Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
25 kwietnia 2018
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

AFERY PRAWA PRZEKRĘTY W SĄDACH naruszanie procedury, zastraszanie świadków, metody nacisków, fałszowanie wyroków sądowych, Sędziowie - oszuści. W tym dziale przedstawiamy medialne dowody łamania prawa przez sędziów - czyli oszustwa "boskich sędziów". Udowodnione naruszania procedury sądowej, zastraszania świadków, stosowania pozaproceduralnych nacisków na poszkodowanych i inne ich nieetyczne zachowania. Czas spuścić ich "z nieba na ziemię" :-)

Dział ten uzupełnia kolejne działy archiwizujące przestępstwa i impotencje "organów władzy" m.in..: SKORUMPOWANI SĘDZIOWIE I PROKURATORZY - czyli nie tylko pijackie wpadki "boskiej władzy" :-)
Podobne działy w portalu mają funkcjonariusze prokuratury i policji.
Nie uciekną też przed odpowiedzialnością przebiegli "biegli sądowi" wystawiające "lewe opinie" swojego debilizmu, jak też niedouczeni lekarze mordujący chorych i hurtowo produkujący kaleki w szpitalach.
Redakcja ma nadzieję, że skazani zostaną w końcu nieetyczni prezesi sądów: rzeszowskiego: Grzegorz Pliś, Tomasz Mucha, Tadeusz Pokrzywa, i...
krośnieńskiego: Zbigniew Dziewulski, i...
tarnowskiego: Zbigniew Zabawa, Jacek Satko, i ...?
i....dopiszemy ponieważ tak naprawdę to właśnie sędziowie popełnią najwięcej przestępstw. Wszak oni mają najłatwiejszy dostęp do przestępców, aferzystów i wszelkich męt. Produkcja głupoty prawniczej w formie postanowień i wyroków w ich wykonaniu nie ma końca. W dodatku tak łatwo im oszukać (czyt. wcisnąć "kit") dowolnemu "wieśniakowi" nie mającego zielonego pojęcia o przekrętach jakie robią zwyrodnialcy z korporacji prawniczych.


Redakcja czasopisma "AFERY - PRAWA" prosi wszystkich czytelników i media o przysyłanie materiałów o nieetycznym zachowaniu się sędziów i itp. urzędników państwowych.

2007-01-19, Siedzi w areszcie, bo nie doszedł list z sądu
Wojciech W., choć chrzanowski sąd w poniedziałek zwolnił go z aresztu w Kielcach, wciąż siedzi za kratkami. Dlaczego? Bo kierownictwo aresztu śledczego czeka, aż przyjdzie z sądu postanowienie o wypuszczeniu mężczyzny. A dokument wysłano pocztą.
Wojciech W. przebywa w areszcie, bo postanowienie o zwolnieniu wysłano pocztą Wojciech W., wraz z kilkoma innymi osobami, jest podejrzanym w sprawie narkotykowej. W areszcie siedzi już ponad rok.
W poniedziałek Sąd Rejonowy w Chrzanowie postanowił zwolnić jego i innych podejrzanych z aresztu. Decyzja sądu nakazywała natychmiastowe jej wykonanie. Większość podejrzanych wyszła jeszcze tego samego dnia. Mieli szczęście, bo byli osadzeni w krakowskim areszcie na Montelupich. A tego dnia akurat z Chrzanowa do Krakowa jechał policyjny konwój i zabrał ze sobą postanowienie o uchyleniu aresztu.
Rzecznik kieleckiego aresztu śledczego mjr Zbigniew Grzesiak mówi, że dopóki nie dojdzie list z postanowieniem, nie można nikogo wypuścić z aresztu. - By uniknąć jakichkolwiek pomyłek, możemy kogoś zwolnić tylko i wyłącznie na podstawie oryginału sądowego postanowienia - tłumaczy mjr Grzesiak. - Sądy, które są bliżej nas, by przyspieszyć sprawę, wysyłają do nas pracownika, który przywozi dokument. Ale Chrzanów rzeczywiście jest trochę daleko. - dodaje.
Mecenas Anna Frączek nie ma wątpliwości, że Wojciech W. od poniedziałku przebywa za kratkami bezprawnie. - Postanowienie sądu jednoznacznie mówi o natychmiastowym wykonaniu.
2006-12-21, Sędzia Lidia Bagińska Trybunału Konstytucyjnego nieudolnym syndykiem
Lidia Bagińska, wybrana dwa tygodnie temu przez Sejm do Trybunału Konstytucyjnego, jest winna niedopełnienia obowiązków syndyka - orzekł sąd. Prezydent wstrzymał jej zaprzysiężenie.
- Syndyk Bagińska nie stosowała się do zaleceń sędziego-komisarza i wprowadziła sąd w błąd. Dlatego sąd orzeka odwołanie jej z funkcji syndyka - orzekła sędzia Agnieszka Owczarkiewicz z wydziału gospodarczego Sądu Rejonowego dla Warszawy. Odwołanie w tym trybie oznacza utratę uprawnień syndyka. Wybrana 8 grudnia do Trybunału Konstytucyjnego 39-letnia Lidia Bagińska jest nie tylko syndykiem, ale i adwokatem. Prowadzi kancelarię Czarnecki & Bagińska. Adwokaci i Radcowie Prawni (Marek Czarnecki to europoseł Samoobrony).
Jako syndyk namawiała wierzycieli firm, których upadłość przeprowadza, do wynajmowania prawników swojej kancelarii. Kancelaria jest spółką komandytową, więc dochody członków są dochodami kancelarii.
Taką praktykę za nieetyczną uznała sędzia-komisarz Monika Gajdzińska-Sudomir. Uznała też, że Bagińska jako syndyk działa nieudolnie. Sprawa upadłości Unikat Development wlecze się od 2002 r. Sędzia-komisarz wystąpiła więc do sądu o odebranie jej sprawy. Zrobiła to w trybie, który jest równoznaczny z pozbawieniem w ogóle uprawnień syndyka.
Bycie syndykiem może być bardzo intratne: honorarium wynosi nawet do 5 proc. wartości masy upadłościowej (w przypadku Unikatu toczy się proces z Kredyt Bankiem o 14,6 mln zł plus odsetki - razem 32 mln zł).
W czerwcu sąd pierwszej instancji przychylił się do argumentów sędzi-komisarz. Ale we wrześniu sąd II instancji przychylił się do odwołania Bagińskiej, uznając m.in., że ocena sprawności postępowania to rzecz względna.
Na początku listopada Gajdzińska-Sudomir znowu wystąpiła do sądu w sprawie nieprawidłowości przy upadłości Unikatu. Zarzuca Bagińskiej, że nadal zatrudnia swojego wspólnika Czarneckiego. Kwestionuje też wysokość wynagrodzenia Czarneckiego i drugiego adwokata Andrzeja Hermana (m.in. likwidatora majątku PZPR) za prowadzenie spraw Unikatu. Doszedł też zarzut konfliktu interesów: Czarnecki dzięki Bagińskiej stał się likwidatorem firmy DOSTIN winnej Unikatowi blisko 2 mln zł
Sędzia-komisarz zażądała ponadto od Bagińskiej wyjaśnień, w jakim stosunku pokrewieństwa z nią są osoby prowadzące firmę Usługi Księgowe, której powierzyła obsługę upadłości Unikatu.

Nie jest to jedyny zarzut ciążący na Bagińskiej -.zamieszana jest też w poświadczenie sfałszowanych weksli. Chodzi o weksle wystawione przez Piotra Bykowskiego w imieniu Invest Banku, którego był w latach 90. prezesem. Miały poręczać transakcje tego banku z Bankiem Staropolskim (upadłym później), który Bykowski też kontrolował. Wystawione zostały in blanco, mogą dotyczyć sumy do pół miliarda złotych.
Prokuratura Okręgowa w Warszawie postawiła Bykowskiemu zarzut ich sfałszowania. Dowodem ma być to, że wystawione zostały z datą 1994 r., a blankiet weksla pochodzi z 1995 r. - wtedy, po denominacji złotówki, zaczęto produkować nowy wzór blankietu.
Tej sprzeczności - między datą na wekslu a datą jego wydrukowania - nie zauważyła Lidia Bagińska, współautorka znanego komentarza do prawa czekowego i wekslowego. W aktach prowadzonej przez prokuraturę sprawy jest wydana przez nią w czerwcu 2001 r. opinia, w której potwierdza wiarygodność weksla.
Jak nam wyjaśnił prokurator Kujawski, Bykowski broni się, mówiąc, że weksle wystawił jako tzw. prokurent Invest Banku i nie musiał nikogo z władz banku o tym zawiadamiać. To wyjaśnia, dlaczego bank nic nie wiedział o wekslach. Twierdzi też, że datę "1994" wpisał omyłkowo. Prokuratura nie daje mu wiary. I zarzuca podrobienie i wprowadzenie do obrotu co najmniej 110 weksli, łącznie opiewających na kwotę do pół miliarda złotych. Część jest w języku polskim, część w angielskim. Ustalono, że wekslem na 28 mln zł dysponuje też powiązana z Bankiem Staropolskim i Bykowskim firma Polskie Towarzystwo Samochodowe.
Tymczasem sprawa zaprzysiężenia Lidii Bagińskiej na sędziego Trybunału Konstytucyjnego nadal tkwi w zawieszeniu. Wybrana została przez Sejm na początku grudnia, z rekomendacji Samoobrony. Zaprzysiężenie - jej i wybranej razem z nią Teresy Liszcz - miało się odbyć w Pałacu Prezydenckim 20. grudnia, ale Kaczyński odwołał spotkanie.
2006-12-19,Katowice sędziowie uniewinnili syna koleżanki
Katowiccy sędziowie uniewinnili syna swojej koleżanki, choć ten przyznał się przed prokuratorem, że pobił sąsiada.
Krzysztof D. ma 21 lat i jest synem znanego śląskiego notariusza oraz sędzi Sądu Okręgowego w Katowicach. Dwa lata temu napił się wódki, a potem wtargnął do mieszkania swoich sąsiadów. - Wykrzykiwał, że pobije mojego męża. To był dla mnie szok, bo znam Krzysia od dziecka - wspomina Janina M.
Kilka dni po tym incydencie ktoś urwał wycieraczkę w samochodzie państwa M. Kiedy mąż pani Janiny wyszedł na parking oszacować straty, został zaatakowany przez Krzysztofa D. Na oczach kilku świadków mężczyzna zaczął okładać go pięściami i kopnął w brzuch. Napastnika powstrzymali dopiero strażnicy miejscy.
Prokuratura oskarżyła 21-latka o zakłócenie miru domowego, groźby karalne i pobicie. Przyznał się do winy. Stwierdził, że działał pod wpływem alkoholu. W kwietniu Sąd Rejonowy w Tychach skazał go na dziesięć miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata.
Adwokat Krzysztofa D. napisał jednak apelację, która trafiła do Sądu Okręgowego w Katowicach. 1 grudnia D. został uniewinniony. Sąd uznał, że w jego przypadku nie można mówić o zakłóceniu miru domowego, bo nim wtargnął do mieszkania M., zapukał do drzwi. Zdaniem sądu nie doszło także do gróźb karalnych pod adresem sąsiada, bo poszkodowany nie bał się, że zostaną one spełnione. Co prawda sąd zauważył, że chłopak pobił sąsiada, ale ten zarzut został umorzony. Zdaniem sądu sąsiad też wziął udział w bójce, a Krzysztof D. nie był wcześniej karany. Wyrok jest prawomocny i oznacza, że karta karalności Krzysztofa D. pozostanie czysta.
Dlaczego sąd był tak miłosierny dla Krzysztofa D.? Okazuje się, że jego matka Józefa D. jest sędzią i orzeka w wydziale VI odwoławczym, który zajmuje się apelacjami wyroków wydanymi przez sądy rejonowe. Sprawa jej syna trafiła do wydziału VII odwoławczego. W wydziałach VI i VII pracuje raptem kilkunastu sędziów, którzy razem jeżdżą na szkolenia oraz biorą udział w naradach, kolegiach i zgromadzeniach. - Ci ludzie siłą rzeczy się znają - mówi jeden z prokuratorów.
Profesor Zbigniew Hołda, prawnik Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka: - To katastrofa wymiaru sprawiedliwości - mówi. Jego zdaniem katowiccy sędziowie powinni się wyłączyć z orzekania sprawy, której rozstrzygnięciem zainteresowana była ich koleżanka. W ostateczności mogli uchylić wyrok wydany przez sąd w Tychach i skierować sprawę do ponownego rozpatrzenia. Sędziowie zdecydowali sami zamknąć sprawę, ale uzasadnienie ich decyzji jest niekonsekwentne. Opinia publiczna ma prawo mieć wątpliwości co do ich bezstronności. Ten wyrok nie budzi zaufania - przyznaje prof. Hołda.
Prokuratura już poprosiła o pisemne uzasadnienie wyroku. - Rozważamy wniesienie kasacji - zapowiada prokurator Tomasz Tadla, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Katowicach.
Janina M. przyznaje, że po tym wyroku pozbyła się złudzeń, że prawo jest równe wobec wszystkich. - Jestem przekonana, że gdyby mój syn wszedł do mieszkania pani sędzi, a potem pobił jej męża, to poszedłby siedzieć - mówi rozgoryczona kobieta.
Sędzia Józefa D. nie chciała z nami rozmawiać.

ZAWIESZONO SĘDZIEGO Gazeta Prawna
18 grudnia 2006 r. sąd dyscyplinarny pozbawił Włodzimierza Cz., byłego sędziego Sądu Wojewódzkiego w Częstochowie, prawa do stanu spoczynku wraz z prawem do uposażenia. Orzeczenie nie jest prawomocne, sędzia w ciągu 14 dni od otrzymania uzasadnienia będzie mógł się od niego odwołać. Sędzia został prawomocnie skazany na dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na cztery lata i na 90 tysięcy złotych grzywny, ponieważ w zamian za łapówkę w wysokości 12 tysięcy dolarów wypuścił z aresztu trzech podejrzanych złodziei samochodów. W 1995 r. sędzia przeszedł w stan spoczynku ze względu na stan zdrowia i pobierał 75 proc. pensji czynnego sędziego sądu okręgowego, czyli ok. 3 tysięcy zł. Gdyby wyrok sądu dyscyplinarnego uprawomocnił się, Włodzimierz Cz. zostałby pozbawiony sędziowskiej emerytury, a z racji wieku nie nabyłby prawa do emerytury na warunkach ogólnych.

2006-12-18, Sędzia jechał po pijanemu
Spore kłopoty czekają sędziego Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu. Zbigniew J. został w piątek zatrzymany przez policję, gdy pijany jechał samochodem. Dzień wcześniej próbował ukraść kawałek kiełbasy w sklepie w Stalowej Woli.
Sędzia został zatrzymany w miejscowości Jeziórko, na drodze między Tarnobrzegiem a Stalową Wolą. - Policjanci otrzymali sygnał, że drogą porusza się samochód, który stwarza niebezpieczeństwo dla ruchu. Udali się za nim i usiłowali go zatrzymać. Jechali na sygnale i na światłach, kierowca wcale jednak nie miał zamiaru się zatrzymać. Dodał gazu i zabrał się za wyprzedzanie innego auta. Manewr się nie udał i samochód wpadł do rowu - opowiada Mariusz Skiba, rzecznik podkarpackiej policji. Kierowcą okazał się Zbigniew J. Odmówił badania alkomatem. - Zapadła jednak decyzja, że należy mu zbadać krew. Nie chciał się na to zgodzić, ale mimo to udało się. Krew została przekazana do Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie - dodaje rzecznik.
O zdarzeniu został powiadomiony prezes sądu okręgowego i prokuratura, która wszczęła śledztwo. Za jazdę po pijanemu sędziemu grozi kara do dwóch lat pozbawienia wolności. Na dodatek Zbigniew J. prowadził samochód, nie mając do tego uprawnień. Zatrzymano mu prawo jazdy, gdyż w sierpniu ubiegłego roku został przyłapany na jeździe pod wpływem alkoholu w Chełmie. Wtedy również po policję zadzwonił kierowca, który zauważył dziwnie poruszający się po ulicy samochód tarnobrzeskiego sędziego. Badania alkomatem wykazały, że Zbigniew J. ma ponad dwa promile alkoholu w wydychanym powietrzu. Po tym zdarzeniu sędzia został zawieszony w obowiązkach służbowych i toczy się wobec niego postępowanie dyscyplinarne.
Jazda po pijanemu to nie jedyna sprawa, z której sędzia będzie się tłumaczył. W czwartek pracownik jednego z marketów w Stalowej Woli złapał Zbigniewa J. na próbie kradzieży kiełbasy. - W trakcie zakupów sędzia schował w rękawie kiełbasę, za którą nie zapłacił. Ochroniarze zatrzymali go, gdy wyszedł za kasy. Oddał towar i przyznał się, że zabrał wędlinę bez płacenia za nią. Na miejsce wezwano policjantów, którzy spisali notatkę służbową, przesłuchali ochroniarza i powiadomili o wykroczeniu zwierzchnika sędziego - poinformował Mariusz Skiba.

2 października 2006, RMF FM Radio Muzyka Fakty Korupcja w bielskim sądzie Zorganizowana grupa przestępcza działała w bielskim wymiarze sprawiedliwości. Kierował nią sędzia, a do grupy należeli między innymi prokurator oraz strażnicy więzienni. Członkowie gangu, w zamian za korzystne wyroki brali łapówki.
Do sądu dyscyplinarnego trafiły wnioski o uchylenie immunitetu sędziemu i prokuratorowi z rejonu Bielska-Białej. Sędziemu prokuratura chce postawić m.in. zarzut kierowania zorganizowaną grupą przestępczą. To pierwszy tego typu przypadek w Polsce.
Możemy już dzisiaj zapowiedzieć, że to postępowanie będzie dotyczyło znacznie szerszej grupy osób - co najmniej 10 prokuratorów i sędziów oraz 20 innych osób - powiedział w Katowicach zastępca prokuratora generalnego Jerzy Engelking.
Sędzia miał m.in. przyjmować łapówki - 25 tys. i 3 tys. zł - za korzystny wyrok i uchylanie środków zapobiegawczych w sprawach gospodarczych. Prokurator miał się dopuścić przestępstwa powoływania się na wpływy w instytucjach państwowych. Jak dokładnie działała ta sędziowsko-prokuratorska grupa przestępcza posłuchaj w relacji katowickiej reporterki RMF Anety Goduńskiej:

2006-09-07 Sąd tarnowski przyznaje się do błędów
Jerzy Buszta z Łancuta prawie trzy lata walczy o zwrot auta, które mu skradziono. Do tej pory nie może go odzyskać, bo samochód był... dowodem w śledztwie.
- Teraz auto mogę oddać tylko na złom. Opieszałość wymiaru sprawiedliwości mnie poraża - złości się Jerzy Buszta. Forda sierrę skradziono mu w październiku 2003 r. Po kilku miesiącach, w maju 2004 r., samochód odnaleźli w Tarnowie tamtejsi policjanci. Ford trafił na policyjny parking i do dzisiaj tam stoi, bo auto było dowodem rzeczowym przeciwko trzem paserom. W fordzie poprzebijano numery silnika, wymieniono instalację gazową i skrzynię biegów. - Przez wiele miesięcy dzwoniłem do tarnowskiej prokuratury i pytałem, kiedy odzyskam auto. Mówiono mi, że nie ma na to szans, bo ford jest dowodem w śledztwie - opowiada Jerzy Buszta.
Prokuratura Rejonowa w Tarnowie wydała postanowienie o zabezpieczeniu forda. Dopiero w listopadzie 2005 r. skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko paserom. - Śledztwo trwało tak długo, bo nie mogliśmy się doczekać od biegłego opinii kryminalistycznej. Dotarła dopiero w 2005 r. Wcześniej sprawa była zawieszona - twierdzi Elżbieta Potoczek-Boro, zastępca prokuratora rejonowego w Tarnowie. Choć prokuratura, na czas prowadzenia śledztwa, mogła oddać samochód Buszcie, to jednak tego nie zrobiła. - Bo auto składało się z części, które nie były własnością mieszkańca Łańcuta - przekonuje Potoczek-Boro.
W styczniu br. tarnowski sąd skazał paserów na kary więzienia w zawieszeniu. Pięć miesięcy później wydał postanowienie o zwrocie dowodów rzeczowych. Sąd przyznaje, że było ono bardzo niejasne, bo wynikało z niego, że Jerzy Buszta może odzyskać samochód, ale niektóre elementy auta mają wrócić do jednego z... paserów, bo kupił je legalnie. - Początkowo myślałem, że będę musiał się podzielić fordem z przestępcą, bo tak odczytałem treść postanowienia sądu - mówi Buszta. Nie dość, że było ono nieprecyzyjne, to Buszta otrzymał je dopiero pod koniec... sierpnia. Na odwołanie nie miał już szans. - A co gorsza, postanowienie nie precyzuje, kiedy mam odebrać auto - dodaje mieszkaniec Łańcuta.
Marek Długosz, rzecznik Sądu Okręgowego w Tarnowie, przyznaje, że w sądzie doszło do zaniedbań. - Wyjaśniamy, dlaczego postanowienie wysłano tak późno. Na pewno od winnych wyciągniemy konsekwencje - zapowiada Długosz.

Kolejną pomyłką sądu było to, że Buszty nie powiadomiono, że może być stroną w procesie przeciwko paserom. - Panu Buszcie wysłaliśmy pismo, by złożył zażalenie - mówi rzecznik. - Ale, czy Jerzy Buszta może w międzyczasie odebrać samochód? - pytamy. - Nie, bo postanowienie o zwrocie samochodu jest nieprawomocne - odpowiada sędzia Długosz. - To po co mam się żalić? Ja już auta nie zamierzam odbierać. Teraz jest warte 500 zł, a kupiłem je za 7 tys. zł. Więcej zapłacę za transport, nie mówiąc już o naprawie samochodu, bo przez prawie trzy lata pewnie go rdza zżarła. Będę skarżył wymiar sprawiedliwości za opieszałość postępowania - twierdzi Jerzy Buszta.
- Mieszkaniec Łańcuta został skarcony przez złodzieja i przez państwo. W kodeksie karnym z 1998 r. muszą się znaleźć zapisy, że prokurator jest zobligowany do zwrotu dowodu rzeczowego poszkodowanemu, jeżeli wcześniej został on właściwie zabezpieczony. Teraz prokuratur może oddać dowód, ale nie musi, robi łaskę poszkodowanej osobie. Pokrzywdzonego nie można karać po raz drugi - komentuje prof. Marian Filar, karnista z Uniwersytetu im. M. Kopernika w Toruniu.
- Jerzy Buszta ma prawo domagać się na drodze cywilnej odszkodowania od Skarbu Państwa. Ale są to sprawy, które ciągną się niekiedy latami - dodaje mecenas Bolesław Stoecker. - Sąd i prokuratura w trakcie postępowania może oddać auto poszkodowanemu zastrzegając, że nie sprzeda go. Nie wiem, dlaczego tak nie zrobiono w Tarnowie - mówi Tomasz Mucha, wiceprezes rzeszowskiego Sądu Rejonowego. - Nawet, jeżeli w samochodzie znajdują się części, które nie należą do poszkodowanego, to prokurator mógł wystąpić o naprawienie szkody przez oskarżonego - uważa Jacek Żak, prokurator rejonowy w Dębicy.
Ale Jerzy Buszta całkowicie stracił nadzieję. - Autem niech się wypchają. Mnie złom nie jest do niczego potrzebny.
- Pan Buszta może nas skarżyć za przewlekłość postępowania - mówi Elżbieta Potoczek-Boro.
Czwartek, 7 września (05:51) Zabił, ale nadal może oskarżać
O bulwersującym wyroku Sądu Okręgowego w Katowicach pisze "Dziennik".
Po 11 latach od spowodowania po pijanemu wypadku, w którym zginął człowiek, prokurator z Jaworzna został skazany na dwa lata więzienia w zawieszeniu na 3 lata.
Sąd pozwolił mu jednak dalej pracować w zawodzie. Prokurator przestępca wciąż może oskarżać innych. Sąd dyscyplinarny udzielił mu tylko nagany. W ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia tak podbudowywał swoją decyzję: "Gdyby prokurator został oskarżony o przyjęcie łapówki, fałszowanie akt, to takie zachowanie zagrażałoby praworządności i zachodziłaby obawa, że będzie niewłaściwie wykonywał swoje obowiązki. Jednak nieumyślne przestępstwo, jakiego się dopuścił nie ma związku z wykonywaną pracą i nie zagraża jej właściwemu wykonywaniu".
Kiedy "Dziennik" chciał zapytać sędziego, jak uzasadni taki wyrok na piśmie, przedstawiciel wymiaru sprawiedliwości wyszedł tylnym wyjściem, a rzeczniczka sądu powiedziała, że i tak wszyscy sędziowie mają zakaz rozmawiania z prasą. "Prawo" według olsztyńskich sędziów
Olsztynianin napisał do prezydenta miasta, że jego urzędnik jest ignorantem i pseudofachowcem. Krytykowany urzędnik wytoczył obywatelowi proces. I wygrał - pisze "Gazeta Wyborcza".
Olsztyńskiego prawnika (nie chce ujawniać nazwiska) zirytowało to, co w lokalnej gazecie mówił miejski urzędnik odpowiedzialny za sygnalizację świetlną. - Krytykował zieloną falę, argumentując, że przez nią kierowcy zanadto się rozpędzają - opowiada prawnik. - Napisałem prezydentowi, co myślę o takich urzędnikach.
W liście padło: "Widzę, że zatrudnia Pan na tym stanowisku ignoranta, i dlatego sugeruję, aby powołać jakiegoś rozsądnego człowieka, nie potrzeba zatrudniać pseudofachowca z kierunkowym wykształceniem na stanowisku, który tworzy kolejne przeszkody, aby co roku nam się gorzej jeździło".
Podpisał się nazwiskiem i dodał "Zatroskany obywatel miasta i codzienny kierowca".
Zamiast odpowiedzi dostał od urzędnika, którego krytykował, Zbigniewa Gustka, prywatny akt oskarżenia. Proces był niejawny. Wczoraj zapadł wyrok: petent ma pisemnie przeprosić urzędnika, oddać mu 300 zł kosztów procesu i wpłacić 1000 zł na PCK. Ponieważ sąd warunkowo umorzył postępowanie na rok, w tym czasie petent musi się liczyć ze słowami, bo jeśli kogokolwiek urazi, sąd może odwiesić sprawę z urzędnikiem i ukarać go surowiej. Uzasadnienie wyroku było utajnione.
Grażyna Kopińska z Fundacji Batorego: - Ten wyrok daje ludziom czytelny sygnał: siedź cicho, nie krytykuj władzy, bo będziesz miał kłopoty.
Zbigniew Hołda z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka porównuje ten wyrok do czwartkowego orzeczenia w procesie minister Zbigniew Wassermann kontra emerytka

17-08-2006 - Skandal w gliwickim sądzie. Skorumpowany sędzia Mirosław P. z Sądu Okręgowego w Gliwicach wypuścił na wolność oszusta i sfałszował postanowienie w tej sprawie. Uwolniony mężczyzna natychmiast uciekł za granicę. Prokuratura udaje że bada, czy sędzia wziął od niego łapówkę, do czego nawet idiota przecież się nie przyzna :-)
Sędzia Mirosław P. został już zawieszony w czynnościach służbowych i nie przychodzi do pracy. Katowicka prokuratura chce mu przedstawić zarzuty przekroczenia uprawnień oraz sfałszowania postanowienia o uchyleniu aresztu. Wobec sędziego wszczęto także postępowanie dyscyplinarne - potwierdza sędzia Krystyna Hadryś, wiceprezes gliwickiego sądu. Nazwisko Mirosława P. wypłynęło w prowadzonym w Katowicach śledztwie dotyczącym okoliczności uwolnienia aresztowanego biznesmena Romana W. Był on właścicielem sieci lombardów, w których złodzieje sprzedawali kradziony sprzęt. W 2002 r. mężczyzna próbował uciec z Polski. Policja zatrzymała go wtedy na przejściu granicznym, a gliwicka prokuratura przedstawiła 11 zarzutów: fałszowania dokumentów, wyłudzania kredytów i oszustw podatkowych na ponad 4 mln zł. Roman W. trafił do aresztu. Po pięciu miesiącach odsiadki sędzia Mirosław P. nieoczekiwanie wypuścił go jednak na wolność głupio uzasadniając:
- Idziemy w kierunku Unii Europejskiej. Ten człowiek siedział wystarczająco długo - ciekawe dla kogo ten kit?
Śledczy dotarli do osób, które zeznały, iż Roman W. chwalił się im, że zapłacił za uchylenie aresztu.
- Niestety, nie możemy zakończyć tego wątku bez przesłuchania biznesmena, a ten zapadł się pod ziemię - mówi osoba znająca kulisy śledztwa. Zaraz po wyjściu z aresztu Roman W. uciekł bowiem z Polski.
Prokuratura chcąc nie chcąc wydała za nim międzynarodowy list gończy i jego dane personalne oraz zdjęcie trafiły do bazy Interpolu oraz na wszystkie europejskie przejścia graniczne. Śledczy nie mają jednak żadnych wątpliwości, że sędzia P. uwalniając biznesmena, sfałszował wydane przez siebie postanowienie w tej sprawie. Prokuratura nie chce ujawnić, na czym miało ono polegać. Wiadomo tylko, że różni się ono od tego, co sędzia ogłosił podczas posiedzenia w sądzie.
- Mogę tylko powiedzieć, że złożyliśmy wniosek o uchylenie chroniącego sędziego immunitetu. Chcemy mu bowiem przedstawić zarzuty - stwierdził wczoraj
prokurator Tomasz Tadla, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Katowicach. Nieoficjalnie wiadomo, że chodzi o zarzuty przekroczenia uprawnień oraz fałszowanie dokumentów. Skorumpowanemu sędziemu grozi za to kara pięciu lat więzienia. Według naszych informacji trzy tygodnie temu sąd dyscyplinarny uchylił sędziemu immunitet. Na razie jednak prokuratura nie wezwała sędziego na przesłuchanie, ponieważ decyzja niby nie jest prawomocna, a wiadomo, sędzia jest ponad prawem. Z Mirosławem P. nie można się skontaktować. W sekretariacie V wydziału karnego, w którym pracuje, powiedziano, że przebywa na bezterminowym urlopie.
- Nie wolno nam podawać prywatnych numerów telefonów sędziów - stwierdziła kierowniczka sekretariatu.
W przeszłości sędzia Mirosław P. był już karany dyscyplinarnie. W 2003 r. dostał naganę za to, że przez ponad rok pisał ośmiostronicowe uzasadnienie wyroku. Dwa lata wcześniej zasłynął jako korporacyjny obrońca skorumpowanego wiceprezesa Sądu Okręgowego w Katowicach Andrzeja H., którego bronił przed sądem dyscyplinarnym. To już drugi sędzia z Gliwic, któremu prokuratura chce w przedstawić zarzuty, ale w tym mafijnym środowisku to nierealne.
Kilkanaście dni temu do sądu trafił wniosek o odebranie immunitetu sędziemu Leszkowi Guzie. Orzekał on w procesie, który MTK wytoczyły firmie ubezpieczeniowej. Zdaniem śledczych przesłuchał on świadków, którzy ostrzegali, że hala wystawowa MTK jest uszkodzona i w każdej chwili może się zawalić. Sędzia nie zawiadomił jednak o tym nadzoru budowlanego. Kilka tygodni po zakończeniu procesu hala runęła, grzebiąc 65 osób.
Marcin Pietraszewski - www.gazeta.pl © Agora SA

11.08.2006r. Karę 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata i 100 tys. zł odszkodowania w ramach naprawienia szkody wymierzył Sąd Rejonowy w Grójcu byłemu ministrowi sprawiedliwości Markowi Sadowskiemu.
Były minister został oskarżony o spowodowanie wypadku drogowego, w którym mieszkanka Białobrzegów doznała kalectwa.
Proces Sadowskiego toczył się po raz drugi. W grudniu ubiegłego roku został on skazany przez grójecki sąd na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata, grzywnę w wysokości 15 tysięcy złotych i nawiązkę dla pokrzywdzonej w wysokości 100 tysięcy złotych. W kwietniu tego roku wyrok został uchylony przez Sąd Okręgowy w w Radomiu.

Kamienica wraca do właścicieli. 08-08-2006
Krakowskiej prokuraturze udało się doprowadzić do odzyskania przez prawowitych właścicieli kamienicy w centrum Krakowa wyłudzonej na podstawie sfałszowanego testamentu. Krakowski sąd unieważnił swoje postanowienie sprzed 10 lat, oddające kamienicę przy ul. Jabłonowskich w ręce mężczyzny, który posłużył się sfałszowanym testamentem. Dwupiętrowa nieruchomość warta jest dziś co najmniej kilka milionów złotych. Sprawa odbiła się głośnym echem w Krakowie, gazety kilkakrotnie ją opisywały. Wszystko zaczęło się na początku lat 90., gdy w krakowskim sądzie zjawił się Jan O. przedstawił kserokopię testamentu sporządzonego w 1966 r. w Anglii. Na jego podstawie majątek po zmarłej w Anglii Jadwidze R. miał dziedziczyć jej siostrzeniec, czyli właśnie Jan O. W 1992 r. sędzia Piotr Głowacki uznał za prawomocny ten testament, istniejący tylko w formie kserokopii. Dokument od początku budził wątpliwości lokatorów. Nawet z odbitki widać było, że Jadwiga R. zapisała swój majątek Anieli S., także mieszkającej na Wyspach Brytyjskich. Tymczasem na kserokopii w polu, gdzie widniała przekątna linia uniemożliwiająca jakiekolwiek wpisy, został dołączony odręczny dopisek, że Jadwiga R. zmienia swoją wolę na korzyść siostrzeńca. - Widać było gołym okiem, że został "wkserowany". Nawet charakter pisma był inny - mówi Janusz Poprawa, jeden z lokatorów, który walczył o przywrócenie kamienicy prawowitym właścicielom. Jan O. zapewniał, że Aniela S., która w pierwotnej wersji miała zapisany spadek - nie żyje. - Nam udało się w kilka dni ją odnaleźć, co było bardzo proste - opowiada Marek Kęskrawiec, były dziennikarz "Newsweeka", który przed pięcioma laty opisał cała historię na łamach tygodnika. Tymczasem nowy właściciel zaczął drastycznie podnosić czynsze, próbował też wymeldować niektórych mieszkańców. Zdesperowani lokatorzy zawiadomili prokuraturę o oszustwie, ale ta przyznawała, że sąd został wprowadzony w błąd i... sprawę umarzała. Najpierw z powodu przedawnienia, potem - bo "nie stwierdziła znamion czynu zabronionego". Lokatorzy jednak nie ustąpili. Po kolejnej ich skardze prokuratura wystąpiła w końcu do sądu o unieważnienie postanowienia przyznającego spadek Janowi O.Walka przed sądem trwała pięć lat. Wczoraj sędzia Mateusz Olszewski nie miał wątpliwości, że testament został sfałszowany. - Gdyby dopisek rzeczywiście sporządziła Jadwiga R., miałaby wtedy 86 lat. Tymczasem biegły, który badał charakter pisma, stwierdził, że fragment nakreślony został przez osobę młodszą - podkreślał, uchylając sądowe postanowienie z 1992 r. Uznał, że spadkobierczynią jest Aniela S. - Wreszcie sprawiedliwości stało się zadość - nie krył radości po werdykcie sądu Janusz Poprawa.Po publikacji "Newsweeka" nie wszczęto żadnego postępowania dyscyplinarnego wobec sędziego, który w 1992 roku wydał postanowienie przyznające Janowi O. prawo do spadku. Ówczesne kierownictwo sądu tłumaczyło, że można je wszcząć w ciągu trzech lat od czynu, a ten okres już minął. Tymczasem sam sędzia Głowacki wytoczył dziennikarzowi "Newsweeka" sprawę o naruszenie dóbr osobistych. Reporter wygrał w pierwszej instancji. - Uzasadnienie było miażdżące dla powoda i krakowskiego sądu. Ale rok temu sąd apelacyjny po odwołaniu sędziego, ku mojemu zaskoczeniu, zmienił wyrok na jego korzyść - mówi Marek Kęskrawiec. Były reporter "Newsweeka" musiał przeprosić sędziego za naruszenie jego dóbr.
za www.gazeta.pl

06-07-2006 Sędzia, który orzekał stronniczo wreszcie sam stanie przed sądem.
Wszczęto wreszcie postępowanie dyscyplinarne wobec sędziego z Sądu Okręgowego w Lublinie. Zarzut oczywistej i rażącej obrazy przepisów prawa procesowego i materialnego przedstawił zastępca rzecznika dyscyplinarnego Walentyna Łukomska-Drzymała sędziemu z lubelskiego Sądu Okręgowego.
"Gazeta" ustaliła, że chodzi o sędziego Macieja Kielasińskiego. Przedstawiono mu cały katalog przewinień służbowych przy wydawaniu wyroków w latach 2003-2005.Wyroki sędziego trafiały do Sądu Apelacyjnego, który zauważając błędy, kierował sprawy do ponownego rozpatrzenia. W końcu prezes Sądu Apelacyjnego w Lublinie Kazimierz Postulski stracił cierpliwość. Z jego inicjatywy kolegium sądu bez sprzeciwu podjęło uchwałę o skierowaniu sprawy Kielasińskiego do zastępcy rzecznika odpowiedzialności dyscyplinarnej. Sędzia Łukomska-Drzymała wczoraj podjęła decyzję o przedstawieniu Kielasińskiemu zarzutów i wszczęciu wobec niego postępowania dyscyplinarnego. Grozi mu za to od upomnienia do wydalenia z zawodu.
- Dla wszystkich sędziów jest to przykra sprawa. Całe środowisko czuje się napiętnowane - komentuje prezes lubelskiego Sądu Okręgowego Teresa Czekaj.
Za jej kadencji to pierwsza sprawa dyscyplinarna. Sędzia Kielasiński w IV Wydziale Karnym Sądu Okręgowego w Lublinie orzeka od 1998 roku. Trafiały do niego najpoważniejsze sprawy: dotyczące zabójstw, napadów, przestępstw narkotykowych. Wcześniej przez dziesięć lat pracował w lubelskim Sądzie Rejonowym. Teraz jego sprawa trafi do Sądu Najwyższego. Tam wyznaczony zostanie sąd, który będzie prowadził postępowanie dyscyplinarne. Rzecznik dyscyplinarny zarzuca sędziemu Z że bezpodstawnie stosował tymczasowe aresztowanie, wydał wyrok w trybie dobrowolnego poddania się karze, choć oskarżeni wcale tego nie chcieli. W innym przypadku orzekł karę wyższą od zaakceptowanej przez strony. Wyrokując w sprawie narkotykowej, powołał się na nieaktualną ustawę. Dokonywał lakonicznych, a wręcz pobieżnych ustaleń faktycznych, pomijał istotne dowody, nie wzywał świadków. Powoływał się też na zeznania, które nie zostały ujawnione na rozprawie. Innym razem orzekając karę grzywny, wskazał złą podstawę prawną.
Sędzia z przeszłością
Sędzia Maciej Kielasiński miał już na swoim koncie poważne przewinienia zawodowe. W 2001 roku razem z dwoma innymi sędziami przyznał absurdalne odszkodowanie. Jan H. z Włodawy za niesłuszne skazanie dostał ponad 22 tys. zł, choć nie przesiedział w więzieniu ani jednego dnia. Mężczyzna został skazany na 600 zł grzywny za zniesławienie a później uniewinniony przez Sąd Najwyższy. Skandaliczny wyrok bardzo szybko się uprawomocnił, bo prokuratura się od niego nie odwołała. Jan H. dostał pieniądze, których sąd nie mógł już odzyskać. Ówczesny prezes Sądu Okręgowego zwrócił się o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego, które jednak z powodu przedawnienia sprawy zostało umorzone.
Jednak sędzina oskarżona o łapówkarstwo na proces poczeka na wolności - czyli na pewno będzie starał się wpłynąć na to dochodzenia.
Sędzia Grażyna Zielińska z Suwałk, główna oskarżona w sprawie korupcji w suwalskim wymiarze sprawiedliwości, pozostanie na wolności. Sąd Okręgowy w Łomży oddalił w zażalenie prokuratury na wyjście sędzi z aresztu - poinformowano w prokuraturze.
Sędzia Zielińska (prokuratura wydała zgodę na podawanie danych osobowych sędzi) wyszła z aresztu przed tygodniem po wpłaceniu 20 tys. zł kaucji. Tak zdecydował Sąd Rejonowy w Łomży, a dziś Sąd Okręgowy to postanowienie podtrzymał. Rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Białymstoku Janusz Kordulski argumentował złożenie przez prokuraturę zażalenia na wyjście sędzi z aresztu tym, że - zdaniem prokuratury - wciąż istnieje konieczność zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania w sprawie, również na etapie sądowym - mimo, że w sprawie jest już akt oskarżenia. Sąd Okręgowy w Łomży tych argumentów nie podzielił, dlatego w procesie sędzia będzie odpowiadać z wolnej stopy.
Akt oskarżenia w sprawie trafił już do sądu. Proces będzie się toczył w Sądzie Rejonowym w Łomży. Tak zdecydował Sąd Najwyższy, który oddalił wniosek sądu w Łomży, który chciał, by go wyłączyć z prowadzenia tej sprawy.

W sprawie dotyczącej korupcji w suwalskim wymiarze sprawiedliwości oskarżonych jest 17 osób.
Oprócz sędzi Zielińskiej, także dwóch adwokatów. Wszyscy oskarżeni mają w sumie ponad 50 zarzutów.
Sędzia Grażyna Zielińska odpowie przede wszystkim za przyjmowanie łapówek w latach 2000-2005. Według prokuratury, kwoty wahały się od jednego do czterech tysięcy złotych za korzystne rozstrzygnięcia w sądzie, m.in. zawieszenie wykonania kary czy uchylenie aresztu. Sędzi zarzucono też ujawnienie tajemnicy służbowej - pytań na aplikację sędziowską. Do wszystkich zarzutów sędzia nie przyznaje się.
Zamieszani w proceder dwaj suwalscy adwokaci odpowiedzą przed sądem m.in. za płatną protekcję, czyli powoływanie się na wpływy w suwalskim sądzie i podejmowanie się pośrednictwa w załatwieniu, za pieniądze, złagodzenia wyroku lub uchylenia tymczasowych aresztów.
Wśród oskarżonych jest też dwóch lekarzy, którym zarzucono poświadczenie nieprawdy w zaświadczeniu lekarskim oraz w historii choroby, wykorzystanych potem w sądzie.
Pozostałe osoby to dający łapówki i zamieszani w działalność przestępczą na wschodniej granicy. Prokuratura postawiła im m.in. zarzuty działania w zorganizowanej grupie przestępczej zajmującej się przemytem z Litwy papierosów i alkoholu.
za 4lomza.pl Regionalny Portal

23-05-2006 - siostry innych sądzą, a siebie osądzić nie potrafią - czyli jak same traktują prawo.
Sędzia Małgorzata K. i sędzia Marta G. to siostry. Mieszkają obok siebie w podjarosławskiej wsi, mają wspólną drogę i o nią od ubiegłego roku toczą bój, w który angażują policję i prokuraturę .
Robert Matusz, rzecznik jarosławskiej policji, wyciąga stertę papierów. Wszystko to notatki z interwencji policji u sióstr K. i G. Ostatnio policjanci jeździli do nich prawie codziennie: 8 maja. Interwencja w sprawie samochodu, który tarasuje drogę do domu sędzi K. 9 maja. Pełnomocnik sędzi K. wzywa policję do rzekomego uszkodzenia ogrodzenia przez sędzię G. 12 maja. Pełnomocnik K. alarmuje, że G. rozsypuje skażony gruz na drodze dojazdowej bez jej zgody. 13 maja. K. dzwoni, że sędzia G. zasypuje wykop wzdłuż ogrodzenia tym rzekomo skażonym gruzem. Zgodnie z przepisami policyjne notatki z tych wizyt trafiają na biurko miejscowego prokuratora. Piotr Balicki z Prokuratury Rejonowej w Jarosławiu większość zgłoszonych spraw umarza. Zapowiada, że ostatnie też spotka taki los.
- Zarzuty są wyssane z palca - ocenia i wyjaśnia, że sędzia G. płot naprawiała, gruzem utwardzała drogę, rów zasypywała tylko po swojej stronie itp., itd. Chociaż by chciał, szybko się sędzi K. nie pozbędzie. W sprawie gruzu odwołała się do prokuratora okręgowego, bo uważa, że Balicki jest stronniczy, a policja nie zajęła się sprawą jak należy.
- Przepisy wymagają przesłuchania pokrzywdzonej, a ta na wezwania się nie stawia, dlatego muszę wszcząć śledztwo. Bez wysłuchania strony sprawy nie mogę od razu umorzyć. Zamiast nad ważnymi rzeczami pracuję nad bzdurami - mówi Balicki. Konflikt między paniami sędziami stał się tak głośny w Jarosławiu, że prezes Sądu Okręgowego w Przemyślu wezwał obie na rozmowę. Prosił, by zaniechały sporu. Obiecały poprawę. Widać ją u pani G., przestała wzywać policję, ale K. słowa nie dotrzymała. Prezes sądu wystąpił do rzecznika dyscyplinarnego o ukaranie obu kobiet. Ten już zbiera dane z policji o liczbie i zasadności interwencji u K. i G. Sprawdza też przeszłość kryminalną pełnomocnika pani K., bo są podejrzenia, że mógł być karany. Janusz Dymek, komendant jarosławskiej policji, szykuje z kolei wniosek do sądu o ukaranie sędzi K. za nieuzasadnione wezwanie funkcjonariuszy do rodzinnego nieporozumienia. Policjanci, którzy udali się kilka dni temu na interwencję, zostali odprawieni z kwitkiem. Małgorzata K., która pracuje w przeworskim sądzie, nie chce rozmawiać o konflikcie.
- Radzę nie mieszać się w moje sprawy - ostrzega. Marta G. orzekająca w Sądzie Okręgowym w Przemyślu też nie chce sprawy komentować. Jaka kara dla sędziego? Rzecznik dyscyplinarny Sądu Okręgowego w Przemyślu, jeżeli uzna zarzuty za zasadne, może skierować sprawę do sądu dyscyplinarnego. Może zakończyć się ona dla sędziego karą od upomnienia przez naganę, usunięcie z zajmowanej funkcji, przeniesienie do sądu w innej miejscowości, aż do wydalenia z zawodu. Sędzia nie może awansować na wyższe stanowisko i odzyskać swojej funkcji przez pięć lat w przypadku usunięcia z funkcji albo przeniesienia w inne miejsce. Dla "Gazety": Lucyna Oleszek, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Przemyślu - Zachowanie obu pań urąga godności sędziego. Ośmieszają one nie tylko siebie. Ich spór jest po prostu irracjonalny i kompromituje wymiar sprawiedliwości. Takie zachowanie zasługuje na potępienie, dlatego wystąpiliśmy do rzecznika dyscyplinarnego o ukaranie obu sędzi. Mają prawo domagać się rozwiązania swoich spraw majątkowych, ale powinny to robić przed sądem powszechnym, a nie angażować policję i prokuraturę w rodzinny konflikt.

03.03.2006 06:12 Nie ma mocnych na skorumpowanego sędziego.
Kamera, drobne sumy w gotówce, wizyta w agencji towarzyskiej. Przez lata za takie prezenty wałbrzyski sędzia sprzedawał wyroki. Jest nietykalny, bo sąd dyscyplinarny nie uchylił mu immunitetu.
Sędzia Józef Zdobylak przez lata sądził w Wydziale Karnym Sądu Okręgowego w Świdnicy. W czerwcu 2002 roku wypuścił z aresztu Marka N. ps. Jaguar, niebezpiecznego bandytę, który od lat terroryzował mieszkańców Wałbrzycha. "Jaguar" był wcześniej karany m.in. za rozboje i wymuszenia - donosi "Rzeczpospolita". Legnicka prokuratura podejrzewa, że w zamian za przychylność przestępca opłacił wizytę sędziego w agencji towarzyskiej. Zaraz potem zapadł się pod ziemię. Sędzia Zdobylak w liście do redakcji przyznał się do kontaktów ze środowiskiem Marka N. i potwierdził wizytę w agencji. "Nie potrafię odtworzyć przebiegu pobytu w owym przybytku" - pisze. Twierdzi, że został tam sprowadzony podstępem, prawdopodobnie po dodaniu do napoju środków psychotropowych. "Jest mi niezmiernie wstyd, że swoim zachowaniem naraziłem na szwank własną reputację i sprawiłem przykrość rodzinie i znajomym" - pisze.
Z ustaleń "Rzeczpospolitej" wynika, że Zdobylak nie wypuściłby gangstera, gdyby kilka lat wcześniej sąd dyscyplinarny uchylił mu immunitet sędziowski. W 1999 roku domagała się tego wrocławska prokuratura, która chciała mu postawić zarzuty korupcji i wyłudzenia pralki oraz odkurzacza.
Sąd dyscyplinarny zaatakował prokuraturę. Podważył wiarygodność zeznań świadków, uznając, że ich opowieści są odwetem za surowe wyroki wydawane przez sędziego. Nie uwierzył także w zarzuty wyłudzenia.
"Cała sytuacja jest zresztą na tyle niewiarygodna, że aż absurdalna (doświadczony sędzia świadomie wyłudza przedmioty w sklepie ze z góry powziętym zamiarem niespłacenia rat - red.)" - napisał w uzasadnieniu. Przesłuchanie córki sędziego uznał za niedopuszczalne i nietaktowne, podobnie jak przeszukanie mieszkania Zdobylaka i jego domku na działce.
- Owszem, nie uważaliśmy Zdobylaka za kryształowego człowieka. Ale wszystkie wątpliwości, jakie się pojawiały, tłumaczyliśmy na jego korzyść - mówi w rozmowie z "Rzeczpospolitą" sędzia Antoni Kapłon, który przewodniczył sądowi dyscyplinarnemu.
Kontakty sędziego z półświatkiem wyszły na jaw przypadkiem. We wrześniu 1995 roku patrol policji podjął próbę schwytania poszukiwanego listem gończym wałbrzyskiego przestępcy. W mieszkaniu, w którym miał się ukrywać ścigany, policjanci zastali Józefa Zdobylaka. Razem z nim dwóch miejscowych opryszków wielokrotnie karanych za drobne przestępstwa.
Dlaczego sędzia zadawał się z mętami? - Kiedyś zwierzył się jednemu z kolegów, że źle się czuje w świecie prawników, sędziów. Że prawdziwy świat jest tam, na ulicy -mówi jego dawny znajomy.
Próbując odnaleźć sędziego, który od niedawna jest w stanie spoczynku (na emeryturze), dziennikarze "Rz" zapytali grupkę drobnych pijaczków pod sklepem na największym osiedlu w Wałbrzychu. - Józek? Kiedyś tutaj razem rządziliśmy - stwierdził jeden z nich. I z pamięci podał dokładne namiary mieszkania sędziego.

Czy niedouczona sędzi zapłaci i odpowie za swoje błędy? Dorota Wilk www.gazeta.pl
Kontrowersyjny wyrok ws. sędzi we Wrocławiu Była sędzia wydziału cywilnego wrocławskiego Sądu Rejonowego - Marianna K. - nie zapłaci z własnej kieszeni 100 tysięcy złotych odszkodowania na rzecz Skarbu Państwa. Sędzia wydawała wyroki dotyczące licytacji majątków upadających przedsiębiorstw. Kilka z nich wydała z naruszeniem prawa. Tak orzekł Sąd Najwyższy i przyznał jednemu z inwestorów 100-tysięczne odszkodowanie. Skarb państwa domagał się zwrotu tej kwoty. Sędzia nie zapłaci jednak odszkodowania, ponieważ nie udowodniono jej, że celowo naraziła Skarb Państwa na straty.
Trudno przypisać pozwanej to, że chciała wyrządzić szkodę swoim postępowaniem, a także że przewidywała, że taka szkoda wystąpi i godziła się na nią. Ta szkoda wyniknęła z winy nieumyślnej pozwanej - mówiła sędzia prowadząca sprawę. Dlatego zdaniem sądu, sędzia Marianna K. powinna zapłacić karę tylko w wysokości swoich trzech ostatnich pensji o czym mówi prawo pracy.

Po tej lekturze chyba jasne, że są sędziowie którzy zakupują swoje aplikacje i to nie koniecznie na bazarach. Od tego są przecież rodzinne mafijne korporacje prawnicze. Tę patologię stara się zwalczyć minister Ziobro. Tylko co może zrobić mrówka porywająca się z motyką na słońce...?

Skurwiona Temida - PRZEKRĘTY W SĄDACH GDAŃSKICH
MAFIA W TOGACH - PROCEDURA KARNA PO POLSKU - wspomnienia z pobytu w więzieniu Andrzeja Kursa. Jak zostaje się sędzią w Polsce, biegli i inne psy sądowe, prawda o więzieniach i aresztantach.

Kolejne strony dokumentujące nieodpowiedzialne zachowania funkcjonariuszy władzy:
Prokuratorzy do zwolnienia od razu - dowody debilizmu prawnego i prokuratorskiego funkcjonariuszy którzy jakimś cudem podobno ukończyli prawo...
Policyjne afery - handel tajnymi informacjami ze śledztw, narkotykami, wymuszenia policyjne, pijani policjanci, policjanci terroryzujący własną rodzinę i świadków...
oszustwa komornicze - pasożytów społeczeństwa, często typowych chamów i nieuków, którzy oszukują właścicieli firm, poszkodowanych i wierzycieli oraz w dupie mają obowiązujące PRAWO
Dokumentujemy tu oszustwa urzędników państwowych takich jak: polityk, wójt, starosta, burmistrz, prezydent, rzecznik - wszelkich kombinatorów na których utrzymanie pracujące całe społeczeństwo, a którzy swoje publiczne stanowisko wykorzystują dla prywaty.
Pomówienia - stan prawny. Prześladowanie dziennikarza i redaktora Zdzisława Raczkowskiego przez skorumpowanych sędziów i prokuratorów podkarpackich.

Krytyka wyroków sądowych nie jest godzeniem w niezawisłość sędziowską. Nadmiar prawa prowadzi do patologii w zarządzaniu państwem - Profesor Bronisław Ziemianin
NYCZ-GATE - taka sobie afera w rzeszowskim sądzie, jedna z setek jakie tam robią, a potem dziwią się, że 90% społeczeństwa nie wierzy w sprawiedliwość...
Biegli dawno już "odbiegli" od prawdy... AFERY
UDOKUMENTOWANE FAKTY POMYŁEK LEKARSKICH

Strona prawdy o polskim sądownictwie.

Polecam sprawy poruszane w działach:
SĄDY PROKURATURA ADWOKATURA
POLITYKA PRAWO INTERWENCJE - sprawy czytelników

Tematy w dziale dla inteligentnych:
ARTYKUŁY - tematy do przemyślenia z cyklu: POLITYKA - PIENIĄDZ - WŁADZA

A dla odreagowania sympatyczne linki dla poszkodowanych przez schorowane organy sprawiedliwości :-))
10 przykazań dla młodych adeptów prawa, czyli jak działa głupota prawników + modlitwa...
"walczący z wilkami, szeryf z Bieszczad czyli z impotentnymi organami (nie)sprawiedliwości?" takie sobie dywagacje Z. Raczkowskiego
Wilk Zygfryd - CZARNA BIESZCZADZKA RZECZYWISTOŚĆ...

"AFERY PRAWA" - Niezależne Czasopismo Internetowe www.aferyprawa.com
Stowarzyszenia Ochrony Praw Obywatelskich
Zespół redakcyjny: Zdzisław Raczkowski, Witold Ligezowski, Janusz Górzyński, Zygmunt Jan Prusiński, Mariusz Pogorzelec, Zygfryd Wilk, Grzegorz Bentkowski i SOPO

uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: redakcja@aferyprawa.com alternatywnie: afery@poczta.fm
Dziękujemy za przysłane teksty opinie i informacje.

WSZYSTKICH INFORMUJĘ ŻE WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI I SWOBODA WYRAŻANIA SWOICH POGLĄDÓW JEST ZAGWARANTOWANA ART 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ.

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.

~blumenalle
04-11-2016 / 18:18
Sądownictwo w Polsce, posługując się terminologią rolnicza, nie wymaga plewienia, tylko zaorania i obsiania na nowo . Ilu takich Biedrzyńskich jest w Polsce, panie Ministrze Ziobro? "Łatwiej w Polsce liczyć na sumienie przestępcy niż na sumienie wymiaru sprawiedliwości". Bajkowy operat szacunkowy biegłego Jerzego Karpińskiego sprawa pokrzywdzonego Bogusława ... https://www.youtube.com/watch?v=RNLEELvzZd8 Sędzia Daniel Strzelecki ( Jelenia Gora )winien więc odpowiadać za rażące naruszenie prawa ! Ilu takich Biedrzyńskich jest w Polsce, panie ministrze Ziobro? O ilu z nich nikt nawet słowa nie napisze? Czy nadal mają żyć w gorzkim poczuciu krzywdy, wyrządzonej im przez Państwo? pressmania.pl/?p=32602 3obieg.pl/daniel-strzelecki-nietykalny
~boguslaw
02-04-2015 / 06:39
Biegły nie musi nic oglądać !!!!!! Sędzia Daniel Strzelecki (Sąd Rejonowy w Bolesławcu) biegłemu oka nie wykole !!!!!!!!!! Polska Rzeczpospolita Korupcyjna: sędzia biegłemu oka nie wykole? 24 lutego 2014 roku sędzia Daniel Strzelecki (Sąd Rejonowy w Bolesławcu) oddalił skargę Bogusława Biedrzyńskiego na postanowienie prokuratora rejonowego w Bolesławcu umarzające postępowanie w sprawie biegłego sądowego Jerzego Karpińskiego. Żadne przepisy nie nakładają na biegłego obowiązku osobistego dokonania oględzin wszystkich nieruchomości, które wykorzystał do porównania i ustalenia wartości budynku – argumentował sąd i utrzymał w mocy decyzję bolesławieckiej prokuratury, która umorzyła postępowanie w sprawie złożenia przez biegłego fałszywej opinii. www.nj24.pl/article/biegly-nie-musi-nic-ogladac progressforpoland.com/polska-rzeczpospolita-korupcyjna-sedzia-biegle jeleniagora.naszemiasto.pl/firma/karkonoskie-stowarzyszenie-rzeczozn Historia człowieka okradzionego w majestacie prawa III RP. To może przydarzyć się każdemu... https://www.facebook.com/624680607593846/photos/a.769389396456299.1073741828.624
~navigare1
27-07-2012 / 06:51
Zdzichu! przepisałeś artykuł z Wyborczej i doznałeś orgazmu!!! Sąd Najwyższy mnie uniewinnił! I co? Jajco, śmieciu!!!