Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
11 grudnia 2019
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-12-2012

  AMNESTY INTERNATIONAL: drugie dno Mariusz Matuszewski

 

Nie da się ukryć, że dzisiejsza Amnesty International jest organizacją mającą ogromny kłopot ze zdefiniowaniem własnego miejsca na arenie międzynarodowej, w dodatku działającą bardzo chaotycznie. Zmieniona rzeczywistość polityczna jak również ekonomiczna sprawia że jej członkowie zbyt mocno rozpraszają swoje zainteresowanie, nie działają z myślą o celu, a tylko o medialnym odbiorze danej akcji.

 

Amnesty International, obecna w kilkudziesięciu krajach i zrzeszająca blisko półtora miliona wolontariuszy oraz sympatyków, w Polsce kojarzona jest głównie z licznymi kampaniami pisania listów w obronie osób, które ona sama uznaje za tzw. więźniów sumienia. W świecie działania tej organizacji, obejmują znacznie szersze spektrum, a wspólnym mianownikiem wszystkich akcji jest to, że Amnesty International uzurpuje sobie prawo niemalże autorytatywnego definiowania tego, co winno się uważać za prawa człowieka, a przy okazji dowolnego przesuwania granic tego pojęcia i jego pochodnych.

 

Można odnieść wrażenie, że czasem ważniejszy od istoty problemu staje się wydźwięk poszczególnych akcji - a więc cel marketingowy. Słowa tego, powszechnie kojarzonego z językiem biznesu i PR, używam nieprzypadkowo, gdyż Amnesty International [AI] nie jest już tym, czym było na początku swojego istnienia - a więc oddolnym ruchem, którego celem była głównie walka ze społeczną niesprawiedliwością. Dziś jest to oparte na pracy tysięcy wolontariuszy przedsiębiorstwo. A jak każde inne przedsiębiorstwo także i ono musi dbać o wizerunek zgodny z linią, która aktualnie pozwala na pozyskiwanie jak największej sumy darowizn, dotacji etc. etc. Potwierdza to m.in. opinia prof. F. Boyle’a, specjalisty z zakresu prawa międzynarodowego, a także członka zarządu AI na przełomie lat 80-tych i 90-tych. Boyle uważa, że instytucja ta prawie zawsze działa w sposób zbieżny z aktualnymi interesami USA i Wielkiej Brytanii [jako przykład podaje np. wspólny dla wszystkich amerykańskich organizacji i instytucji broniących praw człowieka brak reakcji na masakry w Sabrze i Szatilli). Stronniczą postawę AI odnosi zarówno do lokalizacji jej głównej siedziby [Londyn], jak również ogromnych dotacji, które organizacja otrzymuje z USA [ok. 20% rocznego budżetu].

 

Jednym z najgłośniejszych przejawów tego, jak wygląda polityka finansowa firmy, był dość głośny w Wielkiej Brytanii przykład Irene Khan, byłej sekretarz generalnej AI, a powszechnie słynącej z licznych wypowiedzi nawołujących do walki z ubóstwem. Odchodząc z przywołanej przed chwilą funkcji w 2009 r. otrzymała ona odprawę w wysokości 533 103 funtów [ok. 2.500.000 zł], co wywołało daleko idące oburzenie wśród darczyńców AI. Najlepiej charakteryzuje je wypowiedź jednego z nich, który stwierdził, że przekazywane przez niego datki miały służyć pomocy, a nie tworzeniu lukratywnych stanowisk, więc nie ma już zamiaru wpłacić ani pensa. Niestety, tego typu praktyki nie są dla AI niczym nowym, a wypłata odprawy dla Khan nie była jedyną. W tym samym czasie inny członek zarządu otrzymał również podobną kwotę 300 000 funtów , a pensje osób pełniących kierownicze funkcje w tej podobno woluntarystycznej i zarejestrowanej jako organizacja charytatywna firmie [co w UK daje liczne przywileje podatkowe] sięgają od 10 000 do kilkunastu tysięcy funtów miesięcznie.

 

AI była i jest nadal wielokrotnie atakowana za to, jak rozumie to, o co walczy, metody jakimi się posługuje, a jednymi z najczęściej ją atakujących są ci, których rzekomych praw chce ona być samozwańczym adwokatem.

Jednym z zarzutów, które słychać najczęściej, jest niezwykle stronniczy dobór problemów i krajów którymi zajmuje się Amnesty International. Jak czytamy w oświadczeniu wydanym przez liderów organizacji w 2007 r., jej akcje kierowane są w większości do państw o relatywnie większym stopniu demokratyzacji. Stwierdzono że ich intencją nie jest przygotowanie liczby raportów stosownej do powagi i ilości przypadków naruszeń praw człowieka w danym kraju, ale raczej opisywanie tego, co można, i wywieranie presji politycznej lub społecznej w celu wywołania procesu naprawczego. Implikuje to podejmowanie inicjatyw w krajach bardziej demokratycznych i otwartych, a to z powodu łatwiejszego dostępu do informacji i mediów, bardziej roszczeniowej postawy społeczeństw, a także większej podatności rządów na presje opinii publicznej. 
Raz jeszcze podkreślmy: to, o czym tu piszemy, zawarto w dokumencie pochodzącym od czynników decyzyjnych AI i zawierających oficjalną informację na temat polityki organizacji. Innymi słowy: oto AI sama przyznaje że nie stara się kierować głównego wysiłku tam, gdzie zachodzi realna potrzeba, lecz woli - by odwołać się do popularnego powiedzenia - nawracać już nawróconych. Dlatego np. łatwo jest ograniczyć się do pisania listów tam, gdzie chodzi o Chiny [których to listów i tak nikt nie będzie czytał] - co ładnie wygląda w mediach, jakkolwiek jest bezcelową stratą czasu, natomiast ostrzejsze komentarze i presja medialna kierowana bywa do państw takich jak Polska lub Włochy, gdzie AI nic nie ryzykuje. Prowadzi to do sytuacji zgoła kuriozalnych: przywołajmy przykład rozruchów wywołanych przez alterglobalistów w Genui w 2001. Policja wykazała się tam daleko idącą inicjatywą, przeprowadzano masowe aresztowania i pacyfikowano zamieszki z całą bezwzględnością. To prawda, jednak zadaniem AI nie były to działania podjęte z konieczności w celu minimalizacji zniszczeń i ochrony mieszkańców miasta, lecz „najpoważniejszy zamach na prawa demokratyczne w kraju zachodnim od zakończenia II wojny światowej”. Przypomnijmy, że w Genui nie manifestowali pokojowo zwolennicy określonej opcji politycznej ale doskonale przygotowani i zaprawieni w takich akcjach - anarchiści i bojówkarze, których liczbę szacować należy w tysiącach. Tym niemiej Włochy są krajem demokratycznym i zapewne łatwiej tam o dobry medialny PR, aniżeli w Chinach. 



Idźmy jednak dalej.

Brak rzetelności w przekazywaniu informacji przez AI, ich niedokładne sprawdzanie lub też preparowanie w zależności od potrzeb, dały o sobie znać zwłaszcza w 1991 r., tuż przed wybuchem wojny w Zatoce Perskiej. Krytycy przywołują ten przypadek jako jeden ze sztandarowych. Amnesty International podawała wówczas, że żołnierze sił Iraku pozwolić ustalić wiarygodność informacji. Liczyło się jedynie opublikowanie jej jak najprędzej, a to, że prof. Boyle ma rację, potwierdza sama Amnesty International. W kwietniu 1991 r. jej przedstawiciele przyznali, że jakkolwiek członkom organizacji pokazano jakieś masowe groby w tym dziecięce, to nie ustalono żadnych danych na temat okoliczności śmierci osób w nich pochowanych a oni sami nie znaleźli żadnych dowodów na to, że ktokolwiek uśmiercił w/w dzieci poprzez usunięcie ich [bądź nakazanie ich usunięcia] z inkubatorów.

Niestety nie była to dla Amnesty International lekcja warta uwagi, co dosyć dobitnie pokazały kolejne kompromitacje - w tym te w trakcie wojny na Bałkanach. Diana Johnsnone w swojej książce Fools Crusade stwierdza, że postawa przedstawicieli AI była nie mniej bezkrytyczna, niż w Zatoce. Z ich to inicjatywy doszło m.in. do cyklu spotkań, które objęły 25 miast USA, a których bohaterką stała się pewna kobieta nazwiskiem Jadranka Cigelj, przedstawiana jako ofiara gwałtów i serbskich prześladowań w obozie dla przesiedleńców. Okazało się że przeoczono pewien istotny fakt: kobieta ta była jednym z głównych specjalistów do spraw propagandy chorwackiego prezydenta Franjo Tudjmana, a także jedną z jego osób stanowiących jego najbardziej zaufany krąg współpracowników. Stała się doskonałą legitymizacją amerykańskiej polityki antyserbskiej, do której AI dołożyła w ten sposób ważny wkład. Krytykę udziału AI zarówno w konflikcie bałkańskim, jak też działania podejmowane na Bliskim Wschodzie, poddaje jednoznacznej krytyce prof. Michael Mandel.

Przykład z ostatnich wydarzeń w Syrii. Np. we wrześniu 2011 Amnesty International doniosła o zamordowaniu jednej z rzekomych przeciwniczek prezydenta Assada, Zainab al-Hosni. Jej ciało miała przez przypadek odnaleźć w kostnicy w Homes rodzina, przebywająca tam celem zidentyfikowania zwłok Zainab. W październiku, tego samego roku, ona sama pojawiła się jednak w syryjskiej telewizji i stwierdziła, że oskarżenia o jej uśmiercenie są fałszywe i zostały sfabrykowane przez rebeliantów pozostających w służbie „obcych interesów”. Wygląda więc na to, że skłamano podwójnie: po pierwsze - Zainab nie została zabita, po drugie: nie jest ona zwolenniczką rebelii. Kolejny brak weryfikacji? Czy też może celowe działanie?

 

Wysoce reprezentatywne dla logiki działania Amnesty International, stały się próby zdyskredytowania reprezentacji Sri Lanki w Cricket World Cup 2007 a także działania podejmowane w kontekście obozu jenieckiego w bazie Guantanamo. Są one b. znamienne - stąd mam nadzieję, że Czytelnik zechce wybaczyć mi ich przywołanie.

Amnesty International uruchomiła swoją akcję obrony praw człowieka Sri Lance tak, by zbiegła się w rozgrywanymi na Karaibach mistrzostwami świata w krykiecie, a także nawiązując bezpośrednio do występu w tych mistrzostwach reprezentacji tego kraju [motto akcji brzmiało: Sri Lanka, Play by the Rules]. Rząd tego wyspiarskiego państwa złożył oficjalny protest w The International Cricket Council [ICC], jak również przesłał go do Amnesty International; stwierdzono w nim, że czasowa zbieżność obydwu wydarzeń jest skandaliczna i może znacząco obniżyć morale sportowców, co więcej: oskarżono Amnesty International o nieoficjalne poparcie zbuntowanych przeciw władzom partyzantów. Tym co warto tu przywołać, jest przede wszystkim argumentacja, jaką prasa Sri Lanki przedłożyła w ramach poparcia protestów rządu. Jest ona bardzo przejrzysta, a równocześnie wyraźnie wskazuje krótkowzroczność AI oraz to, że - jak podkreśliłem wyżej, jej obecne działania wynikają nie tyle z realnego zainteresowania daną sprawą, co z chęci skupienia na sobie zainteresowania opinii publicznej bez dogłębnej analizy sytuacji i problemu, który zostaje poruszony. Zauważmy: wojna domowa na Sri Lance trwała przecież długo, a mimo to wcześniej AI nie zajmowała jakiegoś szczególnego miejsca w swoich działaniach na rzecz unormowania sytuacji [trudny dostęp do informacji i niewielka możliwość wywarcia wpływu na media i społeczeństwo - pisałem o tym wyżej].

 

W jednym z tekstów publikowanych w The Sunday Island w odpowiedzi na to, że celem AI jest apel do wszystkich organizacji politycznych i paramilitarnych na wyspie, czytamy co następuje: „jeżeli kampanię kieruje się w stronę Sri Lanki, to skupia się ona w sposób oczywisty na państwie i jego prawomocnemu rządowi, nie zaś na terrorystach. Gdy prowadzi się taką kampanię w czasie zawodów sportowych, w których podmiotowy kraj również bierze udział, ustanawia to pewną formę kary, w ramach której kibicom mówi się, że dany uczestnik robi coś złego. Kiedy to się dzieje, mogą oni nabrać zupełnie odmiennego nastawienia w stosunku do drużyny krykieta Sri Lanki - nawet, jeżeli to nie drużyna krykieta stanowi przedmiot oskarżeń o uprowadzania, zniknięcia lub prowadzoną właśnie wojnę”. Rząd Sri Lanki skrytykował AI za niezwykle selektywne traktowanie tego państwa w sytuacji, gdy podczas podobnych, a czasem znacznie bardziej istotnych imprez, nikt nie porusza problemu naruszeń praw człowieka przez inne kraje.

 

Wreszcie Guantanamo. 
Przywołana już wcześniej Irene Khan we wstępie do Raportu za rok 2005 określiła amerykańskie więzienie dla terrorystów mianem gułagu XXI wieku, „umacniającego praktykę arbitralnego i nieograniczonego aresztu z pogwałceniem prawa międzynarodowego”. Na jednej z konferencji prasowych dodała, że sposób postępowania Amerykanów przywołuje na myśl nie tylko sowieckie represje, ale również właściwe południowo amerykańskim dyktaturom znikanie niewygodnych politycznie ludzi. Wezwała do natychmiastowego zamknięcia Guantanamo i uwolnienia osób więzionych w Iraku, w Afganistanie, i innych miejscach.

Trzeba przyznać, że przypadek tak dalece posuniętego niezrozumienia tego, o czym się publicznie mówi, znaleźć trudno. Jakkolwiek politykę USA wobec krajów arabskich uważam za niezwykle krótkowzroczną i nieodpowiedzialną, to jednak mówienie o prawach człowieka w odniesieniu do terrorystów i porównywanie ich do w znakomitej większości niewinnych ofiar systemu komunistycznego jest co najmniej nieporozumieniem. John Podhoretz, na łamach New York Times’a wyraził się nieco dobitniej: „Być może ludzie, którzy pracują w Amnesty International naprawdę myślą, że uwięzienie 600 pewnych, lub domniemanych terrorystów - jest równoznaczne z uwięzieniem 25 milionów niewolników. Przypadek Amnesty International dowodzi jednak, że pełni dobrych intencji ludzie mogą uczynić moralność dziełem swojego życia, a pomimo to pozostając czymś niewiele więcej, aniżeli tylko moralnymi idiotami”.

Niestety tego rodzaju rozumienie praw człowieka, dość specyficzne i widzące ucisk nawet w działaniach podejmowanych z konieczności obrony własnego społeczeństwa, przenika politykę Amnesty International na wskroś.

 

Z punktu widzenia oceny działalności organizacji tak wpływowej, jak Amnesty International, kwestia realizmu, celowości i zasadności podejmowanych akcji jest czynnikiem pierwszoplanowym. Jeżeli jednak mowa o spojrzeniu na tę problematykę przez pryzmat paradygmatu zachowawczego, nie może być czynnikiem jedynym. Warto zauważyć że ostatnie lata przyniosły w tym zakresie daleko idącą polaryzację, co nastąpiło przede wszystkim w konsekwencji dokonanej w roku 2007 zmiany stanowiska Amnesty International wobec aborcji. Dotąd neutralna, AI zaczęła popierać prawo do jej przeprowadzenia w pewnych określonych przypadkach [gwałt, zagrożenie życia matki, etc.]. Oficjalne stanowisko, jakie wyrażają przedstawiciele organizacji, stwierdza, że nie chodzi im o promowanie prawa do aborcji jako prawa człowieka, ale o jej dekryminalizację.

Wiążąca dla wszystkich katolików interpretacja Stolicy Apostolskiej, dotychczas wiele razy popierającej działania AI, była jednoznaczna. W czerwcu 2007 Papieska Rada Iustitia et Pax wydała oświadczenie, w którym wezwała wiernych do zaprzestania dokonywania jakichkolwiek donacji na rzecz Amnesty International z uwagi na problem aborcji. Opinię tę podtrzymano później w Meksyku [11-17 VIII 2007], co kilkukrotnie wyrażał m.in. Tarcisio kard. Bertone. Stwierdził on, że popierając aborcję AI sprzeniewierzyła się własnej misji.

Co znamienne: stanowisko Watykanu spotkało się ze zrozumieniem wśród wiernych i kleru. Jeden z angielskich biskupów z diecezji East Anglia, bp. Michael Evans, długoletni współpracownik Amnesty International, wypowiedział swoje członkostwo po niemal 31 latach; skonkludował, że decyzja w sprawie aborcji „sprawia, że pozostanie członkami Amnesty International jest dla katolików bardzo trudne, podobnie jak udzielanie jej finansowego wsparcia”. W Australii szereg katolickich szkół i instytucji w sposób oficjalny zerwało współpracę z AI, natomiast katolicki episkopat tego kraju oświadczył, że wierni winni szukać innych dróg wspierania praw człowieka, gdyż zajmowanie pozycji właściwych Amnesty International - nie jest już spójne z katolickim nauczaniem i wiarą. Podobne reakcje dały się zauważyć w Kościele Katolickim w Danii, Irlandii i Szkocji, a także kilku innych państwach.

 

Nie da się ukryć, że dzisiejsza Amnesty International jest organizacją mającą ogromny kłopot ze zdefiniowaniem własnego miejsca na arenie międzynarodowej, w dodatku działającą bardzo chaotycznie. Zmieniona rzeczywistość polityczna i ekonomiczna sprawia, że jej członkowie zbyt mocno rozpraszają swoje zainteresowanie, nie działają z myślą o celu, lecz o medialnym odbiorze danej akcji. Nie dostrzegają, że trudno stosować stare wzory tam, gdzie grunt, na którym przyszło działać, zupełnie do nich nie przystaje. Czasem dochodzi do sytuacji, których społeczność niemalże na całym świecie nie potrafi nawet zrozumieć [wspomnijmy chociażby o tym że AI krytykowała prawo dotyczące ochrony języka, jakie obowiązuje w Estonii; problem w tym, że jest to kraj, który, powszechnie uznaje się za najlepszy przykład sprawnej transformacji politycznej i prawnej spośród wszystkich republik postsowieckich], a niektóre rażą tendencyjnością i oficjalnie potępianym przez działaczy politycznym wartościowaniem [dla przykładu: w Kolumbii AI sprzeciwiło się ograniczeniu wyroków dla członków prawicowych paramilitares ale równocześnie nie wyraziło żadnych obiekcji w odniesieniu do wypuszczenia z więzień członków komunistycznych grup partyzanckich].

 

Zdaniem prof. Boyle’a Amnesty International chodzi dziś przede wszystkim o przetrwanie. Pisze on: „motywacją (...) nie są już prawa człowieka, lecz przede wszystkim publiczność. Po drugie - pieniądze. Po trzecie - przyciąganie nowych członków. Po czwarte: wewnętrzna wojna o wpływy. I dopiero gdzieś na końcu prawa człowieka”. Nieco bardziej z dystansem podchodzi do tego Irish Independent, który konkluduje, że w obecnym centrum zainteresowania poważnej niegdyś organizacji znajduje się „zaciekłe i deklamatorskie opiniowanie kwestii odpadów, karmienia piersią, parkowania ‘na drugiego’, imigracji, globalnego ocieplenia, podatków dla linii lotniczych, czy też przepisów o spalonym w piłce nożnej i lbw w krykiecie”.

Mariusz Matuszewski

Polecamy sprawy tematyczne poruszane w działach:
SĄDY PROKURATURA ADWOKATURA
POLITYKA PRAWO INTERWENCJE - sprawy czytelników

"AFERY PRAWA"
Niezależne Czasopismo Internetowe redagowane przez dziennikarzy AP i sympatyków z całego świata których celem jest PRAWO, PRAWDA SPRAWIEDLIWOŚĆ DOSTĘP DO INFORMACJI ORAZ DOBRO CZŁOWIEKA

uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: afery@poczta.fm
Dziękujemy za przysłane teksty opinie i informacje.

WSZYSTKICH INFORMUJĘ ŻE WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI I SWOBODA WYRAŻANIA SWOICH POGLĄDÓW JEST ZAGWARANTOWANA ART 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ.

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.

~pacynka
02-04-2015 / 02:45
Radzę dokładniej sprawdzać przytaczane informacje bo cała wypowiedź może stać się przez to niewiarygodna. Przecież wszem i wobec wiadomo, że np. cała walka USA z "terroryzmem" jest jedną wielką fikcją. Celem jest od zawsze pozyskanie złóż (głównie ropy) i przez podsycanie strachu wprowadzenie jeszcze dalej posuniętej kontroli ludności. Każdy niewygodny, nie godzący się na "demokrację" jest nazywany terrorystą. Mimo to zgadzam się, że coś na rzeczy musi być bo Bilderberg stara się mieć swoich ludzi w każdej organizacji międzynarodowej.
~wstanzenek
28-12-2012 / 21:29
Uwaga na firmę OPEX SIKORSKI SPÓŁKA JAWNA z Konina Hiacyntowa 7/110 to po prostu oszuści sprzedają uszkodzone rzeczy a chroni ich allegro które i tak na tym zarabia prowizje. Dla allegro możesz być bandytą i możesz okradać kupujących , złodziejem itp itd abyś płacił prowizję !