Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
23 listopada 2017
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

AFERY PRAWA WYPOWIEDZ PROF. BRONISŁAW ZIEMIANIN

Krytyka wyroków sądowych nie jest godzeniem w niezawisłość sędziowską. Nadmiar prawa prowadzi do patologii w zarządzaniu państwem - Profesor Bronisław Ziemianin. Podobny charakter ma wywiad Rzeczpospolitej z sędziom Trybunału Konstytycyjnego Markiem Safjanem.

Z uwagi na fakty prześladowania mojej dziennikarskiej działalności z powodu zamieszczanych krytycznych artykułów na stronach www.aferyprawa.com o nieetycznych wyrokach sędziów i nieproceduralnych postępowaniach prokuratorów, pozwoliłem sobie przedstawić artykuł Profesora Bronisława Ziemianina zamieszczony w Rzeczpospolitej w dniu 10.03.2006r.

Zacznę od końcowego sformułowania:

Wyrok można kwestionować!!!

Trzeba też przeciwstawiać się kategorycznie mitowi, jakoby krytyka wyroków sądowych godziła w niezawisłość sędziowską. Są to dwie różne kwestie. Niezawisłość oznacza tylko tyle, że nikt nie może nakazać sędziemu, który rozstrzyga daną sprawę, by orzekł w określony sposób. Krytyka wyroku zaś jest przewidziana w samych przepisach proceduralnych. Każda ze stron ma mianowicie prawo odwołać się od wyroku do sądu drugiej (czy nawet trzeciej) instancji i kwestionować zawarte w nim rozstrzygnięcie. Poza tym wyroki poddawane są krytyce w publikacjach naukowych oraz w glosach. Nie mogą również być wolne od krytyki prasowej. Wbrew pozorom, z faktu, że wyroki prawomocne podlegają przymusowemu wykonaniu, wcale nie wynika, iż nie wolno ich krytykować. Należy jedynie dbać o to, by krytyka miała charakter rzeczowy.

i jego uzasadnienie:

Potrzebne właściwe stosowanie

Troska o jakość prawa jest warunkiem koniecznym, ale niewystarczającym jego skuteczności. Żadne prawo nie działa bowiem samoczynnie - musi być właściwie stosowane przez organy państwa, zwłaszcza zaś przez sądy. Doświadczeni prawnicy dobrze wiedzą, że nawet zła ustawa może być skuteczna, jeżeli będzie stosowana przez dobrego sędziego. Z kolei zły sędzia nie zrobi dobrego użytku nawet z najlepszej ustawy. Dlatego też daleko idących zmian wymaga nie tylko procedura tworzenia prawa, lecz także jego stosowania.

Przede wszystkim od kandydatów na sędziów należy wymagać nie tylko znajomości prawa, lecz także wiedzy z innych dziedzin nauki, zwłaszcza ekonomii, teorii zarządzania, rachunkowości, socjologii, psychologii, sztuki prowadzenia negocjacji itp. Prawnik, który nie ma ogólniejszego wykształcenia, lecz zna jedynie normy prawne, jest w istocie biedną istotą, nie rozumie bowiem ludzi, których problemy ma rozstrzygać. Nigdy nie będzie dobrym sędzią. Jeżeli nim został, powinien szybko zmienić zawód dla dobra wymiaru sprawiedliwości.

Niezmiernie ważne jest zniesienie gwarancji stałego zatrudnienia sędziego. Jak każdy inny pracownik państwowy, powinien on podlegać okresowym ocenom z punktu widzenia kwalifikacji zawodowych i moralnych. Ocen takich mogłyby dokonywać odpowiednie składy orzekające Sądu Najwyższego. Negatywna ocena kwalifikacji zawodowych lub moralnych sędziego powinna go eliminować z zawodu. Korzyści z jego zatrudnienia są bowiem niższe niż szkody, jakie może on wyrządzić państwu wadliwymi wyrokami.

...do przemyślenia czytelnikom.
Logiczne, że taki pogląd dot. weryfikacji urzędników państwowych jest popierany przez Stowarzyszenie Ochrony Praw Obywatelskich jak i całą redakcję czasopisma.

Tu artykuł w całości:

Przepis nie jest lekarstwem na wszystko
Znana maksyma Tacyta brzmi: "Im bardziej chore państwo, tym więcej w nim ustaw i rozporządzeń". Parafrazując tę maksymę, równie dobrze można powiedzieć: "Im więcej w państwie ustaw i rozporządzeń, tym bardziej chore państwo". Nasi politycy jednak nie wierzą w żadną z tych maksym, wierzą natomiast bezgranicznie w omnipotencję prawa, tworzą je więc bez ograniczeń.

Pęcznieją przeto dzienniki ustaw, zadrukowuje się tekstami prawnymi coraz więcej papieru, a efekt tego jest niewielki lub żaden. Jakość ustaw jest bowiem bardzo zła, niektóre z nich zaś są zupełnie zbędne. Posłowie jednak się tym nie przejmują. Wyznają wszak zasadę: "Im więcej ustaw, tym większy powód do chwały, oznacza to bowiem, że Sejm jest pracowity".
Wiele zbędnych decyzji

Czas już najwyższy, by posłowie zrozumieli, że prawo nie jest lekarstwem na wszystko, przeciwnie - jego nadmiar prowadzi do patologii w zarządzaniu państwem, zwiększa koszty utrzymania aparatu państwowego, zmniejsza swobodę działania i kreatywność obywateli, premiuje konformizm, mnoży sprawy sądowe itp. Podejmując decyzje prawotwórcze, Sejm powinien więc mieć na uwadze trafne ze wszech miar twierdzenie P. F. Druckera: "Jedną z ważnych decyzji jest niepodejmowanie żadnej decyzji". Dobry lekarz - zdaniem tego myśliciela - nie wykonuje zbędnych operacji, skuteczny człowiek zaś nie podejmuje zbędnych decyzji ("Myśl przewodnia Druckera", Warszawa 2002).

Prawo jest bez wątpienia ważnym regulatorem stosunków społecznych, ale nie jedynym. Istotną rolę w życiu społecznym odgrywają także normy pozaprawne (moralne, obyczajowe, religijne, techniczne, społeczne). Nie stoi wprawdzie za nimi przymus państwowy, ale są one mocno zakorzenione w świadomości obywateli, mają więc dla nich dużą siłę motywacyjną. Nie mogą przeto być pomijane ani w tworzeniu, ani w stosowaniu prawa. Tymczasem prawo stanowione przez Sejm pozostaje nierzadko w jawnej sprzeczności z normami pozaprawnymi. Dlatego też nie cieszy się uznaniem społecznym i nie jest skuteczne.

Dlaczego niski prestiż

Skuteczność prawa zależy nie tylko od jego treści, lecz także od autorytetu organu prawotwórczego. Polski Sejm nie cieszy się dużym autorytetem. Wskazują na to liczne badania naukowe i sondaże socjologiczne. Przyczyny tego stanu rzeczy leżą głównie w niskim poziomie kwalifikacji zawodowych i moralnych znacznej grupy posłów, kryminalnej przeszłości wielu z nich, wadliwej organizacji pracy Sejmu. Patologię tę można usunąć tylko przez zmianę ordynacji wyborczej oraz nowelizację regulaminu izby.

Parlament powinien być miejscem dobrze zorganizowanej, twórczej i kulturalnej pracy posłów. Polski Sejm zaś nie spełnia tych wymagań. Posłowie nie zachowują należytej dyscypliny obrad, ich przemówienia nie zmierzają z reguły do rozwiązania problemu, lecz są obliczone na osiągnięcie określonego efektu medialnego, nade wszystko zaś na zdyskredytowanie przeciwnika politycznego. Trudno się przeto dziwić, że prestiż Sejmu jest bardzo niski.

Jednym z warunków skuteczności prawa jest jego komunikatywność. Przepis prawa jest swego rodzaju komunikatem dla adresata normy prawnej, musi więc być tak zredagowany, by jego adresat wiedział, jak ma postępować, by nie narazić się na określoną sankcję. Polskie prawo jest mało komunikatywne. Dotyczy to zwłaszcza prawa podatkowego. Źródłem patologii podatkowej jest częściej złe prawo niż zła wola podatników.

Zła procedura tworzenia

Przyczyną złego prawa jest wadliwa procedura jego tworzenia. Przedkładane przez rząd projekty ustaw nie są przez Sejm przyjmowane lub odrzucane w całości, lecz podlegają generalnym przeróbkom w komisjach sejmowych oraz na plenarnych posiedzeniach izby. Po takich przeróbkach z Sejmu wychodzi na ogól typowy bubel legislacyjny, sprzeczny wewnętrznie, niezharmonizowany z przepisami innych ustaw, wymagający natychmiastowych zmian. Tę patologię można zlikwidować tylko przez ustalenie i konsekwentne stosowanie nowej procedury tworzenia prawa.

Wielkie kodyfikacje okresu międzywojennego (kodeks karny, kodeks zobowiązań, kodeks handlowy) przygotowane zostały przez wybitnych legislatorów, a następnie przyjęte w całości rozporządzeniami prezydenta, a nie ustawami sejmowymi. Posłowie nie mieli więc możliwości "poprawiania" projektów tych kodyfikacji. Może dlatego właśnie przez wiele lat uznawane były za arcydzieła sztuki prawniczej. Tego zaś nie można, niestety, powiedzieć o późniejszych kodyfikacjach czy też o innych aktach prawnych, które uchwalił Sejm.

Niech oceniają eksperci, a nie koledzy posłów

Istotne podniesienie poziomu prawotwórstwa sejmowego możliwe będzie dopiero wtedy, kiedy redagowanie ustaw należeć będzie do eksperckich zespołów legislacyjnych, a nie do posłów, komisji sejmowych i Sejmu. Zadanie Sejmu powinno sprowadzać się do przyjęcia lub odrzucenia projektu ustawy w całości. Jeżeli izba widzi potrzebę dokonania w projekcie określonych poprawek, to powinna go zwrócić zespołowi legislacyjnemu wraz z określonymi sugestiami, a nie przerabiać samodzielnie. Prace legislacyjne wymagają bowiem wiedzy specjalnej, której posłowie na ogół nie mają. Nie powinni więc we własnym zakresie konstruować aktów prawnych ani ich przerabiać.

Daleko idących zmian wymagają też zasady korzystania przez Sejm z pomocy ekspertów. Ekspertami sejmowymi powinny być tylko osoby niezależne politycznie, wolne od dyscypliny partyjnej, legitymujące się wysokimi kwalifikacjami zawodowymi i moralnymi. Ustawy są aktami państwowymi, a nie wewnątrzpartyjnymi. Do ich tworzenia nie powinni więc być angażowani tzw. niezależni eksperci partyjni. W praktyce zaś ekspertami sejmowymi są najczęściej partyjni koledzy posłów. Wartość wydawanych przez nich opinii jest niewielka lub żadna.

Projekty ustaw powinny być oceniane nie przez ekspertów wskazywanych przez posłów, lecz losowanych w Kancelarii Sejmu z list branżowych. Poza tym Sejm powinien zwracać się o opinie również do właściwych branżowo instytucji naukowych. Każdy projekt ustawy byłby obligatoryjnie przekazywany do wszystkich uniwersyteckich wydziałów prawa, by mogły one, jeżeli uznają to za celowe, złożyć swoje opinie. Ważniejsze projekty ustaw należy poddawać pod dyskusję publiczną.

Potrzebne właściwe stosowanie

Troska o jakość prawa jest warunkiem koniecznym, ale niewystarczającym jego skuteczności. Żadne prawo nie działa bowiem samoczynnie - musi być właściwie stosowane przez organy państwa, zwłaszcza zaś przez sądy. Doświadczeni prawnicy dobrze wiedzą, że nawet zła ustawa może być skuteczna, jeżeli będzie stosowana przez dobrego sędziego. Z kolei zły sędzia nie zrobi dobrego użytku nawet z najlepszej ustawy. Dlatego też daleko idących zmian wymaga nie tylko procedura tworzenia prawa, lecz także jego stosowania.

Przede wszystkim od kandydatów na sędziów należy wymagać nie tylko znajomości prawa, lecz także wiedzy z innych dziedzin nauki, zwłaszcza ekonomii, teorii zarządzania, rachunkowości, socjologii, psychologii, sztuki prowadzenia negocjacji itp. Prawnik, który nie ma ogólniejszego wykształcenia, lecz zna jedynie normy prawne, jest w istocie biedną istotą, nie rozumie bowiem ludzi, których problemy ma rozstrzygać. Nigdy nie będzie dobrym sędzią. Jeżeli nim został, powinien szybko zmienić zawód dla dobra wymiaru sprawiedliwości.

Niezmiernie ważne jest zniesienie gwarancji stałego zatrudnienia sędziego. Jak każdy inny pracownik państwowy, powinien on podlegać okresowym ocenom z punktu widzenia kwalifikacji zawodowych i moralnych. Ocen takich mogłyby dokonywać odpowiednie składy orzekające Sądu Najwyższego. Negatywna ocena kwalifikacji zawodowych lub moralnych sędziego powinna go eliminować z zawodu. Korzyści z jego zatrudnienia są bowiem niższe niż szkody, jakie może on wyrządzić państwu wadliwymi wyrokami.

Wyrok można kwestionować

Trzeba też przeciwstawiać się kategorycznie mitowi, jakoby krytyka wyroków sądowych godziła w niezawisłość sędziowską. Są to dwie różne kwestie. Niezawisłość oznacza tylko tyle, że nikt nie może nakazać sędziemu, który rozstrzyga daną sprawę, by orzekł w określony sposób. Krytyka wyroku zaś jest przewidziana w samych przepisach proceduralnych. Każda ze stron ma mianowicie prawo odwołać się od wyroku do sądu drugiej (czy nawet trzeciej) instancji i kwestionować zawarte w nim rozstrzygnięcie. Poza tym wyroki poddawane są krytyce w publikacjach naukowych oraz w glosach. Nie mogą również być wolne od krytyki prasowej. Wbrew pozorom, z faktu, że wyroki prawomocne podlegają przymusowemu wykonaniu, wcale nie wynika, iż nie wolno ich krytykować. Należy jedynie dbać o to, by krytyka miała charakter rzeczowy.

Prof. Bronisław Ziemianin, Uniwersytet Szczeciński

www.Rzeczpospolita.pl

Co ciekawe, krytykę sądy dopuszcza też były prezes Trybunału Marek Safjan.
Poniżej wywiad Rzeczpospolitej z nim;


Rz: Krytykuje się Sejm i jego działania, nikt też nie oszczędza rządu ani prezydenta. Tylko trzecia władza - sądownicza, jedyna, która nie pochodzi z wyboru - nie dopuszcza krytyki siebie i swoich dokonań. To słuszne?

MAREK SAFJAN: Trzecia władza, jak każda władza w demokratycznym państwie, podlega ocenie publicznej. Może więc podlegać krytyce.

RZ: Prawnicy jednak twierdzą, że o wyrokach się nie dyskutuje.
Dyskutować można o każdym obszarze działania każdej władzy. Wolność słowa w wolnych mediach oznacza m.in. swobodę wypowiedzi również na temat funkcjonowania organów sprawiedliwości. Trzeba jednak odróżnić krytyczną ocenę wyroku lub funkcjonowania sądów od presji opinii publicznej, wywierania wpływu na toczące się postępowanie. Takie naciski należy uznać za zamach na niezależność sądów, uniemożliwianie im wydawania prawidłowych, a przede wszystkim sprawiedliwych wyroków.

Wyobraźmy sobie sytuację, wcale nie abstrakcyjną, kiedy to podczas toczącej się sprawy karnej media jednym głosem nawołują do zorganizowania pokazowego procesu, domagają się surowych kar, formułują kategoryczne oceny prezentowanych dowodów, zastępują sąd w ustaleniu, kto jest winien, etc.

Może media dostosowują się do okoliczności i potrzeb czasu, w którym żyjemy. Może sygnalizują, że prawo i jego stosowanie jest ułomne.
W żadnych okolicznościach i wobec nikogo nie można formułować sądów definitywnych i ostatecznych ani przypisywać komukolwiek przestępstwa, jeśli nie jest to poparte wyrokiem sądowym. Wina albo niewinność mogą wynikać jedynie z oceny niezależnego sądu. Żadna gazeta, stacja telewizyjna czy komisja sejmowa nie może go w tym zastąpić. W demokratycznym państwie prawnym jest bezdyskusyjne, że to domena wyłącznie sądu.

Rz: O czym więc możemy dyskutować i jakie są granice krytyki wymiaru sprawiedliwości?
Ocenie może podlegać sposób działania sądu, a nawet orzecznictwo. I nie brakuje takiej krytyki.

Rz: A sędziowie są nietykalni?
Nie. Dziwi mnie nawet taki pogląd, bo w praktyce sędziowie, np. Sądu Najwyższego czy Trybunału Konstytucyjnego, a ściślej: ich orzeczenia, są poddawane wnikliwej i często ostrej krytyce. Bez niej nie rozwijałaby się ani nauka prawa, ani świadomość obywatelska. Dyskusje wychodzą coraz częściej poza oceny środowiskowe, że przypomnę spór o granice wolności słowa na tle wyroku w sprawie z powództwa prezydenta przeciwko redakcji "Życia" czy orzeczenia w sprawie tekstu Jerzego Urbana o papieżu w tygodniku "Nie". Ostra debata dotyczyła ostatnio granic dyscyplinowania obrońców w procesie FOZZ.

Rz: To skąd syndrom oblężonej twierdzy, gdy media skierują wobec sądów jakikolwiek zarzut?
Myślę, że sędziowie nie chcą się godzić na wybiórczość informacji medialnej, na podkreślanie wyłącznie patologii w ich środowisku i pomijanie tego, co jest normalnością wymiaru sprawiedliwości.

Rz: Wybiórczość jest jednak normą działania mediów. Ludzie liczą, że odsłonimy wszelkie nieprawidłowości.
MS: Apelowałbym jednak o właściwsze proporcje, bo sądowa normalność wypada znacznie korzystniej, niż można sądzić z nagannych przykładów eksponowanych przez media. Nie oznacza to jednak, że chciałbym pobłażliwości np. dla korupcji. Każdy jej przypadek uważam za sygnał alarmowy. Nie uspokaja mnie statystyka, która mówi o nikłym procencie takich incydentów. Tyle że na ich podstawie nie można malować obrazu wymiaru sprawiedliwości.

Rz: Coraz powszechniejsza jest jednak opinia, że wymiar sprawiedliwości zachowuje się nie jak trzecia władza RP, lecz jak korporacja.
MS: Trudno temu zaprzeczyć. Zdarzają się, niestety, przejawy zachowań korporacyjnych. Tymczasem sędziowie tworzą korporacje nie po to, by bronić swych interesów, lecz służyć dobru publicznemu. Ostrzej i bardziej zdecydowanie należy reagować na wszelkie zachowania, które podważają zaufanie do wymiaru sprawiedliwości.

Rz:Wtedy sędziowie przypominają o swojej niezależności, niezawisłości i samodzielności.
MS: Tak, ale trzeba dopowiedzieć, że samodzielność i niezależność to przywilej, który ma służyć obywatelom, a nie sędziom osobiście. To ma być gwarancja niezależnego oraz wolnego od stronniczości i nacisków orzekania. Tymczasem postrzega się często te elementy statusu zawodu sędziego jako osobisty przywilej, a nie społeczny obowiązek.

Rz: Gdzie więc przebiega granica, której mediom nie wolno przekraczać?
MS: Tą granicą jest podważanie sensu funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości i konstytucyjnej roli trzeciej władzy. Niebezpieczne dla państwa jest lansowanie poglądu, że wymierzanie sprawiedliwości może odbywać się według innych reguł niż nakreślone w konstytucji. W państwie prawa nie da się zastąpić sądów komisją śledczą. Z punktu widzenia gwarancji praw jednostki nie wymyślono bowiem nic lepszego niż sądy. A sądy muszą działać według głęboko i wszechstronnie przemyślanych procedur. Podważanie tego systemu jest niebezpieczne dla nas samych.

Rz: Są przykłady takiego działania mediów?
MS: Było nim, sądzę, kontestowanie przez grupę dziennikarzy w klatce przed Sejmem wyroku sądu w sprawie redaktora lokalnej gazety z Polic. Sąd ukarał go aresztem za niewykonanie wyroku nakazującego przeproszenie osoby niesłusznie pomówionej w jego publikacji, a nie za tę publikację. Wzywanie opinii publicznej do protestu przeciwko wykonaniu wyroku było naruszeniem granicy, o której mówimy, a nie krytyką. Było łamaniem obywatelskiej świadomości prawnej i właśnie klasycznym przejawem działania korporacyjnego, bo zmierzało do uzyskania szczególnych przywilejów dla jednej grupy zawodowej - dziennikarzy. Nie podjęto wszak przy tej okazji wątku granic odpowiedzialności za zniesławienie czy pomówienie. Wzywano nie do zmiany prawa, ale do niewykonania wyroku sądowego. Wybiórczość i selektywność ocen zadziwia też np. przy pretensjach formułowanych wobec komorników, którzy wykonują orzeczenia sądowe.

Jestem za tym, aby dziennikarze komentowali wyroki, wyrażali własne opinie na ich temat, ale niechże nie przekreślają ich głównej funkcji i nie wzywają do niewykonywania czy ignorowania rozstrzygnięć sądu, bo to przynosi szkodę państwu i obywatelom.

To porozmawiajmy o wyroku Trybunału dotyczącym stawki podatkowej 50 proc. Okazała się niekonstytucyjna, bo wprowadzono ją z okresem przygotowawczym wynoszącym 18 dni, a TK wymaga dla zmian podatkowych 30 dni. Dlaczego 30, skoro ustawa regulująca kwestie vacatio legis mówi, że wystarczy 14 dni od opublikowania ustawy?
Teza Trybunału o 30 dniach vacatio legis dla niekorzystnych dla podatnika przepisów podatkowych ma głębokie uzasadnienie. Podatnik musi mieć czas, by przystosować się do nowych warunków i odpowiednio pokierować swoimi sprawami. TK uznał, że 30 dni to minimum.

Rz: Ale czy TK miał prawo formułować zupełnie nowy przepis, skoro nie jest ustawodawcą?
Trybunał wywiódł tezę o 30 dniach vacatio legis dla przepisów podatkowych z zasady zaufania do państwa i stanowionego przez nie prawa, a ta wymaga m.in., by obywatel nie był zaskakiwany zmianą. Stabilność prawa podatkowego łączy się też z ochroną interesów w toku. Istnieje w tym zakresie ugruntowane od lat orzecznictwo TK, które ma stanowić wyraźną, porządkującą wskazówkę dla ustawodawcy. A więc wyrok TK w takich sprawach jest zawsze do przewidzenia.

Rz: Nie poprawił on jednak pogłębiającego się w społeczeństwie poczucia niesprawiedliwości. Co z tym zrobić?
Przede wszystkim poprawić sprawność sądów, bo ich odbiór jest niepokojąco zły. W społeczeństwie dominuje przekonanie, że sądy są poddane presji, polityczne, krępowane w swojej niezależności. Tylko przez zmianę tego przekonania wymiar sprawiedliwości może odzyskać wiarygodność. Trzecia władza musi podjąć maksymalny wysiłek dla zwiększenia efektywności, skrócenia czasu postępowań, a także zmiany stylu działania.
Sądy pomijają fakt, że wyrok i jego uzasadnienie to swoisty sposób komunikacji ze społeczeństwem. Jest przekazywaniem treści, która powinna być jasna i uczciwie wykładająca rzeczywiste, a nie pozorne, racje, które decydowały o rozstrzygnięciu. Jedynie rzetelną i zrozumiałą dla odbiorcy argumentacją można uwiarygodnić sąd i przekonać, że wyrok jest sprawiedliwy. •


Ocena społeczeństwa w artykule:
Etyka zawodowa- jak osądzamy prace urzędników? Mamy typowe szambo w polityce i w sądach - tak oceniają ankietowani Polacy.

Kolejne strony dokumentujące nieodpowiedzialne zachowania funkcjonariuszy władzy:
Sędziowie - oszuści. W tym dziale przedstawiamy medialne dowody łamania prawa przez sędziów - czyli oszustwa "boskich sędziów". Udowodnione naruszania procedury sądowej, zastraszania świadków, stosowania pozaproceduralnych nacisków na poszkodowanych i inne ich nieetyczne zachowania. Czas spuścić ich "z nieba na ziemię" :-)
Prokuratorzy do zwolnienia od razu - dowody debilizmu prawnego i prokuratorskiego funkcjonariuszy którzy jakimś cudem podobno ukończyli prawo...
SKORUMPOWANI SĘDZIOWIE I PROKURATORZY - czyli nie tylko pijackie wpadki
"boskiej władzy" , którzy w końcu spadli na ziemię...:-)

Policyjne afery - handel tajnymi informacjami ze śledztw, narkotykami, wymuszenia policyjne, pijani policjanci, policjanci terroryzujący własną rodzinę i świadków...
oszustwa komornicze - pasożytów społeczeństwa, często typowych chamów i nieuków, którzy oszukują właścicieli firm, poszkodowanych i wierzycieli oraz w dupie mają obowiązujące PRAWO
Dokumentujemy tu oszustwa urzędników państwowych takich jak: polityk, wójt, starosta, burmistrz, prezydent, rzecznik - wszelkich kombinatorów na których utrzymanie pracujące całe społeczeństwo, a którzy swoje publiczne stanowisko wykorzystują dla prywaty.
Pomówienia - stan prawny. Prześladowanie dziennikarza i redaktora Zdzisława Raczkowskiego przez skorumpowanych sędziów i prokuratorów podkarpackich.
NYCZ-GATE - taka sobie afera w rzeszowskim sądzie, jedna z setek jakie tam robią, a potem dziwią się, że 90% społeczeństwa nie wierzy w sprawiedliwość...
Biegli dawno już "odbiegli" od prawdy... AFERY
UDOKUMENTOWANE FAKTY POMYŁEK LEKARSKICH
Polecam sprawy poruszane w działach:
SĄDY PROKURATURA ADWOKATURA
POLITYKA PRAWO INTERWENCJE - sprawy czytelników
Tematy w dziale dla inteligentnych:
ARTYKUŁY - tematy do przemyślenia z cyklu: POLITYKA - PIENIĄDZ - WŁADZA

A dla odreagowania sympatyczne linki dla poszkodowanych przez schorowane organy sprawiedliwości :-))
10 przykazań dla młodych adeptów prawa, czyli jak działa głupota prawników + modlitwa...
"walczący z wilkami, szeryf z Bieszczad czyli z impotentnymi organami (nie)sprawiedliwości?" takie sobie dywagacje Z. Raczkowskiego
Wilk Zygfryd - CZARNA BIESZCZADZKA RZECZYWISTOŚĆ...

"AFERY PRAWA" - Niezależne Czasopismo Internetowe
www.aferyprawa.com
Redaktor Naczelny:
mgr inż. ZDZISŁAW RACZKOWSKI

uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: Z.Raczkowski@aferyprawa.com
Dziękuję za przysłane teksty opinie i informacje.

WSZYSTKICH INFORMUJĘ ŻE WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI I SWOBODA WYRAŻANIA SWOICH POGLĄDÓW JEST ZAGWARANTOWANA ART 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ.

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.

~Alexandra
20-11-2016 / 23:45
~Starr
08-11-2016 / 21:50
~Tommy
11-10-2016 / 05:25
~NBA Canotte 2016
14-05-2016 / 11:03
www.2016nbacanotte.com/ NBA Canotte 2016 www.lefenil.fr/ Chaussures NIKE www.icefandom.com/ NHL Jerseys www.06annonces.fr/ Nike Air Max pas chers www.computer-slave.fr/ Nike Air Max pas cher www.3610.fr/ Chaussures Nike Air Max 90 www.vitameen.fr Nike Air Jordan
~Kayden
04-01-2015 / 19:20
Felt so hopeless looking for answers to my qutnoiens...ustil now. nbnwidt.com [url=rubjljpqd.com]rubjljpqd[/url] [link=nvasbw.com]nvasbw[/link]