Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:



Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
29 kwietnia 2017
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 29-10-2011

Syndrom przyznania racji stronie wszczynającej proces  Mirosław Naleziński

Przepracowani i niekompetentni sędziowie cierpią (a wraz z nimi cały polski system prawny) na syndrom, który proponuję nazwać jak w tytule.

Załóżmy, że do sędziego zgłasza się kulturalna, inteligentna osoba wraz ze swoim adwokatem i przedstawiają swój punkt widzenia. Sędzia na wstępie zakłada, że taka osoba nie jest nawiedzona (zatem nie konfabuluje), bowiem dlaczego miałby uważać, że jest, skoro wygląda przyzwoicie i nie sprawia wrażenia dotkniętej przez jakąkolwiek psychiczną dolegliwość? Rachunek prawdopodobieństwa mówi wyraźnie - większość Polaków nie cierpi na omamy.

Sędzia nie ma dużo czasu na zabawy z drugą stroną wskazaną jako potencjalny winny, wszak ma kilkaset spraw do przeprowadzenia w ciągu roku, zatem dlaczegóż miałby nie uznać racji przedstawionych przez inteligentną a zirytowaną stronę wszczynającą (a dodatkowo wspomaganą przez swego adwokata) proces? Przecież nikt nie wynajmuje adwokata i nie włóczy się po sądach dla przyjemności lub z nudów, jeśli nie jest przekonany do swych racji – to jest oczywiste i wynika również z rachunku prawdopodobieństwa, wystarczy przecież przejrzeć wyroki wydane w procesach wytoczonych przez ludzi inteligentnych i kulturalnych – większość wyroków jest skazująca, czyli niekorzystna dla osób wskazanych przez jakże kulturalne pary (powód/oskarżyciel i jego mecenas).

Niewielkie znaczenie mają zeznania i oświadczenia drugiej strony, bowiem już na wstępie sędzia założył, że przeciwna strona będzie zmyślać, kręcić i kombinować. A jeśli na dokładkę unika – jak uważają osoby obecne w sądzie - procesu, bo jest po zawale, operacji i na paromiesięcznej rehabilitacji, to przecież każdy sędzia jest już całkiem pewien – ten wskazany osobnik na pewno jest winny, zaś osoba rozpętująca proces ma ewidentną rację.

I teraz konkretny przypadek – pani idzie do sądu ze swoim znajomym mecenasem i składa pozew przeciwko facetowi, którego uznała jednocześnie za innego gościa (ten drugi - tak uznała - obrażał ją na znanym portalu). Ogłosiła publicznie, że obaj są w istocie jednym obywatelem, przez co pozwoliła sobie na zniesławienie (i to dwóch osób, a nawet trzech, bowiem początkowo uznała, że jedna osoba miała trzy konta; dopiero później zrezygnowała z jednego zarzutu, redukując swoje urojenia do dwóch osób).

W swych przestępczych czynach poszła jeszcze dalej – będąc przekonana, że ma rację, zmieniła podpis w komentarzu (jedno nazwisko zamieniła na drugie), co w wielu kręgach nazywane jest fałszerstwem, a ponieważ jest pisarka i księgową w jednej osobie (napisała dzieło „Symfonia” o księgowości), przeto powinna doskonale wiedzieć, że fałszowanie podpisów podlega karze.

Dlaczego sędzia nie uznał tego fałszerstwa i nie doszedł do wniosku, że to pani oczerniała pozwanego obywatela (że ma dwa konta, z czego jedno na obce dane)? Otóż właśnie dlatego, że już na wstępie wpadł w pułapkę opisanego syndromu – sędzia od początku przyjął, że pani jest niewinna, zatem to ona z pewnością ma rację, więc uznał jej zeznania i dowody za wiążące, czyli oświadczenia drugiej strony (że posiada jedno jedyne konto oraz że to właśnie tę stronę zniesławiono) praktycznie wyrzucił do kosza.

Gdyby uznał, że pozwana strona ma rację, to przewróciłoby się mu wstępne a solidne przekonanie i musiałby skazać panią za fałszerstwo i za zniesławianie, co byłoby właśnie sprzeczne z przyjętą tezę o jej niewinności (na podstawie opisanego syndromu). Uratowałby swoją reputację oraz swego sądu, jednak takiej wolty nie przewidywało jego bogate życiowe i prawnicze doświadczenie, bowiem musiałby - zapewne po raz pierwszy w życiu - odwrócić rolę powódki i pozwanego, czyli powinien skazać pisarkę, nie zaś obywatela. A skoro nie miał takiego przypadku, zatem z czystym sumieniem (jak mniemał) brnął w swym przeświadczeniu o racji powódki i winie pozwanego, zwłaszcza że było to zgodne z rachunkiem prawdopodobieństwa (wszak każdy wie, że do samolotu wchodzimy w miarę komfortowo, bowiem doskonale wiemy, że znakomita większość samolotów jednak pomyślnie ląduje po swym starcie).

Sędzia obstawił wynik niczym na loterii, przy czym preferował rezultat bardziej prawdopodobny (że pisarka ma rację, nie zaś osoba przez nią wskazana), jednak mogą zaistnieć sytuacje, kiedy najbardziej nawet spodziewany przebieg wydarzeń, nie potwierdza się.

W swoim przekonaniu był aż tak zadufany, że za wiarygodny przyjął karkołomny dedukcyjny dowód przedstawiony przez powódkę. Nawet nie zlecił badania biegłemu, bo po cóż mnożyć koszty i wydłużać proces? Z pewnością nie jest specjalistą w dziedzinie internetowej przestępczości, zatem ocenił zgłoszony dowód w sposób bezprawny, niezgodny z procedurą, bowiem powinien powołać biegłego, czyli specjalistę od tego typu przestępczości.

Ponadto wykazał się brakiem profesjonalizmu, bowiem nie wystosował do admina portalu prośby o przesłanie wszystkich danych dotyczących drugiej osoby, bo i po co, skoro zaraz na wstępie uznał, że pozwany jest jednocześnie tą właśnie osobą. Po dwóch latach admin zasygnalizował, że posiada emajlowy adres osoby uznawanej przez powódkę i sędziego za pozwanego i że żaden przedstawiciel Temidy nie wystąpił o te dane. To kolejny dowód na to, że niezdarny sędzia uległ opisanemu syndromowi. Jego sposób rozumowania (i sądzenia!) został skażony opisanym zespołem!

To nie koniec wyczynów sędziego, w końcu jednak faceta, który skończył studia i ślubował służyć obywatelom ze szczególną starannością (a powinien jeszcze być przyjazny wobec obu stron), bowiem u schyłku procesu wyznaczył termin ogłoszenia wyroku i w ustalonym dniu wydał ów wyrok, jednak nie był łaskaw... powiadomić pozwanego o obu tych czynnościach.

Prawnicza komedia w wykonaniu sądu demokratycznego a (podobno) przyjaznego państwa? Co ciekawe, farsa ta jest podobno zgodna (sic!) z przepisami polskiego (jednak dzikiego?) a unijnego już państwa, czyli formalnie nie można zarzucić sędziemu togowego chuligaństwa.

Aby podsumować wyczyny niezawisłego a „kompetentnego” sędziego, należy jeszcze ujawnić społeczeństwu stanowisko polskiej Temidy (począwszy od gdańskiego sądu, w tym apelacyjnego, do najwyższych czynników w stolicy), bowiem jest to dowód na skandaliczną postawę już nie pojedynczego polskiego prawnika, ale szeregu decydentów – przedstawiciele tej szlachetnej togowej damy, niczym eugleni, kilkakrotnie odrzucali próby apelacji prawomocnego wyroku i czynili to tak prostacko (wręcz prymitywnie!), że każdy - w miarę logicznie myślący rodak - może zwątpić w inteligencję naszych prawników (w tym z górnych półek!).

Co ci polscy eugleni odpowiadają na zarzut, iż „nie można było wnieść apelacji, bowiem szlachetny sąd nie poinformował pozwanego o wyroku”? Ich odpowiedź – „nie można apelować, bo wyrok jest prawomocny”. Ależ szanowny sądzie - „jak można było apelować w terminie, skoro pozwany nie wiedział nic o wyroku?”. Sąd – „ponieważ wyrok jest prawomocny, zaś terminy zostały przekroczone, przeto nie można wnieść apelacji”. Logiczne? Ależ wielce inteligentny sądzie – „w jaki sposób można było wnieść apelację od zapadłego...” (jak mózg togowców biorących udział w tym żenującym przedstawieniu) „...wyroku, skoro pozwanego nikt nie poinformował o wydaniu wyroku?”. Zgadnijmy, jaka była kolejna odpowiedź? A jakże – „ponieważ terminy zostały przekroczone, zaś wyrok niezwisłego sędziego jest prawomocny i niewzruszalny, przeto zostaje oddalony wniosek pozwanego o wniesienie apelacji”.

Przyjazne państwo? A może jednak dziki kraj? I to rządzony (wszak sądownictwo jest jedną z władz) przez niezbyt rozgarniętych ludzi, którzy dbają nie tyle o sprawiedliwość, lecz o przestrzeganie idiotycznych procedur.

Kto wykształcił tych ludzi, kto ich zatrudnia, kto im płaci między innymi za udział w idiotyzmach, na bazie których świat wymyśla tzw. polskie dowcipy (Polish jokes)? Przecież filiżanka z uchem przytwierdzonym do wewnętrznej powierzchni naczynia, to prawdziwe michałki przy intelektualnym wytworze naszych togowców!

Na cześć gdańskich sędziów można byłoby ów syndrom nazwać gdańskim, gdyby nie fakt, że już istnieje pojęcie „syndrom gdański” (w ten sposób w stołecznym Instytucie Matki i Dziecka określane są przypadki małych pacjentów z rozszczepem wargi i podniebienia z Pomorza, którzy trafiają do stolicy na poprawkowe operacje).

Jeśli nikt nie zaproponuje krótszej nazwy na postępowanie sędziów (również z Pomorza, choć zjawisko raczej jest ogólnoświatowe), to rozszczepienie togowych opon mózgowych proponuję nazwać jak w tytule.

Podobny syndrom (mechanizm, zjawisko) do opisanego (przekonanie sędziego o racji osoby składającej pozew albo oskarżenie, na podstawie uprawdopodobnionego stanowiska – skoro inteligentny obywatel zwraca się do sądu i składa w miarę logiczne zeznania, to przecież z pewnością ma rację, a jeśli tak, to racji nie ma druga strona, co automatycznie oznacza, że ta strona jest na przegranej pozycji – jasne, że jest winna) dostrzegli badacze opisujący szereg spraw dotyczących badań DNA.

Instytuty badające genetyczne ślady, częstokroć są świadome, jakich spraw dotyczą dostarczane próbki, wczuwają się w oczekiwania zleceniodawców (często są to oczekiwania także społeczeństwa, zwłaszcza w głośnych i koszmarnych sprawach), zatem wyniki są obciążone w sposób podświadomy owymi oczekiwaniami. Nie są one zupełnie obiektywne – ich jakość pozostawia wiele do życzenia, bowiem osoby uczestniczące w badaniach zasugerowane są publicznymi przypuszczeniami i wychodzą im niejako naprzeciw.

Wnioski – inteligentni ludzie zajmujący się ściganiem i osądzaniem przestępców padają ofiarą syndromu, który prawdopodobnie nie jest omawiany ani na studiach, ani na kursach podnoszących kwalifikacje zawodowe. I tacy ludzie biorą się za robotę, do której nie są właściwie przygotowani w sferze emocjonalnej, zatem od czasu do czasu wpadają w pułapkę i doszczętnie niweczą szlachetną ideę Temidy, generując kolejne pomyłki sądowe i to popełniane w dość mało skomplikowanych okolicznościach – wystarczyłoby, aby sędzia wykazał nieco więcej wiary w oświadczenia drugiej strony i nieco więcej staranności, aby nie doszło do kompromitacji polskiego sądu (tu – Okręgowego Sądu w Gdańsku, sprawa IC692/09).

Mirosław Naleziński, Gdynia

Panie Prezesie, czy podziela Pan pogląd, że wielu przepracowanych sędziów może wpaść w pułapkę opisaną w niniejszym artykule jako syndrom przyznania racji stronie wszczynającej proces? Tekst powstał na podstawie sprawy IC692/09 dokumentnie spartolonej przez Pańskiego sędziego.

Pozdrawiam obu Was Panów

Mirosław Naleziński

WIĘCEJ:

Sądownictwo italskie i polskie – różnice Mirosław Naleziński, Gdynia 

Dwie odmienne interpretacje art. 212 Kk  Mirosław Naleziński
Co łączy twórców Walkirii i Symfonii? Mirosław Naleziński
Art. 212 Kk - które zdanie jest przestępcze?  Mirosław Naleziński, Gdynia
"Ile ugra mecenas na kłamstwie swej klientki?" - Mirosław Naleziński
Jutro świat powinien być lepszy niż dzisiaj... Mirosław Naleziński
Gdańsk - odpowiedź z Sądu Apelacyjnego i riposta Mirosława Nalezińskiego
Konfabulantek ci u nas dostatek  Mirosław Naleziński, Gdynia
Dodupne prawo Mirosław Naleziński
Niezawisły znad Wisły Mirosław Naleziński 
Polska Temida ma w nosie nie tylko godność zwykłego obywatela, ale tamże ma również swoją cześć. Mirosław Naleziński
Takiego państwa nie szanują uczciwi obywatele, oszuści zaś sobie je chwalą... czyli numer "pseudotaksówkarza" Mirosław Naleziński
Holenderka i Polka w depresji - Mirosław Naleziński 
Kto Pippie szlak w końcu przetrze? Mirosław Naleziński
Dlaczego admini nie kasują menelskich tekstów? Mirosław Naleziński
Na ospałą Temidę - Mirosław Naleziński
Cukier ośmiesza polski naród - rząd dał "cukrową gorzką plamę". Mirosław Naleziński "Ujawnienie menelstwa po francusku, norwesku i po polsku" - Mirosław Naleziński W Polsce Temida nie jest aż taka głupia - Mirosław Naleziński Kolankiewiczowskie rozwa
Cukier ośmiesza polski naród - rząd dał "cukrową gorzką plamę". Mirosław Naleziński
"Ujawnienie menelstwa po francusku, norwesku i po polsku" - Mirosław Naleziński
W Polsce Temida nie jest aż taka głupia - Mirosław Naleziński
Kolankiewiczowskie rozważania na temat etyki – teoria i praktyka M. Naleziński
Panie Prezesie Sądu Okręgowego w Gdańsku, czy nie wie Pan, że  „Winę należy udowodnić”? - Mirosław Naleziński
Dobra firma usługowa, jeśli spaprze robotę, to ją niezwłocznie poprawia. Ale nie polscy sędziowie będący na usługach społeczeństwa ! Mirosław Naleziński
Czy w Unii można opisywać osoby udzielające się w mediach? Mirosław Naleziński
Coraz więcej nazwisk w internecie  Mirosław Naleziński
Zniesławianie osób (nie)publicznych Mirosław Naleziński
Co łączy Wenezuelę i Gdańsk? Mirosław Naleziński
Amerykańskie i polskie ujawnianie danych Mirosław Naleziński, Gdynia
Policję należy informować  Mirosław Naleziński, Gdynia
Polska cenzura ponad oszustwami Mirosław Naleziński
Media w Polsce i na świecie - grudniowy cykl krytyczno-informacyjny Mirosława Nalezińskiego 
Media w Polsce i na świecie - listopadowy cykl krytyczno-informacyjny Mirosława Nalezińskiego 
Stalkowanie i obsesje Jak już ktoś Temidzie wskaże ciebie palcem, to masz latami ciągnące się procesy. Mirosław Naleziński
Internetowe znieważenie i sądowe błędy - Mirosław Naleziński, Gdynia
Media w Polsce i na świecie - październikowy cykl krytyczno-informacyjny Mirosława Nalezińskiego - 1
Media w Polsce i na świecie - sierpniowy cykl krytyczno-informacyjny Mirosława Nalezińskiego 
Jeden sędzia kształtuje prawo dla 40 milionów obywateli? Mirosław Naleziński
Media w Polsce i na świecie - lipcowy cykl krytyczno-informacyjny Mirosława Nalezińskiego
Media w Polsce i na świecie - czerwcowy cykl krytyczno-informacyjny Mirosława Nalezińskiego
Pocztowe błędy i podwójne pocztowe erki Mirosław Naleziński, Gdynia
Dwie unijne księżne -spojrzenia Temidy brytyjskiej i polskiej. Mirosław Naleziński, Gdynia
Media w Polsce i na świecie - majowy cykl krytyczno-informacyjny Mirosława Nalezińskiego
W Waszyngtonie i owszem, ale nie w Gdańsku... Mirosław Naleziński
Tupet czy paranoja? Mirosław Naleziński
Ich ofiara nie poszła na marne Mirosław Naleziński
Wilkiem Polka Polce... Mirosław Naleziński
Biedne te osoby publiczne...Mirosław Naleziński

Komentarze internautów:

 
~Mirnal
29-06-2014 / 00:01
Otrzymałem prawomocne i niezaskarżalne postanowienie SO w Gdańsku Wydział V Karny Odwoławczy z 23 kwietnia 2014, z którego wynika, że subiektywne odczucie przykrości pisarki M. Chomuszko nie może być przesłanką do prowadzenia procesu o czyn z art. 212 par. 2 Kk - sąd nie dopatrzył się znamion czynu zabronionego z mojej strony. Sąd stwierdził, że "oświadczenia oskarżonego prywatnego wyrażały prawo do krytyki wobec określonych twierdzeń oskarżycielki prywatnej". To po kiego ta ogólnie szanowana i podziwiana dama dała sprawę do Temidy? Nie miała co robić w wolnym czasie? Mogłaby więcej książek napisać i być przydatniejsza naszej Ojczyźnie. Nadmieniam o tym, bowiem pisarka życzyła sobie w sądzie (na piśmie), aby publikować wyroki dotyczące jej sprawy. Niestety, sąd nie chciał zająć się fałszerstwem podpisu pisarki oraz jej wieloletnim pomówieniem, że pisałem jako jakiś nieznany mi - a dość obrzydliwie piszący nt. pisarki - J. Kawalec.
~zjldthb
11-03-2012 / 12:19
~dbznirpmbdh
10-03-2012 / 03:36
~kjeshrlv
08-03-2012 / 22:20
~Perumal
02-03-2012 / 13:26
Na zakończenie tych rozważań praktycznych —jedna uwaga tonretyczea. Zarzucą nam pewnie, że wyznajemy „spiskową teorię dziejf3w". Ależ tak, wyznajemy ją z całym przekonaniem. Nie pojmujemy tylko, czemu ma to być „zarzut". Teoria ta głosi po prostu, że w dziejach — i w stosunkach między ludzkimi zbiorowościami w ogf3le — spiski i zmowy odgrywają rolę ogromną. Udawanie, że jest inaczej, nic w tym nie zmienia.Spiski i zmowy są to tajne porozumienia — rf3żnego rodzaju i szczebla, jak kliki, mafie i te spiski właśnie — ktf3rych celem jest skryte wspf3łdziałanie na szkodę jakiejś strony trzeciej. Zawierane są czasem bez słf3w, kiwnięciem głowy lub gestem ręki — i te na dłuższą metę są nawet najskuteczniejsze. Strona trzecia zaś jest z reguły nieświadoma, że jakieś działania przeciw niej w ogf3le się toczą; i dlatego skłonna jest wszelkie ich odczuwane efekty tłumaczyć sobie i innym jako przypadek, albo jako dziwny zbieg okoliczności. (A na tych, co prf3bują wyprowadzić ją z błędu, spoglądać z wyższością jako na nie dość oświeconych.) Spiski i zmowy są w dziejach niejako siatką, w ktf3rej okach — zwykle nam niewidocznych — płynie nasze życie.Jak każdą teorię, tak i tę spiskową można rozumieć prostacko. Na przykład tak, że gdzieś w świecie zasiadają jacyś „mędrcy Syjonu", albo „masońskie loże", w ktf3rych rękach zbiegają się wszystkie sznurki życia publicznego; a my — jak ongiś te dziecięce pajacyki z dykty — jesteśmy stamtąd za nie pociągani, fikając raz tak, raz tak. Prostackie rozumienie nie obciąża teorii, tylko prostaka.Jednakże wrzask przeciw „spiskowej teorii dziejf3w" to nie jest tylko naiwność. Jest to ważny oręż polityczny, ktf3rym łatwo tłumić głosy tych, co jakiś spisek lub zmowę usiłują odsłonić. A można uzyskać nim nawet więcej. Paraliżuje się mianowicie w zarodku samą dociekliwość myślenia, gdy tylko prf3buje ono trzymać się starej zasady Tucydydesa: że ukryta przyczyna zdarzeń jest lepsza od jawnej.W-wa, 15 X 2002 profesorowie Bogusław Wolniewicz i Zbigniew Musiał
~odcisk
04-11-2011 / 14:53
Okoliczności sprawy wskazuja na nierozpoznaną i niezdjagnozowaną jeszcze przez prokuratora - jednostkę chorobową.
~no i super
30-10-2011 / 22:44
sama kręci bat na siebie ;D Z przyjemnością poczytałem, dzięki
~MNaleziński
30-10-2011 / 15:37
web.archive.org/web/20100325193849/http://www.mirnal.neostrada.pl/in Po zmianie operatora przepadła moja Neostrada wraz z blogiem, ale przypomniałem sobie o pani Magdzie, która w ramach krytyki kiedyś podała link do archiwum 9nigdy bym nie wpadł na to, że jest taki link), zatem dzięki niej, szanowni Czytelnicy mogą sobie poczytać różne ciekawe i mniej ciekawe moje artykuły. Dziękuję, Pani Magdo!
~observe
30-10-2011 / 11:02
ale magisterkę można zrobić na tym temacie i zgarnąć tauzenda
~SK
30-10-2011 / 10:11
w tym wypadku to nie syndrom, tylko układ kolesiowsko-finansowy.