Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
21 maja 2019
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

AFERY PRAWA MOBBING W MIEJSKIM PRZEDSZKOLU

Legnica - listy do czytelników. Mobbing w miejskim przedszkolu. Interwencja redakcji AP.

Legnica 14.12.2007 Pani
Anna Makowska
Prezes Krajowego Stowarzyszenia Antymobbingowego
Wrocław 50-237
ul. Ołbińska 18/5

Zwracam się z prośbą o wyrażenie swojej opinii czy są to znamiona mobbingu po zapoznaniu się z treścią mego pisma.

W Miejskim Przedszkolu Nr 4 pracowałam 14 lat jako kasjer-intendent-magazynier. Od 09.2002 r dyrektorem została nasza nauczycielka –Katarzyna P. Początkowo było bez zmian .W 04.2003 r zmarł mój woźny i ja chodziłam przez 1,5 m-ca po towar bieżący jak np. owoce czy to co zabrakło bo inne towary przywożono mi z hurtowni i dlatego miałam niską stawkę w przedszkolu. Niejednokrotnie prace zabierałam do domu bo się nie wyrabiałam albo byłam już zmęczona o czym wszyscy wiedzieli. Po półroczu otrzymałam pierwszą notatkę za spóźnienie bo pisałam do późna zestawienie magazynowe o czym wiedziała dyrektorka ale miała rację, spóźniłam się i odrobiłam to. Potem od września zaczęły się jakieś nagonki na jadłospisy, że nie takie ,trzeba coś zmienić ,dodawać potrawy z innych krajów , dwie surówki itp. w tym czasie była wizytacja placówki z kuratorium. Pani Kurator bardzo chwaliła , że jest dobre jedzenie i ze ja się mocno angażuję bo dyrektorka uszyła mi kostium klauna /b. ładny /w którym czasem występowałam na zabawie z dziećmi lub przy okazjach częstowałam cukierkami Rodziców. Wszystko to ładnie wyglądało ale swoją prace też musiałam zrobić moje protesty nic nie dały, dostałam również do prowadzenia zaległości dłużników ,których należało przekazać do sądu. Pisałam pozwy, chodziłam na sprawy i do komorników, pisałam wszelkie pisma z tym związane co nie należało do moich obowiązków. Otrzymałam jeszcze polecenie zbierania za zajęcia dodatkowe jak tańce, karate, angielski co też nie było moim obowiązkiem a nawet nie wolno mi było zbierać innych pieniędzy niż odpłatność za przedszkole. Wszystko to robiłam ale w końcu się sprzeciwiłam ,że nie będę zbierać za zajęcia dodatkowe bo zabieram kartoteki do domu i pisze po nocach, mylę się i nie mogę się wyrobić. W tym czasie rozpoczęły się remonty dachu na który wyraziłam głośno swój sprzeciw że nie wiem co było robione i nie podpisze protokołu odbioru. W odpowiedzi usłyszałam, że „nie jestem od sprawdzania tylko od podpisywania”. Wszystkie rachunki podpisywałam pod względem formalnym i rachunkowym.
Od 09.2004 r przyszła stażystka Kasia S., bystra dziewczyna i pracowita. Pod koniec września złamałam prawą rękę i byłam na zwolnieniu 30 dni ale i tak przychodziłam do pracy, dzwonili do mnie co mają kupić i żebym towar zmówiła bo nie miałam zastępstwa a pani dyrektor od 01.02.2004 do 01.06.2005 r wychodziła na 2-3 godziny do innej pracy co drugi dzień .Pracowała w dwóch placówkach i dlatego nie miała czasu się interesować przedszkolem. Młoda Kasia pisała kwitariusze a ja zbierałam odpłatności za przedszkole. Potem jak mi ręka wyzdrowiała uzupełniałam raporty żywieniowe i kartoteki. Od 2005 r zaczęłam się źle czuć ,mało spałam, zaczęło mi ciśnienie skakać ,miewałam bóle żołądka ,nie miałam ochoty iść do pracy chociaż bardzo lubiłam ją wykonywać. W marcu parę dni byłam na zwolnieniu, nikt mnie nie zastępował ,w kwietniu woźny miał zakazane przynoszenie towaru, bo mają wszystko przywozić ale po owoce chodziłam sama lub przynoszono mi. Dawałam karty do przedszkola to dostałam notatkę że mi tego robić nie wolno a potem okazało się że jest mało dzieci. W maju ledwo już wytrzymywałam w nocy zabrało mnie pogotowie przy wysokim ciśnieniu i drgawkach lękowych, nerwobólach, byłam na zwolnieniu 2 tygodnie ponieważ to koniec półrocza i należy je zakończyć a nie ma komu. Pewnie ze mogłam odmówić ale papiery nie dokończone i nie wyprowadzone w środku miesiąca to koszmar dla umiejącego to robić a co jeśli ktoś nie umie.

Wróciłam 1.06.2005 r i robiłam maj ,towar był wzięty z magazynu ale nie napisały ile więc mniej więcej wypisałam a że brakowało bo wzięły więcej to i ja wypisałam więcej bo inaczej by mi brakowało. Pytałam się dyrektora ale nie chciała ze mną rozmawiać bo była w tym czasie obrażona ,ponieważ w maju był anonim do Wydziału Oświaty na jej prace i że to ja z księgową i jeszcze dwie inne nauczycielki utrzymują to przedszkole .Nie miałyśmy nic wspólnego z tym anonimem. Potem było w lipcu spotkanie ze wszystkimi na którym wyszło, że to my jesteśmy winne, wszystko odwrócone ,przemienione fakty. Zdecydowałyśmy się na pójście do dyrektora Spendowskiego Wydziału Oświaty ,spisał notatki.

Po powrocie z urlopów 01.09.2005 r zaczęły się kontrole moich papierów, kartotek,magazynu, notatki sypały się za nie wywieszanie jadłospisu ,jak robiłam jedną prace to chciała inną do kontroli i że nie jest zrobiona dostawałam notatki i że nie robi tego na darmo, że tego za dużo a tego za mało, a nie miałam kartotek bo pisałam w domu przez te kontrole to notatki, za nie kupienie odzieży notatki, a kontrola trwała cały dzień , nie pozwoliła mi się nawet herbaty napić ani zjeść śniadania ,we wrześniu schudłam 7 kg i na początku dostałam krwotoku ,dostałam skierowanie do szpitala ale przedtem złożyłam skargę do Prezydenta na znęcanie się dyrektora. Byłam 30 dni na zwolnieniu już mnie zastępowała pracownica, była normalna inwentaryzacja w magazynie. Po powrocie musiałam czekać ,aż będzie inwentaryzacja żeby przejąć swoje obowiązki ale dyrektorka nie spieszyła się. Zaraz dostałam notatkę ,że nie kupiłam odzieży dla pracowników potem 7 innych notatek z upomnieniem i następnie naganę w ciągu dwóch tygodni. Podobne perypetie miała księgowa jak mi dała odetchnąć to ją męczyła. W listopadzie na jej postulaty zrezygnowałam z prowadzenia kasy z tym samym wynagrodzeniem, a już w tym czasie złożyłam do sądu o upomnienie i naganę. Pisałam do Związków, byłyśmy w Wydziale Oświaty ale jak mnie dziewczyna ostrzegła ,że mają mi pieniądze podłożyć niezaewidencjonowane to przecież dyscyplinarne zwolnienie. Poszłam z księgową do Prezydenta ,była wiceprezydent i dyr. Spendowski a na wyjaśnienia powiedziano nam ,że z tym to trzeba do prokuratury. I złożyłam o znęcanie się i łamanie moich praw. W tym czasie były dawane rachunki nie wykonane ale już protokoły nie ja podpisywałam. Pobrała z kasy 800 zł jak byłam na zwolnieniu a po powrocie nie przypominała sobie ze je wzięła, dała mi nie wykonany rachunek i kazała nic nie mówić księgowej. Pod koniec listopada księgowa zorientowała się że coś w pismach na przesunięcie w paragrafach nie gra wpadła w panikę bo i tak już cała dygotała jak i ja. Ona poszła na zwolnienie a mnie złapało ciśnienie nie pozwoliła mi iść do lekarza, że ja symuluje ,więc wezwałam pogotowie ale już było źle ze mną i taxi koleżanka zawiozła mnie do domu. Wcześniej jeszcze było spotkanie z panią z Wydziału Oświaty i już wtedy personel się odmienił, był zdecydowanie za nią. Jak się teraz dowiaduje to rozmawiała pani wiceprezydent Purgal z pedagogami w związkach o tym że to nasza wina ,my rozsiewamy plotki, kłamiemy itp.
Poszłam od 27.11 2005 r. na 9 miesięcy na zwolnienie lekarskie. W tym czasie przez pół roku trwała moja sprawa w sadzie pracy i jednocześnie przesłuchania na policji o znęcanie się. Zawoziła poszczególnych pracowników na policje uprzednio rozmawiając z nim i w 01.2006 r księgowa się zwolniła z winy pracodawcy. Te osoby, które mówiły prawdę w późniejszym czasie również musiały się zwolnić. Bardzo się bałam powrotu, ale coś mnie cały czas pcha do przodu żeby się nie poddawać. Wróciłam 27.08.2006 r na co nie liczyła dyrektorka. Była już druga księgowa z Urzędu Miasta i inna kasjerka, ja miałam się zajmować tylko żywieniem ,zakupami do przedszkola, odzieżą ochronną. Nie wolno mi było chodzić na grupy bo mnie zaraz wyrzucała a miałam to w obowiązkach sprawdzanie ile dzieci dostają. Nikt się do mnie nie odzywał ,bali się ze mną rozmawiać, wszyscy omijali mnie. Pod koniec września przyszła kontrola o którą pisała jeszcze w 11.2005 r poprzednia księgowa dotyczącą właśnie remontów. Sprawdzano tylko mnie i moją dokumentacje. Przeżyłam to choć było parę błędów nic poważnego, ale pani i tak mnie straszyła że nie ma KP ,KW i może sobie pani dyrektor dobierać personel, a o remontach nie chce słyszeć bo chce pracować. Złożyłam w UM stosowne wyjaśnienia co do moich błędów i nie mieli na mnie nic żeby zwolnić mnie dyscyplinarnie. W tym czasie chciałam kupić odzież ochronną ale księgowa poszła na 2 tyg. na urlop miała mi policzyć czy wystarczy funduszy, nic więcej nie kupowałam do przedszkola oprócz art. spożywczych i to na telefon bo nie wolno mi było wychodzić, nie chciała mnie zwolnić 10 min. przed 15.00 bo tu się pracuje, ciągle nie tak było z jadłospisami nie mogłam dogodzić, nie chciała podpisywać moich dokumentów ,czekały po parę dni, a rachunki przelewem mają terminy, księgowa kazała mi 4 miejsca po przecinku liczyć a jak wróciła to już należało inaczej liczyć bo wychodziły różnice na zestawieniach magazynowych, musiałam poprawiać po 0,01 gr i w raportach żywieniowych kreślić, co było mało czytelne, bo tam są małe krateczki ,przekreślałam to i nie wolno mi było przepisywać. Jak później się okazało dyrektorka podała mnie na policję , że to ja fałszuje dokumenty, ponieważ podałam również o podrobienie mego podpisu w zeszycie zarządzeń , gdzie podpisałam się , iż mam dokonać zakupu odzieży do – w pierwszej wersji było do listopada , a jak mi pokazała dyrektorka do 27.09.co było kłamstwem i byłam pewna, że tego nie podpisywałam a po prostu mi podłożyła do podpisu, bo nigdy nie kserowała ani nie dała odpisać polecenia. Przy tym na zakresie obowiązków jest podrobiony podpis byłej dyrektorki bo i pieczątka jest przedszkolna a nie imienna ale jak mi powiedziano nie ma ciężkich konsekwencji z tego tytułu i czy wyrażam zgodę na umorzenie bo nie wiedzą czyj jest to podpis. Sprawę umorzono w 05.2006 r. i to kazała mi odrabiać wyjście na przesłuchania bo to moje prywatne wyjścia tak jak i do lekarza kazała mi brać zwolnienia lekarskie bo nie chciała mnie zwolnić na badanie ciśnienia w oczach a przecież to tylko 20 min. Wielokrotnie przy innych mówiła ,że biorę pieniądze za darmo bo zmniejszyła mi obowiązki, wyszykowała mi gabinet ale po powrocie nie pracuję w nim już, kupiła mi program do żywienia ale komputer był za słaby i rok trzeba było czekać na nowy. Dopiero w lutym 2007 r poszłam na kurs powtórny i chciałam się go nauczyć i tak dużo opanowałam mając na uwadze utrudnienia ze strony dyrektora i księgowej. Po powrocie z zaległego urlopu w 15. 01.2007 r którego nikt się nie spodziewał bo w tym czasie dwie koleżanki się zwolniły. Zostałam całkiem sama. Rodzice mówili co się u was dzieje ,że taka atmosfera jest okropna ale zrzucano to na mnie, że ja nalatuje na dobro przedszkola , a jestem tak dobrym człowiekiem pracowitym uczynnym potrafię bardzo dużo mimo 50 lat, znam się na wielu rzeczach i pomagam innym, byłam w związkach w zarządzie i komisji socjalnej tyle ,że jestem mało asertywna .Motywuje wszystkich, a nie krytykuje ,nie obmawiam , staram się pomagać na wszelkie sposoby. Umiem się przyznać do popełnionych błędów nie kłamiąc przy tym chyba ,że to ma zaszkodzić komuś to wole ja ponosić konsekwencje tak wiele razy ratowałam mego dawnego woźnego i kucharki bo piją w pracy co tu mówić dużo nie raz wyratowałam ich z opresji. W lutym byłam na kursie i się przeziębiłam ,3 tyg. tak chodziłam bo jak to” chce pani iść na zwolnienie, a zaraz inwentaryzacja , a nowy program itp.” Nie poszłam bo chciałam się nauczyć, ale rozpoczęły się polecenia o natychmiastowe wdrożenie programu jak ja tu wszystkiego nie umiem, notatki, że to nie skończone albo o kupienie bezglutenowych artykułów. Dnia 15.03.2007 r złożyłam do Rady Miasta wniosek o niewykonanych rachunkach .Zaraz księgowa z dyrektorką i prezes ogniska ZNP kazały mi się zwolnić, było widać ,że są w panice i zdenerwowane. Codziennie jakieś notatki o nie kupienie bezglutenowych art. lub o podpisanie jadłospisu dla dzieci na diecie czego nie chciałam zrobić bo by mnie zwolniono dyscyplinarnie bez uprzedniej rozmowy z rodzicami co do diety. Najwięcej notatek za nie wdrażanie programu, ale nie pozwoliła mi dłużej zostawać bo zaraz pisała ,że reguluje sobie czasem pracy, notatki były przy kimś trzecim a przy tym krytykowanie mnie za to, że nie umiem czegoś ,przekręcanie faktów, przedłużające się spektakle ze strony dyrektora, żeby mnie wyprowadzić z równowagi i żebym się zdenerwowała bo wiedziała o moich atakach z ciśnieniem i chciała do tego doprowadzić. Nic nie potrafię i nie umiem, nie dawała mi kartotek z odzieżą ochronną a potem dostawałam notatki, że jej nie kupiłam na czas , program vulcan to mój problem ją to nie obchodzi, dokumenty cały czas z opóźnieniem podpisywała, a raporty żywieniowe i przyjęcia z rachunków robiłam podwójnie bo i w programie i na piechotę. Specjalnie nosiły dziewczyny ciasto żebym widziała ale mnie nie częstowały, nie wołały na zebrania , nawet jak miała być wycieczka autokarem całego przedszkola to żadna mi nie powiedziała , że trzeba kupić kiełbasę na rożen w ostatniej chwili powiedziała mi jedna z nowych pracownic. Znęcała się niemal codziennie bo w 06.2007 miała przyjść kontrola z komisji rewizyjnej co było maksymalnie wydłużane abym poszła na zwolnienie. W końcu uchwałą Rady byli panowie ale wzięli kserokopie rachunków i inne oświadczenia ,które im przekazałam ,potem napisali oględnie ale jednak ,że są nieprawidłowości bo o tym, że nie wykonane to nie napisali.
Poszłam na urlop ,potem na zwolnienie, do pracy poszłam 27.08. i w tym dniu otrzymałam wypowiedzenie bo skończyła mi się ochrona związkowa. Pracowałam przez te prawie 3 miesiące , otrzymałam w X ocenę swego stanowiska pracy oczywiście negatywną, że się nie wywiązuje ze swoich obowiązków. Odbyła się jeszcze jedna kontrola wydania materiałów na remonty bo pisałam do Rzecznika Praw Obywatelskich ,ale to była z Urzędu Miasta i już im nie ufam. Po drugiej sprawie w Sądzie Pracy 13.11.2007 r kazała mi zabrać papiery i pracować w swoim magazynie żywieniowym, gdzie jest 12 stopni i jest ciemno, kategorycznie się sprzeciwiłam, a księgowa powiedziała ,że w takim razie mogę w szatni siedzieć bo kontrola musi gdzieś być. Zostało na tym, że mogę zostać u siebie abym tylko gazety nie wzywała. Pokończyłam to co mogłam zakończyć i od 21.11.jestem na zwolnieniu bo już nie było sensu dalej pracować, nie dawały mi dokumentów bo po ukazaniu się gazety pod koniec października dawałam dokumenty pracownicy a ona dyrektorowi nie wolno mi było się z nią kontaktować a jak nie było kogoś to czekałam nieraz cały dzień na dokumenty bo były nie podpisane. Księgowa bardzo mnie obmawiała w Urzędzie i przeklinała a nic jej złego nie zrobiłam zawsze byłam grzeczna wobec niej a tym bardziej, że mnie nie zna bo tylko ten rok pracowałyśmy razem. Pisałam do Związków ale oczywiście nic się nie potwierdza bo Pani prezes rozmawiała z dyrektorką i nieprawdą jest, że mi kazała pracować w magazynie. Obecnie zarzuca mi, iż to ja podejmowałam działania przeciwko pracodawcy składając do prokuratury , do związków zawodowych, do Rady Miasta i ze to ja robiłam błędy i chcę je ukryć skarżąc na dyrektora. Księgowa potwierdzi moją wersje wydarzeń i koleżanki, które odeszły, reszta pracowników posiada obraz, który przedstawiła im dyrektorka .Wiele zarzutów jest pod moim adresem ale są to zwykłe pomyłki w pracy i naprawione ale w jej oczach uchodzą za potworne błędy. Ten ostatni rok był straszny nawet na policji powiedziano mi, że sprawa jest do wygrania , ale zależy jak długo wytrzymam. Na większość zarzutów posiadam nagrania na dyktafonie, ponieważ inaczej bym nie udowodniła niczego. Około 10 godz. nagrań .Jest jeszcze wiele innych momentów gdzie się znęcała w szczególny sposób jak np. kazała mi wyjść z placówki bo nie miałam badań /miała rację/ ale mówiłam, że mam mocno zakrwawione spodnie i jak je wyczyszczę ,nie mam natychmiast opuścić i nic ją to nie obchodzi ,albo , że nie doczekam jubileuszówki, a związek na tą uroczystość nie zaprosił, ani mnie ani te koleżanki ,które też były jubilatkami ale były za mną. Podsumowując to jedno wielkie mataczenie ,manipulowanie faktami i niech Sąd podejmie decyzje w tej sprawie. Jest trudna jak mówią prawnicy i bez Pani i moich dzieci oraz świadków nie dałabym sobie rady. Serdecznie za wszystko dziękuję i czekam na wyrażenie swojej opinii co do przedstawionych zdarzeń.

Z poważaniem Ewa R.

Polecam sprawy poruszane w działach:
SĄDY PROKURATURA ADWOKATURA
POLITYKA PRAWO INTERWENCJE - sprawy czytelników

Tematy w dziale dla inteligentnych:
ARTYKUŁY - tematy do przemyślenia z cyklu: POLITYKA - PIENIĄDZ - WŁADZA

"AFERY PRAWA" - Niezależne Czasopismo Internetowe www.aferyprawa.com
Stowarzyszenia Ochrony Praw Obywatelskich
Zespół redakcyjny: Zdzisław Raczkowski, Witold Ligezowski, Emilia Cenacewicz, Małgorzata Madziar, Krzysztof Maciąg, Zygfryd Wilk, Bogdan Goczyński, Zygmunt Jan Prusiński oraz wielu sympatyków SOPO

uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: afery@poczta.fm
redakcja@aferyprawa.com
Dziękujemy za przysłane teksty opinie i informacje.

WSZYSTKICH INFORMUJĘ ŻE WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI I SWOBODA WYRAŻANIA SWOICH POGLĄDÓW JEST ZAGWARANTOWANA ART 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ.

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.