Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
19 marca 2019
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

WŁADYSŁAW GAUZA - SĄD NAD GENERAŁEM

Męcząca prawda - Przyczynek do „Sądu nad Generałem” Władysław Gauza

„Jedynie prawda jest ciekawa” – pisał swego czasu J. Mackiewicz. Z doświadczenia wiemy, że prawda może być ciekawa, ale tylko dla niektórych. Dla wielu może być przerażająca i porażająca.

Na witrynie „Prawica.net” ukazał się znakomity tekst Adama Wielomskiego pt. Sąd nad Generałem”.
Artykuł ten został opublikowany również na portalu „Radio Pomost”. W związku z tym napisałem „Przyczynek do Sądu na Generałem” i wysłałem e-mailem do redakcji „Prawica.net” z zapytaniem, czy – jeśli nie koliduje z polityką redakcyjną – może zostać zamieszczony.
Otrzymałem odpowiedź: „Chętnie wydrukujemy”, po czym dostałem zapytanie, czy mógłbym podać jakieś informacje o sobie. Napisałem krótką informację ukazującą mnie, po której stoję stronie politycznej. Wskazałem przy tym na zamieszczone ostatnio teksty w gazecie internetowej „AFERY PRAWA” i na polsko-polonijnym „KWORUM”.

Po tym nastąpiła śmiertelna cisza ze strony „Prawica.net”. Nie chcę spekulować tutaj, co jest tego powodem, bo to nie ma sensu i szkoda na to czasu. Przypuszczalnie prawda tam zawarta jest dla kogoś niewygodna, więc skazano ją na uśmiercenie poprzez „zapomnienie”.
Ponieważ sprawa dotyczy prawa i sądów w PRL-bis, uważam, że nadaje się do opublikowania w gazecie internetowej „AFERY PRAWA”, dokąd zwróciłem się z prośbą o wydrukowanie.

Władysław Gauza
28.09.2008

Przyczynek do „Sądu nad Generałem”

Wróciłem z podróży i przeczytałem artykuł A.Wielomskiego, „Sąd nad Generałem” i wszystkie komentarze. Machnąłem ręką i pomyślałem sobie – szkoda zdrowia. Nie z powodu artykułu, lecz opublikowanych komentarzy. Wycofałem się po chwili, bo doszedłem do wniosku, że nad wyrażonymi tam poglądami nie można przejść obojętnie.

Autorowi należy tylko pogratulować przenikliwości myślenia oraz logiki i konsekwencji w rozumowaniu. Pan Wielomski daje wykład wyższej matematyki a słuchacze roztrząsają równania z jedną i dwoma niewiadomymi i zarzucają wykładowcy, że źle mówi, bo im to nie pasuje do tego, co oni wiedzą. Tak właśnie to widzę, przyglądając się z boku.

Przejść nad tym obojętnie nie wypada, bo jeśli opinie obecnych tu komentatorów odzwierciedlają wiedzę historyczną, głębie pojmowania i rozumowania politycznego ludzi prawicy, to w ogromnym stopniu wyjaśnia nam to, dlaczego prawica w dzisiejszej Polsce jest politycznym niczym.

Ja odczytałem artykuł p. A. Wielomskiego jako przesłanie: Albo zrobić robotę solidnie, albo nie zabierać się za to, nie mając kompetencji. Odstawiając fuszerę, tylko ośmieszamy się. Na tym właśnie zależy czerwonym gangsterom i ich pachołkom. Nigdzie też nie dostrzegłem, żeby Autor twierdził, że Polska po drugiej wojnie św. była państwem nielegalnym. Natomiast wyczytałem, że PRL była taką samą formą państwa polskiego, jak Norwegia za panowania Quislinga i jego partii S.N.

Przypomnijmy trochę faktów, które nie podlegają dyskusji. Władza Bieruta-Gomułki-Jaruzelskiego, oraz ich „partii” PPR-PZPR, została ustanowiona w Polsce dokładnie tą samą metodą, jak władza Quislinga i jego „partii” NS w Norwegii. Z tą jednakże kolorowa różnicą, że nie za pomocą czołgów i bagnetów nazistowskich, lecz bolszewickich. Hitlerowcy zajęli Norwegię w obronie tego kraju przed imperialistami angielskimi. Bolszewicy zajęli Polskę w obronie przed nazistami. Inaczej mówiąc: Komuniści i ich PPR-PZPR, doszli do władzy w Polsce po okupacji naszego kraju przez wojska bolszewickie. Po uchwyceniu władzy komuniści wprowadzili przy pomocy dzikiego terroru, bezwzględną dyktaturę i system totalitarny nie różniący się od totalitaryzmu bolszewickiego w Rosji i nazistowskiego w Niemczech. Krótko sumując: Geneza władców, zastosowane metody zdobycia władzy i tworzenia aparatu rządzenia w PRL są dokładnie takie same, jak V. Quislinga w Norwegii i Ph. Petaina we Francji. I takie są nagie fakty. Nie będę tutaj ukazywał jak Norwedzy rozwiązali problem ze swoją bandą kolaborantów, bo nie jest to przedmiotem tego tekstu.

Ukazałem to w artykule polemicznym p.t. „Zrobić lustrację po europejsku” , zamieszczonym na portalu „Polskie Jutro” (www.polskiejutro.com/art.php?p=11527).

Żeby nie wydłużać tekstu, ograniczę się tutaj do kilku przykładów komentarzy.

Przykład pierwszy. Autor tak zaczyna: „Panie Adamie, jak się myśli przede wszystkim o zemście, ...”
Swego czasu, już po „okrągłym stole”, we Wrocławiu pewien obywatel przywalił Jaruzelskiemu cegłą w łeb. Został za to skazany przez sąd III RP na wiezienie. Był to akt zemsty, czy kara za występek?! Jak powiedziało się „A”, to trzeba umieć powiedzieć „B”. Odkąd przyjmujemy założenie, że kara jest zemstą, to musimy stać przy stanowisku, że wszystkie sądy karne, zbierając się codziennie na posiedzenia rozstrzygające o winie i karze, myślą przede wszystkim o zemście i odwecie.

Ludziom, jak np. A. Michnik SA, wychowanym w atmosferze mafijnej i gangsterskiej, kara zawsze kojarzyć się będzie z odwetem i zemstą. A osobom z czerwonymi DNA dodatkowo kojarzy się z nienawiścią, bowiem komuniści – podobnie zresztą jak i naziści – byli fabrykantami nienawiści w społeczeństwach (i narodach) i sądzą innych według siebie.
Dalej ten sam komentator miesza przyczyny ze skutkami, kiedy pisze, że co prawda emocje są nam potrzebne, ale „by wyplątać się z coraz bardziej rozpadającego się państwa. (...). A mamy ... rozliczenia, które (...) jedynie jątrzą”.

Powiedzmy tu sobie od razu, że coraz bardziej rozpadające się państwo i brak w społeczeństwie zainteresowania w odbudowie struktur państwa, to są skutki. Przyczyną zaś jest brak rozliczenia bandy komunistycznej z jej występków. A więc naprawę i odbudowę struktur państwa trzeba zacząć od właściwego miejsca: najpierw zlikwidować przyczyny choroby. Norwedzy i Francuzi, nie są pod tym względem inni od Polaków. Gdyby nie ucięli łba hydrze raz na zawsze, to byłoby tak samo, jak dzisiaj w Polsce, albo jeszcze gorzej.

Cały proces rozliczenia Quislinga i jego bandy faszystowskiej, władze norweskie przeprowadziły gruntownie, co uzasadniły tym, że było to konieczne do konsolidacji narodu i do wyzwolenia energii społecznej – czynników niezbędnych do odbudowy państwa. A więc to jest właśnie to, czego oczekuje w/w komentator. Dodać tutaj należy jeszcze, że kolaborantów norweskich sądzili i wymierzali kary ludzie nieskażeni myśleniem komunistycznym ani faszystowskim. Byli to ludzie, dla których kara miała charakter wychowawczy i zapobiegawczy. I tym kierował się sąd norweski, kiedy wydawał 30 wyroków śmierci na Quislinga i jego „obóz polityczny”. Była to kara za sięgnięcie po władzę przy pomocy siły obcego państwa, tj. Niemiec i Hitlera. 26 wyroków wykonano, 3 zamieniono potem na dożywocie, a jednego „ministra” rządu Quislinga i jego bandy uznano za wariata. Kary te i inne wydawano ku przestrodze przyszłych pokoleń i ewentualnym kandydatom na zdrajców ojczyzny w przyszłości, aby byli świadomi, co ich za taki występek czeka. Dalej uzasadniono kary tym, że jeżeli takie przestępstwa ujdą bezkarnie, to stwarza się precedens – sytuację niebezpieczną dla stabilności państwa i jego późniejszego istnienia, bo daje się w przyszłości nadzieję innym, iż identyczne przestępstwo dokonane przez nich też ujdzie im bezkarnie. A co zdobędą w czasie takiej działalności przestępczej, nikt im nie odbierze. Podkreślano przy tym, że takie rozliczenie kolaborantów było konieczne dla przywrócenia w społeczeństwie zdrowia moralnego, a przede wszystkim do wytworzenia poczucia sprawiedliwości i bezpieczeństwa.

Gwoli przypomnienia: Po zakończeniu okupacji kraju i odzyskaniu niepodległości, Quisling i jego spółka zostali osądzeni za:
1) Zdradę państwa w stanie wojny.
2) Za próbę bezprawnego wprowadzenia państwa norweskiego pod obcą kontrolę.
3) Za nielegalną zmianę konstytucji państwa.
4) Za przyczynienie się do śmierci tysięcy obywateli i za udział w morderstwach na obywatelach norweskich.

To tylko taka mała informacja dla sędziów i prokuratorów polskich niepowiązanych klikowo, klanowo i sitwowo z KPP-PPRowskimi koteriami. Prawdziwe władze niepodległej Polski mogą wystąpić z aktem oskarżenia i sądzić kierowniczy aparat PZPRowski na podstawie prawa niepodległej II RP za udział w zorganizowanej grupie przestępczej. I nie powinien w tym zostać pominięty m.in. J. Urban czy M.F. Rakowski.

Ja tutaj zdaję sobie sprawę, że takiego myślenia politycznego nie możemy oczekiwać od poprzednich i dzisiejszych władz polskich z władzą sądowniczą włącznie, bo władzę w naszym kraju mają politycy z importu i z awansu społecznego, a więc ludzie z DNA krawców i handlarzy ze Lwowa, z Mińska i Pińska i robotników folwarcznych. I choć są to już ludzie w drugim i trzecim pokoleniu, to nie ma to znaczenia, bo o ich pojmowaniu interesów państwa polskiego decyduje DNA. Jednak to, że właśnie oni posiadają władze i są silniejsi, nie oznacza, że mamy zrzec się podstawowych wartości takich, jak poczucie sprawiedliwości, poczucie bezpieczeństwa osobistego, zdrowej moralności i godności ludzkiej.

Przykład drugi. Tu komentator zadaje pytanie: „A co jest legalne?”, po czym wnioskuje, że p.Wielomski nie uznaje „woli większości (...) za źródło prawa, (...)”. Nie wiadomo tylko, kiedy w PRL, i w czym, ta „wola większości” się wyrażała. Czy może w tym, że po krwawym rozprawieniu się za pomocą okupanta z patriotami polskimi i tymi, którzy kwestionowali legalność poczynań czerwonych kolaborantów, reszta-większość siedziała potem cicho?!
Taka „wola większości” istniała w getcie łódzkim w czasie okupacji niemieckiej i w getcie warszawskim, gdzie był rząd (Judenrat) a przestrzegania prawa pilnowała policja żydowska.
W jeszcze skrajniejszej formie taka „wola większości” istniała też w KZ Auschwitz. Nie muszę tu chyba przypominać, co robiono z ludźmi, którzy sprzeciwiali się wprowadzonemu siłą prawu w PRL, w gettach żydowskich i innych obozach.

Przykład trzeci. Inny komentator dowodził legalność władz PRL-owskich i stworzonego przez nich PRLu tym, że wydawały świadectwa szkolne i metryki urodzenia. W okresie rządów Quislinga i jego kliki rodziły się dzieci, chodziły do szkół, młodzi ludzie studiowali i zawierali małżeństwa. Po zlikwidowaniu władzy quislingowców nikomu nie przyszło na myśl, żeby użyć metryki urodzenia, świadectwa czy akty zawarcia małżeństwa, wydane w czasie panowania prawa faszystowskiego, jako nielegalne. Nikomu nie przyszło do głowy, żeby tymi dokumentami dowodzić legalności faszystowskich władz norweskich. W czasie okupacji niemieckiej w Polsce też dzieci chodziły do szkoły, otrzymywały świadectwa a te, które rodziły się otrzymywały metryki urodzenia i po wojnie nikt nie próbował tym legalizować okupacji. Tutaj należy pamiętać, że pewne organa państwowe, jak np. te wydające świadectwa szkolne, metryki urodzenia czy akty małżeństwa i inne, nie były stworzone przez nielegalną władzę tak w PRLu, jak i w quislingowskiej Norwegii, lecz przez legalne władze polskie II RP i przedwojenne władze legalne w Norwegii. Bandy gangsterów politycznych, które wzięły władzę w obu wymienionych krajach przy pomocy okupantów, po prostu pozostawiały te organy przy życiu, bo im nie przeszkadzały w utrzymaniu się przy władzy.

Przykład czwarty. SB była do 1983 roku nielegalna, a od 1983 legalna, bo w tymże roku otrzymała umocowanie prawne w ustawie. Jeżeli ten komentator nie zakpił sobie tutaj, to mamy do czynienia z nierozumieniem problemu: Organa powołane przez nielegalną władzę były, są i zawsze będą nielegalne. To, że społeczeństwo podporządkowuje się tym organom pod przymusem, jak np. w getcie warszawskim, nie zmienia istoty zagadnienia i charakteru władzy. Dlatego UB i SB była nielegalna przed 1983 i potem, bo była ramieniem władzy nielegalnej. Należy przy tym pamiętać, że tak UB, jak i SB była organizacją zbrojną, stworzoną do obrony kliki czerwonych kolaborantów przed obywatelami polskimi.

I ostatni przykład. Komentator pisze: „Sprawa jest w sądzie i zobaczymy jak będzie.” Czyli sąd rozstrzygnie, ergo: sprawiedliwości stanie się zadość.

Według informacji, jakie do mnie dotarły, przewodniczącym zespołu sędziowskiego, który będzie rozpatrywał winę Jaruzelskiego i spółki, ma być mgr. Agata K. Jej ojciec był aktywnym członkiem PZPR i redaktorem komunistycznego szmatławca, „Żołnierza Wolności”, znanego ze swych dzikich i oszczerczych napaści propagandowych na obywateli polskich, którzy nie akceptowali czerwonych kolaborantów. Jej wujek, starszy brat ojca, był wysokim oficerem w MSW i swego czasu przedstawiał porucznika Cz. Kiszczaka do awansu na kapitana. Dziadek Agaty K., Andrzej Grześkowiak, był członkiem PPR i PZPR i gorliwym budowniczym PRL-u. Był to Żyd polski, „cudem” uratowany przez Polaków w Rembertowie za ciężkie pieniądze i złoto, które naszabrował od Żydów w getcie warszawskim, podczas kiedy funkcjonował jako agent gestapo i skąd potem w 1942 roku uciekł wraz z kilkoma innymi żydowskimi gestapowcami. Po tzw.. „wyzwoleniu” zgłosił się do pracy partyjnej. Był najpierw wysokim oficerem w osławionej Infor. Wojskowej a potem w KBW. Do pracy partyjnej przyjmowała go szefowa działu kadr przy KC PPR, Zofia Gomółkowa, żona Władysława Gomółki. Kiedy stanął przed jej obliczem, Zofia G. Spojrzała na niego i rzekła: „Twarz jak twarz, ale to nazwisko...! W ten sposób Abraham Gancwajch stał się „Andrzejem Grześkowiakiem”. Oczywiście, dziadek już nie żyje. Kuzyn Agaty K. ze strony matki w czasie pracy w milicji na stanowisku oficera śledczego studiował prawo a od połowy lat 1990. jest znanym i mocnym adwokatem w Warszawie. Został wyznaczony obrońcą W. Jaruzelskiego. (Uwaga: wiele nazwisk wymienionych tu osób jest zmienionych ze względu na paragraf „o ochronie danych osobowych”, wprowadzony przez władze tzw. III RP).

Premiera tej sztuki teatralnej wyznaczona została na 25 września b.r. Jednakże niezależnie od wyniku tej komedii, wyreżyserowanej przez prokuratorów IPN, to znaczy – niezależnie, czy tandem Jaruzelski-Kiszczak zostaną ukarani czy uniewinnieni, najważniejszy problem: niebezpieczeństwo zagrożenia Polski jako niepodległego bytu, nie zostanie usunięte, bo pozostanie nadal nierozwiązana kwestia: Który obywatel polski, lub grupa-organizacja obywateli polskich, nie ma prawa sięgać po władzę w Polsce przy pomocy siły rosyjskiej, niemieckiej, ukraińskiej, francuskiej czy izraelskiej, w celu rozpędzenia na cztery wiatry dzisiejszy albo jakiekolwiek w przyszłości rząd, sejm senat i sądownictwo, motywując to „koniecznością dziejową”, „interesem społeczeństwa” i „dobrem narodu” polskiego?

Jeżeli to, co komunistyczna banda KPP-PPRowska dokonała, nie jest przestępstwem, za które powinna zostać przykładnie ukarana – to jest to moralnie i prawnie dozwolone. I nie pomoże tu wprowadzenie nowego prawa zabraniającego takich czynów, bo te nowe prawa nie będą nigdy bardziej prawne i legalne, niż prawa niepodległej II RP.

Władysław Gauza
Oslo, 22 września 2008

W dziale dla inteligentnych:
ARTYKUŁY - tematy do przemyślenia z cyklu: POLITYKA - PIENIĄDZ - WŁADZA

Polecam sprawy poruszane w działach:
SĄDY PROKURATURA ADWOKATURA
POLITYKA PRAWO INTERWENCJE - sprawy czytelników

"AFERY PRAWA"
Niezależne Czasopismo Internetowe www.aferyprawa.com
redagowane przez dziennikarzy AP i sympatyków z całego świata których celem jest PRAWO, PRAWDA SPRAWIEDLIWOŚĆ DOSTĘP DO INFORMACJI
ORAZ DOBRO CZŁOWIEKA

uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres:

aferyprawa@gmail.com
redakcja@aferyprawa.com
Dziękujemy za przysłane teksty opinie i informacje.

WSZYSTKICH INFORMUJĘ ŻE WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI I SWOBODA WYRAŻANIA SWOICH POGLĄDÓW JEST ZAGWARANTOWANA ART 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ.

zdzichu