Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
15 kwietnia 2021
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

DZIWNY JEST TEN ŚWIAT OSZUSTWA LAUREATA NOBLA ALBERT EINSTAEIN

Dziwny jest ten świat - Alberta Einsteina przekręty - Janusz B. Kępka

Spis treści książki wydania papierowego (linki do publikacji w internecie)

I. Who is Who ? 3
1. Stworzenie świata, Pana Boga i….. 4
2. Krótka (pra)historia „narodu wybranego”
................... 8
3. Sodoma i Gomora
. 11
4. Wykopaliskowe osiągnięcia „narodu wybranego”
................ 15

5. „Żyd wieczny tułacz”
... 22
6. „Uczeni w piśmie”
.. 24
7. Kamień z Rosetta (Raszid)
. 26
8. Krótka (pra)historia „narodów niewybranych”
............ 28
9. Gwiazda Betlejemska
................ 34
10. „Franek, co je grane”?
35
11. Antysemityzm
............. 38
12. Przyszedł… Ale skąd?
39

13. „Całun Turyński”
43
14. Normy moralne wielkich religii
.... 47
15. Monoteizm
................ 48
16. Arystotelesowski dowód św. Tomasza z Akwinu na istnienie Boga
....... 49
17. Janusza B. Kępki dowód na istnienie Szatana
... 50
18. Kto to jest… Pan Bóg?
52

II. Czyje prawo? 55
1. Rodowód przepisów prawodawczych
.......... 55
2. Więc, w czym problem?
60
3. Polski Olimp.... 62
Psychuszka w demokracji
................ 64
4. Ubezwłasnowolnieni ograniczenie
................ 67

III. „Cogito ergo sum”.. 70
IV. Kraina ubogich ignorantów......... 73
V. „Lenin wiecznie żywy”
.. 77
Rozmowy z „Duchem Świętym”
................ 78

Appendix
A. Transformacje…
................ 79
B.
Alberta Einsteina przekręty
................ 89
C. Parada oszustów
.............. 112

Od autora

Obecne wydanie „Dziwny jest ten świat…” jest znacznie zmienione i uzupełnione.
Poruszana jest tu tematyka z trzech istotnych dziedzin t.zw. „twórczości ludzkiej”:
religii, prawodawstwa oraz nauki (przez duże n).
I niejako przy okazji – stan fizyczny i intelektualny niektórych…, ponieważ ich samopoczucie jest zawsze doskonałe.
Już nawet pobieżna lektura tej książeczki wprost wskazuje, że

„Jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej!”

Tym optymistycznym akcentem kończąc (na razie)…
autor
Anno Domini 2006

Eksperyment Michelsona-Morleya

W 1880 r. A.A. Michelson[8] przeprowadził próbę wykrycia ruchu absolutnego Ziemii przy pomocy przez siebie skonstruowanego interferometru.

Według Alberta Michelsona, ze względu na ruch translacyjny Ziemi w Kosmosie, długości dróg światła w przestrzeni kosmicznej powinny być nierówne w odniesieniu do równych ramionach PA oraz PB przyrządu. Ponadto, obrót przyrządu powinien powodować zmianę różnicy dróg światła w przestrzeni kosmicznej, co z kolei powinno powodować przesunięcie prążków interferencyjnych obserwowanych w lunecie T.

Jednak wielokrotnie powtarzane eksperymenty w różnych miejscach na kuli ziemskiej zawsze dawały wynik negatywny: nie obserwowano oczekiwanego przesunięcia prążków interferencyjnych.

Interferometr A.A. Michelsona.

Wobec tego, pan Albert Einstein podjął się obrony swego imiennika Alberta Michelsona, i stworzył… „szczególną teorię względności”[9].
Jest to o tyle śmieszne, że Albert Einstein był „kompletnym ignorantem laboratoryjnym”, a który czuł się uprawniony do „wyjaśniania”… eksperymentów laboratoryjnych!
Ale E.W. Morley[10], współuczestniczący w tych eksperymentach wykazał, że metoda eksperymentu jest wadliwa, stąd wynik zawsze będzie negatywny. Następnie przyłączył się do D.C. Millera, który w 1933 r. za pomocą przez siebie skonstruowanego interferometru o nierównych ramionach uzyskał niewielkie przesunięcie prążków interferencyjnych.
Tego rodzaju eksperyment został przeprowadzony wcześniej (1932 r.) przez R.J. Kennedy’ego oraz E.M. Thorndike’a, a także w 1980 r. przez prof. C. Lattesa w Brazylii[11].

„Skrócenie Fitzgeralda-Lorentza“

Z transformacji (T.11.) H.A. Lorentza, znajdujemy:

(T.15.)

co określa długości dróg oraz jakie może przebyć pan S (Fig. T.2.b.).
George Francis Fitzgerald (1851-1901), oraz niezależnie od niego H.A. Lorentz wysunęli hipotezę, że skracanie się ciał, a tym samym także odległości razy wzdłuż kierunku ruchu i według zależności (T.11.) oraz (T.15.), może wyjaśniać negatywny wynik doświadczenia A.A. Michelsona. Czyli ma być:
Ale powyższy warunek spełniony jest dla: , czyli dla , czyli pan O jest nieruchomy w punkcie O’ (zmarł? biedaczysko!).
W takim przypadku, prędkość pana S względem pana O jest równa prędkości c pana S.
Ale to też oznacza, że pan S biegnie do pana O nie wzdłuż drogi SO”, lecz wzdłuż drogi SO’.

„Niezmiennicza prędkość światła”

Powyższe „naukowe dyskusje”, pan Albert Einstein „uogólnił” w następujący sposób:

a) panu S „skraca się wzdłuż kierunku ruchu”, i to według „przekształceń Einsteina-Lorentza”
(Eqs T.13. oraz T.14.).
Uwaga:
w supertajnych laboratoriach badana jest trzecia hipoteza, według której to panu
Einsteinowi „się skróciło”. Wstępne wyniki są… „obiecujące”. (na razie)Amen.

b) po reanimacji, pan O jeszcze żyje i może poruszać się z prędkością v, ale prędkość pana S
względem pana O jest zawsze taka sama i wynosi c, bez względu na to, czy pan O stoi,
leży, pływa, a nawet fruwa.

Powyższe jest także słuszne w przypadku, gdy za pana S biegnie… światło z prędkością c.
Mało tego, taką własność ma tylko światło. Inni – nie.
A pan S? Już nie. Chyba, że się przepoczwarzy w… einsteinowski foton.
Tak więc, w układzie: pan O – światło, pan O jest zawsze „nieruchomy” względem światła.
Powyższe znane jest jako „einsteinowska niezmienniczość prędkości światła”.

Ale powyższe znane było już przed panem Einsteinem jako „unoszenie światła przez ciała materialne”. Niestety, hipotezy takiej nie potwierdzają eksperymenty, m.in.:
James Bradley (1725 r.);

H.L. Fizeau (1851 r.);
A.A. Michelson – E.W. Morley (1885 r.);

R.J. Kennedy – E.M. Thorndike (1932 r.);

D.C. Miller (1933 r.);
P.A. Czerenkow (1934 r.);
prof. Cezar Lattes z Uniwersytetu w Campinas w Brazylii (1980 r.).
Ale oni
wszyscy nie mają racji, ponieważ rację ma Jego Ekscelencja Pan Albert Einstein!

Ściśle tajne/poufne Ściśle tajne/poufne

A co by było, gdyby pan O zaczął biec (do kasy!) tak samo szybko, albo jeszcze szybciej od pana S?

W takim przypadku, spełniony jest warunek: .

a) jeżeli spełniony jest warunek: , to w chwili startu obydwaj panowie powinni być
w jednakowej odległości od punktu spotkania.

W przypadku według Fig. T.1.a., pan S nie dogoni pana O.
W przypadku według Fig. T.1.b., panowie S i O spotkają się „gdzieś po środku”.
W przypadku według Fig. T.2.a., panowie S oraz O spotkają się w punkcie O’,
gdy OO’ = SO’, czyli panowie ci znajdują się w jednakowej odległości od kasy O’.
Jeżeli jednak kasa znajduje się w punkcie O” oraz , to niestety, pan O pierwszy
„dopadnie do kasy”.

b) jeżeli jednak spełniony jest warunek: , to:
w przypadku według Fig. T.1.a., pan S nie dogoni pana O,
i tym samym nie są już ważne zależności (T.1.) oraz (T.2.);
w przypadku według Fig. T.1.b., panowie S oraz O spotkają się razem przy… (kasie).

Ważne są w dalszym ciągu zależności (T.3.) oraz (T.4.).
w przypadku według Fig. 2.a., pan S ma pewne szanse, jeżeli odległość OO’
jest odpowiednio większa od SO’ (OO’ >SO’), jak to pokazano na rysunku poniżej.

Spełniona jest tu transformacja (T.9.) Janusza B. Kępki.

Tak więc, mimo że pan O biegnie szybciej od pana S, to pan S „dopadnie go” w punkcie O’.

Jeżeli jednak pan O biegnie z punktu O’ w kierunku punktu O” (Fig.2.b.), to pan S jest „bez szans”, i nigdy nie dogoni.pana O.
A to dlatego, że przyprostokątna jest zawsze mniejsza od przeciwprostokątnej. „A szkoda!”.
Tak więc, pan S nie tylko wolniej biegnie, ale ma też dłuższą drogę do przebycia.
W takim przypadku, nie jest ważna zależność (T.10.), a tym samym transformacje (T.12.)
H.A. Lorentza.

Jeżeli przyjmiemy, że c jest prędkością światła in vacuum (pan S ma już dosyć biegania, ale chce oświecić – pardon! – oświetlić pana O przy pomocy latarki, a nawet przy pomocy ogarka), to także światło nie dogoni pana O.

„Teorie” Jego Ekscelencji Pana Alberta Einsteina

W wizji „zrelatywizowanego urojenia” – Ja, Pan Albert Einstein objawiam, wyjaśniam i uzasadniam „taki a nie inny” wynik eksperymentu mojego imiennika Alberta Michelsona:
1o
w przypadku „przewidywalnych trudności”, „skrócić” przeciwprostokątną (Fig. 2.b.)
na długość równą x według „przekształceń Einsteina-Lorentza” (T.14.).
2o
w przypadku „trudności nieprzewidywalnych”, prędkość światła ma być niezmiennicza.
3o
w „sytuacjach szczególnie lub ogólnie krytycznych”, prędkość pana O ma być zawsze
mniejsza od prędkości światła[12]), – i to tak,
że mają być ważne tylko„przekształcenia Einsteina-Lorentza” (T.13.) oraz (T.14.).
Inne – nie!

A teraz idźcie między „lud (nie)pracujący miast i wsi” i nauczajcie!
I… poszli. I… „nauczają”!
Nawróceni na powyższe „objawienia”, zwani są (filo)semitami.

Ale niestety, bywają też tacy co biegają szybciej od światła…
Dlatego zwani są (anty)semitami.
Z powyższego wprost wynika, że planetę Ziemia zamieszkują sami ()semici. Amen.

podpisał (się): Ufoludek

Ruch absolutny i względny

Wiosną 1851 r. Jean Bernard Léon Foucault[13] uruchomił w Panthéonie w Paryżu wahadło o długości 67 m i ciężarku o masie 28 kg.
Obrót płaszczyzny wahań względem powierzchni wirującej Ziemi jest bezpośrednim dowodem ruchu absolutnego ciał materialnych w przestrzeni absolutnej (eterze).

Jednak według Alberta Einsteina nie istnieje ruch absolutny, lecz tylko ruch względny,
a obrót płaszczyzny wahań wahadła Foucault jest tylko ruchem względnym względem pana Foucault.
– Ale już nie ma pana Foucault!
– Dlatego nie ma ruchu absolutnego.
– Ale nie ma też pana Einsteina!
– Dlatego jest tylko ruch względny. Proste?

Poniższy tekst wcześniej publikowany był w książce:
Janusz B. Kępka -Ruch absolutny i względny, KONTRAST 1999; wyd. drugie 2004.

Alberta Einsteina przekręty

W 1905 r. Albert Einstein opublikował trzy prace w jednym tomie Annalen der Physik: „Über einen die Erzeugung und Verwandlung des Lichtes betreffenden heuristischen Gesichtspunkt”[14], „Die von der molekularkinetischen Theorie der Wärme geforderte Bewegung von in ruhenden Flüssigkeiten suspendierten Teilchen”[15] oraz „Zur Elektrodynamik bewegter Körper” [16].
Dotyczą one: teorii kwantów Maxa Plancka, ruchów Browna oraz elektrodynamiki ciał poruszających się, w tym równoważności masy i energii mechanicznej.

Jednak teorie Alberta Einsteina zawsze budziły wiele kontrowersji, tak co do ich znaczenia i wartości naukowej, jak i autentyczności ich autorstwa.
W miarę upływu lat od ich ogłoszenia w 1905 r., można zaobserwować zadziwiającą sytuację: im bardziej przekonywano się, że „teoria względności” A. Einsteina nie zgadza się z doświadczeniem oraz jakąkolwiek logiką, tym większy jej triumf jest głoszony.
Stosowana jest tu metoda: absolutnie żadnych dyskusji czy polemik.
Każdy podręcznik z fizyki (i nie tylko) musi zawierać mniej lub bardziej obszerną wstawkę na temat „teorii względności” A. Einsteina.

Ale największym osiągnięciem Alberta Einsteina w ramach „szczególnej teorii względności” jest „równanie równań”, czyli słynne E = mc2.
Jak głosi propaganda, po przyjeździe do Ameryki, Albert Einstein łaskawie „pożyczył” to równanie Amerykanom, którzy z kolei za pomocą tego równania (sic!) skonstruowali… bombę atomową. I wierzymy oraz jesteśmy głęboko przekonani, że to wszystko… „czysta prawda”.
Tym samym, podobnie jak inni, Amerykanie winni są… odszkodowanie[17].
A jaka jest rzeczywistość? Wszystko to, to… „czysty fałsz”! Prócz pieniędzy[18], oczywiście.

A oto źródłowe (!) dowody powyższego w postaci znanej książki: „The meaning of Relativity”, Fifth edition Including the Relativistic Theory of the Non-Symmetric Field, by Albert Einstein, Princeton University Press, Copyright 1956, by estate of Albert Einstein. Tłumaczenie polskie:Albert Einstein – „Istota teorii względności”, PWN, Warszawa 1962.

A. „Szczególna zasada względności”.

Albert Einstein pisze (str. 33): „… prawa przyrody wyglądają jednakowo we wszystkich układach inercjalnych. Twierdzenie to będziemy nazywali szczególną zasadą względności”, koniec cytatu. Powyższe jest plagiatem.
To, że prawa przyrody (przez wielu zwane prawami boskimi) są takie same w całym wszechświecie, znane było na długo przed… Einsteinem. Z faktu znanego Starożytnym, że panta rhei, nie wywodzili oni jakoby dla różnych poruszających się obiektów i układów obowiązywały różne prawa boskie, czyli różne prawa przyrody. Wręcz przeciwnie.
Obserwowane ruchy planet uważano za złudzenie wynikające z ruchu. Dlatego poszukiwano ogólnego prawa w postaci teorii geo,- oraz heliocentrycznych, i z kolei odpowiednich systemów.
Ponadto, zwykłym oszustwem jest sugestia, że Galileo Galilei, Isaac Newton i inni przyjmowali, że w różnych układach inercjalnych obowiązują różne prawa przyrody.

„Czterowymiarowa czasoprzestrzeń”.

Albert Einstein pisze (str. 40): „Zanim bliżej zbadamy warunki określające przekształcenia Lorentza, wprowadzimy jeszcze w miejsce czasu t czas świetlny l = c t. W ten sposób stała c nie będzie jawnie występowała w dalszych wzorach”,
Dx12 + Dx22 + Dx32 Dl2 = 0 (22b) (A.1.)

koniec cytatu.

1o stąd też einsteinowcy mierzą czas w metrach
lub kilometrach, a nie za pomocą zegarków!
2o c
nie jest jakąś „stałą”, lecz prędkością
światła in vacuo;
3o
a dlaczego „stała c” ma nie występować
jawnie? Albert Einstein – tajniaczkiem?
4o
ale t.zw. „szczególna teoria względności”
Alberta Einsteina dotyczy właśnie
prędkości c światła! Jawnie, czy niejawnie?

Odcinek Dl w kartezjańskim układzie
współrzędnych prostokątnych (Eq. 22b).

Powyższe równanie jest zapisem (według twierdzenia Pitagorasa) przyrostu Dl długości odcinka l, w kartezjańskim układzie współrzędnych prostokątnych. Jest to układ trójwymiarowy, w którym osie układu są wzajemnie prostopadłe. Na rysunku powyżej zaznaczyliśmy także rzuty odcinka Dl na odpowiednie płaszczyzny.

W zapisie (A.1.), l = c·t jest wzorem na odległość l przebytą z prędkością c (prędkość światła in vacuo) oraz w czasie t .
I to dokładnie według dobrze znanego wzoru na drogę w ruchu jednostajnym: .
Ergo
: Pan Einstein majaczy twierdząc, że odległość jest… „czasem świetlnym”.
Ale zaraz dalej, Pan Albert Einstein przedstawia i proponuje (str.41):
Na koniec wprowadzimy, za Minkowskim, zamiast rzeczywistej współrzędnej czasowej l = ct współrzędną urojoną x4 = il = ict ( ) , koniec cytatu
Na podstawie powyższego, równanie (22b) Albert Einstein przepisuje w postaci (str.41):
D
x12 + Dx22 + Dx32 + Dx42 = 0
(22c) (A.2.)
gdzie Pan Einstein „sprytnie” podmienił oznaczenie odległości l na x4 , przy „okazji” podmiany znaku (–) na (+).

Należy bardzo uważnie prześledzić powyższe i poniższe, ponieważ zapis (22c) przedstawia sobą t.zw. urojoną czterowymiarową czasoprzestrzeń Alberta Einsteina. Czy Minkowskiego?
1.
Odległość l , a także jego zmiana Dl, nie jest współrzędną, ani tym bardziej „czasową”.
Współrzędnymi są x1 , x2 oraz x3 , za pomocą których można wyznaczyć długość odcinka
(odległość) l lub zmianę Dl odległości l (patrz: rysunek).
Przezywanie odległości l = c·t „rzeczywistą współrzędną czasową” można tłumaczyć
tylko… „rzeczywistym niedorozwojem umysłowym” (!).

2. Symbol wprowadził w 1777 r. Leonhard Euler (szwajcarski fizyk i matematyk,
twórca wyższej matematyki). Chodziło tu o inne przedstawienie pierwiastka z liczby
ujemnej, np:

3. Bez żadnego uzasadnienia, ale w powołaniu się na kolegę Minkowskiego, A. Einstein
podmienia odległość l = c·t na „współrzędną urojoną il”.
Ale za taką „podmianę” uczniowie otrzymują… „pałę”!

Ale załóżmy, że jest szkolny „dzień barana”, i… kontynuujemy „genialną myśl” Einsteina.
Jeżeli: il zamiast l, to także: i Dl zamiast Dl . Z kolei: (i Dl)2 = i2 Dl2 = – 1· Dl2 = (– Dl2).
Teraz, zgodnie ze wskazaniem Alberta Einsteina, zamiast Dl2 wstawiamy (– Dl2) do równania (A.1.), i otrzymujemy:

i nie jest to równanie (A.1.)!

Dla tych „kilkulatków”, którzy mają zamiar ukończyć (szczęśliwie!) szkółkę podstawową, przedstawiamy:

32 + 42 + 52 – 50 = 0

I jest to równanie takie jak (A.1.).

Jeżeli teraz przemnożymy tylko liczbę 50 przez i2 = – 1, to mamy:


Według Alberta Einsteina jest to równanie (A.1.). Ale to tylko… urojenie! Ale nie równanie!

Uwaga! Jeżeli wstawimy do „równania” (A.2.), to otrzymamy równanie
(A.1.). I wydaje się, że wszystko jest w porządku.

A przekręt polega na sugestii, że istnieje coś takiego jak „współrzędna urojona x4 = il = ict” według „równania” (A.2.)! Ale nie istnieje! I jest to znany „chwyt” jarmarcznych kuglarzy…
I taki jest właśnie rodowód „czasoprzestrzeni czterowymiarowej”, w której (rzeczywistymi!) odległościami w trzech kierunkach są x1 , x2 , x3 , natomiast w czwartym kierunku jest „współrzędna urojona x4 = il = ict”, że ponownie zacytujemy samego Mistrza…

„Najsłynniejsze równanie wszechczasów”.

W grudniu 1999 r. włoski tygodnik „Gente” opublikował, że w roku 1985 profesorowie Omero Speri oraz Pietro Zorzi odnaleźli w archiwach wyniki badań autorstwa Olinto De Pretto z przedmową astronoma Giovanni Schiaparelli, które zostały opublikowane 2 lutego 1904 r. w specjalnym tomiku Królewskiego Instytutu Nauk w Vento[19]. Ale jeszcze wcześniej, bo 29 listopada 1903 r., Olinto De Pretto zaprezentował w tymże Królewskim Instytucie Nauk swoją książkę p.t. „Hipotezy eteru we wszechświecie” („Ipotesi dell’etere nella vita dell’universo”), która z kolei była źródłem jego późniejszej publikacji.
Według historyka matematyki Umberto Bartocci, odkrywcą równania E = mc2 nie jest Albert Einstein, lecz właśnie Olinto De Pretto, który w swej książce opisał teorię tego równania[20].
A więc w dwa lata po publicznej prezentacji przez Olinto De Pretto, Albert Einstein opublikował „swoje” (?) równanie E = mc2.
I tutaj ciekawostka. Albert Einstein znał nie tylko język włoski (wychowywał się m.in. w mieście Milano), ale znał niejakiego Michele Besso, z kolei którego wuj był kolegą brata Olinto De Pretto.
O powyższym, polscy czytelnicy mogli się też dowiedzieć z tygodnika Myśl Polska („Einstein plagiatorem?”, z 5 marca 2000 r.).
Powstają więc zasadnicze pytania: kto właściwie jest autorem i jaki jest sens fizyczny tego równania?
Otóż, na długo przed Olinto De Pretto oraz Albertem Einsteinem znane było, że energia całkowita, czyli suma energii kinetycznej (ruchu) oraz energii potencjalnej (położenia) jest proporcjonalna do kwadratu prędkości v ciała o masie m. Notowano to w postaci: E = mv2 . Ale, na przykład Francuzi nie używali określenia „energia całkowita”, lecz „force vitale” (dosł. tłum.: „żywotna siła”).
Także na bardzo długo przed wymienionymi wyżej Panami wiedziano też, że prędkość światła (fali elektromagnetycznej) jest ogromna, i wynosi prawie 300 000 km/s .
Jest to największa prędkość jaką znamy. Przyjmując, że obwód Ziemi na równiku wynosi
40 000 km, to w ciągu niespełna jednej sekundy światło siedmiokrotnie obiegnie Ziemię!
Dlatego możemy spokojnie korzystać z telewizji satelitarnej.
Z bardzo wielu doświadczeń wiedziano też, że światło ma naturę falową, i jest to fala dokładnie o takich samych cechach jak fala na wodzie. Jest to fala poprzeczna.
Już w końcu XIX wieku austriacki fizyk, psycholog i filozof Ernst Mach (1838-1916) wykazał i opisał, że jeżeli ciało materialne o masie m porusza się z prędkością równą lub większą od prędkości fali w danym ośrodku, to generuje w tym ośrodku falę, zwaną falą uderzeniową.
Zastanawiano się więc, czy ciało materialne poruszające się z prędkością światła też wygeneruje… światło? Ale ciało o masie m i poruszające się z prędkością c światła ma energię całkowitą E = mc2 (patrz wyżej wzór na energię całkowitą, czyli „force vitale”).
W roku 1887, Heinrich Rudolf Hertz (fizyk niemiecki, 1857-1894) wykazał doświadczalnie, że promieniowanie elektromagnetyczne (ultrafiolet) ułatwia przeskok iskry elektrycznej. I odwrotnie, w rok później wykazał, że przeskok iskry elektrycznej powoduje emisję promieniowania elektromagnetycznego.
Podobnie, odkrycie przez Röntgena (Wilhelm Konrad, fizyk niemiecki, 1845-1928) promieni X (1895r.), prawie bezpośrednio wskazywało możliwość generacji fal elektromagnetycznych przez poruszające się elektrony.
Dopiero w 1934 r. wprost udowodnił to doświadczalnie fizyk radziecki Pawieł Czerenkow.
A jaka jest energia generowanej świetlnej fali uderzeniowej? Już w 1900 r. rozwiązanie znalazł fizyk niemiecki Max Planck: E = hn , gdzie: h – stała Plancka, nczęstotliwość generowanego światła.

A oto einsteinowskie „genialne rozumowanie”.
Na str. (53) w podtytule „Masa i energia” p. Albert Einstein pisze: „Wobraźmy sobie ciało, na które przez pewien czas działa pole elektromagnetyczne”.
A dlaczego przez „pewien czas”? I jaki to czas? „Świetlny”? I zaraz dalej (str.54):
„Będziemy zakładali, że prawa zachowania pędu i energii ważne są dla tego ciała”.
A to oznacza, że ciało to ma stały pęd I = mv = const. oraz stałą energię E = mv2 = const.
Ale taki warunek oznacza też, że „ciało” to porusza się ze stałą prędkością: v = constant.
Z kolei, p. Einstein przedstawia, że „Przyrosty pędu DIx , DIy , DIz , oraz przyrost energii DE dane są…”. Pan Einstein ględzi!
Jeżeli ciało zachowuje stały pęd I = const. oraz stałą energię E = const., to pęd i energia tego ciała nie zmieniają się! Tym samym nie istnieją „Przyrosty pędu DIx , DIy , DIz , …”.
Można mówić tylko o składowych Ix , Iy , Iz pędu I na trzech osiach kartezjańskiego układu współrzędnych prostokątnych.
Ponadto, wskazywany przez p. Einsteina „przyrost energii DE nie jest jakąkolwiek składową! Także nie jest „przyrostem energii”, ponieważ ciało to zachowuje stałą energię!
Zauważmy, ile tu prymitywnych przekrętów!

Po takim „wstępnym przygotowaniu” czytelnika, Pan Albert Einstein uprzejmie przedstawia:
„Wynika stąd zatem, że przyrosty
DIx , DIy , DIz , iDE tworzą czterowektor. Opierając się na założeniu, że wielkości przekształcają się tak samo jak ich przyrosty wnosimy, że zespół czterech wielkości
Ix , Iy , Iz , iE (A.3.)
posiada również charakter wektorowy”,
koniec cytatu (str.54-55).
W powyższym są kolejne przekręty A. Einsteina.
Najpierw pisał „Przyrosty pędu DIx , DIy , DIz , oraz przyrost energii DE….
Z kolei, zagadując czytelnika „czterowektorem dopisał przed DE oraz E.
A wcześniej już Pan Einstein podmienił odległość l = ct na „czas świetlny” (Eq A.1) i z kolei na urojony „czas świetlny il(Eq A.2.). To podmieniamy: Albert = żaba = bocian. Amen.

I Pan Einstein „jednym tchem” przedstawia: „…wnosimy, że zespół czterech wielkości
Ix , Iy , Iz , iE
posiada również charakter wektorowy”.

I znowu przekręty.
Primo:
dlaczego p. Albert Einstein iE czyli (urojoną) energię E przedstawia równoważnie ze
składowymi pędu Ix , Iy , I z ? To urojona energia iE jest składową pędu I ?
Jest to „urojona metoda Einsteina” nierozróżniania różnych wielkości fizycznych!
Secundo
: składowe pędu mają charakter wektorowy, ponieważ pęd jest wektorem:
,

Tertio
: energia nie jest wektorem, ponieważ kwadrat prędkości jest skalarem,
(tak na wszelki wypadek: masa m też nie jest wektorem!).
Quarto
: właśnie dokładnie z powyższych względów „przyrosty DIx , DIy , DIz , iDE
nie tworzą czterowektora, i podobnie zespół czterech wielkości Ix , Iy , Iz , iE
nie posiada charakteru wektorowego. Ponadto, nie jest to żaden „zespół” (cyrkowy?).

Jednak zaraz dalej (str. 55), powołując się na zapis (A.2.), A. Einstein pisze:
„W przeciwieństwie do dl, wielkość dt jest zatem niezmiennikiem, praktycznie równym dl dla ruchów o prędkości małej wobec prędkości światła. Widzimy więc, że

(39)

jest, tak samo jak dxn , wektorem. Wielkość un będziemy nazywali czterowymiarowym wektorem (krócej: czterowektorem) prędkości.”.
Widzimy, że ów czterowektor, którego składowe w zwykłych oznaczeniach wynoszą

(41) (A.4.)
jest jedynym czterowektorem, który można utworzyć z trójwymiarowych składowych prędkości punktu materialnego, określonych wzorami


Widzimy zatem, że

(42)

jest czterowektorem, który należy przyrównać do czterowektora energii-pędu, którego istnienie wykazaliśmy uprzednio. Przyrównując odpowiednie składowe, otrzymujemy w oznaczeniach trójwymiarowych

(43) (A.5.)
Istotnie, przekonujemy się teraz, że dla prędkości małych wobec prędkości światła powyższe składowe pędu
(podkr. nasze) odpowiadają składowym mechaniki klasycznej. Dla dużych prędkości pęd wzrasta szybciej niż proporcjonalnie do prędkości i dąży do nieskończoności, kiedy zbliżamy się do prędkości światła.”, koniec długiego cytatu.

Rozpatrzmy uważnie powyższe treści.

Uwzględniając, że dl = c dt oraz , to qx , qy oraz qz w zapisie (A.4.) mają postać:

,
A to oznacza, że pierwsze trzy składowe według zapisu (A.4.)liczbami niemianowanymi, ponieważ v oraz c są wielkościami tego samego rodzaju: prędkościami.
Ponadto, vx, vy oraz vz są składowymi prędkości v. A czego składową jest

w zapisie (A.4.) ? Całkiem rzeczywistą, a nie urojoną paranoją Alberta Einsteina[21] !

Ponieważ zapis jest liczbą niemianowaną, to tym samym „składowe” (A.4.) nie mają charakteru wielkości fizycznej. Są liczbami niemianowanymi!

Z kolei, „składowe” (A.4.) Pan Einstein przemnożył kolejno przez masę m (Eqs A.5.):

(A.6.)
co oznacza, że są to „składowe masy” (a istnieją takowe?) o różnych wartościach liczbowych, odpowiednio:
mx , my , mz , mi
Z kolei łatwo zauważyć, że Pan Albert Einstein po kolei porównuje składowe różnych wielkości fizycznych według zapisu (A.3.) z różnymi „składowymi mas” według zapisu (A.6.), i w wyniku otrzymuje zapisy (A.5.).
Tym samym, Albert Einstein wprost porównuje:

1o składowe pędu Ix , Iy , Iz (
zapis B.3.) z masami o różnych wartościach liczbowych
(
zapis A.6.);
2o urojoną energię iE (
zapis A.3.) z… urojoną masą (zapis A.6.):

i otrzymuje (ostatni z zapisów A.5.):

(A.7.)
który „uczeni w piśmie” ogłosili największym osiągnięciem… homo sapiens.
Natomiast Pan Albert Einstein przezywa to „składową pędu” (patrz komentarz Einsteina do zapisów A.5.).
Ponieważ qx , qy , qz są składowymi q wzdłuż osi x, y, z, to zapis (A.5.) można przedstawić w postaci:

Z kolei, z powyższego mamy:


A ponieważ q jest liczbą niemianowaną, i według „teorii Alberta Einsteina” spełnia warunek: , to z kolei spełniony jest warunek: .
Z kolei, powyższe oznacza, że energia E, masa m oraz pęd I to są to takie same wielkości fizyczne, lecz różnią się tylko wartością liczbową:
energia E jest kawałkiem pędu I, który jest kawałkiem masy m.
I tak na przykład, dla q = 0,5 znajdujemy, że E = 1,155 m oraz I = 0,577 m.
Ale to jest „uczona paranoja”: niemożność rozróżniania podstawowych wielkości fizycznych!
Natomiast, komentując zapisy (A.5.), na str. 57 Pan Einstein przedstawia:
”Stosując ostatnie z równań
(43) do cząstki spoczywającej (q = 0), widzimy, że energia Eo ciała spoczywającego jest równa jego masie. Obierając sekundę jako jednostkę czasu, otrzymalibyśmy:
| Eo = mc2 (44), koniec cytatu.
I taki jest właśnie rodowód „słynnego równania Alberta Einsteina”!

Ale jakim to „cudownym sposobem” można znaleźć Eo = mc2 z równania (A.7.) dla „sekundy jako jednostki czasu”, jeżeli w równaniu tym czas w ogóle nie występuje?!
Niestety, przykro nam bardzo: nie można! Chyba, że Eo = mc2 „pożyczymy” od… innych.
A ponadto, postać wzorów fizycznych opisujących prawa przyrody zależy od przyjętej jednostki miary? Inne są prawa przyrody dla jednej sekundy, a inne dla jednej godziny?

Zauważmy, że dla warunku: v = 0, czyli dla: ciało o masie m już się nie porusza, i ze „składowych pędu(A.5.) znajdujemy, że pęd ciała o masie m wynosi zero: Io = 0.
Natomiast energia Eo jest taka, że:
Eo = m
i – cytujemy samego Mistrza: „widzimy, że energia Eo ciała spoczywającego jest równa jego masie”, koniec przecudownego cytatu.
I niewątpliwie, „energię ciała spoczywającego” można też przedstawić w postaci:

Io = Eo =


„A wieczny odpoczynek, racz mu dać, Panie”.
Amen.

Ale pozostaje „dręczące pytanie”: Eo = m czy Eo = mc2 ?
Dla „ciała spoczywającego”, oczywiście.
Odpowiedź: Eo = m, jeżeli spoczywa na prawym boku; Eo = mc2, jeżeli spoczywa na lewym.

B. „Ogólna teoria względności

T.zw. „znawcy tematu” aż cmokają z zachwytu nad „szczególną teorią względności”.
Jednak, w przypadku t.zw. „ogólnej teorii względności” ich cmokanie wręcz przechodzi w… I na przykład, czytamy:
„Czysto geometryczną teorią sił grawitacyjnych jest ogólna teoria względności Einsteina. Jest to teoria bardzo piękna i bardzo spójna wewnętrznie”
(Eywind H. Wichman – „Fizyka kwantowa”, PWN, Warszawa 1973, str. 93; tłum. z ang. „Quantum Physics, McGraw-Hill Book Company, New York, 1967).

Otóż, „teoria” (Alberta Einsteina, oczywiście) polega na pokracznym przepisaniu znanego prawa grawitacji Isaaca Newtona oraz znanego wzoru na siłę odśrodkową w ruchu jednostajnym po okręgu.
Natomiast „geometria” polega na wielokrotnym, też wyjątkowo pokracznym przepisywaniu znanego szkolnego wzorku-definicji miary łukowej kąta w radianach. A oto dowody!
Od czasu napisania przez Isaaca Newtona prawa grawitacji (1687 r), ruch planet po krzywej zamkniętej (w pierwszym przybliżeniu po orbitach kołowych) można było wyjaśniać równowagą siły grawitacji (siły dośrodkowej) oraz siły inercjalnej (siły odśrodkowej).
I mamy:

(B.1.)

W powyższym Albert Einstein przyjął, że M jest masą ciała centralnego, m – masa hipotetycznego (ściśle: urojonego!) fotonu, v = c jest prędkością tegoż właśnie fotonu, który (ponoć) porusza się z prędkością światła c in vacuo.
Z powyższego, mamy więc:

(B.2.)

Tym samym, foton jest einsteinowską planetą. A już dawno wypominaliśmy(!), że właśnie Albert Einstein jest odkrywcą nieznanych (nawet jemu!) planet!

Z kolei, Albert Einstein zastosował dobrze znany wzór z matematyki, który jest też definicją miary łukowej kąta a w radianach:

l = a R (B.3.)

gdzie: l - łuk okręgu o promieniu R (Fig, B.1.).


Fig. B.1.
Ruch orbitalny cząstki o masie m wokół ciała o masie M
według zależności (B.1.), oraz miara łukowa kąta a w radianach
według zależności (B.3.).

Pan Einstein zauważył, że jego planeta-foton czterokrotnie[22] obleciał masę M.
Mamy więc: a = 4(2p) = 8p , oraz: l = 8pR (wzór B.3.).
Wstawiając powyższe do „wzoru” (B.2.), Pan Albert Einstein znalazł:

(B.4.)
I Pan Einstein pisze: „Widzimy stąd, że newtonowska stała grawitacyjna G jest związana ze stałą k, występującą w naszych równaniach pola…” (str. 105-106).
I pan Einstein konkluduje (str. 108):
„Jednak jakikolwiek wybralibyśmy układ współrzędnych, nigdy prawa opisujące zachowanie się sztywnych prętów nie będą zgodne z geometrią euklidesową…W tym znaczeniu przestrzeń nie jest euklidesowa, ale zakrzywiona”,
koniec (przecudownego!) cytatu.
Zauważmy, że „po drodze” Pan Einstein umyślił jakieś „prawa opisujące zachowanie się sztywnych prętów”. A te „prawa” to „zaginanie” promienia R w zależności (B.3.), a co zaraz niżej za Panem Einsteinem pokażemy.
I właśnie „zaginania” promienia R w zależności (B.3.) „nie będą zgodne z geometrią euklidesową”, i tutaj jesteśmy całkowicie zgodni z Jego Ekscelencją Albertem Einsteinem!
Zauważmy też, że nie jest już ważna stała grawitacji G Sir Isaaca Newtona, lecz „stała k” Alberta Einsteina. „Ma się te sukcesy”!
I jest to „Czysto geometryczna teoria sił grawitacyjnych”. „Bardzo piękna i bardzo spójna wewnętrznie.”. Amen.

„Promień Wszechświata a”.

Po zgeometryzowaniu grawitacji za pomocą „stałej k”, Pan Einstein swoim (genialnym!) umysłem ogarnął cały Wszechświat.
Otóż, przyglądając się rysunkowi B.1. doszedł do (jakże genialnego!) wniosku, że promień R okręgu wcale nie musi być prosty! Można go zakrzywić! Ale jak? Bardzo proste.
„Sztywny” (prosty) promień R „zakrzywić” dokładnie według wzoru (B.3.) na łuk R okręgu o „sztywnym” (prostym) promieniu a:
R = f ·a ç l = a ·R
Jednak, ponieważ promień R okazał się być dosyć „sztywny”, to Panu Einsteinowi udało się go „zakrzywić” tylko o kąt f = p/2, jak to przedstawiono na rys. B.2.


Fig. B.2.
Zakrzywiony promień R według „teorii” Alberta Einsteina (patrz: Fig. F.3.).

W tej, jakże „łatwo-trudnej sytuacji”, mamy (my? czy Pan Einstein?):

(B.5.)

Ale ze „wzorku” (B.4.), mamy też:

Podstawiając do (B.5.), mamy:

(B.6.)

Z powyższego, Pan Einstein otrzymuje, triumfalnie przedstawia i pisze (str. 125):
„Zgodnie z drugim równaniem (123) promień Wszechświata
a wyraża się przez jego całkowitą masę M przy pomocy wzoru

(124) (B.7.)

Równanie to przejrzyście uwidacznia pełną zależność geometrii przestrzeni od własności fizycznych”, koniec (przecudownego!) cytatu.
W powyższym foton lata w odległości a poza masą M Wszechświata! Czyli w… Niebie!
A skąd Pan Einstein wie, że M to masa Wszechświata? Od aniołków?
A może to masa (resztek!) mózgu Pana Einsteina, wokół której to masy (patrz dalej: „czarne dziury”) w odległości a krąży mucha tse-tse przebrana za… foton?

„Odchylenie promienia świetlnego w kierunku Słońca”.

Po (szczęśliwym!) powrocie z… Nieba(!), Pan Albert Einstein zauważył, że Wszechświat w okolicy Słońca jest trochę mniej „zakrzywiony” niż promień R peryferii Wszechświata (patrz: wzorek B.5.). I to dwukrotnie mniej „zakrzywiony”!
Mamy więc:

(B.8.)
a co przedstawiono niżej na rys. B.3.

Fig. B.3. Łuk R Wszechświata o promieniu a w pobliżu Słońca.

Ale pozostaje prosty(!) promień a. No to co za problem? No to go… „zakrzywimy”! I mamy:
(B.9.)
a co z kolei przedstawiliśmy poniżej na rys. B.4.).
Wstawiając (B.8.) do (B.9.), znajdujemy:

Fig. B.4. „Zakrzywiony Wszechświata promień a okręgu o (prostym!) promieniu D.

A z powyższego, oraz uwzględniając „stałą k” według „wzorku” B.4., mamy:

A teraz, Pan Albert Einstein odwołuje się do… wyobraźni:
„Jeśli wyobrazimy sobie, że Słońce o masie M jest skupione w początku układu współrzędnych, to promień świetlny biegnący w płaszczyźnie x1x3 , równolegle do osi x3
i w odległości
D od początku układu, ulegnie odchyleniu w kierunku Słońca o kąt
(B.10.)

koniec cytatu (str. 109-110).

A także, Pan Einstein wyjaśnia: „Istnienie tego ugięcia, wynoszącego 1,7” dla D równego promieniowi Słońca, zostało potwierdzone ze znaczną dokładnością przez angielską ekspedycję naukową badającą zaćmienie Słońca w 1919 roku… Należy zaznaczyć, że również ten ostatni wniosek teorii nie zależy od wyboru układu współrzędnych”, koniec cytatu.
Znając z innych pomiarów wartość D, czyli promień Słońca, z zależności (B.10.) można obliczyć „ugięcie” a , i mamy:
Niestety, jest to wynik trzykrotnie mniejszy od rzekomo „potwierdzonego ze znaczną dokładnością przez angielską ekspedycję naukową badającą zaćmienie Słońca w 1919 roku…”.
Jak wiadomo, Albert Einstein poprawiał swój wzór na „ugięcie promienia świetlnego w pobliżu Słońca”, uzyskując wynik bardzo zbliżony do „potwierdzonego ze znaczną dokładnością przez angielską ekspedycję naukową”.
Sposób wniesienia tej „poprawki” był bardzo prosty. Prawą stronę równania (B.10.) Pan Einstein przemnożył przez 3 (trzy), i… uzyskał wynik:

I w ten oto „prosty” sposób, oraz za pomocą jakże skutecznej „metody zaginania prostych promieni okręgu”, pardon! – „sztywnych prętów”, to właśnie Albert Einstein potwierdził wynik otrzymany przez „angielską ekspedycję naukową”, a nie odwrotnie!
Ale, żeby było „całkiem śmiesznie”, to kierownik tej ekspedycji Eddington (Sir Arthur Stanley, 1882-1944) naciągał wyniki pomiarów, których… nie było, ponieważ w czasie zaćmienia Słońca było pochmurno i… padał deszcz (29 maja 1919 r.).
Z zamazanych fotografii „dedukował” wyniki na zgodność… z teorią względności Wielce Szanownego Pana Alberta Einsteina[23]! W ramach współpracy… (naukowej, oczywiście).
Oszustwo polega także na ukrywaniu stanu wiedzy i z kolei sugerowaniu „nowych rozwiązań”.
Otóż, według Alberta Einsteina, światło jest zbiorem korpuskuł-fotonów o masach m, które (ponoć!) oddziaływują grawitacyjnie (za pomocą „stałej k”!) z innymi ciałami materialnymi.
Z tego właśnie względu, foton przelatując w pobliżu Słońca „musi” ulegać odchyleniu w kierunku Słońca. I jak twierdzą „urojeni fizycy”, jest to jedyne wyjaśnienie obserwowanego „ugięcia promienia świetlnego w pobliżu Słońca”.
Poświadczają nieprawdę, czyli kłamią!
A oto dowód tego.
Jak wiadomo, P.J.C. Jansen zarejestrował spektrum chromosfery Słońca w czasie całkowitego zaćmienia w Indiach w 1868 r. Z kolei, Sir Norman Lockeyer analizując to spektrum doszedł do wniosku, że w Słońcu istnieje nieznany na Ziemi pierwiastek, który nazwał helem (1868 r.). Warto też zaznaczyć, że w tym czasie wiadome też było, że Słońce składa się głównie z wodoru. A więc Słońce jest w zasadzie ogromną kulą gazową.

Fig. B.5. Ugięcie (refrakcja) promienia świetlnego przy przejściu
przez zewnętrzne, gazowe warstwy Słońca.

Znacznie wcześniej, Tycho Brahe (1546-1601) odkrył zjawisko refrakcji astronomicznej, polegające na ugięciu promieni świetlnych w gazowej atmosferze Ziemi, co zniekształca wyniki obserwacji i pomiarów (pozorne przesunięcie położenia obserwowanych obiektów pozaziemskich).
Także znany był wzór na załamanie promienia świetlnego na granicy dwu ośrodków, którego niezależnymi autorami są: René Descartes (1595-1650) oraz Willebroid Snell (1591-1626).
Tak więc, na bardzo długo przed narodzinami Pana Einsteina (1879), a także Sir Eddingtona (1882), znane było ugięcie promieni świetlnych w atmosferze gazowej.
Na rys. B.5. przedstawiono schematycznie przejście światła przez zewnętrzną, gazową warstwę Słońca. Dla uproszczenia opisu przyjmujemy, że warstwa ta ma strukturę jednorodną.
Z odległej gwiazdy A światło wchodzi do atmosfery Słońca pod kątem a. Promień świetlny ulega załamaniu do normalnej N, i przebywa drogę b w atmosferze Słońca.
Na granicy atmosfery, światło ulega drugiemu załamaniu od normalnej, i wychodzi z atmosfery pod kątem b do normalnej.
W efekcie powyższego, obserwator „widzi” gwiazdę z kierunku c, a nie z kierunku a.
Tak więc, obserwowane jest przesunięcie położenia gwiazdy w kierunku od Słońca.
I to niezależnie od tego, czy Słońce przysłania lub odsłania obserwowaną gwiazdę.
Dla tych dwu sytuacji, rysunek B.5. należy obracać w poziomie o kąt p.

Black holes

Zapis (B.2.) określa promień R kołowej orbity einstenowskiego fotonu. Jak łatwo zauważyć, wielkość promienia R jest prostą funkcją masy M ciała centralnego. W przypadku ruchu orbitalnego (urojonego!) fotonu wokół Słońca, promień R orbity ma wartość:

(M – masa Słońca)
gdzie c jest prędkością orbitalną fotonu.

Tak więc promień orbity fotonu wynosi niecałe półtora kilometra, i jest prawie pół miliona razy mniejszy od promienia… rzeczywistego Słońca. Ale ponoć foton krąży wokół Słońca!
Z kolei, z zależności (B.6.) wprost widać, że gęstość liniowa Wszechświata jest taka, że:

(M – masa Wszechświata)

i jest miliony… miliony razy większa od gęstości liniowej… (prostej!) szyny kolejowej!
I według Jego Ekscelencji Alberta Einsteina jest to „teoria sztywnych prętów”. Amen.

Na podstawie powyższego, Albert Einstein zrobił „wynalazek” w postaci „czarnych dziur”. Otóż, według Pana Einsteina, to poszczególne fragmenty materii o różnych masach M1, M2, …, skupione są w objętościach o promieniach R1, R2, …, orbit fotonu (Eq. B.2.).
Takie skupienia (nie mylić z t.zw „skupieniem myśli”) zwane są „czarnymi dziurami”, które też są materią, ale o niezwykle wielkiej gęstości. I takie na przykład Słońce jest „czarną dziurą” o promieniu nie przekraczającym półtora kilometra!
Podobnie, planeta Ziemia też jest „czarną dziurą” o promieniu:

(M – masa Ziemi)
czyli o promieniu niecałe… 4,5 milimetra!

Ponieważ „czarne dziury” skupiają ogromne ilości materii w niezwykle małej objętości, to te małe objętości wykazują oddziaływanie grawitacyjne równe oddziaływaniu zwykłej materii o zwykłych rozmiarach. Można więc sobie (nie)wyobrazić, jak wielkie oddziaływanie grawitacyjne wykazuje „czarna dziura”, np. o rozmiarach… Pana Alberta Einsteina. Oddziaływanie takiej „dziury” jest tylko dwa razy mniejsze od oddziaływania grawitacyjnego planety Jowisz o masie M = 1,91·1027 kg … (Na Jowisza! Jaki ten Einstein był „silny”!).
Według einsteinowców, materia ulega nie tylko rozproszeniu, ale przede wszystkim skupianiu się w postaci „czarnych dziur”, a co zwane jest „zapadaniem grawitacyjnym”.
Z tego właśnie względu, zwykła materia natychmiast, albo jeszcze szybciej, pochłaniana jest przez „czarne dziury”, a które z kolei także przyciągają i pochłaniają mniejsze „czarne dziury”, etc, etc. Te „czarne dziury” są tak bezczelnie żarłoczne, że nawet pochłaniają einsteinowskie fotony (sic!). Tylko nielicznym, co sprytniejszym fotonom udaje się uciec z takiej „czarnej dziury”. Ponoć jest to obserwowane w postaci świecenia niektórych ciał materialnych, np. Słońca (sic!).
I w ten oto prosty sposób Albert Einstein „wyjaśnił” dlaczego Słońce… świeci!
Jak z powyższych rozważań wprost widać, wszystkim tym „nieszczęściom” w postaci „zakrzywień” („przestrzeń nie jest euklidesowa, ale zakrzywiona), „ugięć w pobliżu Słońca”, i nie tylko; „czarnych dziur”, „zapadań grawitacyjnych”, etc, etc, winny jest… einsteinowski foton. A ściślej: orbita R tego fotonu według einsteinowskiej interpretacji zapisu (B.2.):
-
„zakrzywienie” (Eq. B.5.) promienia R orbity einsteinowskiego fotonu (Eq. B.2.) daje
w wyniku „promień Wszechświata a (Eq. B.7.);
-
z kolei „zakrzywienie” „promienia Wszechświata a (Eq. B.9.) daje w wyniku „ugięcie
promienia świetlnego w pobliżu Słońca”
(Eq. B.10.);
-
powyższe „zakrzywienia” są przyczyną tego, że Wszechświat składa się z „zapadnięć
grawitacyjnych” zwanych też „czarnymi dziurami”.
Jest to prosta analogia do choroby zwanej… „czarną ospą”.

Z kolei, jakże „tfurczym” efektem powyższego jest t.zw. „opadanie relatywistyczne”, i cytujemy[24] (str. 136):
„Znajdująca się początkowo w spoczynku kabina windy o szerokości L zaczyna spadać swobodnie w pobliżu powierzchni Ziemi. W momencie rozpoczęcia spadania z jednej ściany kabiny w kierunku drugiej ściany zostaje wysłany poziomo wąski promień światła. Podczas swobodnego spadania winda jest układem inercjalnym. Tak więc wiązka światła przecinająca kabinę porusza się względem niej po linii prostej. W stosunku do Ziemi wiązka światła opada, gdyż opada winda. Tak więc w polu grawitacyjnym wiązka światła musi opadać”,
koniec cytatu.
Powyższe wskazuje, że einsteinowskie „ugięcie promienia świetlnego w pobliżu Słońca” należy wyjaśniać następująco: Słońce otoczone jest „opadającymi kabinami o szerokości L”. Gdy przelatujący w pobliżu Słońca foton wpadnie w taką „opadającą kabinę”, to razem z nią opada w kierunku na Słońce.
Do Ziemi docierają tylko te fotony, którym szczęśliwie udało się przelecieć przez kabinę i nie opaść na Słońce w „opadającej kabinie”. Ale trochę „opadły” w czasie przelotu przez kabinę. Stąd „ugięcie”…
Ergo:
światło opada na Słońce w… kabinie opadającej!
Zwróćmy też uwagę na charakterystyczny styl „argumentacji”: „wiązka światła musi opadać”.
Nie musi!
A dlaczego? A dlatego:
1o
swobodnie opadająca w polu grawitacyjnym winda nie jest układem inercjalnym!
Układ inercjalny jest to taki układ, który porusza się ruchem jednostajnym
prostoliniowym
.
A to oznacza, że na układ ten nie działają żadne siły, lub działają siły dokładnie równoważące się. I jest to treść zasady bezwładności Galileo Galilei oraz I zasady dynamiki Sir Isaaca Newtona!
Kabina windy oraz znajdujący się w niej „urojony fizyk” razem opadają ruchem jednostajnie przyśpieszonym, co osobiście udowodnił eksperymentalnie i w sposób całkowicie pozbawiony urojeń niejaki Galileo Galilei ze słonecznej Italii.
2o
prostoliniowe rozchodzenie się światła jest charakterystycznym efektem ruchu falowego.
A poza „opadającą kabiną” światło nie rozchodzi się prostoliniowo?
3o
jeżeli źródło światła umieszczone jest w kabinie, to światło emitowane jest w sposób ciągły
na różnych wysokościach nad powierzchnią Ziemi. Ponieważ prędkość światła jest nieporównywalnie większa od prędkości kabiny, to nie jest możliwe zaobserwowanie przesunięcia promienia na odległości L = 1,5 m. Także na odległości L = 100 m.
Podobnie gdy wysyłany jest impuls światła. Pozornie względem promienia świetlnego kabina stoi w miejscu!
(„Pozory mylą, powiedział jeż po spotkaniu się ze… szczotką ryżową”!).

Ale z powyższym nie zgadzają się urojeni fizycy, ponieważ każdy widzi, że winda „opada”. Amen (po opadnięciu, oczywiście).

4o
załóżmy, że kabina nie ma jednej ściany bocznej, oraz źródło światła umieszczone jest
obok opadającej swobodnie kabiny. „Każda gapa” zauważy, że wiązka światła przesuwa
się w kabinie od dołu do góry ruchem jednostajnie przyśpieszonym!
A dlaczego? A dlatego, że według naszej „teorii (bez)względnie antygrawitacyjnej” (żeby było całkiem śmiesznie!) światło jest odpychane w polu grawitacyjnym do góry, a więc w kierunku dokładnie przeciwnym niż przyciągani są urojeni fizycy umieszczeni w kabinie swobodnie opadającej (z którego piętra? im wyżej, tym bardziej udany eksperyment!). Powyższe jest też dowodem tego, że urojeni fizycy są szczególnie kochani przez grawitację, i przyciągani z wysokiej miłości w „opadającej kabinie”, oczywiście.
I jest to „miłość wzajemna”, a co zauważył i zanotował Sir Isaac Newton.

Ruch peryhelionowy Merkurego

Z kolei, wzdłuż „promienia Wszechświata a oraz łukiem po „ugiętym w pobliżu Słońca promieniu świetlnym”, Pan Albert Einstein „wylądował” (w „opadającej kabinie”!) na pierwszej w kolejności od Słońca planecie, zwaną Merkurym. I czytamy (str. 113):
„Najważniejszym wnioskiem, jaki możemy stąd wyciągnąć, jest stwierdzenie istnienia obrotu elipsy, będącej orbitą planety, zachodzącego w tym samym kierunku co ruch planety i wynoszącego

(113) (B.11.)
radianów na jeden obrót planety dookoła Słońca.

Oznaczenia są następujące:

a
= wielka półoś orbity w centymetrach; e = mimośród; c = 3 · 1010 cm/sek - prędkość światła w próżni; T = okres obrotu planety w sekundach.
W ten sposób wyjaśniliśmy znany od stu lat (Leverrier) ruch peryhelionowy Merkurego, z którym astronomia teoretyczna nie mogła sobie poradzić do tej pory”,
koniec (przecudownego!) cytatu.
Zauważmy, że powyższy zapis nie jest równaniem! To, co to jest? („Metoda Einsteina”!).
Zapis ten można próbować przedstawić w postaci równania:
(B.12.)
czyli: a radianów na jeden obieg (2p radianów) planety dookoła Słońca.
W liczniku zapisu (B.12.) występuje kwadrat długości kołowej orbity Merkurego, w ilości sztuk 3 („do trzech razy sztuka”?):
12p2a2 = 3(2pa)2
Średnia wartość prędkości orbitalnej v oraz czas obiegu T wyznaczają promień a kołowej orbity danej planety, w tym także Merkurego: vT = 2p a.
Wobec tego, zależność
(B.12.) przyjmuje postać:

(B.12.a)
Podobne znaczenie ma zapis w mianowniku: cT = 2pR, i jest to orbita o promieniu R einsteinowskiej planety-fotonu (Eq. B.2.), ponieważ c jest prędkością światła in vacuo.
Możemy więc napisać:

(B.12.b)

Z kolei, z powyższych dwu zależności, mamy:

(B.13.)
co oznacza, że „wielka półoś orbity w centymetrach” planety Merkury (oczywiście!) jest tyle razy mniejsza od „wielkiej półosi orbity w centymetrachR planety-foton (oczywiście!), ile razy jest mniejsza prędkość orbitalna v planety Merkury od prędkości orbitalnej c… fotonu! Poważnie?
Zauważmy też, że w tym przypadku(!) promień R orbity planety-fotonu ma wartość:

Natomiast średnia odległość Merkurego od Słońca wynosi: a = 57,9 · 109 m.
Oznacza to, że promień R orbity einsteinowskiego fotonu-planety jest około sześć tysięcy razy większy od średniej odległości a planety Merkury od Słońca.
A to oznacza, że planeta-foton krąży daleko poza Układem Słonecznym! Poważnie?

Starożytni już wiedzieli, że dla wszystkich znanych im planet układu słonecznego występuje ekscentryczność orbit kołowych.
Dlatego, według systemu heliocentrycznego Mikołaja Kopernika z Torunia, Słońce znajduje się w punkcie S, a nie w punkcie O kołowej orbity danej planety (Fig. B.6.).

Fig. B.6. Ekscentryczność okręgu o promieniu R.

Podobnie jak w przypadku „promienia Wszechświata a oraz „odchylenia promienia świetlnego w kierunku Słońca”, tak i w przypadku „ruchu peryhelionowego Merkurego”, Albert Einstein korzystał z ogólnie znanych wzorów planimetrii (euklidesowej!).
I na przykład, cytujemy[25] (str. 70):
„Jeżeli przez punkt leżący wewnątrz okręgu poprowadzone są cięciwy, to iloczyn odcinków każdej cięciwy jest stały i równa się kwadratowi połowy cięciwy prostopadłej do średnicy przechodzącej przez dany punkt”.

Wobec tego, mamy:

gdzie: zwane jest mimośrodem okręgu o promieniu R.

Uwzględniając rys. (B.7.), mamy także:

(B.14.)

Fig. B.7. „Ruch peryhelionowy” orbity o promieniu a planety Merkury.

Z kolei, przy obliczaniu wielkości „ruchu peryhelionowego”, Albert Einstein korzystał ze znanego w geometrii (euklidesowej!) wzoru na pole S wycinka kołowego:

(B.15.)
gdzie a jest miarą łukową kąta środkowego okręgu o promieniu a.
Wstawiając do powyższego zależność (B.14.), znajdujemy:

(cT = 2pR)

Natomiast, w przypadku pełnego obiegu po orbicie o promieniu a, mamy:


ponieważ: a = 2p radianów.
Ponadto, Albert Einstein przyjął, że: 3SR = Sa . Wobec tego, mamy:


A z powyższego:


czyli równanie (B.12.), czyli bardzo dokładnie zapis (B.11.) podany osobiście przez Alberta Einsteina.

Z powyższych rozważań wprost wynika, że zapis (B.11.) zawiera w sobie Alberta Einsteina „wiekopomne odkrycie” w postaci „planety-fotonu” (Eq. B.2.), a orbicie o promieniu R tej „planety” przypisał mimośród okręgu e (ekscentryczność okręgu znaną już Starożytnym!).
Z kolei, kąt środkowy a wycinka kołowego okręgu o promieniu a według szkolnego wzoru (B.15.), Pan Albert Einstein (dosłownie!) przezywa „ruchem peryhelionowym Merkurego”.
Ponadto, (według Alberta Einsteina – „astronoma wszechczasów”, oczywiście) orbita o promieniu a planety Merkury nie jest ekscentrycznym okręgiem!
Ale to bardzo dokładnie nie jest prawdziwe! „Tym gorzej dla… astronomii”!
Powyższe może byłoby śmieszne, gdyby nie było żałośnie żałosne Pana Alberta Einsteina „wyjaśnienie ruchu peryhelionowego Merkurego, z którym astronomia teoretyczna nie mogła sobie poradzić do tej pory”.

Zauważmy też, że wszędzie i zawsze Pan Einstein korzystał z elementarnej geometrii Euklidesa, ględząc jednocześnie, że „przestrzeń nie jest euklidesowa, ale zakrzywiona”.
I na tym (nie)kończymy[26]

Ktoś (naiwny!) może powiedzieć, że „teorie Alberta Einsteina” to zwykłe przekręty…
Jeżeli tak, to dlaczego i w jakim celu „uczeni w piśmie” wmawiają nam i naszym dzieciom
(i za nasze pieniądze!) zwykłe oszustwa?

Częściowa odpowiedź znana już była wiele wieków wcześniej:
„Biada wam uczeni w piśmie i faryzeusze, obłudnicy,
że podobni jesteście do grobów pobielanych,
które na zewnątrz wyglądają pięknie;
lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa” .

(z Ewangelii według św. Mateusza, XXIII,27)

Jednak, „CAŁA PRAWDA” – niestety – jest bardziej ponura:

Ściśle tajne/poufne!

Manipulując kulturą, oświatą, nauką –
skutecznie ujarzmiasz i niszczysz narody oraz państwa!

Natomiast, „uczeni w piśmie i faryzeusze” stosują tu różne metody.
Na przykład:

Albert Einstein prowadzi w konkursie na niemiecką osobowość wszech czasów,
zorganizowanym przez telewizję publiczną ZDF.
Na twórcę teorii względności głosowało najwięcej telewidzów.
Do finału konkursu weszli, oprócz światowej sławy fizyka, Willy Brandt, Konrad
Adenauer, Otto Bismarck, Jan Gutenberg, Marcin Luter, Jan Sebastian Bach,
Johann Wolfgang Goethe.
Wpisanie do konkursu Wolfganga Amadeusza Mozarta wzbudziło protest
Austriaków.
Na liście kandydatów do tytułu Niemca wszech czasów znajdował się także Mikołaj
Kopernik”.
(PAP, 8 listopada 2003 r.).

Pod koniec listopada dowiedzieliśmy się o wyniku „konkursu na niemiecką osobowość wszech czasów”:
1. Konrad Adenauer

2. Martin Luther

3. Karol Marks
(na Karola Marksa głosowało ponad pół miliona osób!).

Tak było w Niemczech Roku Pańskiego 2003.
Jednak niezadługo dowiemy się, że Albert Einstein wygrał konkurs na…

„chińską osobowość wszech czasów”.

A to z kolei może wyjaśniać, dlaczego znacznie wcześniej Mao-Tse-Tung… zmarł.
Ze śmiechu, oczywiście.

Jak wiadomo, „geniusz wszechczasów Albert Einstein” poprawiając prawa przyrody, miał na celu poprawianie samego… (dobrego!) Pana Boga!
1.
jako przeciwnik rachunku prawdopodobieństwa (probabilistyki), pisał do Nielsa Bohra:
„Nie wierzę, że Bóg zajmuje się grą w kości”. My też nie wierzymy!
2.
jak to wyżej wskazaliśmy (inni udowodnili!), Sir Artur Stanley sfałszował wyniki badań
obserwacji zaćmienia Słońca w dniu 29 maja 1919 r.
I ogłoszono, że eksperyment potwierdza teorię Einsteina!
Chwaląc się powyższym, w Berlinie Albert Einstein publicznie pokazał studentce Ilse Rosenthal depeszę z wiadomością, że obserwacje potwierdzają jego teorię.
Wtedy studentka zapytała go, co by zrobił, gdyby obserwacje nie potwierdziły jego teorii?

Odpowiedź Einsteina:
„Da könnt mir halt der liebe Gott leid tun, die Theorie stimmt doch“,
„Byłoby mi żal dobrego Boga, bo teoria jest w porządku“.
Tym samym, dzięki przekrętom Sir Artura Stanleya – Bozia została… uratowana!
Od tego właśnie czasu, główne zajęcie „dobrego Boga” to poprawianie stworzonego przez siebie (tego, i tamtego też!) świata, „na wzór i podobieństwo teorii Alberta Einsteina”! (kompletne) Amen.

Często w t,zw. „literaturze przedmiotu” podnosi się też zasługi Alberta Einsteina na polu „walki o pokój”.
Rzeczywiście. W 1939 r., Albert Einstein wystosował list do prezydenta Roosevelta, przedstawiając konieczność rozpoczęcia badań nad budową… bomb atomowych.
Niestety, jako kompletny ignorant laboratoryjny, nie brał udziału w tego rodzaju badaniach.
Ale, „pożyczył”(?)… E = mc2.

Jak niektórym (nie)wiadomo, Jego Ekscelencja Albert Einstein „obalił” też niejakiego Sherlocka Holmesa, i pisał (Einstein, oczywiście, a nie Holmes):

„Prawie w każdej powieści kryminalnej nadchodzi moment, kiedy detektyw zna już wszystkie potrzebne mu fakty. Często wydają mu się one zadziwiające, nieuporządkowane, nie powiązane ze sobą. Wielki detektyw decyduje jednak, że nie potrzeba mu już dalszych materiałów, że samo myślenie może mu odkryć związki między zebranymi faktami.

Detektyw gra na skrzypcach albo, siedząc wygodnie w fotelu, rozkoszuje się fajką, gdy nagle – na Jowisza! – te związki stają się oczywiste…”.


Jak wiadomo, Albert Einstein grał na skrzypcach, a wtedy bliżsi i dalsi uciekali w popłochu „gdzie pieprz rośnie”.
Prócz relacji bezpośrednio doświadczonych „poetycką grą Einsteina na skrzypcach”, wystarczy zasięgnąć opinii na okoliczność możliwości gry na skrzypcach w przypadku choroby zwanej… dysleksją i dysgrafią (med., psych. – zaburzenia w czytaniu i pisaniu).
A zdjęcia Alberta Einsteina z fajką, to…
(przebrany) Sherlock Holmes?
A „teorie” Alberta Einsteina to…opowieści (auto)kryminalne?
I ponownie zacytujemy samego Mistrza: „… – na Jowisza! – te związki stają się oczywiste”.

„… i spraw, abym nie musiał względnie ewoluować
na wzór i podobieństwo…”.

C. Parada oszustów…

Poniższe obrazki wraz z tekstem zamieścił
Tele świat Program TV 15.04 - 21.04.2005


I oto nastał nam
„Cudowny rok fizyki”!

I na przykład, czytamy:
„…dowiemy się, co było istotą odkryć dokonanych przez Alberta Einsteina, i w jaki sposób korzystamy z nich na co dzień”.

Niestety.
Z żadnego z „odkryć Alberta Einsteina” nie korzystamy!
A to z tej prostej przyczyny, że Albert Einstein nie miał żadnych odkryć!

Ale miał sukcesy jako „pożyczkobiorca”, o czym „uczony w piśmie” Wiktor Niedzicki… milczy.
I tak na przykład, Jego Ekscelencja Albert Einstein „pożyczył”:
1. „kwant energii” oraz „kwant światła” od Maxa Plancka[27].
2. E = mc2 od Olinto de Pretto[28].
3. wzór na opis ruchów Browna od Mariana Smoluchowskiego[29].
4. foton od G.N. Lewisa[30].
5. korpuskularny charakter światła od Isaaca Newtona oraz od
Louis de Broglie[31].
6. statystyczny opis kwantów Plancka od Bosego[32] .

O dalszych…, czytaj wyżej: Przekręty Alberta Einsteina.„Uczony w piśmie” Wiktor Niedzicki powyżej pisze: „Fotony naprawdę istnieją!”.
Owszem. Idioci i oszuści też!

Na przełomie XIX-XX w. naszej ery przeprowadzono eksperymenty w celu wykrycia ruchu absolutnego Ziemi
w warunkach laboratoryjnych („bez wyglądania na zewnątrz”).

Znane to jest jako eksperymenty
Michelsona-Morleya.
Wyniki były całkowicie negatywne,
a tym samym rażąco niezgodne
ze wszystkimi obserwacjami
astronomicznymi!
Negatywny wynik próbowano
wyjaśniać za pomocą „skracania się
ciał wzdłuż kierunku ich ruchu”, co
znane jest jako „skrócenie Fitzgeralda-
-Lorentza”.
Albert Einstein przyjął, że prędkość
światła, tylko i wyłącznie światła, jest
dokładnie taka sama względem
każdego obserwatora niezależnie od
jego ruchu („pożyczone” od Poincaré).
A to oznacza, że przestrzeń w której
rozchodzi się światło jest całkowicie
unoszona razem z każdym
obserwatorem.
Jest to nieprawda, a co wcześniej
wykazali doświadczalnie(!):
H.L. Fizeau (1851), a także Michelson
i Morley (1885), właśnie.

Z kolei, Kennedy oraz Thorndike
w 1932 r., D.C. Miller w 1933 r.,
a także prof. Cesar Lattes (ok. 1980 r.)
z Uniwersytetu Campinas w Brazylii,
wykazali też doświadczalnie, że
eksperyment Michelsona-Morleya
już w założeniu był wadliwie
przeprowadzony!

Pytanie: dlaczego podpisany obok
Wiktor Niedzicki pisząc: „Bez teorii
względności system GPS nie mógłby
działać”
- poświadcza nieprawdę?
Jest dokładnie odwrotnie: gdyby
prawdziwa była „teoria” Einsteina
to system GPS by… nie działał!
Ponadto, takich jak niżej

udokumentowanych(!)
artykułów, to podpisany obok
Wiktor Niedzicki… nie zauważa!?

Rynek księgarski ma być zasypywany książkami o Einsteinie i jego „osiągnięciach”, oraz „sensacyjnymi” notkami prasowymi. I niech…

Autorzy tych książek oraz „notek prasowych” poświadczają nieprawdę, czyli… KŁAMIĄ!

Otóż, zmiany czasu, które przewidywał Albert Einstein NIE zostały potwierdzone przez zegary atomowe zamontowane w satelitach!!!

Także nieprawdą jest, że „W ogóle wszystkie jego teorie zostały potwierdzone przez najnowocześniejsze urządzenia”.

Żadna z teorii Alberta Einsteina nie została potwierdzona doświadczalnie!!!



[1] ok. 490 – ok. 430 przed Chr., filozof grecki, autor słynnych paradoksów, z którymi t.zw. nauka nie może sobie poradzić do dnia dzisiejszego.

[2] współcześnie, „uczeni w piśmie” twierdzą, że rozwiązanie tego właśnie paradoksu możliwe jest tylko przy pomocy t.zw. rachunku nieskończonościowego (szereg liczbowy nieskończenie zbieżny).
Poważnie? I dogonili żółwia w… nieskończoności. Amen.

[3] inny sposób znalezienia tych równań, i bez odwoływania się do transformacji Galileo Galilei, podany jest
w książce: Janusz B. Kępka Ruch absolutny i względny, wydanie drugie, Warszawa 2004.

[4] Hendrix Antoon, (1853-1928), fizyk holenderski, prof. uniwersytetu w Lejdzie, dyr. Instytutu Teylera
w Haarlemie; prace z zakresu zjawisk elektromagnetycznych i optycznych; nagroda Nobla w 1902 r..

[5] A.P. French, Principles of Modern Physics, John Wiley & Sons, Inc. 1958; tłum. polskie: Zasady fizyki współczesnej, PWN, str. 160.

[6] urodzony w 1879 r. w Ulm w Niemczech. Rodzice Żydzi. Relegowany ze szkół elementarnych i gimnazjum ze względu na dewiacje psychiczne i niedorozwój umysłowy; zatrudniany kolejno w Szwajcarskim Instytucie Techniki i urzędzie patentowym dzięki wsparciu pobratymców (Marcel Grossman, Hermann Minkowski, i inni). W ten sposób awansował kolejno na stanowiska: profesora Uniwersytetu w Pradze, dyrektora fizyki teoretycznej w Instytucie Cesarza Wilhelma w Berlinie, a następnie profesora różnych instytutów w USA.
Nagroda Nobla w 1921 r. W 1940 r. przyjął obywatelstwo amerykańskie. Zmarł w 1955 r.

[7] jeżeli przez punkt leżący wewnątrz okręgu poprowadzone są cięciwy, to iloczyn odcinków każdej cięciwy
jest stały i równa się kwadratowi połowy cięciwy prostopadłej do średnicy przechodzącej przez dany punkt.

[8] Albert, Abraham (1852-1931), urodzony w Strzelnie (Prusy) w rodzinie żydowskiej. Studiował w Berlinie, Heidelbergu i Paryżu. Następnie był profesorem Uniwersytu Clarke’a oraz Uniwersytetu w Chicago.
Stąd znany jako fizyk amerykański. Nagroda Nobla w 1907 r.
Autor wielu bardzo udanych eksperymentów, oraz nieudanego – „eksperymentu Michelsona-Morleya”.

[9] w rzeczywistości twórcą “szczególnej teorii względności” jest matematyk Hermann Minkowski (1864-1909), Żyd rosyjski, kształcony w Niemczech, prof. uniw. w Bonn, Królewcu, Getyndze oraz Federalnym Instytucie Technologii w Zurichu, gdzie aktywnie wspomagał karierę naukową adiunkta Alberta Einsteina;
Minkowski uroił też „przestrzeń czterowymiarową” posługując się „liczbą urojoną” .

[10] Edward, Williams (1838-1923), amerykański profesor chemii w Western Reserve.

[11] dosyć szczegółowy opis działania interferometru Michelsona oraz opis wad tego rodzaju eksperymentów można znaleźć w książce: Janusz B. Kępka, Ruch absolutny i względny, Warszawa 2004.
Podane jest tam także pełne wyjaśnienie „negatywnego wyniku eksperymentu Michelsona-Morleya”, a który to wynik w rzeczywistości nie jest wynikiem negatywnym.

[12] jednak w ramach t.zw. „prawa łaski”, Jego Ekscelencja Pan Albert Einstein zezwolił t.zw. fotonom na „latanie z prędkością dokładnie równą prędkości światła”. „I dostąpili prawa łaski”: stali się… światłem!
„A światłość wiekuistą raczył im dać… Pan Einstein”. (na)Amen.

[13] (1819-1868), fizyk francuski, głównie zajmował się opracowaniem metod pomiaru prędkości światła
w (hipotetycznym) eterze. W 1850 r. wykonał pomiar prędkości absolutnej światła (właśnie w hipotetycznym eterze), sugerowaną przez Arago metodą wirującego zwierciadła. Wykazał, że prędkość światła jest mniejsza
w wodzie niż w powietrzu, tym samym wykazując prawdziwość teorii falowej światła, w przeciwieństwie do teorii korpuskularnej. Odkrywca łuku węglowego (między elektrodami węglowymi) oraz prądów wirowych („prądy Foucault”), prądów indukcyjnych w metalach wywołanych zmiennym polem magnetycznym.

Od 1855 r. zatrudniony jako fizyk w Paryskim Obserwatorium.

[14] A. Einstein, „Annalen der Physik“, 17, 132 (1905).

[15] A. Einstein, „Annalen der Physik“, 17, 549 (1905).

[16] A. Einstein, „Annalen der physik”, 17, 891 (1905).

[17] W latach 1950-60 Niemcy wypłacili Izraelowi ponad 100 miliardów marek odszkodowania. Stany Zjednoczone corocznie wypłacają Izraelowi bezzwrotną subwencję w wys. 10 miliardów dolarów.

[18] Żydowskie mienie pozostawione w Polsce w przededniu II Wojny Światowej dziś jest warte ponad 30 mld dolarów -napisał izraelski dziennik „Haarec” powołując się na raport przygotowany na zlecenie władz Izraela. (PAP, Aktualności, 29 marca 2005 r.)

[19] W rok później przedstawił je jako swoje Albert Einstein. Niestety, Olinto De Pretto nie mógł się bronić,
ponieważ został… zastrzelony.

[20] R. Caroll, „Einstein’s E = mc2 „was Italian’s idea“ (Einsteinowskie E = mc2 było włoskim pomysłem),

The Guardian, 11 listopada 1999.

[21] Jak wiadomo, Albert Einstein leczył się u niejakiego Freuda (Sigmund, 1856-1939), austriackiego neurologa
i psychiatry. Już po drugiej wizycie okazało się, że chory jest… Freud!

[22] zgodnie ze znanym powiedzeniem: “Do trzech razy – sztuka”, a dalej… „czwarty wymiar”.

[23] C.L. Poor, „The deflection of Light as Observed at Total Solar Eclipses”, J.Opt.Soc.Amer., 20, 1930.

[24] Edwin F. Taylor, John Archibald Wheeler – “Fizyka czasoprzestrzeni”, tłum. z ang. SPACETIME PHYSICS, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1972.

[25] Władysław Wojtowicz – TABLICE MATEMATYCZNO-FIZYCZNE CZTEROCYFROWE, Warszawa 1970,
Państwowe Zakłady Wydawnictw Szkolnych.

[26] Janusz B. Kępka – Fizyka urojona, Warszawa 2001.

[27] (1858-1947), fizyk niemiecki, w 1900 r. podał słynny wzór E = hn dla promieniowania świetlnego.

[28] włoski agronom, w 1903 r. w swej książce Hipotezy eteru we wszechświecie wskazał „słynne równanie”.

[29] (1872-1917), fizyk polski. Twórca teorii fluktuacji gęstości, wyjaśnił obserwowany błękit nieba, przeprowadził własne badania uzyskując w warunkach laboratoryjnych sztuczny błękit w powietrzu. Podał wzór na znane ruchy Browna. Jednak redakcja Annalen der Physik zwlekała z opublikowaniem artykułu, który został opublikowany dopiero w kilka miesięcy po opublikowaniu w tymże samym czasopiśmie tego samego wzoru, ale z innym komentarzem, przez… Alberta Einsteina.
Stąd początkowo wskazywano: wzór Smoluchowskiego-Einsteina, następnie wzór Einsteina-Smoluchowskiego, a obecnie niektórzy polscy(?) jak wyżej na zdjęciu „uczeni w piśmie” podają, że to tylko… Einstein.

[30] (1875-1946), fizykochemik amerykański, wprowadził w 1926 r. nazwę foton, zamiast kwant energii czy kwant światła, na oznaczenie nowego hipotetycznego elementu atomu. Element ten nie jest światłem, lecz odgrywa zasadniczą rolę w każdym procesie promieniowania.

[31] fizyk francuski (1892-1987) wyobrażał sobie istnienie w fali świetlnej punktów, w których skupiona jest energia bardzo małych korpuskuł, których ruch jest ściśle związany z przemieszczaniem się fali świetlnej.
Jest to t.zw. dualizm korpuskularno-falowy światła.

[32] Satyendra (1884-1974), fizyk hinduski, podał nowy dowód wzoru Plancka. Twórca nowej statystyki, zwanej obecnie statystyką Bosego-Einsteina. Dla zaznaczenia faktu i podkreślenia, że autorem nie jest Albert Einstein, lecz właśnie Satyendra Bose, fizyk angielski P.A.M. Dirac wprowadził nazwę bozon.

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.