Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
19 lipca 2018
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

AFERY PRAWA ZDZISŁAW RACZKOWSKI psychiatrzy wypisują fałszywe opinie bandytom oszustom zeby nie trafili za kratki prokuratorzy też na tym zarabiają

Psychiatryczne przekręty skorumpowanych lekarzy i prokuratorów. Bandytom, złodziejom, wszelkim aferzystom (prze)biegli lekarze psychiatrzy wypisują chorobę psychiczną żeby nie trafiał za kratki i swobodnie korzystali z ukradzionej kasy... i oni też...

Wsadziłem kij w mrowisko - o patologii organów (nie)sprawiedliwości informuje dyrektor Państwowym Szpitalu dla Psychicznie i Nerwowo Chorych w Rybniku,  – Stanisław Urban.
Teraz za ujawnienie faktów korupcji funkcjonariuszy władzy, podobnie jak redaktor Z. Raczkowski, poseł Nowak i wielu innych jest prześladowany przez nieetycznych urzędników. 
- Spotkałem się z sytuacjami, kiedy ludziom zupełnie zdrowym rozpoznawano chorobę psychiczną. Osoby takie "przechowywano" w szpitalu tylko po to, aby nie trafiali za kratki. Wystawiano im fałszywe opinie sądowe - psychiatryczne, aby uniknąć mogli kary pozbawienia wolności - mówi o wydarzeniach w Państwowym Szpitalu dla Psychicznie i Nerwowo Chorych w Rybniku, jego były dyrektor – Stanisław Urban.

Jakie zarzuty stawia Panu i kilku innym lekarzom prokuratura?
Są to zarzuty poświadczenia nieprawdy, przekroczenia uprawnień oraz podżegania pracowników szpitala do podejmowania się roli kuratorów sądowych wobec pacjentów.
Sprawa dotyczy darowizn przekazywanych przez pacjentów na rzecz szpitala…
Tak. Zastanawiam się tylko, dlaczego prokuratura najpierw swoim śledztwem objęła tylko okres mojego dyrektorowania, czyli czas od czerwca 2001 roku do grudnia 2003 roku. Dopiero w grudniu 2005 roku prokuratura postawiła zarzuty innym, byłym dyrektorom szpitala.
Przychodząc do rybnickiego szpitala zastałem pewną sytuację, którą było przekazywanie darowizn na rzecz szpitala. Jak powiedział mi jeden z długoletnich pracowników szpitala darowizny pacjentów na rzecz szpitala przekazywane były od 30 lat.

Sytuacja wyglądała tak, że jeśli jakiś pacjent miał wolę i ochotę przekazać pieniądze na rzecz szpitala, to je przekazywał. Te darowizny miały poprawić warunki jego przebywania w placówce. (czyli aferzysta przebywał poza szpitalem - dod. redakcji)

A szpital przez wiele lat znajdował się w katastrofalnej sytuacji finansowej i brakowało środków na podstawowe wyposażenie i remonty. Obiekt ma prawie 120 lat i zwłaszcza oddziały dla przewlekle chorych był mocno zaniedbane. Proszę sobie wyobrazić, że w toaletach na tych oddziałach znajdowało się 6 muszli klozetowych bez żadnych drzwi i przepierzeń!
Kiedy obejmowałem stanowisko dyrektora przekazywanie darowizn odbywało się w ten sposób, że osoba chętna do jej przekazania składała podanie do dyrekcji, która darowiznę przyjmowała. Postanowiłem to unormować inaczej. Razem z radcą prawnym szpitala opracowaliśmy tryb postępowania administracyjnego dla przekazywania darowizn. Chodziło o to, aby unormować przepływ tego pieniądza, a dokładnie, aby nie przechodził on przez niczyje ręce. Tak więc przekazanie darowizny odbywało się na zasadzie umowy cywilno-prawnej między pacjentem a dyrektorem, na której razem ze mną podpisywał się radca prawny. Warunkiem zawarcia umowy było potwierdzenie przez ordynatora oddziału, że stan zdrowia pacjenta pozwala mu na podpisanie takiej umowy. Wprowadziłem też regulamin wypłacania pieniędzy z konta, na którym są zdeponowane oraz regulamin depozytów.
Mam wrażenie, że wyszliśmy trochę przed orkiestrę, bo wiem, że we wszystkich śląskich szpitalach psychiatrycznych przekazywanie darowizn odbywa się tak, jak kiedyś w Rybniku.
Ale dlaczego prokuratura dopatrzyła się nieprawidłowości tylko w Pana działaniu, a nie innych placówek w województwie?
O to proszę spytać prokuraturę. Mam swoją teorię na ten temat…
???
Przekazywane od 30 lat darowizny w rybnickim szpitalu to nie jedyne zjawisko, które tutaj zastałem. Jeszcze pracując w innych szpitalach słyszałem już 20 lat temu, że Rybnik to takie miejsce, gdzie wszystko można kupić i załatwić. Były to jednak obiegowe opinie, w które nie do końca wierzyłem. Niestety, naocznie przekonałem się o tym, że w szpitalu dzieją się rzeczy, które dziać się nie powinny. Szpital stał się miejscem działalności przestępczej kilku lekarzy. Kiedy sięgnąłem do dokumentacji medycznej, znalazłem tam rzeczy niewyobrażalne. Spotkałem się z sytuacjami, kiedy ludziom zupełnie zdrowym rozpoznawano chorobę psychiczną. Osoby takie przechowywano w szpitalu tylko po to, aby nie trafiali za kratki. Wystawiano im fałszywe opinie sądowe-psychiatryczne, aby uniknąć mogli kary pozbawienia wolności. Nie wspominam nawet o sprawie orzekania w sprawie poborowych, bo rybniczanie doskonale ją znają.
W momencie kiedy przeanalizowałem kilkaset historii chorób i zorientowałem się jak wygląda sytuacja w szpitalu, zdecydowałem się przekazać te informacje oficerowi operacyjnemu policji. Był rok 2002.
A z jakiej komendy policji był ten oficer?
Ze względu na dobro tego człowieka nie mogę powiedzieć – zaraz wyjaśnię dlaczego. Przez 9 miesięcy ten oficer odbierał ode mnie informacje na temat wykrytych przeze mnie nieprawidłowości. Po 9 miesiącach mocodawcy oficera przestali się interesować przekazywanymi przez niego informacjami. Równocześnie w stosunku do niego rozpoczęły się szykany. Człowiek, który miał 2 fakultety był kilka razy w tygodniu kontrolowany, w końcu zaproponowano mu patrolowanie miasta. Wtedy oficer zdecydował się pojechać do Warszawy do Centralnego Biura Śledczego. Tam przez wiele godzin opowiadał o procederze w szpitalu. Niestety, szykany w stosunku do niego nie ustały. Zwolnił się więc z policji.
Sprawa zamarła. Nikt się nią nie interesował. Poszedłem w lipcu 2003 roku do Prokuratury Okręgowej w Gliwicach i zgłosiłem podejrzenie popełnienia tych wszystkich przestępstw, które wymieniłem.
I co było dalej?
Zaraz po tym w szpitalu pojawiła się policja. Z nakazem prokuratury rozpoczęła kontrolę dokumentacji szpitala pod kątem przekazywania darowizn, o których mówiłem na samym początku. Później oba postępowania przejęła Prokuratura Okręgowa w Opolu.
Dlaczego?
Sami o to zabiegaliśmy i po interwencji kilku posłów postępowanie zostało przeniesione z Gliwic do Opola. Ci sami posłowie złożyli w tej sprawie interpelację do Prokuratora Krajowego, który w marcu 2004 roku przysłał odpowiedź, że w sprawie darowizn prokuratura nie doszukała się żadnych poważnych nieprawidłowości. Jedyny problem stanowiło nieodpowiednie księgowanie i nieodprowadzenie podatku od darowizn, co zresztą w każdej chwili może być uregulowane.
Chciałbym dodać, że kilka razy informowałem prokuraturę, że przeanalizowałem tylko niewielką część dokumentacji medycznej dotyczącej opinii sądowo – psychiatrycznych. Przeważająca część tych dokumentów znajduje się w archiwum szpitala. W 2004 roku kilka razy proponowałem prokuraturze, że zajmę się ich analizą pod kątem ewentualnych nieprawidłowości. Prokuratura za każdym razem odmawiała, a jednocześnie nie zleciła tej analizy innym lekarzom. Dziwi mnie ta decyzja.
Taki stan rzeczy trwał do listopada 2005 roku. 2 listopada postawiono mi zarzuty w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Katowicach, a 16 listopada w Prokuraturze Okręgowej w Opolu. 30 grudnia sprawa trafiła do Sądu Rejonowego w Rybniku. Prokuratura działała niezwykle szybko, jak na polskie standardy.
Skąd to przyśpieszenie?
To znów pytanie do prokuratury. Mogę jedynie od siebie dodać ciekawostkę. Trzy zarzuty, które w sprawie darowizn są mi stawiane, prokurator przedstawił również w listopadzie 2005 roku byłemu radcy prawnemu szpitala. W akcie oskarżenia, który został przesłany do rybnickiego sądu, wspomnianego radcy prawnego już nie ma… Pikanterii tej sytuacji dodaje fakt, że jego i moje wyjaśnienia w znacznym stopniu się pokrywały. Mnie postawiono zarzuty, jemu nie. Widać prawo inne jest dla radców prawnych, a inne dla mnie.
Rybnicki sąd akta sprawy przesłał do Sądu Najwyższego. Przypuszczam, że przyczyna tkwi w tym, że Sąd Rejonowy w Rybniku nie chce rozstrzygać w mojej sprawie, ponieważ przez kilka lat byłem tutaj biegłym sądowym.
No a co z nadużyciami, które pan wykrył w rybnickim szpitalu?
Sprawa biegła na początku strasznie opornie. W informacji prasowej prokurator powiedział, że będzie musiał przesłuchać 1500 świadków i będzie potrzebował 300 000 zł na opinie sądowo – psychiatryczne. Wtedy w sprawę włączyli się posłowie, którzy zwrócili się do prokuratora krajowego, aby przeznaczył środki z rezerwy na ten cel.
Jednak z tego co wiem prokuratura nie badała ludzi, a dokumenty. Uważam, że dopiero badanie stanu psychicznego tych sprawców i porównanie go z zapisami w opiniach sądowo – psychiatrycznych pozwoli na rozstrzygnięcie, kto jest zdrowy, a kto chory – to znaczy, kto unikał kary na podstawie sfałszowanej opinii sądowo – psychiatrycznej. Dodam, że moje spostrzeżenia konsultowałem z bardzo doświadczonymi psychiatrami sądowymi i oni potwierdzili wychwycone przeze mnie nieprawidłowości.
Prokuratura w toku swojego śledztwa postawiła zarzuty dotyczące poświadczania nieprawdy w dokumentacji poborowych dwóm lekarzom, a jednego lekarza całkowicie oczyszczono z zarzutów. Całą sprawę umorzono 5 października 2005 roku.
Na to umorzenie zażalił się Narodowy Fundusz Zdrowia i rybnicki szpital. 17 stycznia tego roku sprawa ponownie została wznowiona.
Czy można wiec sformułować wniosek, że środowisku biegłych psychiatrów zależy na zatuszowaniu całej sprawy?
Pojęcie „biegłych psychiatrów” jest tutaj bardzo nieścisłe, zbyt szerokie. Jest bowiem ogromna rzesza uczciwych biegłych. Ja zetknąłem się z kilkoma nieuczciwymi lekarzami. Swoje twierdzenia opieram na tym, że w 2003 roku razem z innym psychiatrą badałem osoby, które wcześniej miały stwierdzone poważne choroby psychiczne. Nasze badanie pokazało, że te osoby są zdrowe. Trzy z badanych przez nas osób trafiły do Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Instytut w całej rozciągłości potwierdził nasze opinie.
Dodam, że osoby te miały na koncie bardzo poważne i liczne przestępstwa. W rybnickim szpitalu były „przechowywane” jako chore psychicznie, albo miały wystawiane fałszywe opinie, by mogły zostać uznane za niepoczytalne.
Zadaję sobie pytanie na czym miała polegać niepoczytalność barona paliwowego? Barona, który prowadzi firmę, był asystentem społecznym kilku posłów, miał stałą przepustkę na teren Sejmu, gościł u siebie ludzi z pierwszych stron gazet ? Albo na czym miała polegać choroba znanego gangstera czy biznesmena, który miał na koncie kilka wielomilionowych kredytów wyłudzonych w bankach?
Ale żeby proceder, o którym pan mówi mógł skutecznie funkcjonować musieli być w to zamieszani nie tylko biegli psychiatrzy...
Tak, i to budzi mój wewnętrzny sprzeciw. Procedura w takich wypadkach jest następująca: prokurator prowadząc postępowanie przygotowawcze może powziąć wątpliwości co do stanu psychicznego sprawcy. Wtedy powołuje zespół biegłych do zbadania podejrzanego. Biegli psychiatrzy wydają opinię sądowo - psychiatryczną. Jeżeli w opinii uznają, że badana osoba jest niepoczytalna i zagraża porządkowi prawnemu mogą skierować ją na detencję – leczenie w szpitalu, które trwa minimum pół roku. Co 6 miesięcy biegli muszą się wypowiedzieć co do stanu zdrowia psychicznego pacjenta. Na tej podstawie sąd podejmuje decyzję, czy dana osoba nadal pozostanie na detencji, czy nie.
Prokurator otrzymując opinię biegłych sądowych zazwyczaj na niej opiera dalsze postępowanie w danej sprawie, przyjmując, że jest ona prawdziwa. Problem pojawia się wtedy, kiedy taka opinia jest fałszywa. Twierdzę, że w naszym szpitalu było ich wydanych co najmniej kilkadziesiąt. O jednej z nich mówiłem publicznie podczas posiedzenia sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka w Sejmie w 2004 roku. Budziła ona wątpliwości już na pierwszy rzut oka i dziwię się, że została przyjęta.

Nie chcę przez to powiedzieć, że prokuratorzy i sędziowie przyjęli fałszywą opinię świadomie. To powinno wyjaśnić śledztwo. Wiem jedno. Ja i kilka innych osób dostarczyliśmy konkretne wnioski dowodowe, wręcz gotowe dowody. Teraz piłeczka jest po stronie wymiaru sprawiedliwości.
Spytam inaczej. Sugeruje pan, że proces przeciwko panu jest zemstą za wykrycie afery w rybnickim szpitalu. Kto się więc na panu mści? Kto podpalił panu samochód?
Najłatwiej byłoby powiedzieć, że jestem szykanowany, niczego złego nie zrobiłem, a więzienia są pełne niewinnych ludzi. Owszem, utrzymuję, że w czasie swojej pracy w szpitalu nie złamałem prawa, a już na pewno nie zrobiłem tego świadomie, ale sprawa, o której rozmawiamy jest dużo bardziej złożona.
O tym, że jestem ofiarą celowego odwetu świadczą fakty. 
W sprawie przekazywania darowizn w szpitalu postępowania przeciwko mnie toczone było w rekordowo szybkim tempie. Prokuratura wyznaczyła mi trzydniowy okres na zapoznanie się z aktami sprawy, których jest ponad 100 tomów. Termin ten nie pozwolił na choćby pobieżne zapoznanie się z nimi. Odrzuciła też wszystkie wnioski dowodowe złożone przeze mnie, nie zawiadamiała pisemnie moich obrońców o planowanych czynnościach procesowych, zarzucała mi, że to moja postawa uniemożliwia ich przeprowadzenie, nie dotrzymywała żadnych terminów procesowych. Od momentu ujawnienia tej afery w mediach we wrześniu 2003 roku dla mnie i mojej rodziny rozpoczęło się piekło. Nagle stałem się obiektem dziwnych ataków prasowych, które pomawiały mnie o wszystko co najgorsze. W mediach pojawiały się o m.in. szkalujące mnie wypowiedzi niektórych lekarzy. Teraz przeciwko nim Prokuratura Gliwice – Wschód toczy postępowanie o to, że powiadomili prokuraturę o przestępstwach, które nie miały miejsca w rzeczywistości. Pomawiano mnie np. o proponowanie łapówek lekarzom, molestowanie pracowniczki itp.

W listopadzie 2003 roku przed domem spalono mi samochód. Mojej żonie grożono przez telefon, a pewnego razu kiedy byliśmy w domu ktoś próbował włamać się do naszego mieszkania. Poprosiłem wtedy prokuraturę o ochronę, której nie dostałem. Wynająłem więc niezwłocznie firmę ochroniarską. Co noc w naszym domu siedział uzbrojony po zęby ochroniarz, a my udawaliśmy, że śpimy i że wszystko jest w porządku.
Dodam, że w atakach prasowych celuje zwłaszcza jeden z lokalnych tygodników, czego racjonalnie nie umiem wytłumaczyć. Jest jednak dla mnie podejrzane, że tak naprawdę jedynie „Rzeczpospolita” potrafiła niezależnie i moim zdaniem obiektywnie opisać całą sprawę.
Proszę odpowiedzieć na pytanie, kogo podejrzewa o te szykany.
To naprawdę trudne pytanie. Mogę tylko podejrzewać, że stoją za tym ludzie, których przestępcza działalność została publicznie odkryta. Mogą to być zarówno gangsterzy, którzy zamiast wygodnie siedzieć w domu odsiadują teraz wyrok, jak i osoby, które opisany proceder zlecały. Mam nadzieję, że wznowione postępowanie Prokuratury Okręgowej w Opolu w tej sprawie to wyjaśni.

Czy finał tej sprawy, o którym Pan marzy, będzie równoznaczny z kompromitacją polskiego wymiaru sprawiedliwości?
Zupełnie nie o to mi chodzi. Zależy mi tylko na tym, aby prokuratura zbadała stan zdrowia osób, które znajdują się w przedstawionych przeze mnie wnioskach dowodowych. Jak wspomniałem w 3 przypadkach niezależny instytut potwierdził, że wystawione w rybnickim szpitalu opinie o chorobach psychicznych były nieprawdziwe, a jednak prokuratura dała im wiarę.

Na jesieni kandydował pan do parlamentu. Czy przypadkiem nie chciał pan się „załapać” na immunitet?
Proszę się zapoznać z programem wyborczym, który znajduje się na mojej stronie internetowej. Jest tam wyraźnie napisane, że będę dążył do likwidacji immunitetu, bo jest on nikomu do niczego niepotrzebny. Zresztą proponowałem i nadal proponuję szereg innych radykalnych zmian w naszym wymiarze sprawiedliwości.
No właśnie. Pana pomysły są w znacznej mierze zbieżne z poglądami i działaniami obecnego ministra sprawiedliwości. Czy może upatruje w nim pan sojusznika?
Mam dużą satysfakcję, że rzeczy, które kiedyś sam wymyśliłem są teraz wdrażane. Poza tym myślę, że gdyby nie pewien klimat, atmosfera wprowadzona przez ministra Ziobrę, ja bym już siedział…
A kontaktował się pan już z ministrem?
Niestety, nie mogę odpowiedzieć na to pytanie. Póki co w mojej sprawie senator Platformy Obywatelskiej Władysław Sidorowicz złożył oświadczenie. Z kolei poseł Prawa i Sprawiedliwości z Rybnika – Grzegorz Janik, który jest wiceprzewodniczącym rady społecznej szpitala i doskonale zna jego problemy złożył w mojej sprawie interpelację i zapytanie do ministra sprawiedliwości. Następna interpelacja jest w drodze.

Nie żałuje pan, że wsadził kilka lat temu kij w mrowisko?
Nie, nie żałuję. Miałbym dziś kaca moralnego, gdybym tego nie zrobił. Naprawdę w 2001 roku źle się czułem wiedząc, że w rybnickim szpitalu trwa przestępczy proceder.
Na zakończenie proszę powiedzieć jak na zarzuty przeciwko Panu i pozostałym lekarzom zareagowała dyrekcja szpitala?
Nie chcę się wypowiadać za dyrekcję, ale myślę, że szanuje ona zapis konstytucji mówiący, że tylko prawomocny wyrok sądu przesądza o czyjejś winie. Wszyscy lekarze, którym stawia się zarzuty nadal pracują na tych samych stanowiskach. Tak więc relacje na linii lekarze - dyrekcja szpitala nie uległy żadnej zmianie. 

Dziękuję za rozmowę. 
Rozmawiał Wacław Wrana

Rybnik - portal miasta Rybnik

Od redakcji.
Wypisywaniem dowolnych opinii psychiatrycznych zajmują się biegli psychiatrzy we wszystkich szpitalach i ośrodkach. Logiczne, że nikt do tego nie zechce się przyznać. Można wykupić sobie rentę, jak też "udawanie że przebywa się w szpitalu". Przedstawiam dowody faktów ze szpitala psychiatrycznego w Jarosławiu, gdzie ordynator A. Ferenc w tym bryluje. - prokuratorzy oczywiście "olali" zawiadomieni - w końcu też z tego czerpią profity. A dowodem ich korupcji jest oskarżenie dziennikarza Raczkowskiego ujawniającego fakty korupcji urzedniczej.

Antoni Ferenc - żydowski lekarz psychiatria?, ordynator szpitala w Jarosławiu, alkoholik?, biegły sądowy?, ukrywający się przed PRAWEM? - kim naprawdę jest???

Pomówienia - stan prawny. Prześladowanie dziennikarza i redaktora Zdzisława Raczkowskiego przez skorumpowanych sędziów i prokuratorów podkarpackich.

Stanisław Urban głośno mówił o zaskakujących nieprawidłowościach, na które natrafił przeglądając szpitalną dokumentację. - Funkcjonowało tu coś w rodzaju fabryki fałszywych dokumentów.

Przestępcy sądzeni przez Sąd Okręgowy w Ostrołęce wychodzili na wolność za pieniądze. W areszcie siedzi już 20 osób, śledztwo wykazało, że zamieszani w sprawę są m.in. sędziowie, kierowniczka sekcji penitencjarnej sądu, lekarze psychiatrzy wystawijący lewe opinie...

Ofiary poznańskiego psychiatry 

Strona prawdy o polskim sądownictwie.

ARTYKUŁY W PRASIE O PRZEKRĘTACH LEKARZY PSYCHIATRÓW.
Sądy zatrzymują w szpitalach zupełnie zdrowych ludzi - Newsweek
Ofiary poznańskiego psychiatry
Całkiem normalni wariaci
Załatwiamy niewinnych 

Polecam sprawy nieetyki urzędniczej poruszane w działach:
 SĄDY   PROKURATURA  ADWOKATURA
 POLITYKA  PRAWO  INTERWENCJE - sprawy czytelników  

Tematy  w dziale dla inteligentnych:  
ARTYKUŁY - tematy do przemyślenia z cyklu: POLITYKA - PIENIĄDZ - WŁADZA

"AFERY PRAWA" - Niezależne Czasopismo Internetowe 
www.aferyprawa.com  
Redaktor Naczelny:
mgr inż.  ZDZISŁAW RACZKOWSKI

    uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: Z.Raczkowski@aferyprawa.com 
Dziękuję za przysłane teksty opinie i informacje. 

WSZYSTKICH INFORMUJĘ ŻE WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI I SWOBODA WYRAŻANIA SWOICH POGLĄDÓW JEST ZAGWARANTOWANA ART 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ.

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.

~Mihail
23-12-2014 / 13:05
That's way the bessett" rel="nofollow">sfnpug.com">bessett answer so far!
~Wiwi
19-12-2014 / 21:28
You saved me a lot of haslse just now.
~Ema
13-07-2014 / 12:15
jestem przykladem tego normalnego wariata,bez obecnosci osoby zainteresowanej stwierdza sie chorobę psychiczną,dodam że nie jestem przestępcą,chyba komuś zalazlam za skorę,ustawa o ochronie zdrowia psychicznego to broń do ręki dla psychiatrów i ludzi ktorzy chcą kogoś skrzywdzić,no nie we wszystkich wypadkach