Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
27 listopada 2020
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

meta name="keywords" content="NIEZALEŻNE WYDAWNICTWO AFERY, KORUPCJA, BEZPRAWIE, www.aferyprawa.com, afery, matactwa sondażowe, zagubiony elektorat, CZARNA LISTA SĘDZIÓW PROKURATORÓW ADWOKATÓW URZĘDNIKÓW PAŃSTWOWYCH, PORADY PRAWNE, INTERWENCJE, DYSKUSJE, ARTYKUŁY, ROZRYWKA"> AFERY PRAWA KRZYSZTOF MAZUR

Poszukiwacze zaginionego elektoratu - czyli oszustwa sondażowe...

Biorąc pod uwagę liczbę danych i analiz, którymi środki masowego rażenia przekazem raczyły codziennie swoje ofiary począwszy od liczby stron "programu" PO, a na efektach prac sondażowni bynajmniej nie skończywszy, aż dziw bierze, że jeszcze ktoś chce czytać horoskopy i wróżyć z pasjansa. W związku z tym, że podobno analizy statystyczne tym się różnią od wróżenia z horoskopu, że ta ostatnia metoda nie przewiduje podawania błędu wyniku, bardzo interesująco wyglądały efekty działań pracowni badających poparcie partii i kandydatów przed wyborami, które to efekty według zgodnych zapewnień szefów tychże ośrodków były niezawodne, a jeżeli ktoś miałby jakieś wątpliwości, to niech pretensje zgłasza do odpytywanych respondentów albo do czasu, który jak wiadomo upływa i wypacza doskonałe efekty socjologicznych badań. W tej sytuacji można nawet zrozumieć niechęć tychże firm do podawania możliwego przedziału błędu, gdyż jak wytłumaczyć się z analizy, której konkluzja sprowadzałaby się np. do stwierdzenia, że w drugiej turze Tusk zdobędzie 52 proc. poparcia, a - Kaczyński 48 proc., przy możliwym 3-procentowym błędzie tego szacunku?

W związku z tym, że najlepszym miejscem do ukrycia liścia jest las, a skoro nie ma lasu - to należy go posadzić, tak też wcale nie może dziwić, że największym zmartwieniem wszystkich socjologów, badaczy opinii, komentatorów, dziennikarzy i niektórych polityków stała się niska frekwencja, bo co to za święto demokracji skoro nie ma chętnych do świętowania. Przy okazji mamy też winnych nietrafionych, tzn. trafionych inaczej prognoz przedwyborczych z I tury, no bo skoro od 60 do 70 proc. badanych opowiadało się za uczestnictwem w wyborach to skąd nagle tak wysoka absencja? Ano okazuje się, że elektorat oszukuje, oszukuje nawet minutę po wyjściu z lokalu wyborczego, bo skąd by się wzięły nawet kilkuprocentowe błędy prognostyczne przy kilkudziesięciotysięcznej próbie? Za PRL-u sprawa była prosta, frekwencja miała wynieść 99,9 proc, z tego 99,9 miała głosować na "listę" i tak było, po czym wybrani w imieniu suwerenów demokracji ludowej pili i zakąszali na ich konto. Tymczasem wbrew twierdzeniu, że demokracja współczesna nie ma nic wspólnego z demokracją ludową, okazuje się, że kontestacja święta demokracji przez większość społeczeństwa ma taką samą przyczynę jak "rekordowa" frekwencja za PRL-u, a jej streszczenie można zawrzeć w krótkim: "po co pójdę głosować, skoro to i tak nic nie zmieni?". Oczywiście tak mówiący i myślący jest przeświadczony, że idąc do lokalu wyborczego, powinien oddać głos tak, by znaleĽć się w widełkach zakreślonych przez publikowane codziennie sondaże, gdyż inaczej jego głos zostałby wyrzucony na zmarnowanie i gniłby na tym śmietniku demokracji niczym najbardziej uciążliwy odpad komunalny. Trudno nawet powiedzieć, czy taki zmarnowany elektorat ma prawo uczestniczyć w obchodach święta demokracji, czy dorósł do idei solidarności, wszak sam zwycięski kandydat na prezydenta, honorowy członek zwycięskiej partii zamierzał dochodzić do solidarności po stopniach egalite bez których podobno nie ma liberte.
Tymczasem obecne zaangażowanie obywateli w sprawy publiczne oraz ich polityczna świadomość są póĽnym owocem działań politycznych w pierwszych latach tzw. III RP. Rzeczowa analiza relacji z tamtego okresu, preferencji wyborczych i własnych obserwacji prowadzi do stwierdzenia, że na obecnej sytuacji politycznej zaważyły dwa spektakularne wydarzenia z lat 1992 - 1993, tj. utrącenie przez Belweder lustracji w 1992 r. oraz wprowadzenie progów wyborczych w 1993 r. Dobrze pamiętam nastroje z początku lat 90., kiedy to większość dawnych filarów systemu pochowało się po różnych nomenklaturowych spółeczkach, robiąc wszystko, by jak najmniej pamiętano o ich politycznych zaszłościach. Obalenie lustracji dało tym ludziom sygnał do powrotu na polityczną scenę. Tymiński już przestał być potrzebny, skoro można było z podniesionym czołem głosować na Kwaśniewskiego, Oleksego i Millera. Pomimo tego wynik zwycięskiego SLD w 1993 r. (20,4 proc.) był gorszy niż przegranego SLD w 1997 (27,1 proc.), nie mówiąc już o wyniku z 2001 r. (41 proc.), co oznacza, że na odzyskanie przez komunistów dobrej reputacji postsolidarnościowe środowiska musiały ciężko pracować całą dekadę lat 90. Ciężko pracował także prezydent Wałęsa, który swój sukces w tym temacie przypieczętował zresztą dopiero w roku 2005, pijąc z Kwaśniewskim urodzinowego brudzia i który jedynie raz w swojej politycznej karierze, tj. 4 czerwca 1992 r., chciał i mógł. Wygrana lewicy w 1993 r. była bardzo na rękę stronnictwu antylustracyjnemu, gdyż z jednej strony rządy lewicy stanowiły najlepszą gwarancję "wybierania przyszłości" i politycznego zesłania prawicowej opozycji, zauroczonej chwilowo urokami antykomunistycznych rozliczeń. Progi wyborcze uniemożliwiły niebezpieczeństwo wejścia na mównicę jakiegoś przedstawiciela "politycznego planktonu", który psułby wysokiej izbie dyskomfort bredzeniami nt. "Bolka" czy "Spółdzielcy", a Wałęsa wraz ze swoją belwederską kamarylą mógł wreszcie znowu robić za jedynego obrońcę wartości zagrożonych przez żądnych odwetu komunistów. W związku z tym, że zmianę ordynacji i wprowadzenie progów uchwalono na krótko przed wyborami, część politycznych elit, a szczególnie wyborcy, nie poznali jeszcze praktycznych skutków tego dobrodziejstwa. W związku z tym grupowali się i głosowali zgodnie ze swoimi przekonaniami, a przez to w wyborach we wrześniu 1993 r. "zmarnowaniu" uległo, uwaga! - aż 4,8 mln głosów. Dla porównania: w 1997 r. takich "zmarnowanych" głosów było już "tylko" 1,6 mln, a w ostatnich wyborach ok. 1,3 mln, ale że nic nie jest za darmo, więc w 1993 r. głosowało ok. 2 mln więcej osób niż w 2005 r. podczas gdy liczba uprawnionych była obecnie o ok. 3 miliony większa niż 12 lat wcześniej. Przez wiele lat przyzwyczailiśmy się do powtarzanej jak mantra diagnozy, że wygrana lewicy w 1993 r. była reakcją ludności na gospodarcze niepowodzenia lat 1990 - 1993 oraz skłócenie prawicy przed wyborami, mało kto jednakże zwrócił uwagę, że spośród tych 4,8 mln "zmarnowanych" głosów większość, bo ok. 4 mln została oddana na partie centroprawicowe (wyborcy głosowali wtedy m.in. na KKKW "Ojczyzna", ZP-PC, KLD, UPR, KdRz, PSL-PL), a uwzględniając wynik KPN i BBWR na tzw. centroprawicę padło wtedy znacząco więcej głosów niż w wyborach z 1997 r., które postrzega się jako zakończone wyjątkowym sukcesem. Nieprawdą jest więc teza, jakoby społeczeństwo nie chciało wtedy rozliczeń i tęskniło za postkomuną - to jedynie niektórym projektantom nowego ładu zatęskniło się za nieopatrznie porzuconą koncepcją jedności moralno-politycznej narodu, a nie mogąc tej jedności wymusić w krótkim czasie propagandą, stworzono mechanizm selekcyjny w postaci obowiązującej do dziś ordynacji wyborczej.
Oczywiście 20-procentowe zwycięstwo SLD pod koniec 1993 r. nie wskazywało na możliwy sukces tego obozu w wyborach prezydenckich, niestety - kunktatorstwo stronnictwa antylustracyjnego spowodowało, że Polska straciła całą dekadę na zmiany polityczne, które były możliwe do przeprowadzenia w latach 1992 - 1993, a patrząc z dzisiejszej perspektywy 10-letniej nieprzerwanej prezydentury "prezia", monokultury lewicy w latach 1995 - 1997 i 2001 - 2005 i skutków tejże, trudno obecnie poważnie twierdzić o gorszych skutki lustracji i dekomunizacji, demontażu państwa i innych upiorach, tak plastycznie serwowanych nam przez wiadome środowiska i usłużne im media w minionych latach. Oczyszczenie życia politycznego w pierwszej połowie lat 90. być może przyspieszyłoby dyskusję o ustroju gospodarczym państw, bo o ile postulaty oczyszczenia życia politycznego stały się obecnie głównymi hasłami zwycięskich partii, tak pod względem wizji systemu gospodarczego większość obecnych parlamentarzystów nadal popiera doktrynę wyrażoną w haśle "socjalizm tak - wypaczenia nie".

Liberalizm twoja mać

Nawiązując do konwencji dowcipów archeologicznych, gdyby po latach ktoś dokopał się do relacji prasowych i haseł politycznych najczęściej używanych w ostatnich kilkunastu tygodniach, mógłby wywnioskować, że przyczyną niedostatku i wszystkich możliwych plag, których Polacy doświadczyli od władz III RP, była nieludzka i wyjątkowo odrażająca ideologia liberalizmu. Gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości, że może chodzi o libertynizm lub jedynie o jakieś przyzwolenie na ekscesy obyczajowe, dość szybko zorientowałby się, że sednem tego nieludzkiego liberalizmu była nieskrępowana swoboda działalności gospodarczej, będąca przyczyną bogacenia się nielicznych i - jak to się elegancko zwykło teraz określać - wykluczenia większości obywateli naszego kraju. W takich diagnozach celują niestety przedstawiciele PiS-u, którzy jako przedstawiciele zwycięskiego ugrupowania mają nadawać ton pracom rządu, jednakże liberałowie z PO, gdy tak uważnie przysłuchać się wysuwanym przez liderów tej partii argumentom, tak naprawdę też nie nauczyli się wiele od czasów rządów KLD. Ot, dla przykładu: głowa głów wszystkich liberałów, znienawidzony "prezydent Tusk", na pytanie dlaczego uważa, że program reformy służby zdrowia zgłaszany przez konkurentów nie jest dobrym pomysłem na uzdrowienie sytuacji, odparł, że swoje przekonanie opiera na opinii prof. Religi, przy czym właściwie to on się na problemie nie zna, ale jak Religa tak mówi - to widocznie tak być musi.
Z kolei do niedawna najważniejszy capo decina sztabowców PiS-u, czyli Jacek Kurski prawie że szlochający nad krzywdą Cimoszewicza ("rzecz brutalna, wulgarna zdarzyła się raz - dwa miesiące temu, kiedy w wyniku policyjnej czy quasi-bezpieczniackiej akcji ludzi związanych z PO - Miodowicza, Brochwicza - został odstrzelony kandydat lewicy"), zapytany o kształt IV RP, odparł, że będzie to Polska "solidarna aksjologicznie, a socjalna w sferze materii". Wtórują mu w tym inni consigliere partii niby-mającej-rządzić np. Bolesław Piecha, kandydat PiS-u na ministra zdrowia, uważa propozycje PO za "ultraliberalną strategię", a "ludziom, którzy są tą ideologią otumanieni czy wręcz szaleńcami ultraliberalnych rozwiązań", władzy nie można oddać. Antykomunista Kamiński Mariusz bolejący nad tym, że "kiedy Konstanty Miodowicz występował w RM i masakrował Włodzimierza Cimoszewicza, Donalda Tuska sumienie nie bolało" zapewniał z kolei, że "nie będzie tak, jak chcą liberałowie, że o tym czy ktoś jest leczony, czy nie, będzie decydowała grubość portfela. Nie będzie tak, jak chcą liberałowie, że na wezwanie karetki pogotowia najpierw padnie pytanie o numer karty kredytowej". No jasne, że tak nie będzie, będzie pavulon i prowizja od zakładu pogrzebowego. Ale nie tylko politycy postanowili - używając porównań dotyczących sprawy Cimoszewicza - "zmasakrować" liberalizm, gdyż po jesiennej kampanii wyborczej AD 2005 wydaje się, że termin liberalizm nie ma - przynajmniej w Polsce - szans na odzyskanie pozytywnej konotacji i nawet gdyby np. udało się przemycić na łamach "ND" tekst o zaletach "dobrego "złego" liberalizmu", to i tak będzie zawsze opatrzony klauzulą informującą, że są to "indywidualne poglądy autora, a nie stanowisko redakcji", co mimowolnie przypomina napisy informujące np. palaczy, że "minister zdrowia przestrzega, iż palenie powoduje..." i tym podobnie. Tymczasem pogląd ks. F. Sarda y Salvany, że "liberalizm krzewi niemoralność, a niemoralność - liberalizm", opinia W. Moszkowksiego, że klasyczny liberalizm zaleca indyferentyzm moralny, który "nieuchronnie spycha jego wyznawców do rynsztoku zepsucia", przekonanie Stanisław Krajskiego (któremu w ostatniej publikacji omyłkowo przypisałem tropienie spisków syjonistycznych podczas gdy faktycznie chodziło o spiski masońskie), że "nie potrzebujemy prezydenta socjalisty ani tym bardziej liberała" (zwracam w szczególności uwagę na sformułowanie "ani tym bardziej"), nie musi być opatrywane żadnym komentarzem, gdyż takie opinie mają bezwarunkowe imprimatur i mogą być wygłaszane w nieskończoność. O tym, że krytyka liberalizmu w gruncie rzeczy sprowadza się do spraw gospodarczych, przekonuje, że na patologie życia społecznego istnieje mnóstwo bardziej adekwatnych terminów, np. korupcja, zepsucie moralne, zakłamanie, permisywizm i w końcu - libertynizm. Pomimo tego większość aktorów naszej politycznej sceny z uporem wartym lepszej sprawy za plagi bezrobocia, złej prywatyzacji, biedy, chorą służbę zdrowia, aferę Orlenu i PZU oraz setki innych skutków socjalizmu w gospodarce i tak uważa liberalizm. Winien jest liberalizm! - krzyczy PiS, "błędem jest wylansowanie liberalnej polityki państwa i desygnowanie na premiera osoby, która jest utożsamiana z liberalnym kierunkiem PiS" - poucza Roman Giertych. Liberałów chciałby przegonić Lepper, na liberalizm grzmi PSL, także SLD nie czyta się jeszcze jako Sojusz Liberałów Demokratycznych, trudno więc zrozumieć, dlaczego Kaczyński ma zawierać sojusz rządowy z jedynym ugrupowaniem w parlamencie, które jeszcze nie potępiło liberalnego odchylenia? Ano dlatego, że wszyscy - zarówno socjaliści z PiS-u oraz pseudoliberałowie z PO - są siebie warci, a o tym, żeby się o tym przekonać, wystarczy zobaczyć i posłuchać dowolnie wybraną "debatę" miedzy Tuskiem a Kaczyńskim. Być może mój pogląd jest odosobniony, ale doprawdy nie dawało się już słuchać tego nieustającego bełkotu o tym, kto kogo powinien bardziej przepraszać, wymiany zdań w stylu "szanowny panie przyjacielu Donaldzie, niestety muszę z przykrością oznajmić, że jest pan kłamcą i niegodziwcem" i ripost "niestety, szanowny panie przyjacielu Lechu, nie jestem niegodziwcem, bo gdybym był, to powiedziałbym, że jest pan niekompetentnym socjalistą i lawirantem", ciągłego wyliczania, kto kogo bardziej obraził, ile głodujących dzieci uratujemy od śmierci głodowej, a pracowników uwolnimy od tyranii pracodawców... Przepraszam za wyrażenie - ale rzygać się chce od tego bredzenia, a pewnie bardziej - od świadomości, że znowu jesteśmy skazani na rządy lawirantów i ekonomicznych kretynów. Jako zatwardziały prowincjusz nigdy nie rozumiałem, o co chodziło "Mońkowi" Staszczykowi (to ten, co nosił koszulkę z napisem "jestem żydem"), gdy śpiewał "A ja jestem głodny, tak bardzo głodny/ Kochanie nakarmisz mnie snami/ Zielony Żoliborz, pieprzony Żoliborz....". Podczas minionej kampanii wreszcie zrozumiałem: artysta antycypował korzenie i programowe przesłanie nowej władzy.

Krzysztof Mazur
Publicystyka Krzysztofa Mazura na ASME

z odpowiedzi:}

Pan Jarosław Kurski pisze w GW: "te wybory rozstrzygnięte zostały przez media. Jeszcze nigdy dotąd w Polsce takie słowa, jak "technologia komunikacji" czy "polityczny marketing" nie znaczyły tak wiele."
- Panie Kurski, ja rzekłbym WRĘCZ ODWROTNIE! - jeszcze nigdy MEDIA nie znaczyły tak mało, przynajmniej jeśli chodzi o wyniki sondaży wyborczych...
Czemu jakoś nikt nie zauważył, że na naszych oczach dokonało się najprawdopodobniej WIELKIE OSZUSTWO SONDAŻOWE.

Ile warte są ośrodki badawcze jeśli jeszcze na trzy dni przed wyborami dają one Donaldowi TUSKOWI przewagę 8 procent, a po wyborach okazuje się że to KACZYŃSKI WYGRAŁ 8 procentami...
Gdzie lezy problem? Jaki to problem?
Czy to niekompetencja ośrodków badawczych? Nierzetelność ankieterów? Pomyłka analityków? Niedbałość czy - wreszcie - manipulacja?

Sprawa jest poważna, bo stało się coś bardzo niepokojącego. Biorąc pod uwagę podmianę sondaży, jakiej dokonano na portalach internetowych onet.pl, wp.pl i interia.pl w przedwyborczy czwartek (Tusk - afera sondażowa) można postawić hipotezę, że mielismy do czynienia z manipulacją, która ukazuję siłę wpływów oraz determinacji postkomunistrycznego układu władzy. O uczciwości takich zabiegów oczywiście nie wspomnę...

No, ale stało się i należy postawić przyszłościowe pytanie. Mianowicie, jak układ ten zachowa sie teraz, po przegranych wyborach? Czy uzna swą porażkę i uderzy się w piersi czy też - co gorsze - pójdzie w zaparte i będzie nieodpowiedzialnie niszczył w zarodku każdą inicjatywę naprawy państwa i gospodarki przedstawiając ją medialnie jako "same zło". Warto przygląda się pod tym kątem mediom , które wspierały Tuska...

Prawda jest jednak taka, że hipnoza sondażowa się nie udała, więc można mieć nadzieję, że i próby kolejnej hipnozy spala na panewce. Do tego trzeba jednak minimalnych warunków brzegowych - sprawnej pracy nowych władz przy otwartej kurtynie i sprawnej polityki informacyjnej nowego rządu. Warunków tych jest duzo więcej, ale bracia Kaczyńscy z pewnością wiedzą, kto, gdzie i dlaczego zechce czyhać na nowe władze. Dlatego sądzę, że podejmą skuteczne kroki zaradcze, które osłabią ewentualne, destrukcyjne zapędy ludzi broniących za wszelką cenę patologicznych układów III RP.

Dlatego to nie Kaczyńskich powinno się kontrolować, jak sugerują "reżimowe media (ulubiona fraza Janusza Korina-Mikke). To Kaczyńscy powinni bacznie przyglądać się zabiegom niektórych osób z Platformy, które mają swoiste doświadczenie z czasu rządów AWS-UW.

Z CYKLU "NIEBEZPIECZNE TEMATY" - PRAWDA O TUSKU I JEGO RODZINIE
Komu(ch) bije w dzwon - skoro trwa wyścig o prawdziwą prezydenturę, to niech będzie to prawdziwa walka, a nie jakiś kwi pro kwo... 

Nowe publikacje o tematyce aferalnej i korupcyjnej z cyklu "NIEBEZPIECZNE TEMATY" 
Co może jeszcze zrobić III RPRL (bezustannie żydowska) w swym agonalnym stanie? 
POLAKU - SPRAWDŹ NA KOGO ODDAJESZ SWÓJ GŁOS !!! - kolejny odnowiony rozdział z cyklu "niebezpieczne tematy" - lista Żydów i osób pochodzenia żydowskiego o zmienionych nazwiskach

* Trochę prawdy na temat PO i Donalda Tuska. *
* ile milionów kosztowała kampania prezydencka Tuska???*
* Jak piszą o Polsce dla Poloni
- PATRIOTYCZNY RUCH POLSKI NOWY JORK, CHICAGO, TORONTO, WARSZAWA.
Mistyka żydowskich finansów - czy "makler" Włodzimierz Cimoszewicz korzystał z poufnych informacji giełdowych?
- został tylko krzyż narodu polskiego? - Judaizm, czyli "Jak rozpoznać Żyda" i  Jedwabne tylko dla Żydów?    
TAJNE - JAWNE TAJEMNICE PAŃSTWOWE? - raport o działalności pułkownika Władimira Ałganowa z KGB w sprawach: Prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego, Premiera Józefa Oleksego i Leszka Millera, szefa MSWiA oraz Ministra Spraw Zagranicznych Włodzimierza Cimoszewicza, Ministra Skarbu Wiesława Kaczmarka, oraz biznesmena Jana Kulczyka.

i tym samym dochodzimy do setna sprawy, czyli "Raportu o stanie sądownictwa polskiego"
Zapraszamy wszystkich sędziów, prokuratorów, adwokatów, polityków i resztę urzędniczego "badziewia" zamieszanego we wszelkie oszustwa do ogólnopolskiej "czarnej listy Raczkowskiego"... 
miłego towarzystwa wzajemnej  adoracji ...

www.aferyprawa.com - Niezależne Wydawnictwo Internetowe "AFERY - KORUPCJA - BEZPRAWIE" Ogólnopolskiego Ruchu Praw Obywatelskich 
i Walki z Korupcją.
prowadzi: (-)  ZDZISŁAW RACZKOWSKI.
Dziękuję za przysłane teksty opinie i informacje. 
    uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: Z.Raczkowski@aferyprawa.com 

WSZYSTKICH SĘDZIÓW INFORMUJĘ ŻE PROWADZENIE STRON PUBLICYSTYCZNYCH
JEST W ZGODZIE z  Art. 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ 
1 - Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 
2 - Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane.
ponadto Art. 31.3
Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądĽ dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.