Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
16 września 2019
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 07-01-2011

 Paradoks walki o władzę w USA Iwo Cyprian Pogonowski  - z cyklu fakty i mity o Ameryce...

Paradoks walki o władzę w USA polega na tym, że walka ta odbywa się obecnie na szkodę gospodarki amerykańskiej. Ten fenomen jest opisany przez Paula Krugmana ekonomistę nagrodzonego nagrodą Nobla w 2008 roku za jego opracowanie nowej teorii handlu oraz nowej geografii ekonomicznej. Współautorką artykułu w prestiżowym piśmie New York Review (styczeń 2011) jest Robin Wells Krugman profesor ekonomii przy Princeton University, żona Paula Krugmana. Autorzy ci eksponują paradoks walki o władzę w USA, w której to walce, republikanie skutecznie szkodzą gospodarce amerykańskiej i sztucznie utrzymują ją w depresji. 

Dzieje się to w dużej mierze dzięki słabości prezydenta Obamy, który w imię współpracy dwóch głównych partii politycznych, nie wyzyskuje swojego prawa weta i w ogóle nie eksponuje szkód, jakie ponosi gospodarka amerykańska z powodu obecnej taktyki opozycji. Niestety prezydent zgadza się na takie kompromisy, jak na przykład w sprawie przedłużania wygasającej ustawy, dzięki której najbogatsi Amerykanie mają wielkie ulgi podatkowe. Zwolnienie ich z tych podatków niby ma skłonić milionerów i nawet miliarderów do wydania zaoszczędzonych pieniędzy na wynajem ludzi do pracy. Niestety niewiele prawdy jest w tej teorii.

Pod datą 12 lipca 2010 tygodnik Time nosił tytuł, który przetłumaczony na język polski brzmiałby: „Mamy najlepsze prawa, jakie można dostać za łapówki” (The Best Laws Money Can Buy”). Inwestycje w przekupstwo członków parlamenty najlepiej opłacają się korporacjom, ze wszystkich innych inwestycji, ponieważ w ten sposób korporacje korzystają w wielkich ulg podatkowych.

Łapówki polityczne w USA mają przeważnie formę kontrybucji na koszty kampanii wyborczych poszczególnych posłów i senatorów. Ten stan rzeczy przypomniał mi Targowicę w historii Polski. Wtedy Rosjanie napisali tekst obalenia Konstytucji 3go Maja w Petersburgu i wybrali śród możliwych miejscowości taką nazwę, żeby Polaków upokorzyć. Miasteczko Targowica leżało w dobrach Szczęsnego Potockiego, któremu zależało więcej na zabezpieczeniu swojego majątku niż na wolnej ojczyźnie. Tak samo postępuje obecnie wiele korporacji w USA według wyżej wspomnianego artykułu z 12go lipca 2010..

Na początku kryzysu światowego spowodowanego „szwindlem na tysiąc miliardów dolarów” puszczono w obieg międzybankowy jako dobre papiery wartościowe kontrakty na nieściągalne pożyczki hipoteczne. Pożyczki te udzielano na zmienny procent w czasie tak zwanego „bombla” cen nieruchomości. „Bolmbel” ten z powodu sztucznie wywołanego nagłego wielkiego wzrostu wartości domów. Banki udzielały pożyczek początkowo na niski procent na zachętę pożyczających. Natomiast po zawarciu kontraktu, procent ten podnoszono na znacznie wyższy. Podnosiło to spłaty za te nowe pożyczki hipoteczne tak wysoko, że pożyczki stawały się one nieściągalne.

Szwindel ten spowodował kryzys międzynarodowy i w ogóle mógł mieć miejsce dzięki skasowaniu przez prezydenta Clintona istniejących podstawowych regulacji transakcji bankowych. W USA blisko połowa domów jednorodzinnych i mieszkań własnościowych jest obecnie mniej warta niż ich wartość rynkowa. Masowe eksmisje byłych właścicieli przez banki często naruszają zasady poprawnego postępowania według istniejących ustaw.

Dzieje się to w czasie, kiedy banki dostały duże subsydia anty-kryzysowe i jednocześnie dyrektorzy tych banków wypłacali i nadal wypłacają sobie wielomilionowe premie. Banki takie jak Goldman Sachs w tym samym czasie namawiały klientów do inwestowania na „zatrute” kontrakty zawarte na nieściągalne pożyczki i jednocześnie te same banki ubezpieczały się sprzedając z zyskiem te tak zwane „zatrute” kontrakty za pomocą sprzedaży z góry czyli „short sale.” Niektórzy senatorowie publicznie określali te transakcje jako działalność kryminalną. Jak dotąd nikt nie został pociągnięty do odpowiedzialności, podczas gdy właściciele nieruchomości ponieśli straty sięgające astronomicznie wysokiej cyfry czternastu tysięcy miliardów dolarów.

Swego rodzaju paradoksem jest fakt, że obecnie, tak jak w 1929 roku, jeden procent ludności USA posiada większy majątek niż 95% Amerykanów, wliczając ludzi najbiedniejszych. Udowodnił to krytyk społeczny Michael Moore w 2009 roku. Są to skutki lichwiarskiego systemu finansowego w USA. Tymczasem kapitalizm państwowy w komunistycznych Chinach bezkarnie manipuluje wartością swojej waluty, która jest sztucznie utrzymywana w wartości bardzo niskiej w stosunku do dolara, tak żeby zmniejszać na rynku międzynarodowym popyt na produkty amerykańskie.

Na marginesie wspomnę powszechnie mało znany fakt że „Renminbi” jest oficjalną walutą Chin i słowo to znaczy „pieniądz.” Natomiast główną jednostką monetarną Chin jest „yuan,” który wymawia się i pisze jako „juan.” Wartość renminbi ustalona w dolarach została nieco zdewaluowana w celu wzmocnienia konkurencji w eksporcie wytworów przemysłu chińskiego na szkodę gospodarki USA. Obecnie rząd Chin powoli wprowadza swoją walutę na rynek międzynarodowy przez banki w Hong Kongu.

W 2008 roku w czasie kampanii wyborczej wielu wierzyło kandydatowi Obamie, że potrzebne reformy zostaną przeprowadzone za zgodą obydwu głównych partii politycznych. Niestety paradoks walki o władzę w USA polega na tym, że niby konserwatyści szkodzą gospodarce amerykańskiej, żeby w ten sposób skompromitować rządy prezydenta Obamy i uczynić go prezydentem na tylko jedną kadencję.

Prace Autorskie, Iwo Cyprian Pogonowski

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.

~Jayden
05-01-2015 / 06:13
All of my questions sehtdel-ttanks! xelcokx.com [url=ygnozbmx.com]ygnozbmx[/url] [link=wlvbpcid.com]wlvbpcid[/link]
~Chassidy
25-12-2014 / 08:23
~Alexx
20-12-2014 / 19:42
Staraliśmy się porozumieć z PKP w srpawie ekranf3w jednak nie było takiej woli ze strony partnera, a on jest właścicielem terenf3w na ktf3rych można by postawić takie ekrany. Mając na uwadze sąsiedztwo torf3w, budynki zlokalizowane najbliżej nich zaprojektowaliśmy tak aby same w sobie stanowiły ekrany, tzn. od strony torf3w są pełne ściany bez okien, osłaniając w ten sposf3b mieszkania od torf3w. .Nie chcę być gołosłowny więc zamieszczam mapę, ktf3ra ukazuje natężenie hałasu w okolicy. Na mapie zaznaczone są obecnie realizowane inwestycje w południowej części Wrocławia, charakterze apartamentowym i standardzie podwyższonym. Jak można zauważyć z mapy, Ogrody Hallera zlokalizowane są na terenach o stosunkowo najniższym poziomie hałasu patrząc na lokalizację pozostałych inwestycji (im jaśniejszy kolor tym mniejsze natężenie hałasu). Tak już jest że budynki apartamentowe lokalizowane są w eksponowanych miejscach aglomeracji miejskich, dobrze skomunikowanych, a to niestety wiąże się ze zwiększonym natężeniem ruchu komunikacyjnego a więc i poziomem dźwiękf3w.link do mapy
~Janusz Górzyński
08-01-2011 / 12:07
Po co więc ci Amerykanie chodzą na wybory? Skoro nie mają wpływu na nic, bo demo-polityka jest fasadowa, krajem rządzi Wielka Lichwa, a pula własności to tylko 5% z sumy majątku, jakim dysponuje 99% obywateli panstwa USA, gdyż reszta należy do tego 1-go % "dobranych". Chyba, że sprawa dotyczy tego, - w odczuciu spauperyzowanych prolów, pożytecznych idiotów w służbie mafii szatana, aby łagodny demokratyczny i liberalny rząd nie zabrał im jeszcze tych 4% własności? Doprawdy, imponująca komuna niewolnicza zapanowała w tej liberalnej Ameryce - po 200 latach bezwzględnej hebraizacji tego wielkiego kraju, który miał kiedyś sławę "ojczyzny wolności". Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę to, że aż 70% Amerykanów nie rozumie treści napisanych w gazetach, to nie musimy się temu dziwić, że 1% cwaniaków manipuluje całym społeczeństwem, przerobionym na prostu tępy tłum. A więc skoro nie rozumieją tekstów gazetowych, to także nie pojmują treści Ewangelii św. i zasad moralnych głoszonych przez Kościół Boży. Po prostu nie nadają się do szukania prawdy, które wyzwala. Wiarą i rozumem oraz moralnymi zasadami winien się zawsze kierować przyzwoity człowieik, dbający o życie godziwe i zbawienie. Niestety, ale amerykańska komisja kongresowa do zbadania stanu oświaty w USA, gdy przebadał znaczą część populuacji i wady systemu, to uznała, że żaden okupant nie byłby w stanie wyrządzić takiej szkody amerykańskim obywatelom. Zważmy na to, że amerykańskich nauczycieli nikt nie chce na świecie już zatrudniać, gdyż są skrajnie niekompetentni i nieodpowiedzialni. Przy taki stanie umysłów, z jakim mamy do czynienia w USA - oczy3wistym jest również to, iż ludzie ci są "materiałem" trudnym do ucywilizowania przez Kościół katolicki. Zresztą nawet w Ameryce Kościół katolicki słynie z różnych fanaberii, jakie pewnie zaszczepiły w nim różne sekty masońskie - infiltrujące Mistyczne Ciało Chrystusa. Zatem Ameryka, która trzyma w więzieniach połowę kryminalistów całego świata oraz ma odmóżdżone społeczeństwo, nie jest żadnym Imperium Przyszłości. Amerykanie w swej znacznej większości są po prostu psychicznie i intelektualnie niezdolni do konstruktywnego buntu przeciwko wszystkim heretykom manono-demono-kracji. Nie widzę możliwości, bacząc na sumę zjawisk, jakie tam zachodzą, aby tam mogło dojść do zdefiniowania alternatywnych celów politycznych - obalających cywilizację kłamstwa i śmierci. USA jest państwem schyłkowym i wiele masońskich czasopism także coraz śmielej pisze o tym, że również przewidzianym do likwidacji. TA NIEUSTANNA WALKA SZATAńSKIEJ REWOLUCJI PERMANENTNEJ Z RODZAJEM LUDZKIM MUSI SIE SKONCZYC WIELKA KATASTROFA. Tak to jest, gdy hołota niebywała najpierw uderzyła w autorytet Namiestnika Chrystusa, posługując się otumanionym satanistą Lutrem, który ogłosił, że każdy może byc papieżem. Po nim przyszła następna fala buntowników, którzy zindoktrynowali masy, że każdy może być królem, lecz dali po zdobyciu władzy ludowi tylko biedę, gilotyny i obozy koncentracyjne. Teraz wprowadzili nową bandę pyszałkow, którzy głoszą że nie ma żadnych zasad i każdy "może być bogiem". Takiej szatańskiej bezczelności na pewno Bóg dłużej nie zniesie, albowiem majestat Boga szargany być nie może - Nawet Bóg ma ograniczoną cierpliwość względem złoczyńców. Skoro ludzie przestali żyć zgodnie z myślą Boga i Jego prawem, to sami sobie uczynili piekło. Tak to jest, gdy szatańskie szkoły ideologiczne zatruły umysły toksyczną duchowością i jadem cywilizacji kłamstwa i śmierci. IM PREDZEJ POLACY STANA W OBRONIE BOGA I JEGO PRAWA TYM WIEKSZE MAJA SZANCE NA OCALENIE!!! Na pohybel diabłu i jego szatańskim apostołom!!! SMIERC CYWILIZACJI SMIERCI!!! „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” (Mk 1, 14-15) „Jeżeli Polska nie odrodzi się duchowo, nie porzuci swych grzechów, to zginie, bo czyni Mi straszną zniewagę..." Polska nie zginie, o ile przyjmie Chrystusa za Króla w całym tego słowa znaczeniu: jeżeli się podporządkuje pod prawo Boże, pod prawo Jego Miłości. Inaczej, Moje dziecko, nie ostoi się. «Oświadczam ci to, Moje dziecko, jeszcze raz, że tylko te państwa nie zginą, które będą oddane Jezusowemu Sercu przez Intronizację, które Go uznają swym Królem i Panem.» Przyjdzie straszna katastrofa na świat – mówił – jak zaraz zobaczysz. W tej chwili powstał straszliwy huk. Owa kula pękła. Z jej wnętrza wybuchnął ogromny ogień; za nim polała się obrzydliwa lawa jak z wulkanu, niszcząc doszczętnie wszystkie państwa, które nie uznały Chrystusa. Widziałam zniszczone Niemcy i inne zachodnie państwa Europy. Z przerażeniem uciekłam wprost do tej osoby. Pytam: – Czy to koniec świata? A ten ogień i lawa, czy to jest piekło? Otrzymuję odpowiedź: – To nie jest koniec świata ani piekło, tylko straszna wojna, która ma dopełnić dzieła zniszczenia. Granice Polski byty nie naruszone: Polska ocalała. Państwa oddane pod panowanie Chrystusa i Jego Boskiemu Sercu dojdą do szczytu potęgi i będzie już 'jedna owczarnia i jeden pasterz'. Po tych słowach wszystko znikło. Po Komunii św. (na następny dzień) pytałam Pana Jezusa, co to ma znaczyć. Otrzymałam pouczenie: – Tak się, dziecko, stanie, jeżeli ludzkość nie zwróci się do Boga. Nie trzeba zaniedbywać sprawy przyspieszenia chwili Intronizacji w Polsce. /Wyznania Jezusa Chrystusa przekazane Słudze Bożej Rozalii Celakównie/ "Do Niego (Pana Jezusa) więc trzeba się uciekać, bo On jest Drogą, Prawdą i Życiem. Jeżeli się zbłądzi, należy wrócić na prawdziwą Drogę. Jeżeli ciemności opanowały umysł, należy je rozproszyć światłem Prawdy: Jeżeli śmierć nas ogarnia, trzeba przylgnąć do Życia” Leon XIII (Annum sacrum, 5) „Do wolności wyzwolił nas Chrystus! Trwajcie więc i nie bierzcie na siebie znowu jarzma niewoli” (GA 5,5) „Pan strzeże wszystkich, którzy Go miłują, lecz zniszczy wszystkich występnych” (Psalm 145) W 1938 roku (Dz.1732) gdy s. Faustyna modliła się za Polskę Pan Jezus powiedział jej: „...Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli mojej, wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście moje”. Adam Wielomski: "Tradycjonalizm Karla Ludwiga von Hallera" Karl Ludwig von Haller (1768-1854) był najwybitniejszym filozofem szwajcarskiego konserwatyzmu. Prócz pisania uczonych traktatów uzasadniających wyższość przedrewolucyjnych stosunków nad tymi, które stworzyła Rewolucja, zajmował się także publicystyką i polityką czynną. Pochodząc ze znamienitej Berneńskiej rodziny miał ułatwioną karierę polityczno - administracyjną. W 1786 roku wstępuje do służby państwowej w rodzinnym Bernie; działa w dyplomacji. Początkowo odnosi się z sympatią do Rewolucji, jednakże w 1799 roku, w obliczu inwazji francuskiej ucieka do południowych Niemiec, a następnie do Austrii, gdzie jest radcą kancelarii arcyksięcia Karola w Wiedniu. W 1806 roku powraca do Szwajcarii i prowadzi wykłady na uniwersytecie w Bernie jako profesor prawa państwowego i historii Szwajcarii. W 1814 roku rezygnuje z profesury po wybraniu go do Wielkiej Rady kantonu Berno. Wtedy też kończy dzieło swego życia - „Restauration der Staats - Wissenschaft”. W październiku 1820 roku przechodzi na katolicyzm i, zmuszony przez protestancką nietolerancję , opuszcza Szwajcarię i przenosi się do Paryża, gdzie staje się czołowym publicystą prasy ultrarojalistycznej - min. pisuje w redagowanym przez Louis de Bonalda „Debats”. Za swe zasługi w maju 1830 roku zostaje profesorem w Chartres. W kilka miesięcy później, po Rewolucji Lipcowej wraca do Szwajcarii, gdzie osiedla się w katolickim kantonie Soleure; oddaje się pracy publicystycznej i pisarskiej aż do śmierci. Haller był pisarzem dwujęzycznym, tworzył zarówno po niemiecku, jak i po francusku, częstokroć samemu tłumacząc własne dzieła z jednego języka na drugi. Mimo oryginalnej wizji społecznej nie doczekał się zbyt wielu naśladowców - jedynie w Niemczech działała odwołująca się do „halleryzmu” grupa młodych konserwatystów określanych jako Maikafer. Myśl polityczna Hallera zajmuje w dziejach konserwatyzmu miejsce szczególne ponieważ autor postawił sobie za cel opisanie zasad jakie rządziły społeczeństwami chrześcijańskiej Europy przez lat ponad tysiąc, a równocześnie ex definitione odrzucał całą nowożytną myśl o państwie. Haller nie jest konserwatystą, którego celem byłoby zachowywanie tego co jest; wprost przeciwnie; cały czas domagać się będzie restauracji zniszczonych przez myśl nowożytną instytucji, zwyczajów i praw. Często będzie się więc posługiwał anachronicznym już w jego czasach słownictwem, którego nie znajdziemy w politycznych rozważaniach takich wrogów moderny jak Bonald czy de Maistre - znajdziemy u niego takie określenia jak np. lenno i inne pojęcia z epoki feudalnej. Nie jest to przypadek, ponieważ dla szwajcarskiego filozofa to właśnie Średniowiecze stanowić będzie niedościgniony archetyp polityczny, religijny i społeczny. Wszystko co nastąpiło później, było już dlań tylko nieładem. Nowoczesność stanowiła dlań zło o charakterze egzystencjonalnym; w jednym w jego artykułów czytamy: „Dziś umie się zachować ze starego ładu tylko to co było w nim złe i zepsute. Wszystko to co miał w sobie dobre, słuszne i użyteczne zostało bezlitośnie wytępione. Jeżeli zaś znajdzie się jakiekolwiek nadużycie, jakieś szokujące zło, powstałe na skutek namiętności lub występnych okoliczności, to możecie być pewni, że zostanie skrupulatnie zachowane, a nawet odnowione gdyby popadło w zapomnienie. Można tę prawdę udowodnić przez frapujące przykłady z historii wszystkich nowożytnych rewolucji. Duch stulecia, podobny do szatańskiego, wydaje się czuć silny wstręt do wszystkiego co dobre i, przeciwnie, siłę przyciągania wszystkiego co złe, nieważne zaś czy zło to tkwi w monarchiach czy w republikach, w starym czy nowym porządku rzeczy.” Nowożytność, cała tzw. postępowa, a więc liberalna nauka o państwie jest dla Hallera esencjonalnym złem. Charakterystyczny jest tytuł jednego z najbardziej znanych tekstów tego konserwatysty: „Satan und die Revolution” i nie ma w tym nic dziwnego, bowiem duch nieładu, duch nowinkarstwa i zmian jest podszeptem szatana, Władca Ciemności nie ma siły aby kogokolwiek zmusić do zła, on może tylko szeptać, namawiać, mamić. To właśnie czynią zwolennicy postępu: dobro nazywają złem, a zło dobrem, niewolę wolnością; mieszają w głowach jednakże tylko tym, którzy podszeptu tego usłuchają i sięgną po zakazany owoc. Wolność - hasło pod którymi wywoływano rewolucje i które ściągało pod swój sztandar tysiące ubogich ludzi, oznacza dla nich nic innego niźli to, że zostaną pozbawieni patriarchalnej opieki możnych i dobrze urodzonych - wolność będzie więc dla nich nieszczęściem, prawie że śmiercią głodową. Kiedy zaś przejrzą na oczy i zrozumieją, ze to nie o wolność dla siebie walczyli, ale o władzę dla nowych elit, to powie się im, że są wrogami wolności i postępu. Rewolucyjna nowomowa tych co zawsze opiekowali się słabszymi, nazwała ciemiężcami i tyranami. Ale jeśli jest tak, że wszyscy którzy uzależniają od siebie słabszych w zamian za opiekę - co jest sednem feudalizmu - są ciemiężcami i tyranami, to pierwszymi „tyranami” są rodzice. Szatan powiedział ludziom, że są wolni i równi. Stali się takimi pod batem Napoleona czy jakobinów? Szatan powiedział ludziom, że będą wolni, gdy wybiorą parlamenty; uwierzyli mu i zagłosowali - i oto mają nowe żądne władzy i bogactw elity. Królom szatan powiedział, że będą postępowi i uzyskają więcej władzy gdy podepczą tradycję, religię, odrębności stanowe. Królowie uwierzyli mu i dali głowy pod gilotynami. „Żyjemy dziś pod panowaniem piekieł - stwierdza Haller - a uwolniony szatan panuje pod imieniem ducha stulecia.” Porządek Boski i porządek ludzki - te dwa pojęcia są charakterystyczne dla dualizmu który w przekonaniu Hallera jest cechą nowożytnego świata. Tradycjonalista zadaje sobie bowiem pytanie: czy Bóg tworząc świat miał jakieś plany, wyobrażenie o tym, jak ten świat ma wyglądać, czy też stworzył go i powiedział ludziom: „rządźcie się jak chcecie”? Autor „Restauration” nie ma wątpliwości, że Stwórca zaplanował w jaki sposób ludzie powinni żyć, mieszkać, rządzić się i myśleć. Stąd bardzo silnie przejawia się u Hallera przywiązanie do pojęcia „porządku właściwego”, czyli takiego jakiego życzył sobie Stwórca. Lad ten Bóg objawia nam codziennie w postaci tradycji i historii. Rozumowanie konserwatysty jest bardzo proste: jeżeli rodzina, własność, władza, hierarchia społeczna, religia i wiele innych zasad i instytucji istnieje od zawsze, to znaczy, że Bóg chciał, ażeby te zasady i instytucje istniały; gdyby były sprzeczne z Jego wolą, to nieprzetrwałyby całych tysiącleci. Tymczasem człowiek bez władzy, społeczeństwa czy własności nie tylko nigdy nie istniał, ale nawet trudno go sobie takim wyobrazić. „Mój system nie zawiera niczego nowego” stwierdza Haller we wstępie do „Restauration” Bóg objawia się więc człowiekowi codziennie poprzez tradycję. Niestety, szatan także objawia się nam codziennie i szepcze, że w świecie stworzonym przez Boga wcale wszystko nie jest tak dobre jak być powinno: o tam widać ubogich; tam niesprawiedliwość i krzywdę ludzką. Szatan mówi do człowieka, że przecież zło to można łatwo naprawić, wystarczy uchwalić kilka ustaw i zlikwidować parę nadużyć, oddać władzę ludziom mądrym itp. Pycha wszelkich reformatorów nowożytnych polega więc na tym, że ośmielają się oceniać Boskie dzieło stworzenia i poprawiać je, podczas gdy prawdziwa mądrość uczy, że należy je obserwować i kontemplować, aby zrozumieć jego piękno i doskonałość; wreszcie, aby odkryć prawa rządzące tym światem, czyli prawa naturalne.. Postępowcy absolutnie tego nie rozumieją, widząc wszędzie stan gorszy niż w wielkich teoretycznych rozprawach którymi karmią się całymi dniami. Dlatego kiedy tylko dojdą do władzy, to z fanatyzmem niszczą wszystko co stare, co ma na sobie piętno tradycji, Kościoła, hierarchii i państwa. Rewolucję Francuską wywołano właśnie pod hasłami obalenia wyrażającego się w tradycji prawa Bożego. Jednakże właśnie to ona najbardziej udowodniła, że człowiek nie jest władny żyć inaczej niźli wedle zasad stworzonych przez Boga. Ludzie mieli być wolni i równi, ale „rezultatem tych wysiłków sprzecznych z prawami naturalnymi, było tylko uczynienie panów sługami, a części sług panami, zniżenie do służenia tych, którzy byli wolni i danie wolności nielicznym z tych którzy żyli w poddaństwie; w ograbieniu bogatych, i we wzbogaceniu niewielkiej liczby ubogich.” Miało nie być autorytetów, a przyszli tyrani, miało nie być dyscypliny a przyszedł militaryzm, miało nie być elit a powstała Napoleońska arystokracja... W pracach Hallera, a szczególnie w „Restauration” dużo miejsca zajmują opisy przedrewolucyjnego społeczeństwa, czy, żeby powiedzieć dokładniej, społeczeństwa z epoki przednowożytnej. Szwajcarski filozof miał bowiem szczęście urodzić się w kraju, w którym feudalne instytucje w stanie prawie nie zmienionym zachowały się aż do inwazji Francuzów za Napoleona. Mógł więc na prawdę opisywać społeczeństwo takim jakim je widział w rzeczywistości, a które podniesione zostało u niego do rangi „ładu właściwego” Człowiek jest w jego przekonaniu istotą społeczną zawsze żyjącą w rodzinie, która jest najmniejszą formą życia społecznego. Ludzie nie tylko chcą, ale wręcz muszą żyć wspólnie, a to z powodu ich nierówności. Słaby i ubogi potrzebuje opiekuna, który go nakarmi, ubierze i osłoni. Z kolei silny i zamożny potrzebuje słabszych aby mu służyli, pracowali na jego polu lub w warsztacie. Społeczeństwo powstaje więc z potrzeby wymiany usług, drogą naturalną (jak u Arystotelesa). Haller zdecydowanie odrzuca Hobbesowską wizję natury, gdzie ludzie - wilki podrzynają sobie gardło walcząc o przetrwanie. Wprost przeciwnie, człowiek chce żyć w spokoju, ciszy i w bezpieczeństwie. Zasadami tworzącymi społeczeństwo są zaufanie, miłość, przyjaźń. Ludzie wzajemnie sobie pomagają, silni wspierają słabych. Haller nie rozumie jak ktoś może uważać, że silni będą w sposób naturalny dążyć do stłamszenia słabych. Nie mają żadnego powodu - przecież już nimi rządzą, a więc są zainteresowani w podtrzymywaniu ładu, a nie w jego zmienianiu. Silny będzie więc konserwatystą. To raczej słabi i ubodzy mogą dążyć do zmiany istniejącego stanu i próbować obalić arystokrację- i czynią to pod postacią złodziejstwa i przestępczości, choć wcale nie mają zamiaru obalić rządów elit jako takich - któż ich wtedy wyżywi, da pracę, zorganizuje? Mamy tutaj zdecydowane odrzucenie liberalnego paradygmatu, że silniejsi dążą do wyzyskania i zniszczenia słabszych - Hallerowi zupełnie obca była wizja wczesnokapitalistycznego społeczeństwa, gdzie trwa Darwinowska walka o przetrwanie; wprost przeciwnie, wzorem było dlań rolnicze społeczeństwo Szwajcarii i nieprzypadkowo jest on postrzegany jako jeden z czołowych przedstawicieli koncepcji społeczeństwa patriarchalnego Podstawową zasadą społeczeństwa patriarchalnego jest jego antywolnościowy charakter - Haller zapewne nie zgodziłby się z takim stwierdzeniem, bowiem jego pojęcie wolności nie miało nic wspólnego z używanym przez nas liberalnym pojęciem tego słowa, a liberalizmowi szwajcarski filozof był zdecydowanie przeciwny. W normalnym społeczeństwie człowiek nie powinien bowiem zostać pozostawiony na pastwę losu; wprost przeciwnie, znajduje się w układzie prostych zależności patriarchalnych. Wolność jest dla autora „Restauration” ukoronowaniem statusu społecznego i majątkowego. Wolni są więc tylko i wyłącznie ci, którzy są bardzo bogaci i należą do społecznych elit. Zwykły, szary człowiek nigdy wolnym nie był i nigdy nie będzie, ponieważ nie zajmuje miejsca na szczycie hierarchii społecznej. Człowiek zawsze jest zależny. Jako dziecko podlega rodzicom, w zabawie podlega hersztowi bandy z podwórka, w szkole nauczycielom. Nawet na balach usadza się ludzi wedle ich ważności. Przez całe życie podlega urzędnikom i suwerenowi. Oświeceniowi filozofowie prawili, że ludzie są z natury wolni, jednakże doświadczenie pokazuje nam, że zawsze są od kogoś zależni. Nawet król jest zależny od własnego, choć nisko urodzonego lekarza; przynajmniej póki się leczy. To właśnie podległość, mówi Haller, jest dla człowieka stanem natury. Państwo naturalne to to, gdzie są rządzący i rządzeni. Ludzka wolność nigdy nie jest więc pełna; jest to pewien cel do którego człowiek dąży poprzez posuwanie się wzwyż po drabinie społecznej i majątkowej. Ziemianin wobec chłopa jest panem, a więc jest wobec niego wolny, ale wobec innego ziemianina jest już tylko równy, wobec suwerena jest już tylko poddanym. Ojciec jest panem w rodzinie, ale wobec wyższego odeń w hierarchii jest sługą. Ludzie rodzą się, emigrują, wchodzą lub spadają z drabiny społecznej - jednakże kiedy ustają jedne związki zależności, to wtedy rodzą się następne. Po cóż więc oszukiwać ludzi, że są wolni? Nigdy nie byli, nie są i nie będą! Bez względu na to co wymyślą liberałowie i jakby nie manipulowali słowami. Lepsi, mądrzejsi, bogatsi i lepiej urodzeni zawsze będą elitą, a tłum zawsze będzie tłumem. Dlaczego człowiek nie może być wolny? Ponieważ nie jest samowystarczalny. Społeczeństwo istnieje dlatego, że ludzie wzajemnie się uzupełniają. Jeden zna się na tym, inny na czymś innym. Jeden jest mądry, inni są za to silni fizycznie; jeden rządzi, inni słuchają. Idea równości ludzi jest dla Hallera pomysłem dziwacznym, ponieważ ludzie, na co wskazują wszelkie ich zachowania, wcale nie chcą być równi. Po co były turnieje rycerskie, wyścigi rydwanów itp.? Aby wyłonić najlepszego, czyli tego, któremu ludzie z dumą będą podlegać. Dlaczego rzymski lud jako przedstawicieli wybierał zawsze bogatych i dobrze urodzonych? Ponieważ nie chciał podlegać byle komu, czyli ludziom, którzy z tegoż ludu pochodzą. Człowiek ma w sobie zaszczepioną ideę autorytetu. Podlega tylko tym, których uważa za lepszych od siebie, a czym ten ktoś jest lepszy, tym bardziej sługa jest dumny, że służy tak szlachetnemu panu. Odrzucenie przez autora „Restauration” nowożytnej wizji państwa nie miało jednak wpływu na to, że średniowieczny model społeczeństwa załamał się ostatecznie w osiemnastym stuleciu. Porządek Boski został zniszczony i zastąpiony porządkiem ludzkim. Tradycjonalista był więc zmuszony zbadać dlaczego tak się stało; tym bardziej, że porządek był w wieku XVIII obalany bardzo pracowicie nie przez lud, ale przez monarchów. Absolutyzm oświeceniowy był dlań wcieleniem ducha destrukcyjnego w przedrewolucyjnym społeczeństwie. Monarchia typu patriarchalnego, czyli opiekuńcza, ale zarazem ograniczona i oparta na zwyczajach Średniowiecza odwzorowywała Boską wizję świata. Jednakże postępująca od XVI stulecia bezbożność powodowała, że obracający się pośród dworskich filozofów monarchowie zaczęli wątpić w boskość pochodzenia własnej władzy. Stopniowo zaczynali przyzwyczajać się do myśli, że władza ich pochodzi od ludu, że to ogół był pierwotnym suwerenem, który zawiązał państwo w wyniku umowy. Monarcha działa więc w imieniu ludu, jako jego egzystencjonalny reprezentant. Idea umowy społecznej została oczywiście zmyślona przez filozofów, ale monarchowie znaleźli w niej bardzo nęcące aspekty. W Średniowieczu nie istniało bowiem pojęcie własności państwowej, to co dzisiaj określa się jako „państwowe” wtedy nazywało się „własnością króla”. Monarcha na własny koszt, korzystając z osobistych dóbr i środków wystawiał armię, zatrudniał urzędników, utrzymywał dwór itp. Długoletnie wojny, rozrost administracji i zwykła rozrzutność spowodowały, że skarb królewski zaczął świecić pustkami, rosły długi. Wtedy właśnie pojawili się filozofowie i podszepnęli królom, że armia, administracja i dwór to nie są rzeczy z których korzysta tylko suweren, ale wszyscy poddani; i gdyby tak stwierdzić, że władza pochodzi od ludu, że państwo powstało w wyniku umowy, a następnie królom przekazano władzę, to, po przyjęciu przez ludzi takiej argumentacji, można by powiedzieć, że skoro monarcha jest tylko przedstawicielem ludu, to jego długi wcale nie są tylko i wyłącznie jego długami, ale długami całego narodu - „W momencie kiedy władcy uznali się za pierwszych wykonawców woli narodu, ich wojny stały się wojnami narodowymi, ich długi zmieniły się w długi narodowe, ich potrzeby w potrzeby państwa.” Lud z pewnością złapie się na ten podstęp, bowiem wpadnie w pychę, że jest pierwotnym suwerenem, a więc teoretycznie stoi ponad królami, i w tę bzdurną teorię uwierzy... A wtedy powie mu się, że skoro jest suwerenem, to niech spłaca długi, już nie prywatne króla, ale „państwowe”. Lud był na tyle naiwny, że uwierzył i zapłacił, ale królowie niewiele na tym zyskali, bowiem filozofowie zaczęli nauczać, że skoro monarcha jest tylko administratorem z łaski ludu, to jego własność osobista także należy do ludu, czyli jest „państwowa”. W pewnym momencie okazało się, że władca nie jest już suwerenem, ale administratorem państwa; z właściciela stał się sługą; a sługa jak to sługa, jeśli się panu nie spodoba to można go wypędzić i wypłazować szablą. To właśnie stało się we Francji po 1789 roku. Nie uprzedzajmy jednak faktów. Na razie, tzn. w wieku osiemnastym monarchowie uznali, że powoływanie się na wolę ludu jest o wiele silniejszą zasadą legitymizacyjną niźli łaska Boga. Uznanie bowiem za kryterium prawowitości Bożej woli zmusza rządzącego na jej podstawie monarchę do przestrzegania wynikłej z religii moralności, a także respektowania Boskich praw natury i Boskiej wizji świata, jak została nam przekazana w postaci tradycji. Ograniczenia nie są jednak dla monarchy zbyt wygodne, nadto ograniczają wydatki i możność kreacji bardziej łatwego do administracyjnego rządzenia państwa, państwa w którym król stałby się głową biurokratycznej maszyny. Idea umowy społecznej problemy te rozwiązuje, ponieważ monarcha uzyskuje legitymizację od ludu i nie musi się już oglądać na Bożą wolę zapisaną w naturze i tradycji. To co czyni, czyni zawsze w imieniu ludu, czyli nominalnego suwerena; a czyż władza wykonywana w imieniu suwerena może być ograniczona? Absolutnie nie. W Rosji, Portugalii, Hiszpanii, Austrii, Francji podnosi głowę hydra politycznego konstruktywizmu skierowana przeciwko jezuitom, arystokratycznym elitom, tradycji i zwyczajom. Królowie nadają kodeksy cywilne, prawa „państwowe” (miast będących wolą króla) łamiące zapisane w tradycji uprawnienia i przywileje, gwałcące własność, wprowadzające wysokie podatki, wszędobylstwo administracji, a równocześnie stanowiące, że państwo jest indyferentne religijnie - czymże innym jest bowiem zasada tolerancji? Zniesiono poddaństwo aby zniszczyć patriarchalne stosunki na wsi i zapędzić ubogich, dotąd pańszczyźnianych chłopów do fabryk, podważono zasadę swobody testamentów , zglajszachtowano stanowe i regionalne prawa i przywileje, kobiety zachowały prawo do dysponowania swą własnością po ślubie, wprowadzono powszechną służbę wojskową, zrównano w prawach dzieci ślubne z bękartami, zarekwirowano majątki zakonne, co spowodowało zniszczenie kościelnej opieki społecznej itd. Rewolucja nie była dla Hallera absolutnie czymś niezwykłym; po prostu lud wdrożywszy się do myślenia o państwie w kategoriach mechanicystycznych, miast patriarchalno - organicystycznych, wyciągnął z głoszonej oficjalnie doktryny króla jako wyraziciela woli ludu wnioski logiczne, chociaż znacznie dalej idące niż chcieli tego monarchowie Wieku Świateł - skoro to lud jest suwerenem, to i dlaczego nie miałby prawa usuwać tych monarchów, którzy źle wykonują powierzony im in illo tempore mandat? Ponieważ wziąwszy pod uwagę jednoznaczną opinię Hallera nt. ideologii nowożytnych nie ma chyba potrzeby dokładnie omawiać jego poglądów tyczących się Rewolucji Francuskiej, poświęćmy raczej czas na przedstawienie Hallerowskiej koncepcji restauracji patriarchalnego społeczeństwa. Sabaudzki tradycjonalista zalicza się do tych nielicznych, którzy wierzyli, że możliwa jest nie tylko restauracja stosunków sprzed 1789 roku, ale, co więcej, powrót do systemu społecznego i politycznego Średniowiecza. Haller nie zgadzał się z ultrasami, którzy propagowali ideę powrotu do stanu z roku 1789; on chce iść znacznie dalej. Prawdziwa restauracja ładu nastąpi bowiem w jego przekonaniu dopiero wtedy, gdy zniesione zostaną wszelkie podatki państwowe. Autor „Restauration” zachwycał się Sredniowieczem między innymi dlatego, że w tej epoce monarcha utrzymywał państwo z własnej kieszeni, nie pobierał podatków poza tymi, które poddani zgodzili się uiszczać dobrowolnie. Jedynym źródłem utrzymania państwa winny być dobra królewskie, myta z należących do króla dróg, dochody z kopalin znajdujących się w posiadłościach prywatnych monarchy, jak i jego fabryk. Król jako osoba może posiadać nawet prywatne banki czy zakłady ubezpieczeniowe. W państwie Hallera nie ma nawet jednego metra kwadratowego, o którym można by powiedzieć, że należy do państwa; wszystko jest własnością prywatną króla lub jego poddanych. Skoro zaś król sprawuje władzę tylko i wyłącznie na mocy tego, że jest największym proprietariuszem w państwie, to nie ma najmniejszego powodu ażeby inni płacili na niego podatki, skoro państwo, czy konkretniej, królewszczyzny, są jego osobistą własnością. Poddani mogą być rzecz jasna zobowiązani do pewnych opłat, ale nie na mocy prawa państwowego, ale prywatnego, o ile są związani jakimiś umowami z monarchą jako osobą, która zapewnia im opiekę lub wyświadcza inne przysługi. Gdy związek taki ustaje, wtedy poddany przestaje też płacić - np. płaci się za drgi póki się po nich jeździ. Zauważmy, że ten nieubłagany wróg wszelkiego liberalizmu (dla Hallera słowo „liberał” jest synonimem słowa „mason”) stworzył praktycznie libertariańską koncepcję państwa! Jest to cecha konstytutywna dla patriarchalizmu Karla Ludwiga von Hallera - jego patriarchalizm absolutnie nie opiera się na przymusie prawnym, nikt nikogo tu nie zmusza aby wyrzekł się swej wolności w zamian za opiekę. Haller po prostu nie wierzy aby ktoś był tak głupi, że dla pustego słowa „wolność” zdecyduje się głodować! Stosunki patriarchalne nie są więc nikomu narzucane, wynikają z natury stosunków pomiędzy ludźmi. Autorytet suwerena opiera się na jego osobistym majątku, a konkretnie na własności ziemskiej, ponieważ Haller nie dostrzegał wzrastającej roli przemysłu i nadal myślał kategoriami agrarnymi, co zresztą wcale nie przeszkadzało mu myśleć bardzo nowocześnie o ekonomii - znajdujemy u niego np. przekonanie, że wzrost podatków powoduje obniżkę przychodów państwa, a więc dokładnie to samo, co we współczesnej ekonomii mówi tzw. Krzywa Laffera. Podatki są dla tego konserwatysty wypaczeniem patriarchalnego charakteru państwa: „Naturalny porządek rzeczy wymaga aby to pan karmił i opłacał sługi, a nie słudzy opłacali i żywili pana, jakkolwiek w nadzwyczajnych przypadkach winni mu pomóc własnymi środkami.” W sytuacjach dla państwa kryzysowych suweren może poprosić poddanych o pomoc finansową, np. w obliczu najazdu zewnętrznego i poddani są zobowiązani mu ją dać, ale obligacja ta ma charakter moralny, a nie prawny. Idea, że płacenie podatków jest obowiązkiem obywatela, to nic innego niźli wywiedziona z umowy społecznej i pierwotnej suwerenności ludu idea, że ten, kto jest suwerenem, ten utrzymuje państwo. Współcześni Hallerowi królowie nie utrzymują państwa, jednakże suwerenność porewolucyjnych monarchów jest co najwyżej iluzoryczna... W konsekwencji Haller odrzuca też pojęcie wojen „narodowych”; wojują przecież suwereni, a więc na zdobytą prowincję zdobywca nie ma moralnego prawa narzucić podatków czy kontrybucji; jeśli to czyni, to uznaje jej mieszkańców za stronę w sporze, co jest jawną niesprawiedliwością ponieważ dżentelmeni toczą wojny z innymi dżentelmenami, a nie z gminem. W tym momencie docieramy do sedna problemu, dlaczego po 1815 roku nie dokonała się restauracja „ładu właściwego” . Rewolucja bowiem ograbiła monarchów, splądrowała i sprzedała ich dobra jako tzw. dobra narodowe. Królowie nie są więc zdolni na swój koszt utrzymać aparatu i armii. Ponieważ bali się odebrać swoją własność ze względu na siłę i liczbę zwolenników Rewolucji, przystali na status quo majątkowe, zawarli kompromis ze wzbogaconą w ten paserski sposób burżuazją, i w konsekwencji musieli prosić poddanych o utrzymywanie państwa. Ponieważ ci zaś chcieli mieć wpływ na dysponowanie państwowymi pieniędzmi, to królowie musieli zgodzić się na parlamenty. Karty i konstytucje były więc niejako umową pomiędzy ubogim suwerenem teoretycznym, a bogatym suwerenem praktycznym - oto sens oktrojowanej przez Ludwika XVIII Karty. Król Francji miał jednakże ciągłe kłopoty z Izbą, która zwlekała z uchwaleniem budżetu, co doprowadzało rząd do rozpaczy. Autor „Restauration” nie płacze jednakże z tego powodu: w 1815 roku trzeba było iść na kompromis, bo siły kontrrewolucyjne były zbyt słabe, jednakże kiedy się wzmocniły, opanowały państwo, to honor króla wymaga aby dotrzymać umowy w postaci Karty konstytucyjnej. Jednakże gdyby Izba nie uchwaliła budżetu... to umowa byłaby zerwana przez przedstawicieli tzw. ludu. W tym momencie król także nie byłby już związany danym słowem i mógłby, nawet siłą, dokonać restauracji „ładu właściwego”, czyli odebrać paserom zagrabione majątki własne, szlachty i Kościoła, przestać wypłacać renty republikańskim i Napoleońskim weteranom, zlikwać armię z poboru. Wskazówki historycznego zegara cofną się więc do 1789 roku. Haller miał jednakże świadomość tego, że królewszczyzny mogą nie wystarczyć na utrzymanie nowoczesnego państwa i licznej armii, dlatego chciał aby poddani płacili podatki, tyle, że dobrowolne. Suweren nie ma prawa nikogo do ich płacenia zmusić, ale może je wymusić, ponieważ nazwiska „wrogów króla”, czyli tych, którzy będą się od nich uchylać będą publiczne ogłaszane, zakaże się aby zajmowali stanowiska w królewskiej administracji, korzystali z królewskiej poczty, a nawet dróg i chodnika. Nie będzie ich chronił królewski żandarm ani sędzia. Będą sobie po prostu żyć poza opieką suwerena, skoro nie mają ochoty mu za nią płacić. Jest to wybór jaki stoi przed każdym człowiekiem. Ktoś, kto się od podatków będzie uchylał, nie będzie nawet królewskim poddanym, oto jednostka aspołeczna, żyjąca poza społeczeństwem i nie chcąca partycypować w jego kosztach. * * * Myśl Hallera jest przykładem tradycjonalizmu integralnego, odrzucającego całą nowożytną ideę państwa. Oceniając ją, trzeba stwierdzić, że zawiera ona jeden fundamentalny błąd, który powoduje, że nie mogła być urzeczywistniona. Haller nieprawidłowo oceniał ludzką naturę. Człowiek był dlań z natury dobry, skłonny do życia w przyjaźni i miłości. Zło rewolucyjne było dlań tylko skutkiem zwiedzenia przez grupkę anarchistycznych filozofów. Obserwując patriarchalne i rolnicze środowisko Szwajcarii nie dostrzegł, że feudalizm w Europie już nie istnieje (we Francji cały czas siedział w Paryżu i nie znał chyba prowincji). Stosunki kapitalistyczne premiowały zaś zysk i egoizm. Hallerowi nie przyszło do głowy, że człowiek bogaty, tak jak czyni to kapitalista, stara się zatrudnić robotników tak, aby na nich maksymalnie zarobić. Dla wyznającego optymistyczną antropologię konserwatysty (de Maistre ma rację, że rewolucje oddziaływują nawet na największych ich wrogów - owa optymistyczna antropologia to przecież dziedzictwo Oświecenia) było nie do pojęcia, że patron nie będzie chciał pełnić roli ojca dla robotników, ci zaś z ochotą nie wyrzekną się własnej wolności i zgodzą na coś w rodzaju poddaństwa. Dziś wiemy, że tak się nie dzieje, że stosunki w statycznych gospodarkach wiejskich różnią się od dynamicznej gospodarki kapitalistycznej - dlatego żaden kapitalistyczny patriarchalizm nie miał szansy zaistnieć z własnej woli pracodawców i robotników. Błąd Hallera polegał na tym, że wychowany i myślący w sposób niezwykle tradycjonalistyczny, absolutnie nie rozumiał mentalności nowożytnego człowieka i społeczeństwa. Adam Wielomski