Wymiar niesprawiedliwości – zapaść w III RP Grzegorz Niedźwiecki

Urodziłem się w roku 1961. W latach 1965-1968 chodziłem do przedszkola PKP w Jeleniej Górze, a raczej woziła mnie i mojego brata bliźniaka do niego, tam na Kraszewskiego 5, nasza mama. Uczęszczało z nami wielu kolegów i koleżanek, z których część już nie żyje. Jeden kolega żyje na pewno. Żyje i ma się dobrze. To znaczy dobrze ma się w zależności od huśtawki nastroju. Dobrze, bo załapał się w swoim życiu na stanowisko sędziego i przynajmniej zarobki ma dobre. Źle, bo często te zarobki źle spożytkował. Na alkohol. Tak, jest alkoholikiem. Obecnie chyba nie pijącym. Albo na dupościsku, albo przełożeni jeleniogórskiego Sądu Okręgowego zmusili kolegę „P” do terapii. W każdym bądź razie niedawno jeszcze pił – będąc sędzią. Na dodatek mieszkając na mojej ulicy przy Działkowicza. I jeszcze gorzej, bo pił w pubie u Krzyśka N. obok naszego kiosku przy Kiepury na Zabobrzu. Pił tak uporczywie i na wesoło, że często żona jego, też może prawniczka, musiała go do domu holować. Raz słynny adwokat „JJ” (dałem mu kiedyś trochę zarobić) go odprowadzał, a raczej dźwigał pod pachę slalomem jak zwykłego penera. Śmiali się z tego sędziego wszyscy, ale jak to się mówi – za pieniądze ksiądz się modli. To jest początek serialu.

W latach 1982-1984 pracowałem w VEB Oberlausitzer Textilbetriebe w DDR-owskim Großschönau. Mieszkaliśmy w Heimie AWH Stern, którego już nie ma, ale wówczas był to niezły hotel. I do gromadzenia kontrabandy i do spania i do chlania. Oczywiście nie tylko Radebergera. Lunikoff, wermuty, giny i koniaki lały się strumieniami. Niedaleko nas mieszkały góralki, które pracowały w innym, też już zrównanym z ziemią, przedsiębiorstwie tekstylnym. Prawie każdy miał swoją przysłowiową damę z okolic Nowego Sącza. Ale to szczegół. Clou, opierało się na zarabianiu wschodnich marek, zamienianiu ich na towar typu lakiery samochodowe, elaskony, kabaretki, buty, czajniki, i inne domowe geräty, no i głównie alkohole. Woziło się do melin w Zgorzelcu, aż po Lubań, załadowane piwem i ekstra trunkami w czasach kartek towary kilka razy w tygodniu, a na weekend zbierało się to wszystko po dach i dostarczało do kupców. Pomijam AGD, ale samochodów dorobiliśmy się na knajpach przy pl. Ratuszowym, PTTK, Olimp, przy stadionie, w Klubowej, u Arturka w Galerach, aż po Karpacz i Szklarską Porębę. Oczywiście bez podatku. Pracował ze mną jeden kolega „M” z okolic Piechowic, którego żona Anna była już może sędzią w SO. Pracował, pił, bawił się i handlował. Był wredny i mało lubiany. Po wielu latach dowiedziałem się, że ukończył studia prawnicze, zdał aplikację radcowską i pracuje gdzieś blisko żony.

Jak byłem kawalerem, to chodziłem do domku kolegi, a w zasadzie jego ojca, i robiliśmy tam częste libacje. I ze zwykłym piwem i z winami patykiem pisanymi i z gorzałą, a zdarzało się i z bimbrem. No i oczywiście z dziewczynami różnego autoramentu. Nawet ściągnąłem tam kiedyś córkę byłego burmistrza Piechowic po dancingu w Stylowej i nocce spędzonej wspólnie na izbie wytrzeźwień. Dom ten, nomen omen, mieści się na ulicy obok wżenionego przeze mnie domu. Ów ojciec kolegi był rzemieślnikiem budowlanym i sam go budował, z kradzionych z reguły materiałów, ale solidnie, prosto. Zostawili w nim ludzie wiele uryny, spermy i rzygowin. Ojciec kolegi zmarł, matka św. Jehowy po pobycie w psychiatryku też umarła, a długi pozostały na trójkę dzieci. Kolega Marek wytrzeźwiał, przynajmniej od trunków, i wybudował się... w Jeżowie Sudeckim. Brat „Cofek” trafił do schroniska Brata Alberta, a siostra mieszka dalej w bloku na Szymanowskiego. Cała rodzina składała się z alkoholików. Niedawno były zastępca prokuratora okręgowego w Jeleniej Górze „D”, kupił ich dom, pewnie za bezcen, i zrobił z niego „pałac”. Dobudował dach spadzisty, przerobił tarasy, ganek i garaż, ocieplił i wytynkował elewację, dokupił drzwi i bramy, zbudował kostkę na dróżkach wewnętrznych, no i zainstalował kamerę.

Nieopodal Wiśniowej wybudował „pałac” inny prokurator. Obok Sali Królestwa (Zgromadzeń) Jehowy, odgrodził się niespotykanym murem. Kazał zlikwidować w pobliżu, wszelkie ludzkie reklamy. Niektóre kasty w Polsce mają przywileje i zarabiają krocie. Nie zawsze zasłużone.

Komornik Sądowy przy Sądzie Rejonowym w Jeleniej Górze Jerzy Wydro ściągnął mi kiedyś nawiązkę, którą zasądził Sędzia Rejonowy w Jeleniej Górze na Towarzystwo Walki z Kalectwem. Problem w tym, że zasądził na adres biura nie tam gdzie się mieściło przy ul. Teatralnej w Jeleniej Górze, tylko na adres partii Stronnictwa Demokratycznego na ul. Wolności 29, w której zasiadał prezes TWK razem z całym towarzystwem. Sędzia miał to w nosie widać. Ktoś powybijał potem szyby komornikowi w biurze przy ul. Groszowej w Jeleniej Górze. Obecnie komornik kupił sobie ekstra samochód i przeniósł się do lepszego biura koło sądu przy ul. Grottgera, żeby było bezpieczniej. Sędziowie klepią zaś nadal często wyroki na zasadzie chybił trafił, „recydywy” i mam chusteczkę haftowaną, a nie na podstawie dowodów i merytorycznych procedur postępowania. O karach dyscyplinarnym (przynajmniej) wobec nich, można zapomnieć.

Sędziowie III Wydziału Rodzinnego i Nieletnich Sądu Rejonowego w Jeleniej Górze uprawiają wybiórczo bezczynność. Wielu powodom zmieniają wysokość alimentów na ich życzenie, w górę lub w dół w zależności od podstaw, ale niektórym wnioskodawcom nie podejmują w ogóle merytorycznie spraw do rozpoznania. Dowodem akta sprawy o sygn. R III C 66/03.

W dniu 22 sierpnia 2011 r. Sędzia Sądu Okręgowego w Jeleniej Górze Urszula Wiewióra (Zastępca Przewodniczącego), rozpoznała sprawę I C 730/11 z powództwa kobiety o rozwód, bez jakiegokolwiek formalnego wezwania pozwanego i orzekła zaocznie zgodnie z wnioskiem powódki rozwód. Sposób, dowody i szybkość rozstrzygnięcia, nie mieściły się później w głowie pozwanego. Na jego szczęście, i dzieci małżeństwa, zdążył się w porę zorientować i złożył sensowny sprzeciw. W każdym bądź razie nie ma to nic wspólnego z demokratycznym państwem prawa urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej. Tylko cud sprawił, że facet nie został dzięki jeleniogórskiej Sędzi Sądu Okręgowego pozostawiony na łasce Boga, bez podziału majątku, prawa do dziedziczenia i wspólnego rozliczania (również ulg) i z naliczonymi z kosmosu alimentami. Tak to prawo działa w Jeleniej Górze i w całej zresztą Rzeczpospolitej.

Sędzia Sądu Rejonowego w Jeleniej Górze Jarosław Staszkiewicz niewątpliwie przekroczył swoje uprawnienia wydając wyrok karny w sprawie o zniesławienie sygn. II K 467/07. Ogłosił wyrok skazujący z oskarżenia prywatnego po blisko roku bezproduktywnego szukania w dniu 6 maja 2008 r. z rażącym naruszeniem art. 5. § 2. k.p.k. Taka jest prawda. Zanim ogłosił ten wyrok, to pouczył świadka i uprzedził o odpowiedzialności karnej za fałszywe składanie zeznań. W oparciu o tyn wyrok Wydział Cywilny Sądu Okręgowego w Jeleniej Górze wydał ponoć jakiś radykalny wyrok I C 1062/08 w dniu 3 września 2008 r. gdy nieświadomy niczego oskarżony opiekował się starszymi, schorowanymi Niemcami. Potem były jeszcze jakieś tajemnicze grzywny i komornik Jerzy Wydro. Wszystko to na wniosek współwłaściciela FM „Ligęza” Sp. z o.o. w Jeleniej Górze i jednocześnie ówczesnego skarbnika Rotary Club. Sześć lat komitywa zawodowa „filantropów” i koneksje wymiaru sprawiedliwości, zaocznie i niejawnie prześladują drastycznie to piszącego za rzekomą pomoc drugiemu człowiekowi. Ignorują wszelkie podstawy wznowienia postępowań. Ostatnio, w dniu 21.09.2012 r. Sędzia Sądu Rejonowego w Jeleniej Górze Andrzej Muszka nie dopełnił obowiązków służbowych w sprawie Kp 435/12. Wydał żałosne, niechlujne i skrajnie odwrotne orzeczenie niż kolega w wyroku II K 467/07. Przekłamał ponadto w postanowieniu czas ujawnienia nieprawdy przez świadka, popełnił szereg błędów pisarskich i zamieścił w nim obce dane osobowe. Trzy lata temu wyszły na jaw niezbite dowody poświadczenia nieprawdy przez wspomnianego świadka, ale m.in. PRJG Adam Kurzydło udowadnia w nieudolny sposób za wszelką cenę, że takie ostrzeżenia o odpowiedzialności karnej to fikcja. Reżimowe „Pokłosie” trwa nadal. To III świat.

Nie zdziwię się jak po publikacji tych faktów, spec służby III władzy (klakierzy MS i PG) wystawią przeciwko mnie najcięższe armaty i wytoczą procesy za ujawnianie epidemii funkcjonariuszy, wirusów prawa, ocenę „niezawisłych” organów. U nas nie ma nadzoru i kontroli bestii totalitarnych. Jak się im tyłek pali to działają na zasadzie talibańskich terrorystów – najlepszą obroną jest atak. Tak działa zaraza. Nie potrzeba nam wojny. Każde próby pierestrojki zniszczy w Polsce kapturowo legalna mafia. Anty ludzie z immunitetami. Nadzór polega na odsyłaniu wniosków do katów. Niech się generałowie od siedmiu boleści nie dziwią, że ludzie uciekają się do zamachów bo I, II i III władza nie zamierza siebie naprawiać tylko rżnie głupa na okrągło i robi z ludzi wariatów. Jak za Stalina. Niewielu jest takich sędziów jak Igor Tuleya i prokuratorów jak Mateusz Wolny.

Grzegorz Niedźwiecki – socjolog, ciąg dalszy nastąpi...