NASZ "DROGI" SEJM - czyli ile kosztuje podatników utrzymanie parlamentu?
(w opracowaniu)

Media stale informują o stale obniżających się notowaniach, jakie w oczach społeczeństwa ma Sejm obecnej kadencji. Wpływają na to różne czynniki. Przede wszystkim zachowanie się części parlamentarzystów, które można obserwować w telewizji, podczas cotygodniowych debat, sporów i dyskusji. Prasa dodatkowo opisuje ich "występy" , przeważnie alkoholowe, po obowiązkowych (ale nie dla wszystkich) tzw. "posiedzeniach"... 
A nasz parlament jest instytucją bardzo kosztowną. Policzono, że w ciągu roku każdy „zawodowy” poseł otrzymuje solidną nie opodatkowaną pensję, dodatki za pracę w komisjach sejmowych oraz diety. Daje to w sumie około 120 tyś. złotych ”na głowę”. Każdy z posłów dostaje również ok. 10 tys. złotych miesięcznie na utrzymanie Biura Poselskiego, gdzie raczej rzadko przebywa. Tylko na comiesięczne utrzymanie wszystkich biur poselskich  podatnicy wydają kwotą około 4 mln. złotych.
W teorii powinna obowiązywać zasada, że niewykorzystane pieniądze posłowie mają zwrócić do Kancelarii Sejmu, ale jak sprawdzili stołeczni dziennikarze, prawie nikt z posłów pieniędzy nie zwraca. Posłowie na ogół wydają wszystko i chcieliby jeszcze więcej. Granicę absurdu osiągnął jeden z parlamentarzystów SLD - Czesław M., który wykazał, że w ciągu roku, w sprawach poselskich przejechał samochodem... 110 tys. km. Oznacza to, iż ze swojego miejsca zamieszkania jeździł do Stolicy, aż 120 razy. Mnożąc liczbę przejechanych kilometrów przez czas jazdy obliczono, iż ów wybraniec ludu spędził w samochodzie pół roku… 
Kancelaria Sejmu zaplanowała, że w przyszłorocznym budżecie wydatki Sejmu powinny wzrosnąć o 19 mln. złotych, gdyż potrzebne są fundusze na poprawę tzw. infrastruktury. Już w czasie tegorocznego remontu na przebudowę chodników wokół sejmowych budynków wydano 230 tys. złotych. Za zainstalowanie trzech bramek do wykrywania metalu zapłacono 800 tys. złotych. Najwięcej kosztowała bramka ustawiona między sejmowym barem, a restauracją. Sam wątpię, żeby wykrywała ile alkoholu po promocyjnej cenie wynoszą z barku...

Obecnie parlamentarzysta otrzymuję co miesiąc: 
- uposażenie (8980 zł brutto), 
- dietę (2245 zł, z czego 2100 zł jest wolne od podatku), 
- 9320 na utrzymanie biura poselskiego, 
- 20- albo 15-procentowy dodatek do uposażenia w przypadku pełnienia funkcji przewodniczącego lub wiceprzewodniczącego komisji.
Ponadto, posłowie i senatorowie mają możliwość bezpłatnego podróżowania po kraju środkami komunikacji publicznej oraz do bezpłatnych przelotów w krajowym przewozie lotniczym.

Jak na razie udało mi się dostać rozliczenia z 1999r, wg. których poseł lub senator nie pełniący żadnej funkcji w strukturach parlamentu otrzymuje miesięcznie 17 277,11 zł - co daje łącznie prawie 173 mln st. zł - w tym średnio na urzędnika: 7821,69 zl uposażenie zasadnicze, 7500 zł na utrzymanie swojego biura i dietę 1955,42 zł, z której tylko 455,11 zł podlega opodatkowaniu. Takie jest "minimum" parlamentarne. Ponadto korzystają oni z innych świadczeń finansowanych przez Kancelarie Sejmu, jak i wielu udogodnień. [będzie poniżej]
Poselska kasa z podatnika kiesy
Posłowie i senatorowie wykonują swój mandat, kierując się dobrem Narodu - czytamy w ustawie o wykonywaniu mandatu posła i senatora z 9.05.1996 r. według stanu prawnego na dzień 20.09.1997 r. (art.1). Ustawa wszakże bardziej zajmuje się dobrem parlamentarzysty niż ich obowiązkami, jakie wynikają z tytułu mandatu sprawowanego z woli wyborców. 
Jasne, że nie wszystkich płaci się jednakowo - tak więc ile "szeregowcom", a ile "oficerom"?
Okres sprawowania mandatu zalicza się parlamentarzystom do stażu pracy i ciągłości zatrudnienia (art. 28). Nowo wybranemu posłowi lub senatorowi przysługuje urlop bezpłatny w miejscu dotychczasowego zatrudnienia na okres sprawowania mandatu plus trzy miesiące po wygaśnięciu jego mandatu (art. 29, ust. 1). O ile o taki urlop nie wystąpi, pracodawca jest zobowiązany udzielać mu zwolnienia z pracy na czas niezbędny na wypełnianie obowiązków parlamentarnych (ust. 2). Z reguły posłowie i senatorowie rezygnują z dotychczasowych zajęć i traktują sprawowanie swego mandatu "zawodowo". Zgodnie z cytowana ustawa oraz kolejnymi, zmienianymi z reguły na korzyść parlamentarzystów uchwałami Prezydium Sejmu, w porozumieniu z Prezydium Senatu, wybrańcy narodu otrzymują: uposażenie zasadnicze w wysokosci 7821,69 zł, oraz dietę, stanowiąca 25 proc. uposażenia 1955,42 zł, co daje 9777,11 zł Łącznie prawie 98 mln st. zł. Dieta jest opodatkowana tylko od kwoty 455,42 zł. Prócz tego parlamentarzyście przysługuje ryczałt na utrzymanie biura poselskiego senatorskiego w wysokości 9320 zł.  Łącznie parlamentarzysta nie pełniący żadnej funkcji dostaje wiec 17 277,11 zł, a wiec ogółem 173 mln. zł. 
Każdy poseł otrzymuje raz na rok bezpłatnie 1500 kopert i papier listowy do korespondencji związanej z pełnieniem przez niego mandatu, za co nie uiszcza opłaty pocztowej. Poza tym zaopatrywany jest także bezpłatnie w druki sejmowe i dzienniki urzędowe (art. 44).
Tyle "szeregowcy" - służący w gmachu na Wiejskiej. Jeszcze lepiej przedstawia się sytuacja materialna "oficerów". Po przetargach politycznych następuje, jak wiadomo, obsada komisji parlamentarnych. Obecnie mamy 28 komisji sejmowych - a wiec tyle samo przewodniczących i cały zastęp - 90 wiceprzewodniczących. Przewodniczącemu komisji stałej przysługuje poza dotychczasowymi apanażami 20 proc. dodatku, co przy obecnych uposażeniach wynosi 1564,34 zł, zastępcy przewodniczącego dostają dodatek 15-procentowy, a wiec 1173,25 zł, a przewodniczący stałej podkomisji - 10 proc., co równa się 782,17 zł. W przypadku kumulacji stanowisk, suma dodatków nie może przekraczać 35 proc., czyli 2737,59 zł. Reasumując, przewodniczący otrzymują 18 841,55 zł, wiceprzewodniczący - 18 450,36 zł, a szefowie stałych podkomisji - 18 059,29 zł. W przypadku kumulacji funkcji zarobek ten wynosi maksimum 22 752,29 zł. Przewodniczący komisji innej niż stała otrzymuje dodatek 10-procentowy, wypłacany mu jednorazowo po zakończeniu pracy takiej komisji. Uchwala nr 16 Prezydium Sejmu z 29.06.1999 r. członkowie podkomisji (w ramach Komisji Sprawiedliwości) zajmujący się opiniowaniem orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego otrzymują także 10-procentowy dodatek, podobnie jak posłowie występujący przed TK. Trzeba tez pamiętać, ze Prezydia Sejmu i Senatu mogą ustalić inne okoliczności uzasadniające wypłacenie dodatków i ich wysokość (art. 26, ust. 2).Dodatkowo parlamentarzysta pracuje średnio jakieś 100dni rocznie i ma za to 1,5 miesiąca urlopu.
Po zakończeniu kadencji parlamentarzysta dostaje odprawę w wysokości trzykrotnego uposażenia, co obecnie zamyka się suma 23 465,07 zł.
Ale to nie wszystko. 
Posłowie i senatorowie podróżują z miejsc swego zamieszkania do Warszawy, tudzież za granice, szczególnie do brukselskiego raju, gdzie zapoznają się z "przodującymi" rozwiązaniami "przodującej" Unii Europejskiej. Bezpłatne podróże w kraju gwarantuje im ustawa, w art. 43, ust. 1: Poseł i senator ma prawo na terenie kraju do bezpłatnego przejazdu środkami publicznego transportu zbiorowego, oraz przelotów w krajowym przewozie lotniczym, a także do bezpłatnych przejazdów środkami publicznej komunikacji miejskiej. 
Rozliczenie wyjazdów zagranicznych odbywa się na ogólnych zasadach służbowych delegacji za granice, ale dieta dla parlamentarzysty została podniesiona o 75 proc. (Uchwala Prezydium Sejmu nr 44). Nie przysługują jednak ryczałty na dojazdy i usługi bagażowe, jak surowo zaznaczyło Prezydium w swojej uchwale. 
Koszt zakwaterowania w Domu Poselskim został skalkulowany w wysokości 98 zł za dobę lub 2940 zł miesięcznie (Zarządzenie nr 4 Szefa Kancelarii Sejmu z 23.02.1999 r.). W przypadku uzasadnionym parlamentarzysta może korzystać z innych hoteli, lub wynająć kwaterę, za co otrzymuje zwrot do wysokości sumy określonej w Zarządzeniu. 
Ponadto, zgodnie z ustawa, posłowie (zależnie od opcji politycznej) organizują się w kluby (od 15 osób wzwyż) i Kola (od 3 do 14). Kancelaria Sejmu zapewnia klubom i kołom pomieszczenia na biura obsługi klubu, których wielkość zależy mniej więcej od liczebności klubu kołaa). Biura te otrzymują z Kancelarii również: meble, sprzęt biurowy, a w tym: komputer z drukarka, maszynę do pisania, telewizor, magnetowid, radio, kserokopiarkę, telefon, telefon bezprzewodowy, samochód osobowy wraz z kierowca dla przewodniczącego klubu, pokrycie kosztów konserwacji. Można też wystąpić do Kancelarii o dodatkowe wyposażenie, które może być uwzględnione przy zachowaniu proporcji poszczególnych klubów i kol. (Uchwala Prezydium Sejmu z 1.07.1996 r.).
Ale to nie wszystko -  na koszty prowadzenia biura klubu (koła) Kancelaria przyznaje środki pieniężne w następującej proporcji: do 50 posłów - 1062 zł na posła, 51-100 posłów - 996 zł, ponad 100 posłów - 805 zł. Uwzględniając liczebność poszczególnych klubów i kół, wydatki te zamykają się kwota 387 756 zł miesięcznie.  Pieniądze te przeznaczone są na: wynagrodzenia personelu biurowego, opłaty telekomunikacyjne, ekspertyzy, tłumaczenia, materiały biurowe, prasę i wydawnictwa, koszty seminariów i konferencji, koszty obsługi bankowej. Wydatki te musza być rozliczone.
Odrębnie jest finansowana działalność posłów nie zrzeszonych. Otrzymują oni limit środków przyznawany przez Prezydium Sejmu na maszynopisanie, ekspertyzy, materiały biurowe, wydawnictwa, usługi telekomunikacyjne, transport itp. 
Nie zapomniano także o tzw. zespołach poselskich. Kancelaria refunduje im koszty (uchwala nr 41 z 1.07.1996 r. Prezydium Sejmu): techniczno-organizacyjne, konferencji, sympozjów, seminariów, nagrywania, korespondencji, materiałów biurowych, pomieszczenia na posiedzenia. Tak wiec feministyczne fanaberie tzw. parlamentarnego zespołu kobiet pokrywa podatnik polski.
Odrębnie są finansowane biura poselskie i senatorskie, sumą 7500 zł miesięcznie, co w przypadku 460 posłów daje olbrzymia kwotę 3 450 000 zł. Kancelaria zapewnia wyposażenie lokalu w meble i sprzęt biurowy (podobnie jak klubom i kołom) oraz opłaca ubezpieczenie lokalu i sprzętu, o ile należy on do Kancelarii. Ponadto finansowane są trzy podróże pracowników do Warszawy oraz zapewniane dla nich szkolenia. 
"Socjal" w liberalnym państwie.
"Socjal" parlamentarny gwarantuje ustawa, która w art. 41 przewiduje: Posłowie i senatorowie oraz członkowie ich rodzin są uprawnieni do korzystania z funduszu świadczeń socjalnych utworzonego na zasadach określonych w przepisach o zakładowym funduszu świadczeń socjalnych. 
W zasadzie  posłowie i senatorowie nie mogą prowadzić działalności gospodarczej na własny rachunek lub wspólnie z innymi osobami z wykorzystaniem mienia państwowego lub komunalnego, a także zarządzać taka działalnością, jak też być przedstawicielem czy pełnomocnikiem w prowadzeniu takiej działalności (art. 34). Ten sam artykuł zabrania parlamentarzystom posiadania więcej niż 10 proc. akcji lub udziałów w przedsiębiorstwach państwowych i komunalnych. Ale kto by się tym przejmował...

Warto pokusić się o dalece niepełne podsumowanie kosztów, jakie ponosi polski podatnik na utrzymanie Sejmu, który nie tylko ze nie zapewnia narodowi - któremu ma służyć - dobrobytu, lecz także wyprzedaje polska gospodarkę lub niszczy jej niektóre sektory. 
Koszty te obrazuje zamieszczona tabela.

Ostateczna sumę - 8,3 mln zł należy oczywiście pomnożyć przez 12, aby otrzymać obraz rocznych wydatków, wówczas otrzymamy oszałamiająca kwotę 99,6 mln zł, a trzeba pamiętać, ze jest to zaledwie cześć kosztów. W artykule tym nie uwzględniono wydatków, jak np.: utrzymania administracji gmachów na Wiejskiej, rzeczowe wydatki na ich utrzymanie, zakupy i wymiana nowego sprzętu itd. Nie znamy także kosztów wyjazdów zagranicznych ani - jak należy przypuszczać wcale niemałych - wydatków reprezentacyjnych, kosztów wydawnictw sejmowych. Brakuje tu także kosztów utrzymania samochodów osobowych wraz z kierowcami, przysługujących marszałkowi, wicemarszałkom oraz przewodniczącym komisji. 
A nade wszystko należy ten rachunek uzupełnić kosztami utrzymania 100-osobowej grupy senatorów, struktur drugiej Izby, jej komisji itp. Dlatego tez wymienione kwoty zaledwie symbolizują koszty, jakie polski podatnik musi ponosić na utrzymanie obu izb. Tymczasem posłowie i senatorowie zafundowali najbogatszym - a wiec i sobie - daleko idącą obniżkę podatków, jednocześnie zrzucając większość ciężarów utrzymania państwa, w tym i siebie samych, na barki najbiedniejszych i średnio zarabiających. 
Tak więc bez wątpienia, bez kopania mamy na Wiejskiej kopalnię "złota".
Przy takich apanażach i innych korzyściach materialnych mandat posła i senatora przestaje być służbą publiczna, służbą Narodowi i Państwu Polskiemu, a staje się intratna "fucha". Gmach na Wiejskiej jawi się bardziej jako miejsce uzyskania intratnej działki w kopalni złota, aniżeli ośrodek obrony interesu polskiego i kreowania prawodawstwa służącego Rzeczypospolitej i Jej obywatelom. Zasmakowawszy raz w tym luksusie, trzeba doprawdy wielkiego hartu ducha i wyjątkowego kręgosłupa moralnego, by nie ulec naciskom bossom partyjnych, powiązanych z zagranicznymi i ponadnarodowymi ośrodkami dyspozycji. Nieposłusznym groza oni, już całkiem otwarcie, że jeśli nie będą glosowali "jak trzeba", to w przyszłych wyborach nie znajda się na partyjnych listach, w najlepszym razie otrzymają na nich dalsze miejsca, a o liście krajowej nie będą mieli co marzyć. Wreszcie nie otrzymają niebagatelnych sum na kampanie wyborcza. 
Coraz silniej rozlegają się glosy o zmianie obecnej ordynacji na ordynacje większościową, gdzie posłów wybieralibyśmy w okręgach jednomandatowych. Trzeba jednak zauważyć, ze patriotyzmu i moralności nie zapewni żadna ustawa ani najlepsza nawet ordynacja. 
wykorzystano publikację Zbigniewa Lipińskiego - Nasz "drogi" sejm.

A teraz ciekawostki z wydatków sejmowych:

Sejmowe auta przejechały w zeszłym roku 2 250 000 kilometrów - to tak, jakby 56 razy okrążyły Ziemię. A posłowie prywatnymi autami wyjeździli ponad drugie tyle. Wszystko na koszt podatnika, ponieważ  politycy, nawet gdy rozbijają się własnymi samochodami, dostają z Kancelarii Sejmu zwrot pieniędzy za benzynę - pisze "Fakt". Jeździ się m.in. po wódkę do sklepu, na imprezę u cioci, do fryzjera i kosmetyczki itd.
Dziennik dotarł do szokujących danych: utrzymanie 55 sejmowych aut, które są służbowe tylko z nazwy, kosztowało nas w zeszłym roku ponad 4 mln zł! A to, niestety, jeszcze nie wszystko. Bo prawie 10 mln kosztowały nas wojaże posłów ich prywatnymi autami! Politycy bez żenady wyciągali rękę do Kancelarii Sejmu po pieniądze - wystarczyło wyjaśnienie, że używają swoich aut do służbowych celów.
Te 14 mln.zł wywalonym dla przyjemności "w powietrze" spokojnie pozwoliłoby wyjść z długów kilkom szpitalom...
A co na to marszałek sejmu Borowski? 
Wyjaśnia, że Kancelaria Sejmu kupiła znowu 7 samochodów dla przewodniczącym klubów sejmowych. Nie stać na to parlamentu angielskiego, czy niemieckiego, ale stać (prze)biegły polski?  Marszałek powiedział, że Sejm dysponuje parkiem samochodowym, który jest konieczny i wykorzystywany. [jak wyżej?]. Wyjaśnia: "Ta wymiana jest normalną wymianą samochodów zużytych, które mają ponad 300 tysięcy kilometrów na liczniku i których naprawy roczne często kosztują około 50 tysięcy złotych".  Jego zdaniem, jest to "czysty rachunek" ekonomiczny, bo kupione samochody kosztowały po sześćdziesiąt kilka tysięcy złotych. - Dobry bajer, ale dalej  jeszcze większy:
Marszałek przypomniał, że w trakcie prac budżetowych "planowane wydatki Sejmu zmniejszono o największą kwotę ze wszystkich instytucji państwowych, tj. o ponad 20 milionów złotych - tak, ale ile wydatków było całkowicie niepotrzebnych, ale ile po znajomości "naciągnięto" jak gumę,  to już nie mówi...

Sejmowi eksperci 
Poseł rekordzista wydał niemal 37 tys. zł na ekspertyzy. Ta suma stanowi prawie 60 proc. kwoty, którą otrzymał na sześciomiesięczne utrzymanie biura poselskiego. Natomiast niemal 90 proc. parlamentarzystów nie zleciło żadnych płatnych badań.
Posłów, którzy starają się dogłębnie zbadać problemy, można policzyć na palcach jednej ręki. Tak przynajmniej wynika z danych przekazanych przez biura poselskie. Rekordzistą jest Jan Klimek (do niedawna UW, obecnie niezrzeszony). Parlamentarzysta wydał na ekspertyzy 36 600 zł, czyli aż 58 proc. kwoty, którą otrzymał na półroczną działalność biura poselskiego. Jednak ze statystyk sejmowych wynika, że poseł raczej niechętnie dzielił się swoją wiedzą z kolegami na sali plenarnej. Poseł Klimek wygłosił zaledwie 49 wypowiedzi, 10 interpelacji oraz 16 oświadczeń. Zasiada także w dwóch komisjach oraz trzech podkomisjach.

Do grupy posłów poszukujących wiedzy można zaliczyć również Władysława Szkopa (SLD). Parlamentarzysta Sojuszu wydał na ekspertyzy 7 900 zł, czyli niemal 16 proc. półrocznego budżetu swojego biura poselskiego. - Prosiłem o ekspertyzy do wszystkich regulacji przedkładanych przez rząd, ponieważ były one przerażająco niekompetentne. Jestem lekarzem, a nie prawnikiem, dlatego nie byłem w stanie powiedzieć, czy propozycje rozwiązań składanych przez rząd mają sens, czy też nie - przekonuje W. Szkop.

Bardzo blisko czołówki posłów żądnych wiedzy jest krakowska parlamentarzystka SLD - Anna Filek. Jej biuro poselskie na ekspertyzy wydało 7 240 zł, czyli 12 proc. kwoty przeznaczonej na 6-miesięczne funkcjonowanie biura. Krakowska posłanka chętnie przekazuje swoją wiedzę innym. Od 1997 r. z trybuny sejmowej wygłosiła 93 wypowiedzi oraz 27 interpelacji. Podobną kwotę (7 084 zł) na ekspertyzy wydał Paweł Nowok (AWS). Jednak poseł Akcji niechętnie mówił o tym, czego się dowiedział, bowiem wypowiadał się zaledwie 15 razy oraz wygłosił 11 interpelacji. - Proszę o ekspertyzy, ponieważ są mi potrzebne do pracy w komisjach, przy omawianiu różnych zawiłości prawnych. Najczęściej zlecam badania problemów dotyczących mniejszości narodowych mieszkających w Polsce, np. szkół dla tej grupy - tłumaczy P. Nowok. Poseł Akcji zasiada w trzech komisjach, m.in. mniejszości narodowych i etnicznych.

Na wiedzę nie skąpią także pieniędzy Marian Grzonkowski (AWS), który wydał na ekspertyzy 12 tys. zł, oraz Jan Kisieliński (SLD), który zamówił badania za 9 tys. zł. Kilkudziesięciu parlamentarzystów przeznaczyło na różnorakie ekspertyzy od 320 zł do około 4 tys. zł. Jednak zdecydowana większość (około 90 proc.), według sprawozdań przekazanych przez biura poselskie, nie wydała ani grosza na ekspertyzy. - Pewnie dlatego niektórzy przychodzą nieprzygotowani na posiedzenia komisji sejmowych lub mają bardzo nikłe pojęcie o sprawach, o których mówimy - uważa P. Nowok.

Jerzy Hausner 
podzielił swój plan na dwie części – działania w zakresie administracji i gospodarki oraz zmiany w zakresie wydatków socjalnych. W pierwszej części znalazło się m.in. ograniczenie wydatków administracyjnych, porządkowanie funduszy celowych oraz agencji skarbu państwa, ograniczenia wydatków budżetowych o niskiej efektywności (np. zmniejszenie kosztów zalesiania i uporządkowanie instytucji rolniczych), konsolidacja niektórych jednostek administracji rządowej, pozyskiwanie dochodów do budżetu (np. poprzez likwidację środków specjalnych w ministerstwach), porządkowanie wydatków na obronność, ograniczenie pomocy publicznej. Zmiany w zakresie wydatków socjalnych mają dotyczyć systemu emerytalnego i zasad przyznawania wcześniejszych emerytur, systemu rent z tytułu niezdolności do pracy i aktywizacji zawodowej i społecznej osób niepełnosprawnych. 
Do końca roku 2007 oszczędności wynikające z wprowadzenia pomysłów Hausnera mają wynieść nieco ponad 54, 5 miliarda złotych – z czego w administracji 20, 4 mld. a w wydatkach społecznych 34 mld. 
Te kwoty mogą robić wrażenie, że wydatki społeczne w naszym kraju są wyjątkowo rozdmuchane – co oczywiście nie jest prawdą. Według danych OECD Polska w roku 2002 na publiczne wydatki społeczne przeznaczyła 22, 8 proc. swojego PKB. A np.  w Czechy 19, 4 proc. czy na Słowacji 13, 6 proc.
W publicznej debacie nad planem Hausnera cichcem przemknęła informacja, że pomimo hucznych planów zmniejszenia wydatków społecznych i administracyjnych w roku 2004 zwiększyły się wydatki na kancelarię premiera, prezydenta, (wzajemne medalowanie się?) Sejm i Senat. Kolejny szczyt bezczelności! 
W roku 2003 wydatki na kancelarię prezydenta wyniosły 155 mln zł., w tym wyniosą 158 mln – jak prezydent będzie chciał te pieniądze racjonalnie wydać to nawet najtęższe wróżki nie zgadną. Kancelaria premiera zanotuje wzrost wydatków zaledwie o 1 mln zł. (z 95 do 96 mln zł.), wydatki Sejmu wzrosną z 333 mln w roku 2003 do 358 mln w tym roku, wydatki Senatu wzrosną z 117 do 125 mln zł.
Hausner sobie zaplanował, że dzięki jego superplanowi zmniejszona zostanie liczba stanowisk kierowniczych w administracji rządowej aż? o 25 etatów, a liczebność gabinetów politycznych ma zmniejszyć się o 42 etaty. Oszczędności, że aż strach o tym pomyśleć...

PO zbiera podpisy
Od kilku dni przedstawiciele brzeskiej Platformy Obywatelskiej zbierają podpisy od osób popierających planowane w całym kraju referendum w sprawie zmian w konstytucji, mających na celu zredukowanie wydatków na utrzymanie parlamentu. 
-Jest to najważniejsze wydarzenie polityczne ostatnich kilku lat, zainicjowane przez Platformę Obywatelską. Chcemy wywrzeć presję społeczną na inne ugrupowania polityczne, aby te przyłączyły się do akcji. Trzeba podnieść z ziemi zszarganą ocenę pracy parlamentarzystów. Przez tę akcję narażamy się na ataki ze strony innych partii, które zarzucają nam polityczną komercję. Nasze propozycje to nie działanie "na niby", traktujemy to bardzo serio. Akcję podjęliśmy po wielu wewnętrznych dyskusjach. Proponujemy takie zmiany w najważniejszej ustawie, które w realny sposób doprowadzą rząd do oszczędności. Chcemy poprowadzić za sobą przynajmniej kilkaset tysięcy ludzi. Cały czas prowokujemy inne środowiska do debaty na ten temat. Naszym celem jest uczynienie października miesiącem prawdziwych oszczędności. Nasze państwo może być tańsze - mówi poseł PO, Aleksander Grad. 
Przypomnijmy, że cztery postulaty zaproponowane przez PO to zmniejszenie liczby posłów, zniesienie senatu, zniesienie immunitetów poselskich dających gwarancję bezkarności, wreszcie wprowadzenie jednomandatowych okręgów dla wyborów większościowych. (ZS)

a Samoobrona 
proponuje kadencyjność w Sejmie, trzy kadencje i ani jednej dłużej. Wtedy złodzieje złodziei rozliczać nie będą - twierdzi lider Samoobrony Andrzej Lepper... haaa, czy tak twierdzi z własnego doświadczenia? 
Co to się nie wymyśla dla zwiększenia własnej popularności...

dalsze ciekawostki z życia parlamentarzystów już niedługo...

Artykuły z tego cyklu:
"Czarna lista polityków" - i "wpadki parlamentarzystów", 
Kto może zostać politykiem
dowcipy polityczne i o politykach...
odszkodowania Sąd Najwyższy, i wiele innych...

WWW.AFERY.PRX.PL - WITRYNA PRYWATNA PROWADZONA PRZEZ ZDZISŁAWA RACZKOWSKIEGO.
Dziękuję za przysłane opinie i informacje. 
    uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: afery@prx.pl

WSZYSTKICH SĘDZIÓW INFORMUJĘ ŻE PROWADZENIE STRON PUBLICYSTYCZNYCH
JEST W ZGODZIE z  Art. 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ 
1 - Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 
2 - Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane.
ponadto Art. 31.3
Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.