Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
12 grudnia 2019
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

AFERY PRAWA NIEBEZPIECZNE TEMATY


PATRIOTYCZNY RUCH POLSKI
NR. 128 15. IX. 2005 r.
NOWY JORK, CHICAGO, TORONTO, WARSZAWA.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
W numerze: 1) Apel; 2) Wiadomości; 3) Rozmowa z A. Gwiazdą, część I; 4) Los czyli przeznaczenie; 5) Chciał czy musiał?; 6) Masońska retoryka; 7) Skutki wzrostu cen nafty; 8) Katastrofa Nowego Orleanu; 9) Konfrontacja z globalizmem;

Drodzy Rodacy! APEL PRZEDWYBORCZY!

Zbliżają się wybory na prezydenta Polski, do sejmu i senatu. To od Twojego głosu zależeć będzie przyszły los Polski i Polaków!


W związku z tym, apelujemy do wszystkich Polek i Polaków, tak w Kraju jak i porozrzucanych za chlebem po całym świecie. Nie kierujcie się przy wyborze kandydatów opinią mediów, które bezczelnie fałszują wyniki sondaży lub po prostu zamawiają je, dla przedstawiania "swoich" kandydatów jako ulubieńców Polaków. Z publicznej wypowiedzi przedstawicielki OBOP wynikało że z uwagi na stosowane techniki badawcze faktyczny błąd może sięgać 10%. Oceniając wiarygodność swojej instytucji, urwano znów z 5%, czyli razem błąd wynosi ok. 15%. I co zostaje z wyniku Tuska - 28%, zostaje tylko 13%. A jaki wynik może mieć LPR zamiast 10%, może mieć 25%. Przecież wyniki sondaży to nic innego jak "wydmuszki", i jak można wierzyć w "siwy dym".

Rządzący doskonale zdają sobie sprawę z siły "owczego pędu", wystarczy aby ktoś, nawet wróg wskazał rządzonym fałszywego lidera, "idą za nim w ogień", mimo że to on im właśnie wyrwał ostatni grosz i godność.

Polacy, czy chcecie by Polska pozostała w Waszych rękach? Czy chcecie być Narodem suwerennym w swojej OjczyĽnie? - Jeżeli tak - głosujcie tylko na kandydatów polskiego pochodzenia! Nigdy nie głosujcie na obcych, mających tylko "obywatelstwo polskie"! Takimi właśnie kandydatami, obcego pochodzenia są: Włodzimierz Cimoszewicz, Donald Tusk, Marek Borowski, Jarosław Kalinowski! Wszyscy oni uczestniczą w sprawowaniu władzy w Polsce od 15 lat i wszystkie nieszczęścia Polaków są w różnym stopniu ich dziełem. Żaden z "nich"  niczego nie zmieni z prowadzonej dotychczas polityki przez Kwaśniewskiego, niszczącej Polskę i Polaków. Mocodawcy wymienionych wyżej kandydatów siedzą w Waszyngtonie i Tel Awiwie. To stamtąd będą wychodzić "instrukcje" dalszej likwidacji naszej Ojczyzny i upodleniu Słowian.

Większą wagę od prezydenckich mają jednak wybory parlamentarne. (Co prawda żydowskim zwyczajem wprowadzonym w Polsce, niewiele możemy dowiedzieć się o kandydatach), ale obserwując poszczególne partie, śmiało możemy polecić kandydatów z Samoobrony, LPR i PSL, w których jedyna nadzieja że nie pozwolą kontynuować dzieła niszczenia Polski i rozpraszenia Narodu polskiego po świecie (w poszukiwaniu pracy).

Rodacy! nie wierzcie kandydatom na Prezydenta i do parlamentu - udających Polaków. To o nich, "guru" polskich Żydów - Michnik, mówił, że "Najlepszy Żyd to zakonspirowany Żyd." Żyd "tajny", jest bardziej niebezpieczny niż AIDS i ogień. Żyd "tajny" to głód, wojna, oszustwo i kłamstwo. Strzeżcie się nie terrorystów a zakonspirowanych Żydów, strzeżcie się sami bo nikt inny Was nie ustrzeże.

Jeżeli zostanie wybrany któryś z wymienionych kandydatów na prezydenta RP, nie będzie żadnej zmiany na lepsze, następne rzesze Polaków, wyjadą za granicę w poszukiwaniu chleba. A na to miejsce, będą przyjeżdżać Żydzi z całego świata, by zapełnić lukę po nich! Jedynym ratunkiem dla naszej Ojczyzny - to poważne potraktowanie tych wyborów i masowy w nich udział, oddanie głosu na kandydata (na prezydenta, do sejmu i senatu), o czystych polskich korzeniach!

Czy myślicie, że tak bez żadnej przyczyny, masowo Żydzi zjeżdżają się do Polski (np. na wiosnę przyjechało oficjalnie ok. 140 tysięcy Żydów z Izraela, już jako obywatele polscy)? Nie! tą przyczyną są właśnie mające odbyć się wybory na prezydenta, do sejmu i senatu. Oni wiedzą, że zbliżają się wybory i trzeba zagłosować na swoich, by "im" się póĽniej dobrze wiodło! Wiedzą też na kogo mają oddać swój głos. A więc Polacy! bierzcie z nich przykład! 
Tomasz Koziej  6 IX 2005 r.

Chavez, prezydent Wenezueli, przyjął kilkuset lekarzy z Kuby (pomysł Fidela Castro) w ramach specjalnego programu, w którym będą za darmo leczyć ludzi ubogich. Przeciw temu programowi wystąpił Kościół katolicki twierdząc, że lekarze ci mogą propagować komunizm. Chavez przytomnie zaproponował, by w takim razie Watykan przysłał kilkuset swoich lekarzy o podobnych kwalifikacjach.

"Ojczyzna", 1 VIII 05 (nr 259)

# # #

Ks. prof. Czesław Bartnik publicznie wezwał do głosowania w wyborach prezydenckich na Andrzeja Leppera. W swoich ostatnich publikacjach i wypowiedziach (Nasz Dziennik, Radio Maryja, TV Trwam) ks. Bartnik mówiąc o polityce zagranicznej wezwał też do większej orientacji na Wschód i na Słowiańszczyznę. "Ojczyzna", 1 VIII 05 (nr 259)

# # #

W kręgach władzy w USA a zwłaszcza w demokratycznym skrzydle Senatu narasta przekonanie o konieczności odsunięcia od władzy ekipy Busha i Cheneya jako niekompetentnej i realizującej program polityczny groĽny dla przyszłości USA. Tygodnik EIR donosi o przygotowaniu konstytucyjnego oskarżenia obu polityków o zdradę stanu i świadome wprowadzenie w błąd opinii publicznej w celu wywołania wojny w Iraku, która nie ma nic wspólnego z interesem USA ani obroną bezpieczeństwa. Washington Post donosi o spotkaniach ekspertów prawnych od procedury impeachmentu, a Newsweek z 2.06 zaatakował Carla Rove, szefa gabinetu Busha za prowokowanie afer szpiegowskich o rzekomym zagrożeniu bronią jądrową ze strony Iraku.

"Ojczyzna" Nr 258 (2005)

# # #

Zmiana reżimu przez zabójstwo - to już było.

Amerykański dziennik "Washington Post" w reakcji na wypowiedzi popularnego w USA kaznodziei Pata Robertsona, publikuje w środę listę znanych z najnowszej historii działań CIA, zmierzających do zmiany reżimu przez usunięcie przywódcy.

W poniedziałek (8.22.05) Robertson nawoływał w amerykańskiej telewizji do zamordowania prezydenta Wenezueli, Hugo Chaveza, jako człowieka stanowiącego �wielkie zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych". W środę administracja prezydenta USA George'a W Busha zdystansowała się od jego opinii.

Dziennik pisze, że motywowane interesem politycznym państwa zabójstwa znane są amerykańskiej administracji: w latach 60 XX w. amerykańska Centralna Agencja Wywiadowcza (CIA) umieściła w Kongu agenta, którego zadaniem było usunięcie rządzącego krajem socjalistycznego premiera Patrice'a Lumumby. Amerykański agent miał Lumumbę otruć, ale nie udało się to, ponieważ wcześniej premiera aresztował marszałek i póĽniejszy dyktator Sese Seko Mobutu; Lumumbę zakatowano w więzieniu.

Na trzy tygodnie przed śmiercią prezydenta Johna F. Keneddy'ego, 2 listopada 1963 roku - przypomina gazeta - w zamachu zginął prezydent Wietnamu Południowego, Ngo Dinh Diem. Dziennik pisze, że wsparcie dla zamachowców zapewniły Stany Zjednoczone, ponieważ Ngo był dla Amerykanów �niewygodny".

"Washington Post" pisze dalej, że w latach 70 CIA chciała również zachwiać stabilnością w Chile, porywając jednego z generałów socjalistycznego rządu prezydenta Salvadora Allende. USA ewentualnym porywaczom generała Rene Schneidera dostarczały broń. Generał zginął jednak w innych okolicznościach i bez pomocy amerykańskiej broni. Natomiast samego prezydenta Allende zabito w 1973 roku podczas wojskowego puczu generała Augusto Pinocheta.

Dziennik podkreśla też, że powyższe machinacje amerykańskich służb wywiadowczych ujawniono w połowie lat siedemdziesiątych, gdy prezydent USA Gerald Ford wydał zakaz zabójstw motywowanych interesem politycznym kraju.

Gazeta dodaje jednak, że w 1986 roku, po zamachu na żołnierzy USA w Berlinie, Amerykanie zbombardowali cele w Libii, w których miał przebywać libijski dyktator Muammar Kaddafi. W 2003 roku - gdy rozpoczęła się druga wojna w Iraku - amerykańskie lotnictwo przeprowadziło naloty bombowe na bunkry, w których ukrywał się Saddam Husajn i jego synowie. http://wiadomosci.onet.pl

# # #

Trzeba pamiętać, że w roku 2000 uprowadzili prezydenta Jugosławii Slobodana Miloszewicia, aresztowali i osadzili go w haskich więzieniach pod pretekstem rzekomego ludobójstwa. Podobnie postąpili z prezydentem Panamy, Noriegą na początku lat 1990, gdzie do dzisiaj świat nie wie o jego dalszym losie. Kiedy w 1989 r. (za prez. Busha seniora), USA osadzały Noriegę �na tronie" w Panamie, wydawał się dobry. No ale cóż, nawet najlepsze państwo świata mogło się mylić. Trzeba było redemokratyzować Panamę, a prezydenta Noriegę aresztować i wtrącić do więzienia w USA.

Intrygujące jest w tym wszystkim, kto tak naprawdę upoważnił Stany Zjednoczone do ingerencji w sprawy poszczególnych narodów z wykorzystaniem swojej potęgi militarnej czyniącej spustoszenie w poszczególnych narodach? Kto dał przyzwolenie na zabijanie czy aresztowanie ludzi w państwach suwerennych piastujących wysokie stanowiska państwowe niewygodnych polityce USA? (Tomasz Koziej)

-------------------------------------------------------------------------------------------------

ZAPIS WYWIADU Z ANDRZEJEM GWIAZDˇ


Rozmawia Mirosław Rymar. 21.08.05

CZĘŚĆ I

W jego CV opozycjonisty wpisane są takie pozycje jak: Wolne Związki Zawodowe, to jeszcze w czasach mającej się dobrze komuny. Potem już "Solidarność":  Prezydium Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego, Wiceprzewodniczący Krajowej Komisji Porozumiewawczej,  Zarząd Regionu Gdańsk,  Komisja Krajowa Solidarności.

Rozmawiam zatem z jednym z twórców nie tylko "Solidarności", ale i opozycji antykomunistycznej w Polsce.

Dzień dobry, witam Pana w imieniu słuchaczy radia 4EB w Brisbane (Australia).

Mirosław Rymar: Wszystko to zaczęło się już w latach 70. Po Ursusie i Radomiu uaktywnił się KOR. Działał Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela, Konfederacja Polski Niepodległej i inne grupy mniej lub bardziej aktywnie dające odpór namiestnikom Kremla. Zostawmy na chwilę z boku naszą obecną wiedzę i proszę powiedzieć jaki był Wasz stosunek do KOR wówczas, kiedy występował on w obronie robotników, czyli był waszym sojusznikiem? To ważne ze względu na rolę jaką to środowisko póĽniej odegrało.

Andrzej Gwiazda: Wtedy, na Śląsku, Świton powołał Wolne Związki Zawodowe i to chyba przekonało KOR, że już dłużej nie potrafią się opierać temu pomysłowi, tej koncepcji. To spowodowało że KOR w końcu zgodził się objąć WZZ ochronnym parasolem informacyjnym, a to miało dla nas ogromne znaczenie ze względu na ich kontakty z radiem Wolna Europa i z Zachodem. Oni dawali szanse na mówienie swoim głosem. Latem 1980 roku coś zaczęło się dziać. Jakieś wagony idące z kontrybucją na wschód przyspawano do szyn. Na kadłubowej olimpiadzie gest polskiego zawodnika, który wszedł do potocznego słownictwa. Ale to stoczniowcy z Gdańska uruchomili te siły, które pokazały "gest Kozakiewicza" sowieckim marionetkom i ich mocodawcom ze skutkiem porażającym.

W Rucianem Nida usłyszałem rzecz nieprawdopodobną wówczas. Gierek, w telewizji powiedział, że na wybrzeżu są strajki. Nie przerwy w pracy, nie huligańskie wybryki, tylko strajki. Iskrą zapalną było zwolnienie Anny Walentynowicz. Stocznia stanęła. Na czyje hasło? Kto wezwał do strajku? Tutaj w Gdańsku działały WZZ i było oczywiste, że zwolnienie Anny Walentynowicz było - można powiedzieć - prowokacją. To było wiadomo. Anna Walentynowicz była już popularna: pisywała w "Robotniku Wybrzeża", wchodziła w skład redakcji Robotnika Wybrzeża, była działaczem Wolnych Związków Zawodowych. Okazało się, że byliśmy bardziej znani, niż przypuszczaliśmy, że te nasze pisma i idee rozchodziły się szerzej niż wskazywałyby na to materialne możliwości. Każdą gazetkę czytało - myśmy liczyli - dziesięciu ludzi, a faktycznie czytało ją znacznie więcej osób. Kierownictwo WZZ zareagowało wydaniem ulotki o obronę Anny Walentynowicz do której była podpięta druga kartka, instrukcja "jak strajkować": - trzeba wyłonić komitet strajkowy, - strajkujący przejmują odpowiedzialność za zakład, - trzeba pilnować żeby nie było prowokacji, - należy zorganizować straże strajkowe, które przejmą odpowiedzialność za majątek fabryczny. Ulotka ta została o 6 rano rozdana przez kolegów na przystankach kolejki i przed bramami pracownikom idącym do pracy w stoczni. Dokładnie godziny nie pamiętam, ale po paru godzinach stoczniowcy zebrali się przed dyrekcją i proklamowali strajk.

W.R. I kto stanął wówczas na jego czele?

A. G. No, więc tam była taka komplikacja, bo miał być Wałęsa, który się spóĽnił ok. 5 godzin, ale w końcu przybył. Wszedł na jakiś wózek i stamtąd powiedział, że był w komitecie w 70 roku. Wtedy wiele błędów popełniliśmy, ale ja przez te lata wszystko przemyślałem i teraz wiem jak ten strajk wygrać i ja ten strajk wygram.

M.R. Czy Lech Wałęsa był już wówczas uznanym działaczem opozycji i miał tak niekwestionowaną pozycję? Czy też była to kalkulacja, że "robotnicza władza" łatwiej przełknie robotniczego przywódcę? Jak to było?

A.G. W tej chwili to już trudno powiedzieć. Propaganda mówi jedno a rzeczywistość i fakty zdają się nie być tak jednoznaczne. Niewątpliwie bezpieka odkryła, że Wałęsa jest w stanie wywierać wpływ na otocznie. I to można powiedzieć jest najbardziej przerażające, że socjotechnika i analiza psychologiczna jest tak niebezpieczną bronią, że potrafi wykreować człowieka o parametrach moralnych Wałęsy na przywódcę którego wszyscy podziwiają.

Wiele osób nie ma pojęcia komu zawdzięcza te kilkanaście miesięcy wolności. Mówię o kilkunastu miesiącach, bo to były te miesiące rzeczywistej wolności, którą wszyscy się zachłystywali.

M.R. W jakim momencie Wałęsa chciał zakończyć strajk i kto mu w tym przeszkodził?

A.G. Już trzeciego dnia, w sobotę, Wałęsa zerwał strajk kiedy stoczniowcy dostali obiecane podwyżki, on sam, otrzymał od dyrektora obietnicę zatrudnienia w stoczni, a Walentynowicz została przywrócona do pracy. Byliśmy tego świadkami, bo rzeczywiście mój zakład i żony strajkowały, więc jako przedstawiciele komitetu strajkowego byliśmy na stoczni, żeby tworzyć wspólny front, uzgodnić wspólną walkę. Ale Wałęsa nas na salę obrad komitetu strajkowego nie wpuścił. Wpuścił tylko Borusewicza. My z przerażeniem słuchamy jak Wałęsa ogłasza zakończenie strajku, wzywa pracowników stoczni aby wytężoną pracą nadrobili straty, które spowodowali strajkiem. Zapowiada, że kto po godzinie 18.00 zostanie w stoczni, to będzie traktowany jako przestępca. Tak więc my, po zakończeniu strajku w stoczni byliśmy nielegalnie, więc przestraszyliśmy się, że możemy zostać zamknięci. Nie mając już na sprawy stoczniowe wpływu uciekliśmy najbliższą bramą żeby wrócić do swoich zakładów z oczywistym wnioskiem że w takim układzie stocznia, można powiedzieć, zdradziła, bo wszystkie inne fabryki podjęły strajk solidarnościowy nie wysuwając swoich żądań. Na stoczni stały milczące grupy robotników ze spuszczonymi głowami, a Wałęsa solo śpiewał przez radiowęzeł hymn.

Poszliśmy do najbliższego zakładu, Elmoru - mojego zakładu i tam zwołaliśmy zebranie załogi. Na którym przedstawiłem jak się sprawy mają. Ponieważ mieliśmy połączenie z radiowęzłem w stoczni, to Elmor dokładnie wiedział o zerwaniu strajku przez stocznie i że w tej chwili zakłady zostały samotne bez lokomotywy, przywództwa jakie stanowiła stocznia gdańska. Jedynym sposobem kontynuowania strajku, czy podtrzymania strajku i ewentualnego zwycięstwa w przyszłości jest powołanie międzyzakładowego komitetu, - czyli żeby wszystkie strajkujące zakłady powołały jeden komitet strajkowy, który będzie mówił w imieniu tych wszystkich zakładów, co dałoby odpowiednią siłę i wagę do rozmów z rządem. I tu powiedziałem - ponieważ stocznia zdradziła, to nie podejmuje się iść do innej załogi i powiedzieć: przyłączcie się do nas i utwórzcie z nami komitet, bo nie mam odpowiedzi na pytanie - co będzie jak wy nas potem też zdradzicie? A więc warunkiem żebyśmy utworzyli komitet jest to, że musi się znaleĽć jedna fabryka, jedna załoga, która podejmie zobowiązanie, że niezależnie od warunków, nie odstąpi od wspólnego komitetu i nie podpisze indywidualnego porozumienia. Padło na Elmor. Powiedziałem, że trzeba się liczyć, iż w razie przegranej całe represje, cała nienawiść skupi się na naszej załodze. To grozi zamknięciem zakładu, zwolnieniem wszystkich z wilczym biletem i może grozić długim bezrobociem, być może w więzieniach, ale to jest jedyna droga. Spytałem kto jest za? Powoli zaczęły się podnosić ręce, las rąk. Okazało się, że na 2400 osób tylko dwie się wstrzymały. Nikt nie był przeciw. Wtedy już bez pytania dyrektora zakładu wzięliśmy samochód i pojechaliśmy - na tyle ile było benzyny w baku, bo stacje benzynowe już nie sprzedawały paliwa. Objechaliśmy porty, zajezdnie komunikacyjne autobusów, tramwajów, wszystkie firmy po drodze z propozycją utworzenia międzyzakładowego komitetu strajkowego. Zwołaliśmy zebranie do Elmoru, a kiedy wracaliśmy okazało się, że na stoczni, na płocie siedzą młodzi chłopcy w kombinezonach z flagami. Podjechaliśmy i okazało się, że strajk się utrzymał, że zostało ich w stoczni bardzo niewielu i wszyscy siedzą na płocie żeby ludność widziała, że stocznia jednak strajkuje. O tym się nie mówiło, bo wtedy zmieniliśmy zdanie i przenieśliśmy spotkanie MKS do stoczni. Do stoczni przybyło 28 delegatów z różnych zakładów i koło godziny 22 zaczęły się obrady Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego. Rano mieliśmy już listę 21 żądań strajkowych. Mieliśmy pierwsze dokumenty. O 6 rano zakończyliśmy prace nad kompletem dokumentów: żądania strajkowe, deklaracje itd. Było też już wybrane prezydium MKS. W świetle takiego oświadczenia błędnie troszkę rozpowszechniona legenda, ale może teraz krótko � nazwiska.

M.R. Kto spowodował to, że strajk trwał? Wiemy już że Pan. Czy ktoś jeszcze bezpośrednio przy Panu był w tym momencie?

A.G. Jeżeli chodzi o przetrwanie strajku w stoczni, to Anna Walentynowicz i Alina Pieńkowska. Kobiety stanęły przy bramie obok strumieni wychodzących ludzi i przemówiły im do serca, że opuszczają innych. Młodzi robotnicy zamknęli bramę i ta niewielka ilość pozostała w stoczni. Natomiast pozostali wrócili w poniedziałek. W poniedziałek, już świadomie cała załoga stawiła się na strajk. W stoczni pojawili się "doradcy" - "eksperci". Wówczas odbieraliśmy ten fakt pozytywnie. Nareszcie władzy nie udało się poróżnić robotników z inteligencją. Było to myślenie naiwne, życzeniowe jak czas pokazał.

http://e-politicus.net/viewtopic.php?p=126831#126831 

-------------------------------------------------------------------------------------------------

LOS CZYLI PRZEZNACZENIE

Wracając z emigracji do Ojczyzny zastanawiałem się co jeszcze jest mi przeznaczone, jaki LOS mnie czeka. Osiemnaście lat pobytu poza krajem zrobiło swoje. Wyjeżdżałem z innej Polski wracałem do innej. Moja psychika i moje postrzeganie świata też uległo zmianie a więc w kraju w zasadzie wszystko zdawało się być niewiadome, wszystkiego należało uczyć się od nowa.

Nie oszukujmy się, nawet będąc największym patriotą, oddalenie od Ojczyzny zmienia perspektywę widzenia wielu spraw często tak oczywistych dla rodaków nigdy Polski nie opuszczających. To nie jest żaden zarzut ani dla tych co wyjechali, ani dla tych co pozostali, takie jest po prostu życie. Dlatego wracając do kraju wiedziałem, że staje na początku nowej drogi. Jakiej? Tego jeszcze nie wiedziałem. Wiedziałem tylko jedno, że nie pozostanę obojętny na to co dzieje się w kraju, że nie pozostanę na uboczu, że wcześniej czy póĽniej zaangażuje się bądĽ to w działalność społeczną, bądĽ polityczną, takie już mam geny. Po powrocie do kraju myślałem, że naturalnym środowiskiem politycznym będzie dla mnie środowisko Ligi Polskich Rodzin tam też skierowałem moje pierwsze kroki. Uczestniczyłem w ramach tej partii w kampanii przedreferendalnej, optując przeciwko przystąpieniu do Unii Europejskiej. Nie będąc formalnym członkiem Ligi, byłem jej mężem zaufania w Komisji Referendalnej wówczas gdy wielu członków partii nie było nawet na to stać. PóĽniej zaś próbowałem przekazać swoje doświadczenie emigracyjne w pracy dla Polski sądząc, że w ten sposób na coś się przydam organizacji. Nie wyszło i nie próbuję na nikogo zwalać za to winy. Sam zresztą też nie poczuwam się do takiej. Po prostu, jak to mówią Amerykanie w przypadku niespełnionych uczuć, zabrakło chemii.

Po przykrym doświadczeniu z LPR-em, nie chcąc jednak pozostawać na uboczu, zdecydowałem się działać bardziej lokalnie niż globalnie. Tak rozpocząłem swoją przygodę z Łódzką Koalicją pod nazwą Ruch Narodowo Ludowy. Koalicja choć była ciałem efemerydalnym odniosła duży sukces w wyborach samorządowych 2002 r. Sukces ten należało od razu zdyskontować tworząc formalne struktury organizacyjne ale to nie nastąpiło. Dopiero pod koniec roku 2003 coś zaczęło się wykluwać, kiedy to z inicjatywy różnych łódzkich działaczy zwołano I Kongres Polski Suwerennej, który cokolwiek by o nim nie mówić i ktokolwiek by się do niego nie przyznawał był sukcesem organizacyjnym a to głównie dzięki działaczom Koalicji Ruchu Narodowo-Ludowego. Niestety osobiste ambicje (czasami zdrowe, czasami nie) niektórych działaczy � uczestników Kongresu nie pozwoliły kontynuować działań Koalicji Ruchu Narodowo-Ludowego w takiej formie jak większość jej nieformalnych działaczy sobie planowała. Dlatego też po Kongresie rozeszły się ich drogi.

Część działaczy Koalicji Ruchu Narodowo-Ludowego postanowiła pójść drogą jaką od początku jej zawiązania kroczyli, czyli doprowadzenia do powstania formalnego Stowarzyszenia o tej samej nazwie, co nastąpiło w sierpniu 2004 roku; pozostali wybrali inne opcje. Powołanie Stowarzyszenia RNL pozwoliło podjąć działania których będąc nawet silną ale nieformalną strukturą, wykonać w żaden sposób nie było można. Teraz już tak. Obecnie Stowarzyszenie jest zaangażowane w kilka akcji, o których lepiej niech zaświadczą czyny niż słowa a zatem poczekajmy ze słowami. W międzyczasie jednak zdarzyło się jeszcze coś co można nazwać zrządzeniem LOS-u. Oglądając, któregoś dnia w listopadzie, program związany z aferą jaką wobec księdza Jankowskiego rozpętały wrogie mu �polskie" media zwróciłem uwagę na człowieka, którego bardzo krótko pokazano na ekranie, a który mimo tego, bardzo sensownie, rozsądnie i szybko (to ważne) potrafił obalić argumenty oszczerców. Więc spojrzałem na nazwisko umieszczone na dole ekranu: Wojciech Podjacki - Liga Obrony Suwerenności (L.O.S.). Następnego dnia zacząłem szukać tej organizacji w internecie i znalazłem. Z własną, profesjonalnie prowadzoną stroną internetową, z mnóstwem interesujących informacji a przede wszystkim jasno określoną deklaracją ideową i programem politycznym. Programem, pod którym każdy polski patriota nie może się nie podpisać. PóĽniej wypadki potoczyły się już bardzo szybko. Spotkania w Łodzi, w Gdańsku gdzie partia ma swoją siedzibę, opłatek u księdza Jankowskiego patronującego duchowo działaczom L.O.S.-u i podjąłem decyzję.

Stowarzyszenie Ruch Narodowo-Ludowy podpisuje umowę o współpracy z Konfederacją Obrony Suwerenności a ja sam przystępuje do L.O.S.-u. Dlaczego do L.O.S-u? Dlatego, że LOS to przeznaczenie a przed przeznaczeniem uciec nie sposób. Wracając zaś w świat pojęć racjonalnych to dlatego, że L.O.S wymaga a nie obiecuje, żąda czynów a nie pustosłowia, pracy najpierw od siebie a póĽniej od innych; nie dzieli na starych i młodych, tylko na takich co chcą zrobić coś dla Polski lub nie mają takiej ochoty - bez względu na wiek; stawia interes polski przed interesem obcym i posiada przywódcę patriotę, który wie co chce osiągnąć i wie jak to zrobić. Przywódcą tym jest właśnie Wojciech Podjacki. Wykształcony, precyzyjny, wymagający od siebie i od innych, technokrata ale też pełen inwencji improwizator; do tego świetny erudyta i mający doskonały instynkt polityczny dyplomata. Człowiek, posiadający charyzmę, odciskający wyraĽne piętno na partii, której przewodniczy.

Dlatego wybrałem LOS, bo to nie jest ślepy los tylko nasz wspólny, polski L.O.S. To nie jest los wygrany na loterii to jest L.O.S., który możemy wziąć wreszcie we własne ręce. Jeśli staniemy się kowalami własnego losu wstępując do L.O.S-u to mamy gwarancje że nikt nam nie wykuje czegoś czego nam przyszłe pokolenia nigdy nie wybaczą. Wierzę, że L.O.S. chce tę szansę wykorzystać dla kraju i dla narodu. Wierzę, bo warto mieć takie marzenia.

Marek Ludwikiewicz

Każdy ruch społeczny, każda organizacja społeczna czy polityczna znaczy tyle co jej przywódca. L.O.S. ma takiego. Wojciech Podjacki to człowiek, który nadaje piętno tej partii. Takim go odebrałem i takiemu chcę pomóc, bo to ostatnia szansa dla Polski. Marek L.

------------------------------------------------------------------------------------------------- 
SZARON CHCIAŁ CZY MUSIAŁ?

Zdziwiony świat wstrzymał oddech, takiego wydarzenia historia jeszcze nie odnotowała. Oto Żydzi oddają dobrowolnie Palestyńczykom Strefę Gazy, czyli to co zagrabili 38 lat temu. Wymowa tego aktu, sugeruje, iżby Żydzi poddali się regułom sprawiedliwości. Czy tak jest w istocie?

Czy rząd Szarona, znanego "arabożercy", którego ręce ociekają krwią Palestyńczyków, nagle został nawrócony na drogę cnoty? Osobiście w to nawrócenie z powodów etycznych nie wierzę. W naturze Żydów jest jakiś pierwiastek, uniemożliwiający oddanie czegokolwiek co przywłaszczyli. Jeśli Żydowi nie wydrzesz tego co ci się należy, razem z jego szponami ściskającymi zdobycz - nie odda sam, zasłaniając się pokrętnymi argumentami. Mniemam zatem, iż opuszczenie Strefy Gazy przez Izrael, zostało w jakiś sposób wymuszone. Może to też być element operacji, która pozwoli zagarnąć więcej niż się oddało albo odzyskać opuszczone tereny w trybie zalegalizowanym.

Boadusiciel może wycofywać się do swej kryjówki, przysięgać że tylko w obronie własnej skonsumował antylopę i że więcej tego nie zrobi, ale on wie i my wiemy że zrobi to ponownie, bo to leży w jego naturze. Tak więc myślę że nie poczucie sprawiedliwości skłoniło Szarona do oczyszczenia Strefy Gazy z osadników żydowskich, są inne nieznane nam do końca powody tego kroku. Nieznajomość przyczyn budzi podejrzenia o nieczystą grę i stąd moje domniemania podszyte obawami.

Opuszczenie Strefy Gazy, może być elementem operacji, prowadzącej do poszerzenia wpływów Izraela. Przecież to nie Lenin wymyślił hasło "jeden krok wstecz, dwa kroki do przodu", wypożyczył go od Bernsteina (Lwa Trockiego) a ten wiadomo skąd � z Talmudu. I tak klamra domknęłaby się.

Także może być to akcja propagandowa, zmierzająca do poprawy wizerunku Żydów w opinii Świata, co i tak jest elementem służącym wzmocnienia ekspansji wpływów żydowskich.

Nie jest wykluczone, że może to być także akcja odciągająca uwagę, od "rozkręcanej" jakiejś innej "szemranej" akcji ośrodków realnej władzy diaspory żydowskiej.

Jednak najbardziej prawdopodobna, wydaje mi się próba znanego z taktyki wojennej, skrócenia frontu, czyli w pewnym stopniu porażka, którą to opanowane przez kapitał żydowski światowe agencje informacyjne i massmedia, mają przedstawić jako gest dobrej woli. Co prawda niektórzy komentatorzy sugerują, jakoby to prezydent Busch (wyrażając zadowolenie), wymusił na Szaronie ustępstwa ale przecież to nie Busch jest przełożonym Szarona a odwrotnie. Faktem jest natomiast że Izrael miał problemy z ochroną rozproszonych osadników w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu Jordanu. "Odżydzając" Strefę Gazy, Szaron zapewne zluzowane w ten sposób siły, wykorzysta do skuteczniejszej ochrony osiedli żydowskich na Zachodnim Brzegu. Potwierdza to likwidacja tylko czterech (Sanur, Homesz, Ganim i Kadim), spośród 120 osiedli żydowskich na zachodnim Brzegu w których mieszka 230 tys. Żydów a wokół nich ok. 2 miliony Palestyńczyków.

Kolonizacja ziem palestyńskich, jako żywo przypomina mi kolonizację Zamojszczyzny przez osadników niemieckich w czasie II wojny światowej. Osadników niemieckich też chroniły wojsko i policja. Wymowa odżydzania terytoriów palestyńskich przez samych Żydów, jest jednak jednoznaczna, izraelski karzeł w swojej pazerności ugryzł zbyt duży ochłap i zadławił się.

Tak czy inaczej, światowe media (w tym i polskie) będące w służbie amerykańskich ośrodków syjonistycznych, nazywanych eufemistycznie "neoliberałami", zachłystują się pokazową akcją odżydzania Strefy Gazy. Delegowany na miejsce tego "epokowego wydarzenia" (oddawania tego co nie ich), specjalny korespondent TVP Dariusz Bohatkiewicz, roni łzy nad nieszczęściem żydowskich kolonizatorów, którzy "tu" wychowali swoje dzieci, tu pochowali swoich bliskich (aby był pretekst do powrotu). Żydówki najczystszą polszczyzną wyjaśniają że przecież Palestyńczykom to oni dawali pracę w swoich cieplarniach (jak wiadomo Żydzi zrealizują każde najtrudniejsze przedsięwzięcie pod warunkiem że będą mieli gojów do roboty).

Tenże Bohatkiewicz używa bałamutnego pojęcia: "osadnicy izraelscy o polskich korzeniach". Rzeczywistość jest taka że z polskością to oni nie mają żadnego związku, poza tym że zapuściwszy swoje korzenie (nie polskie a żydowskie) w polską glebę, tuczyli się kosztem Polaków. Tenże Bohatkiewicz albo jest kompletnym imbecylem (bo tacy są bardzo przydatni) albo świadomie wprowadza zamęt pojęciowy. Zresztą z wyglądu sądząc a głównie z zaangażowania "w sprawę", sam Bohatkiewicz też chyba ma "polskie korzenie", czyli niepolskie korzenie w polskiej glebie.

Tego typu zamierzone lub nieświadome przejęzyczenia często oddają istotę sprawy precyzyjniej niż dwugodzinny wywiad. Oto w Święto Wojska Polskiego, mający "w Polsce korzenie" Prezydent wszystkich Niepolaków - Kwaśniewski, bezczeszcząc tradycje oręża polskiego, witał różnych gości a na końcu: "...generałów i admirałów oraz żołnierzy". Dawno temu cesarz Napoleon Bonaparte, zwrócił się do jednego ze swoich generałów "żołnierzu". Generał urażony tym mianem, zwrócił się do Napoleona - Wasza Cesarska Mość - jestem generałem. Napoleon spojrzał na niego z dołu (bo jak wiadomo był kurduplem) i rzekł "wybacz Waszmość, nie wiedziałem, bo pierwszy raz spotykam generała, który nie jest żołnierzem".

Jeśli nawet Zwierzchnik Sił Zbrojnych nie miał tej podstawowej świadomości, kto jest żołnierzem a kto nie, to trafił w sedno. Wygląda na to że dzisiejsi generałowie są nadwornymi lokajami a w najlepszym przypadku pretorianami władców. Żołnierz to bojownik o sprawę ogółu, pretorianin to zwykły "fajfus" czyli sługa swego pana.

Jeśli poważnie potraktować zapowiedzi Abbasa, Hamasu i "arabskiej ulicy" - "dzisiaj Strefa Gazy, jutro Zachodni Brzeg, pojutrze Jerozolima", żydowska nacja musi mocno zagęścić się albo na palach, na Morzu Martwym budować osiedla albo znów ruszy fala szarańczy w świat. Boje się tego ostatniego, bo jeśli prezydentem Polski zostanie Tusk, Kaczyński lub Cimoszewicz, to nada im wszystkim obywatelstwo polskie "in gremio" czyli wszystkim bez wyjątku.

Nie ukrywam że wolałbym aby Żydzi z Zachodniego Brzegu i Jerozolimy, skompresowali się na ziemi Kaanan (którą nota bene też nabyli w drodze okupacji wyrzynając miejscową ludność). Mało tego, liczę na to, jako że prof. T. Gross w swej książce "Sąsiedzi", udowadnia iż 1600 Żydów zmieściło się w jedwabieńskiej stodole o wymiarach 9 x 11 metrów. Ta stodoła miała więc 99 m 2, oznacza że na każdego Żyda przypadało 618 cm 2 . Dla orientacji podaję że kartka papieru formatu A4 o wymiarach 30 x 20 cm, ma powierzchnię 600 cm 2. Przepraszam za te wyliczenia, które są może nawet niestosowne wobec ofiar jedwabieńskiego dramatu ale to profesor Gross zakpił z nich, traktując ich męczeńską śmierć, jako narzędzie budowy Wielkiego Izraela.

Tych których razi włączanie do tematu wątków pobocznych, proszę o wyrozumiałość. Wszystko bowiem co się dzieje, dzieje się w jakiejś otulinie, na jakimś tle. Zrozumienie istoty czegokolwiek, jest niemożliwe bez projekcji na kontekst wydarzenia.

Aby to zobrazować posłużę się przykładem. Członek mojej Rodziny, podróżował przez tereny należące do rezerwatów Indian. W jakimś miejscu drogę zagrodził mu leżący na asfalcie pień drzewa. Chłopak przyzwyczajony do porządku i w trosce o innych użytkowników drogi, z trudem odsunął pień na pobocze i pojechał dalej. Kiedy pochwalił się dobrym uczynkiem, znajomemu Indianinowi ten wzburzony poinformował "dobroczyńcę" że właśnie przemieścił granicę międzyplemienną co grozi poważnym konfliktem. I tak uczynek w swej istocie chwalebny natomiast oceniany w ogólniejszym kontekście okazał się szkodliwy.

Cezary Rozwadowski 23-08-2005

-------------------------------------------------------------------------------------------------

MASOŃSKA RETORYKA A RZECZYWISTOŚĆ

Zamieszczamy rozdział pod w/w tytułem, z książki Henryka Pająka "Nowotwory Watykanu", który w dobitny sposób ukazuje metody zdobywania władzy i realizacji zaplanowanych celów, przez żydomasonerię - twórców, a jakże, dzisiejszej Unii Europejskiej (str. 87-95)

Jedynym poprawnym sposobem odczytywania masońskich programów, haseł i frazeologii pełnej "Humanizmu", "Demokracji", "Wolności", "Braterstwa", "Tolerancji" etc., jest odczytywanie ich jako dokładnych przeciwieństw praktycznego działania, realizacji rzeczywistych programów i celów. Takie odczytywanie masońskiego kamuflażu, to jedyny sposób na uniknięcie rozczarowania, zarazem klucz do zrozumienia wydarzeń i zjawisk pozornie dziwnych, odległych, dziejących się rzekomo spontanicznie, "z siebie".

PrześledĽmy praktykę masońską na przykładzie Francji. Pomińmy tu Rewolucję Francuską, jej ludobójstwo, satanistyczny amok niszczenia, a w nim szczególnie katolicyzmu. Znamy to już. Wymieńmy prekursorską na polskim gruncie książkę biskupa Józefa Pelczara "Masoneria", wydaną w 1914 r. W Rewolucji Francuskiej 1789 r. "Równość" oznaczała wyrównywanie ludzi za pomocą gilotyny. "Wolność" - zniewolenie. "Braterstwo" - nienawiść i bezprzykładne rzezie czego przerażającym symbolem stała się Vandea, której mieszkańcy, wierni Bogu, postanowili stawić czoła pochodowi Szatana.

Po tej rewolucji Francja już nigdy nie zdołała podĽwignąć się z religijnego upadku. Nigdy i do dziś. Zwłaszcza dziś.

Ponad 70 lat po Rewolucji Francuskiej ta forma destrukcji żydomasońskiej przeszła w bardziej "pokojową" praktykę. Bez gilotyny, bez milionów pomordowanych niewinnie. Bez burzenia kościołów, fizycznego prześladowania duchowieństwa. Przypomnijmy praktyczne skutki dojścia do władzy tych niedoścignionych rycerzy "demokracji", "wolności", "tolerancji", "równości" na przykładzie Francji z okresu 1870-1914, nazywanej Trzecią Republiką. Wielce to pouczający przykład, ponura przestroga, wciąż aktualne memento. Posłużmy się rozdziałem książki Grzegorza Kucharczyka pt. Czerwone karty kościoła oraz książką biskupa Józefa Sebastiana Pelczara Masoneria. Jej istota, zasady, dążności, początki, rozwój, organizacja, ceremoniał i działanie. Etapy, po których Trzecia Republika dochodziła do swojego zwyrodnienia, to masońska Rewolucja Francuska, masońska "Wiosna Ludów" 1848 roku, "Komuna Paryska" 1870-1871 roku. Pismo "La Montagne" opublikowało wtedy manifest komunardów: "Ząb za ząb", talmudyczny nakaz zemsty z okrutną nawiązką:
Setkami powybijaliście je nam [zęby] podczas nocy św. Bartłomieja. Oko za oko (...) A nie mówcie nam o Bogu. Ten strach na ptaki już nas nie pożre więcej...

Szybko pozamieniano kościoły Paryża na siedziby klubów politycznych. Masowo je profanowano, jak podczas rewolucji 1789 r. Przykładem był wtedy kościół Notre-Dame des Victories: zrabowano złote wota (150 orderów Legii Honorowej), z figury Matki Boskiej dwie złote korony - dar papieża. Zorganizowano bluĽnierczą procesję żołnierzy gwardii narodowej poubieranych w szaty liturgiczne...

Zadekretowano wypędzenie Kościoła ze szkół. Przepędzono siostry zakonne. Zamiast pacierza nakazywano śpiewać dzieciom Marsyliankę.

Okres od stłumienia tej dziczy fizycznej i jej przejścia w dzicz wyrafinowaną - w Trzecią Republikę, był okresem chwilowego opamiętania. W lipcu 1873 Zgromadzenie Narodowe podjęło uchwałę o wynagrodzeniu Najświętszemu Sercu Jezusa za grzechy Komuny Paryskiej przez wybudowanie na Montmartrze Bazyliki Sacre Coeur jako wotum przebłagalne. Pod budowaną Bazylikę podkładano bomby ("nieznani sprawcy"). W styczniu 1897 r. dwaj deputowani (masoni) - Rouanet i Goblet wnieśli projekt uchylenia uchwały o Bazylice. Wniosek upadł stosunkiem głosów 332 do 196.

Okres 1880-1882 to ponowne przejęcie władzy przez masonerię. No i zaczęło się na dobre!

Wbrew prawu o "równości wszystkich wobec prawa" (skąd my to znamy!) oraz "obniżania podatków" (skąd my to znamy) - nałożono na katolickie zakony dodatkowy podatek od dochodów. Rozwiązania szczegółowe były wręcz szatańskie. Oto następuje zgon zakonnika czy zakonnicy. Musi być zgłoszony władzom państwowym - i to przez każdy dom klasztorny danej kongregacji - przez każdy z osobna, osobnym pismem. Dlaczego? - aby każdy musiał zapłacić podatek od dziedziczenia, choć przecież zmarły przebywał i zmarł tylko w jednym domu zakonnym! Każdy dom zakonny musiał zapłacić 25 proc. od dziedziczenia. W praktyce oznaczało to, na przykładzie sióstr miłosierdzia: musiały wysłać do władz państwowych około 800 zawiadomień pisemnych, a fiskusowi 2,280 franków za "odziedziczenie" przedmiotów każdej zmarłej, wycenionych na 2,300 franków!

Była to prekursorska, bolszewicka podłość i sadystyczna niegodziwość, zwłaszcza, że siostry miłosierdzia pełniły bezpłatną służebną posługę w szpitalach, wobec wszystkich Francuzów, w tym masonów, wojujących ateistów, etc. Tak "doceniono" ich ofiarność.

Pomagają Żydzi - pisze bp S. Pelczar - dając pieniądze na agitację i na dzienniki, za co masoneria już się im odwdzięczała biorąc w obronę oszustów "panamskich" (Żydów br. \ Herza i br. \ Reinacha) i popierając poprzez swoich pismaków (Emila Zolę), jak też przez oddany sekcie trybunał kasacyjny i rehabilitację zdrajcy Dreyfusa.

Kiedy w Sudanie wybuchła śmiertelna epidemia żółtej febry, rząd zwrócił się do sióstr miłosierdzia, bezlitośnie okładanych tym podatkiem, aby udały się tam i niosły pomoc chorym. Siostry nie dyskutując o bezpieczeństwie, pojechały. Zmarło 12. Jeżeli zmarło, to podatek: zakonnice musiały zapłacić około 20,000 franków za siostry zmarłe w Sudanie!

Nie cała jednak Francja zwariowała. Rząd swoje, Francuzi swoje w życiu codziennym. Zwycięska żydomasoneria i ogłupiona część narodu to jedno, katolicy i ludzie zwyczajnie rozsądni, sprawiedliwi - to drugie. W 1901 r. burmistrz miasta Bicetre zakazał księżom noszenia sutann na ulicach. Dziennikarz z Le Matin przebrał się w sutannę i ostentacyjnie wyruszył na ulice miasteczka. Mijali go policjanci, lecz nie zaczepiali. Wreszcie zagadnął ich pytając, czy może już odwołano zakaz noszenia sutanny.

- Bynajmniej, Msier le Cure - padła odpowiedĽ - Nie aresztujemy Dobrodzieja, ponieważ nie jesteśmy takimi idiotami jak burmistrz!

Nowy etap wojny z Kościołem i religią, otworzył premier Waldeck-Rousseau. Jego największe masońskie łotrostwo to uchwalenie 1 lipca 1901 r. tzw. prawa o kongregacjach (zakonach). Wszystkie zakony zostały zmuszone do rejestracji. Był to kolejny popis administracyjnego sadyzmu. Pomimo mozaiki partii i programów w parlamencie i kolejnych rządach, zawsze w kluczowych sprawach, zwłaszcza antychrześcijańskich, wszyscy głosowali "za". Były to głosy kolejnych rządów masońskich, kolejnych masońskich premierów. Ostatnie złudzenia zdezorientowanych Francuzów rozwiała sama masoneria. W listopadzie 1899 r. loża z Saint Germain wydała oświadczenie:

"Loża" (...) popiera kroki podjęte dotychczas przeciw zakonom i liczy na energię ministerium - że wobec tych szkodliwych stowarzyszeń wbrew naturze i wbrew prawu (!  H.P.) istniejących i tworzących się na terytorium Republiki, podejmie niezbędne kroki.

Loża szła dalej; wyznaczała kolejny kierunek natarcia  na szkolnictwo. Nie pozostawiał złudzeń minister spraw zagranicznych Republiki, mason Vibiani:

W porównaniu z przyszłymi bataliami i z tymi, które mają nadejść, prowadzimy jedynie utarczkę (...) Chodzi o to, co weĽmie górę: czy społeczeństwo stworzone w oparciu o wolę człowieka, czy społeczeństwo stworzone w oparciu o wolę Boga. Nie obawiajcie się walki, którą się wam proponuje. Naprzód!

Wygnanie zamiast upokarzających próśb o rejestrację wybrało 150 żeńskich zakonów i 84 męskie. Opustoszały opactwa benedyktynów, stare jak sama Francja, w tym największe, w Solesmes. Kiedy mnisi opuszczali ten klasztor i szli na dworzec, towarzyszyły im tłumy wiernych.

W czerwcu 1902 premierem został słynny Emil Combes. Rozpoczął się nowy, twórczy etap prześladowań. Miał on - jak pisze cytowany autor książki - Kompleks Judasza, a tacy są zawsze nadgorliwi - tacy jak Combes, jak słynny Talleyrand i Fouche - filary Rewolucji z 1789 roku. W latach 60-tych XIX wieku Combes zrzucił szaty duchowne, ożenił się, wstąpił do masonerii i dzięki temu wyszedł na prowadzenie... w wojnie z Chrystusem. Większe osiągnięcia miał tylko były prawosławnny diakon Dżugaszwili ksywa "Stalin".

Combes z energią przystąpił do wykonywania programu "ostatecznego rozwiązania" (skąd to znamy!) kwestii "szkodliwych stowarzyszeń". Combes nakłada obowiązek rejestracji nie tylko zakonów, lecz także prowadzonych przez nie szkół. Zademonstrował masońskie rozumienie -  równości, w tym poszanowania własności prywatnej: zamknął prywatne nie zarejestrowane placówki szkolnictwa. Ujawnił także masońskie pojmowanie "wolności" i "braterstwa" - odebrał rodzicom prawo do posyłania dzieci do takich szkół jakie oni "rodzice" zechcą wybrać. Pewien deputowany podczas sesji parlamentu nad tą ustawą, oznajmił cynicznie i szczerze:
Będziemy głosować za rządem, ponieważ chcemy zniszczyć religię.

W obronie religii ruszyli wierni. Skąd? Z prowincji najbardziej ludobójczo wyniszczonych w Rewolucji Francuskiej - z Wandei i Bretanii. Opór był tak zdecydowany, że zamykanie szkół i klasztorów musiało egzekwować wojsko. W miasteczku Roscoff setki mieszkańców otoczyło szkołę w jej obronie. Wojsko ruszyło do szturmu. Mieszkańcy krzyczeli: -Wolność!, Wolność!- Masakrze zapobiegł katolicki deputowany - de Mun. Nakłonił siostry zakonne do opuszczenia szkoły.
Masoneria zorganizowała 4 kwietnia 1903 roku gigantyczny festyn w ramach tego prekursorskiego "kulturkampfu". Mason Blatin zadeklarował w imieniu francuskiego wolnomularstwa:
Republika to masoneria, która wyszła ze swoich świątyń.

A minister spraw wewnętrznych Camille Palletan, mason, zapewniał:
Jeśli trzeba, by krew popłynęła, niech płynie (oczywiście nie ich krew - żydowska, bo rządy III Republiki były rządami żydo-masońskimi). Byle by w świecie (nie tylko we Francji - H.P.) zapanowała Wolna Myśl!

Combes zapewniał i zarazem groził w parlamencie:
Rząd jest zdecydowany, mając w ręku prawo, złamać każdy opór.

Żydowski zdrajca - szpieg, Dreyfus, stał się niemal świętym Republiki.

Zdarzały się szlachetne przykłady sprzeciwu policjantów, także oficerów wojska. Pewien pułkownik odmówił dowodzenia oddziałem, który miał wyrzucić zakonnice z jednej ze szkół. Trafił pod sąd wojenny! Podobnie ukarano grupę oficerów dowodzących honorową eskortą, która odprowadzała do sądu 17 kapucynów za "przestępstwo" ich istnienia.

Z wielką pompą odsłonięto we wrześniu 1903 r. pomnik Renana, autora bluĽnierczego Życia Jezusa. Stanął celowo w Bretanii - najbardziej katolickiej prowincji. Tłum spontanicznie zaśpiewał Miserere. Na szczycie katedralnej wierzy ukazała się biała chorągiew z napisem "Niech żyje Chrystus". Rozwścieczona żydomasoneria, ściągnięta głównie z Paryża, wrzeszczała: "Śmierć księżom!", "Precz z Chrystusem!", "Niech żyje Combes!".

Procedury wywłaszczeń powierzono najgorszym szumowinom (skąd my to znamy). Jeden z nich o nazwisku Duez był synem dorożkarza - w krótkim czasie zdefraudował pół miliona franków u likwidatora sądowego za co w nagrodę (skąd my to znamy) otrzymał zlecenie likwidacji dóbr franciszkanów i zakonnic St. Maur. Likwidował przez sześć lat, stale musiał opłacać adwokatów - członków izby deputowanych, ich automobile, powozy, metresy (100 tys. franków rocznie dla każdej), także kupować milczenie prasy...

W 1904 r. zerwano konkordat ze Stolicą Apostolską.

Wprowadzono "rozdział Kościoła od państwa" (skąd my to znamy!). Autorem był Aristide Briand - w Polsce międzywojennej znany jako szef francuskiej dyplomacji.

Ależ tak! - Aristide Briand został laureatem pokojowej Nagrody Nobla!

W 1912 roku, już jako minister oświaty, pisał w okólniku do nauczycieli:
Wyrzucić Chrystusa ze szkół! Wyrzuciliśmy go już z wojska, marynarki, ze szpitali i ochronek, wyrzućcie go więc i wy z serc dzieci. Musimy wyrzucić Chrystusa z całego państwa.

Laureat pokojowej Nagrody Nobla! Niedościgniony wzór masońskiej tolerancji, wolności, równości, praw człowieka.

Biskup Józef Pelczar tak rekapitulował szatański dorobek masońskiej "sekty" w okresie istnienia Trzeciej Republiki:
Masonerya mając na swe usługi rząd i parlament, mogła śmiało rozpocząć walkę z katolicyzmem, której główne epizody chronologiczne tu wyliczmy: - wnioski ministra br. \ Jul. Ferryego o wychowaniu świeckim przyjęte w roku 1878, - dekreta z 29 marca 1880 o Jezuitach i nieuprawnionych przez rząd kongregacjach zakonnych, wykonane tegoż roku z oburzającym brutalstwem, - prawo o rozwodach uchwalone w r. 1880 na wniosek br. \ Nacqueta, - zniesienie kapelanów wojskowych, Mszy wojskowej (1883) i modlitw przy otwarciu parlamentu (1884) czy kadencyi sądowych, - usunięcie zakonników i zakonnic od nauczania w szkołach publicznych (1886), - poddanie kleryków i księży obowiązkowi służby wojskowej (1888), - uchwalenie ustawy br. Waldeck-Rousseau o stowarzyszeniach (1 lipca 1901) i rozwiązanie zakonów i kongregacyj nieuprawnionych, jako też odjęcie im prawa nauczania, - zamknięcie 14,000 szkół zakonnych za ministerstwa br. \ Combesa (1903), wizyta prezydenta Republiki Loubeta w Kwirynale i zerwanie stosunków dyplomatycznych z Watykanem (1904), - wyrzucenie krzyżów z sal sądowych w sam W. Piątek r. 1904, - usunięcie od nauczania publicznego wszystkich kongregacyj zakonnych (7 lipca 1904), - zniesienie konkordatu z r., 1801 i przeprowadzenie w parlamencie zupełnego rozdziału Kościoła i państwa (10 grudnia 1905) - potępienie tej ustawy jako też tzw. Cultuelles, czyli stowarzyszeń wyznaniowych Brianda przez Piusa X w encyklice Vehementer nos z 11 lutego 1906, - wydalenie biskupów z ich pałaców, pasterzy z plebani, alumnów z seminaryów i inne bezprawia, jak zupełne zeświecczenie szkół, szpitali, okrętów wojennych, trybunałów wojennych i więzień.

Wszystko to stało się według programów masoneryi, uchwalonych na ogólnych jej zebraniach.

W Rewolucji Francuskiej 1789 masoneria zmasakrowała Kościół fizycznie, ale go nie złamała. Trzeciej Republice udało się to metodą bezkrwawą. Od tamtych czasów, nigdy już Francja nie przestała być żydomasońska, antykatolicka, antychrześcijańska. Kościoły opustoszały. Zakony świecą pustkami. Abp Lefebvre pisał po Soborze Watykańskim II:

Oto los klasztorów we Francji. Zewsząd piszą do mnie:
- Niższe seminarium w Quimper jest na sprzedaż. Czy Wasza Ekscelencja chce je kupić?, -Seminarium w Liege jest na sprzedaż. Czy Wasza Ekscelencja chce go kupić? - I jeszcze dzisiaj rano: -Wyższe seminarium w Nantes jest na sprzedaż. Czy Wasza Ekscelencja chciałby je kupić?

Nieprawdopodobne! Co osiem dni mam ofertę kupna seminarium, klasztoru, opactwa. Wizytki zdecydowały się sprzedać połowę z siedemdziesięciu pięciu klasztorów, jakie im pozostały we Francji, podczas gdy reszta stanie się hospicjami dla sióstr w podeszłym wieku. Oto los klasztorów we Francji. Przed dwoma dniami otrzymałem list od naszego przełożonego dystryktu południowych Stanów Zjednoczonych, mieszkającego niedaleko Cansas City:

Możemy nabyć olbrzymią nieruchomość w El Paso, na granicy z Meksykiem, od zakonników Jezusa i Maryi, którzy wystawili ją na sprzedaż: jest kościół, jest z czego zrobić seminarium, jest szkoła, plebania: wszystko to znajduje się teraz w naszych rękach. Jest rzeczą smutną być świadkiem tak powszechnej ruiny w Kościele.

Dawno już nie ma Trzeciej Republiki. Były kolejne. Dawno już nie wyrzucano siłą zakonnic i zakonników z klasztorów, szkół. Teraz jest demokracja i wolność prawdziwa: nie wyrzuca się, tylko sprzedaje, a Kościoła fizycznie nie prześladuje, tylko go RE-interpretuje.

Czy coś się zmieniło we Francji na lepsze w czasach międzywojennych? Nic. Tyle tylko, że administracyjne prześladowania przeszły w bardziej wyrachowane formy dechrystianizacji, wojny o dusze i umysły nowych pokoleń. Kolejne Konwenty Wielkiego Wschodu Francji w latach 1922-1934 przyjmowały zalecenia programowe i nakazywały ich realizację przez wysoko we władzach postawionych masonów. Tak było do końca drugiej wojny, tak było po wojnie, a dramatyczne słowa abpa Lefebvrea o masowej wyprzedaży domów zakonnych, plebanii, klasztorów i całych opactw, to bezpośredni dorobek żydomasońskiego antyKościoła, od ludobójczej Rewolucji Francuskiej 1789, aż po ostatnie lata wieku XX. Dzieje Francji z tego ponad stuletniego okresu to przerażająca lekcja poglądowa i memento: Hannibal ante portas!

Polacy przyjeżdżający do Francji są zszokowani powszechnym, radosnym ateizmem, pustymi kościołami, ogólnym neopogaństwem. Niech się nie dziwią i ci którzy tam pojadą na saksy w ramach Unii Europejskiej. Niech pamiętają, że ten tragiczny kraj i naród doznał czterech rewolucji: 1789, 1830, 1848, 1870 oraz czterech najazdów: 1815, 1870, 1914, 1940. Francja ginie jako naród. Jest historycznym szyderstwem, że osobą najgłośniej krzyczącą w obronie Francji, jest była frywolna aktorka, słynna B. Bardot, czego dowodem jest cytowany w innym miejscu tej pracy fragment jej książki z 2003 roku: Krzyk w ciszy.

Brat fartuszkowy Marsaudon mógłby udzielić Janowi XXIII niekończących się korepetycji z tamtej ponurej przeszłości. Z teorii i praktyki programów masonerii. Taka wiedza nie była z pewnością obca temu papieżowi. Dlaczego więc nie mógł się on obejść bez przyjaĽni z kimś takim, jak ten Wielki Mistrz o 33 stopniu wtajemniczenia?

Z praktyką masonerii w wersji komunistycznej, miał do czynienia Prymas Stefan Wyszyński, prawdziwy weteran walki z żydokomuną czyli żydomasonerią. W rozmowie z sekretarzem KC PZPR przestrzegał przed masonerią nawet tego ideologicznego wroga Kościoła:

Wracam jeszcze do masonerii, bo masoneria całego świata też cieszy się z waszej tezy. Oto dziś przekonują komunistów, że powinni zlikwidować Kościół w Polsce, bo masoneria też wierzy w to, że oni zwyciężą, podobnie jak wy, ale chcą mieć pole bez konkurentów. I dlatego dziś zachęcają konkurentów - zniszczcie Kościół, pozostanie nam tylko jeden wróg - komuniści. W tej chwili komunizm jest wynajęty przez masonerię wszechświatową do likwidacji Kościoła. Ilekroć musieliśmy występować przeciwko wam, bronić praw Kościoła, zawsze byliśmy pochwalani przez masonerię, bo w walce niszczał Kościół, ale gdyśmy się dogadywali, zawsze rozpoczynano atak na biskupów, bo pokój religijny w Polsce nie był na rękę masonerii. Masoneria to wspólny wróg - i nasz, i wasz: my się znamy z nimi od dawna, wy zdradzacie naiwność początkujących wobec masonerii.

Prymas Wyszyński chyba świadomie przemilczał w tej rozmowie z partyjnym dygnitarzem pewne układy w tych relacjach; wiedział, że masoneria w istocie to żydomasoneria, a komunizm to żydokomunizm � dwa mroczne skrzydła tego samego antyKościoła. Chyba celowo próbował podpuszczać swego rozmówcę przeciwko masonerii. Płacił tą samą monetą: to masoneria robiła wszystko, aby utrzymać Kościół w nieustającej konfrontacji z komunistami. Prymas usiłował iść środkiem, ale był to marsz po linie. Innej drogi jednak nie było. A żydokomuna Michników, Geremków, Kuroniów i Mazowieckich do dziś Prymasowi tego nie może wybaczyć. Tego, że przejrzał ją na wskroś, zwłaszcza w okresie tzw. pierwszej "Solidarności" i jej "doradców". 
Henryk Pająk - "Nowotwory Watykanu"
------------------------------------------------------------------------------------------------

SKUTKI WZROSTU CEN NAFTY

Rok temu, w sierpniu 2004, 17 spośród 52 ekonomistów zapytanych przez The Wall Street Journal przepowiadało, że jeżeli cena standartowej baryłki ropy naftowej przez dłuższy czas będzie się utrzymywać pomiędzy 50 i 59 dolarów za baryłkę, to gospodarka USA znajdzie się na drodze do depresji. Następnych 15 ekonomistów amerykańskich przepowiadało też, że jeżeli ceny ropy naftowej będą między 60 i 69 dolarów za baryłkę, to gospadarka USA pogrąży się w kryzysie depresji. W czasie tych przepowiedni, cena ropy wynosiła 44 dolarów za baryłkę i przypuszczano że cena ta ma tendencje zniżkowe. Tacy analitycy cen jak Thompson Financial przepowiadali cenę 28 dolarów na lato roku 2005, tymczasem 12 sierpnia cena ropy osiągnęła rekordowy poziom 66,86 dolarów za baryłkę - najwyższą cenę od 1982 r. Teraz cena benzyny podniosła się przez rok z 1,85 dolarów za galon do 2,40 dolarów, na co coraz bardziej Amerykanie narzekają.

Wyżej wspomniane przepowiednie kryzysu nie spełniły się i ci sami ekonomiści kilka tygodni temu ponownie zapytani przez The Wall Street Journal zmienili swoje przepowiednie i uważają że gospodarka USA będzie rosła o ponad 3% w stosunku rocznym. Natomiast obecnie ci sami ekonomiści twierdzą, że w ocenie skutków wzrostu cen ropy naftowej trzeba brać pod uwagę czy powodem wzrostu cen jest większe zapotrzebowanie na naftę, czy też mniejsza podaż nafty.

Kiedy agresja Żydów w Palestynie spowodowała wstrzymanie dostaw nafty przez państwa arabskie w 1973 r., jak również rewolucja w Iranie przeciw dominacji irańskiego aparatu terroru - sterowanego przez wywiad Izraela, spowodowała spadek dostaw nafty w 1979 r., wówczas gospodarka USA bardzo ucierpiała z tych "wstrząsów" w dostawach płynnego paliwa. Natomiast teraz, ekonomiści ci twierdzą, że wzrost cen ropy naftowej jest spowodowany stopniowym wzrostem zapotrzebowania na ropę naftową takich państw jak Chiny i Indie. W rezultacie cena nafty nie podnosiła się z powodu nagłego szoku jaki spowodował wcześniej Izrael i rewolucja w Iranie.

Powyższe konkluzje profesora Uniwersytetu w San Diego w Kaliforni, Jamesa Hamiltona są cytowane w artykule Justina Laharta pod tytułem Naftowe Znaki Ostrzegawcze (�Oily Warniang Signs") w "The Wall Street Journal" z 15 sierpnia 2005, w rubryce "Dzisiejsze Prognozy Rynkowe". Lahart dziwi się, że jak dotąd skoki w cenie benzyny, nie odbiły się na wysokości zakupów tego płynnego paliwa przez Amerykanów. W ciągu ostatniego roku sprzedaż samochodów w USA zwiększyła się o 16%, a cena wozów ciężkich zwiększyła się o 25% dzięki specjalnie dogodnemu finansowaniu tych ostatnich przez General Motors i Forda.

Hamilton uważa, że ceny nafty osiągają tak wysoki poziom, co spowoduje że amerykańscy konsumenci zaczną kierować się sprawą zużycia benzyny na mile i będą wybierać bardziej wydajne typy wozów. Tego rodzaju konkluzje nie sprzyjają wielkim firmom amerykańskim, sprzyjają natomiast japońskim firmom samochodowym takim jak na przykład Toyota. Potwierdza ten stan rzeczy bardzo wielka liczba samochodów japońskich na drogach w USA.

Rośnie w Ameryce głośna krytyka nietylko przeciwko wzrostowi cen benzyny, ale również przeciwko tuszowanej przez media, kontrolowanej przez Żydów wojnie i okupacji Iraku. Matki poległych ponad (jak podają oficjalne czynniki) 1,800 żołnierzy domagają się powrotu wojsk z Iraku. Wysuwają one żądania żeby rząd Busha zwolnił z podatków rodziny poległych w Iraku żołnierzy, żeby wycofał wojska z Iraku i żeby wywarł nacisk na Izrael, by państwo to uznało granice z 1968 r. i wycofało nielegalnych osadników z ziem Palestyńskich.

Dziś wzrost ceny płynnego paliwa i rosnąca lista poległych zaczyna się wiązać w opinii Amerykanów z ekspansją i polityką radykalnych syjonistów w USA i w Izraelu. Jak widać już powoli przestaje działać na korzyść radykalnych Żydów ich kontrola mediów amerykańskich i ruchu neokonserwatywnego, stworzonego przez trockistów dziś zbratanych z faszystami żydowskimi (żydowskiej organizacji przedwojennego Bajtaru w Polsce, liczącego przed wojną 60,000 członków, gdzie w tym czasie, w opozycji do nich, było około 2,000 członków Obozu Narodowo-Radykalnego Bolesława Piaseckiego). Dziś w USA unia potomków Bajtaru pobratanych z trockistami nawróconymi na syjonizm, dominuje partie republikańską w Ameryce i opiera swoją �wojnę z terrorem" na poparciu mas zdezorientowanych np. fundamentalistów protestanckich, którzy wierzą, że zwycięstwo Izraela nad Arabami jest warunkiem koniecznym powrotu Jezusa na ziemię.

Tak więc skutki wzrostu cen nafty zaczynają być widziane przez Amerykanów, jako dalszy ciąg ujemnych wpływów ekspansji Izraela, tak na światowy rynek płynnego paliwa, jak w szczególności na decyzje ataku USA na Irak. Teraz, w podobnie w ujemnym świetle są widziane przygotowania USA do ataku na Iran do którego to ataku dążą neokonserwatyści-syjoniści rządzący w Waszyngtonie. Trzeba pamiętać że Iran ma nietylko wielkie pola ropy naftowej, ale jednocześnie jest w posiadaniu największych na świecie zasobów gazu ziemnego. Niektórzy w USA przepowiadają, że jeżeli nastąpi atak amerykańsko-izraelski na Iran to cena baryłki standartowej ropy naftowej przekroczy 100 dolarów.

Prof. Iwo Cyprian Pogonowski
-------------------------------------------------------------------------------------------------

KATASTROFA NOWEGO ORLEANU - HAŃBA NARODOWA USA?

Komunikat poranny sieci telewizyjnej NBC, 2 września 2005, omawiał katastrofę Nowego Orleanu jako hańbę narodową USA ("a national disgrace"). Na przestrzeni dwudziestego wieku amerykański korpus saperów (Corp of Engineers) był odpowiedzialny za zabezpieczenie tego miasta od zagrażającej mu powodzi. Zadanie to było bardzo ważne i trudne ponieważ duża część miasta stoi na terenach poniżej poziomu morza, w rejonie zagrożonym huraganami, między rzeką Missisipi i wielkim jeziorem Ponchartrain i w połączonym z nim jeziorze Borgne i Zatoką Meksykańską, która jest większa od Morza Bałtyckiego.

Nowy Orlean był zbudowany na bagnach rzeki Missisipi, na terenach słabo skonsolidowanych, jako główny port terenów kolonizacji francuskiej, która rozciągała się od prowincji Quebec w Kanadzie, przez cały bieg rzeki Missisipi włącznie z deltą. Delta i jej okolice, dziś dostarczają jedną trzecią paliwa dla całej gospodarki USA. Amerykanie kupili od Napoleona "Luizjana Territory" transakcją w roku 1803 (30 kwietnia). Sprzedaż ta odbyła się w obliczu nacisku na Francję ze strony Anglii i Hiszpanii. Część osadników francuskich z Quebec, przedostała się rzeką Missisipi do południowej Luizjany, gdzie znani są jako "Cajun" (Kejdżans) i mówią do dziś gwarą francuską, a stan Luizjana, dziś jest małą częścią byłych francuskich posesji wzdłuż rzeki Missisipi. Nie jest on podzielony administracyjnie na harbstwa ("counties"), tak jak inne stany USA. Jest on podzielony na parafie, jako że tradycyjnie Francuzi należą do Kościoła Katolickiego. Osadnicy francuscy zbudowali tak zwną "dzielnicę francuską" we francuskim stylu kreolskim, który bardzo przypomina hiszpańską architekturę kolonialną. Dzielnica ta od początku była zabezpieczana wałami przed powodziami rzeki Missisipi i jest położona w na wyższych gruntach.

Rozbudowa miasta na tereny osuszanych bagien - które kurczą się w czasie odwadniania i konsolidacji - miała miejsce poniżej poziomu morza. Jednocześnie zajmowano tereny bagienne, chroniące miasto od powodzi wód z sąsiednich jezior, zwłaszcza jeziora Ponchartrain. System zapór ziemnych i ścian zaporowych miał chronić Nowy Orlean od północy, a ogólnego bezpieczeństwa miały zapweniać siły miejscowej obrony narodowej (National Guards), które to siły (3,000 z Luizjany i 3,000 z Missisipi i Alabama, razem z pojazdami zdolnymi przejeżdżać wodę na półtora metra głębokości) zostały w dużej części wysłane na wojnę i okupację Iraku. Rząd Busha, złożony z neokonserwatystów-syjonistów, uważał że było mu politycznie wygodniej nie powiększać stanu sił zbrojnych i zamiast tego wysłać na wojnę oddziały National Guards. (40% sił w okupacji Iraku stanowią National Guards i lokalne rezerwy normalnie pod władzą stanową. Natomiast 60% sił okupacyjnych stanowią wojska regularne USA).

Szefem bezpieczeństwa USA odpowiedzialnym za ochronę ludności podczas katatsrof żywiołowych, takich jak huragan i powódĽ jest neokonserwatysta-syjonista Chertoff, słynny z uzasadniania tortur w akcji przeciwko Arabom. Jest on mniej sprawny, w obliczu katastrofy spowodowanej w stanach Luizjana, Missisipi i Alabama wielkim huraganem "Katrina" z końcem sierpnia 2005, w którym blisko milion ludzi straciło dach nad głową i zostało pogrążonych w chaosie. Największe straty w ludziach poniosło miasto Nowy Orlean, gdzie w czasie naporu fal huraganowych, zauważono z lotu zniszczenie części ściany zaporowej nad jeziorem Ponchartrain. Sytuacja wymagała natychmiastowej akcji helikopterów, które powinny były dostarczać worki z piaskiem, żeby zahamować przeciek wód jeziora na tereny miejskie położone poniżej poziomu morza. Tak się jednak nie stało. Helikoptery zbierały ludzi z dachów zamiast zatkać przeciek z jeziora, który to doprowadził do wyrównania się poziomu wód, tak w jeziorze, jak i na ulicach miasta. Tylko dachy wielu dzielnic Nowego Orleanu wystają ponad poziom wody. Jedna czwarta ludności półmilionowego miasta nie miała możności ewakuować się z braku własnych samochodów lub dostępu do autobusów. Tysiące ludzi schroniło się do stadionu krytego, którego dach, był poważnie uszkodzony wiatrami huraganu.

Gazeta nowoorleańska Times-Picayne przepowiedziała nieuniknioną katastrofę już trzy lata temu, ponieważ ludność Nowego Orleanu jest, proporcjonalnie, w posiadaniu najmniejszej ilości samochodów wśród miast USA. Brakło wozów National Guards i innych środków transportu, a jednocześnie brakuje wody pitnej z powodu wylewu ścieków do wody powodziowej. Grozi to wybuchem epidemii cholery i chorobami z zatrucia przez chemiczne odchody przemysłowe. Przyczynia się do tego obecność znacznej ilości zwłok ludzkich w wodzie powodziowej. Trudno jeszcze ocenić faktyczną ilość ofiar w ludziach.

Przez pięć dni zagrożenia Nowego Orleanu huraganem "Katrine," Bush był na wakacjach w Texasie i nie mobilizował sił ratowniczych, transportowych i służby zdrowia, takich jak okręty-szpitale. Z braku służby bezpieczeństwa, zbrodnicze gangi w dużej mierze zawładnęły miastem. Zrabowały sklepy z bronią myśliwską i sportową, jak też napoje alkoholowe oraz wartościowe towary ze sklepów. Zdarzają się gwałty dziwcząt i kobiet. Nawet ratownicze helikoptery są ostrzeliwane przez gangi i nie mogą prowadzić funkcji ratowniczych do czasu, aż teren zostanie zpacyfikowany przez policję i oddziały obrony narodowej sprowadzane z innych stanów.

Teraz gubernator stanu Luizjana, pani Kathleen Babineaux Blanco prosi o natychmiastowy przydział dodatkowych 40,000 ludzi z obrony narodowej z powodu rozmiarów katastrofy. Zespół portu Nowego Orleanu - jest najważniejszym portem USA. Chaos w tym porcie jak i pogrążenie ludności tego portu w ruinie, przy jednoczesnym zmiejszeniu produkcji płynnego paliwa, powoduje ciężkie straty w gospodarce amerykańskiej i duży wzrost ceny benzyny. Do tego stanu rzeczy bardzo przyczyniło się opieszalstwo Busha jak i wysyłka przez niego do Iraku oddziałów obrony narodowej, razem z ich ekwipunkiem, potrzebnym w Luizjanie w czasie obecnej katastrofy żywiołowej. Tak więc katastrofa Nowego Orleanu jest amerykańską hańbą narodową w dużej mierze z powodu postępowania rządu Busha, działającego według proizraelskiej ideologii neokonserwatystów-syjonistów. Teraz Bush prosi kongres w Waszyngtonie o przydzielenie mu 10 miliardów dolarów na koszty ratownicze, a jednocześnie prasa donosi że żadne jednostki National Guard nie będą obecnie wycofane z Iraku (The Wall Street Journal, 2 sierpnia, 2005). Prof. Iwo C. Pogonowski, 2 IX 2005 r.

-------------------------------------------------------------------------------------------------

KONFRONTACJA Z GLOBALIZMEM W EUROPIE I AMERYCE

Wyborcy we Francji i w Holandii głosowali przeciwko konstytucji �nowej Europy�. Dało to okazję brytyjskiej Partii Pracy odłożyć referendum w tej sprawie i ratować politycznie Tony Blaira, który na wypadek negatywnego wyniku referendum w Wielkiej Brytanii musiałby podać się do dymisji. Inne państwa włącznie z Polską również referendum konstytucyjne odkładają. Nowa konstytucja przestała istnieć odrzucona przez ludność "nowej Europy", w imię której to ludności, konstytucja ta była napisana. Odrzucenie nowej konstytucji nie tylko potępiło biurokrację w Brukseli i było klęską polityczną Jacquesa Chiraca, ale również odrzucenie to było wyrazem braku zaufania do Waszyngtonu, rządzonego przez neokonserwatystów-syjonistów, budowniczych globalnego imperium USA na kredyt międzynarodowy, ponieważ rządowi Busha brak jest pieniędzy i ma on za mało żołnierzy.

Tak jak kiedyś była popularna piosenka pod tytułem "Żeby Polska była Polską". Teraz Francuzi i Holendrzy chcą żeby Francja była Francją a Holandia Holandią. Nie obchodzi ich reszta świata i tak zwany globalizm wolnorynkowy oparty na �ludożerczym kapitalizmie�. Francuzi i Holendrzy nie chcą następnych fal "przybyszów" z północnej Afryki i Bliskiego Wschodu. Protestują oni przeciwko przyjęciu Turcji do Unii Europejskiej. A 70 milionowa Turcja odrzucana przez Unię Europejską, mimo jej długiego stażu w NATO i wieloletniej przyjaĽni z Izraelem, może teraz uważać się zmuszona do szukania poparcia w Chinach, Rosji i Iranie.

Dziś związki zawodowe we Francji bronią swego 35 godzinnego tygodnia pracy i szczodrych ubezpieczeń społecznych, uzyskanych podczas Zimnej Wojny. W czasie globalizacji układy z czasów Zimnej Wojny są kosztowne dla skarbu państwa i utrudniają konkurencje globalną.

Patric Buchanan, w artykule �Populizm i Nacjonalizm Przeciwko Globalizmowi" z 13 czerwca 2005, w "World Net Daily Commentary" pisze, że �niechrześcijańska" Unia Europejska nie zawiera ani jednego państwa, które nie cierpiałoby strat w ludności z powodu braku dzieci. Z tego powodu zmniejsza się siła robocza i nie wystarcza na utrzymanie świadczeń społecznych starzejących się zachodnich społeczeństw Unii Europejskiej. Obecnie nie jest wiadomo czy i kiedy zgodzą się Zachodni Europejczycy na członkostwo w Unii Turcji i Ukrainy, i jak dalece stabilnym układem jest sama Unia Europejska. Wiadomo że deficyt budżetowy Francji, Niemiec i Włoch często przekracza 3% - granicę ustaloną przez Europejską Unię Monetarną.

Włosi tracą na wzroście wartości euro w porównaniu z dolarem i wielu z nich wypowiada się za powrotem do dawnej waluty czyli lira. Również 58% Niemców chce wycofania się z euro i powrotu do marki. Nawet w USA rośnie opozycja do globalizmu i związanego z nim eksportu miejsc pracy do krajów o tańszej robociĽnie.

W artykule pod tytułem "Wielkie Kłamstwo" z sierpnia 2003, w miesięczniku "Culture Wars", Dr A. H. Krieg opisuje skutki globalizacji dla przedsiębiorstw amerykańskich produkujących na terenie USA. Jako przykład daje on firmę produkującą obrabiarki w przemyśle metalurgicznym, której to firmy był on dyrektorem. Firma ta upadła w okresie kiedy gospodarka USA coraz bardziej zmieniała się z gospodarki produkującej w gospodarkę usługową. Dziś usługi stanowią ponad trzy czwarte całej gospodarki amerykańskiej. Układy międzynarodowe takie jak NAFTA [North American Free Trade Agreement] lub EU [Unia Europejska] prowadzą według tego autora do przejmowania wszystkich przedsiębiorstw przez międzynarodowe gigantyczne korporacje.

Przykładem cytowanym przez tego autora jest firma WalMart, której filie raz usytuowane w krótkim czasie powodu-ją upadek małych przedsiębiorstw handlowych w całej okolicy i stratę pracy zatrudnionych w nich ludzi. Jednocześnie elity finansowe szerzą propagandę "wolnego rynku" - jako zbawienie handlu i gospodarki narodowej. W rzeczywistości polityka ta niszczy wiele przedsiębiorstw małych i średnich w USA i tym samym likwiduje miejsca pracy, kiedyś dobrze płatnych robotników. Zmusza to masowo zwalnianych z pracy ludzi do przyjmowania pracy znacznie gorzej płatnej. W rezultacie spada przeciętny dochód i rośnie bezrobocie. Jednocześnie rosną zyski międzynarodowych wielkich korporacji i spada ilość ludzi w tak zwanej �klasie średniej" w Ameryce uważanej za podstawę amerykańskiej demokracji.

Dr. Krieg używa słowa "kabała" ("cabal") w znaczeniu �sitwa�, nie koniecznie, ale prawdopodobnie żydowska, kiedy pisze on o finansjerze "wolnego rynku", której udało się uruchomić układ NAFTA, a teraz stara się uruchomić wolny rynek FTAA (Free Trade Agreement) obejmujący Amerykę Centralną i Południową oraz Singapur. Autor ten uważa, że wolnorynkowe układy służą do kontrolowania gospodarki światowej przez wielkie międzynarodowe korporacje. Korporacje te mają pod kontrolą media i nie dopuszczają do otwartej i rzeczowej dyskusji na temat dominowania życia ekonomicznego i politycznego przez międzynarodowe finansowe elity do których to elit należą tacy ludzie jak na przykład George Soros. Tak więc konfrontacja z globalizacją w Ameryce, nie różni się wiele od tego samego procesu w Europie, jeśli chodzi o doświadczenie mieszkańców objętych globalizacją terenów. Prof. Iwo Cyprian Pogonowski

---------------------------------------------------------------------------------------------------------

##############################################

DODATEK SPECJALNY DO NR 128

PATRIOTYCZNY RUCH POLSKI

NR. 128 15. IX 2005 r

W numerze: 1) Próba zmiany historii "Solidarności" - o czym marzy Lech Wałęsa...


----------------------------------------------------------------------------------------------------
AGENT POKRZYWDZONY ZE STATUSEM OGRANICZONYM

Wymiar międzynarodowy obchodów XXV rocznicy Wielkiego Strajku i powstania "Solidarności" ma, wbrew zapowiedziom, charakter bardzo skromny.

Odmowę udziału, ze strony przywódców światowych (wprawdzie przyjechało kilkunastu - ale to trzeci i czwarty rzut), organizatorzy usiłują zagłuszyć hukiem i błyskiem w wykonaniu francuskiego trefnisia, który porównał Wałęsę do Che Guevary. Dlaczego poważni ludzie nie przyjęli zaproszenia z Gdańska? Ponieważ wszyscy wiedzą, że te uroczystości to nie będzie radosna feta, a raczej tragikomiczny pogrzeb III RP, jako układu "okrągłego stołu", gdzie "agent agenta agentem poganiał", a pożyteczni idioci bili brawo.

SB w WZZ

Jako dodatek do pisma Wolnych Związków Zawodowych - "Robotnika Wybrzeża" nr 4, z datą 9 września 1979 r., opublikowałem oświadczenie, które było pierwszym w ruchu oporu lat 70 przypadkiem publicznego ujawnienia agenta SB, czyli aktem lustracji obywatelskiej. Napisałem w nim m.in.: To ja byłem jego opozycyjnym opiekunem, spotykałem się z nim na co dzień i mimo, że od pierwszego zetknięcia się z nim, miałem wrażenie kontaktu z człowiekiem wewnętrznie niezbornym - uznałem go za przyjaciela. Do ostatniej chwili, mimo jaskrawych dowodów jego agenturalnej działalności, wszystkich dookoła przekonywałem że jednak zasadniczo to człowiek uczciwy. Nawet wtedy, gdy poznałem bardzo wiele jego niesamowitych kłamstw - nie zerwałem z nim współpracy. Dlaczego? Ponieważ był potrzebny. Nie chcąc uwierzyć, że jego możliwości wspiera SB, ciągle ceniłem jego operatywność i inteligencję, łudząc się, że uda mi się je wykorzystać dla działalności opozycyjnej. Dzisiaj widzę, jak wiele szkód przynieść może tak liberalny stosunek do ułomności charakteru w przypadku ludzi dysponujących zaufaniem społecznym i cenionymi przez SB informacjami. Nie potrafię ocenić, co w (jego) działalności było pracą agenta, a co pracą na korzyść opozycji, ale jestem pewien, że ten człowiek ma dwie twarze i obie prawdziwe. Osobiście do jego niewątpliwych działań pozytywnych dodałbym i doświadczenie, które uzyskałem przez ponad półtoraroczną współpracę z agentem. Doświadczenie to mówi, że można i należy wierzyć ludziom, nie należy natomiast zbyt łatwo wierzyć sobie.

O kim pisałem? Jednak nie o Lechu Wałęsie. Pisałem o Edwinie Myszku, którego Służba Bezpieczeństwa skierowała do Komitetu Założycielskiego WZZ Wybrzeża, na długo przedtem, zanim pojawił się wśród nas Wałęsa. Edwin Myszk był groĽnym agentem-prowokatorem, pozornie nawet bardziej utalentowanym niż Wałęsa, bo potrafił zdobyć zaufanie nie tylko wśród działaczy WZZ, ale również w Warszawie u Michnika, a Kuroń mówił o nim jako najwartościowszym działaczu robotniczym od czasu Lechosława GoĽdzika.

Na szczęście dowiedzieliśmy się, że Myszk jest oszustem, na długo przed Wielkim Sierpniem, bo byłby poważną konkurencją dla Wałęsy. Gdy poszedłem do niego z moim bratem Błażejem na poważną rozmowę, z przerażenia, że chcemy go zabić, upadł na ziemię i przyznał się, że jest agentem SB.

Myszk do dzisiaj nie został za swe zbrodnie, swą działalność, publicznie napiętnowany, a IPN wciąż chroni zapis ewidencyjny o jego agenturalnej aktywności. Nie musiał przepraszać, i nie musiał zmieniać nazwiska, czy miejsca zamieszkania. Jest znanym bogaczem, mecenasem kultury, daje prace trójmiejskim intelektualistom w tym innemu agentowi, który, jako szpicel dotąd nieujawniony, pełni ważną funkcję w propagandzie "frontu antylustracyjnego".

Myszk nikogo się nie boi, bo wszyscy jego się boją, i to do tego stopnia, że IPN nie odważył się udostępnić działaczom WZZ danych z jego agenturalnego życiorysu. Na ujawnienie prawdy o Myszku nie odważyła się "Gazeta Wyborcza", której dziennikarze z gdańskiego oddziału kilka lat temu napisali o nim obszerny artykuł. Były w nim zawarte wypowiedzi Borusewicza i moje, ale kierownictwo "GW" zakazało druku artykułu, i zakaz ten obowiązuje do dzisiaj. Boi się go Wałęsa, boi się go arcybiskup Gocłowski, boi się go cały trójmiejski światek polityczno-biznesowy, bo za Myszkiem stoją nie tylko jego związki z mafią, nie tylko skorumpowani politycy i księża, ale, co najważniejsze, dawni funkcjonariusze SB, którzy, dzięki groĽbie ujawnienia "teczek", trzymają ten światek "na krótkiej smyczy". Głównym jednak powodem, dla którego Myszk nie jest łajdakiem publicznie znanym i powszechnie potępionym, jest świadomość ludzi "frontu antylustracyjnego", że ujawnienie sprawy Myszka przybliżałoby ujawnienie sprawy Wałęsy, a to zagroziłoby fundamentom układu "okrągłego stołu".

Sprawa t.w. "Bolek", czyli jak Kolegium IPN uznało Wałęsę agentem SB.

Lech Wałęsa otrzymuje z całego świata żądania jasnego wytłumaczenia się ze stawianych mu zarzutów. Biura organizujące jego płatne spotkania chcą mieć gwarancje, że płacą bohaterowi bez skazy, a nie wielkiemu mistyfikatorowi, nowemu wcieleniu Azefa. Te żądania stawiane były od dłuższego czasu, ale dotychczas udawało się Wałęsie zasłaniać wyrokiem Sądu Lustracyjnego.

Wałęsa był przymuszany do złożenia w IPN wniosku o uznanie go za pokrzywdzonego przez SB. Do końca ubiegłego roku odmawiał, bo wiedział, że jako były agent, statusu pokrzywdzonego otrzymać nie może. Ratunek dostrzegł dopiero w wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego ze stycznia 2005 r., który, nakazał IPN przyznanie takiego statusu dawnemu agentowi SB z Łodzi. Sąd uznał, że przez zerwanie współpracy z SB i podjęcie działalności antykomunistycznej, agent ten zasłużył na wybaczenie wcześniej dokonanego zła. W uzasadnieniu wyroku sąd stwierdził ponadto, że status pokrzywdzonego należy się również osobom, które były agentami pomiędzy okresami działalności antykomunistycznej. To był przypadek Wałęsy i dlatego w marcu 2005 roku pobiegł on do IPN, by zrealizować swą szansę.

W swych pragnieniach Wałęsa trafił na pomoc ze strony całego układu posowieckiej agentury dominującej w III RP. Wsparcia udzielił mu Kwaśniewski i cały aparat państwowy, liderzy partii politycznych, a nawet prezes IPN. Naciskany zewsząd Kieres 21 lipca br. przyjechał specjalnie do Gdańska by przeprosić Wałęsę, że nie jest jeszcze w stanie przyznać mu upragnionego alibi, bo opierają się tej decyzji archiwiści IPN. Np. wicedyrektor archiwów IPN Leszek Postołowicz, który w głośnej sprawie premiera Marka Belki miał odwagę powiedzieć: "prawdopodobnie nie otrzymałby od instytutu statusu osoby pokrzywdzonej. Podpisał indywidualną instrukcję wyjazdową, która była równoznaczna z zobowiązaniem do współpracy, przeszedł przeszkolenie, ustalił hasło i odzew".

Wspierany przez "front antylustracyjny" Wałęsa, zgłosił już nie tylko prośbę o status pokrzywdzonego, ale żądanie, by IPN poświadczył że nigdy nie był agentem. Posłuszny Kieres wygłosił wiernopoddańcze laudacje i zawiadomił publicznie, że przyzna mu status jak najszybciej. Powstała obawa, że w nadziei na przedłużenie swej prezesury Kieres dokona aktu fałszerstwa i bezprawia.

W tej sytuacji dnia 27 lipca br. zebrało się Kolegium IPN, w którym "front antylustracyjny" nie ma zdecydowanej większości. Kolegium napomniało Kieresa, że jego działania pozostają w oderwaniu od jego sytuacji osoby zaledwie tymczasowo pełniącej obowiązki prezesa. Ponadto Kolegium, uznając wielkie publiczne znaczenie sprawy agenturalności Wałęsy, wskazało na potrzebę opublikowania przez IPN "białej księgi", dzięki której polska opinia publiczna mogłaby naocznie poznać i ocenić dokumenty SB na temat "Bolka".

Decyzja Kolegium IPN oznacza w praktyce publiczne, choć nie formalne, uznanie faktu agenturalności Wałęsy, jako tajnego współpracownika Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie "Bolek".

Stanowisko zajęte przez Kolegium ratuje prestiż IPN, tak dramatycznie narażony na szwank przez niegodny oportunizm prezesa Kieresa. Od razu trzeba jednak stwierdzić, że nie oznacza to ostatecznej klęski działającej w IPN silnej frakcji fałszerzy historii "Solidarności" i całej najnowszej historii Polski. Stronnictwo fałszerzy może wykorzystać koncept "białej księgi", jako sprytny wybieg, umożliwiający dalsze fałszowanie prawdy, a nie uczciwe oddanie osądu sprawy Wałęsy w ręce opinii publicznej. Fałszerze wierzą, że opublikują co chcą, i kiedy chcą. W ten sposób "Biała księga" może stać się narzędziem tej samej propagandy "frontu antylustracyjnego", rozpowszechnianej od lat przez cały obóz postkomunistyczny i główne media, że może Wałęsa coś podpisał, ale właściwie nie wiadomo co, i w ogóle jest to bez znaczenia. Fałszerze liczą po pierwsze, że uda im się nie podać do publicznej wiadomości tych dokumentów, które nie zachowały się w postaci oryginałów. Po drugie wydanie wybiórczej "białej księgi" może zostać odłożone, "z przyczyn redakcyjnych", na długo po przyznaniu Wałęsie statusu pokrzywdzonego.

Lakiernicy
Z charakteru agentury Wałęsy dobrze zdaje sobie sprawę Andrzej Friszke, członek kolegium IPN, który tak opisuje realia początku lat 70: "W centrum zainteresowania bezpieki Wałęsa znalazl się zresztą już w 1970 r. jako członek komitetu strajkowego Stoczni Gdańskiej. Po zakończeniu tamtego protestu partia, a właściwie SB, postawiła sobie za punkt honoru usunięcie ze stoczni lub "przerobienie" na swoją modłę wszystkich politycznie zaangażowanych robotników. Niesamowite, co tam się działo! Gdy czytałem dokumenty o tych gigantycznych operacjach, byłem w szoku, bo do tego momentu wierzyłem, że po dojściu Gierka do władzy nastąpiła swego rodzaju odwilż, a aktywność SB znacznie zmalała. Nic z tego" ("GW" z 30.05.2005 r.).

Można współczuć Wałęsie, że poddano go presji, ale nie ma powodu, żeby odrzucać wiedzę Friszkego, że dylemat - usunięcie ze stoczni lub "przerobienie" na modłę SB - Wałęsa rozstrzygnął na korzyść SB. W zamian, nie tylko nie został usunięty ze Stoczni, ale otrzymał cenne nagrody: mieszkanie i funkcje społecznego inspektora pracy (która dawała szpiclowi możliwość swobodnego poruszania się po Stoczni i inwigilacji kolegów). Powodziło mu się tak dobrze, że w czasach powszechnej biedy posiadał samochód; najpierw fiata 125, a póĽniej Warszawę i Żuka.

Mimo to Friszke, "lakiernik" najnowszej historii Polski i, obok sędziego Olszewskiego, czołowy działacz "frontu antylustracyjnego" w IPN, nalega, by przyznać Wałęsie status pokrzywdzonego.

Każdy, kto miał wgląd w teczkę tw "Bolka" nie może mieć wątpliwości, że Lech Wałęsa był gorliwym agentem SB. Wałęsa donosił na swoich przyjaciół i kolegów: Jagielskiego, Szylera, Jasińskiego, Karpińskiego, Borkowskiego, Gowlika, Animuckiego, Zarzyckiego, Mioto, Krukowskiego, Suszka, Weprzędza, Żmudę i innych.

Jakim szpiclem był Wałęsa?
Wydajnym: W dokumentach SB czytamy: "t.w. PS. "Bolek" przekazywał nam szereg cennych informacji dot. Destrukcyjnej działalności niektórych pracowników. Na podstawie otrzymanych materiałów założono kilka spraw" [operacyjnego rozpracowania - przyp. K.W.].
Chętnym: "dał się poznać jako jednostka zdyscyplinowana i chętna do współpracy".
Płatnym: "Za przekazane informacje był on wynagradzany i w sumie otrzymał 13,100 zl, wynagrodzenie brał bardzo chętnie".
Ambitnym: "niejednokrotnie w przekazywanych informacjach przebijała się chęć własnego poglądu na sprawę". Każdy, kto zna Wałęsę osobiście wie, że musiał być również agentem Roszczeniowym: Potwierdza to analiza SB: "Żądał również zapłaty za przekazywane informacje, które nie stanowiły dla nas większej wartości operacyjnej". Ci którzy Wałęsy nie znają, i skłonni są wierzyć w bajki o przymuszaniu go do szpiclowania, powinni wiedzieć, że na sporządzonej przez SB w 1972 r. liście agentów, którzy usiłowali uchylać się od współpracy, brak jest tw "Bolka".

Gwałt na prawdzie
Wyrok NSA zmienia dotychczasową praktykę IPN. Trzeba przyznać, że dotychczas była ona jednoznaczna. Osobom, które podpisały zobowiązanie do współpracy z SB, IPN odmawiał przyznania statusu pokrzywdzonego i wglądu do akt. Wyrok NSA może doprowadzić do ustanowienia nowej reguły. A przyznanie statusu Wałęsie praktycznie unicestwi sens tej instytucji. Uznanie przez IPN rozstrzygnięcia NSA za obowiązujące we wszystkich podobnych sprawach doprowadzi do lawiny odwołań od poprzednio wydanych decyzji na niekorzyść byłych agentów.

Czy wyrok NSA należy rozumieć jako absolutną regułę, nakazującą IPN przyznawanie statusu również szpiclom, donosicielom, zdrajcom i innym łajdakom tego rodzaju? Tak na pewno nie jest. NSA napisał przecież w uzasadnieniu o "skreśleniu wcześniejszych zasług" przez podjęcie agenturalnej współpracy. Skoro podjęcie się donosicielstwa "skreśla" poprzednie zasługi, to nie można uznać, że następnie mogą one zostać przywrócone. Dlatego ważne jest, żeby Kolegium IPN zadbało o to, by Kieres nie poważył się pominąć wykładni NSA, że: "zastosowanie normy prawnej należy rozważyć w indywidualnej sprawie". Wykładnia ta oznacza, że IPN ma prawo odmówić przyznania statusu byłemu agentowi, a jego ewentualne odwołanie do sądu musi zostać rozpatrzone indywidualnie.

Agenturalność Lecha Wałęsy jest kamieniem węgielnym systemu władzy III RP jako państwa SB, a także najwygodniejszym dla postkomunistów punktem oporu wobec społecznego żądania lustracji i dekomunizacji. Agent "Bolek" jest barykadą, którą układ postkomunistyczny i jego agentura wykorzystują do obrony swego panowania nad Polską. "Ikona Solidarności" wykorzystywana jest do podtrzymania niesuwerenności Polski w stosunkach zewnętrznych i dominacji mafii w stosunkach krajowych. Dlatego IPN nie ma prawa chować się za casusem łódzkim, by dokonać czysto politycznego aktu gwałtu na demokracji. IPN ma obowiązek odmówić Wałęsie przyznania statusu i, jeżeli Wałęsa tę decyzję zaskarży, bronić jej przed sądem. Tak musi postąpić instytucja godna swej misji w państwie prawnym.

"Bolek" jako świadek koronny

W ustawodawstwie polskim istnieje instytucja darowania winy przestępcy, który następnie podejmie współpracę z wymiarem sprawiedliwości. Warunkiem koniecznym jest uczciwe i wyczerpujące przekazanie zainteresowanym instytucjom państwa wiedzy na temat własnych przestępstw oraz wszystkich czynów i ich okoliczności innych osób uczestniczących w działalności przestępczej. Wydaje się, że podobna norma może być zastosowana wobec byłych agentów. Należy ją jednak uzupełnić o element dodatkowy - obowiązek zadośćuczynienia ofiarom - tym "których zdradzono o świcie".

Lech Wałęsa odebrał już niezliczoną ilość nagród za swoją dawną działalność. Nagradzany był hojnie zarówno przez naród polski i jego instytucje oraz przez SB. Dlatego Wałęsa jest zobowiązany do zadośćuczynienia swojemu nieżyjącemu przyjacielowi Józefowi Szylerowi, na którego donosił za wynagrodzeniem, a IPN winien zbadać, jakie to krzywdy spotkały z tego powodu Szylera i jego rodzinę oraz czy zadośćuczynienie ze strony Wałęsy będzie wystarczające.

Doceniając gest Kolegium w sprawie ratowania Kieresa przed jego nieprzytomną żądzą służalczości wobec ludzi władzy, należy jednak przypomnieć, że Kolegium zaniedbało wskazania, iż prokuratura IPN posiada wszystkie potrzebne uprawnienia śledcze do rzetelnego badania przypadków agenturalności. To wskazanie jest dlatego konieczne, że kierownictwo IPN zachowuje w tej sprawie absolutną bierność.

Gdy po złożeniu wniosku, archiwiści znajdują bezsporne dowody agenturalnej współpracy wnioskodawcy, IPN odmawia przyznania mu statusu pokrzywdzonego. W przypadkach wątpliwych, gdy prosta kwerenda nie wystarcza, IPN powstrzymuje się przed oczywistym ruchem, czyli przesłuchaniem odpowiednich świadków, mimo że absolutna większość funkcjonariuszy prowadzących agenturę żyje i cieszy się świetną pamięcią. Nic prostszego, by prokuratorzy wzywali ich do złożenia zeznań pod odpowiedzialnością karną. Jeżeli tego nie robią, to dlatego, że pojmują swoje żądania w sposób sprzeczny z ustawowo określoną misją IPN i znajdują dla takiej postawy poparcie w jego kierownictwie.

Praktyka ta powinna stać się elementem przesłuchań kandydatów na nowego prezesa IPN, ale w sprawie Wałęsy pożądane jest, by Kolegium jeszcze raz dokonało interwencji i wskazało Kieresowi i prokuratorowi Kuleszy na potrzebę pilnego uzupełnienia dokumentacji w sprawie Wałęsy o przesłuchanie byłych funkcjonariuszy wydziału SB, który go "prowadził".

Aktywność prokuratury w takich sprawach jest wpisana do statutu IPN jako jego podstawowy obowiązek, jako że rzetelna troska o dobro osób pokrzywdzonych wymaga nie tylko badania krzywd zadanych im przez funkcjonariuszy PRL, ale również przez ich agentów. Do dzisiaj ani razu prokuratura IPN nie wystąpiła z wniesieniem do sądu aktu oskarżenia przeciw agentom, nawet w tych przypadkach, gdy chodzi o niewątpliwe akty zbrodni.

Dlatego ani pokrzywdzeni, ani opinia publiczna, nie wie nic w sprawie konsekwencji, jakie donosy Wałęsy miały dla jego ofiar. Jest to dowód bezprawnych zaniechań ze strony IPN, ponieważ tacy ludzie jak np. Szyler czy Jagielski, na których Wałęsa złożył kilka groĽnych donosów, muszą być przez IPN postrzegani jako pierwszorzędne ofiary represji komunistycznych.

Kilka dni temu, 6 sierpnia 2005 r., Henryk Jagielski, uczestnik buntu Grudnia�70 i pierwszy członek Komitetu Strajkowego wybranego przez załogę Stoczni Gdańskiej 14-go sierpnia 1980 r., oświadczył w Telewizji "Trwam", że Wałęsa, jako tw "Bolek", donosił na niego do SB. Prokuratura IPN ma obowiązek potraktować to oświadczenie, jako oficjalne zawiadomienie o fakcie agenturalności Wałęsy i wprowadzić je do prowadzonego przez nią śledztwa w sprawie preparowania przez SB dokumentów dotyczących agenturalnej działalności L. Wałęsy w latach osiemdziesiątych na podstawie akt "Bolka" z lat siedemdziesiątych.

Czy Kieres postąpi zgodnie ze statutem IPN, który nakazuje mu dbać po pierwsze o dobro osób pokrzywdzonych i udzieli Jagielskiemu pomocy w uzyskaniu szczegółowej dokumentacji na temat aktywności kolegi-szpicla? Czy pomoże Jagielskiemu w uzyskaniu pomocy prawnej, której ofiara Wałęsy może potrzebować, jeżeli zdecyduje się żądać od niego przyznania się do winy i rekompensaty za wyrządzoną krzywdę? Bardziej można liczyć, że Kieres poleci prokuratorowi Schulzowi, ażeby obmyślił jakiś sposób na �zamknięcie� Jagielskiemu ust i wpuszczenie "końców w wodę".

Prokurator Schulz

Interwencja Kolegium jest tym bardziej konieczna, że do nadzorowania śledztwa IPN w sprawie podejrzenia popełnienia w latach osiemdziesiątych przez funkcjonariuszy SB zbrodni komunistycznej na szkodę Lecha Wałęsy, która polegać miała na podrabianiu dokumentów dotyczących współpracy Wałęsy z SB przekazanych komitetowi Nagrody Nobla, wyznaczony został Maciej Schulz � Naczelnik Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Gdańsku. W jaki sposób znalazł się w IPN człowiek, już wcześniej skompromitowany, jako urzędnik państwowy? Kierownictwo IPN musi sprawdzić, czy jest rzeczą wykluczoną, że celem zatrudnienia Schulza w IPN była jego dalsza aktywność w tuszowaniu sprawy "Bolka".

W roku 1993, a więc w okresie, gdy Wałęsa jako prezydent państwa miał odpowiednie możliwości, żeby "czyścić" dokumentację na temat t.w. "Bolek", Schulz, jako prokurator Prokuratury Rejonowej w Gdyni, prowadził sprawę tzw. "rtęci". W marcu 1993 r. w mieszkaniu Aleksandra O. w Gdyni, funkcjonariusze UOP zatrzymali trzy osoby podejrzewane o handel materiałami radioaktywnymi (rtęcią). Był wśród nich jeden z byłych wysokich funkcjonariuszy SB w Gdańsku. W czasie przeszukania mieszkania byłego funkcjonariusza SB w Gdańsku odnaleziono podobno teczkę personalną Wałęsy i kilku innych działaczy "Solidarności". Do dziś nie są znane losy dokumentów zarekwirowanych byłemu esbekowi. Wiadomo, że funkcjonariusze UOP nie pozostawili protokołu z przeprowadzonej rewizji. Koperty, w których znajdowały się dokumenty lub mikrofilmy byłej SB znalazły się niezwłocznie w gdańskiej delegaturze UOP, a póĽniej zostały przekazane do MSW. Sprawa "rtęciowa" toczyła się przed Sądem Rejonowym w Gdyni. W sprawie zaginięcia odnalezionych materiałów SB protestował jedynie prokurator wojewodzki w Gdańsku Leszek Lackorzyński. Podobno interweniował w tej sprawie u ministra spraw wewnętrznych Andrzeja Milczanowskiego. Jednak szef MSW nie zwrócił prokuraturze przywłaszczonej przez UOP dokumentacji. Schulz natomiast nie tylko że zezwolił UOP na zabranie tej dokumentacji, ale zasłużył się zatuszowaniu tego nadużycia. W roku 2005 Schulz, jakby nigdy nic, rozpoczął śledztwo w sprawie zbrodni komunistycznej, jaką miało być rzekome fałszowanie akt dokumentujących agenturalną współpracę Wałęsy z SB!

Wszyscy wiedzą że Wałęsa był "Bolkiem" wie każdy - kto wiedzieć chce. Przyznają to nawet jego obrońcy, usprawiedliwiając to młodym wiekiem i byciem robotnikiem. Taka obrona jest jednak dowodem iście "burżuazyjnej" pogardy dla "robola" i szokuje tym bardziej, że celują w niej byli walterowscy trockiści. Młody robotnik nie jest skazany na brak patriotyzmu i godności, a tym, którzy tego nie wiedzą, proponuje pojechać na trójmiejskie cmentarze, na groby ofiar Grudnia�70, żeby przekonali się, kim byli, i po ile mieli lat ci, którzy ginęli w walce z komunizmem.

Wałęsa jest pozytywnym symbolem Polski tylko dla naiwnych. Dla ludzi rozumnych jest znakiem trwałości polskiej niedojrzałości. Naród, który wbrew faktom czci takiego przywódcę, dowodzi, że nie dorósł do rządzenia się samemu. Takiemu narodowi, można narzucać przywódców wyznaczonych z zewnątrz. A oni będą nadal kultywowali legendę Wałęsy. Krzysztof Wyszkowski, 24 sierpnia 2005 r.

(Tygodnik Katolicko-Narodowy  "Głos"

-------------------------------------------------------------------------------------------------

Nowe publikacje o tematyce aferalnej i korupcyjnej z cyklu "NIEBEZPIECZNE TEMATY" 
Co może jeszcze zrobić III RPRL (bezustannie żydowska) w swym agonalnym stanie? 
Mistyka żydowskich finansów - czy "makler" Włodzimierz Cimoszewicz korzystał z poufnych informacji giełdowych?
TECZKA CIMOSZEWICZA - tylko jakiś tam kit? - kiedy skończy się pobłażliwość społeczeństwa dla sprzedawczyków z PZPR?
WŁODZIMIERZ CIMOSZEWICZ? [alians: Goldstein, alians Timoszko]

ALEKSANDER KWAŚNIEWSKI - JAKI PREZYDENT, TAKIE PAŃSTWO
KIM NAPRAWDĘ JEST PREZYDENT R.P.???? ALEKSANDER KWAŚNIEWSKI, CZY MOŻE STOLZMAN???
NIEZNANE FAKTY Z ŻYCIA KWAŚNIEWSKIEGO - KOLEJNA AFERA SLD?
"CZY JOLANTA KWAŚNIEWSKA  MA SZANSE  ZOSTAĆ PREZYDENTEM RZECZPOSPOLITEJ???"
czy jej fundacja "pierze pieniądze?" ,
- został tylko krzyż narodu polskiego? - Judaizm, czyli "Jak rozpoznać Żyda" i  Jedwabne tylko dla Żydów?    
TAJNE - JAWNE TAJEMNICE PAŃSTWOWE? - raport o działalności pułkownika Władimira Ałganowa z KGB w sprawach: Prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego, Premiera Józefa Oleksego i Leszka Millera, szefa MSWiA oraz Ministra Spraw Zagranicznych Włodzimierza Cimoszewicza, Ministra Skarbu Wiesława Kaczmarka, oraz biznesmena Jana Kulczyka.
  witryna OBYWATELSKIE NIEPOSŁUSZEŃSTWO 

tym samym dochodzimy do setna sprawy, czy "Raportu o stanie sądownictwa polskiego"

Zapraszamy wszystkich sędziów, prokuratorów, adwokatów, polityków i resztę urzędniczego "badziewia" zamieszanego we wszelkie oszustwa do ogólnopolskiej "czarnej listy Raczkowskiego"... 
miłego towarzystwa wzajemnej  adoracji ...

www.aferyprawa.com - Niezależne Wydawnictwo Internetowe "AFERY - KORUPCJA - BEZPRAWIE" Ogólnopolskiego Ruchu Praw Obywatelskich 
i Walki z Korupcją.
prowadzi: (-)  ZDZISŁAW RACZKOWSKI.
Dziękuję za przysłane teksty opinie i informacje. 
    uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: Z.Raczkowski@aferyprawa.com 

WSZYSTKICH SĘDZIÓW INFORMUJĘ ŻE PROWADZENIE STRON PUBLICYSTYCZNYCH
JEST W ZGODZIE z  Art. 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ 
1 - Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 
2 - Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane.
ponadto Art. 31.3
Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądĽ dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.