Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
26 maja 2019
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

AFERY PRAWA PUNKT WIDZENIA MAŁGORZATY MADZIAR

MADZIAR - KRÓLESTWO BEZPRAWIA SĄDOWEGO w ŁODZI

W ŁODZI NIE TYLKO ŁOWIĄ „SKÓRKI”, ALE BURZĄ PRYWATNE DOMY, PORYWAJĄ DZIECI I ARESZTUJĄ NIEWINNYCH LUDZI...

TAM „PRAWO” ZNACZY CHYBA TYLE SAMO, CO NIC...

Rodzina Małków już 20 lat walczy o własny dom. Dwadzieścia lat walczy o sprawiedliwość. Niestety, bezskutecznie... Bo przestarzała i wyświechtana machina prokuratorsko-sędziowska – wciąż jeszcze działa, a jej „wyrobione tryby” dalej miażdżą bezbronnych ludzi... Takie rzeczy dzieją się tylko w Polsce, gdzie Prawo i Sprawiedliwość znaczy chyba tylko: „wydoić, zgnębić i zniszczyć”...

Dramat Hanny i Zdzisława Małek rozpoczął się w 1987 r. i trwa do dnia dzisiejszego, bo bezradni ludzie nie mogą poradzić sobie z „urzędniczą i sądową mafią”...

Ale zacznijmy od początku:

W 1987 r. Małkowie rozpoczynają budowę jednorodzinnego domu na osiedlu Smulsko w Łodzi. Z sąsiadem Marianem K. (który ma kasę, a dzięki niej chyba i „plecy”) muszą mieć wspólny komin. Miał on być wybudowany w ścianie łączącej obydwa budynki. Małkowie zaczynają budowę od fundamentów i parteru. Zbliża się zima, zalewają więc strop, by zapobiec niszczeniu budynku. Na tym etapie budowę przerywają. Na osiedlu pojawiają się na przełomie stycznia i lutego 1988 r. Nie wierzą własnym oczom. Dom sąsiada Mariana K. przez zimę został już wybudowany i niezgodnie z planem podwyższony o jedną kondygnację (podobno Marian K. nie po raz pierwszy uprawiał budowlaną samowolę, bo wcześniej to samo zrobił z podpiwniczeniem, którego nie miał w planie). W takiej sytuacji wręcz niemożliwe jest pozyskanie wspólnej ściany, która była podstawą architektonicznego planu domu Małków. Nakazuje to wprowadzenia na własny koszt zmiany w planach. Zdenerwowani Małkowie udają się do Urzędu Dzielnicowego. Inspektor nadzoru budowlanego – Elżbieta K. informuje, że: „mogą kontynuować budowę, a także zmienić powierzchnię swego domu, zaś wspólną ścianę o grubości 12 cm. z cegły dziurawki /bez wiązań murarskich/, rozdzieloną i wybudowaną przez sąsiada od stropu, mogą od wewnątrz pogrubić stawiając swoją ścianę ,a tym samy podciąg pod t ścianę”. Zapewnia przy tym, że widziała budowę, i że zbędne jest składanie dodatkowej dokumentacji. Małkowie jednak składają podanie i projekt ze zmianami. Pani inspektor akceptuje i zaznacza zmiany w projekcie (na marginesie warto dodać, że owy projekt później przepadł bez wieści w prokuraturze (?!) a znalazł się dopiero po kilku latach). Małkowie są już spokojni i pewni, że wszystko jest w porządku.

Pewnego dnia Zdzisław Małek udaje się na teren budowy. Nie zastaje tam żadnego pracownika. Dowiaduje się o wcześniejszej wizycie jakichś urzędników, którzy wystraszyli robotników informacją, że: „Małek uprawia budowlaną samowolę, co jest przestępstwem, i ci, którzy pracują przy budowie jego domu, tak samo popełniają przestępstwo”. Natychmiast udaje się do Urzędu Dzielnicowego. Nie uzyskuje jednak żadnej odpowiedzi. Otrzymuje natomiast pismo z decyzją o „rozbiórce kondygnacji i obowiązku doprowadzenia przewodów kominowych usytuowanych we wspólnej ścianie z domem sąsiada Mariana K. do stanu zgodnego z zatwierdzonym projektem technicznym”.(?!) Małkowie odwołują się od decyzji na rozbiórkę do Urzędu Miasta Łodzi, składają skargę na urzędniczkę Elżbietę K. oraz na kierownika Wydziału Architektury Lecha F., który wstrzymał budowę. Urząd, który wydał nakaz rozbiórki - wzywa obydwie strony, w celu „dogadania się” (zapewne wcześniej dogadał się z sąsiadem Z. Małka...przyp. MM) Marian K. jest gotowy do pojednania, ale pod warunkiem, że... Małkowie podwyższą dach jego domu na swój koszt! Urząd Miasta uznanaje decyzję za bezsensowną i bezprawną. Uznaje też, że Urząd Dzielnicowy mógł najwyżej nakazać wstrzymania budowy i to pod warunkiem wszczęcia specjalnego postępowania, a nie rozbiórki znacznej części budynku! Na miejsce budowy udaje się komisja z Urzędu Miasta. Jednak zainteresowana jest głównie domem Małków... Po „owej” kontroli Małkowie oczekują na decyzję o wznowieniu budowy. Mija kilka miesięcy, po których otrzymują decyzję, ale znowu z Urzędu Dzielnicowego, wydaną przez kierownika Wydziału Architektury Lecha F., który wydał uchyloną decyzję o rozbiórce, i na którego skarżyli się. Widnieje w niej groźba, że: „jeśli nie wstrzymają budowy, to nie otrzymają decyzji o jej wznowieniu”. Tyle, że Małkowie akurat od czterech miesięcy nie prowadzili żadnych robót na budowie... Dodatkowo zostają obarczeni winą za niedopełnienie obowiązków przez inspektor Elżbietę K. i sąsiada Mariana K... Potem otrzymują kolejne wezwania do urzędów, a nawet na kolegium. Znowu padają zarzuty uprawiania budowlanej samowoli. Grożą im, że jeśli nie pójdą na ugodę z Marianem K. – spotka ich za to kara w postaci przeciągnięcia sprawy do momentu, aż dom zupełnie zniszczy się!

Postanawiają szukać sprawiedliwości gdzie indziej. Zaczynają od Ministerstwa i Ministra Budownictwa, którzy wydają Urzędowi Miasta nakaz przeprowadzenia kontroli w obydwu budynkach. Urząd Miasta, a raczej jego reprezentant, czyli ówczesny wiceprezydent Kazimierz Jujka „olewa” ministerialny „prikaz”. Zwracają się więc do Sądu Administracyjnego. Nie przynosi to żadnego skutku. W grudniu 1989 r. postanawiają zadaszyć budynek. Nakłania ich do tego ocena biegłego sądowego, że dom zapleśniał i zagrzybiał. Tymczasem „uczynny i życzliwy” sąsiad natychmiast powiadamia „odpowiednich urzędasów” o „bezprawnej kontynuacji budowy”. Z. Małek zwraca się po pomoc do prezydenta - Waldemara Bohdanowicza. Ten sprytnie spławia go zapewniając, że działania urzędników są prawidłowe. W marcu 1990 r. Z. Małek ponownie powiadamia o wszystkim Ministra Budownictwa i prosi o wszczęcie postępowania z nadzoru. 06 kwietnia Minister Budownictwa poprzez Urząd Miasta telexsem powiadamia Małków o wszczęciu postępowania i przeprowadzeniu na obydwu budowach kontroli z udziałem reprezentantów łódzkich urzędów. Zapis w protokołach pokontrolnych wyraźnie winni Mariana K. za niezgodnie ze sztuką budowlaną wybudowany komin i ścianę. 10.05.1990 r. na podstawie przeprowadzonego postępowania Minister Budownictwa wydaje decyzję potwierdzającą ewidentną winę Mariana K. i łódzkich urzędników. A więc, idiotyczne pomysły miejscowych „urzędasów” o rozbiórce komina i kondygnacji domu Małków - zostają podważone. Na skutek skargi Małków, w czerwcu 1990 r. Minister Budownictwa potwierdza wydaną przez siebie decyzję o przeciąganiu przez urzędników wydania pozwolenia kontynuacji budowy. Zaraz po jego interwencji Małkowie zostają wezwani przez Urząd Wojewódzki, w celu ostatecznego zakończenia ich sprawy i ... wreszcie uzyskują pozwolenie na budowę, w którym urząd potwierdza winę sąsiada i przyznaje się do swojej! Zanim jednak do tego doszło – Małkowie wystąpili do sądu przeciwko Marianowi K. o odszkodowanie za powstałe straty. I już po kilku dniach dała znać o sobie zawziętość i „urażona duma” urzędników. Ponownie pojawiają się na budowie strasząc robotników wykonujących zadaszenie domu, że: „jeśli będą pracować na nielegalnej budowie, zapłacą wysokie kary” tym samym wyrzucając ich z budowy. To spowodowało, że w lipcu 1990 r. Małkowie występują do wojewody Waldemara Bohdanowicza (wcześniejszego Prezydenta Miasta Łodzi) o odszkodowanie, czyli – nowy dom i działkę. Z powodu braku odpowiedzi, adwokat Małków powiadamia wojewodę, iż działania jego urzędników są bezprawne, nie mają mocy prawnej i występują oni przeciwko niemu do sądu z pozwem o odszkodowanie. Wcześniej, jeszcze przed decyzją Ministra Budownictwa, Małkowie zwracają się do Prokuratury Generalnej z wnioskiem o ukaranie łódzkich urzędników. Ta przekazuje sprawę Prokuraturze Wojewódzkiej, a ta z kolei Prokuraturze Rejonowej, która uznaje winę urzędników, ale nie dopatruje się w ich działaniach żadnego przestępstwa (?!) Podobnie jak wojewódzka, która poinformowała tylko o ukaraniu i dyscyplinarnym zwolnieniu z pracy inspektor Elżbiety K... Składają więc skargę do prokuratora Herzoga, I z-cy prokuratora generalnego, z wnioskiem o wszczęcie postępowania karnego przeciwko urzędnikom, za zniszczenie ich mienia poprzez niedopełnienie obowiązków. Prokurator Herzog wydaje wniosek o wszczęcie postępowania karnego przekazując sprawę Prokuraturze Wojewódzkiej, a ta z kolei Rejonowej. Sprawę bierze w swoje ręce prokurator Beata M., która nie pracuje zgodnie z wytycznymi prokuratora Herzoga. Jej działania przynoszą wręcz odwrotny efekt. Małkowie znowu zaczynają być atakowani. Urzędnicy za wszelką cenę chcą podważyć decyzję powtórnego udzielenia im pozwolenia na budowę. Prokurator Beata M. po przeprowadzeniu postępowania przygotowawczego wydaje postanowienie o prowadzeniu śledztwa przeciwko urzędnikom. Małkowie jako poszkodowani przychodzą do prokuratury w celu przejrzenia akt, co było im potrzebne w sprawie sądowej przeciwko Marianowi K. Okazuje się jednak, że akt śledczych nie ma, gdyż prokurator Beata M. wydała je urzędnikom poza obręb prokuratury! Natychmiast zawiaamiają o tym prok. Gumowskiego - szefa Prokuratury Rejonowej, który na ich żądanie wydaje pismo potwierdzające brak akt śledczych i potwierdza przekazanie ich do urzędu. Składają więc skargę na Prokuraturę Rejonową i prok. Beatę M. do Prokuratora Wojewódzkiego. Tymczasem Prokuratura Rejonowa dalej prowadzi śledztwo, ale już bez udziału prokurator Beaty M. wydając postanowienie o ukaraniu tylko inspektor Elżbiety K. Małkowie składają zażalenie do Prokuratury Wojewódzkiej na wydane przez Prokuraturę Rejonową postanowienie, w którego wydaniu uczestniczy prokurator Beata M. (?!). Z ustaleń wynika, że zmieniła pracę i została zatrudniona w Prokuraturze Wojewódzkiej. I (o zgrozo!) sama rozpatruje zażalenie na siebie oraz w dalszym ciągu prowadzi to samo śledztwo przeciwko urzędnikom (?!)

Po decyzji Ministra Budownictwa i wszczęciu postępowania przez prokuratora Herzoga, Małkowie postanawiają działać bardziej zdecydowanie. Obwieszają budowany dom transparentami z hasłami sprzeciwu wobec rozpasanych urzędników. W październiku 1991 r. na teren ogrodzonej posesji Małków brutalnie wkracza policja, miejscowi urzędnicy oraz robotnicy z młotami i kilofami w celu zburzenia budynku. Małkowie bronią jak mogą swojego mienia. Jednak znaczna część domu zostaje zburzona i wywieziona na śmietnik. Przy użyciu siły policjanci wyprowadzają Małków z terenu własnej posesji. Na żądanie teścia sąsiada Mariana K. Hanna Małek zostaje aresztowana. Następnie Małkom wytoczony zostaje proces za uniemożliwienie wejścia policjantom i urzędnikom na teren posesji oraz czynną napaść na funkcjonariusza (?!). W tym samym czasie w Prokuraturze Wojewódzkiej, Beata M. prowadzi śledztwo przeciwko sobie, bo... dopuściła się przestępstwa wydając akta śledcze urzędnikom oraz funkcjonariuszom z III Komisariatu Policji, którzy wtargnęli na teren posesji Małków, przyczyniając się do dewastacji ich domu, niszcząc dowody w sprawie sądowej i w śledztwie...

Dla przypomnienia: mija już pięć lat od momentu rozpoczęcia budowy domu. Został zniszczony, a w sądzie toczy się przeciwko Małkom sprawa o napaść na funkcjonariusza... Dochodzi do kolejnych skandali: w protokołach zeznań Małków, sędzia zostawia puste miejsca, pojawiają się pominięcia i przekłamania, nie przyjmuje się od nich dowodów niewinności itp. Małkowie proszą o wykluczenie ze sprawy sędziego i przewodniczącej X Wydziału Karnego, która nie wezwała Małków celem... zapewnienia im ochrony prawnej. Doznają kolejnego szoku, bo wniosek złożony przeciwko przewodniczącej i sędziemu - rozpatruje sama przewodnicząca Maria W., o której wykluczenie prosili! W obecności dwóch ławników (zamiast trzech, zawodowych sędziów) wydaje wyrok uniewinniający Zdzisława Małka, natomiast jego małżonkę skazuje na 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata! H. i Z. Małkowie składają do Sądu Wojewódzkiego rewizję od wyroku, a do Prokuratora Generalnego wniosek o ukaranie sędziów, którzy dopuścili się oszustw i zaniedbań oraz wyłączenie ze sprawy łódzkie sądy. Spotyka ich kolejna „niespodzianka”. Urzędniczka z Ministerstwa zmieniła wniosek o wyłączenie sądów łódzkich na wniosek o wyłączenie sędziów... Żadne tłumaczenia i wyjaśniania nie skutkują. Nie ma winnych, nie ma mowy o pomyłce urzędniczki. Wniosek staje się niemożliwy do realizacji i basta!

Małkowie zaczynają szukać pomocy wyżej. Zwracają się do posłów, ministrów, premierów, a nawet do byłego prezydenta Lecha Wałęsy. Pomimo wysłanych pism, udaje im się dwukrotnie rozmawiać z nim telefonicznie. Podczas pierwszej Wałęsa proponuje wycofanie z sądu sprawy przeciwko wojewodzie W. Bohdanowiczowi, a on w zamian postara się im o odszkodowanie za zniszczony dom cyt: „Ja daje takom propozycję, ma pan lepszom”? Z. Małek nie zgadza się. Brzydzi się oszustwem urzędników. Podczas drugiej rozmowy Wałęsa oznajmia, że: „przedłożony przez nich wniosek o ukaranie nieuczciwych urzędników, to on może podrzeć i wyrzucić do ubikacji, bo i tak nie może nic zrobić, bo go wszyscy olewają”... Inaczej potraktował ich Bujak, kiedy to apelował o zgłaszanie przypadków rażących niedociągnięć w pracy administracji i znamion mafijności w urzędach. Oznajmił wprost, że „ich sprawa go nie obchodzi, bo on potrzebuje tylko zgłoszeń, aby uzyskać dane statystyczne”. Małkowie szukają pomocy u innych: Chrzanowskiego, Dyki, Piątkowskiego, Cimoszewicza... Niestety, nie znajdują jej...

We wrześniu 1993 r. Małkowie spotykają przed domem dwóch policjantów w cywilnym ubraniu. Ci zabierają ich na komendę, a potem do sądu. I znowu padają te same zarzuty tj. o czynną napaść na policjanta, ale... pod nowym numerem sprawy(?!) W lutym 1994 r. otrzymują kolejne wezwanie do sądu. Związane ze starą sprawą, ale z nowym numerem... Odmawiają uczestnictwa. Bo dla nich to nienormalne, że kiedy składają wniosek o ukaranie łódzkich sędziów i wyłączenie ich ze sprawy, oni siłą ciągną ich na salę rozpraw?! Nienormalne jest dla nich też, że nie rozpatrzono rewizji od wyroku z 2 września 1992 r., że Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny nie wszczął postępowania, nie wydał postanowienia w związku z ich zażaleniem na postanowienia wydawane w II instancji przez prokurator Beatę M., która poprzez nakazanie im odwołania się do Prokuratora Generalnego stworzyła III instancję prokuratury zapewne po to, aby ukryć I instancję, z której nagle „zniknęły” akta śledcze...

W kwietniu 1994 r. składają doniesienie do Sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych na bezczynność Prezydenta R.P., Ministra Sprawiedliwości, Prokuratora Generalnego, pracowników Ministerstwa Sprawiedliwości i Prokuratury Generalnej, na łódzkich sędziów, prokuratorów, policjantów i urzędników. Ci zaczynają się mścić...

W maju 1994 r. łódzki sąd na skutek działania sędzi Marii W. wydaje postanowienie o zawieszeniu Małkom władzy rodzicielskiej nad ich dwunastoletnią córeczką Martą. Uzasadnia to brakiem opieki nad dzieckiem w czasie, gdyby rodzice przebywali w areszcie. W postanowieniu tym jest też mowa o innym postanowieniu... a mianowicie tymczasowego aresztowania Hanny i Zdzisława Małków wydanym przez sędzię Marię W.! I za jej „pośrednictwem” policja zabiera Martę ze szkoły i umieszcza w Państwowym Pogotowiu Opiekuńczym. Rodzice w tym czasie są w pracy. Kurator sądowy telefonicznie powiadamia o tym babcię Marty. Ta natychmiast dzwoni do rodziców dziecka. Tymczasem dwunastoletnia Marta przeżywa szok. W Pogotowiu jest bita przez zdegenerowanych wyrostków, którzy znęcają się nad nią, plują jej do jedzenia itp. Małkowie nie wytrzymują nerwowo. Po ich protestach w Sejmie i Ministerstwie Sprawiedliwości – Marta zostaje zwolniona. Opiekę nad nią (bez badania sprawy) sąd powierza rodzicom Z. Małka. Warto dodać, że sędzia Maria W. brała również udział w tej samej sprawie Hanny i Zdzisława Małków w wyroku Sądu Wojewódzkiego, zatwierdzając swoje wcześniejsze działania w Sądzie Rejonowym (?!).

Od tego momentu Małków ogarnia prawdziwy strach. Obawiają się mafijnych działań urzędników. Komornik zaczyna ścigać ich w celu ściągnięcia 250 milionów złotych za rozbiórkę i...przykrycie dachem zniszczonego domu! Dostają telefony z pogróżkami. Nieznani osobnicy wypytują sąsiadów o ich miejsce zamieszkania. Małkowie ukrywają się wraz z dzieckiem u rodziców Zdzisława Małka w obawie o swoją wolność i życie (jednocześnie pracując i płacąc podatki). Ze względów bezpieczeństwa pracują razem w jednym zakładzie, wszędzie chodzą razem... Nie wiedzą przecież, co może ich jeszcze spotkać? Nerwowe napięcie ogarnia całą rodzinę. Ojciec Z. Małka dostaje udaru mózgu. Umiera. Lekarze stwierdzają, że zgon nastąpił po wstrząsie na tle nerwowym, że miał bezpośredni związek z sytuacją, w jakiej znalazł się jego syn...

Ta gehenna trwa już dwadzieścia lat! A przecież Małkowie nie chcieli niczego więcej, tylko sprawiedliwości... W łódzkich sądach i prokuraturach nie mówią o nich inaczej, jak: „szaleńcy, maniacy widzący wszędzie tylko spiski i walczącą z nimi mafię”. A przecież mają dowody na „mafijne działania”... Bo jak zrozumieć przemieszczanie wówczas tyłka prokurator Beaty M. ze „stołka na stołek”? Jak wytłumaczyć fakt, że prowadząc najpierw sprawę w Prokuraturze Rejonowej, a następnie śledztwo w Prokuraturze Wojewódzkiej jednocześnie przeciwko urzędnikom i policji o wtargnięcie na teren ogrodzonej posesji rodziny Małków, skoro to wtargnięcie było właśnie skutkiem wydania owym urzędnikom sądowych akt sprawy?! Zaś wydanie przez biegłego opinii ,,w ciemno” na żądanie W. Bohdanowicza - pomogło mu wydać drugą, powieloną decyzję o rozbiórce, którą wcześniej uchylił Minister Budownictwa?! Jak rozumieć, że ta sama prokurator w 1992 r. nakazała Hannie i Zdzisławowi Małkom, aby odwołali się do Prokuratora Generalnego, przez co stworzyła trzecią instancję i ukryła pierwszą, a także swój udział w niej?! A świadczą o tym postanowienia, które osobiście wydawała... Takich „prokuratorskich działań”, nie można chyba nazwać inaczej jak – korupcja, matactwo i oszustwo. Na matactwo wskazują też pisma i postanowienie wydane przez prokuratora F. z Departamentu Prokuratury Ministerstwa Sprawiedliwości, wydawane (jak wynika z jego pism) na podstawie informacji uzyskanych od prokurator Beaty M. tzn. z naruszeniem prawa - bez badania sprawy... Pisemne odpowiedzi Ministerstwa - wydane przez p. Piątkowską, Zakrzewską i Górnickiego, dyrektora Departamentu Prokuratury dowodzą, że zażalenie Małków na postanowienie prokurator Beaty M. - nigdy nie zostało rozpoznane, podobnie jak ich skarga - doniesienie o kradzieży przez nią akt sprawy i braniu udziału w tej samej sprawie w kilku instancjach (?!) Jak nazwać działania policjantów, którzy przeszukiwali ich mieszkanie z bronią w ręku, strasząc dziecko i matkę? Jak rozumieć ich wtargnięcie na teren prywatnej posesji bez żadnego nakazu?! Za co Hanna Małek spędziła w areszcie 30 dni, a jej mąż Zdzisław 54 – doznając w międzyczasie paraliżu lewej strony ciała? Co sądzić o obrzydliwych działaniach urzędasów? A zwłaszcza tych „zwyrodnialców”, którzy bezprawnie i bez skrupułów wydali decyzję na rozbiórkę znacznej części domu i z satysfakcją przyglądali się ludziom z młotami i kilofami, którzy niszczyli dorobek życia rodziny Małków?!

W Polsce chyba naprawdę nie ma sprawiedliwości... bo skoro Małkowie występują o zmianę pełnomocnika mecenas Elżbiety J., która wnosi na posiedzeniu Sądu Najwyższego kasację wyroku Sądu Apelacyjnego, pomijąc bardzo istotne fakty i ukrywając dowody winy urządników, a tym samym rażąco narusza prawo działając przeciwko Małkom, to czy można wierzyć w sprawiedliwość?! Czy można w nią wierzyć, skoro sędziowie Sądu Najwyższego nie sporządzają protokołu zgodnie z zaistniałymi faktami, ukrywają wnioski Małków zgłaszane przed rozprawą, „grają na zwłokę” informując ich, że zarówno Okręgowa jak i Naczelna Rada Adwokacka w Warszawie, nie zajęły stanowiska w sprawie wniosku o przyznanie im pełnomocnika, na skutek czego zostaje odroczona rozprawa kasacyjna? Czy można wierzyć w sprawiedliwość w momencie, kiedy Okręgowa Rada Adwokacka w Warszawie, odmawia im przydzielenia innego adwokata na skutek ich rezygnacji z mecenas Elżbiety J. i przychyla się do jej wniosku, a nie Małków – wyznaczając inną, prawdopodobnie zaprzyjaźnioną z nią „papugę”, czyli mecenasa Tomasza O., który telefonicznie informuje Małków, że: „będzie bronił kasacji tak napisanej, jak zrobiła to Elżbieta J.” (?!) Działając w ten sposób, ci sami sędziowie Sądu Najwyższego pozbawiają ich przysługującego im z urzędu pełnomocnika, który prawidłowo reprezentowałby ich przed Sądem Najwyższym – w wyniku czego (pomimo ich sprzeciwu) mec. Tomasz O. staje przed obliczem Sądu Najwyższego, popierając kasację zgodnie z tym, jak napisała ją Elżbieta J. i wnosi o zasądzenie odpowiednich kosztów procesu w kwocie 7.500 złotych... Małkowie oczywiście nie zgadzają się z tym, na skutek czego dochodzi do przerwania rozprawy i wydania uzasadnienia, że cyt: „nie ma to znaczenia z czyjego wniosku na sprawie będzie występował adwokat”. W wyniku tego, Sąd Najwyższy nie uwzględnia kasacji, a na dodatek uznaje winę Małków, bo: „pominęli dowody zawarte w pismach procesowych ”...

Czy można wierzyć w sprawiedliwość, kiedy sędziowie reprezentujący Sąd Najwyższy dopuszczają się kłamstw, matactwa i łamania prawnych przepisów? Czy Minister Sprawiedliwości, a zarazem Prokurator Generalny RP – Zbigniew Ziobro nie powinien wszcząć śledztwa i doprowadzić do wznowienia postępowania kasacyjnego? Przecież z dokumentacji skrupulatnie zbieranej przez tyle lat, jasno wynika, że wszyscy; począwszy od łódzkich urzędników administracyjnych, sędziów, prokuratorów i adwokatów, a kończywszy na wszelkiej maści ministrach, czy Trybunale Konstytucyjnym – popełnili szereg przestępstw! Świadczą o tym liczne pisma kierowane do Prokuratury Krajowej, Ministerstwa Sprawiedliwości, rozmowy telefoniczne – lecz sprawa w dalszym ciągu sprowadzana jest do parteru, czyli do Łodzi! Do instytucji, w których już dawno popełniono mnóstwo wykroczeń, łącznie z naruszeniem praw człowieka! Świadczą o tym także słowa dyrektora Prokuratury Krajowej cyt: „To, że ktoś ukradł akta niczego nie dowodzi i jest sprzeczne z faktami. Należy przedstawić odpowiednie dowody. Proponuję szefa Prokuratury Apelacyjnej w Łodzi”... Rozmowa telefoniczna została zarejestrowana. Od samego początku dyrektor wyraźnie nie chce zająć się sprawą Małków. Nie daje dojść do słowa Hannie Małek, przekonując o swojej racji! A czy zapoznał się chociaż z dokumentacją? Wszystko wskazuje na to, że Prokuratura Krajowa chce zatrzeć ślady przestępstwa nie tylko łódzkich urzędników... Chce zatrzeć ślady dziwnego zniknięcia dokumentacji, ślady czynu, którego (jak potwierdził prezes Prokuratury Rejonowej w Łodzi) dopuściła się ówczesna prokurator łódzkiego sądu Beata M., dziś pracownik Ministerstwa Sprawiedliwości, a prawdopodobnie nawet Prokuratury Krajowej. Jak to rozumieć? To za manipulacje otrzymuje się dzisiaj w nagrodę awans? Kto zapłaci Małkom za zniszczone mienie? Dlaczego poprzez bestialskie szykanowanie odbiera im się prawa człowieka? Czy ponoszą konsekwencje za to, że odważyli się przeciwstawić urzędniczo – sądowej korupcyji i matactwom? Kto odpowie za ich zrujnowane zdrowie, za śmierć ojca, za nerwowy rozstrój ich dziś już dorosłej córki Marty, która wciąż żyje z piętnem wydarzeń z minionych lat ? Czy rodzina Małków nigdy już nie znajdzie sprawiedliwości? Jak widać „mafijny łańcuszek” jest nierozerwalny... Gdzie do cholery jest Prawo i Sprawiedliwość?! Prawo jest, ale ustanowione tylko dla swoich... Nie dla szarych obywateli. A sprawiedliwości niestety, wciąż nie ma... Nie ma jej ani w Prokuraturze Krajowej, ani w Ministerstwie Sprawiedliwości, a co dopiero mówić o takiej Łodzi... W obecnym ustroju człowiek jako jednostka jest niczym. I jak wynika z powyższego materiału – jest nikim. Ale takie rzeczy mogą mieć miejsce tylko w Polsce, gdzie swego czasu krew lała się w walce o demokrację... Czy ktoś spodziewał się, że nowy ustrój będzie aż tak potężnym królestwem bezprawia?

Do sprawy rodziny Małków powrócimy jeszcze nie raz. Na bieżąco będziemy śledzić ich dalszy los. W obecnej sytuacji, pozostała im jedynie skarga do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Skarga przeciwko Rzeczpospolitej Polskiej...

Małgorzata Madziar

PS. Z uwagą przeczytałam pewien zapis stenograficzny (1415) z 209. posiedzenia Komisji Ustawodawstwa i Praworządności z dnia 4 sierpnia 2004 r. Głos zabrała wówczas Dyrektor Departamentu Legislacyjno-Prawnego w Ministerstwie Sprawiedliwości Beata Mik... Zacytuję bardzo ciekawe fragmenty zapisu, których słowa - moim zdaniem – powinny być przesłanką dla wszystkich tych, którzy dopuścili się przestępstwa wobec rodziny Małków:

„(...) Problem jest w istocie poważny. Z punktu widzenia prawa karnego zarówno od strony normatywnej, jak i od strony teoretycznej mamy do czynienia z regulacją bardzo delikatnej tkanki, toteż musimy - w naszym najgłębszym przekonaniu - pochylić nad nią czoła ze szczególną uwagą (...) bo jest to tkanka tak delikatna, że jakikolwiek nierozważny ruch może zaszkodzić, a nie pomóc. (...) Najkrócej rzecz ujmując, obrona konieczna jest okolicznością wyłączającą odpowiedzialność karną (...) Te okoliczności, które wyłączają nazywają się kontratypami. Innymi słowy wyrażenia "kontratyp" możemy używać tylko i wyłącznie do określenia okoliczności wyłączających odpowiedzialność karną z powodu zniesienia bezprawności (...) Bo czym jest obrona konieczna? Ustawodawca tak mówi w obecnym art. 25 §1: jeżeli, obywatelu, działasz w obronie koniecznej, odpierając bezpośredni bezprawny zamach na jakiekolwiek dobro chronione prawem, to ty jesteś w prawie (...) Rzeczywiście, pojawiały się i pojawiają pomysły, ażeby złagodzić odpowiedzialność działającego w ramach przekroczenia obrony koniecznej w sytuacji, gdy sprawca przestępstwa, atakujący, wdziera się na cudzy grunt lub do cudzego mieszkania. Tylko pytanie: jak to uczynić i czy rzeczywiście trzeba cokolwiek tutaj w kodeksie karnym robić? (...)”

Moim zdaniem – aby rzeczywiście chronić te „delikatne tkanki” przed jakimkolwiek szkodliwym działaniem, to zdecydowanie jestem za tym, aby unieszkodliwić wszystkich „kontratypów”, którzy charakteryzują się nierozważnymi ruchami, a zwłaszcza bezprawnymi zamachami, które bardzo szkodzą „delikatnym tkankom” ! Dobro „tkanek” powinno być chronione prawem, co wymaga zmian w kodeksie karnym, gdzie brakuje zapisu: „Tępić i ubezwłasnowolnić kontratypów”! I tu nie ma co polemizować, ani zastanawiać się, w jaki sposób to uczynić... Należy uczynić to natychmiast i to z największym przekonaniem o racji tego działania... No przecież dobro „tkanki” jest podobno najwyższym celem, a na dodatek chronione prawem...
(mm)


SĄDOWY „PASZTECIK”, czyli... sądowa POLKA - SAMOWOLKA.

DIABELSKA FELIETONISTYKA... nie tylko osobiste refleksje.

ZEZOWATA SPRAWIEDLIWOŚĆ - z cyklu patologie polskiego sądownictwa

BEZ ZNIECZULENIA - MIESIĘCZNIK OKOŁOMIŃSKI wydanie wrześniowe red. MAŁGORZATA MADZIAR - tu ujawniamy tylko prawdę...

Krytyka wyroków sądowych nie jest godzeniem w niezawisłość sędziowską. Nadmiar prawa prowadzi do patologii w zarządzaniu państwem - Profesor Bronisław Ziemianin

Polecam sprawy poruszane w działach:
SĄDY PROKURATURA ADWOKATURA
POLITYKA PRAWO INTERWENCJE - sprawy czytelników

Tematy w dziale dla inteligentnych:
ARTYKUŁY - tematy do przemyślenia z cyklu: POLITYKA - PIENIĄDZ - WŁADZA

"AFERY PRAWA" - Niezależne Czasopismo Internetowe www.aferyprawa.com
Stowarzyszenia Ochrony Praw Obywatelskich
Zespół redakcyjny: Zdzisław Raczkowski, Witold Ligezowski, Małgorzata Madziar, Zygfryd Wilk, Bogdan Goczyński, Zygmunt Jan Prusiński i sympatycy SOPO

uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: afery@poczta.fm
redakcja@aferyprawa.com
Dziękujemy za przysłane teksty opinie i informacje.

WSZYSTKICH INFORMUJĘ ŻE WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI I SWOBODA WYRAŻANIA SWOICH POGLĄDÓW JEST ZAGWARANTOWANA ART 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ.

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.

~fireman
18-06-2010 / 00:00
Dosc samowoli urzedasow i ludzi "z plecami"-jak moznz przez kilkadziesit lat gnebic szarych obywateli tylko dlatego ze sa mniej zamozni. Pamietajcie ONI tezglosuja.