Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
11 grudnia 2017
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 20-09-2015

Przestępstwa przeciwko Konstytucji RP i dowody miernoty żydowskiej "fundacji batorego" - z listów do redakcji AP

Apelacja - Fundacja Batorego                                                       18 września 2015 r.

W związku z wyrokiem Sądu Rejonowego w Będzinie w sprawie VII K 878/10, który w uzasadnieniu przywołuje korespondencję z Watykanu, oczekując na działania wobec powiązanych z postkomunistycznymi służbami, przedstawicieli prawa ze Śląska, którzy dopuścili się przestępstw przeciwko Konstytucji RP, przekazuję kolejne dowody, tym razem dotyczące współpracy z nimi Fundacji imienia Stefana Batorego.

         Tuż przed upadkiem komunizmu w Polsce, a w zasadzie tuż przed tzw. układem w Magdalence, obcokrajowiec pochodzenia żydowskiego stworzył w Europie Wschodniej sieć organizacji mających na celu rzekome szerzenie swobód obywatelskich.
Jedną z nich, w Polsce, była ww. Fundacja. O jej prawdziwej działalności można się dowiedzieć jedynie z nieoficjalnych źródeł. Jednak dotąd próżno tam szukać dowodów na zlecanie morderstw przez tę instytucję.
Gdy w 2001 r. komuniści znowu sięgnęli w Polsce po władzę, przewodniczącą Fundacji im. Stefana Batorego była Anna Radziwiłł. W zamian za wygłaszane tam odczyty Fundacja kupowała względy polskich polityków, wypłacając im gratyfikacje finansowe. Jednym z nich był Marek Belka, który w 2004 roku został premierem. Gdy zaraz po objęciu swego urzędu dowiedział się o przestępstwach w katowickiej oświacie i nieudolnym zacieraniu ich przez wojewodę śląskiego, Radę Miasta Katowice, Radę Ochrony Pracy przy Sejmie RP (tam sprawa dotarła poprzez PIP), MSWiA (tam sprawa dotarła poprzez RIO w Katowicach), współudziale w fałszowaniu dokumentów ówczesnego kapitana ABW Śliwińskiego z prokuratorami wywodzącymi się z komunistycznej SB, polecił swemu ministrowi edukacji ściągnąć do Ministerstwa ww. Annę Radziwiłł. Powodem było moje pismo (w załączeniu fotokopia - nr 1) do ministra Sawickiego, w którym wspomniałem, że ze skargą zwróciłem się do Sądu Administracyjnego.
Wówczas Anna Radziwiłł zawiesiła przewodnictwo w Fundacji Batorego i od 13 września 2004 r. objęła stanowisko podsekretarza stanu w Ministerstwie Edukacji Narodowej i Sportu.

8 października 2004 r. złożyłem więc do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie skargę na bezczynność ministra, odnośnie braku odpowiedzi na liczne moje pisma wysyłane ministrowi, w których przedstawiałem mu kopie stanowiska Śląskiego Kuratora Oświaty w mojej sprawie, potwierdzające, że podczas mojej pracy nauczyciela w szkole prezydenta Katowic (obecnie Gimnazjum nr 18) nieprawnie wypłacano tam publiczne pieniądze, gdyż nie odbywałem tam stażu zawodowego (w załączeniu fotokopia
dokumentu - nr 2). Wówczas do Katowic przyjechał premier Marek Belka i za pośrednictwem wojewody śląskiego oraz ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji polecił tajnemu współpracownikowi komunistycznej SB o pseudonimie Maria (czyli ówczesnej prokurator Barbarze Obcowskiej) wspólnie z katowicką policją i śląskim wymiarem sprawiedliwości dokonać przestępstwa, by w uzasadnieniu umorzenia śledztwa stwierdzić, że odbywałem staż zawodowy, a zatem, iż publiczne pieniądze wypłacano dla opiekuna
tego stażu w sposób prawidłowy. Efektem wizyt 21 października (premier wtedy po raz pierwszy wprowadził w Polsce podpis elektroniczny, składając go w gliwickiej fabryce samochodów) i 2 listopada 2004 r., których dziś próżno odnaleźć na stronach internetowych Kancelarii Premiera, był również transfer wicewojewody Teresy Randak do WSA w Gliwicach, po sfałszowaniu dokumentów w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim.

Technicznie wyglądało to tak:
TW Maria po pozbyciu się uczciwego prokuratora Mateusza Wolnego, miała za zadanie wycofać niektóre dokumenty z akt, zgromadzone w wyniku podjętych przez niego czynności, m.in. dokument autorstwa dyrektora Piotra Jarockiego, który stwierdzał (w załączeniu dokument nr 3), że podczas zatrudnienia mnie w swej placówce (Pogotowiu Opiekuńczym nr 2 w Katowicach) nie odbywałem tam żadnego stażu, a więc, że taki staż (i co za tym idzie wypłata publicznych pieniędzy dla jego opiekuna) nie mógł się
odbywać w myśl art. 22, ust 3 i 4 Karty Nauczyciela, w szkole prezydenta Katowic, gdzie zapewniono mi wówczas poniżej połowy etatu. Następnie, pod tym katem spreparowano przy pomocy policjantów z Katowic (m.in. Jacka Michałka) zeznania z urzędnikami oświaty, fałszując też dokumenty w Urzędzie Miasta Katowice, w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim i na początku grudnia 2004 r. umorzono śledztwo zapoczątkowane postępowaniem prowadzonym w czerwcu 2004 r. przez ww. prokuratora Mateusza Wolnego, a zasadzie zapoczątkowane innym, równolegle prowadzonym postępowaniem, które toczyło się za jego plecami.
20 stycznia 2005 r. przekonana przez premiera, że pismo dyrektora Jarockiego zostało zastąpione innym dokumentem, wiceminister Anna Radziwiłł wniosła o odrzucenie skargi (w załączeniu dwie strony tego dokumentu -  nr 4 i nr 5), bezczelnie pisząc Sądowi w odpowiedzi o, cyt. "sprawie odbywanego przez Skarżącego staż";.
Nie wiedziała jednak o uzyskanym przeze mnie kilkanaście dni wcześniej ww. dokumencie dyrektora Jarockiego, dzięki pomocy funkcjonariuszki katowickiej ABW Romany Lipskiej.
Otóż, gdy premier Belka w 2004 r. zlecił przestępstwo, TW Maria zwróciła się do dyrektorki szkoły prezydenta Katowic (Barbary Chudy) o sporządzenie dwustronicowego dokumentu (fikcyjnego pisma do Kuratorium Oświaty), którego pierwszą stronę oznaczyła następnie w prawym górnym rogu jako karta nr 30 (w załączeniu dokument nr 6). Drugą stronę tego dokumentu oznaczyła jako karta nr 31, by zastąpić nią wycofane z akt ww. pismo dyrektora Jarockiego - wcześniej, jak widać na jego kopii, też oznaczone takim samym numerem.

Gdy na początku grudnia 2004 r. uzyskałem z prokuratury kopię sfałszowanej karty nr 31, poszedłem do mieszkania znajomej z ABW i powiadomiłem ją o przestępstwie. Ta, zaraz po świętach Bożego Narodzenia wraz z prawniczką ABW udała się do prokuratury dowodzonej przez TW Marię, pokazała odznakę służbową, zażądała akt i przywróciła do nich pismo dyrektora Jarockiego.
Anna Radziwill, gdy na wezwanie Sądu pisała odpowiedź na moją skargę, nie wiedziała nic o przywróconym dokumencie, podobnie jak ówczesny szef MSWiA Ryszard Kalisz, którego zastępca napisał mi w tym czasie podobne w treści, bezczelne pismo o rzekomo odbywanym stażu.
Gdy w lutym 2005 r. ujawniłem ów dokument, na polecenie władz, Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie odrzucił moją skargę, gdyż na końcu odpowiedzi na ww. pismo autorstwa Anny Radziwiłł, napisałem: "Mariusz Kubacki nie odbywał stażu , a Pani Radziwiłł , jeżeli ma w sobie odrobinę poczucia wstydu i przyzwoitości , powinna zwrócić swe odznaczenia";. Następnie odrzucił mój wniosek o wymierzenie ministrowi grzywny w związku ze zwlekaniem z odpowiedzią na moją skargę spowodowaną oczekiwaniem na dokonanie przestępstwa w katowickiej prokuraturze. Jako kolejny dowód na powiązania Fundacji Batorego z komunistycznymi służbami (zakładając, że informacje prasowe o tym, że katowicka prokurator Barbara Obcowska, to rzeczywiście tajny współpracownik SB o pseudonimie Maria, są prawdziwe) i wymiarem sprawiedliwości, przedkładam drugie pismo autorstwa Anny Radziwiłł, z 7 kwietnia 2005 r., w którym pisemnie przyznaje się do przestępstwa i współpracy z funkcjonariuszami SB (w załączeniu dokument nr 7, 8).

5 września 2005 r. nagrałem rozmowę telefoniczną z MSWiA, będącą konsekwencją podłożenia przez Romanę Lipską ww. dokumentu. W nagraniu słychać, jak z MSWiA padają w związku z tym groźby pod moim adresem. 25 października 2005 r. nagranie to włączyłem do płyty CD opisującej przestępstwo i wraz z dokumentami wysłałem listem poleconym do Fundacji Batorego, prosząc w piśmie przewodnim (w załączeniu nr 9) o pomoc prawną (w piśmie wspomniałem, że w opisane przestępstwo zamieszana jest Anna Radziwiłł)
i finansową na dokończenie realizacji filmu dokumentalnego o polskiej demokracji.
Ponieważ nie otrzymałem odpowiedzi na list, niecały miesiąc później zatelefonowałem do Fundacji i zarejestrowałem rozmowę z jej pracownikami. Przedkładam poniżej plik dźwiękowy tego nagrania - nr 10.
W nagraniu słyszymy wpierw automatyczną sekretarkę z komunikatem w języku polskim ("tu Fundacja Batorego proszę czekać na połączenie") i tożsamym w języku angielskim. Słuchawkę odbiera sekretarka Fundacji:
- Fundacja Batorego, słucham?
- Dzień dobry, ja dzwonię z Katowic, moje nazwisko Mariusz Kubacki. Chciałem się zorientować. Wysłałem do państwa mniej więcej miesiąc temu, no niecały miesiąc temu taki plik dokumentów...
....- do którego programu, na jaki projekt?...
....- to nie był żaden program ani żaden projekt, tylko tutaj między innymi sprawa dotyczyła takiej pani Anny Radziwiłł, która tutaj jest podobno honorowym członkiem...
....- to znaczy, chwilowo od około roku pani Radziwiłł już z nami nie współpracuje, dlatego, że związała się właśnie z polityką, a my jako fundacja staramy się być apolityczni, dlatego pani Radziwiłł już nie jest naszym, y naszą przewodniczącą rady. A pan przesłał na nią pismo?
- To znaczy wie pani, ja przesłałem tutaj do fundacji taki jak gdyby cały plik dokumentów dotyczących no takiej w zasadzie afery, w którą tutaj są najwyższe władze zamieszane polskie, między innymi właśnie ta pani Anna Radziwiłł, no i oczekiwałem..., tam były również nagrania na takiej płytce, z ministerstwa sprawiedliwości, ministerstwa spraw wewnętrznych i administracji y ... i oczekiwałem no tutaj jakiegoś pisma, również jakiejś pomocy prawnej ewentualnie...
....- to może to zostało przekazane naszemu programowi przeciw korupcji. Już chwileczkę, łączę".
W oczekiwaniu na połączenie, w tle słychać melodię hymnu Unii Europejskiej. Słuchawkę odbiera inna pracownica Fundacji:
"program przeciw korupcji, słucham?"
Powtarzam to, co poprzedniczce.
- Wie pan co, ja nie mogę tego potwierdzić, bo jeśli taka rzecz trafiła do naszego programu, to mogła trafić do pani Anny Wojciechowskiej - Nowak, która jest naszym prawnikiem (...), ale ona będzie jutro. Gdyby był pan uprzejmy zadzwonić jutro w ciągu dnia (...)".
Dalej w nagraniu rozmówczyni podaje mi numer do prawniczki (5360257) informując, że: "jeśli to przyszło i zostało do nas przekazane, to Ania będzie mogła to potwierdzić.
- Myślałem, że to potwierdza najpierw jakieś biuro podawcze fundacji...
....- to niestety różnie bywa, bo nie, nie, nie wszy, nie cała korespondencja jest wpisywana do, do dziennika, rozumiem, że tylko listy polecone przede wszystkim, a inne listy, wysłane zwykłą pocztą są rozdystrybuowywane po programach i dopiero będziemy mogli, Ania będzie mogła to potwierdzić, bo tego typu korespondencja jest bezpośrednio do niej przekazywana.
- A czy ewentualnie z jakimś kierownictwem fundacji można by też w tej sprawie ewentualnie rozmawiać?
- Przyznam, że nie wiem. To musiałby pan bardziej tutaj pytać panie z, z, z, z sekretariatu, bo one są za ten obieg informacji i za połączenia też odpowiedzialne".
Zostaję przełączony ponownie do pani z sekretariatu, ponownie słychać hymn Unii Europejskiej oraz komunikat w polskim i angielskim. Mówię, że przed chwilą od pani z wydziału korupcji, uzyskałem informację, że: "jeżeli jakaś korespondencja do państwa wpłynęła, to właśnie poprzez sekretariat...
....- a ja właśnie nic takiego nie zauważyłam i nawet pytałam się mojej koleżanki, też nic takiego po prostu przez nasze ręce nie wpłynęło, więc część korespondencji jak jest napisana na y, otrzymujemy korespondencję na przykład z nazwiskiem danej osoby, to jej nie otwieramy, ale skoro pan to zaadresował ogólnie na fundację, to my każdą właśnie przesyłkę ogólną na fundację otwieramy i nic sobie takiego nie przypominam, nie przypominamy. A czy pan to przesłał listem poleconym?
- Tak, tak, to było dwudziestego piątego wysłane listem poleconym z Katowic...
....- już, chwileczkę sobie zerknę, dobrze?...
....-  wysłane..., czyli dwudziestego szóstego, siódmego mogło być już u państwa.
- Dwudziesty siódmy października, tak?
- Mogło być gdzieś tak, bo dwudziestego piątego wysłałem to, gdzieś dwa dni list polecony idzie...
....- z Katowic, tak?
- Z Katowic.
Dalej słychać jak sekretarka przewraca kartki w dzienniku z wpisami korespondencji i mówi:
"dwudziesty szósty nie, dwudziestego ósmego nic takiego nie było. Potem mamy trzydziesty pierwszy, bo potem, bo były jakieś święta... i patrzę, patrzę... trzydziestego pierwszego też nic takiego nie dostaliśmy (...) sprawdzam dalej. Pierwszy, no nie pierwszy, tylko drugi... Kielce, Leżajsk, Warszawa. Sprawdzę trzeciego: trzeciego też nic, bo sobie wszystko notujemy, ... ile listów dostaliśmy danego dnia i skąd, poleconych, więc może to do nas nie dotarło. Już patrzę czwarty, też nie ma, bo to
nie był priorytet, prawda?...
....- nie, nie, nie. To był zwykły list polecony. Mogę pani nawet podać numer nadania: dwadzieścia siedem osiemset siedemdziesiąt dwa.
Sekretarka dla pewności powtarza numer, urząd poczty, z którego nadałem list i sprawdza dalej: "już jestem przy ósmym. Też nic takiego nie było. W każdym bądź razie my mamy wszystkie tutaj wyszczególnione rzeczy, które dostaliśmy i których nie dostaliśmy. Bo często tak się zdarza, że właśnie osoby do nas przysyłają różne listy polecone, a potem one do nas nie dochodzą, dlatego my już się zabezpieczamy na przyszłość i robimy sobie takie listy.
- Dlaczego to nie dochodzą? To jest dziwne.
- Nie wiem, to jest dla mnie też bardzo dziwne. Sprawdzamy listy, liczbę listów poleconych, które w danym dniu dostaliśmy, potwierdzamy to z naszym listonoszem... Jeszcze będę teraz sprawdzać po numerkach: dwadzieścia siedem osiemset dwadzieścia siedem. ... . Bo kiedyś właśnie mieliśmy taką sytuację jakiś czas temu, że ktoś do nas przysłał list i nie wpisaliśmy, nie prowadziliśmy właśnie ewidencji listów i ta osoba nas oskarżyła, że my po prostu zignorowaliśmy ich prośby. I od tej pory
zabezpieczamy się, prowadzimy właśnie takie listy..., no i niestety nie widzę...Jeszcze sprawdzę parę dni wcześniej...
- ... no dwudziestego szóstego ewentualnie, no bo to wie pani, jedynie tak, no tak szybko to tutaj poczta nie działa (...).
Wie pani, to była gruba przesyłka. Pięć złotych za nią zapłaciłem.
- Jeszcze sprawdzę troszeczkę dalej: jedenasty. Jedenastego nic nie ma. Czternastego, mamy z Katowic, ale jest inny numer - trzydzieści pięć trzysta jeden, to chyba nie od pana. Jeszcze sprawdzam dalej, nie wiem, może pocztę dwa tygodnie później tak, że na wszelki wypadek jeszcze sprawdzam: Częstochowa, osiemnastego też nic, Katowice dziewięć, też inny numer, ale to już dwudziesty pierwszy,... No nic. Nic takiego do nas niestety nie wpłynęło. Musi pan po prostu zamonitować na pocztę, że taki
list nie doszedł. Może gdzieś on u nich tam leży (...). Musi pan zgłosić to na pocztę.
- Ja wiem, ja już tu zgłaszałem nie raz (...) osobiście mogę jedynie przyjechać, jedyne wyjście widzę no chyba dostarczyć, nie mam pojęcia w jaki sposób,... albo gołębia wyślę...
....- albo po prostu z potwierdzeniem odbioru, że wtedy poczta już musi być zobligowana żeby...
....- a jest coś takiego, tak?...
....- jest, jest, że po prostu do nas wiele takich listów przychodzi z taką małą żółtą karteczką, można ją znaleźć na poczcie, że przychodzą do nas listy, my podbijamy pieczątką, podpisujemy się i ta karteczka ma wrócić do pana, jako dowód, że to do nas dotarło, że my to sygnujemy własnym nazwiskiem.
- Dobrze. No to wie pani, nie będę przedłużał (...). W każdym bądź razie, jeżeli pani mówi, że nie dotarło (...) chyba, że ktoś jeszcze tutaj, jakaś inna pani koleżanka z panią współpracuje i na zasadzie, że nie wiedziałyście..., ale mówi pani, że notujecie to...
- ... no my prowadzimy listę, ewidencję wszystkich listów poleconych, które do nas przychodzą i ja i koleżanka właśnie wpinamy ewidencje, wszystkie numerki, wszystko, także liczbę danych listów, które przychodzą w danym dniu. Na przykład kiedyś mieliśmy taką sytuację, że dostaliśmy od listonosza, niby jak twierdził listonosz piętnaście listów, ale fizycznie miałyśmy czternaście i też od razu w tym samym dniu monitowaliśmy do poczty, że nie mamy jednego listu, a jest na fakturce, że dotarł".
Dalej w nagraniu słychać, jak sekretarka proponuje mi wysłanie listu drogą elektroniczną, podaje mi adresy mailowe Fundacji i na końcu, gdy sugeruję, że na Śląsku mamy dużo gołębi, by za ich pomocą dostarczyć list, mówi, iż ma rodzinę na Śląsku.

Po tych informacjach uzyskanych z Fundacji Batorego, zwróciłem się do Poczty Polskiej i po przekroczeniu przez tę instytucję ustawowo wymaganego czasu na rozpatrzenie mojej reklamacji, uzyskałem ewidentnie sfałszowane tam dokumenty przeczące słowom pracowników Fundacji. W urzędach Poczty Polskiej sfałszowano listy przewozowe i inne dokumenty pocztowe, nie tylko z numerami moich przesyłek do Fundacji Batorego, ale i innych przesyłek do innych instytucji (Radio Maryja, Kancelaria Prezydenta RP,
Ministerstwo Sprawiedliwości), do których zwracałem się jako obywatel państwa prawa, przedkładając dowody będące konsekwencją przywrócenia pisma dyrektora Jarockiego przez bohaterską funkcjonariuszkę katowickiej ABW.
Przedkładam poniżej finalny produkt polskiej demokracji z tego okresu (nr 11), dotyczący Fundacji - sfałszowane przez urząd poczty "W101" w Warszawie i drugą sekretarkę Fundacji Batorego oświadczenie CN 18 o rzekomym otrzymaniu mojej przesyłki do Fundacji w dniu 28 października 2005 r. (w nagraniu słyszymy wyraźnie, że 28 października "nic takiego nie było").
Postanowiłem więc zdobyć kolejny dowód na tuszowanie przez Fundację Batorego przestępstwa zorganizowanego na polecenie premiera Belki i nagrać kolejną rozmowę, telefonując tam 20 grudnia 2005 roku. Poniżej to nagranie - nr 12.
Podobnie jak w poprzednim nagraniu, po sygnale słychać komunikat - "tu Fundacja Batorego,  proszę czekać na połączenie", lecz nikt nie podnosi słuchawki. Ktoś kilkukrotnie przekierowuje połączenie do centrali "Polfarmy", której pracownik w końcu przełącza mnie do Fundacji. Słuchawkę podnosi druga z sekretarek, jak się okazuje ta, której podpis widnieje obok pieczęci Fundacji Batorego na sfałszowanym dokumencie CN 18:
"- Fundacja Batorego, słucham.
- Dzień dobry, czy z panią Karoliną Oczkowicz można rozmawiać?
- Przy telefonie.
- O, to świetnie. Moje nazwisko Mariusz Kubacki. Dzwonię tutaj z Katowic. Nie wiem, rozmawiałem chyba z panią jakiś miesiąc temu odnośnie takiej przesyłki listownej, tutaj, którą wysłałem do fundacji, no i nie wiedziałem co się z nią dzieje. Nie wiem, czy pani sobie przypomina (...).
- Przyznam się szczerze wie pan, że nie przypominam sobie (...). Może pan przybliży tematykę, nie wiem, czy to był list, czy to była nie wiem, jakaś paczka?...
....- to był taki gruby list, wie pani, no..., to znaczy nie z panią, ale rozmawiałem chyba z pani koleżanką, bo zdaje się, że dwie panie sekretarki współpracujecie i tamta pani nawet mi powiedziała, że jest ze Śląska pochodzi. Tak, że to nie o panią chodziło...
....- nie, ze Śląska, tak...
....- no to wie pani co, właśnie, i problem w tym, że chodziło o taką przesyłkę, którą ja wysłałem w październiku, dwudziestego piątego października do fundacji, taki gruby plik dokumentów i później, miesiąc później zadzwoniłem, żeby się zorientować czy ta przesyłka dotarła. No i tutaj pani koleżanka mi tutaj po prostu przytoczyła cały tam dziennik podawczy z tej poczty, że po prostu nie doszła ta przesyłka i jakby zaproponowała mi, żebym się zwrócił do poczty w Katowicach, żeby oni podjęli
działania, czy ta przesyłka do was dotarła. No i uzyskałem informację właśnie, że dwudziestego ósmego października potwierdziła odbiór tego listu właśnie pani. Pani Karolina Oczkowicz. I chciałbym się właśnie zorientować, ponieważ jak dzwoniłem do pani koleżanki...
....- proszę mi powiedzieć, do kogo ta przesyłka była adresowana (...)
....- ona była ogólnie na Fundację Batorego, po prostu nie było imiennie do nikogo, tylko na ... To był list polecony, zawierający taki plik dokumentów, gruby i również tam była płyta taka z nagraniami rozmów z ministerstw, z Ministerstwa Sprawiedliwości, z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. To było dołączone do tego pliku moich dokumentów (...) natomiast przytoczyła mi pani koleżanka cały ten dziennik podawczy, gdzie tą rejestrujecie pocztę, no i że to nie było zarejestrowane.
No a tu z poczty z kolei się dowiaduję, że właśnie pani Karolina potwierdziła pani to podobno. No i ...
....- ale proszę mi jeszcze powiedzieć, te dokumenty zostały przesłane do fundacji. W jakim celu, co to było?
- To znaczy, to była taka prośba, wie pani, o wsparcie, bo tam chodziło o między innymi o taki film, który już jest na ukończeniu. Chodziło również, to były pewne zarzuty nawet jak gdyby, może nawet nie zarzuty, ale jakby prośba tutaj do szefostwa fundacji, żeby tutaj sprawdzić taką, działania w tej mojej sprawie takiej pani Anny Radziwiłł, która wiem, że była takim członkiem honorowym tej fundacji. No ni tu chodziło o cały taki plik dokumentów dotyczący tuszowania przez najwyższe władze
Polski sprzeniewierzenia pieniędzy w Urzędzie Miasta Katowice. No i po prostu wie pani, nie wiem co się z tym...
....- dobrze, a proszę mi powiedzieć, w którym dniu ja potwierdziłam odbiór?
- Proszę?
- W którym dniu potwierdziłam odbiór?
- dwudziestego ósmego października.
- Już patrzę. Dobrze?
- Dobrze.
Sekretarka chwilę szuka w tym samym dzienniku, co jej poprzedniczka miesiąc wcześniej, po czym pyta:
"Skąd pan dzwoni, przepraszam?
- Z Katowic.
- To jest. Numer dwa siedem osiem siedem dwa?
- Już zaraz sprawdzę tej przes...Tak! Numer dwa siedem osiem dwa.
- Tak, to faktycznie do fundacji dotarło i ja potwierdziłam odbiór. To się zgadza.
Nie wytrzymałem i śmieję się mówiąc:
"- Wie pani, po prostu tamta pani koleżanka dokładnie mi tutaj przytaczała, że nic takiego nie było. No, ale widocznie się pomyliła.
- Sprawdzaliście państwo w listopadzie, to jest październik, tak, że możliwe, że łatwo się pomylić (...)."

Dalszej części rozmowy nie będę przytaczał (poruszyłem w niej sprawę premiera Belki), odsyłając ewentualnie do wysłuchania jej w niezależnych mediach, które ją opublikują. Następnego dnia jej pracownicy wydzwaniali do mnie kilkukrotnie, wypytując głównie o film. Oczywiście żadnej pomocy nie otrzymałem.

Mając niepodważalne dowody na przestępczą działalność Fundacji Batorego, włączyłem ww. nagrania i sfałszowany dokument do mojej płyty CD i zgodnie z obywatelskim obowiązkiem zacząłem rozsyłać do wielu instytucji, domagając się powiadomienia organów ścigania. Niestety, Polska była już tak skorumpowanym państwem, iż nikt z jej władz nie chciał narażać się Fundacji, a moje przesyłki ginęły w podobny sposób jak w Fundacji, z tą różnicą, że podrabiano podpisy na owych "małych żółtych karteczkach"
(zwrotnych potwierdzeniach odbioru moich listów, tzw. zwrotkach), do korzystania z których namawia mnie w nagraniu pierwsza z sekretarek Fundacji (ta pochodząca ze Śląska).

Pod koniec 2005 r. władzę w Polsce przejęło PiS, którego ministrem sprawiedliwości został Zbigniew Ziobro. Mimo, że jego partia była antagonistyczna wobec ustępujących komunistów, również on nie chciał narażać się Fundacji (Anna Radziwiłł była kiedyś w liceum nauczycielką dwóch braci, którzy potem założyli PiS) i próbował ukryć otrzymane ode mnie dowody, co z kolei udokumentowałem kolejnymi nagranymi rozmowami telefonicznymi (jeszcze bardziej spektakularnymi) z jego gabinetu ministerialnego, z
pracownikami Ministerstwa i Prokuratury Krajowej. Z rozmów tych, które potem dołączyłem do rozsyłanej płyty CD, wynikały kolejne fałszerstwa zwrotnych potwierdzeń odbiorów moich listów, tym razem w Ministerstwie Sprawiedliwości.

Patriotka Romana Lipska, która w grudniu 2004 r. podłożyła do akt prokuratorskich dokument dyrektora Jarockiego, pod groźbą zwolnienia z ABW musiała wyprowadzić się z mieszkania, które wcześniej odwiedzałem wraz z rodziną i zerwać wszelkie z nami kontakty. Gorszy los - zwolnienie z pracy - spotkał prawdomówną sekretarkę Fundacji (kto nie wierzy może tam zatelefonować, by przekonać się, że teraz pracuje tam inna sekretarka) po tym, jak władza poinformowała Fundację, że sekretarka ze Śląska
sypnęła prezesa Fundacji, Aleksandra Smolara, bowiem nagrania wskazywały, że to właśnie on ukrył mój list.

Jak wynika z wypowiedzi z grudnia 2007 roku świętej pamięci mecenasa Leszka Piotrowskiego, minister Ziobro "kumplami obstawiał" wówczas większość prokuratur w Polsce. Jednym z nich był katowicki prokurator Robert Hernand, do którego wiosną 2007 r., jako wówczas szefa Prokuratury Apelacyjnej we Wrocławiu, zwróciłem się z podobnym zawiadomieniem o przestępstwach w Fundacji Batorego.
Hernand miał na swoim biurku płytę CD zawierającą dowody na fałszowanie dokumentów już nie tylko w Fundacji Batorego i nie tylko w Ministerstwie Sprawiedliwości u swego zwierzchnika, ale też dowody na podrabianie podpisów pracownika Kancelarii Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego (Bożeny Oliwińskiej) zawarte w mojej "Skardze ma Pocztę" (obszernym dokumencie z 2006 r., kierowanym do ówczesnej prezes UKE), czy analogiczne dowody uzyskane na początku 2007 r. dotyczące przechwycenia mojego listu, a
potem podrobienia podpisów na zwrotkach z Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej.
Zamiast podjąć zgodne z prawem działania, skontaktował się wpierw z ministrem, a zarazem prokuratorem generalnym Ziobro, poczym otrzymane ode mnie dowody polecił przekazać poprzez Prokuraturę Apelacyjną w Gdańsku, innemu swemu kumplowi - katowickiemu prokuratorowi, Jackowi Krawczykowi. Temu, który na polecenie tajnej współpracowniczki SB o pseudonimie "Maria" (prokurator Barbary Obcowskiej) w jej prokuraturze, wraz z innym kolegą prokuratora Hernanda, Śliwińskim, dopuścił się fałszerstw
dokumentów ujawnionych przez Lipską, i które to dowody w 2005 r. nieudolnie próbował ukryć następca TW Marii, prokurator Grzegorz Ocieczek wraz z katowickim sędzią Piotrem Filipiakiem.
1 sierpnia 2007 r. prokurator Krawczyk, jako z kolei następca Ocieczka, zatelefonował z budynku katowickiej prokuratury na mój telefon komórkowy z prośbą, żebym nieformalnie zjawił się tam po godzinach pracy. Jako dowód przedkładam wykonaną wówczas fotografię (nr 13) tego telefonu (mam go do dziś) z wyświetlonym numerem prokuratury i godziną połączenia - 15:51.
Miałem więc kolejny dowód (oprócz nagrań i dokumentów z wrocławskiej Prokuratury Apelacyjnej) na tuszowanie przez obecnego zastępcę prokuratora generalnego przestępstw między innymi w Fundacji Batorego. Również i te dowody znalazły się na płytach CD, które rozsyłałem potencjalnym pracodawcom (z oczywistych względów już pod fikcyjnymi nazwiskami i adresami), zwłaszcza po tym jak w 2006 roku trzej katowiccy sędziowie Sądu Okręgowego sfałszowali apelację wyroku Sądu Pracy, asesorzy (prokuratorski
i sędziowski) pozbawili mnie pracy wydając prawomocne postanowienie w katowickim Sądzie Rejonowym, a w Trybunale w Strasburgu sfałszowano dokumenty, by nie rozpatrywać tam mojej skargi przeciwko Polsce.
Wszystko to i to, co nastąpiło potem, było (jest i będzie) efektem przywróconego przez funkcjonariuszkę Lipską dokumentu dyrektora Jarockiego.

Zauważyć też należy, że wyraźnie sympatyzujący z Fundacją Batorego prokurator Hernand znał treść włączonego do płyty CD pisma z 7 styczniu 2007 r. do Papieża Benedykta XVI, do którego zwróciłem się z prośbą o przekazanie ówczesnej ambasador Polski w Watykanie Hannie Suchockiej płyty CD z nagraniami i fałszerstwami dokumentów, między innymi w Fundacji Batorego, aby z racji honorowego członkostwa w Fundacji - jak napisałem w owym piśmie - "zgodnie ze swoim sumieniem podjęła stosowne działania".
Papieżowi napisałem więc, że Hanna Suchocka (cytuję) "jest członkiem organizacji o charakterze przestępczym pod nazwą Fundacja Batorego".
Poniżej przedkładam zatem ten dokument  (nr 14), który wykorzystano kilka lat później w Sądzie Rejonowym w Będzinie do naigrywania się polskich władz i wymiaru sprawiedliwości z Kościoła i osoby Papieża - o czym dalej.

Jako kolejny dokument (nr 15) przedkładam fotografię z tych akt listu z Watykanu z 5 marca 2007 r., zawierającego odpowiedź udzieloną mi w imieniu Papieża, gdzie napisano: "Szanowny Panie,
Do sekretariatu Stanu nadszedł list Pana z dnia 7 stycznia br. z datą stempla pocztowego 14.02.2007 - Kraków.
Odnośnie do zawartej w nim prośby z przykrością informuję, że jej spełnienie nie jest możliwe, gdyż wykracza poza kompetencje tutejszego Urzędu.
Korzystając z okazji przesyłam Panu wyrazy należnego szacunku".
Pod spodem widniał podpis autora listu, którego fotokopię następnie dołączyłem jako kolejny dokument do mojej płyty CD, i utwierdzony przez Watykan (oraz prokuraturę, która zaniechała działań przeciwko Fundacji), że słusznie czynię, nadal rozpowszechniałem dowody na przestępczą działalność Fundacji Batorego (m.in. jej innym członkom honorowym, np. znanemu tenisiście Wojciechowi Fibakowi), mając nadzieję, że w końcu dotrą one do byłej premier Suchockiej i zrezygnuje z członkostwa w Fundacji.

Pod koniec 2007 r. podobnych czynności wobec Fundacji Batorego zaniechała pracująca wówczas w Kancelarii Premiera Tuska, minister Julia Pitera, ukrywając otrzymane ode mnie dowody w swej Kancelarii, co z kolei udokumentowałem kolejnymi nagranymi rozmowami telefonicznymi z jej gabinetu, a potem z warszawskiej Prokuratury Okręgowej, której szef, Andrzej Janecki, z kolei zaniechał czynności wobec minister Pitery. Rozsyłana płyta CD zawierała więc kolejne nazwiska sympatyków Fundacji Batorego.

W 2009 r. sympatyzująca z Fundacją Batorego "Gazeta Wyborcza" napisała (artykuł "Radny Platformy kupił etat w szkole?"), że na lekcji plastyki uderzyłem niesfornego ucznia Gimnazjum w Czeladzi książką. Postanowiono wówczas wykorzystać te informacje prasowe i po tym jak w marcu 2010 r. zastępcami prokuratora generalnego zostali m.in. ww. prokurator Hernand oraz prokurator Janecki, w maju 2010 r. przy pomocy katowickiego Sądu Okręgowego należącego do małżonki Śliwińskiego, spreparowano na mnie
dowody celem oskarżenia o przemoc wobec ucznia, oraz dodatkowo, po spreparowaniu innych dokumentów w Gimnazjum, celem oskarżenia mnie o ukrycie dzienniczka zajęć pozalekcyjnych kółka plastycznego. Pech chciał, że wówczas jednym z moich obrońców z wyboru okazał się inny sympatyk Fundacji Batorego, mecenas Marian Żuradzki (wcześniej wojskowy prokurator - polecam dokumenty z IPN), który otrzymywane ode mnie materiały przekazywał osobom związanym z SB.
Gdy w 2011 r. w "Aferach Prawa" ukazał się tekst o tym jak katowicka sędzia, Iwona Wróbel, próbowała wymusić na mnie przyznanie się do ukrycia dzienniczka, zacząłem wysyłać między innymi premierowi i prokuratorowi generalnemu dodatkowe dowody na prawdziwą działalność Fundacji Batorego. Przesłałem kolejne nagranie z Fundacji, z ww. prawniczką Anną Wojciechowską-Nowak i zwróciłem uwagę na rozszerzanie działalności Fundacji poprzez finansowanie kolejnych instytucji, podając za przykład katowickie
stowarzyszenie "Bona Fides", o którym czytamy na końcu ww. artykułu "Gazety Wyborczej".
Zwróciłem uwagę na nieprawidłowości finansowe w "Bona Fides" i zwolnienie stamtąd prawnika za to, że postanowił mi pomagać przed Sądem Pracy w Będzinie w sprawie uzyskania odszkodowania od Gimnazjum za niesłuszne zwolnienie, będące konsekwencją opisanej w "Gazecie Wyborczej" sprawy radnego Platformy Obywatelskiej. Naciski wywierane poprzez "Bona Fides" na owego prawnika, w istocie miały na celu realizację planu oskarżenia mnie, poprzez podłożenie do tamtejszych akt w trakcie trwania procesu spreparowanych przez policję dokumentów z Gimnazjum. Dowody na spreparowanie na mnie dokumentów, w tym sfałszowanie w będzińskim Sądzie wyroku nakazowego przesłałem więc w 2011 r. Papieżowi w kolejnej przesyłce.
Na polecenie Prokuratury Generalnej sprawę "Bona Fides" zamieciono pod dywan, a mnie na trzy tygodnie wtrącono do więzienia w celu pozbawienia tam życia. Potem w teczce z aktami sprawy karnej przeciwko mnie w będzińskim Sądzie przez dwa lata dobierano stosowne dokumenty, by ukryć ten fakt.
Technicznie wyglądało to tak:
Prokuratura Generalna (Hernand, który wcześniej znał treść nagrań z Fundacji i ww. dokumenty z Watykanu) wyznaczyła do zadania poznańską Prokuraturę Apelacyjną. Ta poleciła podległej jej Prokuraturze Rejonowej we Wrześni przesłać do Sądu w Będzinie niepodpisany e-mail na temat Fundacji z załącznikami -  pierwszym pismem do Papieża, odpowiedzią na nie, sfałszowanym w Fundacji ww. dokumentem CN 18 oraz kolejnym dokumentem z Watykanu (w załączeniu - nr 16), w którym 7 czerwca 2011 r. w imieniu Papieża napisano mi:
"Szanowny Panie,
Potwierdzam z podziękowaniem odbiór przesyłki z dnia 8 maja br.
Ojciec Święty w modlitwie Bogu poleca Pana, upraszając potrzebne łaski i błogosławieństwo."
Następnie, prokuratura celowo pomijając treść ww. nagrań z Fundacji (była to zemsta za przekazane Watykanowi dowody), poleciła sędziemu z Będzina, tylko na podstawie dokumentów (w aktach sprawy VII K 878/10 oznaczono je jako karty od 464 do 467) stwierdzić, że ktoś, kto zwraca się do Papieża (z zatem i Papież, który odpowiada temu komuś), musi być niepoczytalny umysłowo. Na tej podstawie jedna z teczek z aktami sądowymi, w której znajdowały się pisma dotyczące Fundacji, pod pretekstem przekazania jej do biegłych psychologów, faktycznie powędrowała do katowickiej tajnej policji, gdzie pracuje mąż prezes Sądu Okręgowego w Katowicach, ww. Rafał Śliwiński i gdzie pomagano potem w zacieraniu śladów zaplanowanego przestępstwa, a tym samym w przedłużaniu procesu.

         Kolejnym osobą, która próbowała ukryć zaplanowane przez polskie władze przestępstwo, okazała się Irena Lipowicz - Rzecznik Praw Obywatelskich, do której zwróciłem się z 2012 r. z prośbą o zbadanie sprawy.
Jak wynika z dowodów (nagranych przeze mnie rozmów w Biurze RPO) przekazanych w 2014 r. Prokuraturze Apelacyjnej w Krakowie, Lipowicz poleciła swym pracownikom w Katowicach sporządzić fikcyjne oświadczenie, w którym rzekomo jeden ze współwięźniów twierdzi, że na początku lipca 2012 r. w katowickim więzieniu nie doszło do próby pozbawienia mnie życia przy biernym udziale strażnika więziennego. Sprawę, latem 2014 roku ostatecznie zamiotła pod dywan krakowska prokuratura korzystając z "usług"
katowickiej policji, która akurat wtedy, gdy z całą rodziną wyjechałem z Katowic (podsłuchy telefoniczne), podczas wielokrotnych wizyt w tym czasie zebrała od moich sąsiadów oświadczenia, iż na co dzień przebywam w mieszkaniu. Na ich podstawie odstąpiono od czynności twierdząc, że nie wpuszczam policji i nie odbieram wezwań na przesłuchania.

Jeśli niniejszy tekst ukaże się w niezależnych mediach, to informuję, że jest wiarygodny świadek tamtych zdarzeń ukrywanych przez Rzecznika. Nazywa się Benlamlih Marcin Gola, mieszka w Maroku i w Casablance prowadzi sklep okulistyczny. Jak potem dowiedziałem się od jego adwokata, świadek ten kilka godzin po zdarzeniu opuścił katowickie więzienie. Dziś jest wolnym człowiekiem, obywatelem Maroka i każdemu, kto odszuka go, potwierdzi, że na zlecenie sympatyków Fundacji Batorego próbowano wówczas pozbawić mnie życia.

Mariusz Kubacki

FUNDACJA BATOREGO - TYLKO POLITYCZNA AMORALNA?

Polecam sprawy poruszane w działach:
SĄDY PROKURATURA ADWOKATURA
POLITYKA PRAWO INTERWENCJE - sprawy czytelników

"AFERY PRAWA"
Niezależne Czasopismo Internetowe www.aferyprawa.com
redagowane przez dziennikarzy AP i sympatyków z całego świata których celem jest PRAWO, PRAWDA SPRAWIEDLIWOŚĆ DOSTĘP DO INFORMACJI ORAZ DOBRO CZŁOWIEKA

uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: afery@poczta.fm - Polska
aferyprawa@gmail.com
Dziękujemy za przysłane teksty opinie i informacje.

WSZYSTKICH INFORMUJĘ ŻE WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI I SWOBODA WYRAŻANIA SWOICH POGLĄDÓW JEST ZAGWARANTOWANA ART 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ.

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.

~jurek656
26-09-2015 / 00:04
Dopuki nam nie zamkniecie śmietników (naszego ELDORADO) doputy nie zbuntujemy się waszej anarchii i bezprawiu ! Polak tak do "parcha " . Beznadzieja zaciąga szerokie kręgi , ogarnia coraz to większy zasięg . Lecz nikomu nie otworzy oczu na przyszłość - bo teraźniejszość , mierna , beznadziejna jeszcze nie przycisnęła tak mocno , aby rozum zaczął funkcjonować . Po to morduje się najbardziej rozumiejących co się dzieje . W nadzei że reszta - tak reszta - nie pozbiera się do kupy . My żyjemy - więc chyba jesteśmy resztą , tą pozostawioną przy życiu . Beznadzieja jest tym co nas otacza .
~b mundurowy
22-09-2015 / 08:33
można Was hurtem rąbać w balona. VAT w Hiszpanii - canary wynosi "O %" doch. - 1O %. Urzędowi emeryci wszyscy uciekamy z Waszego 23% + 1O % śmietnika zostawiając Wam obce banki i komorników. I 2 bln $ długów i obcych w rządzie i sprzeczne prawo. ha ha ha ha
~bangowiec
21-09-2015 / 13:19
i co trzodo... płacicie z franka frycowe aby nam , żyło się lepiej. P0radzę wam weźcie 3 etat w rzeźni amazona. I pamiętajcie sobie nie P0 to zniszczyliśmy z solitarnośdzią wszelkie firmy by niewolnik był najedzony i butny!!!. Niewolnik nie wolno P0dnosić głowy bo za to " nagroda" od urzędnika. Wiecie ile wysiłku włożyliśmy w dobicie takich firm jak np we Wrocławiu - polar, fadroma, pafawag, elwro, pzl hydral , dolpima, z-dy szybowcowe, budowlana jedynka, wrozamet, stocznie, Jesteście głodni bieżcie na żarcie kredyty w naszych układowych banbkach!!!!