Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
23 maja 2019
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

ZYGMUNT JAN PRUSIŃSKI DZIENNIK

 OJCIEC  KSIĘŻYCA  I  GWIAZD - Jan Paweł II WIELKI - Zygmunt  Jan  Prusiński 
      
Dziennik 
 
    Nie  skupię  się  tylko  na  sobie,  bo  nie  wypada.  
Fakt  jaskrawy,  przeżyłem  ten  tydzień  okropnie  i  rzeczowo.  Wszedłem  jakoby  w  okres  medytacji,  co  będzie  z  tym  światem  w  którym  żyję,  co  będzie  z  ludźmi  dobrymi  i  z  ludźmi  złymi,  co  będzie  z  wiarą,  z  religią,  i  na  koniec,  co będzie z  tą  ohydną  polityką  w  naszym  kraju.
 
    Przyznam,  iż  dla  mnie  Papież  Jan  Paweł  II  był  (ognistą  wiecznością). 
 Że  choć  trapiły  Go  choroby,  przezwycięży  je.  Więc  nie  regulowałem  mojego  codziennego  życia  na  żywo  z  Nim,  Ojcem  Świętym.  Nigdy  nie  pojechałem  tam,  gdzie  był,  z  pielgrzymką  w  Polsce.  Byłem  wygodny, włączyłem  odbiornik  telewizyjny,  i  miałem  jak  na  dłoni  te  całe  cudowne  uroczystości.  
Dzisiaj  On  jest  pokutnikiem,  a  ja  jako  grzesznik,  żałuję.  
To  żałowanie  jest  moją  karą  dośmiertną  -  a  nawet  i  po  śmierci!
 
    Piątek,  1  kwietnia  2005  roku,

  Damnica;  święto  poetów  ziemi  słupskiej,  święto  twórców  wiejskich  i  miejskich,  szereg  poukładanych  "cnót"...  w  kulturze.  W  holu  Pałacu  napotykam  się  na  Mirosława Kościeńskiego.  To  od  niego  dowiaduję  się  o  dramatycznej  sytuacji  Papieża.  Jakoś  zabrzmiało  to  niepoważnie  z  jego  ust.  To  znaczy  powiedział  prawdę,  tylko  ja  jakiś  w  roli  suchego  oportunisty  zadarłem  z  losem  najważniejszego  obywatela  świata.  Nie  chciałem  od  razu  w  to  uwierzyć.  Znajdując  czas,  jak  poeta  z  poetą  wypiliśmy  za  zdrowie  naszego  Papieża,  też  poety.  Nie  było  w  tym  nic  wulgarnego,  taka  jest  kolei  rzeczy,  bo  wsparliśmy  i  poetycko  też,  by  wrócił  do  nas  w dobrym  stanie  fizycznym. 

 
    Sobota,  2  kwietnia  2005  roku, 

 Ustka;  jestem  w  domu.  Niczego  się  nie  spodziewam,  bo  co  można  się  spodziewać  wieczorem  w  domu.  Byłem  w  dobrym  samopoczuciu.  Nagroda  za  cały  miniony  rok,  antologia: "Wiersze  jak  chabry  w  pszenicznym  łanie".  Wierzcie  mi,  pisanie  dobrych  wierszy  to  żaden  relaks,  to  ciężka  harówka... 

                                                                                                                                                 
 
     Ten  "ostatni  wieczór"  

-  nie  tylko  drogiego  nam  Papieża  Jana  Pawła  II,  ale  i  każdego  człowieka  na  globie  ziemskim,  było  jakoby  egzaminem  najważniejszego  przeżycia  w  dotychczasowym  życiu.  Ciężkie  chmury,  choć  ich  nie  było  widać  tego  wieczora,  bo  i  ciemność  w  Europie  głęboka,  to  była  ta  cisza  niespotykana  w  cywilizacji.  Polska  i  Polacy  milczeli,  tylko  Watykan  w  Rzymie  był  w  tym  czasie  centralną komunikacją,  czy  w  swoim  pokoju  papieskim schorowany  Ojciec Święty  przeżyje,  przezwycięży  ten  kryzys.

 
     Mój  pilot  kanałowy  w  ręku,  zmieniał  co  chwilę  programy. Wiedziałem,  że  nic  się  nie  zmieni,  ( w  tej  prawdzie )  bo  każda  stacja  telewizyjna,  publiczna  i  prywatna  była  otwarta  jak  niebo.  Nawet  w  Polsacie Sport  nie  było  nic  o  sporcie,  tylko  panorama  Rzymu,  Plac  Świętego  Piotra  i  te  trzy  oświetlone  okna.  A  tam  za  tymi  oknami,  nasz  wielki  Rodak,  chyba  największy  -  i  najważniejsze  wydarzenie  od  Chrztu  Polski  za  Króla  Bolesława  Chrobrego!
 
     Minęła  godzina  21:37...  
Mijały  następne  minuty.  Nie  wiedzieliśmy,  my,  Polacy  i  cała  ludność  na  kontynentach,  że  Wielki  Papież  już  nie  żył.  Do  mnie  ta  ( czarna  chwila )  w  uszach  nastąpiła  o  godzinie  21:58.  Zaniemówiłem.  Zresztą  nic  nie  mówiłem,  bo  byłem  sam  w  moim  saloniku.  A  gdyby,  to  co  w  ogóle  mówić  z  kimś  o  tym,  co  trudno  nazwać.  Jak  nazwać  coś,  co  znika  dziwną  prędkością.  Powiem  tak;  
On  nie  powinien  nigdy  umrzeć...  
Taki  człowiek  nie  umiera!
 
     Jakaż  drapieżność  żalu  we  mnie  wstąpiła.  

Nie  należę  do  ludzi  z  kamienia -  jestem  niewolnikiem  wrażliwości.  
Gdybym  na  żywo spowiadał  się  Panu  Bogu,  ale  naprawdę  tak  w  oko  w  oko,  to  bym  powiedział,  że  żalu  mam  tyle  w  sobie,  bo  przecież  Karol  Wojtyła  to  najpierw  poeta  liryk  i,  w  tej  kolejności  gromadziłem  łzy  z  oczu. Papieżem  jest  dla  wszystkich,  poetą  tylko  dla  poetów  i  sympatyków  poezji.  A  zatem  dla  mnie  odszedł  Wielki Poeta,  z  napięciem  filozoficznej  głębi.  Zresztą,  taka  poezja  jest  mi  bliska,  bo  nie  jest  uzewnętrzniona.  Filozofia  to  tajemnica.  Wiara  jest  też  tajemnicą.  Tylko  religia  musi  być  otwarta,  bo  zaprasza  nowoprzybyłych   w  nasze ludzkie  istnienie.  A  Papież  potrafił  naturalnie  zachowywać  się  przyjaźnie  jak  dobry  pasterz.  To  był  pasterz.,  z  niewielu  współczesnych.  Tak  tylko  z  ludźmi  potrafił  jeno  lub  podobnie,  sam  Jezus  Chrystus.  Jak  jeden  nie  miał  armii  tak  i  drugi  to  samo. 
Bo  SŁOWO  jest  silniejsze  od  wojska.  Jak  ktoś  powiedział,  a  przekazał  Tomasz  Lis  w  swoim  watykańskim  programie  w  Rzymie:  "Cezar  miał  armię  i  przegrał.  Józef  Stalin  miał  armię  i  też  przegrał"...  
Nad  tym  trzeba  się  zastanowić,  dziś  i  za  sto  lat.

 
     Wieczór  zamienił  się  w  noc. 

 We  mnie  narastała  emocja  z  minuty  na  minutę.  Wiem,  byłem  pewny,  że  nie  wytrzymam.  Że  ogarnie  mnie  szaleństwo  zapisu,  że  będę  pisał.  Temperatura  nabierała  siły.  Polska  płacze.  Europa  płacze.  Świat  płacze.  2  kwietnia  2005  roku,  i  ta  tragiczna  nowina...  Zaczynam  wchodzić  w  element  iskrzenia  i  piszę  po  godzinie  23:00  wiersz  pt.  To  "Amen"  z  Twoich  ust.  W  niedługim  czasie  ( wiry  i  prądy )  jak  rzeka  życia  wyrzuca  -  ze  mnie  -  następny  wiersz,  jakże  w  symbolice  ważny:  Godzina  21:37.    Wzbogacam  słowami  Jana  Pawła  II,  jako  motto: "Cierpienie  i  śmierć,  bez  tego  nie  można  niczego  wyjaśnić".  

 
     Choć  noc  trwała,  nikomu  nie  było  spieszno  iść  spać.  Nawet  nie  wypadało...  To  ON,  najważniejszy  Człowiek  Świata,  Wielki  i  Święty  przeszedł  właśnie  ( tę  granicę  wieczności )...  Niech  nam  świeci  nadal  mądrym  światłem.
Niedziela,  3  kwietnia  2005  roku. 
 Zastanawiam  się  nad  śmiercią  człowieka.  Jaki  jest  kruchy  i  słaby...  Człowiek  nosi  w  sobie  "zegar".,  od  urodzenia  jest  w  nim  takim  automatycznym  wcieleniem  -  niezauważalnym.  Można  by  przypuszczać,  że  to serce,  i  zapewne  tak.  Ale  są  ważne  i  inne  organy.  Człowiek  jest  więc...  zegarem!
 
     Śmierć  upiększa  Naród.  W  przypadku  Jana  Pawła  II  jest  to  faktem  niezaprzeczalnym. Przeżywam  w  swoim  życiu  dwa  podobne  -  sobie  -  wydarzenia.  Rok  1980,  kiedy  to  nagle (polski  świat  otworzył  się)  przeciwko  totalitarnemu  systemowi,  jakim  był  "zbrodniczy" komunizm.  Miałem  wówczas  32  lata.  "Solidarność"  -  cywilny  opór,  stawał  się  betonem. Stanął  twarzą  naprzeciwko,  bez  broni  sowiecko-rosyjskiemu  okupantowi.  I  drugie  wydarzenie,  to  ten  "Wielki  Tydzień",  tydzień  żałobny  i  pożegnalny,  tydzień  "Pojednania", pojednania  się  narodu  -  dotąd  -  skłóconego  przez  wszelkie  ośrodki  życia  społecznego. Nie  wiem  na czym  to  polega,  żeby  tak "zdewastowany"  cywilizacyjnie  naród  polski  nie dążył  do  pogody  ducha  i  pokoju,  li  tylko  między  sobą.  -  Wrogowie  umieją  to  docenić. Wrogowie  umieją  to  wykorzystać,  politycznie  i  grabieżczo.  Bo  nie  mogę  zrozumieć,  dlaczego  "chwasty"  pielęgnujemy  -  choć  taka  roślina,  choćby  oset  ładnie  wygląda  w  
wazonie.  Ale  tu  chodzi  mi  o  chwasty  zła  w  ludziach,  o  dążeniu  w  innym,  przeciwnym  kierunku;  o  dążeniu  w  obronie  własnej  ojczyzny.  Polska  nie  może  cierpieć  przez  synów  i  córki,  którzy  odwracają  się  plecami  od  problemów  politycznych,  gospodarczych  i ekonomicznych.  Byt  Państwa,  to  byt  Narodu.
 
     Niedziela,  w  moim  saloniku  nic  mnie  nie  obchodzi.  

Pierwszy  raz  przywarłem  do  ekranu  telewizora.  Rzym,  a  w  nim  jego  serce  Watykan  był  dla  mnie  Ogrodem  Smutku. Tam,  w  środku  nie  tyle  Papież  Jan  Paweł  II,  co  kolega,  tak  kolega  po  piórze  Karol Józef  Wojtyła.  On,  poeta  zgasły  tylko  ciałem  -  bo  Duch  Jego  był  przy  mnie  i  do  końca moich  dni  zawsze  będzie.  Poeta  kłania  się  poecie.  Piszę  wiersz  "Dekalog  w  poezji".  Jakoś dotrwałem  do  końca.  Po  kilku  godzinach,  znowu  mnie  bierze  świat  ukrytego  liryzmu...  Nadaję  tytuł  "Krople  deszczu  pod  naszymi  oczami".  I  tu  są  trudy,  jakbym  szedł  pod  górę  wielkiej  otoki  światła.  A  jednak  nie  mogę,  nie  mogę  związać delikatnie  słów  w  całość. Zostało  tylko  tyle: Chcę  być  serdeczny  wedle  Twoich  modlitw,  /  ale  dławi  mnie  strach,  jaka będzie  Polska?  /  Moje  burze  w  sercu  i  w  strumieniu  -  i  tak  zostało,  i  nie  wiem  czy  do  tego  wiersza  wrócę  i  go  dokończę.  Tak,  "Moje  burze  w  sercu  i  w  strumieniu"  kołaczą  się  z  Twoim  życiem  tuż  obok,  a  teraz  i  ze  śmiercią  o  której  wiem,  że  nie  napiszesz  już  na  ziemi  żadnego  wiersza.  I  to  dla  mnie  jest  stratą  wiecznego  dłużnika,  tak,  jako  czytelnika,  że  nie  będę  miał  w  swoich  rękach  tomiku  poezji  i  tak  bogatego  "Ogrodu  Filozofii",  Twojej  szlachetnej  filozofii.

Poniedziałek:  4  kwietnia  2005  roku.
To  nie  jest  tak,  że  umierać  mają  wszyscy.  Rzeczpospolita  nie  miała  dotąd  papieża,  a  przecież  kościół  dotrwał  pogody i  niepogody,  wojny,  okupacje  i  totalitarne  systemy.  Kościół  polski,  to  najstarsza  instytucja,  a  dziś  mają  czelność  dyktowania,  co  kościół  może...  Zatem  nasz  Papież  Jan  Paweł  II  nie  powinien  skończyć  śmiercią.  Powinien  być  nie  tylko  wiecznością  Ducha,  ale  i  Ciała.
 
     Dziwne  ale  pozytywne  to  zjawisko,  jakbym  duchowo  komunikował  się  z  Nim  za  życia.  Chyba  we  wrześniu  2004  roku  napisałem  szkic  literacki  "Dwa  głosy  z  książki".  Dopiero  pod  koniec  marca  2005 ten  tekst  został  opublikowany   w  dodatku  literackim  "Wsi  tworzącej"  do  "Powiatu  Słupskiego",  w opóżnionym  wydaniu  /nr 1 - 2/.  Wyglądało  to  tak,  jakbym  tym  tekstem  żegnał  się  z  poetą  Karolem  Wojtyłą. Akurat  jesteśmy  w  jednej  książce,  w  Antologi  Współczesnej  Poezji  Polskiej  pt.  "Dojrzewanie  w  miłości".  Książka  ta  ukazała  się  w  Promocyjnej  Serii  Wydawniczej  "MiGG"  w  Radomiu  w  czerwcu  2000  roku,  pod  redakcją  Jadwigi  Góżdż.  Karol  Wojtyła  ma  zamieszczone  tam  cztery  wiersze:  "Do  polskiej  sosny",  "Wybrzeża  pełne  ciszy",  "Dzieci"  i  "Rozpoczyna  się  rozmowa  z  Bogiem".  Z  tego  ostatniego  wiersza  chcę  podać  dwa  końcowe  fragmenty:
                                                 *     *     *
Ojczyzna  -  kiedy   myślę  -  wówczas  wyrażam  siebie  i  zakorzeniam,
mówi  mi  o  tym  sercu,  jakby  ukryta  granica,  która  ze  mnie  przebiega        
ku  innym, aby  wszystkich  ogarniać  w  przeszłość  dawniejszą  niż  każdy  z  nas:
z  niej  się  wyłaniam...  gdy  myślę  Ojczyzna  -  by  zamknąć  ją  w  sobie  jak  skarb.
Pytam  wciąż,  jak  go  pomnożyć,  jak  poszerzyć  tę  przestrzeń,  którą  wypełnia. 
 
                                                 *     *     *
 Ziemia  trudnej  jedności.  Ziemia  ludzi  szukających  własnych  dróg.
 Ziemia  długiego  podziału  pośród  książąt  jednego  rodu.
 Ziemia  poddana  wolności  każdego  względem  wszystkich.
 Ziemia  na  koniec  rozdarta  przez  ciąg  prawie  sześciu  pokoleń,
 rozdarta  na  mapach  świata!  a  jakżeż  w  losach  swych  synów!
 Ziemia  poprzez  rozdarcie  zjednoczona  w  sercach  Polaków  jak  żadna.
 
    
    Już  z  tych  opisów  można  wnioskować  doszczętnie,  co  znaczyła  dla  poety  Karola  Wojtyły  "Ojczyzna" i  "Ziemia".  Ile  uczuć  w  Nim  było,  jako  oddany  Syn  tej  Ziemi  i  tej  Ojczyzny.  I  choć  świat  był  dla Niego  otworem,  i  prawie  u  stóp  jako  namiestnika  kościoła  i  religii  rzymsko-katolickiej  w  Pałacu  Apostolskim  w  Watykanie,  to  tego  ( p a t r i o t y z m u )  nie  wyrzekł  się  nigdy  do  Polski  i  Narodu! Pisze  poeta:  "Ojczyzna  -  (...)  zamknąć  ją  w  sobie  jak  skarb".  Gdy  widzę  od  11  lat  powrotu  z  Austrii  do  Polski,  jak  jest  z  tego  (SKARBCA!)  okradana,  to  tylko  karabiny  kupić  i  jak  onegdaj  patrioci  z  Armii  Krajowej  wymawiali  przed  egzekucją  dwa  złociste  słowa:  "W  imieniu  Narodu!"...
 
Wrócę  do  ostatniego  zapisu  w  części  IV,  że  w  antologii  "Dojrzewanie  w  miłości"  i  ja  jako  współautor  mam  umieszczone  cztery  wiersze:  "Motylowy  kwiat  miłości",  "Nocny  erotyk", "Trójwymiar  w  pejzażu  wyklętym"  i  "Czarny  ptak".  Redakcja  nadała  tym  moim  wierszom  motto:  "Wchodząc  w  ogród  tajemnic",  a  Karolowi  Wojtyle:  "Płoń  nie  za  blisko  nieba  i  nie  za  daleko".
 
    Może  zacznę  tę  moją  niewiadomą,  bo  nie  wiem  co  jeszcze  napiszę,  dwulinijkową  myśl  z  pierwszego  mojego  wiersza:  "Poeta  ma  swój  intymny  świat.  /  W  nim,  miłość  nie  tworzy  nienawiści".  I  tak  chcę  to  zachować,  bo  to  są  wyznania,  pewien  wybieg  intelektualny  po  utracie  wspaniałego  człowieka.  Taki  -  jak  Jan  Paweł  II,  rodzi  się  jeden  na  300  lat.  Z  drugiej  strony  to  mam  ukryte  swoje  pretensję  o  to,  że  Karol  Józef  Wojtyła  nie  powinien  był  być  papieżem  a  prezydentem...  Nowej  Rzeczpospolitej!  Bo  taki  silny  i  mądry  człowiek,  uczulony  i  doświadczony  w  niesprawiedliwości  społecznej  w  Polsce,  "porządek"  byłby  zrobił  prawidłowo,  tak  jak  życzyli  sobie  Polacy  po  zmianie
zbrodniczego  ustroju  komunistycznego. 
 
     Ten  tekst  od  początku  piszę  akurat  wtedy, 
 kiedy  okrzyknięto  na  Placu  Św.  Piotra  "Mamy  papieża!"  Prawdę  powiedziawszy,  nie  interesuje  mnie  kto  nim  został,  choć  wiem.  Ja  nie  umiem  odłożyć  na  półkę  zapomnienia  największej  straty  dla  Polski  i  Polaków.  Boję  się  tylko  by  nie  wyschła  we  mnie  emocjonalność  dotyku  tych  spraw  w  pobliżu  Jana  Pawła  II.  Nie  chcę  sztucznie  pisać.  To  ma  być  wilgotne  i  słoneczne.  Nowelka  tygodnia  dawno  zamieniła  się  w  esej.  Nie wiedziałem  że  do  takiej  ilości  dotrwam.  Tu  chodzi  o  "Wielki  Tydzień".  -  Z  przyjemnością  byłem  domowym  więżniem,  by  nie  stracić  żadnej  minuty.  Choć  papież  umarł,  to  dla  mnie  nadal  żył.  Trafnie  i  idealnie  pasuje  tu  cytat  z  filmu  "Hemingway  i  Callaghan":  "Rzadko  można  spotkać  Boga  śród  ludzi,  i  rzadko  człowieka  śród  Bogów". 
 
    W  tej  akurat  chwili  TVP  1  na  ekranie  włączył  zegar.  Zbliżała  się  ( godzina  świata ),  ta  jedna  i  przyjazna:  21:37.  Jakąś  ulgę  doznałem.  Jaki  to  wyrazisty  okaz  pamięci.  W  PRL-u  takich  wyrazistych  odczuć  nie  byłoby  na  ekranie  telewizji.  Wtedy  ważniejszy  był  cham  -  sekretarz  PZPR;  czerwone  bożki  prowincji...  Ale  wracam   do  szlachetnego  ogrodu,  gdzie  piszę  wiersze  dla  Ciebie,  tylko  dla  Ciebie:  "Głosu  Twego  zabrakło",  "Tę  pustkę  zamienię  w  poezję",  "Byłeś  taki  boski".  Reaguję  mój  Przyjacielu,  choć  nigdy  nie  usiedliśmy  przy  stole,  nie  mieliśmy  okazji  porozmawiać  o  poezji,  o  ważnych  dla  serc  żródeł  doznań  prawdy. 
Ty  spoczywasz  na  katafalku,  
nie-zimny  jak  przybiera  tylko  taką  temperaturę  ciało.  -  Czy  "O"  stopni,  czy  poniżej  zera?  Tego  nigdy  nie  będę  wiedział  -  nawet,  jeśli  i  ja  zamienię  się  ( z  człowieka  w  trupa ).  -  Jak  wtedy  nazwać:  "naturę  martwą"?  Organizm  wystygł. Jego "organy"  od  stóp  do  mózgu  przestały  "grać"...  Człowiek,  jego  budowa,  to  niczym  za  życia  orkiestra...  Dyrygentem  w  życiu  człowieka  jest  sam  Pan  Bóg,  a  ta  ludzka  istota  na  ziemi  posługuje  się  niewidocznymi  nutkami.  To  są  biologiczne  dźwięki,  niesłyszalne  dla  słuchu  ludzkiego.  Choć  wielu  -  za  życia  -  nie  słucha  i  tych  wskazań.  Człowiek,  pojedynczy  w  swej  budowie  zewnętrznej i  autonomii  wewnętrznej  chce  górować  nawet  nad  liściem  akacji,  nad  trawą,  nad  motylem  i  muchą.  Chce  nad  czymś,  a  często  i  nad  kimś  górować,  władać  swoją  pospolitością  -  być  "władzą".  Chyba  to  są  instynkty  zła.  Człowiek  sam  w  sobie  jest  kruchy  za  życia,  ale  nie  chce  do  siebie  tego  przyjąć.  Namiętności  są  wielkie.  Najczęściej,  nie  ma  podania  ręki  drugiej  osobie,  nie  ma  uśmiechu  szczerego,  choćby  dla  tej  trawy  i  akacji.  Dopiero  jak  się  zbliża  "śmierć",  analizuje  swoją  totalną  bezsensowność  swoich  narodzin,  swojego  pędu  za  życia  w niedoskonałości.  Już  w  czasie  teraźniejszym  chciałby  naprawić,  ale  jest  bezsilny  i  sztuczny.  To  w  czasie  przeszłym  trzeba  naprawić,  kiedy  wszystkie  organy  grają.
 
    ( Tylko  nieliczni  zasługują  na  tę  nagrodę  do  wrót  wieczności  Pana  Boga. 

 I  Ty  mój  Wielki  Mistrzu,  reprezentujący  "Człowieczeństwo",  zostałeś  tam  zaproszony ).

 
     W  tej  chwili,  czytający  

-  gdyby  czytał,  już  nie  Nowelkę  Tygodnia  a  Esej  Tygodnia,  który  rozpocząłem  jakoby  symbolicznie  od  1  kwietnia  2005  roku,  pod  głównym  tytułem:  "Ojciec  księżyca  i  gwiazd",  nie  zrozumiałby  ( tych  dwóch  czasów ),  dwie  jednocześnie  inne  daty,  bo kończąc  każdą  część  podaję  datę  zapisu  aktualnego  dnia.  Mało  tego,  Wielki  Tydzień  zmuszony  będę  zmienić  na  Nowelę  Miesiąca.  Bo  to  moje  pisanie  wciąż  płynie,  wypływa  ze  mnie  wszystkimi  sokami...  Pisanie  zawsze  musi  być  "wilgotne"  i  "soczyste".  Jak  często mawiałem:  "Poezja  ma  mieć  mięso"...  Dziś  zamieniłbym  to  w  znaczeniu  takim:  Poezja  ma  mieć krew  i  ciało.

 
     Zajrzałem  do  mojej  skrzyni.  Wydobyłem  z  niego  dwa  nowe  wiersze:  "Wczoraj  bez  jutra"  i "Płacz  jest  ukojeniem".  Ale  znalazł  mi  się  wiersz  jako  pierwszy  zapisany,  bo  3  kwietnia.  Tytuł:  "Wiersz  pisany  w kościele".  Z  dozą  dokładnej  trafności,  jeśli  chodzi  o  motto  w  tym  wierszu.  To mi  tak  wyszło,  cytuję: "NIE  MA  INNEJ  PRAWDY  OD  TWOJEJ  PRAWDY!"
 
     Mistrzu!  Nigdy  w  kościele  nie  pisałem.  Nigdy!  Pobiegłem  jak  na  skrzydłach  na  wieczorną  mszę, trochę  było  wcześnie,  usiadłem  akurat  po  lewej  stronie  bo  powód  był  taki,  że  Twój  portret  przy  małym  ołtarzyku  był  Etosem  Miłości  -  którego  zapragnąłem,  jak  człowiek  samotny  człowieka...  Przyglądając  się  Twoim  rysom,  "malowałem  słowem".  Starałem  się  poważnie  opowiedzieć  prawdę naszą  wspólną,  dlaczego  POEZJA  potrafi  zniewalać,  dlaczego  "to"  muszę  czynić.,  choć  nikt  mnie  do  tego  nie  zmusza.  -  Czyżby  to  był  ukryty  Anioł,  który  nakazuje  nielicznym  życie  poświęcić  tak  niewdzięcznym  zakusom?  -  Ty  masz  spokój,  ja  dalej  dżwigam  te  kamienie  nielekkie  zaznaczam,
na  sercu. 
W  trakcie  Żałoby,  całkowicie  oderwałem  się  od  życia  prywatnego.  

Nie zważałem  i  na  to,  że  przyszło  pismo  sądowe  z  7-dniowym  terminem  z  Gdańska.  Sąd  Okręgowy  zażartował  sobie,  bo  zażyczył  od  nędzarza  6,600  złotych  w  ramach  tak  zwanego  zabezpieczenia;  wpisowe.  Nawet  nie  drgnąłem.  Rzuciłem  w  kąt  (ten  "bazar"  sądowy),  kopertę.  Moje  serce  i  oczy  związane  były  z  Watykanem.  Tam  mój  Papież ,  ostatnie  godziny  na  katafalku,  jakby  tylko  poszedł  spać.  Może  wstanie.,  i  takie  przechodziły  we  mnie  myśli...  Moje  pisanie  też  nie  było  płynne.  Piszę wiersz  VII  pt. "Poznawanie  uczuć...".  To  nie  zrywanie  jabłek  z  dzikiego  zaniedbanego  sadu.  Chce  się  dobre  rzeczy  pisać  a  jednak.  Ale  początek  jest  prowokujący:  "Nie  znałem  Jezusa  Chrystusa,  /  znam  go  tylko  z  Biblii,  /  z  treści  słów  kronikarza.  /  Jana  Pawła  II  znam  z  życia;  /  żył

w  mojej  epoce  XX  wieku,  /  w  zbrodniczym  komunizmie,  /  do  tej  pory  nie  osądzonym,  /  bo  taki  jest  sprawiedliwy  świat..."  ...I  zabrakło  inwencji,  trybu  "doszycia"  reszty,  bo  tak  planowałem  jeszcze  dopisać:  "Papież  w  drewnianych  butach,  /  poznał  faszyzm  pod  kolbami  faryzeuszy".  Szczęśliwie  za  to  skończyłem  dwa  wiersze:  "Wczoraj... bez  jutra"  i  "Płacz  jest  ukojeniem".  Oczywiście  starałem  się  wyrzucić  z  siebie  wiele  uczuć,  które  nawarstwiły  się  szybko.  Wiem,  że  ile  jest  poetów  w  Polsce  tyle  wierszy  dla  Papieża  dedykowanych.  A  może  i  ateiści  napisali,  i  wrogowie  też,  może  i  wszyscy  żyjący  w  tym  czasie.  Tak,  że  nie  jestem  oryginalny  w  tym  co  robię.
 
   Jutro  piątek.  

Ostatnie  Pożegnanie.  Największy  Pogrzeb  Świata.  
Tego  jeszcze  nie  było  na  kuli  ziemskiej.  Kilkanaście  czy  kilkadziesiąt  miliardów  ludzi  umarło,  to  jednak  On,  Wielki Polak,  Wielki  Słowianin  był  "magnezem"  przyciągania  za  życia  i  po  śmierci. 
 -  Tego  nie  czyni  się  na  ładne  oczy...  
On  sobie  zasłużył  swoją  ciężką  pracą,  ale  i  nie  dlatego  że  był  Janem  Pawłem,  a  właśnie  Karolem  Wojtyłą. 

 
    Jutro  mam  uroczystość  rodzinną,  Brygida  kończy  43  lata. 
 Będą  tylko  życzenia,  krótki  pocałunek  i,  powrót  do  czegoś  bliskiego  a  zarazem  przygotowanie  do  czegoś  obcego.  Odejdzie  z  moich  oczu,  na  zawsze,  Człowiek  -  Papież,  dwa  razy  w  życiu  na  żywo  oglądany  z  dwóch  -  trzech  metrów.  To  było  w  czasie  mojej  politycznej  emigracji  w  Austrii,  w  latach  1981  -  1994.  Papież  Jan  Paweł  II  odwiedził  Wiedeń  w  1983  roku  na  Placu  Karla:  "Karlsplatz"  i  na  "Kalembergu", tam  na  wzgórzu,  gdzie  nasz  król  Polski  Jan  III  Sobieski  zatrzymał  i  pokonał  hordę  turecką.   Stoi  tam  na  tej  górze  mały  polski  kościółek.  Drugim  razem  było  to  w  roku  1988  w  Mathausen,  w Koncentracyjnym  Obozie  Śmierci.  Akurat  byłem  wówczas  wiedeńskim  korespondentem  dla  "Orła  Białego"  w  Londynie.  Redaktor  Edward  Chudzyński  zaproponował  mi  bym  zrobił  z  tego  reportaż podparty  materiałami  fotograficznymi.  
Wtedy  Papieża  miałem  tak  blisko,  nie  żałowałem  filmów...  
 
    Po  "Schodach  Śmierci"  
zszedłem  na  sam  dół,  w  głęboką  dolinę,  gdzie  onegdaj  była  w  tym  miejscu  skalna  góra.  Góry  nie  ma,  jest  dolina.  Obszedłem  ją  dookoła,  czułem  czyjeś  oczy,  czułem  jakiś  cień przeszłości  z  tamtych  okrutnych  lat.  Chyba  i  coś  zapisałem  wierszem,  notowałem  światłem  i  dźwiękiem.  A  te  schody  z  góry,  patrzyły  na  mnie... 
Gdy  wracałem  po  tych  kamiennych  schodach  wyobrażałem ,  ile stóp  przeszło  tędy,  by  przeżyć  każdą  śmierć  tuż  obok  zwalających   się  każdego  dnia  słabnących  niewolników  kacetu.  Kamień  i  człowiek.  Kamień  miał  twarde  serce.  Człowiek  zwalczał  go  gołymi  rękoma.  A  przed  nim  dwieście  schodów.  -  Bez  jakikolwiek  najmniejszego  kamienia,  było  mi  trudno  wejść  z  powrotem.
 
     Papież  Jan  Paweł  II  dawno  odleciał  helikopterem.  
Mógłbym  po  tylu  latach  za  nim  powiedzieć,  z  mojego  niedokończonego  wiersza:  "Papież  w  drewnianych  butach,  poznał  faszyzm  faryzeuszy".  
 
Koniec
Głosu  Twego  zabrakło
          wiersz  VI
 
Wędrowcze,
gdzie  Twój  skalny  głos?
 
Tatry  odziane  żałobą  -
jedynie  gdzieniegdzie
prowokuje  echo.
 
Błądzę  w  obrazach  ukrytych,
spowity  ze  struną  strumienia
nad  częścią  i  Twego  spojrzenia
i  miłości  do  kamienia...
 
Wędrowcze,
z  liści  klonu  i  dębu!
Wszak  jesteś  nagrodzony
modlitwą  z  polskiego  korzenia.
 
Gdy  usłyszę  ponownie
głos  Twój  narodzony  -
umrę  tylko  w  tych  dłoniach.
 
 
5  kwietnia  2005
Ustka

...te i kolejne wiersze poświęcone WIELKIEMU POLSKIEMU PAPIEŻOWI W ROCZNICĘ JEGO ŚMIERCI. 
Zygmunt Jan Prusiński

Zygmunt Jan Prusiński... tak trochę z jego twórczości żyjącej niespokojną codziennością...

Zygmunt Jan Prusiński... jest taki patriotyczny, nieustraszony, walczący poeta...

...i odszedł do lepszego świata Karol Wojtyła - Jan Paweł II WIELKI

Niezależne Czasopismo Internetowe 
Stowarzyszenie Ochrony Praw Obywatelskich 
 (-)  ZDZISŁAW RACZKOWSKI
Dziękuję za przysłane teksty opinie i informacje. 
www.aferyprawa.com  

    uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: Z.Raczkowski@aferyprawa.com 

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.