Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
16 września 2019
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

AFERY PRAWA OSZUSTWA w sądach ślepa i choro umysłowo Temida? - to codzienność w naszych sądach...

Listy od czytelników - Temida znów widzi... ale z jej umysłem coś chyba nie tak....

Gdzieś w kraju pochylonych wierzb przyszło mi boleśnie zmagać się z losem.
Byłam w wieku nazywanym kurtuazyjnie wiekiem dojrzałym. Zdawałam sobie sprawę, że jestem już na tyle wypalona i zdesperowana, że jeżeli nie przełamię gnębiącego mnie poczucia krzywdy i nie spróbuję życia od nowa, zginę.
W procesie katharsis miała mi pomóc skarga, jaką postanowiłam skierować do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Sztrasburgu w której chciałam wykrzyczeć cały ból spowodowany poczuciem niesprawiedliwości, bardzo ciężkim losem jaki spotkał mnie i moją rodzinę, która zapłaciła bardzo wysoką cenę poniewierki, głodu, zimna i szykan instytucji państwowych.

Ponieważ w moim kraju organizacja praw człowieka odmówiła pomocy i zostawiła mnie i moją rodzinę w potrzebie, przy pomocy mojego ukochanego męża skonstruowałam skargę i w dwóch wersjach językowych wysłałam do Sztrasburga. Zajęło mi to kilka tygodni po kilkanaście godzin dziennie gdyż języka angielskiego nie używałam wiele lat, a nomenklatura prawnicza w wielu miejscach była dla mnie zupełnie nowa. Kompletowanie dokumentów i chronologiczny opis wydarzeń wymagał ode mnie bardzo dużej koncentracji, co było niezwykle trudne przy trójce rozbrykanych, wiecznie przepychających się między sobą dzieci. Gdy ukończyłam pracę miotały mną duże emocje, by po jakimś czasie ustąpić miejsca silnej apatii.

Ale od początku.

15 września 2000r. po rozwodzie, sprzedałam mieszkanie w Warszawie przy ulicy Gandhiego. Ze względów rodzinnych we wrześniu 2001r. wspólnie ze swoim nowym mężem Henrykiem i pięcioletnim synem Danielem przeprowadziliśmy się z Warszawy do Grzmiącej, pięknej wsi łańcuchowej położonej blisko Wałbrzycha. Kupiliśmy duży, bardzo stary z 1854r. dom i 12 hektarów ziemi. Razem z mężem chcieliśmy w Grzmiącej stworzyć duże przedsięwzięcie z rehabilitacją, hipoterapią i artystycznymi warsztatami dla niepełnosprawnych i pensjonatem. Ponieważ mój brat jest ofiarą epidemii polio w 1957r. w moim domu wszechobecna była atmosfera szpitali, sanatoriów i bieżącego usprawniania. Te bardzo silne przeżycia w sposób bezpośredni wpłynęły na mój stosunek do słabszych i mój kierunek edukacji .

W roku 1985 ukończyłam Akademię Wychowania Fizycznego w Warszawie z tytułem magistra rehabilitacji ruchowej. Warsztaty artystyczne miał prowadzić mój mąż Henryk, wybitny twórca, wielce zasłużony dla kraju. Nasze przedsięwzięcie rozwijało się błyskawicznie, zatrudniliśmy pięć osób pozostających bez pracy.

Początki były trudne, lecz mieliśmy wielkie marzenia, ideały i chcieliśmy coś zrobić dla innych, szczególnie dla słabszych. Zainwestowaliśmy wielkie sumy, Henryk całymi dniami pracował fizycznie aby jak najszybciej doprowadzić dom do stanu używalności, który stał pusty kilka lat.
Nasze plany, idee, marzenia i pieniądze skończyły się 23 sierpnia 2002r., w tym czasie byłam w siódmym miesiącu, zagrożonej ciąży. W tym dniu otrzymałam decyzję od komornika z Warszawy o prowadzonym postępowaniu egzekucyjnym przeciwko mnie i przekazaniu sprawy do komornika do Wałbrzycha.

Z dokumentów komorniczych dowiedziałam się, że 21 marca 2001r. odbyła się bez mojego udziału rozprawa sądowa z powództwa Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej WSM „Ochota”, od której wynajmowałam przez 9 lat lokal użytkowy na swoją działalność gospodarczą, a mianowicie Studio Rehabilitacji i Rekreacji „ Provita”.

Na rozprawie o której nie zostałam nigdy powiadomiona zapadł wyrok zaoczny, oczywiście druzgocący dla mnie, przyjmujący wszystkie argumenty Spółdzielni WSM „ Ochota”. Muszę przyznać, że w tamtym czasie byłam osobą niezwykle sumienną i punktualną, jeśli chodzi o wszelkie płatności i informacja, że komornik wszczął egzekucję, celem wyegzekwowaniu trzydziestu kilku tysięcy złotych była dla mnie druzgocąca, a świadomość nieznajomości dokładnych faktów w sprawie omalże nie doprowadziła do straty dziecka.

29 sierpnia 2002r. wspólnie z mężem i sześcioletnim synem odbyliśmy podróż do Warszawy aby w sądzie wyjaśnić sprawę. Niestety nadzieja którą miałam, że jest to jakaś okropna pomyłka okazała się płonna. Gdy przejrzałam akta sprawy okazało się, że Sąd Okręgowy z Warszawy wysyłał wezwania na rozprawę na nieaktualny adres mieszkania które wcześniej sprzedałam.

W grudniu 2000r Sąd uznał awiza za dostarczone, mimo, że nie mieszkałam już tam ponad trzy miesiące. Nawet wyrok zaoczny został dostarczony na ulicę Gandhiego w siedem miesięcy później po sprzedaży przeze mnie mieszkania.
Postanowiłam wyjaśnić sprawę korespondencyjnie i starałam się przywrócić termin do złożenia sprzeciwu od wyroku. Wierzyłam, że jeżeli przedstawię akt notarialny sprzedaży mieszkania i ukażę absurd proceduralny Sąd przychyli się do moich, rzeczowych argumentów. Po jakimś czasie Sąd wezwał mnie do uiszczenia 831,10 tytułem wpisu sądowego. Stres spowodowany sytuacją wpłynął bezpośrednio na zagrożenie życia mojego i dziecka.

7 października 2002r. znalazłam się na Patologii Ciąży, a po kilku dniach obserwacji i konsultacji lekarzy specjalistów rozwiązanie ciąży nastąpiło poprzez cesarskie cięcie. Moja malutka córeczka już od pierwszych chwil zaczęła bardzo chorować, całe noce spędzane w szpitalu czuwałam i drżałam z niepokoju o jej życie. Po kilku tygodniach wyszłyśmy do domu, aby po tygodniu znaleźć się z powrotem już w innym szpitalu. W tym szpitalu zakażono mi dziecko paciorkowcem zapalenia płuc, który to fakt ukryto. Gdy dziecko znalazło się w domu, po kilku dniach w stanie niewydolności oddechowej z zapaleniem płuc znalazło się po raz kolejny w szpitalu. W czasie wszystkich pobytów w szpitalach byłam zawsze z dzieckiem. Sytuacja z małą Julią ustabilizowała się gdy skończyła dwa miesiące, lecz choroby które przeszła wpłynęły na jej stan zdrowia. Stała się dzieckiem mało odpornym, labilnym emocjonalnie, a apatia jaka zaczęła mnie dosięgać udzielała się jej.

30 stycznia 2003r. otrzymałam postanowienie z Sądu o oddaleniu wniosku o przywrócenie terminu do złożenia sprzeciwu od wyroku zaocznego i oddaleniu sprzeciwu od wyroku zaocznego.
W uzasadnieniu Sąd napisał, że nie uzupełniłam w terminie braków formalnych, jak się później okazało jednego podpisu pod pismem. Wzmiankowane pismo składałam w biurze podawczym w Sądzie Okręgowym w Warszawie i nikt nie zwrócił na brak podpisu uwagi.
Napisałam zażalenie do Sądu, w którym opisałam powody dla których nie mogłam wywiązać z nałożonego przez sąd obowiązku uzupełnienia braków.
W następnych pismach dołączyłam karty pobytów w szpitalach i opisałam sytuację.
Według licznych orzeczeń Sądu Najwyższego choroba jest obiektywną przesłanką do uwzględnienia niemożności wywiązania się z obowiązków nałożonych przez sąd.

Niestety Sąd Apelacyjny w Warszawie wydał Postanowienie, w którym stwierdził, że „ Jakkolwiek w okresach, kiedy przesyłka była awizowana, pozwana przebywała w szpitalu, nie jest to przesłanka do uwzględnienia zażalenia” gdyż powinnam na drzwiach umieścić zawiadomienie, że jestem nieobecna w domu. Fakt, że znalazłam się w szpitalu w trybie pilnym nikogo nie zainteresował, a bzdurna klauzula o zostawieniu zawiadomienia na drzwiach domu miała służyć tylko i wyłącznie złodziejom. Wszelkie próby zażaleń, skarg, kasacji, które podejmowałam przez 5 lat spełzły na niczym.

Wniosłam powództwo przeciw egzekucyjne, które oddalono choć nasi przyjaciele, którzy towarzyszyli nam na rozprawach stwierdzili, że byliśmy z Henrykiem doskonale przygotowani, a sędzina bardzo zaskoczona, że osoby nie z branży mogą dysponować tak dużą wiedzą na tematy prawne.Wniosłam również skargę o wznowienie postępowania, które oddalono gdyż nie wpłaciłam 30zł wpisu podstawowego.

Niestety i tu znów zostałam oszukana , gdyż nie otrzymałam zarządzenia o konieczności dokonania takiej opłaty. Oczywiście wniosłam zażalenie do Sądu Apelacyjnego i o dziwo otrzymałam postanowienie z Sądu Apelacyjnego o uchyleniu zarządzenia o zwrocie skargi o wznowienie postępowania, gdyż uznano moje racje o nie dostarczeniu zarządzenia o wpłacie i sprawa wróciła do Sadu Okręgowego. W chwili obecnej oczekuję na wezwanie do uiszczenia opłaty podstawowej w wysokości 30 zł.

Wracając do sprawy z 21.03.2001r.zdaję sobie sprawę, że Sąd Okręgowy w Warszawie doskonale wie, że popełnił karygodny błąd uznając swoją korespondencję za dostarczoną na nieaktualny adres i robi wszystko aby sprawa ucichła.

Ale im bardziej mnie lekceważą ja głośniej krzyczę.

Ponieważ zostałam zmuszona do studiowania kodeksu prawa cywilnego, w lipcu 2007r. znalazłam artykuł na podstawie którego Sąd był zobowiązany z urzędu w roku 2002 zwrócić mi wpis sądowy, ponieważ zwrócił mi wnioski, gdyż nie uzupełniłam braków formalnych w terminie.
Zażądałam zwrotu wpisu z odsetkami, powołując się na k.p.k.
Sąd łaskawie zwrócił 831, 10 pln, ale odsetek nie chce zwrócić, gdyż ja dopiero teraz się upomniałam o zwrot i sąd od razu mi wzmiankowaną kwotę zwrócił, a więc nie popadł w zadłużenie i odsetki się nie należą.
Jestem bardzo ciekawa ile jest takich osób w kraju, które w swojej nieświadomości nigdy nie otrzymają należnych im zwrotów.

18 lipca 2007r. zażądałam od Sądu Okręgowego w Warszawie III Wydział Cywilny dostarczenie wyroku zaocznego, którego do tej pory nie otrzymałam. Sąd Okręgowy odpisał, ze dostarczył mi wyrok 17 kwietnia 2001r na ul. Gandhiego,a więc siedem miesięcy po tym jak sprzedałam mieszkanie pod tym adresem.

W Skardze do Strasburga wymieniłam cztery naruszenia, które są wymieniane w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.
* Naruszenie Prawa do Sprawiedliwego Sądu

Sąd Okręgowy w Warszawie III Wydział Cywilny nie poinformował mnie o rozpoczętej procedurze sądowej, choć wezwania na rozprawę uznał za dostarczone. Rozprawa sądowa 21 marca 2001r. odbyła się bez mojego udziału, a ja zostałam skutecznie pozbawiona prawa do obrony. Możliwość osobistego udziału w sprawie, w której przeciwnikiem był adwokat, już nie gwarantowała dostępu do sądu na warunkach pozwalających skutecznie i aktywnie korzystać z „ równości broni „ – nieodłącznej od pojęcia „ rzetelny proces sądowy „ – art. 6. ust. 1 Konwencji

Brak mojej niezawinionej obecności na sprawie pozbawił mnie nawet możliwości prezentowania argumentów, a procesowa gwarancja jaką jest prawo do obrony została mi odebrana.
- Sędzia nie próbował sprawdzić dlaczego nie ma mnie na sprawie
- Sędzia nie próbował odroczyć rozprawy. \
- Sędzia nie próbował ustalić powodów mojej nieobecności na rozprawie.
- Sędzia wiedział !, że przesyłki polecone z sądu wracają z adnotacją Poczty Polskiej „ mieszkanie zamknięte”.

Kognicja sądu ograniczyła się do samej sfery prawnej, z wyłączeniem oceny faktów, co w orzecznictwie strasburskim jest niedopuszczalne( Fisher v. Austria. 26.04.1995.A. 312. par 33- 34). Cała rozprawa trwała 10 minut.

Pozbawiono mnie możliwości wniesienia zarzutów do pozwu, który zawierał nieprawdziwe fakty i istotne błędy merytoryczne.

Niestety nasuwa się też refleksja, że sąd niezależnie od ustalenia podstawy faktycznej zawsze zobowiązany jest rozważyć, czy żądanie pozwu jest zasadne, w moim wypadku ograniczył kognicję tylko do samej sfery prawnej, co wg. Art.6. ust 1 Konwencji jest niedopuszczalne.

Nigdy nie otrzymałam wezwań na rozprawę na 21 marca 2001r.

„ Dostęp do Sądu musi być skuteczny prawnie i faktycznie” ( Aires v. Irlandia, 9.10.1979, A. 32, par. 24 ): dowód tego faktu spoczywa na państwie.

  • Odebranie Prawa do obrony

Sąd Okręgowy w Warszawie III Wydział Cywilny nie uwzględnił moich pobytów z dzieckiem w szpitalach jako przesłanki do obiektywnej niemożności uzupełnienia braków formalnych pisma procesowego poprzez jego podpisanie. Nie może budzić wątpliwości fakt, że w niniejszej sprawie zostałam pozbawiona faktycznej możliwości zapoznania się z treścią wezwania, a tym samym obrony swoich praw.

  • Naruszenie Prawa do uzyskania wyroku.

Sąd Okręgowy w Warszawie III Wydział Cywilny, nigdy do tej pory nie dostarczył mi sentencji wyroku zaocznego z dnia 21 marca 2001r. , z pouczeniem o przysługujących mi środkach odwoławczych.

Działania komornika oparte są na wyroku zaocznym, którego nigdy w trybie urzędowym nie otrzymałam. Komornik z całą bezwzględnością wykonuje wyrok nieprawomocny.

Jak wynika z postanowienia SN z dn.22.04.1988r.( III CRN 90/ 88, nie publ., orzeczenie SN z dn. 07.11.1995r. I PRN 45/95, OSNAiUS 1996r, nr.12, poz, 172 wadliwe przyjęcie przez Sąd, że wyrok zaoczny został pozwanemu prawidłowo doręczony nie powoduje uprawomocnienia się tego wyroku.

23. 08.2002r. pierwszy raz ( 15 miesięcy po rozprawie ) dowiedziałam się o rozprawie, która odbyła się za moimi plecami i wydanym wyroku zaocznym, oczywiście niekorzystnym dla mnie. Od tego momentu komornik wszczął egzekucję: zajął konto mojej firmy, moje wynagrodzenie, moje zwroty z podatków, mój dom i moją ziemię.

Jego działania doprowadziły do upadku naszego wielkiego przedsięwzięcia.

  • Naruszenie Prawa do Rozsądnego Terminu.

Sąd Okręgowy w Warszawie III Wydział Cywilny przez 5 lat przetrzymywał moje pieniądze, które uiściłam tytułem wpisu sądowego, a które sąd miał obowiązek z urzędu zwrócić niezwłocznie po tym jak odrzucił moje pisma z powodu braków formalnych, tj. 5 lat temu. Dopiero na moje żądanie, poparte artykułami kodeksu cywilnego Sąd dokonał zwrotu.

W skardze do Sztrasburga przytoczyłam kilka wyroków tegoż Trybunału, które potwierdzały fakt, że moja skarga jest dopuszczalna. Cytowałam , że „ Prawo do sądu w przyjętym przez orzecznictwo strasburskie rozumieniu obejmuje min.”
Jako czas trwania postępowania sądowego liczy się czas aż do ostatecznego wykonania wyroku ( zaspokojenia roszczenia )
Wykonanie wyroku jest integralną częścią procesu ( egzekucyjna faza procesu ), a w moim wypadku egzekucja trwa, a więc nie przekroczyłam terminu 6- u miesięcy od ostatecznego orzeczenia do wniesienia skargi.
W skardze w części końcowej zawarłam krótkie Podsumowanie, w którym opisałam jaki los spotkał mnie i moją rodzinę na skutek pogwałcenia prawa i tuszowania latami błędów sądów w Polsce.
„ Proces, który odbył się 21.03.2001r. odbył się za moimi plecami, co całkowicie zaprzecza przyjętemu przez Europejską Konwencję Praw Człowieka Prawie do Rzetelnego Procesu Sądowego( art. 6 ust 1)
Pogwałcenie moich praw uderzyło w całą moją rodzinę, a w szczególności w moje dzieci. Przez ostatnie 5 lat ( 2002r- 2007r ) nie było nas stać na zaspokojenie elementarnych potrzeb bytowych. Aby zapewnić minimum na przeżycie ( aby mieć co jeść, a w szczególności dzieci) mąż wyprzedał na złom zapasy materiałowe swojej pracowni, maszyny i wszystko co można było sprzedać za grosze. Wyprzedaliśmy wszystko co miało wartość( biżuteria, samochody, cenne, unikatowe książki, rodzinna porcelana, zastawy stołowe) aby mieć na żywność i lekarstwa. Od 2006r. korzystamy z pomocy Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, wcześniej wstydziliśmy się, dopiero gdy sytuacja pogorszyła się w sposób dramatyczny zwróciliśmy się o pomoc. Od 5 lat nie kupiliśmy ani jednej nowej rzeczy dla siebie i dzieci. Rzeczowo wspomagają nas przyjaciele i znajomi, którzy oddają nam swoje już niepotrzebne ubrania, pościel, garnki, stare lodówki, pralki, dosłownie wszystko co może nam się przydać i aby uczynić nasze trudne, okupione łzami i cierpieniem życie – lżejszym. Wszystkie pieniądze są przeznaczane na zaspokojenie podstawowych, minimalnych potrzeb bytowych( żywność, lekarstwa, opłaty za prąd, wodę, szkołę) zredukowane do minimum. Mieszkamy w 150-o letnim budynku, który z powodu zatrzymania inwestycji i remontu niszczeje i traci na wartości. Od 2002r. nie stać Nas na przeprowadzenie remontu, nawet powierzchni mieszkalnych. Staramy się zabezpieczać( ratować) substancję budynków własnymi siłami. Budynek jest zawilgocony, przecieka dach, w kilku miejscach pęka podłoga. Aby w ciągu roku osiągnąć stan, który planowaliśmy na koniec 2008r. wg. Naszych założeń trzeba na dzień dzisiejszy zaangażować środki w wysokości 10 000 000 pln ( 5 mln euro).
Są to nasze utracone korzyści i to jest kwota, która zrekompensowała tylko straty spowodowane upadkiem przedsięwzięcia, bez strat moralnych. Ponadto jesteśmy zadłużeni w banku, u rodziny i znajomych. W środowisku wiejskim mamy opinię biedaków i nieudaczników. Jest to dla Nas jeszcze bardziej bolesne , bo wiemy, że mamy ogromny potencjał twórczy, ja na polu rehabilitacji ruchowej , mąż w dziedzinie sztuki. Mamy bardzo inteligentne dzieci, które niosą wraz z nami bagaż bardzo trudnych i nieprzyjemnych doświadczeń, choć nie są niczemu winne. Świadomość, że nie możemy dzieciom kupić tego wszystkiego co mają ich rówieśnicy średnio zamożnych rodziców, budzi w nas gniew, frustrację, apatię, a czasem wręcz myśli samobójcze. Mamy wspaniałą, kochającą się rodzinę i to bardzo nam pomaga aby przetrwać te koszmarne, straszne dla nas czasy. Dzieci powodują, że jeszcze chce nam się wstać i zmagać z kolejnym dniem.
Pomimo wszystko jest w nas jeszcze na tyle siły i nadziei żeby walczyć, a ta Skarga do Trybunału Praw Człowieka w Sztrasburgu jest tego dowodem.

W skardze domagałam się odszkodowania za straty moralne i zdrowotne moje i mojej rodziny, a w szczególności za cierpienia psychiczne moje, mojego męża i trójki moich dzieci, ubogie żywienie, nerwice, brak środków na zaspokojenie podstawowych potrzeb dzieci i koniecznych działań do pełnego i prawidłowego rozwoju psychomotorycznego. Ponadto domagałam się odszkodowania za straty spowodowane upadkiem przedsięwzięcia, które rozpoczęłam wraz z mężem w 2001r.

15 września2007r. wysłałam skargę do Sztrasburga, a na początku października dostałam odpowiedź, że została umieszczona na liście spraw do rozpatrzenia przez Trybunał. Miesiąc później Trybunał napisał, że Wielka Izba w składzie trzech sędziów odrzuciła moją skargę jako niedopuszczalną, ponieważ nie złożyłam sprzeciwu od wyroku z 2001r. i nie wniosłam apelacji od wyroku w sprawie mojego powództwa przeciwegzekucyjnego w roku 2007.

Nie muszę ukrywać, że gdy otrzymałam negatywną odpowiedź, z takim uzasadnieniem załamałam się, najbardziej tym, że zawierało nieprawdę, gdyż sprzeciw od wyroku złożyłam 29.08.2002r. w Sądzie Okręgowym w Warszawie i kilkakrotnie w Skardze do Sztrasburga o tym pisałam, a dokumenty na poparcie tego faktu zawarłam w VII części Skargi – Wykaz dokumentów, które jako załącznik również wysłałam.

Wczoraj po długim namyśle napisałam list do Trybunału, a w zasadzie do Zastępcy Kanclerza Sekcji, w którym mimo, że zdaję sobie sprawę, że nikt może mi nie odpowiedzieć zawarłam swoje oburzenie sposobem w jaki zostałam potraktowana.

Europejski Trybunał Praw Człowieka w Sztrasburgu- ostatni bastion, który ma stać na straży poszanowania prawa, niestety padł, a może zawsze był tylko fikcją, a może po prostu „ Temida znów widzi”?

Polecam sprawy poruszane w działach:
SĄDY PROKURATURA ADWOKATURA
POLITYKA PRAWO INTERWENCJE - sprawy czytelników

Tematy w dziale dla inteligentnych:
ARTYKUŁY - tematy do przemyślenia z cyklu: POLITYKA - PIENIĄDZ - WŁADZA

"AFERY PRAWA" - Niezależne Czasopismo Internetowe www.aferyprawa.com
Stowarzyszenia Ochrony Praw Obywatelskich
Zespół redakcyjny: Zdzisław Raczkowski, Witold Ligezowski, Małgorzata Madziar, Krzysztof Maciąg, Zygfryd Wilk, Bogdan Goczyński, Zygmunt Jan Prusiński oraz wielu sympatyków SOPO

uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: afery@poczta.fm
redakcja@aferyprawa.com
Dziękujemy za przysłane teksty opinie i informacje.

WSZYSTKICH INFORMUJĘ ŻE WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI I SWOBODA WYRAŻANIA SWOICH POGLĄDÓW JEST ZAGWARANTOWANA ART 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ.

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.