KOMPROMITACJE URZĘDNIKÓW FISKUSA  

Roman Kluska, były już prezes Optimusa skarży państwo - może pierwszy w tak kontrowersyjnej sprawie, ale na pewno nie jedyny...
Domaga się ponad 1,4 mln zł odszkodowania i zadośćuczynienia za zatrzymanie przez policję dwa lata temu. Chce też, by zwrócono mu utracone korzyści wskutek umieszczenia na nieoprocentowanym koncie 8 mln zł kaucji, jaką musiał wpłacić za swoje uwolnienie. Jego zatrzymanie, podobnie jak Raczkowskiego, odbyło się w 2002r na podstawie nieprawomocnego zarządzenia, głupoty urzędniczej,  z użyciem sił policyjnych, na oczach dzieci...
Dodatkowo w mediach został przedstawiony  jako przestępca - tłumaczy jeden z adwokatów biznesmena mec. Krzysztof Bachmiński.
Prokuratura zarzuciła Romanowi Klusce oszustwa podatkowe i wyłudzenia VAT przy eksporcie komputerów na Słowację. Jasne, że wykorzystał lukę w prawie, co zrobiła większość znanych biznesmenów, ale wcale nie znaczy to, że złamał prawo, jak to wielokrotnie robią prokuratorzy korzystaja z immunitetu dla ukrycia swojej prywaty.  W grudniu 2003r, po korzystnych dla Kluski wyroku NSA , krakowska prokuratura umorzyła śledztwo przeciwko niemu z braku znamion przestępstwa? Nie przyznała się jednak do swojej urzędniczej niekompetencji.
Obecna sprawa ma charakter precedensowy, bo Roman Kluska domaga się nie tylko zadośćuczynienia za bezprawne zatrzymanie go, ale także odszkodowania za utracone korzyści. - Pan Kluska miał do wyboru: albo wpłaci 8 mln zł kaucji i pójdzie wolny do domu albo nie zrobi tego i trafi do aresztu - wyjaśnia mec. Bachmiński. Prawnicy Kluski zarzucają prokuraturze brak należytej staranności przy dysponowaniu rekordową kaucją. Pieniądze leżały przez półtora roku na nieoprocentowanym koncie. Adwokaci wyliczyli, że biznesmen stracił w ten sposób 1,4 mln zł i teraz domaga się zwrotu tej kwoty. Prokuratura ich zdaniem mogła postąpić inaczej - zablokować np. konto bankowe pana Kluski, na którym były pieniądze, lub umieścić kwotę kaucji na oprocentowanym koncie.
- Nie widzę podstaw prawnych do tego typu odszkodowania. Zgodnie z kodeksem postępowania karnego pan Kluska może się domagać zadośćuczynienia za zatrzymanie, które w jego wypadku trwało półtorej doby. Przepisy nie przewidują natomiast rekompensaty za utracone korzyści - powiedział "Gazecie" prokurator Włodzimierz Krzywicki, rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie [kolejny niekompetentny bezmózgowiec?], która prowadziła śledztwo przeciw Klusce. Zobaczymy co zadecyduje sąd, choć znając rzeczywistość, sędziowie niczym piskorze będą chcieli wymigać się od odpowiedzialności i winą za niekompetencję urzędniczą zwalić na Romana Kluskę. 
Jasne, że w takich sytuacjach przepisy przewidują zwrot kwoty takiej, jaką przyjętą od podejrzanego. Bajer w tym, że konto, na którym ulokowano kaucję, było oprocentowane, niecały 1 procent rocznie - dodaje prok. Krzywicki. Odsetki wyniosły ok. 30 tys. zł i gdzieś zaginęły? Co się z nimi stało?- Zostały uznane jako dochód skarbu państwa - mówi rzecznik krakowskiej prokuratury apelacyjnej. I tu mamy dowód, jak w skorumpowanym państwie niszczy się obywateli płacących naprawdę wysokie podatki na ekstrawagancję rządu. 
Przez ten przekręt urzędniczy urzędniczki skarbowej, która dopominała się prowizji? Roman Kluska musiał pozbyć się uprzywilejowanego pakiety akcji Optimus SA (1,85 mln), dających 66% głosów na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy. Akcje kupiło konsorcjum, w którego skład wszedł BRE Bank SA i Zbigniew Jakubas. Transakcję zawarto pod koniec maja br. Jej wartość wyniosła 262 mln zł.  Nowym prezesem został Dariusz Dąbski, dotychczasowy wiceprezes ds. sprzedaży i marketingu w Optimus SA. 

Kolejny przykład:
Szymon Szempliński - jak został załatwiony przez fiskusa: - Gdy wypuszczono mnie z aresztu, od razu poszedłem do firmy. W pokojach hulał wiatr... a był już najbogatszym mieszkańcem Podlasia, białostockim Ambasadorem Biznesu, pięćdziesiątym na liście polskich bogaczy miesięcznika "Home & Market". W swojej firmie Compact-Komputery (handel sprzętem komputerowym i oprogramowaniem) zatrudniał stu ludzi i robił milion złotych obrotu miesięcznie. W połowie lat 90. lokalne media nazywały go "złotym dzieckiem polskiego kapitalizmu", "informatycznym geniuszem", "młodym wilkiem gospodarki". 
Dzisiaj został cień tamtego Szemplińskiego.W artykułach komunikat białostockiego urzędu kontroli skarbowej: "Wykryliśmy wyłudzenie podatku VAT na kwotę 3 mln zł". I wypowiedź prokuratora: "Szymonowi Sz. postawiliśmy zarzuty tworzenia i przewodnictwa w grupie przestępczej, paserstwa, poświadczenia nieprawdy. Sąd przychylił się do naszego wniosku i zastosował areszt tymczasowy". 
Kolejny pomówiony zaczął powolne oczyszczanie...  z trzech milionów złotych rzekomego długu zostało już tylko 200 tys., o które też się procesuję - mówi. - Sąd orzekł, że kosmiczna kwota wzięła się nie z wyłudzania VAT-u, ale z prostych błędów urzędników skarbowych. A według mnie z prywaty, albo po prostu głupoty kliki prokuratorsko-sędziowskiej.
- Szanujemy wyroki sądu i przyjmujemy je do wiadomości - komentuje chłodno Piotr Pietrasz, rzecznik prasowy białostockiego urzędu kontroli skarbowej. - Nie przewidujemy ukarania pracowników urzędu skarbowego odpowiedzialnych za pomyłkę, bo nie ma ku temu podstaw prawnych, nawet jeśli popełnili błąd.
Z oskarżeń wycofała się też prokuratura. Kto zapłaci za zgnojenie człowieka? 
- Nie jestem już podejrzany o przewodniczenie grupie przestępczej i paserstwo, ale tylko o poświadczenie nieprawdy - mówi Szempliński. - Z tego ostatniego zarzutu się nie wycofali, bo chcą zachować twarz - dodaje.
- Świadkowie nie potwierdzili naszych wstępnych ustaleń - przyznaje bez emocji Jerzy Duniec, rzecznik prasowy prokuratury w Białymstoku. - W dużej części umorzyliśmy więc postępowanie przeciwko panu Sz. Czy popełniliśmy błąd, stawiając tak poważne zarzuty? Chyba lepiej zmienić treść zarzutów, niż brnąć w zaparte i cały czas podtrzymywać oskarżenia, których nie jesteśmy w stanie przed sądem udowodnić. 
Szempliński: - Co mi z tego, że powoli mnie oczyszczają? Co z tego, że prędzej czy później odzyskam pieniądze, a nawet wywalczę odszkodowanie? Nie mam firmy, dobrego imienia i - co najważniejsze - chęci. Na myślę, że miałbym pójść coś załatwić do urzędu skarbowego, z nerwów chce mi się rzygać. Te gnojki zabiły we mnie człowieka...
Szempliński też ma swoją teorię: - Te błędy nie powstały przypadkowo, ale dlatego, że nie dałem łapówki. Zażądała jej urzędniczka kontrolująca moją firmę. Zaaranżowała spotkanie w naszej siedzibie. Powiedziała wprost - za 500 tys. zł kontrola zakończy się bez zastrzeżeń. "Nie będzie pieniędzy, puszczę pana w skarpetkach" - pogroziła. Odmówiłem. Pani inspektor się wściekła i wyszła, trzaskając drzwiami. Pół roku później - tak jak obiecała - UKS mnie zniszczył. 
i przykład arogacji - Jerzy Duniec, rzecznik prokuratury: - Dotarło do nas zawiadomienie o łapówce, ale odmówiliśmy wszczęcia śledztwa. Widać tak uznał prokurator prowadzący sprawę i miał ku temu powody. A pan Szempliński niech publicznie nie opowiada takich rzeczy, bo może się doigrać oskarżenia o pomówienie.- kolejne groźby skorumpowanego prokuratorka? - skąd ja to znam?
Piotr Żakowicz, dyrektor białostockiego UKS: - Pani inspektor nie potwierdziła słów oskarżającego ją podatnika. Nie ma więc sprawy.
- Czy to prawda, że inspektor prowadząca kontrolę i oskarżana przez biznesmena o korupcję awansowała? - pytam Żakowicza.
- Mogło tak się zdarzyć. ( i często tak się zdarza - awansują za matactwa)
Szempliński: - Nie mam bezpośredniego dowodu na inspektorkę, bo rozmowy nie nagrywałem. Jednak moi pracownicy słyszeli, jak mi grozi, że puści mnie w skarpetkach. Wiedzieli też, że zabiega o spotkanie ze mną w cztery oczy, bez udziału drugiego kontrolera z UKS, co jest złamaniem przepisów skarbowych. Niestety, nie zostali nawet powołani na świadków.

i kolejny przykład:
Kłopoty Compact-Komputerów zaczęły się od kontroli białostockiego UKS w grudniu 2001 roku. Urzędnicy skarbowi wydali decyzję nakazującą zabezpieczyć majątek firmy w wysokości ponad 2,8 mln zł. Ich zdaniem w 2000 i 2001 roku Compact wyłudził podatek VAT, bo nie kupował komputerów, a do skarbówki dostarczał fikcyjne faktury. Kontrolerów nie przekonał sprzęt komputerowy znaleziony w magazynach Compactu. Uznali, że jest "niejasnego pochodzenia". Zajęli majątek spółki i wysłali do prokuratury zawiadomienie o przestępstwie.
Szempliński: - Kupowałem sprzęt od firmy, która handlowała w całej Polsce. Nie miałem nawet złotówki zaległości w urzędzie skarbowym. Płaciłem też dostawcy. Od prokuratora dowiedziałem się, że komputery, które kupowaliśmy, pochodzą z nielegalnego źródła. Przecież nie mogłem znać tajemnic kontrahentów, bo i skąd?
Naczelny Sąd Administracyjny potwierdził wersję Szemplińskiego: "UKS pomylił się w swoich ustaleniach dotyczących firmy Compact-Komputery. Firma miała prawo przyjąć, iż ma do czynienia z kontrahentem korzystającym z pełni praw podatnika. Tym bardziej że działał on na rynku od dłuższego czasu. UKS nie udowodnił, iż Compact chciał złamać prawo. Dlatego też decyzję trzeba uchylić. (...) Compact nie może odpowiadać za to, iż jej dostawcy nie potrafili udokumentować pochodzenia towaru. (...) UKS wybiórczo potraktował zebrany materiał dowodowy i pomijał zeznania istotnych świadków".
Poprosiliśmy dyrekcję białostockiego UKS o skomentowanie kompromitującego dla nich wyroku. Rzecznik prasowy wydał lakoniczne oświadczenie: - Sąd mógł naszą decyzję podtrzymać, mógł też ją uchylić. Wybrał drugie wyjście, mniej dla nas korzystne. Znaczy tylko tyle, że popełniliśmy pewne błędy. Nic więcej...???

Mam w rejestrze pół tysiąca przedsiębiorców zniszczonych przez fiskusa, takich jak Szempliński - mówi Andrzej Cieślik z Brzegu Dolnego, prezes i założyciel Stowarzyszenia Osób Poszkodowanych przez Organy Administracji Państwowej oraz ZUS. 

i dalej: 
Cieślik został bankrutem, bo urzędniczka podrobiła decyzję w sprawie jego firmy. Przyznała się do tego przed prokuratorem, ma postawione zarzuty. Ale mimo to urząd skarbowy nie cofnął fałszywej decyzji. 
- Kiedy mnie to spotkało, łudziłem się, że jestem skrzywdzonym wyjątkiem. Tymczasem moja sprawa to drobiazg w porównaniu z tymi, które do nas wpływają. Zgłaszają się giganci tracący miliony i drobni rzemieślnicy, którym urzędnicy zabrali ostatnie grosze i zarekwirowali wiekowe maszyny. Jeden z zielonogórskich przedsiębiorców importował wino z Francji i urzędnikowi ubzdurało się, że nie zapłacił tyle podatku, ile trzeba. Scenariusz standardowy: decyzja urzędu, zarzuty, areszt, sprawa w NSA i wyrok niekorzystny dla urzędu skarbowego. Ale zapada on najczęściej wtedy, kiedy firma leży już w gruzach. Pozostaje nam satysfakcja i siwe włosy... 

Kolejne przypadki, też z Zielonej Góry: 
2 mln zł skarbówka musiała oddać Markowi Isańskiemu. Urzędnicy niesłusznie pobrali od niego podatek VAT. Procesy trwały kilka lat.; 
Zbigniew Leszczyński, prezes spółki Eltor-Pol, przez sześć lat sądził się z fiskusem i zwyciężył. Zwrócono mu cały zabrany podatek i 400 tys. zł odsetek. 
- Kiedy skarbówka dokopie się do rzekomych nieprawidłowości, zaczyna się równia pochyła - mówi Cieślik. - Spadasz w otchłań z prędkością światła. Siłę na podjęcie walki mają tylko najmocniejsi. 

a tak naprawdę, to niewielu ją ma...
Bez wątpienia zabrakło jej Zbigniewowi Macewiczowi, ślusarzowi z Bydgoszczy. Szopa, w której przez ostatnie 20 lat produkował kute płoty i kraty, stoi dzisiaj pusta, drzwi zabite deskami. 
Żaden biznes, ledwo wystarczało na utrzymanie żony i trzech córek. Miał długi, jak każdy w biznesie, jednak nigdy żaden wierzyciel nie musiał go ścigać. Płacił podatki. Tylko w ostatnich dwóch latach ponad 200 tys. zł. Jeździł 20-letnim oplem, mieszkał w starej budzie. Dorobił się tyle, że jadł, spał i oddychał. Tyrał od świtu po zmrok. Marzył, żeby za granicę pojechać z rodziną, do Rzymu albo Paryża. Nigdy nie wystarczyło czasu i pieniędzy. Macewicz stał się w ostatnich tygodniach symbolem walki z biurokratyczną bezdusznością. Umarł na sali Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Bydgoszczy. Znalazł się tam, bo urzędnicy popełnili błąd. 
W 2002 r. zalegał skarbówce 80 tys. zł podatku. Skorzystał z ustawy o restrukturyzacji należności publicznoprawnych, która pozwalała mu nie tylko zmniejszyć dług do 12 tys., ale też rozłożyć spłatę na raty. Co miesiąc płacił je według harmonogramu. W maju 2003 r. urzędnik przyjmujący pieniądze popełnił błąd - pobrał kwotę kwietniową o 8,80 zł mniejszą, niż wynikało z harmonogramu. Po wpłacie ostatniej raty skarbowcy obudzili się i uznali, że dług nie jest spłacony w całości. Zażądali od Macewicza 80 tys. zł. Przedsiębiorca poszedł do sądu. Wystarczyło mu sił na dziesięć minut walki. O 14 zaczęła się pierwsza rozprawa, sędzia zdążył odczytać zaledwie kilka zdań wniosku, kiedy Macewicz osunął się na podłogę. Zmarł jeszcze na sali, pękło mu serce... 
W bydgoskiej izbie skarbowej rozpoczęła się gruntowna kontrola zarządzona przez wiceministra finansów Stanisława Steca, który przyznał, że w całej sprawie "urzędnicy popełnili rażące błędy".
- Tylko oni są odpowiedzialni za tę śmierć! - oskarża Andrzej Macewicz. - Brat strasznie przeżywał. Kiedy pomyłka wyszła na jaw, zaczęło go boleć w mostku, pojawiły się duszności, bezsenność. 
Tydzień po śmierci Macewicza wiceminister Stec przeprosił rodzinę i wyraził ubolewanie. Jak każdy, nie przyznaje się jednak do urzędniczej pomyłki.

Podobnych przypadków mamy setki. Rocznie bankrutuje parę tysięcy firm, choć ostatnio sytuacja wyraźnie się poprawia. 
W myśl polskiego prawa za szkodę spowodowaną przez urzędnika odpowiada państwo (kodeks cywilny - art. 417 par. 1). Urzędnikowi, który popełnił błąd, grozi kara służbowa, można mu też odebrać premię. W ostateczności może być zwolniony z pracy, ale takie przypadki zdarzają się niezwykle rzadko. 
Ma się to zmienić już za kilka miesięcy, kiedy w życie wejdzie ustawa o szczególnych zasadach odpowiedzialności funkcjonariuszy publicznych. Posłowie Platformy Obywatelskiej złożyli już projekt u marszałka Sejmu. Zakłada on m.in. obowiązkowe badanie wszystkich urzędniczych decyzji, które zostały uchylone, oraz zwiększenie odpowiedzialności materialnej funkcjonariuszy, których błędne decyzje spowodowały, że skarb państwa musiał wypłacić odszkodowanie. PO chce, by urzędnikowi groziła kara w wysokości do 12-krotnego przeciętnego wynagrodzenia. 
- To zły pomysł - twierdzi Robert Gwiazdowski, ekspert z Centrum imienia Adama Smitha. - Przy takich restrykcjach żaden urzędnik nie będzie chciał podejmować jakichkolwiek decyzji. Istota problemu tkwi w naszym skomplikowanym systemie podatkowym. Trzeba go uprościć i to jest pierwszy krok do wyeliminowania błędów. Krok drugi to prawo zawieszające wykonanie decyzji. Jeśli wyższa instancja uzna, że urzędnik ma rację, decyzja jest odwieszana. Dopiero po spełnieniu tych dwóch warunków możemy mówić o indywidualnej odpowiedzialności. 
Z Gwiazdowskim nie zgadza się Andrzej Cieślik ze stowarzyszenia poszkodowanych przez urzędy. - Trzeba karać urzędników, i to natychmiast, bo oni bezkarnie obdzierają nas ze skóry! Dostają awanse i nagrody za naszą krzywdę. Nasze przewinienie polega najczęściej na rzetelnym płaceniu podatków. Każdy z nas mógłby bez problemu kombinować, zwiększać fikcyjnie koszty, pomniejszać zyski i nie płacić fiskusowi ani złotówki. Wtedy nie mieliby punktu zaczepienia, a nas zostawiliby w spokoju. 
Wiceminister Stec: - Musi się zmienić wizerunek urzędnika skarbowego. Koniec z mówieniem podatnikowi tylko o obowiązkach z przemilczeniem jego praw.

Tak czy inaczej, być lub nie być firmy w żadnym wypadku nie powinno zależeć od pojedynczego, często skorumpowanego urzędnika wykorzystującego powierzoną mu władzę...

Jasne, że jest i druga strona medalu. 
W internecie i gazetach aż roi się od ogłoszeń. Treść jest zwykle podobna i bardzo krótka: "Koszty, faktury VAT", "Firma da koszty", "Dam f-ry VAT legalnie, pewnie", "tanio i dyskretnie!!! 10 proc. kwoty netto faktury vat!","Koszty dam", "Pomagam w tworzeniu kosztów" itp. Fakturę mogę kupić już za pięć procent jej wartości. To najprostszy sposób na obniżenie podatku dochodowego, a nawet zredukowanie go do zera. Koszty obniżają dochód. Im mniejszy dochód, tym mniejszy podatek. 
Powiedzmy, że ktoś musi zapłacić 100 tys. podatku. Kupuje wtedy fakturę opiewającą np. na 50 tys. Wystawcy płaci za nią z reguły prowizję - od 5 do 15 proc. (czyli w tym przypadku 2,5-7,5 tys. zł). Z reguły musi też zapłacić VAT - 22 lub 7 proc. W sumie na fakturę wyda maks. 20 tys. zł. W koszty wrzuca sobie aż 50 tys. Dzięki temu płaci połowę podatku. Najbardziej popularnymi usługami wykorzystywanymi do tego procederu są usługi niematerialne, ponieważ trudno udowodnić ich fikcyjność.
Ten proceder zawsze trwał i wiedzą o nim służby skarbowe i policja.
Sam wiceminister w 2002 r., wówczas jako poseł sejmowej komisji finansów publicznych, apelował aby „fiskus coś zrobił z kosztodawcami”. Organy skarbowe tłumaczą swoją bezczynność brakiem uprawnień do działań o charakterze policyjnym np. zakup kontrolowany. Przedstawiciele organów skarbowych nie mogą jednak wytłumaczyć, dlaczego do tej pory nie podjęły współpracy z policją.
Z wypowiedzi urzędnika aparatu skarbowego dowiadujemy się, że innym, nieoficjalnym powodem braku działań jest niewielki „uzysk budżetowy.
- Co z tego, że zostanie wydana decyzja, która każe mu zapłacić kilkaset tysięcy, skoro on tych pieniędzy nie ma i najczęściej nie ma też żadnego majątku - tłumaczy urzędniczka. Urzędników ocenia się bowiem i wynagradza w zależności od tego, ile pieniędzy przysporzyli budżetowi, a bez znaczenia jest fakt, ilu oszustów udało im się wsadzić do więzienia... dlatego trzeba gnębić tylko wypłacalne firmy?

AKTUALNOŚCI

W Polsce tzw. uprawnienia operacyjne ma wywiad skarbowy. Jego 311 agentów rozmieszczonych we wszystkich urzędach kontroli skarbowej może np. podsłuchiwać i obserwować potencjalnych oszustów. Teoretycznie mogą więc zarejestrować transakcję handlu lewymi kosztami, jeśli śledzą dwie firmy. Sami nie mogą natomiast zorganizować prowokacji - ustawa o kontroli skarbowej nie daje im takiego prawa. Może to natomiast zrobić policja, jeżeli "uszczuplenie należności publicznoprawnej" jest większe niż pięćdziesięciokrotne najniższe wynagrodzenie, czyli ok. 40 tys. zł.
Za wystawienie nierzetelnej faktury grozi grzywna w przybliżeniu od 6 tys. zł do 2,5 mln. Nabywcy lewej faktury, który dzięki niej zaniża podatek, grozi taka sama grzywna i dwa lata więzienia. Sąd może też zakazać oszustom prowadzenia działalności gospodarczej.

Czy jest luka w opodatkowaniu spółek komandytowo-akcyjnych? 
Wiele wskazuje na to, że wspólnicy spółek komandytowo-akcyjnych mogą uniknąć podatku dochodowego. I to legalnie. Od 1 stycznia 2001 r. można w Polsce zakładać spółki komandytowo-akcyjne. Prawnicy zachwalają je jako idealną formę inwestowania, szczególnie pozyskiwania kapitału przez przedsiębiorstwa rodzinne. Nie ma ich zbyt wiele, bo szacuje się, że przez trzy lata powstało zaledwie kilkanaście. A szkoda. Pojawiają się bowiem opinie, że wspólnicy (akcjonariusze) takich podmiotów mogą unikać płacenia podatków dochodowych. I to legalnie. Ten typ spółki został przez ustawodawcę uprzywilejowany. To wyłom w systemie podatkowym, pozwalający na prowadzenie działalności bez płacenia podatku dochodowego. Wystarczy spisać umowę takiej spółki, zarejestrować ją w Krajowym Rejestrze Sądowym i w pewnych warunkach korzystać ze zwolnienia podatkowego — twierdzi Radosław Pioterczak, prawnik z katowickiej kancelarii prawniczej Vinci & Vinci.
Cechą opodatkowania dochodu z akcji w takiej spółce jest to, że dochód i obowiązek podatkowy w podatku dochodowym powstaną dopiero w roku następnym po roku, w którym spółka osiągnęła zysk. Nastąpi to po zatwierdzeniu sprawozdania finansowego, uchwaleniu podziału zysku i wypłacie dywidendy. Jednak dochód i obowiązek podatkowy powstaną wyłącznie wtedy, gdy walne zdecyduje o podziale zysku. Brak uchwały o podziale zysku oznacza brak dochodu akcjonariusza. Skoro nie ma dochodu, to nie powstaje obowiązek podatkowy. Oznacza to, że taka spółka może zgodnie z prawem działać w warunkach faktycznego zwolnienia podatkowego - mówi Radosław Pioterczak.
- dopóki nie będzie uchwały o podziale zysku, to pieniądze są własnością spółki, więc nie są objęte podatkiem dochodowym.
- Jest zagrożenie, że taka spółka może stać się wygodnym i tanim narzędziem np. do prania brudnych pieniędzy, a także do zaniżania zobowiązań podatkowych innych podmiotów dzięki wystawianiu faktur dokumentujących nieprawdziwe koszty innych firm. Jeśli nic się nie zmieni, wkrótce mogą pojawić się ogłoszenia typu: „Koszty dam — spółka komandytowo-akcyjna” — opowiada Radosław Pioterczak.

Jednocześnie taka forma może być również wielka szansą dla nowo powstających firm, ponieważ ma sens pozostawienie pieniędzy w firmie na reinwestycje. W zakresie nowych technologie forma ta może być naprawdę "dynamitem rozwojowym". Byłoby bardzo szkoda, gdyby tą możliwość stracono z oczu... 

No i dochodzimy do wniosku, że trzeba robić przestępstwa razem z urzędnikami, ponieważ cię zniszczą, nalezy przy kontroli odpalić im dolę, jak normalnej mafii funkcjonujacej w niby demokratycznym ,a popierdolonym państwie polskim... tak dla własnego spokoju, a zarobisz i unikniesz odpowiedzialności... 
Tych od (nie)sprawiedliwości i tak broni przecież imminitet

a tak przy okazji kontroli skarbówki firma Raczkowskiego powinna się obawiać jakiegoś "ekstra numeru" urzędników pod naciskiem prokuratorów za prowadzenie witryny www.afery.prx.pl opisującej ich przekręty? - napiszę...

Nowe publikacje o tematyce aferalnej i korupcyjnej: 
 KANDYDACI NA PREZYDENTURĘ W POLSCE NA 2005r. w stałym opracowaniu i uzupełnianiu...
prof? ANDRZEJ ZOLL - Czyj to rzecznik? - na pewno nie polskich praw i interesów - prawda i mity o rzeczniku 
CO BĘDZIE Z TĄ POLSKĄ POD ŻYDOWSKĄ WŁADZĄ?  PISMO DO KOFI ANANA SEKRETARZA GENERALNEGO ORGANIZACJI NARODÓW ZJEDNOCZONYCH (ONZ) - SKARGA KOMITETU NARODOWEGO POLSKI Dla kogo elitarne stowarzyszenie "ORDYNACKA"???
KIM NAPRAWDĘ JEST PREZYDENT R.P.???? 
ALEKSANDER KWAŚNIEWSKI, CZY MOŻE STOLZMAN???
NIEZNANE FAKTY Z ŻYCIA KWAŚNIEWSKIEGO - KOLEJNA AFERA SLD?
"CZY JOLANTA KWAŚNIEWSKA  MA SZANSE  ZOSTAĆ PREZYDENTEM RZECZPOSPOLITEJ???"
czy fundacje "piorą pieniądze?" , zostały tylko wspomnienia J. Kwaśniewskiej
"Bóg Honor Ojczyzna" - krzyż narodu polskiego? - Judaizm, czyli "Jak rozpoznać Żyda".
TAJNE - JAWNE TAJEMNICE PAŃSTWOWE?
Raport o działalności pułkownika Władimira Ałganowa z KGB w sprawach:
Prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego, Premiera Józefa Oleksego i Leszka Millera, szefa MSWiA oraz Ministra Spraw Zagranicznych Włodzimierza Cimoszewicza, Ministra Skarbu Wiesława Kaczmarka, oraz biznesmena Jana Kulczyka.
TYLKO ŻEBRZĄCE "PRUSKIE POWIERNICTWO" ??? , czy kolejny “Drang nach Osten"???
witryna OBYWATELSKIE NIEPOSŁUSZEŃSTWO  i dodatkowo:

 WIELKIE BRANIE  ,    fakty o korupcji  , KORUPCJA ,  korupcja - uzasadnienie "wpadki parlamentarzystów", 
Kto może zostać politykiemco kryje przywilej immunitetu? odszkodowania - Sąd Najwyższy,
dowCIPY spod §... i wiele innych... 

tym samym dochodzimy do setna sprawy, czyli  "Raportu o stanie sądownictwa polskiego", ale to tylko dla osób myślących, a więc nie dla prawników... jasne, że terror rodzi terror, tak więc z uwagi na typowo stalinowskie prześladowanie  mojej osoby i prowadzonej działalności publicystycznej, moim celem jest obnażenie impotencji organów władzy...

POLECANE WITRYNY PATRIOTÓW POLSKICH http://www.polonica.net I http://www.ojczyzna.pl 

WWW.AFERY.PRX.PL - WYDAWNICTWO PROWADZONE PRZEZ ZDZISŁAWA RACZKOWSKIEGO.
Dziękuję za przysłane opinie i informacje. 
    uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: afery@prx.pl

WSZYSTKICH SĘDZIÓW INFORMUJĘ ŻE PROWADZENIE STRON PUBLICYSTYCZNYCH
JEST W ZGODZIE z  Art. 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ 
1 - Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 
2 - Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane.
ponadto Art. 31.3
Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.