiński oraz wielu sympatyków SOPO

uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: afery@poczta.fm
redakcja@aferyprawa.com
Dziękujemy za przysłane teksty opinie i informacje.

WSZYSTKICH INFORMUJĘ ŻE WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI I SWOBODA WYRAŻANIA SWOICH POGLĄDÓW JEST ZAGWARANTOWANA ART 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ.

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.