Medialne wpadki - cykl krytyczny Mirosława Nalezińskiego  

Aktualności z dnia 28.04.05r
Wpuścili w pitowe maliny
- Dziennik Bałtycki
(12 kwietnia 2005)
    Redakcja postanowiła pomóc zbłąkanym podatnikom, zatem przez kilka dni zamieszczała wielostronicowe porady. Nawet ładnie opracowano temat - grafika, kolory. Po raz pierwszy postanowiłem skorzystać z rad, ale na wszelki wypadek rzucałem (kontrolnie) okiem do oficjalnych wytycznych. I dobrze, bowiem popełniono kilka błędów...
    Spójrzmy więc na artykuł - Z Kwiatkowskimi wypełniamy PIT-37. W komentarzu o polach 89 i 90 - Tu wpisujemy różnicę pomiędzy przychodami a zapłaconymi składkami (pola 56 i 83), ale na kopii zamieszczonej w gazecie widzimy, że chodzi o dochody (czyli jednak pola 58 i 85). Suma "kratek" dla małżonka (85 i 88) daje poprawny wynik (w kratce 90), ale dla głównego podatnika analogiczne sumowanie wykazuje błąd.
    Największy dramat rozgrywa się w polu 99. Każą tam wpisać połówkową kwotę z pola 98 pomnożoną przez 0,19 i podzieloną przez dwa. Pomijając drobiazg, że należy nie podzielić, ale pomnożyć, popełniono podstawowy błąd - owszem, najpierw powinniśmy pomnożyć przez 0,19, ale odjąć od tej liczby 530,08 zł i dopiero tę kwotę pomnożyć przez dwa. W polu 101 podano kwotę 10081,02 zł, a powinno być 9020,86 zł, czyli zawyżono podatek o ponad tysiąc złotych.
    Czy kwota może wyjść? Owszem - w komentarzu do pola 106 napisano - Tutaj wpisujemy kwotę, jaka wyszła po odjęciu składek... Zatem szanowni czytelnicy, posiłkujący się poradnikiem poczytnej gazety, dostarczą do urzędu błędnie wypełniony pit i... wyjdą jak Zabłocki na mydle. Czy są podatnicy, którzy wypełnili pity bazując na gazetowych poradach? Czy ktoś zgłosił redakcji błędy? Czy w urzędzie skarbowym będzie to jakieś usprawiedliwienie? Dzisiaj (27 kwietnia) składałem zeznanie w gdyńskim US i szkoda, że na ścianie w korytarzu, nie zawieszono błędnej strony zakreślonej jaskrawym flamastrem. Albo żaden urzędnik nie czyta zawodowych porad (bo i po co?) albo (co gorsza) zauważył błąd, jednak uznał "a co mnie to obchodzi?".
    PIT-37 kończy się deklaracją - Oświadczam, że są mi znane przepisy Kodeksu karnego skarbowego o odpowiedzialności za podanie danych niezgodnych z rzeczywistością.
    Miliony podatników (także i ja) podpisują oczywistą nieprawdę - przecież nie znamy tych przepisów, nawet ich nie widzieliśmy na oczy. Natomiast domyślamy się z tonu oświadczenia, że jest to poważna sprawa, że nie możemy napisać prawdy, bo zaraz nas wzorcowo prześwietlą i w przyszłości odechce się nam mędrkowania.
    Co byłoby, gdyby ktoś wpisał - Niestety, ale nie znam przepisów ustawy karnej skarbowej, ale zeznaję prawdę pod rygorem poniesienia kary? Ministerstwo Finansów może spać spokojnie: wymyśliło formułę, która zmusza do składania fałszywego świadectwa przez podatnika i znacznego pogorszenia jakości jego snu.
    Zatem proponuję zmienić ów zapis na - Podanie nieprawdziwych danych przez podatnika może grozić sankcjami karnymi. Nieznajomość prawa może nie być uznana za okoliczność łagodzącą wymiar kary (co skądinąd wiadomo...). Albo - Domyślam się, że podanie nieprawdy może grozić sankcjami karnymi (ewentualnie podarować karnymi, bowiem nie słyszałem o innych sankcjach).
    Pewnie czynność domyślanie nie jest poważnym zajęciem wobec znania, ale ważniejsza jest prawda niż fałsz... Chyba, że całe nasze życie i prawodawstwo oparte jest na zwodzeniu współmałżonka, rodziny, współpracowników, szefów, fiskusa, Państwa i Boga...
    Jeśli jeszcze istnieje związek pomiędzy znaczeniem strumienia słów w naszym języku a logiką, to ktoś powinien zwracać uwagę na tego typu "nieprawidłowości językowe". Codziennie mamy do czynienia z ofertami, które (po zasięgnięciu bliższej informacji) odbiegają od pierwszego naszego odczucia - posługujemy się językiem od dziecka i wydaje się nam, że wszystko (zwłaszcza proste określenia) rozumiemy, a sympatyczny przedstawiciel banku, biura turystycznego czy supermarketu uzmysławia nam, że słowo pisane w ofercie nijak się ma do słowa objaśnianego... I nie ma organów kontrolnych czułych na tak oczywiste manipulacje (jeśli nie oszustwa!).

        Skandal w mięsie - Onet (20 kwietnia 2005, w południe)
    Nie ma zepsutych wędlin. Kontrola inspektorów weterynaryjnych w zakładach mięsnych Constar wykazała uchybienia, ale nie znaleziono zepsutych produktów. Przewodniczący rady nadzorczej poinformował, że "były błędy, przyznaliśmy się, naprawiliśmy wszystko. Zmierzamy do tego, żeby spełnić wszystkie zalecenia, które otrzymaliśmy od służb weterynaryjnych i żeby rozpocząć produkcję". Dziennikarze wykryli, iż Constarze zapleśniałe kiełbasy pracownicy odświeżają olejem, a wędlinom na etykietach przedłużają terminy ważności. Inspekcja Weterynaryjna wstrzymała pakowanie i wysyłanie wędlin w zakładach mięsnych. Tego samego dnia rada nadzorcza spółki podjęła decyzję o wstrzymaniu całej produkcji. Odwołała także prezesa firmy.
    Cały kraj został wstrząśnięty dziennikarskimi rezultatami śledztwa przy zastosowaniu ukrytej kamery. Czołowe zakłady miały wszelkie atesty na technologię wytwarzanych wyrobów, także zachodniounijnych. Dotychczasowe marudzenia strony rosyjskiej uznawaliśmy za polityczne - jakże to, wymagający Zachód bierze od nas świetne wędliny, zaś łapczywy Wschód stawia dziwne wymagania (polityka albo ktoś dał za mało w łapę). Cóż za kompromitacja! Zachód czeka na wyjaśnienia, zaś Wschód tryumfuje - a nie mówiliśmy, że coś w Polsce kuleje (najwyraźniej zwierzyna po uboju)? Być może Wschód doskonale orientuje się w pełnej gamie szwindli i uników wobec kontroli (przecież to nasi pobratymcy po języku i zwyczajach), zaś Zachodowi do głowy nawet by nie przyszło, aby inspekcja weterynaryjna ustalała swe wizyty z producentem... Miejmy nadzieję (taka jest teraz nasza racja stanu!), że przerabiane mięsiwo trafiało wyłącznie na polski stół - rodacy fałszowali, niech i oni zajadają się, natomiast niewinni cudzoziemcy nie powinni trzymać się za brzuchy, co najwyżej z powodu śmiechów - a to sprytni Polacy nas wykołowali z całym tym zachodnim ISO...
    No, ale powyższe wieści nie potwierdzały najważniejszych zarzutów - do czasu. Onet po sześciu godzinach wyjaśnił sprawę - Były zepsute produkty. Wcześniej dyrektor powiedział, że nie stwierdzono produktów przeterminowanych, a jedynie mające krótki termin przydatności do spożycia oraz produkty nieoznakowane. W drugiej rozmowie wyjaśnił, że nie zajrzał do drugiego protokołu kontroli, który zawierał informacje o przeterminowanych produktach.  Uchybienia nie zagrażały zdrowiu konsumentów. Nieprawidłowości zostały już wyeliminowane.
    Pracownicy zamkniętych zakładów protestowali przed kamerami twierdząc, że telewizja pokazała nieprawdziwe wydarzenia. Oczywiście - dla nich to bezrobocie, a jeśli latami widywali i tolerowali karygodne i nielegalne odświeżanie mięs wszelakich, to przywykli do tego i nie widzieli w tym nic zdrożnego. Zresztą pewnie nie oni to jadali. Gdyby tak z pracownikami innych zakładów (choćby mleczarnie) uczciwie porozmawiać (kiedy są już na emeryturze...). Jeśli u progu trzeciego tysiąclecia kontrolerzy dystrybuowanych paliw na stacjach donoszą, że co dziesiąty litr jest oszukany i nie ma mocnych na ów równie haniebny proceder, to w którym miejscu jest nasze praworządne państwo? W sektorze mięsnym i paliwowym zawsze dochodziło do największych przekrętów już w poprzedniej epoce, ale wówczas nie było dociekliwych dziennikarzy i całe pokolenia rodzin tam zatrudnionych czerpało garściami nieuzasadnione korzyści. Przecież tylko wścibskim mediom i coraz sprytniejszej obserwacyjnej technice zawdzięczamy gwałtowny wzrost ujawnień omawianych spraw oraz korupcyjnych z udziałem urzędników, lekarzy, prawników i celników. Wyobraźmy sobie, ile ci nieuczciwi ludzie przejmowali naszych dóbr bez podatków i bez większego wysiłku. I czynią to nadal, ale już z widocznymi trudnościami. Tak się przyzwyczaili do szwindli, że po złapaniu twierdzą, że to nie ich rękę ucapiono. Nawet po okazaniu nagrania!
    Prokuratura chce zbadać, na ile ujawnione metody poprawiania żywności mogły być szkodliwe dla nabywców. Szczerze mówiąc niewiele mnie to obchodzi - przecież jeśli do kotła wpadnie czyjaś sztuczna szczęka, to nie jest dla mnie aż tak istotne, czy ta osoba była chorowita. Niech nawet wykażą, że była zdrowa i codziennie traktowała specjalnymi tabletkami (przy okazji reklama mile widziana) owe zębate precjoza, zaś wyrób został potraktowany izotopem albo zalany lizolem - co mnie to obchodzi! Przecież w restauracji wskazujemy muchę czy włos w zupie niezupełnie z powodów zdrowotnych i higienicznych. Idzie o zwykłą estetykę i przyzwoitość - nie można kupować wędlin, do których wpadają "surowce" spoza specyfikacji materiałowej oraz artykułów przeterminowanych, odzielenionych i ponownie elegancko zapakowanych. Myśl o obrzydliwych technologiach powoduje niechęć do konsumpcji nawet najlepszych wyrobów wędliniarskich w naszym kraju. Zwykle jadamy nie wnikając w recepturę i procedury, choć wiele w życiu  nasłuchaliśmy się - dopóki dokładnie nie pokazano obrzydliwych zachowań, dopóty łudziliśmy się, że to niemożliwe, że to nieprawda, że może inni jedzą byle co, ale nie my. Woleliśmy tego nie wiedzieć, nawet jeśli były przecieki informacyjne (tak przecież zachowuje się większość "normalnych" ludzi w znacznie poważniejszych sprawach - patrz zbrodnia katyńska, eliminacja Żydów, niedawne wojny na Bałkanach).
    Ale teraz wiemy i co? A może jako patrioci i obywatele zwalczający bezrobocie oraz (coraz mniejsze) luki rynkowe powinniśmy na owe bezeceństwa przymknąć swe oczęta i ochrzanić media za wścibstwo, chęć rozgłosu i podniesienia swej wartości (także wynagrodzenia) kosztem może niezbyt uczciwych pracowników, ale za to ciężko pracujących, wręcz w czoła pocie cieknącego do mieszalnika. Jeśli jednak dojdziemy do takich wniosków, to uznamy, że niewiele się zmieniło w naszej mentalności i w podejściu do obowiązków zawodowych, że nie wspomnę o zwykłej uczciwości wobec klientów, którymi w istocie przecież my wszyscy bywamy.
    22 kwietnia, tuż po północy, Onet spostrzega - Constar mętnie się tłumaczy. Przedstawiciele zaprzeczają, że w zakładzie miał miejsce proceder "odświeżania" wędlin, tj. przemetkowywania produktów celem ponownego wprowadzenia ich do obiegu. Śledztwo prowadzi Prokuratura Rejonowa w Starachowicach. Rozważane jest przejęcie sprawy przez Prokuraturę Okręgową w Kielcach - poinformował rzecznik tej prokuratury, Bogdan Karp.
    Pan Karp reprezentuje jakby inną frakcję - wygląda na szczęśliwą rybę, zaś w sprawę zamieszane są ssaki, tak naczelne (rządzące) jak i stadne (konsumpcyjne), ale może właśnie dlatego wytypowano go jako najbardziej bezstronnego fachowca.
    Wieczorem, w porze Teleekspresu (niesłusznie określającego się jako Teleexpress), Onet kontynuuje sprawę - Wycofane wyroby wędliniarskie krążą w samochodach po Polsce, gdyż nie można znaleźć miejsca na ich składowanie. Wskutek braku systemowych uregulowań prawnych o sposobie postępowania w takich przypadkach samochody te przez kilka dni jeździły po Polsce.
    Teraz wiemy, czyja to wina. Nie ludzi, ale przepisów. Pół wieku mamy po wojnie a spore europejskie państwo (już unijne!) nie ma uregulowań prawnych... Z powodu ich braku samochody sobie jeździły parę dni - pewnie bez kierowców i bez paliwa. Proponuję ustanowić kolejne (ale kardynalne) prawo - jeśli nie ma uregulowań, to kierowcy wyłączają silniki.
    Czy my, konsumenci, możemy poprosić, aby producenci pasztetów i innych wyrobów (przy których wzrok może nas zawodzić), zamieszczali w internecie dokładny skład oraz technologiczny opis przetwarzania. Wczytywalibyśmy kod producenta z opakowania i ze smakiem zapoznawalibyśmy się z danymi i to potwierdzonymi przez niezależną właściwą inspekcję.
    Przy okazji - w jaki sposób nabiera się klientów w słodszej branży. Na tabliczce umieszczamy napis Czekolada deserowa o czarującej nazwie Fascynacja firmy nazwą nawiązującej do Kujaw. Umieszczamy ją pośród innych, ale z wabikiem Promocja. Nie dziwimy się więc niskawej cenie i spokojnie kupujemy, zwłaszcza że opisana jest w czterech językach. Podczas domowej degustacji, "czekolada" okazuje się być tabliczką czekoladopodobną... Termin przydatności do spożycia został jedynie wytłoczony (bez druku) i trzeba specjalnego oświetlenia tudzież lupy do przeczytania - 250X05 (najważniejsze, ale nieczytelne X). Ktoś powie - nazwa czekolada zobowiązuje, języki również, w Unii jesteśmy (pewnie firma spełnia ISO), a towar nie odpowiada nazwie, zaś sposób oznakowania skandaliczny. I co? Nic!

Aktualności 20.04.05r
Roboty przymusowe - Newsweek (17 kwietnia 2005)
    Praca zaczyna się o piątej rano. Czasem trwa ponad 12 godzin. Zbiór szparagów wymaga nie tyle kwalifikacji, co wytrwałości. Wolnego dnia nie ma nawet w weekendy i święta. I tak przez dwa miesiące - 5, 42 E za godzinę.
    Ponieważ w Niemczech jest teraz rekordowe bezrobocie, przeto tamtejszy rząd zamierza zagonić swoich obywateli do roboty zamiast płacić im zasiłek. Jednak rodowitym mieszkańcom jakoś się nie chce pracować - wolą dostawać zasiłki. Zresztą Polacy za owe europy są gotowi do większych poświęceń. I wydajność mają znacznie większą.
    I jedni i drudzy zachowują się racjonalnie. Niemieccy bezrobotni migają się od prac sezonowych, bo niewiele przez to tracą. Za to Polak pracujący w Niemczech w rolnictwie lub gastronomii może sporo zyskać. Po miesiącu zostaje mu na czysto zwykle 600-700 E. W tym roku jednak pracodawcy będą musieli odprowadzać naszemu ZUS-owi składki dla polskich gastarbeiterów, czyli w kieszeni zostanie zaledwie 2,80 E. Dla niemieckich farmerów i hotelarzy to czarny scenariusz. Wierzą, że rządy w Berlinie i w Warszawie porozumieją się, a w ostateczności, że przedsiębiorczy Polacy znajdą sposób na obejście przepisów.
    Niemcy dzięki swym organizacyjnym umiejętnościom zatrudniają Polaków na najtrudniejszych stanowiskach pracy. Większość naszych sąsiadów woli zasiłek niż wynagrodzenie za ciężką pracę. Są przekonani, że to im się należy, że są lepsi od nas i nie muszą aż tak ciężko pracować. I pewnie mają rację. My budujemy ich dobrobyt wyręczając w najgorszej robocie, jednocześnie łagodząc nasze trudności w słabo płatnej pracy albo zmniejszając dolegliwości bezrobocia. Wielu rodaków załatwia sobie zwolnienia chorobowe, renty, zasiłki i wyjeżdża do pracy za granicę. Czy za to grożą sankcje? W USA jest masa detektywów, którzy tropią wyłudzaczy odszkodowań wypadkowych - facet wygrywa setki tysięcy dolców za złamanie ręki a filmowiec nagrywa go cichcem podczas rąbania drewna lub podczas walki na ringu i zanosi kasetę do sądu...
    Oczywiście, u nas Polak potrafi kombinować aż do tego stopnia, że sami Niemcy wierzą, że i tym razem zrobi w konia berliński rząd. Sąsiedzi zarobią na naszych biedaczkach tudzież cwaniaczkach, a po latach i tak o tym zapomną - będą opowiadać, że ci zza Odry to nieźli kombinatorzy. Taka jest natura ludzka. Przecież my podobnie ocenimy kolegę, który zwierzy się nam, że wykolegował polski budżet (nawet wówczas, kiedy i nam przy tym coś skapnęło). Można powiedzieć - każdy obywatel kombinuje, niezależnie od narodowości, jednak poziom, zyski i fason tych przewalików jest bardziej ucywilizowany w wykonaniu bardziej rozwiniętego narodu. Dla przeciętnego Niemca, Duna, Itala, czy Hiszpana, taki Polak, Eston czy Słowak będzie jednak obywatelem niższej kategorii. I nie oponujmy - my, Polacy, sąsiadów zza wschodniej miedzy traktujemy dokładnie w ten sam sposób. Jesteśmy w bogatej Unii łapciami do roboty - my zarobimy (urabiając się po łokcie) więcej niż w ojczyźnie, zaś zachodni producent (organizując robotę) zarobi krocie na całym oddziale przybyłych naszych rodaków. Jest to wyzysk w międzynarodowej skali, choć oczywiście "miękki", bowiem nikt z obcych nas do tego nie zmusza. Polaka zmusza brak perspektyw w ojczyźnie, wobec mizerii miejsc pracy, wobec wyzysku rodzimych burżujów i wobec kiepskich rządów naszych wybrańców. Niemniej jest to już wieloletnie zjawisko, a to nie powinno być obojętne przeciętnemu Polakowi - to trąca już pohańbieniem. Myślę, że porządnym unijnym obywatelom to również nie jest w smak, bowiem znaczne rozwarstwienie wśród mieszkańców wielkiej Unii burzy jej obraz jako matki jednako kochającej swe dzieci oraz Superojczyzny równo szanującej swych obywateli.
    A jak są traktowani nasi rodacy (w szczególności rodaczki) w starych unijnych krajach, to wystarczy oglądać wieści dotyczące pracy wszelakiej. I to nie tylko przez zdegenerowanych pracodawców i pośredników (często to także Polacy), ale przez policjantów, urzędników i zwyczajnych mieszkańców. Już dziesiątki lat mamy łatkę tanich, sprzedajnych i niegodnych. Nie dotyczy to oczywiście Polaków (w tym i Polek), którzy osiedli tam jako naukowcy, wynalazcy, dyrygenci, sportowcy... Również nie dotyczy to współmałżonków oraz rodzin z Polski, którzy urządzili się w lepszym świecie dzięki pochodzeniu i łączeniu rodzin. Także nie dotyczy biznesmenów i złodziei, bo oni również mają w nosie ów napływowy (według nich) motłoch ze starej ojczyzny. Wszyscy oni wstydzą się tej biednej napływowej współczesnej watahy, bowiem (o)pływając na wygodniejszej zachodniej tratwie, zauważyli wespół z sytymi starounijnymi obywatelami, że już nie ma dla wszystkich tam miejsca... I jest to zjawisko podobne do już szanowanej w USA meksykańskiej warstwy, której się powiodło, a która z zażenowaniem obserwuje południową granicę bogatej ich nowej ojczyzny - wcale nie zależy im na jej otwarciu, a tam to dopiero mają przygraniczny żenujący koszmar!

    Benedykt XVI - telestacje (19 kwietnia 2005)  
    Dzisiaj, w tak szczególnym dniu, który przechodzi do historii, telestacje miały sporo pracy z redagowaniem wieściowych pasków u dołu ekranu. Część mediów zamieściła błędnie - nowy papież Joseph Ratzinger przybrał imię Benedykta XVI, ale część poprawnie - przybrał imię Benedykt XVI (przecież to nie jest kobieca postać Benedykta Szesnasta; wątpliwości typu niewolnica Isaura - kto/czyja?)
    TVP1 - Na świecie jest ponad miliard katolików, niemal połowa żyje w Ameryce Łacińskiej i Północnej. Niezręczność - część krajów zaliczana jest do AŁ i do AP. Krócej i poprawniej byłoby - w obu Amerykach. Obu naszych korespondentów (panów Piotrów), na żywo relacjonujących wydarzenia z Placu Świętego Piotra*, "podpisano" - Rzym. Ale TVN24 oraz Trwam poprawnie - Watykan. Natomiast obce telestacje po hiszpańsku i angielsku to obecnie najważniejsze państwo określały kolejno jako - Ciudad del Vaticano oraz Vatican City, a mogły krócej - Vatican(o); przy okazji - należy podkreślić państwowość, nie "miastowość". Francuska TV5 podpisała widok na Bazylikę Św. Piotra* - Place Saint-Pierre - De Rome (Italie). Cóż za precyzja - w nawiasie ustalono nawet państwo, którego stolicą jest Rzym. Jednak popełniono błąd - plac znajduje się na terytorium państwa Watykan, zatem ani to Rzym, ani Włochy/Italia. Pan Jacek wspominając pontyfikat JPII popełnił gafę - po wybraniu naszego papieża Włosi szybki pochowali, przepraszam - pokochali. Chyba nikt nie będzie tego wywlekał - gdyby był politykiem, którego media nie lubią...
    Niemieckojęzyczna ciekawostka - Habemus Papam - mamy Papieża (w ojczystym języku nowego zwierzchnika Kościoła Katolickiego** - haben = mamy oraz mieć).
    Niemiecka Wikipedia podaje - Josef (albo wcześniejsze) Joseph (hebr.: iosef); nasi sąsiedzi Józefów nazywają rozmaicie, jednak oryginalne imię kolejnego papieża istotnie pisze się według angielskiego standartu (skoro większość mawia [o standarcie]...)
* - w ten sposób powinny być pisane mikrogeograficzne nazwy (obowiązujące słowniki są innego zdania)
** - nie Kościół katolicki, ewentualnie katolicki Kościół

Aktualności 07.04.05r

Matki a żony zbrodniarzy    
    Niemki, w tym moja matka, są współodpowiedzialne za grzechy swoich mężów zbrodniarzy wojennych - mówi Niklas Frank, syn Hansa Franka. Hans Frank, jako namiestnik Hitlera, wprowadził karę śmierci za podanie kromki chleba lub szklanki wody Żydom. Twierdził - Gdybym dla każdych trzydziestu Polaków, których każę rozstrzelać, miał naklejać obwieszczenie wyroku, lasów nie wystarczyłoby na papier. - Metro (9 marca 2005). 
    Młody Frank pisał książki o swych rodzicach. Po ich wydaniu wybuchały skandale. Jest wielką rzadkością, aby potomek źle mówił o rodzicach. Syn hitlerowca Franka uznał, że żony nadludzi są współodpowiedzialne za wojnę i ludobójstwo w połowie ubiegłego wieku. Niemal wszystkie żony oprawców wiedziały o zbrodniach. Nie sprzeciwiały się, bowiem miały z tego konkretne profity - uznanie, majątek i wyższą stopę życiową. Któraż to żona porzuciła niemieckiego oprawcę? Obecna moralność rodzin przestępców jest podobna do okupacyjnej - dla wygody i próżności są one związane z rodzimymi mafiozami*, tak politykami jak i biznesmenami. I nie jest ważne, czy i w jakim stopniu wierzą w Boga, bowiem wiara w mamonę jest jeszcze większa. Jakie to ma znaczenie, czy żona hitlerowskiego oprawcy (albo i on sam) wierzyła w Boga? Jeśli tak, to tym gorzej dla nich i dla chrześcijaństwa.
    A obecni kombinatorzy oraz ich rodziny? Pewnie chadzają do kościoła częściej niż przeciętni ludzie, choćby dla manifestowania swej religijności, a może mają wyrzuty sumienia i datkami chcą je zagłuszyć? Temida jest raczej bezsilna wobec ciał współczesnych dywersantów trwania naszego Narodu. Również Kościół nie okazał się zbyt wyrazisty wobec dusz tych zdrajców Narodu. Kiedy wyrozumiali duchowni wspominają o przebaczaniu za grzechy (w tym zawłaszczanie dóbr narodowych), to grabieżcy (dla których posiadanie jest ważniejsze od Boga, zaś Naród jest dla nich wyłącznie owcą do strzyżenia) bezlitośnie wykorzystują ten dar Kościoła i... rabują nadal!
    Syn Franka pisze o matce - *nominacja na "królową Polski" to był szczyt jej kariery. Chciwa, bezwstydna, bez skruchy. Bardzo chciała być żoną ministra Rzeszy. A wiedziała o obozach zagłady, o zagazowywanych Żydach, rozstrzelanych Polakach. Wszystko rozumiała, jak zresztą inni Niemcy, którzy świadomie korzystali z reżimu.. Kochała blask władzy: te rezydencje, symbole państwowe, otwartego mersedesa i liczne przyjaciółki, które ją podziwiały.*
    A czymże różnią się obecni karierowicze od ówczesnych? Także uważają, że można grabić, poniewierać innych. Oczywiście - na mniej dramatyczna skalę, na miarę swych możliwości...
    *Ojciec popełnił zbrodnię wojenną wobec ludzkości i za to został stracony. Za nim stała moja matka. Podobnie zachowywały się inne niemieckie kobiety.

    Tuż po wojnie w gazetach można było zobaczyć zdjęcia masowych grobów z Polski, fotografie dzieci z obozów, sterty ciał. Wtedy do mnie dotarło, że to się działo, gdy ja samochodzikiem na pedały objeżdżałem Wawel.*
    Ileż współczesnych polskich żon i matek aprobuje przestępczą antynarodową mafijno-korupcyjną działalność wysoko postawionych działaczy państwowych i partyjnych? Ileż dzieci korzysta ze złodziejskich owoców rodziców a aferzystów? Iluż takich darmozjadów korzysta z życia, widując na ekranach głodujące dzieci, zbiórki na operacje, całe dzielnice miast oraz wsie pozbawione miejsc pracy? Gardzą nieszczęśliwcami tudzież nieudacznikami mając ich za hołotę. Ale pewnie tacy jesteśmy, my - ludzie. Jeśli tylko nadarzą się odpowiednie warunki, garniemy ku sobie. Jest to raczej wina systemu, który umożliwia okradanie bliźnich. A system taki mamy już 16 lat - często ten okres nazywany jest transformacją, ale niemiecki nazizm tysiącletniej Rzeszy trwał... 3 lata krócej, a końca naszych kłopotów nie widać. Najwyraźniej pod tą ekonomiczno-elektryczną wymówką kryje się chęć dalszego wyzysku współobywateli i przejmowania wartości przezeń wytworzonych. I choć te ostatnie określenia trącają proletariacką propagandą, to coś w tym jest, zaś sytuacja grozi poważnymi społecznymi tarciami.
    Niemal każdy faszystowski, komunistyczny i demokratyczny dygnitarz ma żonę i rodzinę. Stabilność, rzetelność i wiarygodność naszego państwa zależy także od moralności tych rodzin. A one wypatrują szmalcu i blichtru jak kania dżdżu; zwykle bardziej łakną dóbr niż wybrani przez nas przedstawiciele Narodu. Taki jest wspólny mianownik tysięcy rodzin, które odwołując się do szczytnych zasad systemu, napychają swoje kieszenie. Gdyby tylko dziennikarze chcieli ukazywać stopę życiową rodzin największych hochsztaplerów III RP, tak od strony polityki, jak i biznesu...
    * - mafiozi (nie mafioso); podobnie wirtuozi
Plac Świętego Piotra
    Kwiat cukini i baranie oczy - to wielki (litery wysokie na 3 cm) tytuł smakowitego kulinarnego artykułu (Wieczór Wybrzeża, 26 marca 2005).
    Istotnie, baranie oczy uczyniłem i - dla pewności - zajrzałem do słownika. Jednak cukin
ii. Natomiast pod zdjęciem przedstawiającym żołnierzy radzieckich ze zdobytymi hitlerowskimi sztandarami zamieszczono napis (Dziennik Bałtycki, 25 marca 2005) - Moskwa, Plac Czerwony, 24 czerwca 1945 roku. Niestety, muszę przyznać, że błędnie (póki co) napisany Plac Czerwony prezentuje się godniej (cokolwiek by to nie znaczyło, ale to dyskusja wyłącznie językowa) niż poprawny (póki co) plac Czerwony. Nie krytykuję jednak redaktorów, którzy nie zaglądając do słowników, zdają się na rozsądek i logikę właściwą pisowni nazw podobnych. Skoro Morze Czerwone (nie morze Czerwone), to (kombinują) Plac Czerwony. No bo (po prawdzie) jak wygląda nazwa plac Czerwony? Nie do przyjęcia! Takoż skwer Kościuszki, bulwar Nadmorski, cmentarz Komunalny.
    Należy ubolewać, że dziennikarze (nieświadomie, bo niby jak można inaczej?) popełniają błędy oraz (także niechcący) popierają sugestie opublikowane na mojej witrynie, ale przecież mogliby wystąpić do RJP z odpowiednio uzasadnioną propozycją, by nie powiedzieć - z protestem... Czy można być nieświadomym bojownikiem w słusznej sprawie? A właśnie takimi są owi medialni twórcy. Ale lepiej mieć takich zwolenników niż żadnych!
    Podobny błąd (jakże częsty) popełnił również Onet (27 marca 2005) - Jan Paweł II nie przemówił do wiernych zgromadzonych na Placu świętego Piotra. Jeśli dobrze pamiętam wykładnię aktualnych słowników, to powinno być - plac Świętego Piotra albo plac św. Piotra. Nie wiem, dlaczego dziwna zasada, według której mamy pisać - plac Świętego, ale św., także Generała/gen., Inżyniera/inż., Księdza/ks., Profesora/prof., również konstrukcja Szkoła Podstawowa Numer/nr 7 nie została jeszcze obśmiana. Czyli - Rzeka Świętego Wawrzyńca, ale Rzeka św. Wawrzyńca? A mamy jeszcze - Jezioro św. Anny, Zatoka św. Wincentego, Przylądek św. Mateusza, Przełęcz św. Bernarda, Góry św. Eliasza, Cieśnina św. Bonifacego, Kanał św. Jerzego.
    Znany geograficzny obiekt to Wyspa Świętej Heleny, ale w atlasach (z braku miejsca) powinni skracać do Wyspa św. Heleny? To nazwa dość poważnego terytorium zamorskiego i dziwnie wygląda taki małoliterowy zapis. Może będziemy pisać n. Miasto Lubawskie zamiast Nowe Miasto Lubawskie, Cedry wlk. zamiast Cedry Wielkie, Pomorze zach. zamiast Pomorze Zachodnie, Polska rz. Ludowa zamiast Polska Rzeczpospolita Ludowa? Przy okazji PRL - Słownik ortograficzny języka polskiego (Szymczak, PWN 1981) ma hasło Polska Rzeczpospolita Ludowa, ale nie ma Rzeczpospolita Polska, (nie ma również cukinia!), zaś Wielki słownik ortograficzno-fleksyjny (Podracki, 2001) ma odwrotnie, obie mają Rzeczpospolita Krakowska oraz Rzesza (państwo niemieckie). Zatem "niepolityczne" słowniki są przychylne dawnym polskim czasom, tolerują "tysiącletni" twór, ale gryzą się na swoim historycznym pograniczu...
    Często, zwłaszcza z okazji świąt, widujemy określenia Kościół katolicki. Nie wnikając w oficjalne wyjaśnienia, należałoby napomknąć, że powinniśmy pisać - Kościół Katolicki albo katolicki Kościół. Nie przypominam sobie nazwy o składni typu Rp (rzeczownik przodem od wielkiej litery, zaś przymiotnik za nim małą literą). Zamiast PRL zamiennie (mniej oficjalnie) pisano Polska Ludowa, jednak nie Polska ludowa, choć oczywiście ludowa Polska.
    Estetyka nie jest najważniejszym argumentem w procesie ustalania zasad pisania nazw, ale czy można sobie wyobrazić całkowite pomijanie rozsądku i (właśnie) estetyki? Dzisiaj przeciętny Polak, z rozmaitych powodów, musi znać coraz więcej zasad, i to nie tylko językowych. Tym bardziej zasady powinny być proste i powinny być syntezą logiki i estetyki. Ideałem byłoby, gdyby osoba nieznająca wszystkich reguł (czyli znakomita większość z nas) potrafiłaby intuicyjnie napisać zadany wyraz w poprawny sposób, choćby w omawianych nazwach geograficznych.
    Mogłoby się wydawać, że w dobie sprawdzających komputerowych programów, popełnienie błędu ortograficznego jest niemożliwe... Czy istnieje w Polsce jakakolwiek instytucja monitorująca/obserwująca język pisany naszych mediów, ze szczególnym uwzględnieniem takich błędów? A jeśli tak, to co dalej z takim zbiorem zebranych błędów?
 

    Cierpienie to skandal 

    Pod takim tytułem ukazał się obszerny wywiad z nadtytułem - Cierpienie nie uszlachetnia. Wiedzą to wszyscy ci, którzy bardzo cierpią. Wiedział to ksiądz Tischner, który krótko przed śmiercią, napisał: "Nie uszlachetnia".
    I dalej - Cierpienie jest złem, które nie ma żadnego sensu. Większym wyzwaniem jest istnienie cierpienia dla wierzących - jak patrząc na umierające w męczarniach dziecko, zachować wiarę w Boga? Moralnie odrażające jest mówienie, że cierpienie to kara czy próba. Czy odważyłby się pan powtórzyć to rodzinom ofiar tsunami?
    Wielki Piątek to dzień cierpienia Boga-Człowieka. Czy ono też było bezsensem?
    - Wielki Piątek jest doświadczeniem ostatecznego upadku człowieka. Po pierwsze, upadku w zło, bo to człowiek zrobił rzecz najgorszą z możliwych - zabił Boga; po drugie, upadku nadziei - bo jeżeli Bóg umiera, to dla człowieka nie ma żadnej nadziei, jest skazany na cierpienie i na coś nieporównanie gorszego: na to, że będzie narzędziem zła.  - Gazeta Wyborcza (25 marca 2005).
    Z ostatnim akapitem można polemizować. Ludzie zabijający Jezusa nie wiedzieli, że podnoszą rękę na Boga, zatem nie można zarzucić im "najgorszej z możliwych rzeczy". Jeśli dziecko albo człowiek dorosły (ale nie odpowiadający za swoje czyny) dopuszcza się zbrodni, to prawo nie przewiduje najcięższych kar dla takich osób. Często nawet zwalnia z odpowiedzialności za dopuszczenie się okrutnych czynów. W owych czasach niemal normą było zabicie człowieka z byle powodu, dla kaprysu. Wraz z rozwojem cywilizacji i kultury, raczej przybywało powodów do zabicia człowieka przez człowieka. Ostatnie stulecie jest ilustracją niejednej bezwzględności. Wystarczy zapoznać się ze szczegółami najokrutniejszej z wojen, aby uznać, że dwa tysiące lat temu człowiek dość nieporadnie radził sobie z unicestwianiem bliźniego swego.
    Piłat podczas procesu Jezusa imał się rozmaitych sztuczek prawnych, aby Go ocalić. Jakie byłyby losy świata, gdyby tłuszcza nie ułaskawiła Barabasza? To Jezus miał być ukrzyżowany, aby zbawić ludzkość. Taki miał zapisany Los. Trudno zatem winić Jego oprawców, skoro wybór był poza nimi. Dzisiaj jesteśmy mądrzejsi, bowiem wiemy, że ukrzyżowano prawdziwego Boga, ale patrząc przez pryzmat naszych przodków, czyż możemy ich aż tak bezwzględnie potępiać? Oni nie zdawali sobie sprawy z rangi czynu jaki popełniają! Dla nich skazanie człowieka na krzyż nie było niczym niezwykłym.
    Dzisiejsi prawnicy nawet nie mogliby im zarzucić linczu, bowiem proces odbył się zgodnie z ówczesnymi normami prawnymi, zatem również trudno mówić o zabiciu, raczej o wykonaniu kary śmierci, a to niezupełnie to samo. Tłum dyszący nienawiścią do Zbawcy miał oczywistego pecha - ich jednostkowy a nienawistny czyn został po latach zakwalifikowany jako największa zbrodnia na Ziemi. Do tego stopnia, że wielu późniejszych oprawców (o znacznie wyższej kulturze), pod właśnie takim pretekstem, mordowało miliony niewinnych ludzi.
    Przeglądając katalog zadawania śmierci przez ostatnie dziesiątki lat można się rzeczywiście zadumać nad wymyślnym okrucieństwem (agresywnym, ale także odwetowym) człowieka - masowe rozstrzeliwania, komory gazowe z krematoriami, naloty dywanowe, zrzucenie bomb atomowych... Gdyby oprawcy Jezusa mogli ujrzeć haniebne dzieje świata za dwa tysiące lat...
    Odpowiedzmy sobie na pytanie - czy jesteśmy lepsi od owej zgrai z przełomu er? Przecież wystarczy przejrzeć opinie internetowych dyskutantów, tuż po kolejnej makabrycznej zbrodni. Gdyby ferować wyroki na podstawie komputerowego referendum, to wielu przestępców byłoby straconych jeszcze przed wyrokiem! Jeśli nie na krzyżu, to tylko dlatego, że w naszej części świata nie przewidywano takiego sposobu uśmiercania. Nie jesteśmy lepsi.
    Zatem, nie negując cierpienia Syna Bożego, zastanówmy się nad cierpieniami zwykłych ludzi, także mniejszej wiary, którzy nie są przygotowani na ziemskie i nieludzkie katusze, czy to z powodu wojny, zbrodni, katastrofy, czy choroby. Jak mają pojmować swój cielesny rozpad, skoro świat sprawia wrażenie coraz ładniejszego, nawet jeśli jest to tylko ułuda? No i są w dramatyczniejszej sytuacji - Jezus wiedział, oni zaś wierzą.

 
Mirosław Naleziński, Gdynia

www.mirnal.neostrada.pl

Nowe publikacje o tematyce aferalnej i korupcyjnej WYDAWNICTWA AFERY PRAWA
 KANDYDACI NA PREZYDENTURĘ W POLSCE NA 2005r. w stałym opracowaniu i uzupełnianiu...
UJAWNIĆ PRAWDĘ - LISTA PODKARPACKICH AGENTÓW SB - kiedy Warszawa opublikuje listę swoich agentów? - czy są tam jeszcze nieskorumpowani odważni urzędnicy??? (z jajami:-)
prof? ANDRZEJ ZOLL - Czyj to rzecznik? - na pewno nie polskich praw i interesów - prawda i mity o rzeczniku 
CO BĘDZIE Z TĄ POLSKĄ POD ŻYDOWSKĄ WŁADZĄ?  PISMO DO KOFI ANANA SEKRETARZA GENERALNEGO ORGANIZACJI NARODÓW ZJEDNOCZONYCH (ONZ) - SKARGA KOMITETU NARODOWEGO POLSKI
Państwo w Państwie - czyli misja Żydów w Polsce?
Dla kogo elitarne stowarzyszenie "ORDYNACKA"??? Lista Wildsteina - nie tylko agenci SB
KIM NAPRAWDĘ JEST PREZYDENT R.P.???? 
KWAŚNIEWSKI, CZY MOŻE STOLZMAN??? -  UKRYWANE FAKTY Z ŻYCIA KWAŚNIEWSKIEGO - tylko przekręty w SLD?
"CZY JOLANTA KWAŚNIEWSKA  MA SZANSE  ZOSTAĆ PREZYDENTEM RZECZPOSPOLITEJ???"
czy fundacje "piorą pieniądze?" , zostały tylko wspomnienia J. Kwaśniewskiej
"Bóg Honor Ojczyzna" - krzyż narodu polskiego? - Judaizm, czyli "Jak rozpoznać Żyda".
TAJNE - JAWNE TAJEMNICE PAŃSTWOWE?
Raport o działalności pułkownika Władimira Ałganowa z KGB w sprawach: Aleksandra Kwaśniewskiego, Józefa Oleksego, Leszka Millera, Włodzimierza Cimoszewicza,  Wiesława Kaczmarka, Jana Kulczyka.
TYLKO ŻEBRZĄCE "PRUSKIE POWIERNICTWO" ??? , czy kolejny “Drang nach Osten"???
witryna OBYWATELSKIE NIEPOSŁUSZEŃSTWO  i dodatkowo:

Zmiany przepisów KPC obowiązujące od 2005r.

 WIELKIE BRANIE  ,    fakty o korupcji  , KORUPCJA ,  korupcja - uzasadnienie "wpadki parlamentarzystów", 
Kto może zostać politykiemco kryje przywilej immunitetu? odszkodowania - Sąd Najwyższy,
dowCIPY spod §... i wiele innych... 

tym samym dochodzimy do setna sprawy, czyli  "Raportu o stanie sądownictwa polskiego", ale to tylko dla osób myślących, a więc nie dla prawników... jasne, że terror rodzi terror, tak więc z uwagi na typowo stalinowskie prześladowanie  mojej osoby i prowadzonej działalności publicystycznej, moim celem jest obnażenie impotencji organów władzy...

POLECANE WITRYNY PATRIOTÓW POLSKICH http://www.polonica.net I http://www.ojczyzna.pl 
RAPORT NOWAKA - wydawnictwo niezależnego posła Zbigniewa Nowaka.

WWW.AFERY.PRX.PL - NIEZALEŻNE WYDAWNICTWO PROWADZONE PRZEZ ZDZISŁAWA RACZKOWSKIEGO.
Dziękuję za przysłane opinie i informacje. 
    uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: afery@prx.pl

WSZYSTKICH SĘDZIÓW INFORMUJĘ ŻE PROWADZENIE STRON PUBLICYSTYCZNYCH
JEST W ZGODZIE z  Art. 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ 
1 - Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 
2 - Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane.
ponadto Art. 31.3
Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.