Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
13 grudnia 2017
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 11-12-2014

DYPLOMATYCZNI IDIOCI Z SIKORSKIM NA CZELE CZYLI NIE MA ZŁEGO, CO BY NA DOBRE NIE WYSZŁO


 Kiedy w swoim exposé Ewa Kopacz pouczała o pragmatyzmie w polityce, z wysokości swojego podium spoglądał z kamiennym obliczem marszałek Sejmu. Jego twarz przybrała wręcz zatrwożony wyraz, kiedy usłyszał: „najgłębszą racją stanu Polski jest nie dopuścić do osamotnienia Polski w wyniku stawiania sobie nierealistycznych celów”. Jeszcze w zeszłym roku mieliśmy na Kremlu tylko przyjaciół, na czele z pułkownikiem Putinem i generałową Anodiną. Dziś Tusk zwiewa do Brukseli, porzuca Polaków na pastwę Rosjan, w dodatku dla fuchy, którą załatwiła mu Merkel, o której wiadomo, że kręci lody z Putinem. Biedny Polak otrzymał złowieszczy przekaz – zdrada, Rosjanie ante portas, Polski bronią Kopacz, Sikorski i Komorowski (ten ostatni z myśliwską dwururką), groza narasta z każdą minutą. Jakie płyną z tego nauki, oprócz konkluzji, że najbardziej przegrał Sikorski? Wprawdzie Polska ma na świecie samych sojuszników, ale okazało się, że „wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły”. Dziś widać jej osamotnienie i bezbronność. Niemcy okazały się sojusznikiem, tyle że Rosji. Poprzez „Der Spiegel” poinformowały, że mają armię w rozsypce i nie udzielą sojuszniczej pomocy w przypadku pojawienia się na przedmieściach Warszawy rosyjskich zagonów. Merkel wykluczyła bazy NATO w Europie Środkowej, a Obama interwencję wojskową. Temu ostatniemu Putin spadł jak dar niebios, bo rozpaczliwie szuka sojuszników w walce z islamistami, i tylko patrzeć jak z wroga ludzkości przeistoczy się w sojusznika naszych sojuszników. Polsce pozostało bezsilne miotanie się i złorzeczenie, przeplatane stawianymi „ku pokrzepieniu serc” prognozami „Gazety Polskiej”, wg których „dni Putina są policzone”. Obrazu dopełnia oczywista konkluzja - Polska nie należy do NATO, lecz do NATO-bis. Zabiegając przez ostatnie lata o niemiecki „protektorat”, tandem Tusk-Sikorski dał Merkel pełnomocnictwo do reprezentowania nas w świecie. W efekcie nikt z Polską się nie liczy. Poniża ją Rosja, oszukują Niemcy, ignoruje Francja. Kraje regionu ostentacyjnie pokazują, że z Polską w żadnej sprawie współpracować nie będą. Gdy słyszą dobiegające z Warszawy oskarżenia o prorosyjskość, nie kryją irytacji. Z ich perspektywy najbardziej prorosyjskim rządem w regionie był do niedawna gabinet Tuska. Gdy decydowały się losy Ukrainy, gdy o niej debatowali Ławrow z Niemcem i Francuzem, nie było przy tym „najlepszego ministra w UE, którego językiem mówi cała Europa”. Na jego udział nie zgodziła się Moskwa, która po raz kolejny posłała w świat komunikat - Polskę może ustawiać jak chce. Obecności polskiego ministra sprzeciwił się także Steinmeier, któremu nie tak dawno Radek grał na organach i obwoził po Chobielinie w przyczepie ruskiego motocykla. Niemcy kierują się swoimi interesami. Za co nie wolno mieć do nich pretensji. Warto natomiast, by pilnowaniem swoich zajęła się wreszcie Polska. Taka oczywistość stała się powodem poważnego dysonansu poznawczego publicystów „Gazety Polskiej”, którzy nie posiadali się z oburzenia odkrywając, że Niemcy prowadzą politykę inną niż nasza.

Dyplomatyczni idioci

Przegrał Sikorski. Czy ktokolwiek zresztą mógł czegoś poważnego spodziewać się po ministrze, który jednego dnia porównuje bałtycką rurę do układu Ribbentrop-Mołotow, a drugiego kłania się Niemcom w pas? Który jednego dnia widzi Rosję w NATO, a drugiego domaga się wymazania jej z mapy świata? Który już po jednej lampce wina wygaduje piramidalne bzdury, potwierdzając przy okazji, że dyplom Oksfordu kupił, bo nie nauczył się nawet mądrości Winstona Churchilla: „Prawdziwym dyplomatą jest ten, kto dwa razy pomyśli, zanim nic nie powie”. W 2009 r. Radek Sikorski odznaczył swoim orderem Bartłomieja Sienkiewicza - „Za błyskotliwe analizy, pomocne w formułowaniu polskiej polityki zagranicznej”. Obaj nakręcają się nawzajem od kilku lat. Zanim Sienkiewicz wykrzyknął nam w twarz „idziemy po was!”, założył i prowadził Ośrodek Studiów Wschodnich, czyli klub mędrków, którzy analizują w trybie całodobowym cały Wschód, w tym różnice pomiędzy dobrymi i złymi oligarchami ukraińskimi. Skutki błyskotliwych, trwających latami analiz widzimy dziś w raportach z Majdanu. To bę­dzie ka­ta­stro­fa. Putin już wie, że Unia nie bę­dzie dla niego prze­szko­dą. A to ozna­cza jedno - za­fun­du­je jej na­praw­dę nie­złą prze­jażdż­kę -dowodzi „Fo­re­ign Po­li­cy”. Szcze­gól­nie kry­tycz­nie wy­po­wia­da się na temat no­mi­na­cji dla Tuska. Taka no­mi­na­cja może być nie­bez­piecz­nym sy­gna­łem. Wy­bie­ra­jąc tak sła­bego kan­dy­da­ta na tak ważne sta­no­wi­sko, UE sama po­zba­wia się moż­li­wo­ści sta­now­cze­go i sku­tecz­ne­go re­ago­wa­nia na po­czy­na­nia Rosji. Dla Krem­la to tak na­praw­dę zie­lo­ne świa­tło dla dal­szej in­ter­wen­cji na Ukra­inie.

Inna nauka płynąca z wyprawy na Kijów - pomysłu na Rosję, na stosunki z Rosją nie mamy, poza bezsilnym żądaniem sankcji i licytowaniem się w antyrosyjskim radykalizmie. Putin, jak i ci z Majdanu, nie jest wieczny. Kiedyś odejdzie, a Rosja pozostanie. Przypomnieć tu trzeba, że perspektywa dobrych stosunków już raz się pojawiła, tuż po rozpadzie ZSRR. Wówczas jednak „nasi” woleli postawić na Rosję oligarchów o rodowodach dziwnie podobnych do rodowodów wnucząt KPP, na tranzyt rosyjskich Żydów, i na „moskiewską pożyczkę”. Rosja nie jedno ma oblicze. Obok antypolskich resentymentów istnieją tam całkiem spore obszary życzliwości, przyjaźni, nawet propolskiej fascynacji. Chodzi więc o to, by nie palić za sobą mostów, by przy lepszej koniunkturze wrócić do normalnych stosunków. Aktualna pozostaje tu myśl Cypriana Norwida: „Granicząc z Rosją, trzeba w niej mieć swą partię”. Aby jednak takową mieć, trzeba Rosję znać i rozumieć. Dziś na jej temat dominuje dziwna mikstura poglądów. Myślowo prostackich - szkodzić Rosji, gdzie tylko się da, wymazać z mapy świata. Uwieńczonych fanfaronadą - zostać „Izraelem w Europie”, krajem wprawdzie znienawidzonym, otoczonym przez wrogów, lecz chronionym przez USA. Mówiąc o stosunkach z Rosją warto też uwzględnić inną teorię (zresztą zdeklarowanego germanofila): jeżeli ma się Kresy wschodnie, to należy trzymać się Zachodu, a jeżeli ma się Kresy zachodnie, to należy trzymać ze Wschodem. PO wybrała nieco inny wariant, nie wiadomo czy najlepszy: mając Kresy zachodnie sprzymierzyła się z Niemcami, którzy chcą nam te kresy odebrać. Historia pokazuje, że nie ma trwałych wrogości lub przyjaźni, że częstokroć radykalna wrogość przemienia się we współpracę, bądź na odwrót. Gdyby w przyszłości przyszło nam rywalizować na wschodzie z jakimś państwem silniejszym i ludniejszym, być może sojusznikiem okaże się... Rosja.

ITD.

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.