Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
30 maja 2020
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

Media w Polsce i na świecie - kwietniowy cykl krytyczno-informacyjny Mirosława Nalezińskiego

www.mirnal.neostrada.pl

Magiel imienia Zyzaka, czyli plecenie zyzaków
Na karty historii ruchu robotniczego, obok weteranów tegoż ruchu, którzy wespół z Wałęsą obalili komunę, wdarł się pewien szczawik o nazwisku Zyzak, zwany (sic!)... historykiem. Wdarł się ze swoją obrzydliwą cegłą, zwaną... pracą naukową.
Od kilkunastu lat nasz noblista a najbardziej rozpoznawalny w świecie żyjący rodak, zmaga się nie tyle (jak dawniej) z esbekami, czy innymi reprezentantami starego systemu i układu, ale również ze swoimi towarzyszami (już byłymi przyjaciółmi) walki o lepszą Polskę. Owszem, trudno powiedzieć, czy Wałęsa i miliony popierających go Polaków, w latach 80. chcieli obalić komunę na rzecz kapitalizmu z dzisiejszą twarzą, czy jednak inaczej sobie wyobrażali wolną Polskę, Polskę bez patologii ujawnianych nam przez media przez 20 ostatnich lat.
Trudno ustalić, dlaczego aż tylu współtowarzyszy Wałęsy dowodzi, że ma on aż tyle niegodnych (a nawet haniebnych) uczynków. Jest cały katalog zarzutów - począwszy od zawłaszczenia franków francuskich (taka była kiedyś europejska waluta) po płatną współpracę z tzw. służbami. W imię bezwzględnej prawdy a przy okazji, aby dać upust niezadowoleniu ze swojej niezrealizowanej drogi życiowej?
Ileż trzeba mieć siły i zdrowia, aby szamotać się w sieciach zarzucanych przez pamiętliwych i mściwych współbojowników o lepszą Polskę?! Przecież z powodu wieloletnich zmagań, Lech Wałęsa będzie żył krócej - to musi się odbić na jego zdrowiu. Owszem, w historii zdarzały się podobne napaści na znane osobistości, jednak następowało to wiele lat po zakończeniu doczesnej wędrówki danego króla, działacza, polityka. Świat jest zdumiony - jak można żyjącego bohatera ośmieszać, poniżać, lżyć, wyzywać i to w państwie chlubiącym się JPII i podkreślającym wpływ wiary na życie obywateli i na ich wartości. Nawet jeśli były prezydent ma coś na sumieniu (a któż z nas nie ma?).
Zyzak ma 24 lata i jest... historykiem. To brzmi jak żart. Równie dobrze można byłoby innego młodzika nazywać generałem albo profesorem. W takim wieku można być muzykiem, poetą, aktorem i w ogólności - artystą, zatem umówmy się, że Zyzak jest artystą historykiem, czeladnikiem historykiem, ale przecież jeszcze nie historykiem! Ale to Polska właśnie - parę lat temu 18-letni (sic!) biznesmen oszukał kilkuset niedoszłych turystów (zebrał kasę od marzycieli złaknionych lotu do egzotycznych krajów) i tyle go widziano. Takich mamy biznesmenów. Mamy także początkujących kierowców - chłopców lekceważących nie tylko przepisy i bezpieczeństwo własne, ale życie innych użytkowników dróg.
Mając kilkanaście lat można być świetną gimnastyczką, w okolicach dwudziestki doskonałym piłkarzem. Czasy dwudziestoparoletnich dowódców wojskowych bezpowrotnie przeminęły. Jeśli jeszcze ktoś czyta książki o Indianach, to wie, że młodzi skaczą sobie do oczu podczas narady w wigwamie i każdy chce błysnąć przed wodzem swoim temperamentem, sprytem i odwagą, natomiast na koniec - kiedy przychodzi do chłodnej oceny sytuacji - głos zabiera senior rodu, plemienny nestor, który podczas pyskówek nie brał czynnego udziału, jedynie w zadumie wsłuchiwał się w rozmaite głosy młodzieńczych a gorących głów (od najgłupszych po najmądrzejsze wypowiedzi), zafrasował się, pyknął z fai i w paru zdaniach podejmował decyzje zamykające rozgardiasz.
Młody historyk? Miał parę latek, kiedy szliśmy na wybory 4 czerwca 1989? Przecież to gorzkie żarty ze wszystkich, którzy zmagali się z życiem w komunie i bezczelna obelga rzucona w twarze Polaków walczących z ówczesnym systemem! Ale Polska to przecież idiotyczne państwo absurdów, wszak to u nas sędziowie wysłali do ministra skargę na swego szefa, a tenże (inteligentny?) minister odesłał pismo do rozpatrzenia (podobno zgodnie z procedurami) do... ich przełożonego. Równie dobrze folksdojczów mógłby krytykować dzisiejszy chłopaczek, który pracuje i mieszka w Niemczech pośród swoich serdecznych niemieckich przyjaciół; taki młodzian nie ma żadnego wkładu w rozwój Polski (nie licząc przywożonych i wydawanych u nas zarobionych europów) a feruje wyroki - jacy to oni byli sprzedajni podczas okupacji. Łatwo się wydaje wyroki, jednak jeśli się to czyni dla rozgłosu i kasy, to nie nazywajmy tego naukowym posłannictwem!
Świeżo upieczony magister historii pisze zatem książkę o naszym nobliście... Ma dostęp do archiwów i w parę miesięcy kseruje dokumenty, przy których pozyskaniu nie ryzykował utratą nawet paznokcia. Te papiery są okupione pracą milionów Polaków cierpiących biedę i upokorzenia w nieprzyjaznym (a dla wielu - koszmarnym) systemie społeczno-politycznym. Naród płacił wymierne złotówki wszystkim wrednym rodakom zwalczającym opozycję. Utrzymywał ich wbrew sobie, na niezłym poziomie życia, zaś po upadku komuny - hojnie ich obdarzał wysokimi emeryturami. W przeliczeniu na dzisiejsze pieniądze, to miliardy dolarów (za te pieniądze można było wybudować choćby autostrady). Te stare dokumenty przechowywane są w dalszym ciągu dzięki podatkom płaconym przez Naród. Koszty te, wraz z "wnikliwymi a satyrycznymi badaniami naukowymi", szacowane są na ćwierć miliarda złotych w tym roku. I taki Zyzak włazi z buciorami do narodowego archiwum, bierze państwowe pieniądze za jakąś tam swoją pracę przy kopiarce, zaś przy okazji odwala prywatną robotę i "tworzy dzieło" (zwane przez wielu gniotem) zafundowane przez Naród, które jest... antynarodowe. Takie tematy można opracowywać po kilkudziesięciu latach, ale zajmowanie się plotkami przez pseudonaukowców za pieniądze podatników, to już jest skandal!
Magister historii niech zapyta - w jaki sposób wydałby swoją ceglastą księgę za komuny. Gdyby była po linii PZPR, to papier dla niego wydobyto by nawet spod ziemi, ale gdyby była sprzeczna z linią, to już na początkowym etapie zbierania materiałów przez Zyzaka, odwiedzaliby go rodzice (a czy mają sobie coś do zarzucenia?) w celi, zaś Wolna Europa rozsławiałaby naszego bohaterskiego magistra na całym kontynencie. Dużą winę mają kolorowe pisma i tabloidy - pokazują kariery młodych ludzi, którzy sobie na to nie zasługują, podglądają także wipów zamieszczając plotkarskie materiały w swoich medyjkach. Zdecydowana większość naukowców gardzi metodami rodem z magla, jednak tych obiektów jest coraz mniej, zatem młodzi ludzie nie tylko nie znają technicznej strony owego wynalazku, ale również nie orientują się w pozatechnicznych aluzjach do wyrazu "magiel".
Profesor Nowak, promotor pracy magisterskiej Zyzaka oraz omawianej jego książki, jest pracownikiem naukowym Uniwersytetu Jagiellońskiego, którego notowania w świecie nie są zbyt wysokie, zaś teraz spadną jeszcze bardziej. Nowak przysłużył się swej uczelni podobnie jak książka Zyzaka rozdartemu społeczeństwu, które zamiast skupić się na kryzysie i walką z bieżącą degrengoladą, ma dodatkowe problemy do rozważania. Szkoda drzew na takie "dzieła"!
Krytykowana Doda, dzięki talentowi i własnej pracy, robi karierę i ma dodatni wpływ na polską muzykę, ale Zyzak? Ma ujemny wpływ na polską historię i na współczesne społeczeństwo, zatem zamiast ksywy Doda (Plus), raczej nosiłby Ujma (Minus) i tak większość Polaków uważa - p. Zyzak przynosi ujmę tak historykom, jak i całej Polsce. Za społeczne pieniądze napisał książkę opluwającą narodowego bohatera; owszem, trudnego, prostodusznego, czasami nieznośnego, ale naszego - polskiego!
Na cześć konstruktora Rudolfa Diesla mamy silniki (dizle), na "cześć" Judasza mamy drzwiowe wzierniki (judasze). Co wniesie nam do języka polskiego pan magister historii Paweł Zyzak? Jeśli nobliwi historycy, literaci, medycy trafią na równie nieopierzonego młodzieńca (lub dziewczę) o zamiłowaniu do pisania bzdur na bazie infantylnej metodologii, to takie banialuki, androny, farmazony, żenujące intelektualne zygzaki, będą określane jako... zyzaki.
Nawet jeśli Wałęsa - mając kiedyś tyle lat, co dzisiaj Zyzak - był gawroszem, który jako stoczniowiec ośmieszał wodzów komuny i walczył z ówczesnym systemem, to była to właściwa, odważna i ryzykowna droga robotnika, który walczył z patologiami ówczesnych czasów. Można dyskutować, czy się to udało. Kto z was mu pomagał?! Zyzak, który niemal wszystko zawdzięcza Wałęsie i "Solidarności", wyciąga jakieś (mniej czy bardziej sprawdzone) fakty w sposób iście prostacki i chuligański. Można go zatem także uznać za gawrosza, ale naukowcowi nie przystoi taka postawa - swoją inteligencję i pracowitość mógłby spożytkować do jednoczenia Narodu, nie zaś do jego dzielenia. Z pewnością lepiej zna języki obce, lepiej się wysławia, lepiej posługuje się komputerem. Za 50 lat Wałęsa nadal będzie bohaterem, zaś Zyzak (jeśli ktokolwiek jeszcze będzie go pamiętać) będzie postrzegany jedynie jako koniunkturalny i jednostronny krytyk wielkiego Polaka. Może ktoś otworzy magiel im. Pawlika Morozowa Zyzaka, może powstanie kabaret "Zyzaki" albo plotkarskie działy (zyzaki) w kolorowych pismach, wszak mamy wolność słowa, nieprawdaż p. Zyzak?

Poszukiwacz muszli z wargami
Pewien dżentelmen zamieścił ogłoszenie pod tytułem: "35letnie wysoki postawny mężczyzna szuka dziewczyny posiadająca muszelkę z dużymi wargami", w którym określił się jako "Wysoki postawny i atletycznie zbudowanego mężczyzna, uprawiam sporty siłowe".
Może będzie to pociechą dla intelektualistów drobnej postury i rachitycznego zdrowia - ten gość wprawdzie uprawia sporty (i to siłowe), ale jego mózg przypomina raczej kalafior(a), bowiem (to oryginalna jego pisownia) jedynie dowodzi, że miłośnik (zbieracz?) muszli zbyt mało czasu poświęcał nauce języka ojczystego. Owszem, aby dogadać się z ludźmi (prawdopodobnie chodzi jednak tylko o ładniejszą połowę) w sprawie poszukiwanych uwargowionych muszli, nie trzeba być Słowackim; zapewne wystarczy posiadać walory typu waluta obowiązująca już po słowackiej stronie naszej granicy i można rozglądać się za co ciekawszymi egzemplarzami muszli (akurat tam, z braku morza, mogą być trudności ze znalezieniem świeżego towaru, choć w ichnich Tatrach można znaleźć muszlowe skamieliny sprzed... milionów lat).
Nie wiadomo o co mu chodzi. Skoro wysoki i postawny, to pewnie chciałby muszlowe trofeum postawić na komodzie. Skoro uprawia sporty siłowe, to może zależy mu na ciężkiej muszli, aby móc z nią się użerać, czyli ćwiczyć; to może wystarczy taka toaletowa z sedeską? Szuka posiadaczki (kolekcjonerki, właścicielki?) rozmaitych muszli (muszelek, muszeleczek), pośród których ma jakąś z wargami i to z obszernymi? Muszle są twarde, sztywne, kruche. Poszukiwane jako trofea (zwłaszcza z ciepłych mórz) bywają ozdobami wielu kolekcji, także akwariów. Jednak trudno spotkać (a może to nawet niemożliwe), aby muszla miała wargi, które kojarzą się z akurat przeciwnymi cechami (ruchliwość, elastyczność a nawet gadatliwość - u ssaków z najwyższej półki), zatem trudno sobie wyobrazić połączone ze sobą dwa odmienne żywioły. Bywają jakieś rośliny a nawet zwierzątka, do których dosadzają się muszle, jednak aby miały one wargi, to chyba trudne zadanie dla poszukiwacza a konesera takiego zestawu, ale mawiają - szukajcie, a znajdziecie.
Dlaczego ów młodzian poszukuje dziewczyn, wszak w ostatnich latach niepolityczne jest zaznaczanie płci, kiedy chcemy coś załatwić, kogoś zatrudnić, a nawet zmienić stan cywilny. Jeszcze parę lat, a takie ogłoszenia będą zabronione, zaś ogłoszeniodawcy będą ścigani na mocy unijnego prawa... W końcu to dyskryminacja; przecież i chłopcy mogą mieć muszelki z wargami do sprzedania albo do wymiany tudzież tylko do obejrzenia.
Jeśli zamiłowanie do solidnie uwargowionych muszli jest pielęgnowane z dziada pradziada (lub z baby prababy - w ramach równouprawnienia), to może się zdarzyć, że na spotkanie z omawianym koneserem stawi się jego matka, siostra, córka albo żona i sobie wzajemnie obejrzą owe rodzinne i cenne precjoza...
A może sam ma kolekcję zworkowanych jaj unikatowego ptaka, która mu się znudziła i chętnie wymieniłby na omawiane muszle z wargami?
PS Muszla - niem. Muschel (z łac. musculus - myszka); któż by pomyślał, że oba znaczenia mają wspólne pochodzenie; zresztą w ogłoszeniu także wzmiankowano o myszce, zatem hobbysta ma więcej przyrodniczych zainteresowań...

Zyz(ak)owate szczęście Wałęsy
Polska jest złakniona kolejnych odważnych historyków! Prosimy - zapisujcie się w kolejce na Wydział Historyczny Uniwersytetu Jagiellońskiego i piszcie prace naukowe! Bodaj w żadnej innej dziedzinie nie mamy aż takich sukcesów. Czy ktoś sobie przypomina młodego naukowca dowolnej dziedziny (ale nie historyka), który rzucił wszystkich na kolana - jakież to mądre poruszył problemy sławiące go i nasz naród w szerokim świecie? Rzeczpospolita sypnie kasą podatników na ujawnianie wszystkich prawd o innych wielkich Polakach - od Mieszka Pierwszego po Kaczyńskich Dwojga. Już wiemy, że Tuwim i Brzechwa są niegodni bycia patronami niektórych szkół. Wiemy, że Piłsudski zachował się niegodziwie w sprawach małżeńskich, teraz zaś wiemy, że nasz pokojowy noblista był gawroszem, nie zaś wielkim rodakiem. Czekamy na kolejne wielkie biografie!
Gdyby Judasz żył dzisiaj, to miałby spore szanse wybicia się w nauce (polskiej), zwłaszcza we współczesnej historii i to w Krakowie, pośród wielu kościołów. Zatrudniłby się w wybitnym instytucie, w którym cichaczem kopiowałby (pomiędzy zawodowymi poleceniami) cenne informacje do swojej książki, zaś jego pensja byłaby ufundowana przez Naród. Niczym detektyw lub oficer śledczy, pojeździłby po Polsce (na koszt podatnika) i prosiłby sympatyczną ludność miast i wsi o błyśnięcie choć raz w życiu przed dyktafonem. Któż odmówi uczonemu przybyszowi z wielkiego świata i ze słynnej uczelni? Jeśli piłeś ze znaną personą, podszczypywałeś panienki, miałeś kłopoty po alkoholu, to błyśnij swoją wiedzą - cała Polska czeka na twoje bezcenne rewelacje godne tabloidów! Nawet w internecie zamieszczą wywiad z tobą!
Judasz mógłby pisać krytycznie o Łokietku, Dmowskim albo o Piłsudskim, jednak nie mógłby liczyć na większe profity; więcej - większość Polaków skrzyknęłaby się przeciwko niemu. A tu - reflektory, spotkania; słowem - kariera. Pozazdrościć! A że spada nam kolejny Polak z piedestału? No cóż, mamy ich tam tak wielu, że mogą spadać. Potwierdza się powiedzenie, że jeśli w piekielnym kotle jeden wciąga drugiego, to są to... nasi. Najlepiej pokopać żyjącego wipa, bowiem najciekawsza jest jego reakcja - przyzna się do wszystkiego, zaprzeczy, czy będzie się włóczył latami po sądach ku uciesze pospólstwa?
Czy Judasz kłamał, czy był szczery? Czy Pawlik Morozow kłamał, czy złożył prawdziwe doniesienie? Czy ucieszyły ich srebrniki i inne profity z ich szlachetnej (tak uważali) działalności? Zapewne wierzyli, że czynią dobro i prędzej czy później się zorientowali, że może jednak nie. Czy byli z nich dumni ich rodzice?
Teraz poczekajmy na młodych archeologów, którzy zbadają szamba osób nielubianych przez jakiegoś partyjniaka i napiszą pracę naukowe za nasze pieniądze - co jadali, jak często się kąpali i w jaki sposób świntuszyli. Przecież nie zrobi tego nestor polskiej archeologii - od takiej roboty mamy zapalczywych młodych żółtodziobów a kolejnych karierowiczów.
Emitowane są ciekawe programy o detektywach - za prywatne pieniądze węszą, śledzą, podkupują, nagrywają i przedstawiają dowody zdrady, oszustwa, kradzieży. Nikomu jednak nie przyszło takiej działalności nazywać nauką polską. Od niedawna mamy młodego naukowca a historyka, który za swoją śledczą pracę otrzymał tytuł naukowy. Może ten rewelacyjny polski pomysł przyjmie się na Sorbonie, Oksfordzie, Yale? Na razie magister jeździ po Polsce i opowiada z dumą o swojej bardzo potrzebnej pracy naukowej, o swym posłannictwie. Z pewnością zostanie wzorem dla wpatrzonych w niego maturzystów, którzy od teraz wiedzą, że studiowanie górnictwa, hutnictwa, czy rolnictwa to strata czasu.
A swoją drogą, czy absolwenci wydziałów historycznych nie mają ciekawych ofert pracy i muszą pracować jako kopiści w rozmaitych placówkach naukowych? Inni może są dozorcami, magazynierami albo szukają szczęścia na Wyspach? A może są instytuty, w których zaczyna się jako kopista i w zależności od wydanej książki (oczywiście poza instytutem...) albo nadal kserują, albo jednak pną się wyżej. Ale pewnie nie chodziło tam o pracę zarobkową jako kopista, lecz o stały dostęp do archiwum.
Magiel (w znaczeniu pozamechanicznym) nie oznacza podawania nieprawdziwych informacji. Nie, tam w większości są maglowane prawdziwe wieści, jednak forma, sposób prefabrykacji, a zwłaszcza cel rozgłaszania, jest nikczemny.
Czy to prawda, że nasz polski wielki (naukowo) tandem (Zyzak i Nowak) podjęli się napisać drugie dzieło godne nauki polskiej - tym razem o panach Kaczyńskich (nieelegancko nazywanych braćmi bliźniakami)? Mają tam zamieścić wszystkie plotki, fakty oraz anegdoty z życia naszych wielkich rodaków, począwszy od planu filmowego, poprzez prace dyplomowe, po sprawne budowanie IV RP. A podjęli się tego monumentalnego dzieła, aby wytrącić broń wszystkim malkontentom zarzucającym im nieuczciwość, komercję, chęć robienia kariery za wszelką cenę, wykonywanie roboty na polityczne zamówienie. Możemy zatem liczyć na równie uczciwe, obiektywne i dociekliwe dzieło. Jedno opracowanie (o Wałęsie) to mało, ale jeśli o panach Kaczyńskich również będzie taka rewelacyjna księga (o podwójnej grubości!), to wszystkie nasze uniwerki będą się bić o najsławniejszego polskiego historyka Zyzaka. Zatem - czy to prawda?

Blaszane domy
Europa jest wstrząśnięta ogromem zniszczeń po trzęsieniu ziemi w Abruzji (mało znana nazwa, ale ładnie spolszczona; wł. Abruzzo) we Włoszech (o, tu jednak kiepsko "wygląda" ta nazwa; powinno być 'Italia'). Około 200 ofiar śmiertelnych to oczywiście symboliczne straty, wszak nie takie trzęsienia ziemi mieliśmy choćby w ostatnich stu latach - były katastrofy uśmiercające ponad sto tysięcy istnień ludzkich (każda!), w tym ok. 300 tys. podczas wstrząsu i tsunami w 2004 roku. W zeszłym wieku, w samych tylko Chinach, zginęło niemal milion ludzi w kilku kataklizmach! Pewną ciekawostką jest liczba ofiar trzęsienia ziemi (także w Państwie Środka) w 1556 roku, kiedy zginęło 830 tys. ludzi. Tak oszacowali historycy, ale cóż warte są ich szacunki, skoro nie można dojść do ładu, ilu ludzi zginęło podczas katastrofy nuklearnej w Czarnobylu w 1986 roku. A może - im młodsi historycy, tym trudniej im uzyskiwać wiarygodne wyniki; komputery mają wprawdzie coraz większą moc, tyle że trzeba ją umiejętnie wykorzystać...
W Kalifornii oświadczono, że gdyby u nich było trzęsienie ziemi o podobnych parametrach, to nikt by nie zginął. Amerykańskie niskopienne budownictwo jest zwykle drewniane i wprawdzie podczas trzęsienia ziemi niewiele rzeczy może zabić mieszkańca, to jednak każdy z nas pamięta rozdmuchane miasteczka po przejściach tornad. Gdyby nie uliczki, to geodeci mieliby problemy z ustaleniem lokalizacji poszczególnych działek. Budynki odpowiednie dla trzęsienia, nie są właściwe dla wichrów.
We Włoszech istnieje sporo domów niespełniających norm w aspekcie ruchów tektonicznych, nawet budynki policyjne i szpitalne. Kiedy ludzie ochłoną i sytuacja zostanie opanowana, to ruszy budownictwo pełną parą, zatem wielu naszych rodaków pospieszy z internacjonalistyczną pomocą w tej ważnej dziedzinie unijnej gospodarki.
Żeromski wymyślił szklane domy, co spotkało się z pozytywnym przyjęciem ze strony naszych bogaczy budujących (po 1989) przeszkolone apartamenty a ponadto pomysł naszego pisarza wszedł (przed 1989) na stałe do kanonów kabaretów ciągnących łacha z jego szczytnej idei.
Huty, stocznie oraz inne montownie konstrukcji stalowych przechodzą poważny kryzys - miotają się i upadają, wręcz toną (nawet stocznie budujące jednostki... pływające!) a przecież zgodnie z nazwą tworzywa jakim się zajmują (stal), powinny się zestalić w robocie (przejść z lotnej fazy mrzonek na stałe i stalowe konkrety) oraz ustalić jeszcze wyższy poziom produkcji a ponadto ustalić (czyli usztywnić) wznoszone budynki.
W jaki sposób to uzyskać? Otóż dzięki zamianie klasycznych tworzyw (beton, cegła, pustak) na stal - blachy i kształtowniki. Z nich składać (na podobieństwo okrętowych nadbudówek) domy mieszkalne i budynki użyteczności publicznej. Ponieważ efektywność izolacji (przed nadmiarem ciepła oraz jego niedoborem) jest lepsza w przypadku otulenia całej konstrukcji, zatem stalowy budynek powinien być zaizolowany od zewnątrz, zatem usztywnienia powinny być także od zewnątrz. Ściany wystawione na działanie promieni słonecznych mogłyby zawierać ekologiczne instalacje wspomagające podgrzewanie wody. Stocznie mogłyby w swoich halach i na placach wykonywać całe moduły jedno-, dwukondygnacyjne, które niczym klocki, byłyby ustawiane na placach budów. Gdyby okazało się, że taka technologia byłaby droższa od tradycyjnej, to UE dopłacałaby różnicę. Oczywiście nie byłoby przymusu w stosowaniu omawianego systemu, zwłaszcza że istnieją albo powstaną jeszcze inne sposoby zwiększania bezpieczeństwa mieszkańców w rejonach sejsmicznych. Unia również mogłaby dotować takie budownictwo poza swoim terytorium, w rejonach ubogich a również zagrożonych trzęsieniem ziemi, co pośrednio wsparłoby branże hutnictwa i budownictwa w UE.
W ostatniej tragedii runęło kilkanaście tysięcy domów. Gdyby były wykonane z blach i usztywnień stalowych, to co najwyżej by się zatrzęsły i nieco przemieściły; może nawet przekrzywiły. Z pewnością by nie runęły! O ruinach nie byłoby wcale mowy, wszak one kojarzą się wyłącznie z gruzowiskiem powstałym po budowlach betonowych i murowanych.
Jeśli rodziny ubogie nie mają na czynsz albo zamożniejsze osoby utraciły swoje mieszkania (hazard, bankructwo), to (np. w Holandii ) umieszczane są w stalowych budynkach (zestawy kontenerowe przystosowane do zamieszkania). Jeśli takie domy znalazły się w rejonie abruzyjskiej katastrofy, to z pewnością nikt w nich nie zginął.

Ordery dla Instytutu Pamięci Nieistotnej
Prezydent pewnego słowiańskiego państwa uhonorował 22 wybitnych historyków (jak nigdy szlachetny ten zawód nie budził aż tylu kontrowersji) za popularyzowanie prawdy o najnowszej historii. Zapewniał ich, że dla współobywateli są niezbędni i zachęcał do dalszej odważnej działalności. Od lat obecnie panujący prezydent nie lubi (z wzajemnością) byłego prezydenta a nawet aktualnego premiera, zaś urzędy i rzecznicy ich reprezentujący, czynią sobie nawzajem rozmaite złośliwości, które ośmieszają cały naród przed europejską publiką. Ordery zostały przyznane parę dni po awanturze związanej z wydaniem biograficznej książki opartej na tabloidowej pracy naukowej powstałej na dostojnym uniwersytecie założonym już w średniowieczu.
Honory czynił prezydent, który nagrodził autorów szeregu wartościowych książek na temat historii najnowszej, w tym historii życia prywatnego innego (już byłego) prezydenta, a jednocześnie (także już byłego) przyjaciela aktualnego prezydenta. Oczywiście z gruntu fałszywy i krzywdzący jest zarzut wynagradzania dyspozycyjnych naukowców za trud poniesiony podczas mieszania z błotem pewnego słowiańskiego (już byłego) robotnika i (także byłego) prezydenta (w jednej osobie). Na filmach niekiedy dopisywana jest uwaga - "podobieństwo do kabaretu jest zupełnie przypadkowe", co świetnie pasuje do opisywanego wydarzenia.
Najczęściej prezydenci nagradzają naukowców w dziedzinach, którymi się nie interesują - po prostu wypada dać order komuś z najwyższej półki chemicznej, fizycznej lub matematycznej, aby podkreślić wielkie a udawane zainteresowanie państwa nauką i naukowcami. Listy nagrodzonych sporządzają zmobilizowani fachowcy, zaś zestaw (do wręczania) "klapa, rączka, goździk" zwykle powierzany jest urzędnikom prezydenta. Tu jednak uczyniono wyjątek - głównym pomysłodawcą oraz wpinającym był najważniejszy przedstawiciel państwa i uczynił to w auli z masowym udziałem mediów. Dziwnym trafem osoba wręczająca, jej urzędnicy oraz naukowcy odbierający szlachetne pamiątki, niejako jadą na jednym hist(o,e)rycznym wózku, na wózku, którym chcą dokładnie rozjechać symbol zmian w świecie. Oczywiście chcą to uczynić pod sztandarem dochodzenia prawdy.
Od paru lat w owym nieokreślonym z nazwy kraju, najbardziej znaną i cenioną grupą są... historycy. Nie chemicy, nie fizycy, a już na pewno nie elektrycy, ale właśnie znawcy historii, jednak nie w ogólności, lecz tej... najnowszej. Po wojnie szczególnym poważaniem i rządowo-partyjnym poparciem cieszyli się historycy, którzy dowodzili, że przodkowie sporego narodu słowiańskiego "od zarania dziejów" zajmowali obszary, które słusznie zostały odebrane okupantowi, a im w końcu przyznane. I taka była potrzeba, nakaz chwili oraz patriotyczna postawa narodu, podnoszącego się z wojennych ruin. Teraz naród jest najmniej ważny - popierani są hist(o,e)rycy dający się wciągać w personalne zatargi byłych przyjaciół, którzy piastowali i piastują najwyższy urząd tego państwa.
Partia, którą hołubi prezydent, wydaje sporą kasę podatników na plakaty i filmy reklamowe. Część ze stu milionów dolarów rocznie, naród wydaje na dokuczanie robotniczej ikonie, dzięki której jednak może więcej zdziałać na rozmaitych polach. Odznaczenie wpinane w okrągłą rocznicę obchodzenia równie okrągłego stołu, w kraju o podobnie okrągłym obrysie oraz o okrągłych dyskusjach toczonych w miejsce konkretnej roboty,to już jest groteskowa prowokacja.
Frakcja wydająca publiczna kasę jest ponadto odpowiedzialna za mianowanie wielu ministrów, którzy ośmieszyli i narazili na straty finansowe politycznie skołowaciały naród. Karierę w tej frakcji robił pewien premier, który zbijał kapitał u wyborców jako piewca życia rodzinnego, wynosząc swoją żonę pod niebiosa jako opokę rodu. Żona jest już odstawiona na bocznicę w związku z sercowymi (jednak nie kardiologicznymi) problemami byłego już premiera (i męża), obecnie zaś czciciela znacznie młodszej rodzinnej opoczki, a przy okazji poetyckiej foczki. Sam prezydent również otacza się rodziną i podkreśla wartości małżeńskie oraz rodzinne. Niestety, córka okazała się niegodną propagatorką nie tylko katolickich wartości małżeńskich, ale ponadto jej teściem został dżentelmen związany z wrogą opcją polityczną. Najsławniejszy naukowiec tego państwa, aby uzyskać miano bezstronnego badacza najnowszej historii, zbiera tego typu cenne informacje, które niebawem opracuje i wyda drukiem, chyba że otrzyma ciekawe stanowisko w branży pozanaukowej, co obróci wniwecz jego ambitne plany. W ostatnich kilku wiekach próżno by szukać równie sławnego badacza, który aż tak poruszył naród na ziemi, no... może pewien dostojny jegomość, który poruszył Ziemię z narodami wokół Słońca, jednak można się sprzeczać...
Gdybyż tak Molier albo Fredro żyli dzisiaj... Z pewnością wdzięcznie i dowcipnie ubraliby w wiersze opisywaną walkę o prawdę i nagrody za nią, że co znamienitsi mężowie przeszliby do historii literatury, w szczególności... komedii. Atmosferę farsy podgrzewa decyzja o kontroli podupadającego uniwersytetu z powodu zawirowań na najważniejszej obecnie katedrze w państwie, a jakże - historii. Decyzja jest już uchylona, co wprawia w zakłopotanie partię rządzącą i w euforię partię opozycyjną. Dziwaczne i czepialskie zagrania opozycji powodują upadek autorytetu instytucji państwowych, które trzymałyby jakoś fason, gdyby nie ustawiczne i złośliwe podgryzanie. Opozycja zanurza się w bagnie i ciągnie za sobą wszystkie osoby zainfekowane i ośmieszone przez nią, zatem szanse na powodzenie w polityce gwałtownie maleją... wszystkim.
Nagroda jest za "szczególne sukcesy w docieraniu do prawdy". Dawniej ordery dawano za sukcesy w docieraniu przez zasieki do bunkrów, do zasieków, do twierdz oraz (w końcu) do stolicy wroga. No cóż, jeśli ktoś czuje się Napoleonem, ale nie ma z kim walczyć w autentycznych okopach, to pozostaje choć walka o... prawdę.
Archeolodzy i antropolodzy nie dostaną odznaczeń, bowiem niczego nie wnoszą i nie wniosą do najnowszej historii państwa, zwłaszcza w dziedzinie nielubienia określonych osób, które naraziły się najjaśniejszemu twórcy czwartej republiki. Nie docierają do (prehistorycznej) prawdy, lenią się, nie wychodzą naprzeciw oczekiwaniom wodza. Są zatem nieprzydatni, ponieważ wszyscy, którym można byłoby dokopać w okopach nauki, po prostu dawno nie żyją, zatem po co komu taka nauka, wszak nauka powinna być stosowana i to wobec wrogów.
Maturzyści wyciągają wnioski i masowo będą forsować wydziały historyczne, bowiem jedynie tam można zrobić wielką karierę mając tylko nieco więcej niż 20 lat i nie będąc geniuszem. Wystarczy pojeździć po pięknym kraju i ponagrywać ciekawe rozmowy osób pamiętających byłych przyjaciół wodza. Dawniej taką działalnością zajmowali się dziennikarzyny brukowców, ale nigdy im się nie marzyły ordery za grzebanie w dawnych prywatnych historyjkach. Ponieważ nakłady prasowe spadają, żurnaliści mają kłopoty, przeto wielu z nich zastanawia się, czy nie zrobić magisterki na katedrze historii o zmienionej nazwie - Magiel im. Zyzaka. I nie przeszkadzają im zgryźliwości w rodzaju - historyk różni się od historyka IPN tym, czym krzesło od krzesła elektrycznego.
Przywódca państwa przyznał, że każdemu zdarza się popełnić błąd, jednak każdy powinien śmiało wyznać swoje grzechy. Oświadczenie to wywołało konsternację wśród zwolenników prezydenta i wzmożone zaciekawienie całego narodu, który w związku z tym oczekuje w napięciu na osobiste wynurzenia - tym razem - szefa owego nadmorskiego państwa.
Prezydent zaapelował do historyków Instytutu Pamięci Nieistotnej - "działajcie dalej i bądźcie odważni". Ongiś rzekł był to samo pewien wojownik germańskiego państwa, kiedy na parę tygodni przed klęską poklepywał, wręczał odznaczenia i zagrzewał do walki. Oczywiście nie przeczuwał, że po latach jego poddani będą budować demokrację w ramach Wielkiej Europy. Czyżby współczesny prezydent nie przewidywał, że historia kołem (zyzakami) się potoczy i naukowe działa/dzieła mogą zostać wymierzone właśnie w niego? I nie w odwecie, ale oczywiście w ramach walki o naukową prawdę...

Niedostrzeżony seksizm
8 kwietnia 2009 (powtórzenie 11 kwietnia) w programie Moniki Olejnik wystąpiła Nelly Rokita, najpopularniejsza posłanka w trzech kategoriach: pochodzenie zagraniczne, nietuzinkowe słownictwo (co wynika również z pochodzenia) oraz wierność prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu. Ostatnio sławę swoją ugruntowała podczas bohaterskich zmagań męża z nieelegancką załogą niemieckiego samolotu oraz z przesadzoną brutalnością takiejże policji. Kiedyś wymyśliła zdanko "Donald Tusk stoi w rozkroku", za co została laureatką "Srebrnych Ust". Teraz zabrała się - jak to określiła TVN24 - za "obrazową ocenę gaf polityków", choć z uwagi na rodzaj ujawnionych owadów, raczej chodziło (a nawet furczało) o doznania co najmniej... foniczne.
Niestety, p. Rokita przebrała miarkę i nie powinna być zapraszana do programów na żywo i powinna być zaliczona do ścisłej kilkuosobowej stawki polityków, którzy kompromitują nasze medialne dyskusje. Owszem, programy nagrane wcześniej i odcedzone z żenujących uwag mogłyby być emitowane, ale która z telestacji na taki (roz)krok się zdecyduje? Przecież spadnie im oglądalność. Czołobitność wobec obecnego prezydenta była aż żałosna, bowiem - wg posłanki - jest on najlepszym prezydentem po obaleniu komuny (dlaczego nie najlepszym w całej historii Polski?)...
Spadek medialnej popularności przywódcy Polski, p. Rokita upatruje w nadzwyczajnych umiejętnościach premiera Tuska i jego doradców w dziedzinie manipulowania słuchaczami. Jednak największa gafę (i to podlegającą pod kodeks karny!) p. Nelly zafundowała pod koniec audycji, kiedy już całkiem się zapomniała. Otóż wg niej nie ma głupich kobiet (są tylko mądre!), natomiast mężczyźni są i głupi, i mądrzy. Przyjmując te rewelacje oraz obserwując małżeństwo Rokitów, można domyślać się, po której stronie umieszcza swego męża nasza miła pani poseł... Przy okazji - mąż pani Nelly wystąpił przed kamerami również tego samego dnia (nieco później) i z całej dyskusji zapamiętać można było jego rozważania na temat... odwagi. No nieee! Po jazgotliwym incydencie z policją niemiecką?! Może tam złotoustej damie tudzież mężnemu mężowi coś zabączyło i (ups!) stało się (powiedzmy...) podwaliną położoną pod kolejną propozycją do nagrody (tym razem) "Brunatne Usta". A przekazy ludowe sławią rokity (diabełki) jako waleczne stworki...
Wracając jednak do skandalu, którego bodaj nikt nie zauważył... Gdyby pewien europoseł powiedział publicznie w Brukseli, że Polacy są mądrzy, zaś cudzoziemcy (Żydzi, Niemcy, Rosjanie, Amerykanie...) bywają zarówno mądrzy, jak i głupi, to wybuchłaby wielka afera. Gdyby pewien ksiądz rzekł, że katolicy są mądrzy, zaś innowiercy bywają tak mądrzy, jak i głupi, to mielibyśmy skandal podczas Wielkanocy. Gdyby pewien wzorcowy pan niechcący wygadał się, że tacy jak on są zawsze mądrzy, zaś panowie niemieszczący się w standardach bywają - i owszem - mądrzy, jednak bywają również głupi, to zostałby zrolowany w tęczowe flagi. Gdyby pewien Amerykanin uznał, że biały człowiek jest mądry, zaś kolorowi ludzie są mądrzy, ale i głupi, to miałby zagwarantowany proces.
Jeśli ktoś jest jednak Murzynem, Żydem, innowiercą, gejem albo (jak omawiana posłanka) kobietą, to może obrażać pozostałe grupy, bowiem to jest w jakiś przedziwny sposób tolerowane. To mieści się w ramach kulturalnej dyskusji - zawsze można obrócić w żart.
Gdyby pewien polityk podczas rozmowy z p. Olejnik spostrzegł był, że panowie są mądrzy, zaś panie bywają i mądre, i głupie, to mielibyśmy feministyczną nawałnicę, począwszy od oburzenia samej pani Moniki, skończywszy na paniach (zwłaszcza z opozycji), które nie przepuściłyby świetnej okazji, aby błysnąć i powalczyć z facetami i ich partią; nawet posłanki z partii tego polityka przyłączyłyby się do ogólnonarodowej kakofonii.
Zatem obrażanie grup słabszych, także uważających się za dyskryminowane, w tym uczulonych i przesadnie przeczulonych, nie mieści się w ramach kulturalnej dyskusji - nikt i nigdy nie pozwoli obrócić takiej gafy w żart. I gdzie tu symetria obrażania i tolerancji? Czy można być posłanką i publicznie głosić seksistowskie uwagi?! Pewnie można, skoro nasza publika i właściwe organa tego nie zauważają...

Mądry pożar po szkodzie
Wielka tragedia w Kamieniu Pomorskim - w pohotelowym budynku mieszkało kilkudziesięciu biednych, niezaradnych, bezrobotnych, chorowitych ludzi wraz ze swoimi pociechami. W pożarze zginęło ponad 20 osób, które nie miały szans uciec korytarzami i klatką schodową. Wyjście awaryjne było zamknięte. Kiedyś w ośrodku młodzieżowym spaliło się żywcem wielu młodych ludzi, ponieważ okna na parterze były "zabezpieczone" (przed złodziejami) kratami zamontowanymi na stałe! I jakie wnioski wyciągnięto? Podczas pożaru w Stoczni Gdańskiej również nie pomyślano o prawidłowej drodze ewakuacji.
Jeśli w prowizorycznych budynkach mieszkają ludzie, to jak sobie te warunki wyobrażają władze i przeciętni ludzie? Przecież nie ma środków na wybudowanie modelowych budynków, które miałyby najwyższy poziom bezpieczeństwa. Jeśli przeciętne małżeństwo ma spłacać kredyt mieszkaniowy do czasów wczesnoemerytalnych, to nie zgodzi się na współfinansowanie mieszkań bezpłatnych i o wysokim standardzie ludziom poszkodowanym przez los, bowiem z jednej niesprawiedliwości popadniemy w kolejną (jak z tą Inką, która weszła w półświatek i będzie otrzymywać parę tysięcy europów miesięcznie od austriackiego rządu za sprzedanie swoich znajomków, mając w głębokim poważaniu miliony pracusiów, którzy nigdy takiej kasy za uczciwą pracę nie zobaczą). Powinna jednak być jakaś gradacja, aby ludziom młodym, energicznym, przedsiębiorczym żyło się lepiej niż nieszczęśliwym i aby pierwsi ze zrozumieniem dotowali drugich. Jeśli zaczniemy budować dla niezaradnych coraz lepsze mieszkania, zaś dla zaradnych będziemy podnosić ceny domów i pogarszać warunki spłaty kredytów, to część z tych "jeszcze chcących" przejdzie na stronę "już niechcących", obciążając coraz bardziej zadłużony Skarb Państwa albo wyjadą z Polski pozostawiając osamotnionych pechowców Ojczyźnie.
Biedni ludzie zostali zakwaterowani w odzyskanych budynkach, często z grzybem i odpadającymi tapetami (takie mieli pretensje). A do jakich budynków chcieliby się wprowadzić? Czy wiedzą, ile kosztuje jeden metr kwadratowy powierzchni mieszkalnej, ile jego utrzymanie bieżące i remonty? Czy mogą wskazać źródła pokrywania tych kosztów? Czy po prostu chcą dożywotniej dotacji zrzucając swoje kiepskie położenie na transformację i kryzys światowy?
Pewien mieszkaniec wykonał sobie w ścianie przejście drzwiowe i odkrył, że wewnątrz jest izolacja azbestowa. Niezaradny ów człowiek wykazał się jednak zaradnością - postarał się o ekspertyzę pewnej uczelni technicznej. I lawina pretensji - dlaczego mieszkamy pośród azbestu? Ludziska, kiedy słyszą o azbeście, to zaraz sztywnieją ze strachu, a przecież to tworzywo jest szkodliwe wyłącznie podczas cięcia, szarpania i rwania. Dopóki jest zakryte, dopóty jest nieszkodliwe! Ale nawet wykonanie jednego otworu w ścianie (przy zachowaniu ostrożności) nie jest szkodliwe. Zatem - dlaczego media tak się czepiają tego zasłoniętego azbestu? Aby tylko narozrabiać? A skąd weźmiemy miliardy złotych na uporządkowanie tej sprawy w całej Polsce? Z Unii Europejskiej? Bo daje? A nie lepiej budować nowe, zaś stare odpowiednio zabezpieczać i dopiero podczas rozbiórki zachować odpowiednie rozwiązania?
Najwięcej ludzi uratowało przez okna (najwyższe to drugie piętro) - skok na sąsiednie drzewa lub bezpośrednio na ziemię. Przypadkiem leżała tam pryzma żwiru, która amortyzowała upadki. Może to jakaś wskazówka? Może niech pod oknami leżą takie piaskowe górki? A podczas akcji ratunkowej powinny tam leżeć specjalne poduchy. W Stanach Zjednoczonych są jeszcze koszmarniejsze schody przeciwpożarowe, które straszą na ich filmach. Gdyby były w Kamieniu Pomorskim, to większość ludzi by się uratowała, ale takich schodów w Europie się nie buduje.
Za oknami mogłyby być zawieszone drabiny metalowe, ale jak by to wyglądało? Gdyby były na stałe, to korzystaliby z nich złodzieje i kochankowie i szybko zostałyby zdemontowane. Gdyby były ułożone wzdłuż muru, to by je już dawno ukradziono. Ale może w każdym pokoju powinny być składane lekkie drabiny, które podczas pożaru byłyby wystawiane za okno i zawieszane na hakach? Jednak musiałyby być w pokoju elegancko zamaskowane i powinny być dla wszystkich mieszkańców łatwo dostępne. Ponadto powinny być corocznie sprawdzane i ćwiczebnie użytkowane. Takie rozwiązanie może każdy zastosować, natomiast "z urzędu" ten system się w Polsce nie przyjmie z rozmaitych powodów. A i tak, podczas pożaru, okaże się, że ktoś akurat wyniósł drabinę do sadu albo do malowania garażu.
Można zachęcać do kupna gaśnic i montować je w domach. Być może ktoś po tej tragedii zawiesi gaśnicę w strategicznym miejscu salonu, ale za parę lat obawy przygasną (jak ten wielkanocny pożar) i kiedy jednak ogień się rozprzestrzeni, to się okaże, że gaśnica od dawna nie jest... sprawna. Można zamontować czujniki pożarowe (przy okazji także czujniki gazowe), ale i one sprawią zawód, jeśli po latach zasilanie zawiedzie lub na korytarzu "żartowniś" będzie pozorował pożar albo czad - ktoś zirytuje się i rozłączy, i tak pozostanie... do kolejnej tragedii.
Jeśli ścianki są palne (a ileż to pokazywano filmów katastroficznych o spalonych hotelach, statkach i samolotach, i to eksploatowanych w krajach znacznie bogatszych od Polski?), to można je pokryć cienką stalową blachą. Z pewnością będzie to tańsze, niż zburzenie istniejących a obecnie niezbyt bezpiecznych budynków i wzniesienie nowych.
A pożary i tak będą, ponieważ większość z nich wybucha z powodu zaniedbania mieszkańców (papierosy, instalacja elektryczna lub gazowa) i podpalenia (w tym samobójstwa).
Z domami jest jak z autami i opieką zdrowotną - tańsze budynki (np. socjalne), popularne samochody oraz ogólnie dostępne kliniki są niższej klasy dla ludzi biedniejszych i tego żaden ustrój nie zmieni. Możemy się dziwić i protestować. Nie każdemu uda się ustawić w życiu, jak wspomnianej Ince, choć większość by chciała, jednak pewnie nie za każdą cenę.
Corocznie w każdym domu powinna być przeprowadzona niespodziewana inspekcja, podczas której by sprawdzano przewody kominowe, instalację gazową, elektryczną, nagromadzenie makulatury, śmieci oraz kanistrów z paliwami i butli gazowych, drogi ewakuacyjne, wyjścia na dach, drabiny itp. a przy okazji rzucono by podejrzliwym okiem na "domowe plantacje" i "austriackie piwniczki". Ale społeczeństwa w demokracji mają zwyczaj protestować, także i wówczas, jeśli ktoś na siłę chce je uszczęśliwiać, zatem niewiele się zmieni.

"Tragedia Posejdona" i późniejszy "Posejdon"
Z pewnością każdy z nas oglądał film "Tragedia Posejdona" ("The Poseidon Adventure", 1972) lub (teleemitowany 17 kwietnia 2009) "Posejdon" ("Poseidon", 2006).
Niemal w każdym filmie zdarzają się rozmaite gafy (zegarki u rycerzy, adidasy u żołnierzy, w tle anteny satelitarne). Ale rzadko zdarza się błąd, którego niepopełnienie położyłoby ideę stworzenia filmu.
Otóż parokrotnie zakpiono sobie z praw fizyki...
1. Statek przewraca się do góry dnem. Niezależnie czy pływa w pozycji standardowej (dno u dołu), czy w pozycji nietuzinkowej (dno u góry), to podlega tym samym prawom fizyki. Zatem jego ciężar (także z przyjętą wodą po zalaniu) równy jest wyporowi. Ale po uderzeniu ogromnej fali, ludzie zamknięci są w powietrznym bąblu, czyli w wolnej od wody przestrzeni. Wówczas ogromny statek spoczywa na tej powietrznej poduszce, zatem ciśnienie powietrza jest znacznie większe niż atmosferyczne. Jednak nie zauważamy żadnych kłopotów - pasażerowie zachowują się normalnie, jak my na co dzień (nie licząc oczywiście stresującej sytuacji niemającej wpływu na zmniejszenie ciśnienia).
2. Ekipa ratująca wykonuje otwór w kadłubie, aby wydobyć ocalałych pasażerów z katastrofy. Już podczas wykonania pierwszego przewiertu, powietrze ze sprężonej poduszki powietrznej powinno buchnąć pod ciśnieniem w ratowników, zaś po wykonaniu otworu umożliwiającego przejście człowieka, rozprężane powietrze powinno gwałtownie uciekać z dziurawego kadłuba i w miejsce uchodzącego powietrza, wdzierałaby się woda z morskiej głębi, powodując pogrążanie się statku w oceanicznej toni. Co dzieje się z wnętrzem samolotu lecącego na kilku kilometrach ponad Ziemią, kiedy odpadną drzwi? To wiemy z filmów katastroficznych - pasażerowie i luźne przedmioty bywają wyssane z aeroplanu.
3. Przez kilkanaście minut pasażerowie przechodzą kładką ponad gejzerami palącego się paliwa. Są kilkanaście metrów ponad płonącą powierzchnią. I co? Nic się nie dzieje - grzebią się niemiłosiernie z przechodzeniem, a my wnikliwie rozważamy (z nimi) wszelakie aspekty indywidualnych osobowości. W rzeczywistości nikt nie przeszedłby ponad palącym się paliwem, ponieważ gorąco od płomieni oraz gazy (spaliny) uniemożliwią taką przeprawę bez specjalnego skafandra! Zresztą, po wypaleniu się paliwa wewnątrz kadłuba, skład powietrza byłby ubogi w tlen i przepełniony substancjami trującymi, zatem ludzie zginęliby w kilka minut...
Rozumiem, że filmy są realizowane, aby twórcy zdobyli sławę i kasę, zaś widz ma przeżywać dreszcz emocji oraz ma rozważać poważne problemy moralne, które zawarte są w przesłaniu filmu, jednak ewidentne błędy w dziedzinie fizyki bywają zaskakujące.
Pierwsza wersja filmu jest ciekawsza od drugiej. Zwykle tak bywa. Pewnie dlatego, że poznaliśmy główne problemy moralne już za pierwszym razem i opatrzyliśmy się z katastrofą. Badanie obiektywne polegałoby na obejrzeniu dwóch filmów w odwrotnej kolejności przez widownię, która nie widziała żadnego z tych filmów.
Telewizyjny tygodniowy program ("Fakt") informuje: *Superkino: "Posejdon" - Okręt "Posejdon" przewraca się do góry dnem*.
Oczywiście, to jest statek, nie okręt, a ponadto - nazw statków nie spolszczamy; on na burtach miał nazwę "Poseidon". Ten sam błąd popełniono w pierwszym filmie - "Tragedia Posejdona". Gdyby film był o bogu Posejdonie albo o polskim statku o tej nazwie, to wówczas napisalibyśmy poprawnie - "Posejdon".
W tym samym czasie emitowano film, o którym nadmieniono: *"K-19" - Rosjanie wysyłają łódź podwodną o napędzie atomowym*. Oczywiście, jest to okręt podwodny (nie łódź).
Właśnie agencje podały: *97-letnia Millvina Dean, która przeżyła katastrofę "Titanica", sprzedaje na aukcji swe rzeczy, by móc pokryć koszty pobytu w domu starców*. Jednak nie spolszczono na "Tytanik". Statki "Danzig" oraz "Stockholm" również zatonęły, jednak ich nazwy zachowujemy w oryginałach.

PS Remake [rimejk] - nowa wersja przebrzmiałego filmu. Paskudne (jako polskie) słowo i kolejne zaśmiecenie naszego języka oraz następny dowód na wyższość języka angielskiego (nie tylko w stosunku do naszego języka). Rimejk (też jednak porażka!)? Odgrzewka, przeróbka, odnówka, wznowienie? No cóż byśmy uczynili, gdyby nie ci wyspiarze geograficznie wypchnięci z litej Europy? Mają najlepszy język?

Będzie więcej przejęć i fuzji
Pod takim tytułem na łamach www.wnp.pl (17 kwietnia 2009) pani Dudała dodała szereg wypowiedzi prezesa zarządu Stalprofil SA, m.in. - "Firmy będą się konsolidować, aczkolwiek konsolidacja będzie mieć inny charakter. Uważam natomiast, że będzie więcej przejęć i fuzji".
Firmy zajmujące się stalą, powinny - już choćby z powodu materiału - lepiej się konsolidować (zestalać), wszak to dla nich jednak łatwiejsze, niż dla koncernów parających się plasteliną...
W dobie kryzysu, który nie omija sektora zbrojeniowego, nie dziwota, że wielu zatrudnionych tamże, z przejęciem patrzy w przyszłość i są skłonni przejść na produkcję fuzji, choćby dla myśliwych i kłusowników, którzy po utracie swoich podstawowych miejsc pracy, z większym pożądaniem popatrują na szwendającą się dziczyznę po naszych pięknych lasach, zatem istotnie - już jest więcej przejęć i będzie także więcej fuzji...
Tego samego dnia odbyła się telewizyjna dyskusja na temat powrotu święta Trzech Króli, które niedobry Gomułka nam zabrał w (że też mu gomółka sera w gardle nie stanęła...). Pani prof. Raźny z werwą i swobodą przekonywała do kolejnego dnia wolnego. Takie antonimiczne połączenie raźności z wolnością w naszej teraźniejszości... Gierek uznał, że serek w gomółkach to już za mało dla nowoczesnego polskiego robotnika - stosując szereg ekonomicznych gierek, wydźwignął PRL z siermiężnej epoki furmanek, niemożebnie nas zadłużając (ostatnio uroczyście obwieszczono spłatę tych należności, jednocześnie przypominając o... bieżących zobowiązaniach). Ponieważ święto jest dniem wolnym od pracy w kilkunastu państwach, zebrano ponad milion podpisów pod petycją, zaś niektórzy... socjaliści również popierają tę inicjatywę, przeto całkiem możliwe, że będziemy mieli kolejny wolny dzień. Mieć ten wolny dzień, czy nie mieć? Mieć, czy raczej być? A może Być? W niniejszych rozważaniach może nas wspomóc duszpasterz (o tym wielce filozoficznym nazwisku) - ksiądz Być.
I jak tu nie wpaść w (kolejne niemieckie) kompleksy? Cała Polska śledzi dzikiego kota, który błąka się od tygodnia po polskiej ziemi, a tu (donoszą media nazajutrz) przyjeżdżają sobie Niemcy (pan Winterstein z żoną) do pani Kopy w Rogowie Opolskim i to oni akurat filmują pumę. Naszą polską pumę! Kopę szmalu może pan ZimowyKamień/ZimowaPestka dostać za ten film, zwłaszcza jeśli umiejętnie sznurowadłami powiąże go z reklamą obuwia koncernu "Puma". Miał pumę na rzut kamieniem i dla niego była to pestka... Zimie polska wiosna okazała sympatię. O polskim Rogowie będzie teraz głośno w świecie za sprawą gości, ale nic to - Niemcy to już nasi unijni krajanie, choć jednak żal, że to nie tubylcy przechodzą do historii... Znowu jesteśmy przejęci, ale chyba nikt z fuzją się nie wybiera na tego futrzanego zwierza?

Kto robi nas w (pali)konia?
W Japonii na karę śmierci skazano 47-letnią kobietę, która otruła cztery osoby podczas festiwalu w 1998 roku. Czyn uznano za "okrutny i nikczemny". Skazana nie przyznała się do winy.
20-letni facet otworzył drzwi samolotu i wyskoczył podczas lotu nad bezludnymi dalekopółnocnymi obszarami Kanady. Dotychczas nie znaleziono jego szczątków.
W Polsce najsłynniejszy poseł Platformy Obywatelskiej otrzymał od studentów i emerytów wiele wpłat na swoją patriotyczną działalność, którą w naszym imieniu z wielkim zapałem uprawia po dziś dzień.
Co łączy owe trzy wydarzenia? Japonka otruła i nie przyznaje się podobnie jak Palikoń i cała jego stajnia. Już prędzej bym jej uwierzył, niźli posłowi i darczyńcom, ale japońscy śledczy dostarczyli sądowi niezbitych dowodów, czego polscy prokuratorzy akurat nie potrafili dowieść, a przecież ranga sprawy jest diametralnie różna. U nas wystarczyłoby uzyskać wiarygodne dane od jednej jedynej osoby i byłoby po pośle, ale w sprawach politycznych jakoś polska Temida jest istotnie ślepa, natomiast w Azji była tylko jedna osoba podejrzana, a jednak znacznie sprawniej sobie poradzono z problemem...
Z samolotu wyskoczył człowiek i media podają, że nie znaleziono jego zwłok, zatem dziennikarze pozwolili sobie na logiczne rozumowanie: nie można przeżyć upadku oraz (jeśli cudem przetrwał) parodniowego przebywania w podbiegunowym klimacie. Ale nasza Temida nie wykazuje równie logicznego myślenia. Okazuje się, że w prawie nie mają większego znaczenia fakty i logika. Wydarzenie ma miejsce, jeśli ktoś złoży wiarygodne doniesienie albo znajdą się nagrania kompromitujące przestępcę. Wszelkie molestowania urzędniczek, dręczenia nauczycieli, pobicia podejrzanych nie byłyby ujawnione, gdyby nie nagrania (często dokonane przez samych... przestępców!). Demokratyczny system prawny nie dopuszcza choćby aresztowania na parę dni o suchym pysku. Wówczas większość studentów i emerytów od razu by się przyznała i poseł okazałby się kłamcą, czyli osobą niegodną zaufania publicznego. Nasi obywatele wiedzą, że prawo może im skoczyć na pukiel, jeśli się nie przyznają, a przyznać się ani myślą, bowiem mają już ciekawe a ciepłe posadki, co jest także całkowitym zbiegiem okoliczności... I tak właśnie Polacy robią w palikonia swoich rodaków.
Przy okazji - być może błędnie oceniamy studenta czy emeryta, który albo przymiera głodem i wspomaga ulubionego reprezentanta narodu, albo jest całkiem dobrze sytuowany i tym bardziej wspomaga. Pewnie nie są to ci sami studenci i emeryci, którzy walczą o ulgowe bilety i inne przywileje... A może poddadzą się badaniu wykrywaczem kłamstw, co szybko zakończy tę całą błazenadę?
Przerażająca jest konstatacja, że szereg osób w Polsce, które otrzymały (a właściwe załatwiły) stanowiska (tu - poseł oraz urzędnicy) żyją sobie coraz lepiej dzięki fałszerstwu, są sławni, są kimś i nie mają problemów z pracą. Jak po paru latach może czuć się urzędnik, który coś w życiu osiągnął dzięki oszustwu? Już inna posłanka (co lubi seks niczym owies) zrobiła karierę, bowiem sfałszowała podpisy i co? W Polsce opłaca się oszukiwać i najbardziej (procentowo) zdeprawowaną grupą społeczną są... posłowie, senatorowie i ministrowie! Jedynie w więzieniach (raczej ze zrozumiałych powodów...) ten wskaźnik jest wyższy.
Pani Monika pyta innego posła, Chlebusia (partyjnego kolegę Palikonia), czy wierzy w kilkunastotysięczne dary na jego kampanię. Tenże wskazuje na działania prokuratury i to pod przywództwem PiS, kiedy to nic mu nie udowodniono. Po parokrotnym nagabywaniu, Chlebuś (a należy do wyjątkowo spokojnych i lubianych polityków) nie dał się wciągnąć do dyskusji o uczciwości, logice i wierze - konsekwentnie twierdził, że Palikoń był sprawdzany i niczego nań nie znaleziono. Idę o zakład, że gdyby Chlebuś należał do PiS, to interpretacja opisanej sytuacji byłaby całkowicie odmienna, co dowodzi, że punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Ale miliony Polaków patrzą i mają dość takich cwaniaków a polityków - zanosi się, że wybory do europarlamentu będą mieć całkiem marną frekwencję (to na początek). Już sam fakt, że znaczący poseł PO, partii, która miała stanowić wyższe standardy w sferze uczciwości, zamiast normalnie porozmawiać o tym oczywistym szwindlu, odwołuje się do długotrwałych procedur prawnych, jest kompromitacją głoszonych zasad! Sprawa Palikonia zabrnęła już tak daleko, że PO będzie zmuszona zrezygnować z niego, aby zachować twarz; nawet sporo zyskałaby w sondażach, ale co ma począć, jeśli ktoś ma palihaki?
Mówimy o oficerach z Katynia, o rotmistrzu Pileckim, o generale Fieldorfie oraz o górnikach z Wujka. Tak, oni zginęli za lepszą Polskę, ale palikonie plują na Ich groby zachowując się nader skandalicznie. A media podnoszą sprawę pijaństwa ulicznego - że Palikoń rozdawał małpki okolicznym miłośnikom trunków i że sam przed obiektywami publicznie się zaprawiał. Niektórzy oburzali się, że to jest łamanie ustawy o wychowaniu w trzeźwości. Chwila, moment, przecież on tylko raz urządził wysokoprocentowe zbiegowisko, ośmieszając polskie władze (które sam... reprezentuje), natomiast to media wielokrotnie ukazywały ten moment i będą to czynić jeszcze przez parę lat. To media powinny być ukarane za udostępnienie nagrania, które z jednej strony pokazuje, że Palikoń nie powinien być posłem, zaś z drugiej strony miliony rodaków mają lekcję obywatelskiej równości i przestrzegania zakazów zalewania się alkoholem w publicznych miejscach. Ukazanie pijącego Palikonia powinno kosztować każdą telestację co najmniej kilkaset tysięcy złotych. On się tylko wygłupił, zaś media na tym zbijają kapitał!
Facet swoimi pytaniami kierowanymi do różnych osób oraz swoim nietuzinkowym a przestępczym zachowaniem, zasłużył sobie na niebyt w polskich mediach. Dziennikarze powinni zebrać się, przedyskutować i podjąć decyzję w sprawie (nie)ukazywania szamba polskiego parlamentu. Jeśli chcą pełnić ważną i poważną rolę, a nie chcą być podobnymi błaznami oraz hienami żerującymi na skandalach, to powinni ogłosić bojkot skandalisty Palikonia. Inaczej sami lansują typków pokroju Palipomponiarza. Jednak i im życie pośród skandalików najwyraźniej odpowiada, wszak wybrali sobie taki zawód, który z prawością często się rozmija - to ich chleb powszedni.

Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl


PUBLIKACJE MIRKA 2009r

AKTUALNOŚCI LUTOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI LUTOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO

AKTUALNOŚCI STYCZNIOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO

PUBLIKACJE MIRKA 2008r

AKTUALNOŚCI GRUDNIOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI
LISTOPADOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI PAŹDZIERNIKOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI WRZEŚNIOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI SIERPNIOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI
czerwcowe MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI kwietniowe MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI
marcowe 2008 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI lutowe 2008 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI styczniowe 2008 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO

PUBLIKACJE MIRKA w 2007r
AKTUALNOŚCI grudniowe 2008 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI
listopadowe 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI
październikowe 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI
wrześniowe 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI
sierpniowe 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI
lipcowe 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI czerwcowe 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI majowe 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI kwiecień 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI
marzec 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI luty 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO
AKTUALNOŚCI styczeń 2007 MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO

PUBLIKACJE MIRKA w 2006r
AKTUALNOŚCI GRUDZIEŃ MIROSŁAW NALEZIŃSKI

AKTUALNOŚCI LISTOPADOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI PAŹDZIERNIKOWY MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI SIERPNIOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI LIPCOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI MAJOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKIEGI
AKTUALNOŚCI KWIETNIOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI MARCOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI LUTOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI STYCZNIOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI

i przechodzimy na 2005r
AKTUALNOŚCI GRUDNIOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI LISTOPADOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI PAŹDZIERNIKOWY MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI WRZEŚNIOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI SIERPNIOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI CZERWCOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI MAJOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI
AKTUALNOŚCI KWIETNIOWE MIROSŁAW NALEZIŃSKI

Polecam sprawy poruszane w działach:
SĄDY PROKURATURA ADWOKATURA
POLITYKA PRAWO INTERWENCJE - sprawy czytelników

Tematy w dziale dla inteligentnych:
ARTYKUŁY - tematy do przemyślenia z cyklu: POLITYKA - PIENIĄDZ - WŁADZA

"AFERY PRAWA"
Niezależne Czasopismo Internetowe www.aferyprawa.com
redagowane przez dziennikarzy AP i sympatyków z całego świata których celem jest PRAWO, PRAWDA SPRAWIEDLIWOŚĆ DOSTĘP DO INFORMACJI
ORAZ DOBRO CZŁOWIEKA

uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres:

aferyprawa@gmail.com
redakcja@aferyprawa.com
Dziękujemy za przysłane teksty opinie i informacje.

WSZYSTKICH INFORMUJĘ ŻE WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI I SWOBODA WYRAŻANIA SWOICH POGLĄDÓW JEST ZAGWARANTOWANA ART 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ.

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.