TYLKO ŻEBRZĄCE "PRUSKIE POWIERNICTWO" ???

      Pieniądz rządzi światem, dlatego nie się co dziwić, ze w związku ze stworzeniem wspólnoty europejskiej [UE] wzrosły w Niemczech i w Polsce dążenia do jakichkolwiek reparacji majątkowych wynikających ze zmiany granic państw po II wojnie światowej. Rozpatrzmy ten problem na przykładzie działania chociażby Pruskiego Powiernictwa (Preussische Treuhand), chociaż mogłoby to być dowolne stowarzyszenie np. niemieckich karaluchów. Jak wiadomo, są to takie owady, których nawet wojna atomowa nie jest w stanie zniszczyć, tak więc co mówić o konwencjonalnej wojnie światowej sprzed 65 lat. 
     Powiernicy pruscy zamierzają złożyć w polskich sądach zbiorowe pozwy Niemców, którzy, w wyniku przymusowych wysiedleń po roku 1945, utracili majątek na obszarze powojennej Polski. Te dążenia odszkodowawcze strat wojennych przez Niemców  są nie tylko że wyjątkowo bezczelne, ale bez wątpienia źle wpływają na wzajemne stosunki między obu państwami, które to rządy starały się naprawiać w tym całym okresie powojennym.  
     Jasne że wywołało to oburzenie polskich posłów którzy w piątek, 27 sierpnia 2004 stwierdzili: "Nie my wywołaliśmy wojnę! dlatego Oczekujemy od Niemiec uznania raz na zawsze odpowiedzialności za całość skutków agresji na Polskę" - brzmi uchwała Sejmu, przyjęta przez aklamację w 65. rocznicę wybuchu II wojny światowej.
Sejm wezwał też "do szczególnego szacunku dla prawdy historycznej i przeciwstawienia się próbom rozmywania odpowiedzialności Niemiec i Związku Sowieckiego za wywołanie II wojny światowej i popełnione w jej czasie zbrodnie, zniewolenie narodów i deportacje, i podział Europy". 
Rozmiar szkód wyrządzonych Polsce przez Niemcy hitlerowskie upoważnia rząd RP do wyegzekwowania od rządu RFN stosownej umowy.

Dlaczego kolejny raz musimy rozpatrywać te fakty? 
Teoretycznie Polska była wygraną stroną w tej wojnie, a wygrany przecież zabiera wszystko. Tak więc ludność pochodzenia niemieckiego powinna być podległa Polakom, być ich niewolnikami, nawet nie powinno być tego narodu - TO PRAWO ZWYCIĘZCY. Przypuszczalnie tak by się stało z Polakami. Po zwycięstwie Niemiec  nasz naród miał zniknąć. Ponieważ sytuacja uległa odwróceniu, to nie powinno być żadnego majątku niemieckiego, żadnych roszczeń. Tak więc Niemcy mają szczęście, że nie obowiązują normy średniowieczne, kiedy to pokonanym zabierano wszystko, a nawet czasy zaborów, kiedy to Polska znikła z mapy świata. Ten kto przeżył mógł mieć pretensję co najwyżej do swego nieudolnego przywódcy.
 
     Zawsze podziwiałem Niemców za ich zorganizowanie, pracowitość i inteligencje. Bez wątpienia było to dokonanie fizyczną eliminacją kalek i ludzi ułomnych. Niewątpliwie dlatego teraz Niemcy istnieją i dalej mają w Europie coś do gadania. Inaczej było w Polsce, gdzie właśnie inteligencja była eliminowana zarówno przez najeźdźców niemieckich jak i rosyjskich.   W efekcie mamy taki, a nie inny rząd, takie a nie inne władze i urzędników państwowych. Jednostki wybitne są niezrozumiałe i na wszelki wypadek "kasowane", tak żeby nie wybiły się przypadkiem powyżej średniej przeciętnej. Dalej obowiązuje stalinowska zasada rządzenia przez "niewykształconych robotników?", a nie inteligencję. Ci wolą zresztą wyjechać z kraju. Dlatego nadal Polska nic nie znaczy w międzynarodowym świecie, o czym mogliśmy się przekonać po wizycie naszego prezydenta Kwaśniewskiego nie tylko w Rosji (pokornie jak uczeń czekał na spotkanie z Putinem) , ale nawet w przyjacielskich Stanach Zjednoczonych.  Pewno dlatego mamy tyle afer, mierności i głupoty urzędniczej.   

Niemcy chcą "swoich" Prus?. Nie ma sprawy, tylko niech do Polski wróci Lwów, który był polską stolica kulturalną, kiedy w Prusach uczono się dopiero hodowli pszczół, a "warszawka" była gdzieś w lasach zabitą dechami wiochą. Jak cofamy się w czasie, to skutecznie. Na odstąpionych terenach wschodnich Polski przed wojną mieszkało ponad 10 mln Polaków. Akurat tyle też żyło Niemców na dzisiejszych ziemiach polskich. Tak więc straty obu narodów są porównywalne. Pytanie - kto ma za to zapłacić? W grę wchodzą tylko Niemcy i Rosjanie - tylko przegrany z wygranym może negocjować. Śmieszne jest jakieś oczekiwanie roszczeń od pośrednika w tej historycznej grze. Logicznie rozumując Polska utraciła swoje ziemie na Wschodzie i nie otrzymała odszkodowań za zniszczenia, a WOJNĘ WYWOŁALI NIEMCY, tak więc z tego powodu Polska powinna domagać się od Berlina reparacji, a nie odwrotnie.

Dlaczego więc polski rząd milczy? Po strasburskim wyroku w sprawie Zabużan rzecznik praw obywatelskich prof. Andrzej Zoll mówił:
- Władze nic nie zrobiły, żeby rozwiązać problem roszczeń Zabużan. Sprawę można było załatwić bez wydawania pieniędzy, przekazując Zabużanom rekompensatę w naturze, choćby w nieruchomościach rolnych skarbu państwa. Teraz trzeba będzie płacić. Polski rząd tak jak nic nie zrobił, żeby rozwiązać problem roszczeń Zabużan, tak też nic nie robi, aby zlikwidować ostatecznie problem roszczeń niemieckich...
    Tak naprawdę, to ten aferalny rząd SLD dba wyłącznie o "własne kieszenie", kosztem wszystkich podatników. Jasne, że np. żeby wypłacić Zabużanom godziwą rekompensatę, trzeba będzie podnieść podatki - oświadczył reprezentant RP przed Trybunałem w Strasburgu.
Jeśli dalej tak pójdzie i polski rząd nie będzie nic robił, a szef dyplomacji w kwalifikacjach prawnych będzie się znowu mylił, Polacy mają zagwarantowaną stałą podwyżkę podatków. W każdym razie ma kto płacić, a nie będzie to na pewno upadający rząd.

     Korzystny dla Zabużan wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu (Broniowski przeciwko Polsce z 22 czerwca br.) w sposób naturalny rodzi pytanie o roszczenia odszkodowawcze tzw. niemieckich wypędzonych wobec Polski. Dla polskiego rządu, zwłaszcza dla szefa polskiej dyplomacji, wyrok ten stanowi kompletne zaskoczenie. Dlatego wbrew poglądom ministra Cimoszewicza, Rada Warszawy przyjęła uchwałę o oszacowaniu strat poniesionych przez stolicę wskutek działań obcych armii, niemieckiej i sowieckiej, podczas II wojny światowej. Podobne uchwały przyjęto w innych miastach, np. w Poznaniu. Następnie Sejm przyjął uchwałę, w której czytamy: "wszystkie kwestie związane z przejęciem przez Polskę majątków po byłych przesiedleńcach z ziem odzyskanych uważa za ostatecznie zakończone i w żaden sposób nie podlegające rozpoznawaniu przez Trybunał Sprawiedliwości Wspólnot Europejskich w Luksemburgu lub Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu ". W swej uchwale Sejm wezwał rząd do zagwarantowania w traktacie konstytucyjnym UE zapisu mówiącego o zakończeniu wszystkich kwestii związanych z przejęciem przez Polskę majątków po obywatelach niemieckich po II wojnie światowej.
     Jednocześnie, również wbrew poglądom ministra Cimoszewicza, przedstawiciel Departamentu Prawno-Traktatowego MSZ - Trybunał w Strasburgu złamał zasadę, iż nie zajmuje się sprawami sprzed swego powstania.
Do niedawna odżegnywał się od rozpatrywania tzw. starych spraw, a złamał tę zasadę po raz pierwszy przed około dwoma laty, podejmując decyzję o dopuszczalności rozstrzygnięcia w sprawie Broniowskiego przeciwko Polsce, dotyczącej mienia zabużańskiego. Tak oto Trybunał otworzył puszkę Pandory. Orzeczenia w tych sprawach będą miały dla Polski zasadnicze znaczenie. Trybunał uznał wówczas, że choć naruszenie praw Zabużan nastąpiło, zanim objęte zostały ochroną na podstawie art. 1 protokołu nr 1 do europejskiej konwencji praw człowieka, jednak z uwagi na "ciągłość naruszenia" (skutki trwają) sprawa objęta jest jego kompetencją. Wcześniej podobne skargi, np. ze strony byłych właścicieli z Prus Wschodnich, były oddalane.
     Jeśli po wyroku Trybunału w Strasburgu przedstawiciele polskiego rządu uspokajają opinię publiczną, że roszczenia niemieckich wypędzonych mają całkiem inny charakter niż roszczenia Zabużan, warto im przypomnieć właśnie zasadę "ciągłości naruszeń". Trzeba też jednak przytoczyć opinie niemieckich prawników, wzywających do tzw. opcji zerowej. Kiedy Polacy czy Czesi skrupulatnie obliczą szkody wyrządzone im przez Niemcy hitlerowskie, okazać się może, że per saldo to nie Polska i Czechy mają płacić niemieckim wypędzonym, tylko Niemcy - Polakom i Czechom, a rezygnacja z reparacji jest łaską wyrządzoną państwu niemieckiemu. Taki wniosek wynika np. z opinii wybitnego znawcy prawa międzynarodowego prof. Christiana Tomuschata (opinia wydana dla niemieckiego parlamentu w sprawie wypędzenia Niemców Sudeckich).

Czy niemieckie władze inspirują roszczenia? 
Rządy polski i niemiecki reprezentują odmienne stanowiska prawne w sprawach wypędzenia. Rząd niemiecki uważa, że wywłaszczenia dokonane bez odszkodowań były niezgodne z prawem międzynarodowym, jednak rząd polski jest innego zdania. Problem dzisiaj polega na czymś innym - na bezczynności polskiego rządu wykorzystywanej przez rząd niemiecki. Jak niedawno napisało niemieckie Ministerstwo Finansów w liście do jednego z wypędzonych, który wystąpił o odszkodowanie do rządu federalnego - Republika Federalna zrezygnowała jedynie z roszczeń terytorialnych wobec Polski i uznała jej granice, ale "nie zrezygnowała przez to z indywidualnych roszczeń Niemców". Ministerstwo poradziło swemu rodakowi, aby wystąpił przeciwko Polsce na drogę procesową.
     Oprócz majątków wypędzonych (czyli prywatnej własności niemieckiej, przejętej przez Polskę pod koniec II wojny światowej i tuż po jej zakończeniu, tzn. w latach 1945 - 1947) odrębną kwestią są roszczenia przesiedlonych, którzy wyjeżdżali z Polski później (do 1989 r.), w tym w ramach akcji łączenia rodzin, już nie na podstawie umowy poczdamskiej. Problem ten, choćby ze względu na inny kontekst historyczny, pod względem prawnym jest poważniejszy dla Polski niż roszczenia wypędzonych (wszak w przypadku wypędzonych chodziło o rozstrzygnięcie wielkich mocarstw, aczkolwiek tak też było w przypadku Zabużan). Tutaj też wysuwanie roszczeń odszkodowawczych wobec Polski jest w białych rękawiczkach inspirowane przez władze niemieckie. Tamtejsze urzędy masowo występują do przesiedlonych, aby zwrócili "świadczenie wyrównawcze" uzyskane od rządu niemieckiego za pozostawione w Polsce mienie. 
     Na przykład ostatnio burmistrz Dortmundu (notabene członek rządzącej SPD) wezwał do zwrotu świadczenia mieszkankę tego miasta, która w latach 70. wyjechała do Niemiec, pozostawiwszy w Polsce mienie. Pochodząca jeszcze z lat 50. niemiecka ustawa o świadczeniu wyrównawczym (Lastenausgleichsgesetz) mówi bowiem, że jeśli stan faktyczny ulegnie zmianie, urząd (Ausgleichsamt) może domagać się zwrotu tego quasi-odszkodowania. Urzędy niemieckie wychodzą z założenia, że stan faktyczny radykalnie się zmienił, tzn. w Polsce nastąpiła demokratyzacja i liberalizacja, a członkostwo w Unii Europejskiej likwiduje przeszkody, aby przesiedleni wrócili do swoich domów. Jeśli zaś kogoś tam zastaną, mają pełne prawo do ubiegania się o zwrot własności na drodze sądowej w Polsce. Zgodnie z prawem polskim nieruchomości te zostały wywłaszczone na podstawie dekretu o majątkach opuszczonych i poniemieckich z 1946 r. oraz ustawy o gospodarce terenami w miastach i osiedlach z 1961 r. Mimo to do dziś w wielu księgach wieczystych figurują nazwiska dawnych niemieckich właścicieli. Tylko na Opolszczyźnie jest ok. 700 nieruchomości o nieuregulowanym stanie prawnym. Tutaj też wydaje się konieczna opcja zerowa. Aby to było możliwe, potrzebna jest odpowiednia aktywność polskiego rządu, który jednak nie widzi problemu.

    W niemieckim Bundestagu nie ma nikogo, kto popierałby roszczenia odszkodowawcze Pruskiego Powiernictwa. Dlatego naiwne jest wystąpienie Pawelka żądał między innymi zniesienia tzw. dekretów Bieruta, czyli aktów prawnych wydanych w latach 1945 -1946 będących podstawą wywłaszczenia obywateli pochodzenia niemieckiego. "Ślązacy" oczekują od rządu polskiego oficjalnych przeprosin za wysiedlenie milionów Niemców. Ziomkostwo żąda przywrócenia dóbr, które zostały im zabrane podczas wywłaszczenia oraz odszkodowania dla Niemców za pracę przymusową. Pawelka domaga się możliwości używania niemieckiego języka w sądzie i postawienia dwujęzycznych szyldów z nazwami miejscowości - pisały o spotkaniu w Norymberdze niemieckie media. Sporo było również o wartościach obowiązujących w UE. Wartościach, których zdaniem Pawelki Polska jeszcze nie osiągnęła, a powinna. 
    Pruscy powiernicy nie mogą jednak liczyć ani na poparcie rządu RFN, ani CDU, największej w Niemczech partii opozycyjnej. W czasie niedawnej wizyty w Warszawie kanclerz Gerhard Schröder dał do zrozumienia, że Pruskie Towarzystwo Powiernicze to organizacja wątpliwego autoramentu. Jako szef rządu niemieckiego, Schröder zdecydowanie odrzuca indywidualne roszczenia wobec Polski. Co więcej, z zadowoleniem powitałby uchwałę Bundestagu, a także Sejmu, deklarującą takie właśnie stanowisko. Nie jest wprawdzie jasne, czy uchwała parlamentów obu krajów miałaby wiążącą moc prawne, ale sens przesłania politycznego jest jednoznaczny.

     Coraz więcej faktów i dokumentów potwierdza, że Kwaśniewski i Miller zapewniając o braku niebezpieczeństwa ze strony niemieckiej wobec własności na ziemiach odzyskanych, mylili się lub też świadomie wprowadzali Polaków w błąd. Jednym z tych dokumentów jest odpowiedź ministra Cimoszewicza, na interpelację posła Dobrosza w sprawie potwierdzenia legalności wysiedlenia ludności niemieckiej i konfiskaty jej mienia na ziemiach odzyskanych. 
     Otóż minister spraw zagranicznych na pytanie Dobrosza, czy rząd Polski domagał się czy też będzie domagać się, uznania w formie traktatowej legalności prawnomiędzynarodowej wysiedlenie od strony niemieckiej wyjaśnia, że kroki takie nie są rozważane. Na podstawie treści wypowiedzi ministra, można wskazać kilka powodów takiego stanowiska. Najważniejszy z nich jest doprawdy szokujący dla strony polskiej, otóż jak wyjaśnia Cimoszewicz, rząd Niemiec utrzymuje, że wysiedlenia i wywłaszczenia ludności niemieckiej są niezgodne z prawem międzynarodowym. Tym samym nie przychyla się on do stanowiska strony polskiej, że działania te były wykonaniem Umowy Poczdamskiej. Zdumiewającym jest, że rząd RP dysponując taką wiedzą, nie starał się uregulowania całego zagadnienia na drodze prawnej. Miller ze swoją ekipą wolał przyjąć taktykę strusia chowającego głowę w piasek, nie chcąc denerwować "naszego niemieckiego adwokata", skoro jak twierdzi minister Cimoszewicz "Polska dąży do utrzymania jak najwyższego poziomu stosunków dwustronnych z Niemcami" 
     Co ciekawe, Cimoszewicz wyjaśnia, że przyszłe hipotetyczne zmiany, dotyczące rozszerzenia kompetencji wspólnotowych, będą musiały uzyskać zgodę Polski, czyżby więc minister wiedział o jakichś planach Niemiec i ich sojuszników wewnątrz Unii, zmierzających do pozytywnego dla nich rozwiązania tejże kwestii? 
Wydaje się, że szef MSZ-u nie nadąża nad zmianami zachodzącymi w Unii i nie wie, że odchodzi się tam od zasady jednomyślności, na rzecz głosowania zwykłą większości lub większością kwalifikowaną, co oznacza, że w praktyce sprzeciw Polski, może nie powstrzymać niekorzystnych dla nas zmian. 
Minister Cimoszewicz wyjaśnił także, że do tej pory osoby wysiedlone nie otrzymały odszkodowań od rządu Niemiec, który udzielił im jedynie pomocy o charakterze zadośćuczynienia. Podstawą jej udzielenia był katalog ustaw wyrównawczych, co ciekawe również przy tej okazji strona niemiecka jednoznacznie wskazała, że nie zamierza zrezygnować z roszczeń, czego dowodem jest preambuła ustawy o świadczeniach wyrównawczych, która stanowi, "że przyjęcie świadczeń nie narusza praw majątkowych poszkodowanych i nie stanowi rezygnacji z roszczeń o zwrot utraconych majątków". Co więcej mają one charakter tymczasowy i podlegają zwrotowi, po otrzymaniu odszkodowania od podmiotu wywłaszczającego, w tym przypadku chodzi tu o Polskę. Tak więc widać, że strona niemiecka nawet decydując się na wsparcie wysiedlonych, czynił to z założeniem, że w przyszłości zwrócą oni otrzymane pieniądze, gdyż roszczenia ich zostaną zaspokojone przez stronę Polską. 
Polacy mieszkający na ziemiach odzyskanych, przejawiają zaniepokojenie roszczeniami strony niemieckiej, obawiając się, że pozwy ostatecznie trafią przez oblicze Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, który może przychylić się do stanowiska prezentowanego przez Niemców. Sytuację tę doskonale rozumie poseł Dobrosz, zwracając się do ministra Cimoszewicza z zapytaniem, czy rząd Polski zamierza oficjalnie złożyć oświadczenie, że w przypadku osób powołujących się na zasiedzenie nieruchomości, ich tytuł własności będzie nie do obalenia w prawie polskim lub zagranicznym. Minister odpowiedział, że rząd nie ma w zwyczaju składania oświadczeń, że będzie przestrzegał prawa, gdyż jest to oczywiste. Trzeba przyznać, że jest to bardzo ciekawa odpowiedź, szkoda tylko, że nie na temat. Najwyraźniej rząd nie chce składać po raz kolejny oświadczeń, które później mogą okazać się obietnicami bez pokrycia.... 

Nowe publikacje o tematyce aferalnej i korupcyjnej:
 KANDYDACI NA PREZYDENTURĘ W POLSCE NA 2005R.
w stałym opracowaniu i uzupełnianiu...
CO BĘDZIE Z TĄ POLSKĄ POD ŻYDOWSKĄ WŁADZĄ?  PISMO DO KOFI ANANA SEKRETARZA GENERALNEGO ORGANIZACJI NARODÓW ZJEDNOCZONYCH (ONZ) - SKARGA KOMITETU NARODOWEGO POLSKI
KIM NAPRAWDĘ JEST PREZYDENT R.P.???? ALEKSANDER KWAŚNIEWSKI, CZY MOŻE STOLZMAN???
NIEZNANE FAKTY Z ŻYCIA KWAŚNIEWSKIEGO - KOLEJNA AFERA SLD?
"CZY JOLANTA KWAŚNIEWSKA  MA SZANSE  ZOSTAĆ PREZYDENTEM RZECZPOSPOLITEJ???"
czy fundacje "piorą pieniądze?" , zostały tylko wspomnienia J. Kwaśniewskiej
"Bóg Honor Ojczyzna" - krzyż narodu polskiego? - Judaizm, czyli "Jak rozpoznać Żyda".
10 kłamstw Aleksandra Kwaśniewskiego??? - a co na to Unia Europejska ? - podaj dalej...

TAJNE - JAWNE TAJEMNICE PAŃSTWOWE?
Raport o działalności pułkownika Władimira Ałganowa z KGB w sprawach:
Prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego, Premiera Józefa Oleksego i Leszka Millera, szefa MSWiA oraz Ministra Spraw Zagranicznych Włodzimierza Cimoszewicza, Ministra Skarbu Wiesława Kaczmarka, oraz biznesmena Jana Kulczyka.
TYLKO ŻEBRZĄCE "PRUSKIE POWIERNICTWO" ??? , czy kolejny “Drang nach Osten"???
witryna OBYWATELSKIE NIEPOSŁUSZEŃSTWO  i dodatkowo:

 WIELKIE BRANIE  ,    fakty o korupcji  , KORUPCJA ,  korupcja - uzasadnienie "wpadki parlamentarzystów", 
Kto może zostać politykiemco kryje przywilej immunitetu? odszkodowania - Sąd Najwyższy,
dowCIPY spod §... i wiele innych... 

tym samym dochodzimy do setna sprawy, czyli  "Raportu o stanie sądownictwa polskiego", ale to tylko dla osób myślących, a więc nie dla prawników...
...jasne, że terror rodzi terror, tak więc z uwagi na typowo stalinowskie prześladowanie  mojej osoby i prowadzonej działalności publicystycznej, moim celem jest obnażenie impotencji organów władzy...

WWW.AFERY.PRX.PL - WITRYNA PRYWATNA PROWADZONA PRZEZ ZDZISŁAWA RACZKOWSKIEGO.
Dziękuję za przysłane opinie i informacje. 
    uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: afery@prx.pl

WSZYSTKICH SĘDZIÓW INFORMUJĘ ŻE PROWADZENIE STRON PUBLICYSTYCZNYCH
JEST W ZGODZIE z  Art. 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ 
1 - Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 
2 - Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane.
ponadto Art. 31.3
Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.