Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
30 marca 2020
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

Media w Polsce i na świecie - listopadowy cykl krytyczno-informacyjny Mirosława Nalezińskiego

www.mirnal.neostrada.pl

Przewidział własną śmierć i napisał o tym
Pod tym absorbującym tytułem o wojskowej sprawie informuje nas Onet (źródło CNN). Brytyjski płk.Thorneloe, który zginął latem w Afganistanie, ostrzegał na miesiąc przed swą śmiercią, że zbyt skromna flota helikopterów naraża bezpieczeństwo jego żołnierzy, którzy zamiast przemieszczać się ponad ziemią, muszą jeździć drogami ryzykując najechanie na miny. I w taki sposób zginął pułkownik, którego właśnie notatkę z proroctwem ujawniono.
W demokratycznych państwach panuje prawdziwe szaleństwo - już niemal nie obowiązuje tam tajemnica wojskowa; owszem, takie informacje można ujawniać parę lat po zakończeniu wojny. Bryci także mają przecieki (skąd my to znamy?) na swojej nieszczelnej wyspie - notatka pułkownika w niewyjaśnionych okolicznościach wyciekła do deputowanego Hollowaya (przed Helloween), który oburzył się na swoich wodzów i wyjawił powód ujawnienia notatki - "W chwili gdy okazało się, że ministerstwo obrony miało ofertę zakupu kolejnych helikopterów i wysłania ich do prowincji Helmand, lecz ją odrzuciło, uznałem, że miarka się przebrała". To nieco wyjaśnia nasze polskie niedomagania, które tak nas irytują w Iraku i w Afganistanie - skoro Bryci mają kłopoty finansowe w dziedzinie nowocześniejszego wyposażenia wojskowego, to cóż mamy my powiedzieć, biedne żuczki?
Ale opisana sprawa w aspekcie przydrożnych min sprzyja powstaniu pytania - a ilu z nas może przewidzieć swoją śmierć na naszych (pokojowych przecież!) drogach? Codziennie piętnastu z nas może napisać proroczą notatkę, która się ziści! Oczywiście - nikomu nie życzymy takiego końca, zwłaszcza w tak charakterystycznym dniu (1 listopada), jednak dzisiaj (jak co dnia) zginie nas ok. piętnastu. Właśnie media podały - "wczoraj zginęło 15 użytkowników dróg". A iluż (nie) miało zginąć? Przecież ta liczba podlega bezlitosnej statystyce. Owszem, danego dnia może zginąć tylko 10 osób, ale innego zginie 20, bowiem statystycznie zginie nas w tym roku ok. 5500.
Na początku wieku rządy Unii Europejskie, zaskoczone gwałtownie rosnącą liczbą śmiertelnych ofiar wypadków drogowych, zobowiązały się, że do 2010 liczba ofiar wypadków drogowych zostanie zmniejszona o połowę. Przykładowo Francja w 2001 miała równie fatalny wskaźnik co Polska - 134 zabitych na milion mieszkańców, obecnie zaś zeszła poniżej unijnej średniej i ma tylko 69 zabitych na milion mieszkańców. Na rok przed upływem terminu już wiadomo, że Polska nie zrealizuje tego celu - 8 lat temu na każdy milion mieszkańców Polski ginęło 145 osób, zaś w zeszłym roku - 143, zatem postęp jest, ale gdzie nam do Francji?!
A rodacy giną z wielu powodów - nieprzestrzeganie przepisów, kiepski stan pojazdów, brak autostrad, zniszczone drogi, przydrożne drzewa, alkohol towarzyszem kierowców. Zatem nie bądźmy prorokami i nie piszmy pamiętników, że możemy zginąć w wypadkach drogowych. Lepiej nie zapeszać, choć i tak wiadomo, że kilkunastu z nas to dzisiaj uczyni.

Dać cepeliny nad dziurawą granicę!
Cała Polska została poruszona informacją na kilka godzin przed 1 listopada - wieczorem zaginął helikopter Straży Granicznej z trzema funkcjonariuszami podczas rutynowego patrolu. Przez kilkanaście godzin nie można było go zlokalizować, choć ciężarówki (i lepsze osobówki) posiadają systemy namierzające, zaś taki śmigłowiec kosztuje parę milionów złotych a ludzie są (jak to się mawia) bezcenni.
Okoliczni mieszkańcy słyszeli odgłosy katastrofy, zatem obszar poszukiwań był ściśle określony. Granica polsko-białoruska jest bodaj najbardziej strzeżoną granicą w tym rejonie Europy (NATO - postradzieccy sojusznicy) i oba państwa się skompromitowały, wszak można (jak widać) taką granicę traktować jak stary durszlak. Każdy śmigłowiec z obu stron może przelecieć tuż za granicę z przemytem, z nielegalnymi emigrantami a nawet rozbić się i... nic!
Oczywiście, ten śmigłowiec, gdyby wybuchły mu zbiorniki z paliwem, byłby wzrokowo namierzony natychmiast, ale Los był bezlitosny i obnażył kiepską ochronę wspólnej granicy przez oba państwa (w końcu wrak zlokalizowano na... węch - po zapachu paliwa lotniczego, jak podano). Z drugiej strony Los dał szansę załodze, skoro obyło się bez pożaru, jednak przez kilkanaście godzin poszukiwań, istniało znaczne prawdopodobieństwo zamarznięcia rannych a nieprzytomnych ludzi. Uprzedzając wszelkie tego typu spekulacje, poinformowano nasze społeczeństwo, że maszyna runęła wybijając metrowy lej i wyjaśniono, że załoga nie miała szans na przeżycie upadku, zatem zbyt długotrwała akcja ratunkowa rzekomo nie miała wpływu na jej ocalenie.
Nie wiem, czy nasza Straż Graniczna ma 5 czy 50 takich śmigłowców (pewnie dolne registry owego szacunku). Domyślam się, że przemytnicy słyszą nadlatujący helikopter a może nawet znają zwyczajowe godziny przelotów, zatem prawdziwych "fachowców" szmuglerskiego stanu takie loty zapewne zbytnio nie trwożą. Największe przestępstwa dokonywane są pewnie podczas wichrów i zamieci a wówczas latające cacuszka i tak nie latają.
Ciekawe, ile wynosi roczny koszt utrzymania naszej wschodniej powietrznej floty pogranicznej? Czy zastanawiano się nad innymi sposobami ochrony granic? Zamiast śmigłowca sterowiec? Nieruchome utrzymanie w powietrzu cepelina praktycznie nic nie kosztuje. W razie awarii z pewnością nie wbije się paroma tonami złomu tworząc metrowy lej i załoga ma większe szanse na przeżycie, zwłaszcza jeśli wewnątrz balonu wygospodarować komorę ratunkową - spadaliby na ziemię znacznie wolniej, niż w śmigłowcu i to wewnątrz elastycznej czaszy. Podczas upadku możliwe byłoby wcześniejsze odrzucenie zbiornika z paliwem i uniknięcie wybuchu pożaru po kolizji z ziemią.
Można także rozważyć zastosowanie bezzałogowych samolotów zdalnie sterowanych (z kamerami i noktowizorami) oraz takichże sterowców. Można zastanowić się nad postawieniem masztów z balonami przymocowanymi linkami i z odpowiednim wyposażeniem. Wzdłuż granicy można zbudować trakcję, po której przemieszczałyby się kamery na wózkach. Śmigłowce, ich remonty, obsługa (płace i odszkodowania w razie wypadku) oraz paliwo są coraz droższe, zaś kamery i elektronika wspomagająca jest coraz tańsza. Owe pomysły można realizować wespół z białoruską stroną, która przecież także posiada flotę śmigłowców i pewnie jest równie zainteresowana ochroną swej granicy przy możliwie niskich kosztach kontroli. A może powołać jedną a wspólną straż ochrony pogranicza? Z uwagi na rangę tej granicy, z pewnością uzyskano by unijne dofinansowanie.

Dwaj szwajcarscy Polacy
Ostatnio w mediach głośno o dwóch naszych rodakach, których życiowe losy zagnały do (zwykle) cichej alpejskiej republiki.
Jeden wyjechał z PRL, bo dusił go gorset zniewolenia władzy ludowej, choć wielu innych reżyserów stworzyło jednak szereg polskich arcydzieł na naszej przaśnej ziemi. W dojrzałym wieku, jako sławny twórca i mieszkaniec Stanów Zjednoczonych, dopuścił się przestępstwa kryminalnego na tle seksualnym, za co w każdym cywilizowanym państwie grozi wysoki wyrok.
Drugi, z dość zamożnej rodziny, w 1970 roku napadł na staruszkę rabując sporą sumę pieniędzy, zabił ją i podpalił, kiedy jeszcze żyła. Gdyby miał ukończone 18 lat, to otrzymałby zapewne karę śmierci. Skazano go na 25 lat więzienia, jednak dzięki komuszym układom wyjechał z Polski w 1983 roku, podczas stanu wojennego, kiedy otrzymanie paszportu graniczyło z cudem. Po upadku komuny często bywał w Polsce i to na salonach, a nawet w sejmowych kuluarach. Ujęty po wielu latach na podstawie listu gończego, przywieziony do starej ojczyzny, w ekspresowym i zagadkowym tempie uzyskał ułaskawienie prezydenta A. Kwaśniewskiego.
Pierwszy przyjął nowe (typowo polskie) nazwisko (zmienione jeszcze przez ojca) nawiązujące do nazwy naszej krainy, drugi zaś zrezygnował z polskiego nazwiska po ojcu i przyjął (typowo niemieckie) po matce.
Pierwszy osiągnął sukces dzięki sobie, drugi zaś głównie dzięki koneksjom i poparciu, na jakie nie może liczyć znakomita większość z nas, choć nasza konstytucja formalnie wyklucza aż tak skrajne nierówności.
Pierwszy popełnił dużo mniejsze przestępstwo (w niektórych kręgach nieoficjalnie uznawane raczej za zboczenie lub za niemoralny czyn), niż drugi (w każdych kręgach uznawane za ciężką zbrodnię), ale świat domaga się od pierwszego znacznie większej kary, niż od drugiego, co przecież nie jest sprawiedliwe.
Ofiara pierwszego już dawno wybaczyła i apelowała do swego systemu prawnego o zapomnienie, natomiast ofiara drugiego nie miała takiej możliwości z oczywistych powodów, zaś jej rodzina była potraktowana przedmiotowo, wszak nikt nie rozmawiał w sprawie zgody na wydanie paszportu i o ułaskawieniu.
Obaj nasi (chyba już byli) rodacy mają kłopoty w Szwajcarii, która miłuje wolność i sprawiedliwość; ciekawe, w jaki sposób do obu przypadków odnoszą się władze tego państwa oraz jego społeczeństwo, zwłaszcza znajomi i przyjaciele...
Obaj dzięki swej inteligencji zrobili karierę i osiągnęli wysoki poziom zamożności, czego raczej nie zdobyliby w ojczyźnie, ale pierwszy uczynił wiele dobrego dzięki swej twórczości i w encyklopediach będzie mieć poczesne miejsce, zaś drugi dla świata nie uczynił niczego dobrego, nie jest wzorcem do naśladowania i prawdopodobnie nasz kraj (my, podatnicy) przez niego utracił znaczne środki finansowe.
Sienkiewicz w "Trylogii" omówił nietuzinkową postać w dwóch odsłonach. Kmicic to (z dzisiejszego punktu widzenia) chuligan a nawet bandyta oraz pedofil, zaś Babinicz to bohater, patriota i prawy człowiek. Gdyby Kmicica usiekano za młodu albo wtrącono do lochu, to nie byłoby Babinicza. Popełnienie życiowego błędu (albo pasma błędów) oraz zrehabilitowanie się, można byłoby określić jako zespół Kmicica-Babinicza i taki syndrom w pozytywnym sensie jest widoczny jedynie u jednej z omawianych "szwajcarskich" postaci.
Im więcej byłoby na świecie Polańskich oraz im mniej Voglów, tym świat byłby jednak lepszy. Każde z nas może sobie we własnym sumieniu odpowiedzieć - czy chciał(a)byś mieć pierwszego czy drugiego w rodzinie albo jako przyjaciela lub choć tylko jako znajomego? Z którego z nich możemy być bardziej dumni jako Polacy?

Odpowiednia kara dla drogowego chuligana?
Pewien 23-letni młodzian został ujęty w połowie 2009 roku po szaleńczej ucieczce swoim autem przed policyjnym patrolem, który oddał w jego kierunku kilkanaście strzałów. Kierowca złamał po drodze wiele przepisów (jechał po chodniku, przejechał skrzyżowanie na czerwonym świetle i nie zatrzymał się przed znakiem "stop"). Próbował także parokrotnie zepchnąć ścigający go radiowóz pod inne pojazdy. Ostatni odcinek jego auto przejechało na felgach z przestrzelonymi oponami. W końcu został otoczony przez policjantów, ale nie chciał wyjść z pojazdu i wczepił się w kierownicę. Kawaler naszych szos był trzeźwy, nie był też pod wpływem środków odurzających, ale podróżował bez prawa jazdy, które odebrano mu kilka lat wcześniej, co jednak nie przeszkadzało mu pracować jako zawodowy kierowca tira w śląskiej firmie!
Ale to nie wszystko! Młodzieniec w ciągu ostatnich trzech lat był już ośmiokrotnie zatrzymywany za jazdę bez uprawnień. Po opisanej ucieczce trafił do aresztu i został oskarżony o powyższe wykroczenia i o sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym.
Jaką zatem nasz rodak otrzymał karę za swoje kawalerskie wyczyny? Kto zgadnie? Kto obstawia? Otóż otrzymał dwa lata więzienia i to w zawieszeniu na pięć lat oraz 10-letni zakaz prowadzenia pojazdów i dwutysiączłotową grzywnę z dozorem kuratora sądowego. Wystarczająco jak na nasze gusta?
Parę miesięcy temu, pewien polski kierowca znalazł zatrudnienie w Szwecji. Tuż przed wielkanocnymi świętami zaszarżował z iście polską fantazją po tamtejszej szosie i podczas wyprzedzania spowodował zjechanie na prawo auta z przeciwka. Nie doszło do czołówki, nie było nawet rannych, jedynie pokiereszowany tubylczy samochód. A nasz rodak nadal szalał na trasie, jednak do czasu - tamtejsi obywatele zameldowali wyczyn policji, która ujęła sprawcę wypadku.
Jakiż był lament w naszej prasie, że za taki drobiazg posadzono gościa do aresztu i grozi mu paromiesięczny wyrok, a tu święta idą i jego kochająca rodzina w Polsce czeka na swego jedynego żywiciela, którego niedobrzy Szwedzi zamknęli w podniosłym świątecznym czasie...
Oba opisane wypadki odzwierciedlają jakże różne podejścia organów ścigania obu państw w stosunku do kierowców nieszanujących swego życia i innych użytkowników dróg. Może Szwedów zapytamy - czy chcą polski model karania przestępców drogowych, zaś Polaków - czy chcą szwedzki?
Bo jak na razie to znamy szwedzki stół, który po swojemu radzi byśmy zmodyfikowali (mniejsze opłaty i powszechniejszy), zaś może zapoznamy się (i sprowadzimy) szwedzką Temidę na nasze sądowe sale...

Czy w Polsce można publicznie krytykować?
Pewien zirytowany dłużnik Eurobanku przekazał nagrane rozmowy z windykatorem, który w kontrowersyjny sposób domagał się spłaty zobowiązań. Bank obiecał zmienić procedury i wyciągnąć konsekwencje wobec nieeleganckiego pracownika. Bankierzy w pokorze przełykają codzienne raporty informujące, że spadek zainteresowania zaciąganiem kredytów przekłada się na spore finansowe straty ich banku.
Z prawnego punktu widzenia rozmowy odbywały się w cztery uszy, zatem media ujawniając je na cały kraj (bez zgody podsłuchanego windykatora!) przyczyniły się do utraty dobrego imienia pracownika i Eurobanku. Czy zostanie wytoczony proces przeciwko dłużnikowi i mediom?
Na początku 2009 pewien zirytowany dziennikarz www.aferyprawa.pl na portalu Y omówił nieetyczne postępowanie i frywolny a seksistowski tekst zamieszczony na portalu X przez mało znanego trójmiejskiego pisarza. Wszystkie wypowiedzi pisarza były jawne i publiczne (w przeciwieństwie do wspomnianych telefonicznych nagrań). Nie pochodziły z podsłuchów i nie zostały uzyskane w podstępny sposób; więcej - podczas wymiany poglądów dziennikarz wręcz dawał do zrozumienia, że zbiera materiały, które opracuje i przekaże w inne miejsce. Ponadto każdy z milionów użytkowników internetu mógł zapoznać się z twórczością pisarza i ma prawo omówić ją na dowolnym portalu, w dowolnym języku i w dowolnym miejscu na naszym globie.
Pisarz, który nie przejmował się swoim dobrym imieniem, kiedy to zamieszczał swe wypowiedzi na portalu X, w końcu jednak poczuł się odarty z godności, kiedy to dostrzegł krytykę na portalu Y, i skorzystał z rady swego prawnika - sprawę przekazano do sądu w Gdańsku (miasto, w którym powstawały zręby idei wolności słowa!), zaś w pozwie zażyczono sobie skasowania krytycznych wobec pisarza wypowiedzi, przeprosin na wielu portalach oraz wysokiego finansowego zadośćuczynienia... Co zdumiewające i zagadkowe - pisarz skasował swoje konto na portalu X, zatem jego wypowiedzi widnieją tam, jednak bez podpisu. Są anonimowe! Pisarz zrezygnował ze swoich podstawowych pisarskich praw - praw autorskich! Porzucił swoje teksty, osierocił je i nie przyznaje się do nich! Wstydzi się ich? Czy w taki sposób postępuje pisarz?
Dwa podobne medialne incydenty i jakże różne dwa spojrzenia Temidy na nie...
PS Pisarz, któremu podczas przedprocesowych mediacji przesłano kilka konkretnych pytań, dotyczących jego niegodnego zachowania, po prostu obraził się i zerwał je!

Czy minister zdrowia może iść do więzienia?
"Dziennik Bałtycki" (12 listopada 2009) informuje, że ujęto 38-letniego budowlańca (tak potocznie go określono), który bez medycznego wykształcenia doskonale orientował się w dawkowaniu zabójczych tabletek. Otóż ów pan pomógł (dość szokująco brzmi to słowo) kilkunastu kobietom przerwać ciążę, sprzedając im tabletki uzyskiwane na sfałszowane recepty. Za owe czyny grozi mu 5 lat więzienia, bowiem jest oskarżony o wielokrotny współudział w zabójstwie nienarodzonych dzieci, a posiedzi może rok (jak znamy polskie orzecznictwo sadowe), jeśli nie jest recydywistą.
Z drugiej strony mamy minister zdrowia, która chętnie by zakupiła szczepionki przeciwko świńskiej grypie za nasze wspólne (z podatków) pieniądze, jednak tego nie czyni, bowiem obawia się kary ze strony naszej groźnej Temidy, gdyby okazało się, że umarłby któryś z naszych rodaków z powodu powikłań z tytułu zastosowania niesprawdzonego medykamentu.
Jak to zatem jest? Z jednej strony można dać ogłoszenie prasowe (widzą je pracownicy gazety, policjanci przeglądający prasę oraz tysiące czytelników, w tym prawników!) zachęcające do zabijania dzieci i ponieść symboliczna karę, z drugiej zaś strony można nie podjąć decyzji o szczepieniu rodaków z obawy przed zabiciem paru osób (przy milionie zaszczepień i to w wyniku powikłań)? Pani minister nie weźmie odpowiedzialności za sprowadzenie zagrożenia na naszych obywateli i nie zakupi niesprawdzonych szczepionek (choć takie ryzyko wzięli na siebie ministrowie mądrzejszych od nas państw!), natomiast nie boi się odpowiedzialności, gdyby jednak w wyniku epidemii świńskiej grypy umarło tysiące Polaków?
Która kara byłaby wyższa - za nieszczęście kilku powikłań w wyniku zastosowania niesprawdzonej szczepionki, czy za śmierć wielu rodaków w wyniku jej niezastosowania? Które ryzyko jest groźniejsze dla naszego narodu i dla rządu? Co grozi pani Kopacz, jeśli jednak przegra w świńskiego pokera (a my wespół z nią)? Czy dla uspokojenia dość panicznej sytuacji w Polsce nie jest zasadne sprowadzenie kilkuset tysięcy szczepionek i to po okazyjnej cenie (odkupienie od rządów, które przeszacowały potrzeby swoich narodów)?
A przy okazji (skoro wielu polityków często bierze publicznie i jakże chętnie na siebie odpowiedzialność za swoje decyzje) - czy i jakie poważne kary poniósł w III RP jakikolwiek minister lub premier za podjęcie mniej albo bardziej odważnej a błędnej decyzji?

Mumifikacja po polsku
Media często ukazują przypadki eksmisji albo poważnych kłopotów mieszkaniowych przeżywanych przez bezrobotnych albo schorowanych obywateli.
"Fakt" (10 listopada 2009) donosi o koszmarnym przypadku pana Gałązki z Żar. Lokator przez lata nie płacił rachunków za prąd (który w końcu odcięto) oraz za czynsz. Przez lata nie interesowali się nim ani sąsiedzi, ani rodzina, ani urzędnicy. Dopiero kiedy zaległości urosły do kilku tysięcy złotych, zainteresowano się starszym obywatelem Przyjaznej Polski.
Po komisyjnym otwarciu mieszkania "w kuchni na podłodze leżały zasuszone zwłoki lokatora, niczym mumia faraona". Wyjaśniono w notce, że cały czas było otwarte okno i dopływ powietrza zmumifikował zwłoki. Jeśli jest to istotnie właściwe wyjaśnienie, to dlaczego na "Discovery" pokazują długotrwały, żmudny i kosztowny proces mumifikacji dawnych Egipcjan? Wszak wystarczyłoby otworzyć okno i zadanie jest wykonane! Wręcz to podpowiedź dla rodaków, którzy nie chcą pochówku ani kremacji...
W mieszkaniu znaleziono gazety (najstarsze z czerwca 2005) i na tej podstawie został wystawiony akt zgonu z przybliżoną datą, jednak niedokładną. A gdyby nie było tam prasy? Mamy tu opisaną dodatkową a cenną społecznie rolę papierowych mediów...
Paradoks także polega na tym, że owym biedakiem nikt nie interesował się przez ponad 1500 dni, zaś żywymi lokatorami mającymi finansowe kłopoty (o perfidny Losie!) interesują się eksmitujący komornicy znacznie szybciej.
Jednak najpoważniejszy problem mają urzędnicy naszego drogiego ZUS - przez 4 lata wysyłali emerytalne przelewy na konto nieżyjącego lokatora i zastanawiają się, w jaki sposób odzyskać społeczne pieniądze...

Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl

PUBLIKACJE MIRKA 2009r

AKTUALNOŚCI PAŹDZIERNIKOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO

AKTUALNOŚCI WRZEŚNIOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO

AKTUALNOŚCI SIERPNIOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO

AKTUALNOŚCI LIPCOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO

AKTUALNOŚCI CZERWCOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO

AKTUALNOŚCI MAJOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI KWIETNIOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO

AKTUALNOŚCI MARCOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO


AKTUALNOŚCI LUTOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI STYCZNIOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO

PUBLIKACJE MIRKA 2008r

AKTUALNOŚCI GRUDNIOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI
LISTOPADOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI PAŹDZIERNIKOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI WRZEŚNIOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI SIERPNIOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI
czerwcowe MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI kwietniowe MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI
marcowe 2008 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI lutowe 2008 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI styczniowe 2008 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO

PUBLIKACJE MIRKA w 2007r
AKTUALNOŚCI grudniowe 2008 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI
listopadowe 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI
październikowe 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI
wrześniowe 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI
sierpniowe 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI
lipcowe 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI czerwcowe 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI majowe 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI kwiecień 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI
marzec 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI luty 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI styczeń 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO

PUBLIKACJE MIRKA w 2006r
AKTUALNOŚCI GRUDZIEŃ MIROSŁAW NALEZIŃSKI

AKTUALNOŚCI LISTOPADOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI PAŹDZIERNIKOWY MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI SIERPNIOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI LIPCOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI MAJOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKIEGI
AKTUALNOŚCI KWIETNIOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI MARCOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI LUTOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI STYCZNIOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI

i przechodzimy na 2005r
AKTUALNOŚCI GRUDNIOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI LISTOPADOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI PAŹDZIERNIKOWY MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI WRZEŚNIOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI SIERPNIOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI CZERWCOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI MAJOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI KWIETNIOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI

Polecam sprawy poruszane w działach:
SĄDY PROKURATURA ADWOKATURA
POLITYKA PRAWO INTERWENCJE - sprawy czytelników

Tematy w dziale dla inteligentnych:
ARTYKUŁY - tematy do przemyślenia z cyklu: POLITYKA - PIENIĄDZ - WŁADZA

"AFERY PRAWA"
Niezależne Czasopismo Internetowe www.aferyprawa.com
redagowane przez dziennikarzy AP i sympatyków z całego świata których celem jest PRAWO, PRAWDA SPRAWIEDLIWOŚĆ DOSTĘP DO INFORMACJI
ORAZ DOBRO CZŁOWIEKA

uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres:

aferyprawa@gmail.com
redakcja@aferyprawa.com
Dziękujemy za przysłane teksty opinie i informacje.

WSZYSTKICH INFORMUJĘ ŻE WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI I SWOBODA WYRAŻANIA SWOICH POGLĄDÓW JEST ZAGWARANTOWANA ART 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ.

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.