Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
6 sierpnia 2020
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

Media w Polsce i na świecie - wrześniowy cykl krytyczno-informacyjny Mirosława Nalezińskiego

www.mirnal.neostrada.pl

Do RPO - zły kierunek
RPO zaskarżył to Trybunału Konstytucyjnego przepis Prawa prasowego, który nie daje możliwości odwołania się do sądu od decyzji prokuratury co do ujawniania w mediach danych i wizerunku osób, przeciwko którym toczy się postępowanie. RPO zarzuca przepisowi zbyt dużą uznaniowość dla prokuratury.
Niestety, działalność Rzecznika w tej problematyce idzie całkiem w złą stronę! Zamiast zarzucać uznaniowość prokuratury (co jest prawdą, wszak jeśli przyznajemy komuś prawo uznaniowe, to jest oczywiste, że będziemy mieli przykłady na dowolność - przecież wszelkie przydziały, promesy, nagrody w dowolnych dziedzinach są obciążone ryzykiem uznaniowości), należałoby po prostu iść najuczciwszą drogą - zlikwidować ochronę danych osobowych wszystkich przestępców a nawet podejrzanych!
Większość cywilizowanych państw nie ma takiej ochrony! Wystarczy sobie przypomnieć aferę austriackiego pedofila Fritzla, aby zauważyć, że jego dane były nam znane nazajutrz po aresztowaniu, czyli na długo przed zapadnięciem wyroku. U nas jest to niemożliwe, bowiem prawo podejrzanego (nawet o dobrze udokumentowanej przestępczej przeszłości) jest ważniejsze od dobra skrzywdzonych ofiar i od dobra potencjalnych ofiar, których ani zdrowie, ani życie dla polskiego prawa nie przedstawia zbyt dużej wartości. A co z odstraszaniem przestępców? Przecież zamieszczanie danych osobowych jest dolegliwością, którą przyszli szubrawcy zawsze biorą pod uwagę - im więcej danych o nich, tym mniej przestępców!
"Istota tego problemu sprowadza się do braku sądowej kontroli takich rozstrzygnięć, pomimo że w sposób bezpośredni dotyczą one sfery chronionego konstytucyjnie prawa do życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia" - czytamy w uzasadnieniu wniosku RPO.
Jakiego i czyjego dobrego imienia? Umówmy się, że obywatel schodząc na drogę przestępstwa dobrowolnie rezygnuje ze swojego dobrego imienia. Jeśli okazałoby się, że aresztowano go niesłusznie, to należałoby publicznie ten fakt obwieścić światu, przeprosić go i ewentualnie wypłacić stosowne odszkodowanie. Każdy Polak, kiedy odbiera dowód osobisty, powinien podpisać oświadczenie, że został zapoznany z dolegliwością polegającą na upublicznieniu jego wizerunku i danych osobowych w przypadku uzyskania statusu podejrzanego lub poszukiwanego. W szkołach należy przeznaczyć kilkanaście godzin na uzmysłowienie młodzieży, że wszelkie przestępstwa będą karane z całą surowością prawa, ich dane będą publikowane i wstydzić się będzie cała rodzina, zaś straty materialne będą pokrywane przez ich opiekunów. Czy ktokolwiek to wyjaśnia młodzieży? Czy programy szkolne zawierają tego typu informacje i przestrogi?
"Przepis art. 13 ust. obowiązującego Prawa prasowego z 1984 r. mówi, że mediom nie wolno publikować danych osobowych i wizerunku osób, przeciwko którym toczy się postępowanie przygotowawcze lub sądowe. Mówi też, że właściwy prokurator lub sąd może zezwolić ze względu na ważny interes społeczny na ujawnienie takich danych".
O czym mowa?! Proszę zajrzeć na przykładowy amerykański portal dotyczący przestępców - http://www.pascosheriff.com/webapps/ims100r.pgm, na którym mamy kartotekę aresztowanych przestępców, a właściwie podejrzanych, bowiem ostatnie dane są sprzed kilku godzin, zatem dotyczą osób formalnie niewinnych, wszak jeszcze nieosądzonych! U nas dopiero po paru latach (po ostatecznym werdykcie) można publikować tego typu dane w mediach i to po uzyskaniu zgody w sądzie.
Panie Rzeczniku - niech Pan więcej czyni dobra dla ofiar, zaś mniej się przejmuje losem podejrzanych. Niech za Pana kadencji powstaną takie portale. Niech Pan również zlikwiduje niekonstytucyjny podział na osoby publiczne i niepubliczne, bowiem istnieje grupa osób, których dane są publikowane bez przeszkód i to z powodu drobnej przestępczości, a na drugim biegunie mamy grupę uprzywilejowaną, której dane są nieujawnialne, choć bywają tam oszuści, pedofile i mordercy, zaś ujawnienie ich danych pomogłoby w przeprowadzeniu szybszego, sprawniejszego, odpowiedniejszego i tańszego śledztwa, natomiast informacje o przestępcach jeszcze nieujętych znakomicie podniosłoby autentyczny poziom bezpieczeństwa w Polsce, jak również zwiększyłyby komfort bycia obywatelem RP.
29 sierpnia 2009 pewien młody kierowca doprowadził do zderzenia z innym autem, w którym zginęło trzech braci. Sprawca nie miał prawa jazdy (zdawał kilkakrotnie), znacznie przekroczył dopuszczalną prędkość w mieście, uciekł z miejsca wypadku nie udzielając pomocy ofiarom, złożył fałszywe zeznania (o rzekomej kradzieży swego auta) i był pod wpływem alkoholu! Właściwe organy odmawiają podania danych podejrzanego do publicznej wiadomości, choć wstrząśnięte społeczeństwo zna te informacje, a wszelkie próby ujawnienia w internetowych mediach kończą się "szlachetnym" przestrzeganiem prawa, czyli kasowaniem danych przez adminów.
Jeśli Panu istotnie zależy na sprawiedliwości i na walce o prawa obywatelskie, to niech Pan zajmie się raczej niezrozumiałym postępowaniem organów ścigania, które to w niektórych miastach publikują dane pijanych kierowców, zaś w innych miastach taka inicjatywa nie jest znana. Niech Pan oceni - jak to możliwe, aby w na obszarze państwa o jednolitym prawie, stosowano jakże różne formy postępowania zmierzające do walki z pijaństwem na drogach? Oczywiście, jak widać po Pańskich wysiłkach, to raczej Pan zajmie się, niestety, prawem pijanych kierowców do ochrony swoich danych, nie zaś prawem obywateli RP do posiadania informacji o przestępcach zagrażających ich zdrowiu i życiu.
Z czego to wynika, że cały cywilizowany świat idzie w kierunku ujawniania danych, zaś Polska (i może jeszcze parę dziwnych państw) utajnia możliwie długo takie informacje? Kto pierwszy wpadł na takie "szlachetne" podejście do przestępców? Przydałyby się jakieś nazwiska i daty, bowiem to jest kuriozalny i temidowy skandal!
Media mają przekazywać prawdziwe informacje społeczeństwu. Nie zawsze mamy dobre wieści do przekazania, zatem nie zawsze podawane są nazwiska w aspekcie noblowskich nagród, osiągnięć sportowych, czy wielkich wynalazków. Nasze życie bywa przaśne i mamy do czynienia z informacjami negatywnymi, w tym tragicznymi, również o przestępcach. Dlaczego media mogą podawać nazwiska w ujęciu pozytywnym, zaś nie mogą w ujęciu negatywnym? Przecież w życiu jest jak w księgowości - są plusy i minusy. Może zatem zakaże Pan publikowania liczb ujemnych, bo są zbyt negatywne i godzą w godność rozmaitych osób?
Dziennikarz ma obowiązek informowania społeczeństwa o wszystkich problemach. Jeśli za zbrodnią, oszustwem, pedofilią stoją konkretne nazwiska, to społeczeństwo ma prawo do tej wiedzy, zaś media mają obowiązek informowania także w nieprzyjemnych sprawach. Na tym polega bezstronne dziennikarstwo. Jeśli komuś udowodnimy nieuczciwość dziennikarską, to są odpowiednie narzędzia do walki z takim zjawiskiem.
Niech Pan zwróci uwagę na hipokryzję naszego prawa oraz mediów, które podają dane podejrzanych i przestępców zagranicznych (nazwisko i wizerunek nijakiego Fritzla był nam znany tuż po aresztowaniu). Podawane są także pełne dane Polaków popełniających przestępstwa poza Polską. Całkowicie nie są zrozumiałe procedury, które umożliwiają publikowanie danych wybranych osób, zatajanie innych i to pod obowiązującą Konstytucją 1997, która (czyżby?) umożliwia rozmaite podejście do osób w zależności od ich zameldowania, obywatelstwa, stopnia publicznej znajomości... Czy rzeczywiście o to chodziło twórcom Konstytucji RP?
Mamy do czynienia z komicznym efektem interpretacji dziwacznego polskiego prawa - otóż można podawać, że zarzuty postawiono Janowi K., który jest synem ministra Kowalskiego... O, choćby podano pełne dane dziewczyny będącej ofiarą swego ojca pedofila, przy czym podano jedynie imię i pierwszą literę zboczeńca. Pierwsza litera B (w obu przypadkach) ujawniała dane przestępcy, ale wszyscy (w tym zapewne Rzecznik dr Janusz Kochanowski oraz inni wielkoduszni obrońcy danych osobowych wyrzutków społeczeństwa) byli usatysfakcjonowani, choć takie idiotyzmy to chyba tylko są w Polsce! Nieuczciwe wobec innych narodów jest ukuwanie tytyłów typu "Ujęto polskiego Fritzla", bowiem tacy na przykład Austriacy mogą jedynie napisać "Mamy autriackiego B.".
Innym dowodem na dewiację naszego prawa jest i to, że polskie media podają jedynie inicjały, zaś zagraniczne portale podają pełne dane naszych łotrów - częstokroć wystarczy w innym języku podać charakterystyczne słowa i uzyskać wszystkie dane skrzętnie ukrywane w Polsce. Kabaret ma się dobrze także po upadku komuny!
Żenujący jest brak odwagi naszych mediów - nie jest znany przypadek (nie licząc jakichś osobistych pyskówek i porachunków dziennikarza), kiedy to odważny potomek naszych rycerzy (lub powstańców warszawskich albo stoczniowców Wybrzeża) podał pełne dane domniemanego lub prawdziwego sprawcy i został ukarany. Nawet nie wiadomo, w jaki sposób Temida to sobie wyobraża - utrata pracy, dotkliwa kara finansowa? Jako syn odważnego narodu, ciągle czekam na pierwszego bohatera takiej sprawy, szkoda że bezskutecznie...
Przykłady niesprawiedliwego (niekonstytucyjnego) podejścia do podejrzanych mamy niemal codziennie. Oto 13 września media donoszą -
"Zatrzymano w Ostródzie 50-letniego mężczyznę, który przyznał się do zamordowania 25-letniego sąsiada. Zmasakrowane zwłoki ofiary w sobotę odnalazł wędkarz. Zatrzymany mężczyzna przyznał się do winy i wyjaśnił, jak doszło do zabójstwa - ofiara i sprawca, mieszkańcy jednego osiedla, wdali się w sprzeczkę. Obaj byli pod wpływem alkoholu. Sprawca twierdzi, że okładał ofiarę drewnianym kołkiem. Bił po plecach i po brzuchu tak, że ofierze pękła wątroba - to było raną śmiertelną. Następnie sprawca zadał ciosy nożem w głowę. Na koniec zmasakrowane zwłoki zostały wrzucone do jeziora, w którym odnalazł je wędkarz. Śledczy przyznali, że tak brutalnego zabójstwa od lat nie notowano w tej okolicy".
I przykład zza oceanu (z tego samego dnia) -
"Szok w Pensylwanii: zgwałcił mężczyznę na wózku. Policja w USA aresztowała w przytułku dla bezdomnych 54-latniego Briana Parksa, który dokonał przestępstwa, które amerykańskie media zgodnie nazywają 'odrażającym'. Przykuty do wózka mężczyzna przebywał w łazience dla inwalidów w centrum handlowym. Parks, znany policji z powodu także innych wykroczeń, zamknął się z nim w łazience i zgwałcił go".
Czy widzi Pan różnicę w traktowaniu obywateli w zależności od geografii? Nie czuje Pan dyskomfortu prawnego? Nazwiska Polaka nie podano, choć przyznał się, zaś dane Amerykanina ujawniono, choć popełnił przestępstwo cokolwiek niższej rangi i to na drugim końcu świata oraz nie wyraził zgody na publikację swoich danych. Jak Pan sądzi - czy dane Amerykanina są dla nas ważniejsze od danych rodaka - tu i teraz? Ujawnienie czyich danych zwiększyłoby poziom naszego bezpieczeństwa i ułatwiłoby śledztwo? Czyżby tych amerykańskich?
Na pewnym amerykańskim filmie, występne dziewczę pyta swego adwokata, czy w mediach zostaną ujawnione jej dane, zaś on ją informuje - nie, ponieważ jest niepełnoletnia. Niech to będzie dla Pana wskazówką podczas rozpatrywania zakresu udzielania przez polskie media informacji dotyczących podejrzanych, poszukiwanych i osądzonych osób. Niech Pan nie rozważa dowolności ujawniania danych, ale niech Pan dąży do likwidacji bezsensownych przepisów przesadnie dbających o dobro podejrzanych i przestępców oraz niech Pan zajmie się prawem społeczeństwa do posiadania możliwie szerokich informacji na temat konkretnych podejrzanych i przestępców: kiedy ich aresztowano i za co oraz okresy przebywania na przepustkach i datę wyjścia z więzienia.
Jeśli Pan tego nie dokona podczas swojej kadencji, to nadzieją społeczeństwa polskiego będzie kolejny RPO, który zajmie się poważnym traktowaniem bezpieczeństwa obywateli RP oraz nie będzie zajmował się mało istotnymi działaniami i to nie na korzyść społeczeństwa.
PS Informacja sprzed chwili (14 września) -
"Policjanci z Zambrowa musieli użyć broni, aby zatrzymać po pościgu i obezwładnić 26-letniego kierowcę poloneza. Jak się okazało, mężczyzna był pijany (w wydychanym powietrzu miał 2,6 promila alkoholu), a ponadto miał także sądowy zakaz prowadzenia pojazdów właśnie za jazdę pod wpływem alkoholu".
Nie sądzi Pan, że ów obywatel powinien mieć ujawnione dane podczas poprzedniej jazdy po pijanemu, zaś w powyższej notatce bezwzględnie powinny pojawić się jego dane? Bez czekania na zgodę sądu - po prostu na odpowiedzialność rozumnych policjantów. No i może Pan swój cenny czas i wrodzoną uczciwość poświęci raczej na opracowanie spójnej a sprawiedliwej procedury dotyczącej dotkliwej finansowej kary oraz sposobu uniemożliwiającego (lub choćby znacznie utrudniającego) kierowanie pojazdem przez pijaną osobę, w szczególności ujętą już wcześniej na takim przestępstwie.

Czy głaskanie jest dobrym pomysłem?

Dzisiejsza "Gazeta Wyborcza" opisuje 16-letnią pannę, która w centrum handlowym wybrała sobie ubranek za 670 zł i nie uiściła należności w zręcznie ominiętej kasie. Kilka tygodni wcześniej zatrzymano ją za podobną kradzież (także ponad 600 zł). O losie złodziejki zadecyduje sąd dla nieletnich.
Obok nadmieniono o 17-letnim kawalerze, który w wakacje ukradł dwa skutery warte ponad 2 tys. zł, które policjanci znaleźli na parkingu przed domem złodzieja.
Co pewien czas media podają, że drobni i nieletni złodzieje są wyłapywani, przy czym wielu kradnie przedmioty o wartości poniżej 200 zł, co - dzięki ustawodawcy - nie upoważnia stróżów prawa do stosowania poważniejszych kar (znikoma szkodliwość czynu).
Wczoraj NIK przedstawiła raport na temat poprawczaków. Oszacowano koszty utrzymania naszych milusińskich na 8 tys. zł miesięcznie (średnio od zbłąkanej każdej osóbki), przy czym w Nowem koszta były rekordowe, bowiem aż 18 tys. zł, przy czym - jak wyjaśniał dyrektor placówki - na tę znaczną wysokość wpłynęły ostatnie remonty (m.in. instalacji grzewczej spełniającej wszelkie unijne normy) oraz indywidualny tok nauki dla tej trudnej młodzieży. Tysiące ludzi kształci się i pracuje w tym kłopotliwym segmencie, płacimy za tę naukę, za ich płace i za ich składki emerytalno-zdrowotne, ale czy rodzice odpowiedzialni za ich wychowanie też dokładają jakieś środki? Czy to tylko obowiązek całkiem obcych ludzi? A sprawność systemu wychowawczego oceniana jest na ok. 50%, czyli mniej więcej połowa młodzieży po wyjściu z poprawczaków, trafia ponownie do więzień i to często z poważniejszymi zarzutami i na dłużej.
Dzisiejszy "Fakt" opisuje młodzieńca, który od lat odwiedzał starsze małżeństwo, ale ostatnio poznał dziewczynę i zapragnął zaimponować jej samochodem. Ponieważ nie miał środków na to dość powszechne dobro na kółkach, przeto przyszedł do ponad 80-letnich staruszków, postawił sprawę jasno, zaś nie doczekawszy się "pożyczki", zabił starszego pana, zabrał kasę i pojechał na zakupy.
Kiedy to prawo polskie zostało tak zdeformowane, że za najmniejsze kradzieże nie ponosi się kary? Od kiedy to rodzice nie współuczestniczą finansowo w ulepszaniu (choć dość wątpliwym) swoich latorośli? Dlaczego nazwiska złodziei i morderców nie są ujawniane ogółowi społeczeństwa? Owszem, nieletni mogą korzystać z taryfy ulgowej, ale szkoła i osiedle powinny być poinformowane o przestępstwach, zaś po ponownym złamaniu prawa wszyscy przestępcy powinni być umieszczani w internecie, na portalu typu NaszaKlasa (lecz obligatoryjnie, nie zaś fakultatywnie) i prowadzonym przez funkcjonariuszy. Jedną z kar powinno być skasowanie ich kont na wszelkich społecznościowych portalach, ponieważ tam zrobiliby z siebie męczenników i bohaterów dla okreslonej grupy młodych Polaków.
Ostatnio jednak rzecznik praw obywatelskich zakwestionował procedurę ujawniania danych osobowych, bowiem zauważył niesprawiedliwość polegającą na tym, iż panuje duże widzimisię organów ścigania - media nie otrzymują pozwolenia na ujawnienie niektórych przestępców, na innych otrzymują, ale jeśli przestępcy nie chcą się zgodzić z decyzją, to nie ma właściwej drogi odwoławczej (jak twierdzi RPO) od zmiany decyzji. Widać, że szlachetny RPO bardzo dba o dobre samopoczucie przestępców i walczy o ich prawa. Szkoda, że nie popiera rozwiązań znanych cywilizowanemu światu, w którym podaje się dane osobowe nie tylko przestępców, ale jeszcze podejrzanych (jedynie wobec nieletnich stosują tam taryfę ulgową).
Właściwie, to humanitarni prawnicy mają rację z tym opiekuńczym systemem dla młodocianych przestępców. Pomyślmy logicznie - tacy dziadkowie swoje przepracowali i bez jakiegokolwiek ekonomicznego sensu biorą teraz latami emerytury albo renty i jeszcze pewnie marzy im się bezpłatna służba zdrowia. Jeśli giną, to pozostałym jest nieco lepiej, bowiem wydatki Państwa są mniejsze (nawet w szpitalach robi się luźniej). Życia emerytom nie zwrócimy, nawet jeśli będziemy szastać dożywociami, a ileż to kosztuje nas, podatników? Koszmarne pieniądze. Podmiotem są ci przestępcy - oni jeszcze mogą coś dobrego uczynić dla naszej Ojczyzny, zaś zabici to tylko przedmioty, takie tylko liczby w rubrykach "zamordowani" (przypomnijmy sobie filmy typu "Parszywa dwunastka"). Powinniśmy zatem dbać o zdrowie i wykształcenie przestępców, bowiem oni z pewnością jeszcze pójdą na pola, do fabryk, kopalń i biur, zatem przysłużą się naszej kochanej Polsce na swoich stanowiskach pracy w dorosłym życiu. Dajmy im najlepszych nauczycieli, piękne pokoje do nauki i snu, baseny i sale gimnastyczne, aby rozwijali się prawidłowo (jako rachitycy będą nas kosztować zbyt wiele w szpitalach i sanatoriach). Do tego oczywiście łącza internetowe, aby nawiązywali kontakty z młodzieżą całego świata, czytali najciekawsze książki i oglądali najlepsze filmy - z pewnością zostaną zaszczepieni uczciwością, prawością i braterstwem, a to opłaci się nam wszystkim. Po ich przejściu na emeryturę, w podobny sposób przymknijmy oko na przyszłych młodocianych zabójców, którzy z właściwą sobie fantazją ich potraktują, ponownie ratując nasz zusowski (może pod inną nazwą?) budżet.
PS "Dziennik Wschodni" (10 sierpnia 2009) w artykule "Zamiast się resocjalizować, obrobili muzeum" informuje nas o dokonaniach tego typu młodzieży -
"Grupa tzw. trudnej młodzieży odwiedziła muzeum w Sobiborze. Młodych ludzi skusiły pieniądze, eksponaty, a nawet marker i odświeżacz powietrza. Swój łup ukryli w autokarze, w kanapkach, skarpetkach, a nawet w założonym gipsie jednego z wycieczkowiczów. Młodzi uczestnicy wycieczki ukradli pieniądze i uszkodzili eksponaty. Gdy większość wycieczkowiczów zwiedzała obiekt, kilku pod pretekstem skorzystania z toalety weszło do pomieszczeń służbowych muzeum. Ukradli stamtąd m.in. bloczki biletowe, 1,2 tys. zł w bilonie i 50-złotowy banknot. Przesłuchanie i przeszukanie pół setki osób zajęło policjantom ponad 12 godzin. Części łupów sprawcy próbowali się pozbyć już na komendzie, spuszczając je w toalecie. Ta sama wycieczka odwiedziła wcześniej synagogę we Włodawie. Młodzi ludzie zniszczyli tam tradycyjną zasłonę szafy ołtarzowej oraz powyrywali kartki z modlitewnika".
Ponieważ nie przysporzyłem naszemu Państwu większych problemów wychowawczych, przeto nikt nie zaproponował mi tak ciekawej a darmowej wycieczki, z której mógłbym coś interesującego wynieść (w mniej dosłownym znaczeniu; pewnie im wychowawca nadmienił coś o wyniesieniu, ale zrozumiano go opacznie...). Za powyższe straty i koszty śledztwa i procesu oraz dalszego wypoczynku, Państwo zapłaci z naszych podatków, ale wstydzić się, to już musi każdy z nas za takich współrodaków.

Nurzyć, nużyć i nóżyć
"Angorka" nr 37 zamieszcza notkę "Magiczny basen" informując, że "W Niemczech jest basen, w którym pod wodą słychać muzykę. Można zachwycać się gamą barw i muzyką. Co śmieszniejsze, słychać ją tylko wtedy, kiedy zanuży się głowę pod wodę. Z atrakcji korzystają dzieci i dorośli, jednak ze względów zdrowotnych nie można kąpać się dłużej niż 20 minut".
Teraz wiadomo, dlaczego głowę zanużono pod wodą, nie zaś zanurzono - po 20 minutach barwne i foniczne atrakcje zaczynają jednak nużyć i to w tak znacznym stopniu, że głowa jest tylko trochę zanurzona, ale za to jest totalnie zanużona od tej całej kakofonii, co powoduje utratę ortograficznego związku głowy z nurzaniem na rzecz coraz silniejszego nużenia... Na drugim końcu człowieka mamy nogi i fonetycznie podobny problem - pozbawianie kończyn dolnych to odnóżanie, stąd pewnie powiedzonko dotyczące dbałości o te kończyny: "lecz się na nogi, bo na głowę jest za późno". Oczywiście nie dotyczy to artykułu, bowiem notka jest ciekawa a i usterka przecież sympatyczna.
Podano tamże listę zwycięzców konkursów "Angorki" przeznaczonych dla młodzieży i dzieci - jednym z tryumfatorów został Ł. Osesek z Piły, który na społecznościowym portalu ma fotkę (zmaga się z urządzeniem piwnym typu dystrybutor, nawiązującym do rodzinnego miasta; jednak brzeszczot to zły trop).
Przy okazji sugestywnych nazwisk - dzisiaj w akcji ratunkowej (po zderzeniu dwóch tirów) brał udział strażak p. Iskierka, zaś parę dni temu na wizji przemknął redaktor p. Bełkot. Sportowe Trójmiasto żyje informacją, że piłkarz Ława zagra swój 150. mecz, zatem raczej nie zwykł grzać ławy podczas meczów. Niektórzy pozytywnie reagują na widok kominiarza, ale są i tacy, co polepszają swoje samopoczucie sympatycznym związkiem osób z ich zawodami, funkcjami albo z oryginalnymi sytuacjami.

Szlachetne matki

Aktor Keanu Reeves (bohater "Matrixa") podda sie testom DNA, aby udowodnić, że nie jest ojcem młodych Kanadów. 46-letnia Karen Sala wniosła na salę rozpraw sprawę o uznanie, że choć jedno jej dziecko ma za tatusia pana Keanu. Za oceanem nie bawią się w jakieś drobne alimenty - pani dla swych dzieci chce być prawdziwą matką, bowiem żądana kwota to 150 tys. dolarów (nawet jeśli tylko kanadyjskich) miesięcznie liczonych od 1988 roku, czyli od ponad 20 lat. Za taką sumkę, to gdyby tylko jedno dziecię było trafionym "szczęśliwym losem", pozwoliłoby na utrzymanie wysokiego poziomu życia całej tej matczyno-dziecięcej spółdzielni (choć latorośle są już cokolwiek wyrośnięte).
U nas mamy z kolei przypadek, że surogatka (matka zastępcza), nie bacząc na warunki umowy i "zapominając" o pobranych należnościach (niezgłoszonych do skarbówki) oraz mająca kłopoty z ustaleniem ojcostwa innych dzieci (także ich dokładnej liczby), postanowiła wystąpić w mediach oraz do sądu, aby to jej przyznano prawo do najmłodszego dziecka. W domu bieda piszczy, warunki bytowe i mieszkaniowe niczym w slamsie, niektóre dzieci są po rodzinach zastępczych, ale pani już sobie planuje życie z tak liczną gromadką (jednak bez choćby jednego tatusia) bazując na marzeniach: sąd jej przyzna dziecko oraz wysokie alimenty od biologicznego a bogatego taty, co pozwoli jej na godne życie z całą rodzinką, bowiem w życiu nigdy nie pracowała zawodowo.
Niejako macierzyństwo stało się nagle jej powołaniem, wręcz nakazem od Boga lub Natury, kiedy zorientowała się w zamożności wykolegowanego małżeństwa. Ponieważ media sprawę odpowiednio nagłośniły, przeto mama liczy także (a dlaczego nie?) na uzyskanie ładnego mieszkania o godnej powierzchni, na bieżącą pomoc opieki społecznej i na liczne paczki dosyłane przez wzruszonych telewidzów.
Wiele wielodzietnych matek ma ogromne serca, które każą walczyć im o szczęście swych dzieci stosując zasady loterii - obstawiaj przynajmniej jednego tatusia, a cała rodzina może się wyżywi. I nie zależy to od geografii - tak jest w Polsce, Kanadzie i na całym świecie. Właściwie to nie wiadomo, czy się oburzać, czy fascynować zaradnością a może prawdziwą miłością do swych dzieci?
Z pewnością część społeczeństwa popiera takie matki (wierząc w ich macierzyńską miłość), ale bodaj większa część uważa je za kobiety (najoględniej określając) zaradne, które chcą wykorzystać naiwność sądu, już widząc sporą mamonę w zasięgu niezaradnych matczynych rączek.
PS Hrabiemu powinęła się jedna z kończyn podczas zażyłej znajomości. Przyjeżdża do niezamożnych rodziców panny (tej od powinięcia) i oznajmia, że jako dżentelmen przekaże dziecku pokaźny majątek. Zadowolony rodzic frywolnej córki, zaniepokojony teoretyczną możliwością innego rozwiązania, pyta za drzwiami - Panie hrabio! A jeśli córka poroni, czy pan da nam jeszcze jedną szansę?
O szczęście trzeba walczyć w każdym miejscu, zwłaszcza na stanowisku matki.

Ploteczki "Faktu"
"Gwiazdy" (dodatek "Faktu") na str. 16 informuje nas, że pewna aktorka ma majteczki w paseczki oraz że (układ wersów wg czasopisma) -
"Gwiazda serialu '39 i pół' najwyraźniej nie ma nic do
ukrycia. Magda Lamparska (21 l.) postanowiła pochwa-
lić się światu, że nosi nie tylko kolorowe
młodzieżowe ubrania, ale również
bieliznę. Ale czy jej mateczki w pa-
seczki są aż tak niezwykłe, by pre-
zentować je w całej okazałości?".
Na zdjęciu widoczna jest sympatyczna aktorka z widocznymi dwoma kolorowymi szmatkami połączonymi ze sobą u góry barwnymi sznurowadełkami, które niedyskretnie rzucają się nam w oczy w okolicy bioder, jednak nie widać całych tych nowoczesnych niewymownych, jedynie ich top, a po polsku szczyt, co może ewentualnie jakiemuś panu skojarzyć się z innym podobnym a ekscytującym słowem. Tak czy owak - prasa kłamie, bo jednak nie zaprezentowano ich w całej okazałości!
Natomiast - czy aktorka "najwyraźniej nie ma nic do ukrycia"? Także to nieprawda, bowiem wiele spraw jest całkowicie zakrytych, a z pewnością nie można uświadczyć elementów nawiązujących do pierwszego podzielonego słowa w drugim wersecie.
Aby nie było niedomówień, tuż poniżej zamieszczono wielce odkrywczą (jednak coś tam odkryto!) sentencję pani Megan Fox -
"Kobiety rządzą światem, ponieważ mają waginę". Ciekawe, czy to przypadek, czy świadome przeniesienie wyrazu i nawiązanie do śmiałej sentencji?

Na następnej stronie porażono nas niemal elektryczną wiadomością pod wysokim napięciem, że wśród kochanek Farella nie mogło zabraknąć seksbomby o elektryzujących danych - Carmen Electra. Elektryczną, bowiem oba nazwiska nawiązują do elektrycznego urządzenia grzewczego zwanego farelką.
Na str. 38 zaanonsowano film - "Owen Wilson po rozstaniu z aktorką Kate Hudson próbował popełnić samobójstwo. W piątek zobaczymy go w filmie "Kowboj z Szanghaju", gdzie gra nieudolnego rabusia". Czyli nie wychodzi mu na całego - tak w filmie, jak i w realu.
Za kółkiem (kierownicą) pokazano naszą eksportową gwiazdkę, a jakże - z wybujałymi akcesoriami (jednak bez pełnej krasy) w równie wybujałym a szybkim aucie, czyli pannę Igę Wyrwał. I któż by tego kompletu snadnie nie wyrwał?

Kiedy jakiś pan wyma-
chuje swoim argumentem,
to normalni faceci pochwa-
lają Naturę za dar istnienia pań.

Amerykanie mają kłopoty z datami
Amerykanie słyną z doskonałych procedur, ale ostatnio mają szereg wpadek i to na delikatnym polu, bo na swoim specjalnym - wykonywanie ostatecznej kary.
Oto media informują, że kat powstrzymał egzekucję, bowiem nie mógł u skazańca (Romell Broom) znaleźć żyły. W koszmarnej sytuacji lepiej znalazł się ów Broom, ponieważ to on pomagał (jednak bezskutecznie) w poszukiwaniu miejsca na odpowiednie wkłucie. Za tydzień ponowne zmagania z igłą.
Amerykanie mają kłopoty także z ustalaniem daty wykonania kary śmierci. Datę egzekucji snajpera (John Allen Muhammad), który siedem lat temu sterroryzował Waszyngton i okolice (od strzałów zginęło wówczas 10 osób), określono na 9 listopada. Termin został jednak zmieniony, ponieważ skazany chce odwołać się do Sądu Najwyższego i prosić gubernatora o prawo łaski, zaś 9 listopada to poniedziałek. Jak wyjaśniono - w niedzielę nieczynne są urzędy i pisemna decyzja mogłaby nie dotrzeć do chwili wykonania egzekucji. Dlatego termin przesunięto o jeden dzień, by nie poprzedzał go weekend. Jakże to? Mają taką wprawę w tych sprawach, mordercy latami oczekują na wykonanie wyroku, a urzędasy nie potrafią fachowo ustalić przyzwoitej daty? Nie wiedzą, że poniedziałki są martwymi (sic!) dniami dla tego typu spraw, a ponadto... nie są lubiane w większości państw?
Jeśli myślimy, że Amerykanie tylko u siebie mają kłopoty z ustalaniem dat, to jesteśmy w błędzie. Oni zachowują się jak słonie w składzie porcelany także poza granicami USA. Wszyscy pamiętamy, że ich najsłynniejsza piosenkarka prowokacyjnie ustaliła termin swego koncertu w Warszawie na nasze wielkie święto 15 sierpnia br.? Niedługo trzeba było czekać! Oto Amerykanie zaskoczyli nas wycofaniem się z projektu instalowania systemu tarczy. Mogli to uczynić dowolnego beznamiętnego dnia, ale uczynili to kiedy? Dokładnie trafili nas 17 września, czyli w 70. rocznicę napaści ZSRR na Polskę. Czy ci ludzie nie mają doradców, którzy mają jakieś choć mizerne pojęcie o naszej historii, nie mają inteligentnych dyplomatów, którzy wiedzą, co to wrażliwość i etykieta? Skandal!
Przecież w podobnej sytuacji, żaden inny rząd nie dostarczyłby Amerykanom zaskakujących decyzji dotyczących terroryzmu akurat dokładnie 11 września.
Kiedy znowu ważniacy tego dzielnego narodu wykażą się ponownie całkowitym brakiem rozumu?

Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl


PUBLIKACJE MIRKA 2009r

AKTUALNOŚCI SIERPNIOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO

AKTUALNOŚCI LIPCOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO

AKTUALNOŚCI CZERWCOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO

AKTUALNOŚCI MAJOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI KWIETNIOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO

AKTUALNOŚCI MARCOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO


AKTUALNOŚCI LUTOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI STYCZNIOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO

PUBLIKACJE MIRKA 2008r

AKTUALNOŚCI GRUDNIOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI
LISTOPADOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI PAŹDZIERNIKOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI WRZEŚNIOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI SIERPNIOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI
czerwcowe MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI kwietniowe MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI
marcowe 2008 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI lutowe 2008 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI styczniowe 2008 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO

PUBLIKACJE MIRKA w 2007r
AKTUALNOŚCI grudniowe 2008 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI
listopadowe 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI
październikowe 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI
wrześniowe 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI
sierpniowe 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI
lipcowe 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI czerwcowe 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI majowe 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI kwiecień 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI
marzec 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI luty 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI styczeń 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO

PUBLIKACJE MIRKA w 2006r
AKTUALNOŚCI GRUDZIEŃ MIROSŁAW NALEZIŃSKI

AKTUALNOŚCI LISTOPADOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI PAŹDZIERNIKOWY MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI SIERPNIOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI LIPCOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI MAJOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKIEGI
AKTUALNOŚCI KWIETNIOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI MARCOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI LUTOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI STYCZNIOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI

i przechodzimy na 2005r
AKTUALNOŚCI GRUDNIOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI LISTOPADOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI PAŹDZIERNIKOWY MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI WRZEŚNIOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI SIERPNIOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI CZERWCOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI MAJOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI KWIETNIOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI

Polecam sprawy poruszane w działach:
SĄDY PROKURATURA ADWOKATURA
POLITYKA PRAWO INTERWENCJE - sprawy czytelników

Tematy w dziale dla inteligentnych:
ARTYKUŁY - tematy do przemyślenia z cyklu: POLITYKA - PIENIĄDZ - WŁADZA

"AFERY PRAWA"
Niezależne Czasopismo Internetowe www.aferyprawa.com
redagowane przez dziennikarzy AP i sympatyków z całego świata których celem jest PRAWO, PRAWDA SPRAWIEDLIWOŚĆ DOSTĘP DO INFORMACJI
ORAZ DOBRO CZŁOWIEKA

uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres:

aferyprawa@gmail.com
redakcja@aferyprawa.com
Dziękujemy za przysłane teksty opinie i informacje.

WSZYSTKICH INFORMUJĘ ŻE WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI I SWOBODA WYRAŻANIA SWOICH POGLĄDÓW JEST ZAGWARANTOWANA ART 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ.

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.

~Patience
05-01-2015 / 00:35
This arclite went ahead and made my day. kxpqnrib.com [url=hranelamg.com]hranelamg[/url] [link=pwszqz.com]pwszqz[/link]
~Josien
24-12-2014 / 04:33
You raise an interesting point," rel="nofollow">mxobwkzgel.com"> htares are, IN FACT, going to hate, by definition. I mean, bus drivers are going to drive a bus and tennis players are going to play tennis and so on. So, thank you for pointing that out. Astute. As for The Fish, he is a case study in why surfers should just surf, not talk (or attempt comedy, music, etc.). Yes, he can surf well, but he's tone-deaf, taste-challenged and funny like a late-stage cancer.
~William
20-12-2014 / 10:49
You blokes are htinag are pathetic. The fish lives a very enjoyable life and seems to be making the most. It must be jelousy and your average personal circusmtances that bring out this negativity.