Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
27 września 2021
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

AFERY PRAWA 90 rocznica częskiej agresji na Polskę Roman Dmowski

90 rocznica czeskiej agresji na Polskę – Chwała polskiego oręża i polskiej myśli polityczno-religijnej. 70 rocznicę śmierci Wskrzesiciela Polski i aktualność jego „Myśli nowoczesnego Polaka”. 

Chwała polskim bohaterom – Żołnierzom Wolności. Budźmy Polskę. Co nam obca moc wydarła szablą odbierzemy! 

"Jestem Polakiem - więc mam obowiązki polskie: są one tym większe i tym silniej się do nich poczuwam, im wyższy przedstawiam typ człowieka"

(Roman DMOWSKI, "Myśli nowoczesnego Polaka", 1902)

 

 To już 90 rocznica agresji Czech na Polskę. 90 lat temu 23 stycznia 1919 roku wojska czeskie liczące 16 tyś. żołnierzy uderzyły w okolicach Bogumina. 28 stycznia rozpoczęła się decydująca 3 - dniowa bitwa pod Skoczowem.
W Zebrzydowicach odbyły się obchody 90 lecia wojny polsko – czeskiej.

Dlaczego właśnie dzisiaj? Otóż w tym dniu 90 lat temu zginął tutaj (dokładnie na „Palowym Kopcu" w Kończycach Małych) major Cezary Halller. W trakcie obchodów najpierw złożono kwiaty w miejscu śmierci Cezarego Hallera a następnie oddano hołd na grobach pozostałych żołnierzy, którzy zginęli w walkach na tym terenie i tutaj zostali pochowani.    

 

 

 

 

 

Pomnik i mogiła Polaków poległych podczas starć polsko-czeskich w 1919 roku na cmentarzu w Zebrzydowicach

W Kończycach Małych znajduje się mogiła związana z pochowanymi w nich obrońcami naszej ziemi w czasie najazdu czeskiego na ziemie polskie w styczniu 1919 roku. Cezary Haller, brat generała Józefa Hallera, zginął bohatersko zadźgany bagnetem. Za swą bohaterką śmierć w czasie najazdu, Kapitan został awansowany do stopnia majora. Wraz z nim zginęli szeregowi Mieczysław Sikorski pochodzący z Łodzi, Krzemień Andrzej - szeregowiec z Brzezinki k/Oświęcimia, Józef Nieciak szeregowiec pochodzący z Zagórza oraz nieznany szeregowiec pchnięty bagnetem. Józefa Nieciaka Czesi wywieźli i prawdopodobnie pochowany jest w mogile w Zebrzydowicach. Pozostałą trójkę żołnierzy pochowano w mogile na cmentarzu w pobliżu kościoła. Ciało Majora Cezarego Hallera, po odprawionym pogrzebie, przewieziono do Dworów koło Oświęcimia i pochowano w rodowej kaplicy zachowanej do dnia dzisiejszego. 

Miejscem najbardziej zaciętych walk w Zebrzydowicach był miejscowy dworzec kolejowy. Obroną dworca kierował 26 stycznia ppor. Taube. Płk Latinik w Płk. Latinik we wspomnieniach wydanych w r. 1934 przytacza relację plut. Stefana Bychowskiego: „...Około godz. 10 znajdowałem się z kompanią w linii tyralierskiej przed stacją w Zebrzydowicach pod komendą ppor. Tauba. Podczas walki musiałem plutonem bronić odwrotu cofających się oddziałów. Nie mając innego oparcia, obsadziłem budynek stacyjny, gdzie broniliśmy się granatami ręcznymi, aż nas otoczył nieprzyjaciel ze wszech stron. Zostaliśmy pokonani, było nas w budynku około 30 walczących oprócz rannych. Ppor. Taube wpadł ranny do pokoju i tam go Czesi zakłuli bagnetami. Z moich ludzi 7 żywych dostało się do niewoli po znieważeniu i biciu po twarzy. Chor. Komuniewskiego, sekcyjnego Kwiatkowskiego i mnie bili oficerowie i żołnierze czescy bez powodu...” 

Agresja czeska w 1919 roku wg zdjęć i relacji naocznych świadków była okrutna i brutalna - ”...Czesi nie brali jeńców do niewoli, bez wyjątku mordowali ich na miejscu; zazwyczaj strzelali w głowę, częściej jednak przebijali ofiary bagnetem. Dotyczyło to również rannych i konających żołnierzy. Masarykowscy żołnierze katowali ludność cywilną i to bez różnicy – kobiety, starców nawet dzieci. Martwe ofiary często obrabowywano; żołnierzom ściągano buty i spodnie, szukano wartościowych rzeczy. To samo dotyczyło ofiar cywilnych...”. Tak było również w czasie potyczek na Palowym Kopcu w Kończycach Małych, gdzie rannego kapitana Hallera dobito bagnetem oraz na dworcu kolejowym w Zebrzydowicach, gdzie z trzydziestu poddających się do niewoli żołnierzy przy życiu zostało tylko siedmiu mocno pobitych i znieważonych. 

CHWAŁA POLSKIM BOHATEROM

ŻOŁNIERZOM WOLNOŚCI - Historia Sławnej Polski

„Jeszcze Polska nie zginęła póki my żyjemy!” 

Zofia Kossak-Szczucka

  

Dekalog Polaka

 

 "...Jam jest Polska, Ojczyzna twoja, ziemia Ojców, z ktorej wzrosłeś.

Wszystko, czymś jest, po Bogu mnie zawdzięczasz.

 

1. Nie będziesz miał ukochania ziemskiego nade mnie.

2. Nie będziesz wzywał imienia Polski dla własnej chwały, kariery albo nagrody.

3. Pamiętaj, abyś Polsce oddał bez wahania majątek, szczęście osobiste i życie.

4. Czcij Polskę, Ojczyznę twoją, jak matkę rodzoną.

5. Z wrogami Polski walcz wytrwale do ostatniego tchu, do ostatniej kropli krwi w żyłach twoich.

6. Walcz z własnym wygodnictwem i tchórzostwem. Pamiętaj, że tchórz nie może być Polakiem.

7. Bądź bez litości dla zdrajców imienia polskiego.

8. Zawsze i wszędzie śmiało stwierdzaj, że jesteś Polakiem.

9. Nie dopuść, by wątpiono w Polskę.

10. Nie pozwól, by ubliżano Polsce, poniżając Jej wielkość i Jej zasługi, Jej dorobek i Majestat. 

Będziesz miłował Polskę pierwszą po Bogu miłością.
Będziesz Ją miłował więcej niż siebie samego".
 

                                                   Zofia Kossak-Szczucka

NAJJAŚNIEJSZA PANI LITWY I KORONY POMÓŻ NAM WYPĘDZIĆ ZDRADZIECKIE ZAGONY 

AVE REGINA POLONIAE

Najswietsza Maryja Panna, Matka Boza Czestochowska, Pani Jasnogorska - Krolowa Polski

BOGURODZICA

NAGRANIE: Kazanie wygłoszone przez ks. abp prof. dr hab. Stanisława Wielgusa w Ostrowcu Św.

Przypatrz się polska potomności,
jak wielki pożytek przyniosła ci cześć Bogarodzicy,
którą razem z rzymskokatolicką wiarą twój Apostoł św. Wojciech,
Arcybiskup Gnieźnieński i Męczennik, tak troskliwie rozszerzał!

Idź więc za świetnymi przykłady twoich przodków:
bo jeżeli cześć Maryi zachowywać, z gorliwością ją rozszerzać

i wspaniałomyślnie jej bronić będziesz,
 najwięcej wtedy pożytku sobie przyniesiesz

i dla samych zwolenników piekła straszną się staniesz.
Niech patrzy i dziwi się świat chrześcijański,
jak dzielnie nasza Królowa, a Pani Nieba i Ziemi,
broni wiernego sobie Królestwa i jak skuteczny niesie ratunek
swoim ludzkiej pomocy pozbawionym sługom!

Oby Anioł wojsk Pańskich, Stróż Polski, mógł pobudzić zastępy niebieskie
do składania wspólnie z nami dzięków Najwyższemu Majestatowi Boga
za tak wielkie dobrodziejstwo – i niech wszystkich nieprzyjaciół,
którzy się sprzysięgli na wykorzenienie w Polsce czci królowej Aniołów,
Potężną swą ręką rozproszy.

 o. Augustyn Kordecki (1603 – 1673)(za: Posłaniec Serca Jezusowego V/2003) 

                                                     Generał Józef Haller

 „(...) tylko wyjątkowe charaktery umieją całe swoje postępowanie regulować według wyznawanych osobiście zasad: tylko ludzie świę­ci na każdy krok swój umieją zważać, czy jest on zgod­ny z Przykazaniami Bożymi”. 
(Roman Dmowski)
 

Gen. Józef Haller - Pierwszy Wódz Naczelny Armii Polskiej po 123 latach niewoli mianowany na to stanowisko dnia 4 października 1918 roku przez Polski Komitet Narodowy z siedzibą w Paryżu.

Józef Haller urodził się 13 sierpnia 1873 roku w Jurczycach pod Krakowem w rodzinie mieszczańsko-ziemiańskiej. Po ukończeniu szko­ły średniej we Lwowie wstępuje do austriackiej Akademii Wojskowej. Ze służby wojskowej występuje w roku 1912 w stopniu kapitana. W latach 1912—1914 szkoli drużyny Sokole. Podczas pierwszej wojny światowej walczy w szeregach austriackich na różnych szczeblach dowódczych. W lutym 1918 roku przechodzi do obozu antyniemieckiego i zaciąga się do II Korpusu Polskiego na Ukrainie, którym dowodzi generał Dowbór-Muśnicki. Po rozwiązaniu II Korpusu 13 lipca 1918 roku przybywa do Paryża i zgłasza się do Komitetu Narodowego Polskiego, któremu przewodzi Roman Dmowski. Komi­tet Narodowy Polski został uznany przez mocarstwa zachodnie 15 sierpnia 1917 roku za Tymczasowy Rząd Polski. Komitet Narodowy Polski mianuje gen. Józefa Hallera naczelnym wodzem wojsk polskich, walczących na polach bitew z Niemcami u boku armii francuskiej. Trzon armii polskiej we Francji stanowili Polacy zamieszkali we Francji i Polacy sformowani w oddziały wojskowe przez Sokoła w USA i Kanadzie oraz ochotnicy spośród Polaków wziętych do niewoli z armii niemieckiej i austriackiej przez wojska aliantów zachodnich. Czyn Zbrojny Błękitnej Armii Polskiej był zasługą trzech wielkich Polaków: Romana Dmowskiego, Ignacego Paderewskiego i Józefa Hallera.

Fakt istnienia armii polskiej na Zachodzie, zależnej od Komitetu Narodowe­go Polskiego pozwolił Polsce zasiąść w gronie zwycięzców w czasie konferencji w Wersalu. Armia Hallera osiągnęła w zimie 1918 na 1919 r. stan liczebny 90 tysięcy żołnierzy w składzie sześciu świetnie wyposażo­nych dywizji. W tym składzie i liczebności ta armia powróciła wiosną 1919 roku do kraju a następnie odegrała olbrzymią rolę w do­prowadzeniu do zwycięskiego końca toczących przez Polskę wojen z Ukraińcami i Rosją.

Dla porównania z armią gen. Hallera podaję, że utworzone przez Piłsudskiego Legiony w 1914 roku liczyły 22 tysiące żołnierzy a utworzo­na przez Niemców Armia Polska w Warszawie, nad którą Piłsudski z woli Niemców objął władzę, liczyła 11 listopada 1918 roku 9373 żołnierzy.

Przy okazji warto wspomnieć o genezie uwolnienia Piłsudskiego z magdeburskiej izolacji. Posłużę się piórem Tadeusza Prusa Macińskiego („Szczerbiec" nr 1/92, s. 22), który m.in. pisał: „Beseler, wycisnąwszy z Piłsudskiego wszystko, co w danej chwili było Niemcom potrzebne, wolał mieć niespokojnego ducha pod kluczem, nie tyle dlatego zresztą, aby się obawiał ze strony Piłsudskiego jakichś anty-niemieckich akcji, lecz także dlatego, aby tego fanatyka nienawiści do Rosji, walki z Rosją za wszelką cenę, mieć pod ręką do dyspozycji wówczas, gdy będzie Niemcom potrzebny.”

Moment taki właśnie nastąpił w jesieni 1918 roku. Niemcy, pokona­ne, leżą w bezwładzie. Na wschodniej ich granicy budzi się do życia niepodległa Polska. Niemcy stoją przed faktem dokonanym, nie są już w stanie przeszkodzić zmartwychwstaniu polskiego państwa. (...) Na zachodzie Europy działa Komitet Narodowy Polski, emanacja i re­prezentacja antyniemieckiego odłamu polskiego społeczeństwa, pracu­jący pod prezesurą „zaciekłego germanofoba" — Romana Dmows­kiego. Komitet jest formalnie uznawanym przez państwa zwycięskiej koalicji przedstawicielstwem wstającego państwa polskiego i dzierży w ręku wszystkie niemal nitki polskiej polityki. Postać Dmowskiego i Jego koncepcje Polski Wielkiej stanęły nagle przed Niemcami, jako najgroźniejsze w chwili ich kapitulacji memento. Dmowski, Jego Idea i Jego Komitet Narodowy Polski muszą zostać zneutralizowani i spara­liżowani. Muszą być odsunięci od steru spraw zmartwychwstającego państwa polskiego!

W momencie tym wyłoniła się dla Niemiec sprawa człowieka. Kogo przeciwstawić Dmowskiemu? Kto z Polaków będzie w stanie oprzeć się znienawidzonemu przez Niemców polskiemu Obozowi Narodowemu, nie dopuścić go do władzy i zapobiec pchnięciu Polski na szlak Chrobrego?

Wtedy właśnie oczy Niemców padły na magdeburskiego więźnia. Oto człowiek właściwy! Wróg Rosji — człowiek „Wschodu", obojętny na sprawy zachodnie i równocześnie ideowy, zaciekły przeciwnik Obozu Narodowego w Polsce, zoologicznie nie znoszący Dmowskiego.

Oto geneza uwolnienia Piłsudskiego z magdeburskiej izolacji. Piłsud­ski został uwolniony i przewieziony do Warszawy nie przez obejmujące już wówczas władzę rządy rewolucyjne, lecz przez padający rząd cesarski, który w chwili swej agonii zdobył się na ostatni wysiłek, aby tę jeszcze sprawę, decydującą o przyszłości Polski, a wiec także, o przyszło­ści Niemiec — załatwić. Piłsudski został zwolniony przez specjalnego wysłannika rządu niemieckiego, z pośpiechem i troskliwością, świad­czącymi jasno o znaczeniu, jakie posiadała dla Niemiec sprawa jego jak najszybszego powrotu na arenę polskiego życia politycznego. Niemcy wiedzieli nieomylnie, że zjawienie się Piłsudskiego w Warszawie i objęcie przez niego steru rządów zmartwychwstającego państwa zabezpieczy ich najbardziej skutecznie przed pchnięciem Polski na stare szlaki piastowskie. Liczni patrioci, którzy w dniu 10 listopada 1918 roku oczekiwali na dworcu głównym w Warszawie na pociąg, którym miał przybyć z Niemiec Piłsudski, nie zdawali sobie sprawy z tego, że czekają na przyjazd człowieka, którego czyny i przekonania oddaliły od polskiej racji stanu i uczyniły mimowolnym narzędziem racji stanu niemieckiej. Nie zdawali sobie także sprawy z tego, że w chwili, w której witali „Komendanta", w ich mniemaniu męża opatrznościowego, którego w samą porę zesłała stolicy Opatrzność — przesądzony został los rodzącej się do życia Polski. Kroki „Komendanta", dudniące po peronie warszawskiego dworca, były już pierwszymi, tragicznymi krokami Polski na drodze ku wrześniowej przepaści."

W sierpniu 1920 roku, gdy bolszewicy podchodzili pod Warszawę, głównodowodzący generał Rozwadowski powierzył Hallerowi najważ­niejszy odcinek frontu pod Radzyminem. Generał Haller wraz z szefem sztabu gen. Zagórskim zmusili bolszewików do odwrotu, depcząc im całością swych sił po piętach. Po zakończonej wojnie gen. Haller został mianowany na stanowisko Generalnego Inspektora Artylerii. Po zama­chu majowym w 1926 roku Haller, jako przeciwnik Piłsudskiego, został zwolniony ze służby wojskowej.

Generał Haller był współorganizatorem Frontu Morges (1936 r.) i jednym z przywódców Stronnictwa Pracy. W latach 1940—1943 był członkiem polskiego rządu na emigracji. Po II wojnie światowej nie powrócił do kraju. Umarł w Londynie 4 czerwca 1960 roku.

Cześć Jego pamięci!

opr. Stanisław Kochanowski ("Szczerbiec nr 1/1993)

Chwała Wielkiemu Żołnierzowi Wolności
Gen. Józef Dowbór-Muśnicki Generał Tadeusz Jordan - Rozwadowski

Norbert Wójtowicz – „Trzej wielcy generałowie”

Wielki naród, jak już było gdzie indziej powiedzia­ne, musi nosić wysoko sztandar swej wiary. Musi go nosić tym wyżej w chwilach, w których władze jego państwa nie noszą go dość wysoko, i musi go dzierżyć tym mocniej, im wyraźniejsze są dążności do wytrącenia mu go z ręki”.
(Roman Dmowski)

W spojrzeniu na wkład wojskowych w budowę w 1918 r. niepodległej Rzeczypospolitej na pierwszy plan, obok Józefa Piłsudskiego, wysuwają się generałowie Józef Dowbór-Muśnicki, Józef Haller de Hallenburg i Tadeusz Jordan Rozwadowski. Wywodzili się oni z różnych tradycji wojskowych, ich drogi nieraz się krzyżowały, ale choć czasem zdarzało im się stawać po różnych stronach barykady, to jednak cel, do którego dążyli był ten sam – dobro niepodległej ojczyzny.

Urodzony w 1866 r. Tadeusz Rozwadowski i starszy o rok Józef Dowbor-Muśnicki byli niemal rówieśnikami. Józef Haller przyszedł na świat dopiero w 1873 r., ale to wciąż przedstawiciel tego samego pokolenia. Dwaj pierwsi przeszli przez szkoły oficerskie, zdobywali szlify generalskie i w trakcie I wojny światowej mieli już za sobą wieloletnie doświadczenie w regularnej armii. O ile pierwszy z nich współpracował w czasie wojny z Legionami, to drugi, podkreślał bardzo zdecydowanie: „mam uzasadnione uprzedzenie do »legionów«, »wolontarzy«, »armii ochotniczych«. Dowodziłem zawsze regularnymi formacjami”. Działając w armiach dwóch różnych państw zaborczych, obaj zbierali równie zasłużone opinie pochwalne. Pisząc o swojej nominacji na dowódcę 1. Polskiego Korpusu Dowbor-Muśnicki zauważał w swoich wspomnieniach: „Trafiłem na to stanowisko, bom wyrobił sobie w obcej armii reputację, i byłem nawet przez rewolucyjne władze wysuwany na naczelne stanowisko”. Z kolei w opiniach na temat Rozwadowskiego przełożeni podkreślali jego „samodzielny charakter”, „żwawy temperament”, „wielkie uzdolnienia” i „szybką orientację”. Podobną opinię o nim musiał mieć wywiad rosyjski, o czym wspominał Dowbor-Muśnicki pisząc: „[...] słyszałem tylko (wiadomości z wywiadu rosyjskiego), że był zdolnym, fachowo wykształconym generałem”. Płk Franciszek Kleeberg oceniając Rozwadowskiego podkreślał, że „niczym nigdy nie dał się zaskoczyć. Odgadywał myśli nieprzyjaciela, zawsze wiedział, co zrobi…” Z kolei Władysław Gilbert Studnicki wskazywał, że „jako wojskowy, Rozwadowski stał wyżej od Piłsudskiego. Pod względem rozumienia sytuacji polityki zewnętrznej nie ustępował mu, a nawet przewyższał, nie on jednak, a Piłsudski doszedł do władzy”. Uważał przy tym, że Rozwadowski sam odpowiadał za swoje nie dojście do władzy, gdyż „nie szedł on systematycznie do władzy” i „mylił się, gdy mniemał, że zasługi wiodą do władzy”.

Kariera wojskowa Hallera przebiegała nieco inaczej. Ze służby w armii austro-węgierskiej odszedł on już w 1910 r.: „[...] osiągnąwszy stopień kapitana, nie mogąc się niczego więcej w artylerii austriackiej nauczyć, opuszczam ją, by w inny sposób służyć krajowi, aż do chwili, w której Ojczyzna mnie będzie potrzebowała”. Tak więc w chwili wybuchu wojny był zaledwie kapitanem rezerwy, a następnie został dowódcą II brygady legionowej, w której awansował w kolejnych latach. Gwałtowna zmiana jego statusu nastąpiła dopiero we Francji, gdzie Komitet Narodowy we Francji awansował go na generała dywizji. „Nie zazdroszczę Hallerowi – pisał Dowbor-Muśnicki – przyznaję mu dużo cech dodatnich, których nie posiadam. Chcę tylko wyjaśnić, że Haller osiągnął wyższą rangę wojskową drogą niestosowaną w armiach regularnych”. Podobnie jak w przypadku Rozwadowskiego, tak i tu wskazywano, że u progu II RP Haller był niebezpiecznym konkurentem Piłsudskiego – „ten mógł unicestwić wszelkie marzenia”. Doceniając jego zasługi dla kraju w telegramie z 17 listopada 1923 r. Ignacy Jan Paderewski zwrócił się do niego w następujących słowach: „Zwycięskiemu wodzowi naszej armii polskiej we Francji, nieustraszonemu obrońcy stolicy i ojczyzny w chwili najgroźniejszego niebezpieczeństwa, prawemu i czystemu Polakowi”.

Choć w okresie I wojny światowej wszyscy trzej wiernie służyli w formacjach państw zaborczych, to jednak niepodległa Polska była dla nich dobrem nadrzędnym. Gdy tylko państwa centralne utworzyły Królestwo Polskie i powstała namiastka tej państwowości, będący w służbie rosyjskiej generał Dowbor-Muśnicki szukał skutecznie kontaktu z Radą Regencyjną jako Rządem Polskim. Tadeusz Rozwadowski już w momencie wybuchu wojny interesował się polskimi organizacjami niepodległościowymi i nawiązał kontakt z ich przywódcami. Później, gdy powstały Legiony, był jedynym spośród pozostających w służbie austriackiej generałów demonstracyjnie przyznającym się do polskości. Działalność w obronie ludności polskiej i ukraińskiej przed bezprawiem austriackich władz wojskowych sprawiła zresztą, że 1 lutego 1916 r. został przeniesiony na emeryturę. Od tego momentu ściśle współpracował z Tymczasową Radą Stanu, a następnie z Radą Regencyjną przy próbach tworzenia wojska polskiego. Z kolei Haller w proteście przeciw postanowieniom traktatu brzeskiego 15 lutego 1918 r. przebił się przez front austriacko-rosyjski i połączył z polskimi jednostkami w Rosji. Nie wszyscy potrafili zrozumieć ten czyn. Dowbor-Muśnicki odnotował w swych wspomnieniach: „był to dla mnie fakt zgoła niezrozumiały. Wiedziałem, że istnieją po stronie austriacko-niemieckiej oddziały ochotnicze z Polaków złożone, drugo, a może i trzeciorzędnego znaczenia, które walczyły przeciw Rosji; lecz nie mogłem dojść, jaka przyczyna zmusiła je do przejścia na stronę rosyjską. Czyżby sympatia do rewolucji?”

Wszyscy trzej czuli się żołnierzami i jako tacy gotowi byli, gdy tylko zachodziła taka potrzeba, podporządkować się politykom. Dowbor-Muśnicki uznał Radę Regencyjną, choć jednocześnie zaznaczył: „Gdyby owego czasu istniała w Polsce jakakolwiek władza autorytatywna, pomijając Radę Regencyjną, niezależnie od politycznego zabarwienia (bolszewizm wykluczam), chętnie bym się jej poddał. Niestety takiej nie było…” Abstrahując od własnych sympatii i antypatii gotów był jako żołnierz poświęcić swoje zdanie w imię wyższego dobra. Podobnie Rozwadowski krytykując skłonność wojskowych do politykowania wskazywał, że „Korpus oficerski musi wykazywać dużą dojrzałość polityczną, wielką rozwagę społeczną, bezkompromisowe wykonywanie obowiązków. […] Żadną miarą nie wolno atakować Naczelnego Wodza, nawet gdy on z konieczności piastowania obowiązków naczelnika państwa, siłą faktu musi zajmować stanowisko polityczne”. Również gen. Haller uważał, że nie jest zadaniem żołnierza uprawianie polityki i żądał od Rady Regencyjnej precyzyjnych rozkazów, przy czym wyjaśniał jak to podporządkowanie politykom rozumie: „Wojsko polskie nie może być zależnym ani od żadnej frakcji politycznej, ani od żadnej klasy lub stanu”, lecz „może tylko służyć sprawie całego Narodu polskiego”.

Symboliczny 11 listopada 1918 r. nie oznaczał końca wojny dla polskich żołnierzy. Tak na wschodzie, jak i na zachodzie kraju nadal toczyły się walki, które miały zadecydować o przyszłych granicach odradzającej się ojczyzny. Gdy na wschodzie zaistniał konflikt polsko-ukraiński, 20 listopada 1918 r. dowództwo Armii Wschód objął gen. Rozwadowski, kierując przez cztery miesiące walkami o Lwów i Małopolskę. Jednocześnie w Wielkopolsce domagający się powrotu tych ziem do ojczyzny Polacy wzniecili 27 grudnia 1918 r. powstanie, którego tymczasowym dowódcą został kpt. Stanisław Taczak. Potrzeba przejęcia dowództwa przez bardziej doświadczonego żołnierza sprawiła, że 6 stycznia 1919 r. Dowbor-Muśnicki na wniosek Naczelnej Rady Ludowej otrzymał nominację Naczelnika Państwa na głównodowodzącego wszystkich sił zbrojnych byłego zaboru pruskiego. Po objęciu swoich obowiązków zaczął tworzenie Armii Wielkopolskiej, bazując na obowiązkowej służbie wojskowej. Popierał przy tym ideę rozszerzenia powstania na Pomorze i późniejszą ofensywę Armii Wielkopolskiej w kierunku Gdańska. W tym samym czasie Haller, który przez Karelię i Murmańsk dotarł do Francji, objął 4 października 1918 r. dowództwo nad tworzącą się polską armią złożoną z ochotników emigrantów, i polskich jeńców wojennych z armii państw centralnych. Utworzona przez niego „Armia Błękitna” została uznana przez państwa Ententy za samodzielną armię sojuszniczą. Liczebność tej walczącej z Niemcami na froncie zachodnim formacji osiągnęła ostatecznie ponad 100 tys. żołnierzy. Po powrocie w 1919 r. do kraju hallerczycy brali udział w walkach polsko-ukraińskich, a sam Haller przejmował Pomorze z rąk opuszczających je Niemców. Każdy z nich odniósł sukces i każdy cieszył się zasłużonym szacunkiem. Rozkazem Piłsudskiego z 2 lipca 1919 r. „Błękitna Armia” Hallera została wcielona do Wojska Polskiego, a 28 sierpnia 1919 r. podobny los spotkał także Armię Wielkopolską. Decyzja o unifikacji armii była konsekwencją powstania Niepodległej Polski.

Z początkiem 1920 r. w rejonie Witebska bolszewicy skoncentrowali znaczne siły wojskowe, wobec czego uprzedzając możliwy atak 25 kwietnia 1920 r. Piłsudski ruszył w kierunku Kijowa. Początkowo nie napotkał większego oporu, lecz już w czerwcu Rosjanie podjęli kontrofensywę. Michaił Tuchaczewski podkreślał, że „na zachodzie ważą się losy wszechświatowej rewolucji, po trupie Polski wiedzie droga do ogólnego wszechświatowego pożaru”. Nie uświadamiając sobie sowieckiego zagrożenia, Haller rozpoczętą przez Piłsudskiego wojnę na wschodzie określił mianem „awanturniczej wyprawy, która może grozić Polsce utratą niepodległości”. Tym niemniej w sytuacji zagrożenia kraju w lipcu został Generalnym Inspektorem Armii Ochotniczej, która do 20 sierpnia liczyła już blisko 165 tys. ochotników pod bronią. Pierwsze formacje Armii Ochotniczej rekrutowały się w dużej mierze spośród harcerzy, na co z pewnością niemały wpływ miał fakt, że na początku lipca gen. Haller objął jednocześnie dowództwo nad harcerstwem polskim. Stojący w tym czasie na czele Sztabu Generalnego gen. Rozwadowski już 22 lipca zwrócił się do strony sowieckiej z propozycją natychmiastowego zaprzestania działań wojennych. Jednakże wobec odrzucenia tej oferty przez dowództwo sowieckie na początku lipca sformułował na rozkaz Piłsudskiego podstawowe założenia bitwy warszawskiej. Plan ten został zatwierdzony przez Naczelnego Wodza i 14 sierpnia 1920 r. w Odezwie do żołnierza z powodu rozpoczęcia bitwy pod Warszawą” Rozwadowski napisał: Bitwa dziś rozpoczęta pod Warszawą i Modlinem decydować będzie o losach dalszych całej Polski. Albo rozbijemy zupełnie dzicz bolszewicką i udaremnimy tym samym zamach sowiecki na niepodległość Ojczyzny i byt Narodu, albo nowe jarzmo i ciężka niedola czeka nas wszystkich bez wyjątku”. Dowbor-Muśnicki w kampanii 1920 r. nie walczył, bo choć 16 lipca zgłosił Naczelnemu Wodzowi i Generalnemu Inspektorowi Armii Ochotniczej gotowość wstąpienia do wielkopolskich oddziałów ochotniczych jego oferta pozostała bez odpowiedzi (według relacji Hallera prośba ta nie została mu doręczona). W sierpniu Naczelny Wódz zaproponował mu organizację frontu południowego, lecz nie ufając powierzanym mu oddziałom ukraińskim, Dowbor-Muśnicki zamiast tego ponowił prośbę o zgodę na wstąpienie do wielkopolskich oddziałów ochotniczych.

Piłsudski, który jeszcze w 1922 r. potrafił pisać o Rozwadowskim „człowiek o wielkiej wiedzy fachowej i żywej inteligencji” coraz częściej nie szczędził mu słów goryczy i niesprawiedliwych ocen. Powodem takiej zmiany był fakt, że propaganda endecka przypisywała zwycięstwo w bitwie warszawskiej właśnie Rozwadowskiemu – ówczesnemu szefowi Sztabu Generalnego. W przededniu zamachu stanu Piłsudskiego, pisząc do prezydenta 18 kwietnia 1926 r. Rozwadowski stwierdził: „Nikt umniejszać nie może i nie chce zasług bezsprzecznie bardzo wielkich Pana Marszałka Piłsudskiego jako ideowego współtwórcy armii, a szczególnie jako Naczelnika Państwa czasu wojny”. Jednocześnie jednak nie wahał się wypowiedzieć słów krytyki podkreślając, że działalność Piłsudskiego na stanowisku szefa Sztabu Generalnego czasu pokoju „wykazała nawet według opinii najgorętszych zwolenników zupełnie niezbicie, że wrodzone talenty nie wystarczyły bynajmniej dla dodatniej pracy na tym wybitnie fachowym i specjalnie organizacyjno-technicznym stanowisku”.

Dowbor-Muśnicki przeszedł w stan spoczynku jeszcze w 1920 r., gdy więc sześć lat później doszło do walki Piłsudskiego z legalnymi władzami mógł patrzeć na te wydarzenia nieco z boku. Zupełnie inna była sytuacja Rozwadowskiego, który jeszcze w czasie przesilenia rządowego na początku maja 1926 r. wysuwany był jako jeden z kandydatów na ministra spraw wojskowych. Ostatecznie tekę tę w gabinecie Wincentego Witosa objął gen. Juliusz Tarnawa-Malczewski, lecz bezpośrednio po 12 maja prezydent Stanisław Wojciechowski właśnie gen. Rozwadowskiego mianował naczelnym dowódcą obrony Warszawy.

W sytuacji, gdy działania zbrojne ograniczały się praktycznie do stolicy, oznaczało to naczelne dowództwo wojsk wiernych rządowi. Mimo mieszanych uczuć (bo wszak sam, podobnie jak Piłsudski, potępiał nadmierne upartyjnienie) gen. Rozwadowski nie wahał się stanąć po stronie legalnej władzy, a dążąc do zakończenia konfliktu w rozkazie z 13 maja 1926 r. „starać się dostać w swe ręce przywódców ruchu nie oszczędzając ich życia”. Po zakończeniu działań wojennych został wraz z generałami Zagórskim, Malczewskim i Jadźwińskim oskarżony o przestępstwa natury kryminalnej i zamknięty w Wojskowym Więzieniu Śledczym w Warszawie, a stamtąd przewieziony do Wilna. Mimo braku jakichkolwiek dowodów przeciw niemu, na rozkaz Piłsudskiego był więziony przez rok z powodu „interesów wojska pierwszorzędnej wagi”. W tym czasie rozpętano przeciw niemu kampanię prasowych oskarżeń, a 30 kwietnia 1927 r. przeniesiono go do rezerwy. Również gen. Haller potępił zamach dokonany przez Piłsudskiego, co spowodowało, że już 31 lipca 1926 r. został przeniesiony w stan spoczynku. W drugiej połowie lat trzydziestych był jednym z przywódców (obok Ignacego Jana Paderewskiego, gen. Władysława Sikorskiego, Karola Popiela i Wojciecha Korfantego) opozycyjnego wobec Sanacji centroprawicowego Frontu Morges.

Osłabiony pobytem w więzieniu gen. Tadeusz Jordan Rozwadowski zmarł 18 października 1928 r., Dowbor-Muśnicki przeżył go o blisko dekadę, odchodząc po dłuższej chorobie 26 października 1937 r. i tylko młodszy od nich Haller de Hallenburg doczekał podeszłego wieku, umierając 4 czerwca 1960 r. na obczyźnie. W swoich wspomnieniach gen. Dowbor-Muśnicki podkreślał: „Fach wojskowy, prócz wiadomości teoretycznych, wymaga dużego doświadczenia, które drogo kosztuje. Polska za moje doświadczenie wojenne nic nie zapłaciła, a tylko z niego skorzystała, choć w zupełności nie wykorzystała”. Bez wątpienia to samo mogliby za nim powtórzyć dwaj pozostali bohaterowie tego tekstu.

Bibliografia:
S. Aksamitek, Generał Józef Haller. Zarys biografii politycznej, Katowice 1989.
P. Bauer, Generał Józef Dowbor-Muśnicki 1867–1937, Poznań 1988.
J. Dowbor-Muśnicki, Wspomnienia, Warszawa 2003.
J. Haller, Pamiętniki z wyborem dokumentów i zdjęć, Londyn 1964.
T. Kmiecik, Generał Tadeusz Jordan Rozwadowski (1866–1928). Pierwszy szef Sztabu Generalnego Odrodzonego Wojska Polskiego, Warszawa 1998.
M. Patelski, Generał broni Tadeusz Jordan Rozwadowski. Żołnierz i dyplomata, Warszawa
2002.
(„Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej” nr 11-12/2008)

ROMAN DMOWSKI WSKRZESICIEL POLSKI

70. rocznica śmierci Romana Dmowskiego

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.