Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
12 maja 2021
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

AFERY PRAWA OSZUSTWA POLICJANTÓW WARSZAWA GANG KOMENDANTÓW GAZETA POLSKA LESZEK SZYMOWSKI Warszawa - Policyjny gang komendantów.

Warszawską policją rządzą skorumpowane kliki oficerów. Funkcjonariusze łamią prawo i awansują.

Piastują odpowiedzialne policyjne funkcje, mają dostęp do tajnych informacji, pobierają najwyższe wynagrodzenia. A mimo to regularnie dopuszczają się przestępstw. By je ukryć wykorzystują swoje zawodowe pozycje i znajomości. Kierujący komendami policji w garnizonie warszawskim coraz bardziej plamią honor munduru i narażają policję na pośmiewisko. Są bezkarni, bo tuszują swoje wybryki, a służby wewnętrzne udają, że przestępstw nie widzą.

Zjawisko to ma długą historię. O kompromitujących przypadkach współpracy szeregowych policjantów z gangsterami media informują co krok. To jednak tylko zasłona mająca skierować na inne tory uwagę opinii publicznej. Nie mówi się bowiem o zjawisku o wiele groźniejszym – przypadkach przestępczych powiązań komendantów i wysokich oficerów z gangsterami. Dzieje się tak dlatego, że policjanci, którzy o tym wiedzą, wolą milczeć, by nie narażać się na konsekwencje wystąpienia przeciw zwierzchnikom. Tymczasem skorumpowani oficerowie i komendanci mają wystarczająco dużo władzy, by chronić samych siebie. W ten sposób pozostają bezkarni, a często po popełnieniu przestępstw awansują.

Policjanci Komendy Stołecznej boją się głośno mówić o przestępstwach dokonywanych przez swoich zwierzchników. W prywatnych rozmowach jako przykład największej policyjnej gangreny wskazują podwarszawską miejscowość Nadarzyn. Przez lata tutejszą policją kierował aspirant Zygmunt Szlędak – jedyny w Polsce komendant z tak niskim stopniem. Nadarzyński komisariat mógłby być wzorowym przykładem współpracy samorządu z policją: nowoczesny, zbudowany za budżetowe i gminne pieniądze. Otwierano go z wielką pompą. Nikt wówczas nie przypuszczał, że stanie się areną tylu kompromitujących policję przypadków.

Komendant i nastolatka

Podczas służby w 2003 r., w środku nocy, sierżant z Nadarzyna został wezwany, aby udzielić pomocy swojemu przełożonemu – aspirantowi Zygmuntowi Szlędakowi. Na miejscu zastał zwierzchnika w sytuacji niedwuznacznej z niepełnoletnią mieszkanką miasta. Oboje byli kompletnie pijani. Młoda dziewczyna, decyzją sądu oddana pod kuratelę, opowiadała później publicznie o swoich wielokrotnych doświadczeniach seksualnych z komendantem Szlędakiem.

Inny sierżant, również w środku nocy, został wezwany do centrum Nadarzyna, aby służbowym samochodem odwieźć do domu komendanta. Pijany jak bela przełożony ledwo trzymał się na nogach. Wsiadł do samochodu i chwilę później wypróżnił się na tylne siedzenie. Posprzątać kazał podwładnemu. Młody funkcjonariusz odmówił. Od tej pory był przez szefa szykanowany psychicznie i wyzywany. – Nie mógł się poskarżyć, bo zaraz wyleciałby z pracy – opowiada jego kolega, który zastrzega całkowitą anonimowość. – Tutaj jest tak, że komendant o wszystkim dowiaduje się pierwszy.

Chamskie zachowanie, pijaństwo i wykorzystywanie seksualne niepełnoletniej dziewczyny oddanej pod kuratelę sądową to niestety nie jedyne przewinienia aspiranta Szlędaka. Świadkami jego innych przestępstw byli mieszkańcy Nadarzyna i sąsiednich wiosek. Niektórzy zgadzają się mówić, ale tylko pod warunkiem zapewnienia im całkowitej anonimowości. Zeznania w razie potrzeby potwierdzą w sądzie i prokuraturze, ale do tego czasu chcą, by nie podawać ich nazwisk. Aspirant Szlędak, wraz z innymi policjantami, wielokrotnie urządzał libacje alkoholowe z udziałem prostytutek w nadarzyńskim hotelu „Baron”. Za usługi prostytutek płacili albo funkcjonariusze albo dyrekcja. W obu przypadkach trafiały one do kieszeni sutenera. – Czerpanie zysku z cudzego nierządu jest przestępstwem – tłumaczy komisarz Mariusz Sokołowski z Zespołu Prasowego Komendy Stołecznej. – Każdy policjant, który jest świadkiem takiego przestępstwa musi zareagować, czyli doprowadzić do zatrzymania sutenera. Policjant, który tego nie robi, nie dopełnia służbowego obowiązku.

Świadkowie, do których dotarliśmy, nie potrafią wymienić nazwisk wszystkich uczestników zabaw w „Baronie”. Z pełnym przekonaniem wskazują na dwie osoby: komendanta Szlędaka i jego przełożonego – młodszego inspektora Alberta Psarskiego – ówczesnego komendanta Policji w Pruszkowie. Psarski zaprzecza. To wymysł czyjejś chorej wyobraźni – mówi, pozwalając na włączenie dyktafonu. – Nigdy nie brałem udziału w żadnych libacjach alkoholowych z udziałem prostytutek w hotelu „Baron”.

Aspirant Szlędak nie jest skory do rozmów. Przy włączonym dyktafonie milczy jak zaklęty. Bez dyktafonu odpowiada: – Nie będę się ustosunkowywał do absurdów.

Takim samym komentarzem zbywa pytanie – czy pomagał zatuszować przestępstwo popełnione przez synów wójta gminy Nadarzyn?

Ochranianie przestępców

21 kwietnia 2003 r. na czterech młodych mężczyzn z Nadarzyna napadło kilkudziesięciu mieszkańców sąsiedniej wsi. Jeden z napadniętych odniósł cięższe obrażenia i spędził w szpitalu 38 dni. Wszyscy poszkodowani bezbłędnie rozpoznali czterech najbardziej agresywnych napastników, a wśród nich dwóch synów ówczesnego wójta Gminy Nadarzyn – Janusza Grzyba, znajomego komendanta Szlędaka z Koła Łowieckiego. Dopiero w sierpniu akta sprawy trafiły do Komendy Powiatowej w Pruszkowie, a później do Prokuratury Rejonowej. W tym czasie ani policjanci z Nadarzyna, ani z Pruszkowa nie przesłuchali sprawców napadu, choć wszyscy poszkodowani w swoich zeznaniach wskazywali ich z nazwiska. Kilka miesięcy później, gdy sprawa trafiła do sądu, wójt Jan Grzyb i jego znajomy (ojciec jednego ze sprawców napadu) zastraszali pokrzywdzonego, żądając, aby odstąpił od sprawy. Napadnięci nie ulegli i doszło do rozprawy. Proces obfitował w przedziwne wydarzenia: sędzia najpierw poprosił do sali tylko oskarżonych i adwokata broniącego synów wójta, nie wpuścił poszkodowanych i prokuratora. – Takie postępowanie jest niedopuszczalne – mówi sędzia Mirosław Przybylski, prezes Sądu Rejonowego w Pruszkowie. – Jeżeli odbywa się rozprawa w trybie zwyczajnym, obecność prokuratora na sali jest obowiązkowa.

Jak mogło dojść do takich nadużyć? – Przestępstwa Zygmunta Szlędaka to przykład komendanta stojącego poza prawem – wyjaśnia policjant z Nadarzyna – do niedawna podwładny Szlędaka. – Pracował na prowincji, dość daleko od Komendy Stołecznej, blisko znał innych komendantów ze swojej okolicy, a w pijackich libacjach uczestniczył razem z nimi. Mógł być więc pewien, że żaden z kolegów nie opowie o jego „wybrykach”.

Inny nasz rozmówca zwraca uwagę na to, że skorumpowany aspirant mógł czuć się bezkarny, bo o skargach na niego informowali go regularnie policjanci z Biura Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej. – Od 2003 r. do Biura regularnie docierały skargi na zachowanie ówczesnego komendanta z Nadarzyna – opowiada. – Najważniejszą napisał radny Gminy Nadarzyn. Dotarliśmy do tego dokumentu. Są w nim szczegółowo opisane kryminalne wybryki komendanta. Ktoś z Biura Spraw Wewnętrznych powiadomił o nim Szlędaka. By ratować reputację, komendant zmusił swoich podwładnych do napisania oświadczeń podważających prawdziwość skargi radnego.

Z Biura Spraw Wewnętrznych informacje dotyczące przestępstw aspiranta Szlędaka trafiły do Komendy Stołecznej. Mimo to zwierzchnicy nadarzyńskiego komendanta nie wszczęli przeciwko niemu żadnego postępowania. Przeciwnie – oskarżany o przestępstwa policjant wkrótce doczekał się awansu. Rozpoczął pracę w Komendzie Stołecznej Policji.

Radiowóz do celów prywatnych

To niestety nie jedyny przykład nagrodzenia awansem komendanta odpowiedzialnego za nadużycia. Warszawscy policjanci podają nazwisko kolejnego – nadkomisarza Krzysztofa Załuski, komendanta Komendy Rejonowej Warszawa Praga Północ. W kierowanej przez niego komendzie – jako jedynej w Polsce – utajniono liczbę cywilnych radiowozów, które jednostka otrzymała z Komendy Głównej. Bez wiedzy policjantów, jeden z cywilnych radiowozów otrzymała do wyłącznej dyspozycji pracownica tej komendy – starszy posterunkowy Iwona Potakiewicz – prywatnie bliska znajoma komendanta Załuski. Używała go do celów prywatnych, radiowóz nie był wykorzystywany do działań policyjnych. Sprawa wyszła na jaw w 2004 r., kiedy pani Potakiewicz spowodowała stłuczkę. Badanie lekarskie wykazało, że była pod wpływem narkotyku. Incydent nie wpłynął na karierę pani posterunkowej: nie została ukarana, nadal pracuje w komendzie, którą dowodzi nadkomisarz Załuska. Dowody na przestępstwo pani Potakiewicz (w tym badania potwierdzające obecność narkotyku) są dostępne w Wydziale Ruchu Drogowego, ale nie spotkały się z zainteresowaniem szefów warszawskiej policji.

Policyjny film porno

W 2004 r. wysocy rangą oficerowie z Komendy Policji Warszawa-Śródmieście otrzymali od przestępców gratisowe wejściówki do jednej z agencji towarzyskich przy ulicy Marszałkowskiej. Wkrótce ktoś ukrytą kamerą sfilmował oficerów podczas stosunków seksualnych z prostytutkami. Nagrania sprzedano holenderskiej firmie zajmującej się dystrybucją pornografii w Internecie. Okazały się prawdziwym hitem. Sutenerzy zarobili krocie na ich dystrybucji. Policjantów – aktorów porno zaczęli nękać bandyci. Domagali się informacji o rozpracowywaniu ich grup, grożąc przekazaniem taśm ich żonom.

Żadnego z zamieszanych w skandal funkcjonariuszy nie ukarano. Wszyscy nadal pełnią służbę w macierzystej komendzie.

Ukrywanie zamiast ścigania

Ściganiem nieprawidłowości w pracy policji zajmuje się Biuro Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej. Jego funkcjonariusze nie chcą mówić o tym, dlaczego tylu wysokich oficerów może bezkarnie popełniać przestępstwa. Twierdzą, że pierwszy raz słyszą o opisanych zdarzeniach.

Jednak pragnący zachować anonimowość oficer BSW przyznaje, że efekty pracy biura byłyby lepsze, gdyby zajmowało się ono także skorumpowanymi policjantami, którzy nagle odchodzą ze służby. – Oficer popełniający przestępstwa, którym zacznie się zajmować BSW, zawsze ma dobre rozwiązanie – mówi. – Może odejść ze służby lub przejść na emeryturę. Wówczas służby wewnętrzne przestają się nim zajmować. Jego słowa potwierdza przykład nadkomisarza Dariusza Dynarzewskiego. Dynarzewski – były wysoki oficer Wydziału Ruchu Drogowego w latach 2000–2001 pożyczał złodziejom swój prywatny samochód, aby łatwiej im było dokonywać kradzieży. Kazał sobie za to słono płacić. Posługując się legitymacją policyjną wywoził skradzione samochody do „dziupli” poza Warszawą. Za pieniądze od bandytów wybudował sobie dom pod Warszawą. Ani urząd skarbowy, ani wewnątrzpolicyjna kontrola nigdy nie sprawdziły źródeł majątku nadkomisarza. Przestępczą działalność Dynarzewskiego odkryli (na podstawie podsłuchów telefonicznych rozmów złodziei) dwaj młodzi oficerowie Wydziału Kryminalnego. Sprawę wyciszyli ich przełożeni. Sam Dynarzewski odszedł na emeryturę i BSW przestało się nim zajmować. Dziś nikt nie zajmuje się przestępstwami popełnionymi przez niego, choć ich dowody są ciągle dostępne.

Inne nagrania podsłuchanych przez policję rozmów telefonicznych ujawniły powiązania złodziei samochodów z nadinspektorem Janem Repetą – ówczesnym zastępcą komendanta stołecznego do spraw logistyki. Żona Repety i Marcin Samojluk, ps. „Borygo” – kasjer jednego z najgroźniejszych gangów samochodowych (tzw. „gangu Pawlaków”) bez umowy pożyczali sobie dziesiątki tysięcy złotych. Komendant Repeta załatwił kontrakt na wywóz śmieci w jednej z dzielnic Warszawy firmie, w której „gang Pawlaków” prał brudne pieniądze. Młody komisarz, który odkrył przestępcze powiązania wiceszefa stołecznej policji, został natychmiast odsunięty od sprawy i przeniesiony do pracy w innej, mniej ważnej jednostce. Do Komendy Stołecznej mógł wrócić dopiero wtedy, gdy odszedł stamtąd nadinspektor Repeta. Podobnie jak Dariusz Dynarzewski, tak i on wiedzie dziś życie szacownego emeryta.

Warszawscy policjanci, którzy na co dzień widzą demoralizację w garnizonie, zwracają uwagę, że kolejną przyczyną niesprawności BSW są znajomości wielu oficerów z funkcjonariuszami tego biura. – W BSW nie pracują tylko ludzie nieskazitelni – mówi GP pracownik biura. Jego opinię potwierdza przykład podinspektora Leszka Ślesińskiego. Ślesiński – były zastępca komendanta na Żoliborzu – został zatrzymany, kiedy jechał skradzionym samochodem. Nie poniósł żadnej kary. Przeciwnie – awansował na stanowisko naczelnika jednego z wydziałów Biura Spraw Wewnętrznych.

– Wszystkiemu winna jest patologiczna sytuacja towarzyska w policji – ocenia Julia Pitera z Amnesty International. – W Polsce cały czas pokutuje zasada, że nie donosi się na kolegów, nie informuje o ich przestępstwach, bo tak nakazują rzekome „zasady”. A każdy, kto chciałby ich nie przestrzegać ryzykuje tym, że zostanie wyklęty przez towarzystwo i straci układy. A bez układów niczego się w policji nie osiągnie.

Dr Janusz Kochanowski z fundacji Ius et Lex podaje dobry przykład zwalczenia takiego zjawiska: Gdy w Nowym Jorku władzę objął Rudolph Giuliani, mianowany przez niego szef policji, William Bratton, w ciągu jednej soboty zwolnił wszystkich oficerów policji, którzy byli skorumpowani bądź uwikłani w szkodliwe układy towarzyskie. W efekcie, w Nowym Jorku policja zaczęła działać sprawniej, jej prestiż społeczny wzrósł, a wykrywalność przestępstw natychmiast się poprawiła. Opisane przypadki kompromitujące komendantów policji, skłaniają do postawienia pytania: czy w Polsce warto wprowadzić nowojorskie metody?

Leszek Szymowski

za GAZETA POLSKA

Polecam sprawy poruszane w działach:
SĄDY PROKURATURA ADWOKATURA
POLITYKA PRAWO INTERWENCJE - sprawy czytelników

Tematy w dziale dla inteligentnych:
ARTYKUŁY - tematy do przemyślenia z cyklu: POLITYKA - PIENIĄDZ - WŁADZA

"AFERY PRAWA" - Niezależne Czasopismo Internetowe www.aferyprawa.com
Stowarzyszenia Ochrony Praw Obywatelskich
Zespół redakcyjny: Zdzisław Raczkowski, Witold Ligezowski, Małgorzata Madziar, Krzysztof Maciąg, Zygfryd Wilk, Bogdan Goczyński, Zygmunt Jan Prusiński oraz wielu sympatyków SOPO

uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: afery@poczta.fm
redakcja@aferyprawa.com
Dziękujemy za przysłane teksty opinie i informacje.

WSZYSTKICH INFORMUJĘ ŻE WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI I SWOBODA WYRAŻANIA SWOICH POGLĄDÓW JEST ZAGWARANTOWANA ART 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ.

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.