Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
4 marca 2021
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

AFERY PRAWA MAŁGORZATA MADZIAR - NIEZATAPIALNI SAMORZĄDOWCY - TADEUSZ SOBOTKA

Samorządowcy wszędzie starają się być niezatapialni, podobnie jak zadłużona tonąca po wyborach platforma PO - przyspawani? - czy taki dobry klej zakupili? Jak działa lokalna władza - z punktu widzenia Małgorzaty Madziar 

Nie da się ukryć, że największym zagrożeniem dla władz samorządowych są aktywni obywatele, niezależne politycznie organizacje itp. Dlaczego? Bo patrzą na ręce „towarzystwa”, które wykorzystując publiczny kapitał, staje się przytuliskiem dla „kolesiów”. Zaś przymiotnik „obywatelski” – towarzystwo obowiązkowo odmienia przez wszystkie przypadki deklinacji. I wszystko odbywa się pod hasłem obywatelskości, bo rzesze samorządowców są oczywiście niezatapialne...

„PRZYPADKOWA” OBYWATELSKOŚĆ

Samorządowcy, zarówno ci na szczeblu gminnym, czy powiatowym – będą do końca niezatapialni i przyspawani do stołków, bo wciąż jednak brakuje opinii publicznej i aktywnych obywateli. „Niezatapialnych” zmieść może dopiero nowa ekipa lub partyjne polecenie, by ratować notowania lecące na łeb na szyję. Ale to polityka. A autorytety? Autorytety podobno mają wybierać ludzie, a nie gabinetowi kombinatorzy i spece od socjotechniki. Tyle, że dzisiejsze wybory, to pojedynki „na kasę”. Nawet dziecko wie, który kandydat wydał więcej na kampanię niż podał w rozliczeniu, i że pan Iksiński jest radnym tylko dlatego, że jest w układzie i kupił odpowiednie miejsce na liście. No i zagrożeniem dla „towarzystwa” powinny być też media. Tyle, że w powiecie mińskim ciężko o prawidłową informację, bo dominują media nieobiektywne i nieprawdomówne. Uzależnione od reklamodawców i polityków. A więc, koncentrują się tylko na zabezpieczaniu swoich interesów, a nie na rzetelnym informowaniu społeczeństwa. Kiedy otwieram pierwszy lepszy, lokalny periodyk (rzadko, ale zdarza mi się taki „odchył”) odnoszę wrażenie, że w powiecie są tylko sami poprawni samorządowcy i urzędnicy. Szlag by to trafił, żeby w żadnej gazecie nie pojawiło się nic krytycznego na temat konkretnych osób?! No, ale przecież czytelnicy informowani są tylko o tym, co jest wygodne dla sponsora, dla towarzystwa, czy dla układu. A „papierowi naprawiacze” świata, to ludzie często odrzuceni i przegrani gdzie indziej, okupujący urzędowe kanapy jedynie dla słusznych idei... czyli, jak ja to określam - nieodpartej chęci zysku. No, ale prawem czytelnika jest czytanie wszystkiego, co mu się podoba. Prawem czytelnika jest samodzielnie rozumienie tego, co czyta. Prawem czytelnika jest też wyrabianie opinii o przeczytanym tekście. Zaś człowiek pióra powinien pisać najlepiej jak potrafi, a jego surowy sędzia – czyli, czytelnik, oceniać jego dokonania uczciwie. Niestety, ten mechanizm w naszym ukochanym środowisku ulega poważnym zaburzeniom i zaczyna się wściekła pyskówka, bo właśnie tu wkraczają prawa czytelnika. To, czy ocenia je sprawiedliwie, jest jedynie kwestią jego poczucia przyzwoitości, bo jak bardzo się chce, to i Biblię można zmieszać z błotem. Słowo pisane musi obronić się samo. Jeśli zawiodło - znaczy, że autor spaprał robotę. A krytyka bywa różna, czasem bardzo ostra. Jednak ja, jako czytelniczka, wolę nie oglądać autorów zniżających się do żałosnego skomlenia o akceptację, za którego kurtyną kryją się kłótnie z czytelnikami i sponsorami, zwłaszcza tymi, którzy nie chcą „dawać pod stołem”... Ale wracając do lokalnych samorządów, zastanawiam się, jaki jest cel istnienia ich. Edukacja społeczeństwa? Udzielanie mu prawdziwej informacji? Przedstawianie uczciwych alternatyw? Nie! A więc, mądrzy, uczciwi lokalni politycy (a takich już tylko na lekarstwo), którzy traktują swoją pracę jako służbę społeczeństwu, powinni przede wszystkim stworzyć struktury przejrzystej kontroli każdego urzędu i samorządu. Zmienić chory system, bo kiedy będzie zmieniony, sprawą drugorzędną stanie się, kto będzie nami rządził, bo po prostu mniej ukradnie. No i wreszcie, powinni maksymalnie zmniejszyć tort, jaki dzielą co cztery lata po kolejnym zwycięstwie. Obowiązkiem prawdziwego samorządowca, zwłaszcza tego z najwyższej „półki” jest walka ze złem lub choćby reakcja na nie. Jeśli nie reaguje, to znaczy, że na nie przyzwala. I może przytoczę tu nie wiem już, po raz który z kolei imieninową ucztę „Pana Tadeusza”, zastępcy dyrektora Domu Pomocy Społecznej w Mieni. Byłemu staroście Czesławowi Mroczkowi nie wypadało dać po łapkach Sobotce, jego zastępcy Krzysztofowi Michalikowi też nie było to na rękę, a obecnemu staroście Antoniemu Tarczyńskiemu pewnie też poselski paluch przygroził koło nosa, bo wokół sprawy wytworzyła się ochronna otoczka milczenia. Co prawda, sprawa trafiła do Sądu Grodzkiego w Mińsku Mazowieckim, ale znając życie, w sądzie tym najszybciej wydawane są wyroki w sprawie kradzieży dropsów, czy gumy do żucia lub podrobienia legitymacji szkolnej. Przecież to największe zagrożenia dla bezpieczeństwa! Co tam, jakiś nawalony Tadeusz! Nawet jak zwie się Sobotką... Przy zachwianiu równowagi mógłby co najwyżej przytrzymać lub „zatrzymać” się na jednej z pensjonariuszek... Zagadki związane z przestępstwami gospodarczymi, czy nadużyciami są nie do rozwiązania przez sąd grodzki, bo: „a to przedawnienie, a to akta zaginęły, albo jeszcze trwa dochodzenie”. Czy te wymienione wyżej „trudności” mają też miejsce w przypadku Pana Tadeusza? Jeśli tak, to grono maczających paluchy w sprawie jest bardzo szerokie... I tak samo szerokie umoczy pewnie już nie paluchy, ale dupska, kiedy sprawiedliwości stanie się zadość. A powiatowe wróbelki ćwierkają, że Sobotka ma objąć cieplejszą posadkę po dyrektor Barbarze Wilk, która lada dzień odejdzie na emeryturę. To dopiero będzie balanga! Pensjonariusze pewnie przez cały tydzień będą zbierać korki po „finlandzkich szampanach”... Nie wiem, czy te wróbelki są też narąbane, ale ćwierkają także, że rada ma odwołać mińskiego starostę Antoniego Tarczyńskiego. A może to Klub Wspólnoty Samorządowej „Razem” uwikłany jest w jakiś mroczny układ i po odwołaniu Andrzeja Kojro z funkcji wiceprzewodniczącego rady powiatu, ma chrapkę na Tarczyńskiego? No, trochę przejęzyczyłam się i radni ze wspólnoty mogą poczuć skazę na męskiej ambicji. Miałam oczywiście na myśli funkcję Tarczyńskiego, a nie jego, jako faceta, który stał się obiektem pożądania przez innych facetów. Obiektem pożądania radnych może być tylko i wyłącznie jego stołek. Nic poza tym! A nie miałam racji pisząc w poprzednim swoim punkcie widzenia, że te niższe stołeczki wreszcie zaczną uwierać niektóre pupska? Pożyjemy, zobaczymy. Jeśli sprawdzą się moje przypuszczenia i te ptasie świergoty, to wróblom stawiam dobrą kolację z wybornymi trunkami. A kto jest temu wszystkiemu winien, że lokalne samorządy uprawiają samowolkę w rozmaitych konfiguracjach? Oczywiście, że my, czyli społeczeństwo. Nasz konformizm, nasza głupota i tępota. Bo ludzie absolutnie nie znają swoich praw. A tak naprawdę, to nawet nie przejawiają chęci, by je poznać. Praktycznie, tylko garstka chce lub jest w stanie zrozumieć, co dzieje się dzisiaj na ich własnych podwórkach, gdzie samorządowcy przemieszczają zabawki z piaskownicy do piaskownicy, gdzie walą się łopatkami po łepetynach, gdzie jeden drugiego siłą wpycha na huśtawkę, a najczęściej na „zjeżdżalnię”. Zauważyłam, że społeczeństwo najbardziej zadawala się niedzielną, poranną mszą, w ramach programu kulturalnego idzie do superpermarketu, który zabrał miejsca pracy lub zubożył sklepikarzy, a zysk wytransferował za granicę. Jeśli jeszcze społeczeństwu za mało kultury, to całą ferajną, (czyli rodziną) zasuwa na bezpłatny koncert, czy jakiś tam festiwal chleba lub macy. I to zafundowany przez lokalne władzuchny za pieniądze podatników. Ale za to bezpłatnie! I nie tylko do tego potrzebny jest szary obywatel, żeby faszerować go „kulturą”. 
A zresztą, po co będę owijała w bawełnę, do czego jest potrzebny? Potrzebny jest tylko raz na cztery lata przy wyborczej urnie. 
Myślę jednak, że ta aktywność raczej nie jest już tak bardzo konieczna. W końcu słowo SAMORZĄD mówi samo za siebie, ale można je różnie interpretować. Także spokojnie... 
Wszystko przebiega pod specjalnym nadzorem nie tylko „kolesiów”, ale przyświeca temu także hasło: obywatelskość. I na dodatek odmieniana przez wszystkie przypadki deklinacji...

 i tak dla przypomnienia rzeczywistości...

Wygląda na to, że demokracja ma w zwyczaju niechlubne praktyki zakładania dziennikarzom knebli, obroży oraz krótkiej smyczy po to tylko, by udaremnić jakąkolwiek, choćby najbardziej słuszną krytykę „swoich”. Chodzi o to, by mieć nadzwyczajne przywileje, czyli wolną rękę w dławieniu podstawowych praw. W rezultacie - Polska zamieniła się w kraj niesłychanie prężny, silny wiarą i wolnością osobistą, bowiem ludzie rozwijają swe „talenty” najlepiej tam, gdzie nie są skrępowani lub wystraszeni ewentualnymi szykanami ze strony prasy...

 MIEWAM KŁOPOTY GASTRYCZNE 

Jeśli chodzi o człowieka piastującego funkcję wicedyrektora Domu Pomocy Społecznej w Mieni – to ani knebla, ani obroży, a tym bardziej krótkiej smyczy nie dam sobie założyć! Czytelnikom, którzy nie znają jeszcze sprawy przypomnę krótko, że w październiku ub. roku nasza redakcja w asyście policji odwiedziła placówkę opiekuńczą, w której „zastępczo dyrektoruje” Tadeusz Sobotka. Pech chciał, że trafiliśmy na jego imieninową libację. Najmocniej przepraszamy Panie Tadeuszu, że wpadliśmy bez kwiatka czy choćby półlitrówki, bądź ulubionego „finlandzkiego szampana”, ale kto tam patrzył w kalendarz... Pozostały nam jedynie pamiątkowe fotografie z imprezki i zapach owego „szampańskiej Finlandii”. Szkoda mi tylko mundurowych, że wrócili o suchym pysku. A może i nie? To w takim razie, jeśli władzuchnom „urwał się film”, to tym bardziej współczuję... O fakcie powiadomiliśmy władze powiatowe. Zebrał się jakiś tam zarząd, który nie podjął żadnej decyzji, bo tłumaczyli, że było to za kadencji Czesława Mroczka, któremu nie wypadało zwolnić kolegi z tej samej partii, bądź myślami był już tylko i wyłącznie w poselskiej ławie. Jego zastępca Krzysztof Michalik też nie chciał maczać paluchów, bo albo bał się własnego cienia, albo cienia przyszłego posła. Nowy starosta Antoni Tarczyński, tym bardziej miał gówno do gadania, bo nie wypadało po wdrapaniu się na wyższy stołek wywalać z pracy kolesia Mroczka. Kręcił, że sprawa jest w sądzie grodzkim, że Sobotka ma sam zwolnić się z pracy i takie inne pierdoły, żeby nie wyjść na idiotę. Ale i tak pewnie wyjdzie, bo wróble ćwierkają, że niedługo ma zostać odwołany. Do jasnej cholery, kto rządzi w tym Mińsku? Kto tak przestawia te stołki? Według mnie, dalej mąci Mroczek, ale pal go licho. Wróćmy do Tadeusza Sobotki, bo ciekawsza jest wiadomość, iż ma zostać „samym głównym” dyrektorem Domu Pomocy Społecznej! Oczywiście wcześniej powiadomiliśmy o „libacji” biuro poselskie Donalda Tuska. Sprawą zajął się – błyskawicznie, bo już następnego dnia po pzreslaniu pisma! - jego pełny nocnik, (przepraszam za przejęzyczenie) chciałam napisać pełnomocnik - Jarosław Ważny. Ważny, nieważny, a na dodatek nieskuteczny. Najpierw zachłystywał się informacją, niemalże jednoczył się z nami „w bólu”, załączał „wyrazy współczucia”, prosił o nasze publikacje, zdjęcia z imienin i... obiecał zająć się sprawą, bo uznał, że postawa Sobotki jednak godzi w dobre imię Platformy Obywatelskiej. A tak na marginesie dodam, że wymyśliłabym lepszą nazwę tej partii, bo obecna jakoś głupio mi się kojarzy... Jarosław Ważny często nadużywał numeru mojej komórki, bo twierdził, że artykuły nie doszły na jego skrzynkę... A wysyłałam mu je dziesięciokrotnie! Potem zważniał jak cholera, bo przez długi czas milczał, jak zaklęty. Może poszukiwał Czesława Mroczka na sali sejmowej, w celu konsultacji, bądź odwrotnie? Wreszcie skrzynka mu się odblokowała i po lekturze „Bz” przysłał odpowiedź. Będę cytowała ją fragmentami, bo jak nadmieniłam na wstępie – nie dam sobie założyć knebla, ani kagańca i muszę ustosunkować się do  jego pisma z dnia 31 marca. A więc, do dzieła:Szanowni Państwo. Po wnikliwym zapoznaniu się ze wszystkimi szczegółami sprawy którą poruszyliście na łamach swojego tygodnika, postanowiliśmy ustosunkować się do podjętych przez Państwa kwestii”. Postanowili? Ciekawe z kim? Ale, chyba nie trzeba będzie wyjaśniać, bo czytając dalszy ciąg odpowiedzi, od razu można  „ustosunkować” się do tego, kto maczał paluchy w tej „kwestii”... „Prawdą jest, że członek Platformy Obywatelskiej - Tadeusz Sobotka spożywał alkohol w zakładzie pracy. Takie postępowanie jest bezwzględnie niedopuszczalne. Sprawa ta była przedmiotem dyskusji zarządu powiatowego Platformy Obywatelskiej w Mińsku Maz., podczas której stanowczo potępiono podobne praktyki, oraz postępowanie Tadeusza Sobotki”. Oj, Panie Ważny...Gdyby nie było prawdą, że wasz członek „żłopał” (spożywał to delikatnie powiedziane) w miejscu pracy, to przecież nie pisalibyśmy o tym w „Bez znieczulenia”. A skoro twierdzi Pan, że takie postępowanie jest bezwzględnie niedopuszczalne, to co Sobotka jeszcze robi w Domu Pomocy Społecznej? Grzeje sobie miejsce oczekując na pogodną starość?! Bezwzględnie – to powinien wyskoczyć stamtąd z hukiem! Ja też doskonale wiem, że odbyło się w tej sprawie posiedzenie zarządu, ale nie wierzę, że podczas dyskusji potępiano postawę waszego członka?! Żeby kogoś potępiać, trzeba być samemu krystalicznym, a tego brakuje „peowcom” z mińskiego zarządu. Potępiono też podobne praktyki? A to ciekawostka. Też chciałabym zostać „praktykantką” bez ponoszenia konsekwencji za swoje czyny...A tak przy okazji, to gdzie jeszcze spożywano w pracy gorzałę, no bo skąd te „podobne praktyki”?... „Tadeusz Sobotka poniósł służbowe, jak i prawne konsekwencje swojego czynu. Etyczny aspekt całego wydarzenia jest wysoce naganny. Niemniej jednak, postępowanie prowadzone przez powołane do tego organa, oraz kara która spotkała Tadeusza Sobotkę naszym zdaniem zamyka cały temat”. A moim zdaniem, temat dopiero się otworzy. Ogromnie żal mi Pana Sobotki, że spotkała go taka „naganna kara...”.Tylko pozazdrościć! Każdy chciałby „nawalić się jak stodoła” w miejscu pracy i ponieść taką karę zarówno służbową, jak i prawną. Służbowa? Żadnej nie poniósł. Chyba jedynie - jak oznajmiła wcześniej Barbara Wilk, dyrektorka placówki – po rozmowie z nią, podobno radykalnie zmienił swój stosunek do pracowników. To co on tam wyprawiał? Chyba nie ganiał ich z kijem w ręku? A konsekwencje prawne... Wzorujcie się Czytelnicy na takich konsekwencjach i nie dajcie się wpakować pracodawcom w łapy sądu, gdybyście przypadkowo chlipnęli tylko jednego browarka. Wystarczy ukarać się samemu. Czyli tak, jak w przypadku Sobotki - dać policji stówkę, ani grosza więcej i pracować dalej. A nawet piąć się na wyżyny! W końcu przykład idzie od góry i to od Pana Ważnego...„Czuwanie na straży przestrzegania prawa przez osoby publiczne, jest podstawową funkcją mediów. Funkcja ta nabiera podwójnego znaczenia w przypadku mediów lokalnych, które częstokroć są jedynymi podmiotami ograniczającymi samowolę urzędników. Platforma Obywatelska będzie zawsze bronić niezależności mediów, oraz żywo reagować na wszelkie doniesienia prasowe dotyczące swoich członków. Z poważaniem, Jarek Ważny Biuro Prasowe PO” W tym miejscu, to podbudowałam się, jak stuletnia rudera. Panie Ważny! Tak samo wierzę w to, że Platforma Obywatelska będzie broniła niezależności mediów, jak uwierzyłam w prawne i służbowe ukaranie Sobotki. I zupełnie tak samo, jak uwierzyłam w skuteczność waszej partii w stosunku do postawy waszego członka i te konsekwencje, które biedaczysko poniósł dzięki wam! Zgadzam się jedynie ze stwierdzeniem, że media mogą ograniczyć samowolę urzędników. Bo powinny! Ale mińskie media są bardziej wystraszone, niż Sobotka na drugi dzień po alkoholowej libacji! Lokalne media dają się kneblować, prowadzać na smyczy, bo to zapewnia im utrzymanie na rynku. Ale my, jako jeden z lokalnych tygodników – nie damy się wodzić za nos. I zapewniam, że zareagujemy bardziej żywo. No i co? Czy na przykładzie odpowiedzi Jarosława Ważnego nie widać, że demokracja wyraźnie ma w zwyczaju niechlubne praktyki zakładania dziennikarzom knebli, obroży oraz krótkiej smyczy tylko po to, by udaremnić jakąkolwiek, choćby najbardziej słuszną krytykę „swoich”? A czy na przykładzie Tadeusza Sobotki nie widać, że Polska zamieniła się w kraj niesłychanie prężny, silny wiarą i wolnością osobistą, gdzie ludzie rozwijają swe „talenty” i „praktykują” najlepiej tam, gdzie nie są skrępowani lub wystraszeni ewentualnymi szykanami ze strony prasy? A na zakończenie, tak z sympatii podpowiem obecnemu staroście – Antoniemu Tarczyńskiemu: Niech Pan już nigdy nie mówi, że pan nic nie wie. Niech pan udaje, że wie Pan wszystko, ale powie Pan dopiero jak spróbują usunąć Pana ze stanowiska. Będzie pan miał posadę gwarantowaną do emerytury, albo i dłużej. Przepraszam, ale ja nie mogę słuchać takich bzdur, ani czytać takich pisemnych odpowiedzi, jak ta powyżej, bo po czymś takim, mam tylko kłopoty gastryczne... A miewam je już coraz częściej!

 
Małgorzata Madziar 
Redaktor Naczelny tygodnika okołomińskiego "Bez znieczulenia".

WOLNOŚĆ PUBLIKACJI - CO TO TAKIEGO? 

Podobne tematy znajdziesz w dziale: 
 ARTYKUŁY - tematy do przemyślenia
i wiele innych w kolejnych działach czasopisma "AFERY PRAWA":
   SĄDY   PROKURATURA  ADWOKATURA
 POLITYKA  PRAWO  INTERWENCJE - sprawy czytelników

"AFERY PRAWA" - Niezależne Czasopismo Internetowe 
www.aferyprawa.com  
Redaktor Naczelny:
mgr inż.  ZDZISŁAW RACZKOWSKI

    uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: Z.Raczkowski@aferyprawa.com 
Dziękuję za przysłane teksty opinie i informacje. 

WSZYSTKICH SĘDZIÓW INFORMUJĘ ŻE PROWADZENIE STRON PUBLICYSTYCZNYCH
JEST W ZGODZIE z  Art. 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ 
1 - Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 
2 - Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane.
ponadto Art. 31.3
Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.
 

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.