Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
6 maja 2021
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 14-11-2011

DOGOMANIA - czyli zniszczyć, skasować, skatować konkurencje najlepiej przy współudziale pseudo-fundacji typu VIVA Puławy i podobnych jej psich odnóży...

Gdy nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo, że chodzi o KASĘ :-) ... a tej kasy coraz mniej wokół nas. Globaliści wymyślili nie tylko "przekręt na globalne ocieplenie" aby wyłudzić kasę od całych Państw, ale aktualnie na topie mamy "przekręt na kryzys"  i kasowane są całe banki wraz z naiwnymi ciułaczami którym kradziony jest cały dorobek ich życia. Wzrasta konkurencja pomiędzy firmami, coraz trudniej utrzymać się na rynku. W 2011r zbankrutowała rekordowa liczba firm i nic nie zapowiada że w 2012 będzie lepiej. Rząd ma daleko w d... obywateli, wszak on się utrzyma. Przedsiębiorstwa państwowe wprawdzie wysprzedano, ale jakieś tam "śmiecie" jeszcze zostały, a co ważne "niezależność energetyczna Polski" jeszcze jest do kupienia... no i psy...
Psom też wiedzie się coraz gorzej, zarówno tym w zagrodach jak i tym na stanowiskach. Wielu funkcjonariuszy po naszych interwencjach musiało zmienić profesje. Czy prokurator z Puław Katarzyna Abramowicz-Piłat będzie kierowała się węchem czy umysłem to zweryfikujemy. Jednak rzetelnie informujemy, że zapachy korporacyjne często wprowadzają w błąd, mogą oszukać lub wyprowadzić na manowce.

A sprawa dotyczy Pani Agnieszki która od 20 lat zajmuje się hodowlą psów. Jak w każdej branży tak i w tej konkurencja jest spora. 
Jak zniszczyć firmę? - proste, nasłać pajaców, najróżniejszych urzędników, załatwić kontrolę z ZUS, Urzędu Skarbowego, BHP, zawiadomić prokuraturę itp. badziewie a gość zostanie załatwiony choćby z faktu, że zajmując się upierdliwymi urzędnikami nie będzie mógł wywiązać się z zobowiązań dla klientów i w dodatku zawali inne terminy z uwagi na stres jakim jest poddawany. 

Pani Agnieszka, jak nam powiedziała, swoje życie poświęciła psom. W hodowli ma spore osiągnięcia,  jej opiekunowie na wystawach stale wygrywają. To powoduje zazdrość. Jaki problem zawiadomić policje, że jej psy są trzymane w złych warunkach? W końcu durnowatych przepisów i urzędników nie brakuje. 
Jak działa system dowiadujemy się z zażalenia Agnieszki. 

 Puławy, dn. 07.11.2011 r. 

Sąd Rejonowy w Puławach

Wydział Karny

za pośrednictwem

Prokuratora Rejonowego w Puławach

 

Zażalenie 

na czynności przeszukania domu, budynków i całej posesji, będących moją i mojego ojca własnością przez nieumundurowanych funkcjonariuszy policji w dniu 25.10.2011 r..

Na podstawie art.. 236 kpk zaskarżam w.w. rewizję, zarzucając jej:

1) art.. 220 § 2 kpk poprzez nie okazanie mi postanowienia prokuratora lub sądu;

2) art.. 220 § 3 kpk poprzez dokonanie przeszukania na tzw. legitymacje służbowe, bez okazania zgody kierownika jednostki, przy czym mocno niezrozumiałym i zastanawiającym jest przypadek niecierpiący zwłoki;

3) art. 224 § 1 kpk poprzez niepowiadomienie mnie o powodzie i celu przeszukania;

4) art.. 224 § 2 i § 3 kpk poprzez utrudnianie mi w rażący sposób prawa przywołania sąsiada lub współwłaściciela posesji;

5) art.. 148 w zw. z art. 229 kpk poprzez niesporządzenie żadnego protokołu z przeszukania, uwzględniającego dokładny czas i miejsce, osoby uczestniczące, oznaczenie sprawy, przebieg czynności, oświadczenia i wnioski uczestników, postanowienia i zarządzenia wydane w toku tych czynności;

6) art. 220 § 3 zd.1 kpk poprzez brak zatwierdzenia tego przeszukania przez sąd lub prokuratora, o co organ dokonujący przeszukania powinien niezwłocznie zwrócić się;

7) art.. 220 § 3 zd. 2 i 3 kpk poprzez niepoinformowanie mnie o prawie zgłoszenia żądania dostarczenia mi zatwierdzenia przeszukania przez sąd lub prokuratora i niedostarczenie mi go w ciągu 7 dni;

8) w zw. z art.. 227 kpk poprzez niezachowanie umiaru w przeszukaniu;

Uzasadnienie 

W dniu 25.10.2011 r. ok. godz. 13 na moją posesję, gdzie prowadzę hodowlę psów rasowych przyjechał patrol policji z nieumundurowanymi funkcjonariuszami w liczbie 4 osób, z których jedną osobą była asp. Dorota Pomorska, a drugą dzielnicowy z Gołębia, w asyście 2 lekarzy weterynarii, z których jednym był Stanisław Gajda. Do bramy wyszedł pan, który pomaga mi w opiece nad psami. Próbowano wymusić na nim wpuszczenie ich na teren posesji, mówiąc, że ja nie jestem do niczego w tym momencie potrzebna.
Kiedy spotkało to się z jego odmową, próbowano go zastraszyć, kazano podać mu swoje dane osobowe, mówiąc, że za moment zostanie wywieziony na komendę. Jednocześnie radiowóz policji zaczął krążyć wokół mojej posesji. Ponieważ nie odpuszczano, mimo ogromnego lęku (byłam sama) po przerwaniu swoich codziennych czynności, postanowiłam wyjść i wyjaśnić o co chodzi.

Niestety , zamiast poważnego mnie potraktowania zaczęto drwić ze mnie i wyśmiewać mnie.
Na moją prośbę o okazanie nakazu prokuratora usłyszałam odpowiedź, że nakaz będzie za kilka dni, że ja nie znam przepisów, że policjanci w każdej chwili mają prawo wejść na legitymacje (machano mi tymi dokumentami przed nosem). Próbowano zastraszyć mnie na wiele sposobów m. in. że z każdą chwilą pogarszam swoją sytuację, że za moment przyjedzie telewizja i będzie większy wstyd dla mnie, że oni i tak dzisiaj na mój teren wejdą, bo mają do tego prawo, a mój sprzeciw na nic się zda, że jeżeli nie wpuszczę ich dobrowolnie to wejdą i tak siłą. Rozpaczliwie zaczęłam wydzwaniać po znajomych, niestety nikt nie był w podobnej sytuacji. W końcu będąc pod tak silną presją tych wszystkich osób, widząc, że nie poradzę sobie już dłużej sama, zostałam przymuszona do wpuszczenia ich. Pokazałam całą część posesji z psami należącą do mnie. Niestety, funkcjonariuszom to nie wystarczyło, wymuszano na mnie przeszukanie pozostałej części posesji, próbując siłą rozgrodzić ogrodzenie. Poinformowałam, że tamta część należy do mojego ojca i bez jego zgody nikogo nie wpuszczę, prosiłam o opuszczenie posesji do czasu nawiązania z nim kontaktu. Niestety policjanci nie ustępowali, z wielkim trudem po dłuższym czasie udało mi się ich nakłonić do wyjścia poza bramę. Zaczęłam dzwonić do mojego ojca, niestety nie mógł w danej chwili przyjechać, ponieważ nie było autobusu z Puław. Poinformowałam o tym funkcjonariuszy, że potrwa to kilkadziesiąt minut, na co oni ze śmiechem, że nikt tyle czasu nie będzie czekał, że dają mi co najwyżej 5 minut. Zadzwoniłam również do sąsiada, ale on też był poza domem i też potrzebował czasu na dojazd. Do drugiego sąsiada niestety nie miałam telefonu, chciałam podejść osobiście, ale wobec takiego zachowania policjantów nie mogłam opuścić posesji.
W tym momencie dojechało jeszcze 2 osoby z prywatnej fundacji na rzecz ochrony zwierząt VIVA PUŁAWY, reakcja z ich strony była po prostu karygodna. Zaczęli nakłaniać policjantów do wejścia siłą, pani Chmurzyńska (reprezentująca ową fundację) krzyczała, że pewnie zacierane są jakieś ślady, uprzątane trupy itp. Nie mogłam w to wszystko uwierzyć, to był horror. Zrozumiałam, że ktoś zrobił ze mnie przestępcę. Byłam osaczona przez tak wiele osób na raz, znów mnie straszono i drwiono np. że “tatuś mi do niczego nie jest potrzebny, no chyba tylko po to, abym wypłakała się na jego ramieniu“. Siłą zaczęto forsować ogrodzenie, jeden z policjantów próbował przeskoczyć drewnianą bramę (była jednak zbyt słaba, by utrzymać ciężar jego ciała, groziło to wyłamaniem). W międzyczasie zadzwoniłam również z prośbą o pomoc na posterunek policji w Kozienicach, niestety odmówiono mi jej. Wszyscy powstrzymali się dopiero wtedy, kiedy na miejsce dojechał powiatowy lekarz weterynarii dr Jarosław Wiciński. On to pozwolił na dojechanie mojemu ojcu (przywiózł go mój wujo z kuzynem). Ojciec nie godził się na wejście na swoją część bez nakazu prokuratora, jednak policjanci twierdzili, że mają takie prawo a on im nie może tego utrudnić. Choć nikt nie chciał o niczym poinformować o co dokładnie w tym wszystkim chodzi, wpuściliśmy asp. Pomorską i dr Wicińskiego, który wcześniej nie był.
Dokonano przeszukania wszystkich pomieszczeń i terenu. Z ust obydwu lekarzy weterynarii, zarówno dr Wicińskiego jak i dr Gajdy usłyszałam, że stan zdrowia psów i ich kondycja nie budzą zastrzeżeń.
Usłyszałam również, że trzeba pomóc mi oczyścić mnie z pomówień i zarzutów.
Cała akcja trwała ok. 4 godzin i zakończyła się ok. godz. 17.

Podsumowując:

Procedura przeszukania rażąco odbiegała od norm prawa procesowego.
Funkcjonariusze nie okazali postanowienia prokuratora o przeszukaniu, ani zgody komendanta jednostki, na okazane legitymacje mieli prawo wejść tylko w uzasadnionym przypadku sprawy nie cierpiącej zwłoki (przy czym powstają ogromne wątpliwości, czy był to tego typu przypadek ). Zachowanie policjantów wykraczało poza kompetencje i przepisy prawa, w sposób rażący nadużyli oni swoich uprawnień. Nie sporządzono protokołu przeszukania. Policjanci nie znaleźli i nie zatrzymali jakichkolwiek rzeczy czy zwierząt, a opinie ustne obydwu lekarzy były jednakowe: “stan zdrowia i kondycja zwierząt nie budzące zastrzeżeń“. Policjanci mieli obowiązek zwrócenia się niezwłocznie do sądu i prokuratury o zatwierdzenie tego przeszukania, nie poinformowali mnie i mojego ojca o prawie zgłoszenia żądania dostarczenia tego zatwierdzenia w ciągu 7 dni i nie dostarczyli go w ustawowym czasie (powinno to być odnotowane w protokole przeszukania). W związku z powyższym wszystko to wskazuje, że przeszukanie było bezzasadne i nielegalne, mające na celu zastraszenie i zgnębienie mnie i mojej rodziny, co więcej, miało ono charakter podstępu, wyłącznie dla orientacji w sytuacji, by odpowiednio przygotować się do zorganizowanej akcji.

W związku z powyższymi argumentami wnoszę jak na wstępie.


a spór zaczął się pomiędzy "koleżankami" i ogłoszenia:

Uwaga na Agnieszkę N. i przejazdy z nią!!! Także nie pożyczajcie jej pieniędzy, bo nie odda. - Elżbieta Piotrowska (właścicielka borzoja Fiodora) Oddział Związku Kynologicznego w Warszawie elzbietapiotrowska1@wp.pl 

Pragnę poinformować wszystkich o podanych niżej faktach i przestrzec przed przejazdami z Agnieszką N. z Puław – hodowczynią whippetów. WZYWAM TEŻ WSZYSTKICH, KTÓRZY MIELI Z NIĄ PODOBNE – BĄDŹ GORSZE !!! – PRZYGODY DO PUBLIKACJI INFO o tym, bowiem należy wystrzegać się takich osób. Ja podejmuję stosowne stosowne kroki, aby uniemożliwić jej dalsze oszukiwanie ludzi i męczenie zwierząt.
OŚWIADCZAM I PODAJĘ DO PUBLICZNEJ WIADOMOŚCI, co następuje.
(1) Z Agnieszką jeździłam na kilka wystaw i początkowo nie było żadnych problemów. Zrobiła na mnie bardzo miłe wrażenie, była koleżeńska i sympatyczna. Umawiałyśmy się, że ja płacę połowę kosztów paliwa na przejazd – jak to się zwykle czyni. Przejazdy nie były drogie, więc nie kalkulowałam kosztów. Dodatkowo płaciłam (z dobrej woli) za noclegi, bo Agnieszka nie ma kasy, a chciałam spać wygodnie, nie w samochodzie.
(2) Agnieszka zawsze podawała szacunkowy koszt paliwa przed wyjazdem. Z czasem zaczęła zawyżać koszty – twierdząc, że to, co podała, to było rzekomo w 1 stronę i muszę jej zapłacić dwa razy więcej. Dopóki nie przekraczało to granic wytrzymałości, nie zwracałam uwagi. Ale … o czym poniżej.

Wyprawa do Wielkiej Idy

(3) Gdy jechałyśmy do Wielkiej Idy (23-24 lipca 2011), doszło do następujących zdarzeń:
(3a) Agnieszka wyłudziła ode mnie pieniądze, następująco. Podała koszt przejazdu (200 zł) w obie strony. Miało być na pół, więc po 100 zł. – Jechałyśmy z Puław na bliską Słowację. W drodze powrotnej zaczęła wrzeszczeć (!!!), że „mówiła, że koszt jest 400 zł.”, bo rzekomo „miała na myśli koszt w jedną stronę”. ZAMIAST UMÓWIONYCH 100 ZŁ MUSIAŁAM TERAZ PŁACIĆ 400!!! Wyłudziła ode mnie dopłatę. http://www.vivapulawy.pun.pl/ 

Postanowiliśmy przeanalizować podane przez Elżbietę w pomówieniu fakty.
Z doświadczenia wiemy, że aby tylko przejechać warszawkę, to stówa już wyjęta. Skąd warszawianka Elżbieta przyjęła, mając pretensje do Agnieszki, że z Puław dojedzie do  Idy w Słowacji - ponad 1000km za stówę? - czyżby była stuknięta ?
Trzeba przewidzieć korki, objazdy, czyli przejazd  jakieś 1200km - tam i z powrotem. Należy przyjąć, że koszt przejazdu, to nie tylko koszt benzyny, ale i koszty ubezpieczenia, wymiany oleju, opon, napraw - czyli orientacyjnie należy przyjąć że 100km jazdy samochodem kosztuje nas 100zł. Z tego łatwo obliczyć, że 1200km kosztuje 1200zł. Dzieląc koszty po połowie to Elżbieta powinna odpalić Agnieszce za prowadzenie i samochód co najmniej 600zł i być jeszcze b. zadowolona. 400zl to jałmużna nie pokrywa nawet kosztów. Tak więc ewidentnie p. Elzbieta ma coś z głowa i prokuratura powinna ją wysłać na badania psychiatryczne a najlepiej to od razu umieścić w psychiatryku aby więcej głupot nie wypisywała publicznie.
Nie wykluczone, że powinno tez przebadać się więcej osób z pseudo fundacji VIVA oraz sprawdzić ich rozliczenia, ponieważ ewidentnie mamy tam naciągania finansowe i oszustwa podatkowe.

Sprawdzimy, czy prokuratorzy z Puław będą tak szybsi w skontrolowaniu działalności fundacji VIVA, jak szybko reagowali w sprawie warunków mieszkalnych psów Agnieszki.
Chcemy też wiedzieć jakie znaczenie mają wymiary łazienki czy sypialni Agnieszki do ilości hodowanych psów. Czyżby PSY pomyliły mieszkanie z zagrodą?

Powodzenia.

Więcej w dziale dla inteligentnych:
ARTYKUŁY - tematy do przemyślenia z cyklu: POLITYKA - PIENIĄDZ - WŁADZA

Polecam sprawy poruszane w działach:
SĄDY PROKURATURA ADWOKATURA
POLITYKA PRAWO INTERWENCJE - sprawy czytelników

     

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.

~gość
14-11-2011 / 20:47
ostatnio psami zajmuje się CBA haa, wszystko w tym kraju schodzi na psy...
~ela
14-11-2011 / 19:04
Jak Panu nie wstyd? A może zacytuje Pan całe pismo na dogomanii, zamiast fragmentu, na któreym w dodatku Pan się nie zna. A może przejrzy Pan materiały dowodowe albo poczyta dogomanie: zakładka wystawy/wspólne wyjazdy/uwaga na Agnieszkę. Pozdrawiam i życzę dobrego samopoczucia w bronieniu sadystki, która znęca się od lat nad zwierzętami. dr Elżbieta Piotrowska