Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
27 stycznia 2021
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

AFERY PRAWA ANIESZKA RYDZYK

 "Strona PRAWDY o Agnieszce Rylik"

Oświadczenie autora strony!
Przekaz nie tylko dla Rzecznika Praw Obywatelskich!
Zachęcam wszystkich do przeczytania poniższego tekstu,
gdyż to doświadczenie autora strony, zbudowane na systemowej patologii, może okazać się wkrótce istotne nie tylko dla internautów...


Na początek dla zasady przypomnę, że znajdują się Państwo na stronie poprzedzającej witrynę o nazwie...

"Strona PRAWDY o Agnieszce Rylik", która stanowi wieloletnie sprostowanie nawiązujące do fałszywie przedstawianej sylwetki i kariery ww. sportsmenki, która to została wyszkolona na całkowicie prywatnej, niepaństwowej bazie, jako nowoczesna reprezentantka sztuk walki, a którą to przywłaszczyło sobie nieadekwatne środowisko, którego stała się utajnioną fałszywą reklamą...

Strona powstała w 2002 roku, na skutek wielu tysięcy nieprawdziwych, zmanipulowanych lub w inny sposób wprowadzających w błąd opinię publiczną przekazów medialnych, które zresztą pojawiają się w mediach do tej pory, a które przez lata całkowicie wypaczyły rzeczywistość w tym temacie, a co przekłada się na bardzo niepożądane społecznie zjawiska...

Od dnia opublikowania strony wiele zmieniło się z tego powodu w życiu jej autora, a więc - przypomnę lub poinformuję, bo na pewno nie wszyscy, którzy przeczytają ten tekst, zdążyli przedtem zapoznać się ze stroną, a to względem problemów do których zmierzam jest bardzo istotne - bezpośredniego uczestnika rzeczywistej kariery bohaterki strony oraz niezależnego współtwórcy utworu techniczno-sportowego (strona teoretyczna), czyli uniwersalnej bezpiecznej sztuki walki - nazywanej potocznie "metodą" - jaka została przez 7 lat na stałe zaaplikowana w Agnieszkę Rylik przez brata autora witryny czyli jedynego twórcy - nie tylko zresztą samych bezpośrednich - jej umiejętności... W tym oświadczeniu skupię się głównie na jednym z wątków dotyczących niecnych działań przeciwko autorowi i jego stronie, a więc na podstępnym pozwaniu go do sądu, gdzie przy pomocy niezwykle perfidnego i bezczelnego oszustwa - niestety, właśnie sądowego - podjęto próbę bezpodstawnego wymuszenia na nim zdjęcia strony oraz zaniechania jakiegokolwiek pisania o tej karierze zawodowej. Czyli - przypominając precyzyjnej - m. in. o jego własnej wiedzy tematycznej, która to właśnie przy okazji stoi na straży i wytyka palcem stałe dezorientowanie opinii publicznej oraz chroni prawdziwe fakty, aby nie tylko nie okradziono z tego nas samych, ale również samej historii i rzeczywistych osiągnięć w rozwoju sztuk walki... A tych czynów dopuszczono się dlatego, aby pewna prymitywna firma, która bezprawnie czerpie z bohaterki strony korzyści materialne i niematerialne oraz poprzez to niszczy jej zdrowie i umiejętności, mogła dalej kontynuować swój nielegalny proceder... Proszę doczytać ten tekst do końca, bo jest to naprawdę bardzo pouczający materiał...

Może najpierw dla zasady wyjaśnię - szczególnie dla tych co nie znają jeszcze strony - że moje obszerne internetowe sprostowanie jest oparte na prawdziwych faktach, które chroni obszerne archiwum autora. Wobec tych okoliczności, nikt nigdy nie tylko nie podważył zawartych w nim faktów, ale nawet się o to nie starał. Czy to na drodze prywatnej czy też na sali sądowej. Specyficzną wiedzę w tym temacie mają głównie trzy osoby - a rozszerzoną jeszcze kilka - więc nikt inny nie ma prawa na ten temat nawet zabierać głosu... Przy czym muszę tu dodać, że witryna jest odpowiednikiem ok. 100-stronicowej książki, więc nie ma siły aby do czegoś nie móc się doczepić, nawet przez siebie samego. I oczywiście, na stronie widniały błędy i niedostatecznie sprecyzowane kwestie, które były i są stopniowo korygowane, ale to tylko wyłączny problem autora, bo taka jest specyfika człowieka, że przy tak obszernym materiale nie jest w stanie wszystkiego skontrolować i zgrać z umysłami innych (np. względem ustrzegnięcia się błędów rutynowych). To oczywiście tylko tak na marginesie, w ramach jak gdyby samokrytyki, a do tego nawiążę jeszcze pod koniec tekstu... Wobec tego, że jedną z obdarzonych w tę wiedzę jest oczywiście bohaterka strony, która była niejednokrotnie informowana o jej powstaniu, dostając czas na ew. wniesienie zastrzeżeń, z czego nie skorzystała do tej pory - mimo, że oczywiście autor strony nie miał obowiązku tego robić wobec istoty tej publikacji - wszystko powinno być tu już chyba w całym tym zakresie dostatecznie jasne? Zanim więc okażę, jakimi to metodami - w celu zrealizowania swoich niecnych zamysłów - posłużono się i do czego została doprowadzona patolgia systemu - szczególnie właśnie dotycząca tego najważniejszego obszaru, bo sądowego - przedstawię najpierw jeszcze podstawę prawną, na której oparta jest ta publikacja, a co też może przydać się innym zainteresowanym...

Podstawę prawną w zakresie publikacyjnym stanowi oczywiście Art. 54 ust. 1 Konstytucji RP:

Art. 54.
1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.


W zakresie zawodowym i publicznym, Art. 41 Prawa Prasowego (poprzez Art. 1 i Art. 7 ust. 2 pkt 1 tej ustawy):

Art. 41. Publikowanie zgodnych z prawdą i rzetelnych sprawozdań z jawnych posiedzeń Sejmu i rad narodowych oraz ich organów, a także publikowanie rzetelnych, zgodnych z zasadami współżycia społecznego ujemnych ocen dzieł naukowych lub artystycznych albo innej działalności twórczej, zawodowej lub publicznej służy realizacji zadań określonych w art. 1 i pozostaje pod ochroną prawa; przepis ten stosuje się odpowiednio do satyry i karykatury.

Art. 1. Prasa, zgodnie z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej, korzysta z wolności wypowiedzi i urzeczywistnia prawo obywateli do ich rzetelnego informowania, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej.

Art. 7.
2. W rozumieniu ustawy:
1) prasa oznacza publikacje periodyczne, które nie tworzą zamkniętej, jednorodnej całości, ukazujące się nie rzadziej niż raz do roku, opatrzone stałym tytułem albo nazwą, numerem bieżącym i datą, a w szczególności: dzienniki i czasopisma, serwisy agencyjne, stałe przekazy teleksowe, biuletyny, programy radiowe i telewizyjne oraz kroniki filmowe; prasą są także wszelkie istniejące i powstające w wyniku postępu technicznego środki masowego przekazywania, w tym także rozgłośnie oraz tele- i radiowęzły zakładowe, upowszechniające publikacje periodyczne za pomocą druku, wizji, fonii lub innej techniki rozpowszechniania; prasa obejmuje również zespoły ludzi i poszczególne osoby zajmujące się działalnością dziennikarską.


W zakresie ew. życia prywatnego związanego z działalnością publiczną, Art. 14 ust. 6 Prawa Prasowego:

Art. 14.
6. Nie wolno bez zgody osoby zainteresowanej publikować informacji oraz danych dotyczących prywatnej sfery życia, chyba że wiąże się to bezpośrednio z działalnością publiczną danej osoby.


W zakresie wizerunku, Art. 81 ust. 2 pkt 1 Prawa Autorskiego:

Art. 81.
2. Zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku:
1) osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych.


A oto szersza podstawa prawna...


Podstawa prawna i ideowa powstania witryny internetowej (książki).

- Konstytucja: Art. 54 ust. 1, Art. 73. /Art. 51 ust. 4/
- Prawo Prasowe: Art. 1, Art. 5 ust. 1, Art. 7 ust. 2 pkt 1, 4, Art. 14 ust. 6, Art. 41.
- Prawo Autorskie: Art. 81 ust. 2 pkt 1.
- Obrona uzasadnionego interesu prywatnego i społecznego.
- Prawo przedstawiania krytyki wszelkich zjawisk.
- Działanie mogące znacząco ograniczyć niebezpieczeństwo dla zdrowia i życia ludzkiego w masowym pojęciu.
- Cele wyższego rzędu.

Ochrona prawna witryny.
- Konstytucja: Art. 54 ust. 2.
- Prawo Autorskie: Art. 1 ust. 1, Art. 8 ust. 1, 2, Art. 16.
- Prawo Prasowe: Art. 5 ust. 2, Art. 6 ust. 4, Art. 41 (Art. 1), Art. 43, Art. 44.


I właśnie wobec tak silnej prawności tej publikacji, przeciwko jej autorowi podjęto działania o niezwykle niebezpiecznie zaawansowanej formie bezprawia (a dodam, że stronę podpiera również - nie zamieszczona tu już ze względów dyplomatyczno-prawnych - podstawa prawna, która dotyczy nieuprawnionego wykorzystywania do celów materialnych i niematerialnych korzyści związanych z bohaterką strony, itp.). Co może przekładać się na przeogromną szkodliwość społeczną, a tak jest zawsze, kiedy problem dotyczy m. in. właśnie wybitnie patologicznego funkcjonowania systemu sądowego. No cóż, w efekcie wymusiło to na autorze witryny niniejszą reakcję...

Otóż, Sąd Okręgowy w Koszalinie po niezwykłych kombinacjach i podstępach - również administracyjnych - w postępowaniu, wydał bezpodstawnie i bezprawnie, poza plecami autora witryny, taki wyrok, że jeśliby został on uprawomocniony - a po matactwach tej sprawy widać, że jest to nawet wysoce realne - to autor witryny, pomijając inne istotne aspekty, nie mógłby się obronić, nawet za pomocą takiego oświadczenia jak to niniejsze, gdyż treść wyroku w bezpośrednim przełożeniu na rzeczywistość tego zabrania. No cóż, wszystko ma swoje granice, tak więc i niezawisłość sędziowska też. Niektórzy właśnie, jakby coraz bardziej zapominali, że ta niezawisłość jest po to, aby chroniła obywatela, a nie np. bezprawne i sprzeczne z zasadami współżycia społecznego działania sędziego, wspomagające działalność przestępczą... Opisany poniżej przypadek, pokazuje jakby nową jakość w tym względzie. Oczywiście nową dla szarego człowieka, gdyż są podstawy aby przypuszczać, że ludzi z wewnątrz takie rzeczy - mówiąc delikatnie - mogą wcale nie dziwić...

Zanim okażę Państwu podstawowe składowe tych działań, parę słów wstępu. Otóż taka komunistyczna bezwzględna cenzura m. in. w stosunku do zaistniałej już prawnej publikacji (m. in. to także przecież próba niszczenia archiwów i zacierania faktów historycznych), mogła w ogóle zaistnieć oczywiście, przede wszystkim z jednej prostej podstawowej przyczyny. Tak Ľle zorganizowany świat, wykreował sobie bowiem zasadę: "im mniejsza możliwość nadzoru, tym większe patologie". Jednak wynika to również z tego, że standardowy człowiek - czyli przede wszystkim ten spoza świata urzędniczego - jest stale oszukiwany pewnymi wykreowanymi ogólnospołecznie fałszywymi wiarygodnościami, co dla wyraĽniejszego zrozumienia wymagałby osobnego omówienia, a co przekłada się w naszym przypadku na wylansowane "mądrości" o prawnym świecie...

Tymczasem, w pierwszym rzędzie musimy dostrzec, iż co z tego, że tzw. "demokracja" dopisała i skorygowała dane artykuły w naszym prawie, skoro "z tamtej strony" nikt tego nie przestrzega. Działa to tak, że jeśli dany urząd znajdzie na nas artykuł, to nie omieszka nam go zaraz przedstawić, nawet jeśli jest mocno naciągany. Kiedy natomiast my znajdziemy artykuł, który nas chroni czy też działa przeciwko drugiej stronie, wtedy następuje ogólna ślepota i dialog na poziomie, nawet czasem nie podstawówki (bo mógłbym tu obrazić z pewnością sporo uczniów), ale wręcz przedszkola... To jest znane zjawisko występujące na całym polu postępowań administracyjnych, tyle że nie zostały jeszcze wylansowane przeciwwagi...

Tu muszą właśnie Państwo zauważyć - wbrew temu co poprzez media próbują nam pewne środowiska wmawiać, aby okazywać swoją przydatność - że od prawa (a szczególnie tego najpowszechniejszego) nie ma żadnych ekspertów!!! Prawo jest zapisane i prawo się czyta i wykonuje, a nie interpretuje. Gdyby od prawa byli potrzebni eksperci, to jak inni ludzie mogliby je przestrzegać? Prawo ma służyć ludziom, a nie działać przeciwko nim. Problem polega na tym, że z reguły człowiek nie uczył się prawa w szkole i nie był nawet do tego zachęcany, a to przekłada się właśnie na pogłębiającą się patologię, bo nie ma komu spoza tego "prawnego kręgu", wytykać palcem nieprawidłowości urzędniczych... Tymczasem w dzisiejszych czasach, każdy kto umie robić efektywny użytek z komputera, przebije każdego adwokata, który tego robić nie umie, przy czym nie chodzi tu oczywiście, o zwykłą rolę obsługiwacza. Wyszukanie profesjonalnej podstawy prawnej pod daną sytuację, to tylko zgromadzenie odpowiedniej bazy danych i umiejętność zorganizowania sobie pracy. Nie wspominając już nawet o zaletach bezpośredniego dostępu do internetu. Jednak co z tego, jeśli działanie człowieka spoza tego swoistego klanu nie będzie honorowane, bo liczą się układy i wykreowane patologie, które z czasem stają się powszechnymi regułami. Jest to niemalże analogiczna sytuacja, znana kiedyś z tzw. "dalekowschodnich sztuk walki", kiedy podobna hierarchia powodowała, iż co z tego, że tzw. "biały pas poturbował czarny pas", skoro i tak nie mógł zostać zwycięzcą, gdyż kompromitowałoby to wpajaną filozofię...

Tymczasem na to istniałaby stosunkowo prosta recepta, gdyby tylko - stopniowo od wczesnych klas - wprowadzono prawo do szkół podstawowych. Kiedy nawet dziecko mogłoby wytknąć palcem i wyśmiać wygłupiającego się adwokata, a znaczenie prawa powracałaby do rzeczywistości. Interpretowanie prawa jest zwykłym oszustwem. Czas wielki, aby ktoś wreszcie efektywnie zauważył, że mówić - nie na temat - potrafi każdy idiota, a tu właśnie jest ciekawe, że cechuje to akurat urzędników państwowych... Jeśli ktoś np. nie wierzy, niech złoży jakąś silnie zasadną skargę do dowolnego urzędu. Efekt murowany, a autor daje na to długoterminową gwarancję. Chociaż oczywiście cuda są możliwe wszędzie, lecz to nie one stanowią o rzeczywistości... W sytuacji przygotowania prawnego społeczeństwa, przynajmniej zostałaby podniesiona poprzeczka, bo w tej chwili nie ma ustalonych żadnych reguł, jakby prawo zupełnie nie istniało, a prowadzony dialog na rozprawie - co stopniowo zresztą obnażają też komisje śledcze - potrafi zaglądać do "krainy małp" (bez obrazy dla tych zwierząt). Jeden mówi, drugi nie rozumie, a ponoć chodzili do "poważnych" szkół i zdawali "poważne" egzaminy, a prawo jest dla wszystkich takie same. Powstaje pytanie: po co? Czy po to, aby wiedzieć, który sędzia "drukuje" i ile trzeba mu dać? Ci wszyscy młodzi ludzie, którzy na początku zapewne naprawdę chcą rzetelnie wykonywać swój zawód i którzy jeszcze wierzą w sprawiedliwość, wnet zostają wchłonięci przez metody patologicznego systemu i albo się przystosują, albo wypadają z gry. I takie oblicze coraz wyraĽniej określa nam w tej chwili i okazuje system...

W zakładanej sytuacji ogólnospołecznej wiedzy prawnej, adwokat z pewnością wstydziłby się składać pozwy na tak niepoważnym i bulwersującym poziomie - nie tylko prawnym, ale także moralnym i intelektualnym - jak np. przeciwko autorowi niniejszej publikacji. Dzisiaj się nie wstydzi, bo wie, że Sąd jest przyzwyczajony do takich tworów, a reszta to kwestia układów. Jednak kiedy ktoś pozywa Państwa pierwszy raz w życiu do sądu, oznajmiając w pozwie ni stąd ni zowąd, jak to Państwo odznaczają się rzekomym niezrównoważeniem psychicznym, to naprawdę można poczuć się nieswojo, bo już w tym momencie można się zastanowić skąd bierze się taka swawola. A jeśli jeszcze poznaliby Państwo "Prawo o Adwokaturze" i opierając się na nim próbowali coś bezskutecznie zdziałać, to taki prymitywny twór pozwowy - który gdyby był stworzony przez ucznia w szkole podstawowej, to z pewnością zakończyłoby się to wezwaniem rodziców - zaczyna jakby grozić poważnymi niebezpieczeństwami... Tymczasem np. właśnie w Art. 5 tej ustawy, możemy przeczytać jakie to ślubowanie składa adwokat przed rozpoczęciem wykonywania czynności zawodowych wobec dziekana, cytuję:

"Ślubuję uroczyście w swej pracy adwokata przyczyniać się ze wszystkich sił do ochrony praw i wolności obywatelskich oraz umacniania porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej, obowiązki swe wypełniać gorliwie, sumiennie i zgodnie z przepisami prawa, zachować tajemnicę zawodową, a w postępowaniu swoim kierować się zasadami godności, uczciwości, słuszności i sprawiedliwości społecznej".

Taka kpina z ludzi, nie dotyczy tylko tego bajkowego "wierszyka", lecz całej tej ustawy i funkcjonowania danych struktur. Kiedy adwokat ma ochronę nie tylko w tej ustawie i w przełożonych, ale także w sędziach, którzy tolerują i realizują takie pozwy zawierające nie tylko oszczerstwa, kłamstwa, oszustwa czy inne manipulacje, ale w których adwokat zamiast jasno przedstawić o co mu chodzi, tylko kręci (w tym np. zamiast przedmiotowego ataku w zawartość publikacji, atakuje jej... autora)... nie precyzuje zarzutów, ale występuje z roszczeniami (i to jeszcze ponadoptymalnymi), aby druga strona nie miała przed czym się bronić i aby nieuczciwość póĽniejszego "wydrukowanego" wyroku nie było aż tak czytelna, to właśnie... poprzeczka obniża się coraz bardziej, aż do maksymalnych skrajności, znacznie poniżej etyki postępowania standardowych przestępców... A cytowany wierszyk pozostaje i coraz bardziej kontrastuje i coraz bardziej drażni...

Autor witryny poświęcił we własnym zakresie - bez jakichkolwiek dodatkowych konsultacji - zaledwie kilka miesięcy na przygotowanie prawne do ogółu tej sprawy, a wnet się okazało, że w tym całym urzędniczym gronie jest właściwie jedynym, który nim się w ogóle posługuje... NajwyraĽniej wymusiło to na przeciwnikach "zmodyfikowanie" metod działania... Wszystko zaczęło się w zasadzie od odebrania sprawy (choć był tu jeszcze jeden istotny zgrzyt sygnalizujący przy okazji, że może to być szerzej rozwinięta "siatka") zauważalnie jedynej jak dotąd uczciwej sędzinie, która prowadziła ją w sposób jak zapisano w pozwie i zgodnie z efektami postępowania, nie dając się wciągnąć w patologiczne rozgrywki... No cóż, musiała więc odejść... Jedynym pocieszeniem dla nas wszystkich, w tym momencie jest fakt, że dobrze choć wiedzieć, że tacy sędziowie nie podzielili jeszcze losu dinozaurów i tak całkiem nie wyginęli. Jednak niestety, pozytywne aspekty tej sprawy zostały na tym wyczerpane...

Nowy sędzia, pokazał autorowi witryny niezwykle żenujący wymiar postępowania sądowego, daleko odbiegający od wyobrażenia standardowego człowieka wychowanego na filmach i informacyjnych przekazach medialnych, przedstawiających w tym względzie - jak się znów okazuje - bardzo głęboką wirtualną rzeczywistość. Autor nie zamierza opisywać całości tego postępowania, choć byłaby to bardzo wskazana lektura, lecz głównie okaże zastosowane kluczowe metody typowo administracyjne. Przede wszystkim dlatego, aby ktoś komu - kolejna przedstawiona tu - prawda, znów będzie przeszkadzała (a spodziewam się, że to grono może być tu szczególnie liczne), nie mógł użyć nieuczciwego, a zauważalnie standardowo już stosowanego argumentu typu: przegrał, więc mu się to nie podoba. Choć oczywiście zawsze będzie narzucało się tu pytanie: a komu ma się nie podobać? Wygranemu czy oszukanemu? Autor witryny sam też by nie chciał, aby jacyś winni nieuczciwych artykułów autorzy, podczepili się np. pod tę sytuację. Tutaj natomiast chciałem, aby wszyscy mogli dostrzec oszustwo dokonane drogą sądową, stanowiące bardziej zaawansowaną formę samego nieuczciwego wyroku. Mimo, że ta druga sytuacja jest też oczywiście wysoce naganna i wymaga zdecydowanej krytyki...

Oczywiście, podstawą do wszystkiego był tu problem sędziego, który polegał na tym, że aby "wygrać" sprawę dla drugiej strony, musiał ominąć cały szereg faktów, okoliczności i artykułów prawnych oraz w zasadzie odrzucić całe Prawo Prasowe, przy jednoczesnym przyjęciu niemal wszystkiego co wymyśliła druga strona bez względu ma zasadność, prawdziwość czy w ogóle prawność. Wobec jednak tego, że trudno byłoby mu się z tego w przyzwoicie zamaskowanej formie wytłumaczyć, więc wykorzystał sposobną okazję i bezprawnie ogłosił wyrok poza plecami autora witryny czyli w tej sprawie - przypomnę - pozwanego. Warte jest dodania, że wcześniej zdążył go wysłać do zamkniętego w danym dniu sądu (odległość ok. 45 km od miejsca zamieszkania autora witryny - co w praktyce oprócz naciągnięcia go na dodatkowe koszty zabrało mu cały dzień), bez żadnego korekcyjnego powiadomienia, przeprosin czy - mimo wniosku - zwrotu kosztów. To ciche ogłoszenie wyroku - jak się okazało - miało głębszy zamysł dążący do potajemnego jego uprawomocnienia i pozbawienia ofiary możliwości złożenia apelacji, a to wiązało się właśnie z uchyleniem się od sporządzenia uzasadnienia wyroku. Autor witryny, który w przeciwieństwie do drugiej strony - przyjeżdżał na każdą rozprawę, przez długi czas nie znał wyroku i musiał w ciemno przewidywać i dla pewności wyszukiwać przeciwdziałające akty prawne, a wobec nieznajomości rzeczywistych procedur sądowych miał tu bardzo utrudnione zadanie. Tym bardziej, że zabierało to stale czas, psuło nerwy oraz pochłaniało środki. Sędzia doskonale orientował się w sytuacji materialnej i okolicznościowej autora witryny z jego oświadczenia majątkowego, więc te okoliczności wykorzystywał. Na rozprawie zasięgnął również języka czy autor witryny ma inne możliwości publikacji (np. w standardowych mediach). Oczywiście, już wcześniej dostałem okazję do zorientowania się, że gra nie toczy się fair, lecz początkowo nie spodziewałem się, że Sąd może dopuszczać się aż takich perfidiów, które coraz bardziej się rozwijały... Kiedy wreszcie zostałem zmuszony upomnieć się o ogłoszenie wyroku (który przypomnę, powinien być ogłoszony na posiedzeniu jawnym po prawidłowym wezwaniu stron, co wynika z Kodeksu Postępowania Cywilnego), Sąd podjął dalszą próbę wyprowadzania w pole swojej ofiary. W króciutkim tekście, poinformował mnie, że wyrok taki już zapadł i podał dzień w którym to się stało, ale nic poza tym. Wciąż nie znałem nawet tej podstawowej treści. Wobec tego wystosowałem specjalne pismo - jak zwykle skrupulatnie i przewidująco przy tym trzymając się terminu - które składało się z szeregu przeciwdziałających różnych wniosków, w tym m. in. o uzasadnienie wyroku...

Sąd jednak konsekwentnie kontynuował zapoczątkowaną linię wymigania się od sporządzenia uzasadnienia, które nie tylko było dla niego bardzo niewygodne, ale w takich okolicznościach zapowiadało się też bardzo tajemniczo. Tu nadmienię, że ta sprawa do momentu przejęcia jej przez ów sędziego, była dla drugiej strony skompromitowana. A jak bardzo mu zależało na ucieczce od tegoż uzasadnienia, niech świadczy akt jakiego zdobył się dopuścić w następnym piśmie. Otóż w odpowiedzi stwierdzał, że nie mogę się o to ubiegać, gdyż przekroczyłem... termin. Co ciekawe, na podpórkę twierdzenia podał nieprawdziwą datę otrzymania przeze mnie ostatniego pisma, które miałem rzekomo otrzymać w dniu, w którym Sąd nawet jeszcze go sam nie sporządził. No cóż, to była najbliższa data, jaka mogła przekroczyć limit, więc chcąc kontynuować swój zamysł musiał brnąć dalej. Nie wiem czy każdy wytrzymałby to już nerwowo, ale autor witryny z trudem, bo z trudem, ale musiał. Oczywiście, tę nieprawdziwą sugestię można było łatwo wykazać, ale zabierało to kolejne nerwy i kolejny czas i wprowadzało coraz to większą niepewność - co tym razem zgotuje nam Sąd?

Jeśli natomiast myślą Państwo, że w następstwie wreszcie otrzymałem wyrok z uzasadnieniem, to jest to niestety niespełniony optymizm. Ostatecznie dokumenty, o które tak usilnie musiałem walczyć, które dotyczyły w końcu przede wszystkim mojej osoby, zostały przesłane do... adwokata z urzędu (z innej miejscowości niż autor witryny), którego kilkakrotnie bezskutecznie odwoływałem (wobec tego uzasadnienia również), a co stanowiło dodatkową pomoc dla sędziego i co ostatecznie pomogło w urwaniu mi kilku dni do przygotowywania apelacji, której losy - w takiej sytuacji - są i tak bardzo niepewne, chociaż poczyniłem dodatkowe kroki zabezpieczające...

Natomiast, jeżeli ktoś, kto naoglądał się filmów i jest wciąż jeszcze optymistycznie nastawiony do świata, nie znając precyzyjnie okoliczności, łudzi się, że może to był np. tylko przypadkowy splot okoliczności, to zanim napiszę coś o samym uzasadnieniu, które stempluje ten przestępczy proceder, muszę tu wskazać, że w tym samym sądzie, w tym samym przedziale czasowym, odbywały się dwie sprawy z moim udziałem. I ta druga pochodna - już z mojego powództwa - dotycząca również strony internetowej, zakończyła się według podobnego scenariusza. Z tą jednak różnicą, że tam udała się sztuczka z potajemnym uprawomocnieniem wyroku. Dlatego właśnie byłem tak uważny we wcześniej omawianej sprawie. W tej drugiej sprawie najpierw wprowadzono mnie w błąd pewnym pismem. Następnie bez mojej wiedzy ogłoszono wyrok (nie przesłano wezwania), póĽniej go uprawomocniono. A kiedy zorientowałem się w sytuacji, wymigiwano się od sporządzenia uzasadnienia. Tę drugą sprawę przez pewien czas prowadził ten sam sędzia, który właśnie wkroczył do nich dwóch z wielkim hukiem w tym samym czasie, a następnie tę ostatnią odstąpił pewnej sędzinie, która była przewodniczącą w składzie sędziowskim, który wcześniej oddalił mój wniosek o wyłączenie tego właśnie sędziego...


Co ciekawe, w omawianej przedmiotowej sprawie, podobno też oddalono mój wniosek i zażalenie o wyłączenie sędziego. Napisałem "podobno", gdyż wobec okoliczności związanych z blokadą adwokatem, formy wynikowej do rąk nie otrzymałem, a moje napisane w ciemno zażalenie, pozostało bez echa. Tak w skrócie wyglądała ta zabawa, która trwa już ponad dwa lata. Zabawa, w której nie ma żadnych zasad. Przegrany jest z góry ustalony, tak samo zresztą jak wynik tego zabiegu: absolutne ubezwłasnowolnienie... Jednak trzeba przyznać, że przy tak nierównej rywalizacji, te wspólne wysiłki sędziowsko-adwokackie wyglądają i tak bardzo blado w stosunku do debiutanta pozostającego zupełnie bez Ľródeł dochodu... Jednak proszę zauważyć jak szybko mogłaby zostać tu załatwiona osoba, która nie posługuje się prawem i nie umie korzystać z narzędzi procesowych...

Powstaje wobec tego pytanie, czy taki Sąd, który zamiast rozstrzygać w uczciwy sposób ludzkie problemy i służyć odpowiednią pomocą prawną - np. wynikającą z istoty Art. 5 Kodeksu Postępowania Cywilnego - robi dokładnie odwrotnie, wykorzystując swe przywileje do zniszczenia ofiary, powinien być tolerowany? Czy powinno tolerować się wyrok, który nie ma żadnego uzasadnienia prawnego? Czy powinno tolerować się wyrok, który ingeruje w osobiste prawa autorskie i w prywatną wiedzę zawodową? Czy powinno tolerować się wyrok, który jest efektem postępowania, w którym sędzia zbiera dane o stanowisku i sytuacji pozwanego, tylko po to, aby wiedział przed czy uciec, co ominąć i jakich kłopotów narobić... postępowania, w którym rozprawy - jak się póĽniej okazuje - odbywały się tylko dla odnotowania faktu? Czy powinno tolerować się wyrok, który ingeruje nie tylko w wolności autora, pozbawia go możności obrony swoich praw, prawa do krytyki oraz łamie tak ogromną ilość artykułów prawnych? OdpowiedĽ jest oczywista, a ponadto, to nie sędzia decyduje o rozstrzygnięciu, lecz prawo i zasady współżycia społecznego. Powstaje jednak pytanie: jeśli nie zostanie zatrzymany, a uruchomi mechanizmy systemowe, to jak szary obywatel może zastosować np. Art. 8 ust. 2 Konstytucji RP, który mówi (?):

Art. 8.
2. Przepisy Konstytucji stosuje się bezpośrednio, chyba że Konstytucja stanowi inaczej.


względem choćby tylko nawet Art. 31 ust. 2 Konstytucji RP:

Art. 31.
2. Każdy jest obowiązany szanować wolności i prawa innych. Nikogo nie wolno zmuszać do czynienia tego, czego prawo mu nie nakazuje.


Jest też oczywiste, że tzw. "uprawniony" nie może wykorzystywać swoich przywilejów dla odwrotnych celów, a mówi o tym choćby np. Art. 5 Kodeksu Cywilnego:

Art. 5. Nie można czynić ze swego prawa użytku, który by był sprzeczny ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem tego prawa lub z zasadami współżycia społecznego. Takie działanie lub zaniechanie uprawnionego nie jest uważane za wykonywanie prawa i nie korzysta z ochrony.

Prawo do wydawania wyroków, nie może służyć przestępstwu. Nadużywanie władzy jest czymś nagannym, ale już próba zamiany zła w dobro, przekracza wszelkie granice. Tutaj należy zauważyć, że nie tylko wyrok jest sam w sobie bezprawny, ale jeszcze stanowi efekt bezprawnych działań. Jednak czy odpowiednie organy udzielą nam wszystkim skutecznej odpowiedzi w tym względzie i jak głęboko ta patologia jest zakorzeniona, być może niebawem się przekonamy...?

Samo uzasadnienie - tak skrupulatnie ukrywanego - wyroku, to kolejna kreacja wołająca o pomstę do nieba, która jednak wespół z podanymi metodami postępowania tworzy niezbity dowód przestępstwa... Uzasadnienie wprowadza odbiorcę w błąd, a ominięto w nim niemal w komplecie wszystko, co działało nie tylko na korzyść pozwanego, ale również to co dyskredytowało w ogóle powództwo. Przede wszystkim oczywiście nie przedstawia ono prawdziwego stanowiska autora witryny, choć najbardziej zdumiewa tu dziecinność argumentowa, jaką posłużył się sędzia, aby nałożyć nieprawdopodobny - w efekcie najwyraĽniej dożywotni i bezwzględny - zakaz pisania w sferze kariery zawodowej oraz sama ucieczka od Prawa Prasowego. No cóż, chcąc brnąć dalej musiał coś wymyślić... To ostatnie może szczególnie zainteresować internautów. Otóż mogłem się tu dowiedzieć - w przełożeniu na najprostszy język - że Prawo Prasowe tu nie obowiązuje, gdyż moja strona nie jest... prasą!!! Powtarzam: strona, a nie internet czy portal! I teraz właśnie powstaje kolejne pytanie: czy sędzia Sądu Okręgowego, który - względem mojej wiedzy - z racji właściwości powinien nawet specjalizować się w Prawie Prasowym, po wieloletniej nauce i po w domyśle długoletnim stażu oraz narzuconym prawie zmuszającym go do stałego podnoszenia swoich kwalifikacji, może bezkarnie kreować takie rzeczy...? Czy naprawdę w takim razie nie lepiej zatrudniać do sądów ludzi prosto z ulicy, którzy wprawdzie prawa "też nie znają", ale chociaż nie należą do układów i nie mają tak zaniżonej moralności w relacjach międzyludzkich? Dla jednoznacznego okazania tej taniej manipulacji, pozwolę sobie zacytować ten niebywały fragment uzasadnienia wyroku:

"... Za bezpodstawne należy też uznać, powoływanie się przez pozwanego na regulacje zawarte w Ustawie Prawo Prasowe z dnia 26 stycznia 1984 r., albowiem publikacja zamieszczona przez pozwanego na stronie internetowej www.rylikagn.republika.pl zatytułowana "Strona prawdy o Agnieszce Rylik" nie mieści się w definicji prasy przewidzianej art. 7 ust 2 pkt. 1 Ustawy Prawo Prasowe z dnia 26 stycznia 1984 r.. W rozumieniu tej ustawy "prasą są także wszelkie istniejące i powstające w wyniku postępu technicznego środki masowego przekazywania (...) upowszechniające publikacje periodyczne". Publikacja pozwanego nie ma charakteru periodycznego, a zatem nie odnoszą się do niej regulacje zawarte we wskazanej ustawie i w konsekwencji za bezprzedmiotowe należy uznać powoływanie się na normy tej ustawy przez pozwanego..."

Oto mamy autentyczną - przynajmniej ogólnokrajową - sensację!!! Okazuje się bowiem, że pojedyncze artykuły prasowe - jakie czytamy np. w gazetach - nie podlegają Prawu Prasowemu, bo nie mają one (te artykuły) charakteru periodycznego! Do tego bowiem bezpośrednio sprowadza się "rozumowanie" sędziego. Tymczasem proszę tu zauważyć, że gdyby strony internetowe czy inne podobne publikacje nie podlegały Prawu Prasowemu, to taki fałszywy argument działałby jeszcze bardziej na korzyść autorów takich materiałów, gdyż w praktyce każdy mógłby pisać w znacznie w szerszych ramach wolności słowa. Pan sędzia bynajmniej nie okazał nic w zamian, a tylko chciał wyeliminować niewygodną ustawę. Oczywiście, Pan sędzia napisał to w wymuszonej sytuacji, dobrze wiedząc, że to internet jest prasą, a nie strona sama w sobie. Tak jak gazeta a nie artykuł i o to chodziło ustawodawcy (po prostu, w tym znaczeniu prasą są stałe, masowe środki przekazu). I tak jak gazety mogą zawierać w sobie osobne dodatki, tak i strony internetowe mogą również stanowić osobne, otwarte codzienne serwisy lub po prostu istnieć jako pojedyncze artykuły (materiały prasowe) czy nawet jako formy książkowe, bo przecież internet ma szersze łamy niż gazeta, a kiedy je skupia to stanowią część prasy... W tym wypadku oczywiście, jest jeszcze prostsza sprawa, gdyż rolę prasy spełnia tu nie tylko sam internet, lecz także portal, który pod swoim szyldem i w zorganizowany sposób udostępnia łamy dla różnych materiałów...

To wszystko jest naturalnie i tak bez znaczenia, gdyż mamy tu do czynienia ze zwykłym mydleniem oczu. Otóż, dla takiego przypadku bez znaczenia jest wszelka polemika o prasie, gdyż nie chodzi tu o jakieś kwestie dotyczące np. zatrudnienia, lecz odnoszące się do zwykłych zasad tworzenia publicznych treści o takim charakterze. I mogłoby istnieć 1000 ustaw o publikacjach, a każda osoba tworząca w tej sferze mogłaby nawet "w ciemno" podeprzeć się Prawem Prasowym, bo takie same zasady muszą obowiązywać wszędzie. Jeśli coś można napisać w gazecie, to tym bardziej przecież w internecie! Pomijając na razie inne wspólne zasady, tak na marginesie pozwolę sobie więc również zauważyć, że np. odnośnie Art. 14 ust. 6 Prawa Prasowego, który zezwala na publikacje dotyczące życia prywatnego związanego bezpośrednio z działalnością publiczną danej osoby, od którego wyraĽnie przy okazji też starał się uciec Pan sędzia, nie ma nawet potrzeby do podpierania się Art. 7 ust. 2 pkt 1 Prawa Prasowego - który zresztą nie tylko legalizuje internet jako prasę, ale dodatkowo także nawet pojedyncze osoby zajmujące się działalnością dziennikarską - gdyż chodzi tu przecież o proste oczywiste zasady związane z naturalną potrzebą, która wymuszała na ustawodawcy stworzenie artykułu o takim akurat brzmieniu i znaczeniu. I to chyba jest wystarczająco proste i oczywiste, aby zrozumiał to również "ekspert", który prawo powinien mieć w czubku palców? Problem polega tu oczywiście na tym, czy prowadzi się sprawę w celu sprawiedliwego jej rozstrzygnięcia, czy kombinuje się, aby jakoś podeprzeć ustalony z góry wyrok? Odnośnie sensu przepisów prawnych powinniśmy zawsze pamiętać, że liczy się intencja ustawodawcy, a nie niedoprecyzowania związane z ograniczeniami języka pisanego, nieprzewidywalnościami, itp. aspektami... Tutaj warto jeszcze jako ciekawostkę wskazać, że punkt 4 wskazanego przepisu jednoznacznie określa czym jest materiał prasowy, a Art. 9 podaje przypadki w jakich nie stosuje się przepisów Prawa Prasowego:

Art. 7.
1. Ustawa reguluje prasową działalność wydawniczą i dziennikarską.
2. W rozumieniu ustawy:
4) materiałem prasowym jest każdy opublikowany lub przekazany do opublikowania w prasie tekst albo obraz o charakterze informacyjnym, publicystycznym, dokumentalnym lub innym, niezależnie od środków przekazu, rodzaju, formy, przeznaczenia czy autorstwa,

Art. 9.
Przepisów niniejszej ustawy nie stosuje się do:
1. Dziennika Ustaw Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, Dziennika Urzędowego Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej Monitor Polski oraz innych urzędowych organów publikacyjnych,
2. Diariusza Sejmowego i własnych sprawozdań z działalności Sejmu i jego organów, a także wewnętrznych wydawnictw rad narodowych,
3. orzecznictwa sądów oraz innych urzędowych publikacji o tym charakterze,
4. wydawnictw prasowych obcych przedstawicielstw dyplomatycznych, urzędów konsularnych i organizacji międzynarodowych, które na podstawie ustaw, umów i zwyczajów międzynarodowych korzystają z prawa prowadzenia działalności wydawniczej.


Czy taki sędzia powinien prowadzić jakąkolwiek sprawę? Tak samo jak adwokat, który jakby w akcie rozpaczy po przegranej sprawie "o zabezpieczenie powództwa" (prowadzonej notabene w normalny sposób), m. in. wysuwa w swoim domniemaniu - dyskredytujący go przecież jako adwokata - zarzut na piśmie w takim sensie, że... piszący nie ma uprawnień... dziennikarza i pisarza (to by dopiero była cenzura, jakby do wyrażenia swojego zdania czy wiedzy potrzebne były "kwalifikacje" przez kogoś tam zatwierdzane). A wobec tego, należy się zapytać: po co ci ludzie chodzili do szkół i czego tam w ogóle uczą? Sam fakt próby użycia bez żenady takich argumentów, świadczy dopiero właśnie o poziomie naszego sądownictwa. Jeżeli żaden przepis nie jest dla nich oczywisty lub żadnego nie znają, to czy powinni wyrządzać szkodę innym ludziom ponad tą jaką wyrządzają samym sobie? Chodzi przecież tu nie tylko o tę szkodę, jak starają się wyrządzać swoim przeciwnikom, lecz przecież również stronie, w której interesie rzekomo występują, a co przecież przekłada się na inne fronty... Napisałem "rzekomo" również dlatego, że już ta sprawa wykazała, że adwokaci mogą także bezkarnie występować pod szyldem innej osoby, a ofiara nie ma możliwości uwiarygodnienia powództwa...

Czy zadaniem sędziów jest "umilanie" życia biednym ludziom? Czy ich rola polega na usilnym wyszukiwaniu czegokolwiek do czego można się w dowolny sposób doczepić i to jeszcze po fakcie, aby ofiara nie mogła się obronić? Takie bezkarne postępowanie, które umożliwia wykreowanie Hitlera na anioła, a papieża mogłoby posłać "na krzesło", podważa w ogóle sens istnienie tego organu. Czy w normalnym, sprawiedliwym kraju, po takim tekście jak ten, tak postępujący sędzia pozostałby na swoim stanowisku?

Cytowałem jaką to piękną przysięgę składa adwokat, teraz proponuję zapoznać się z podobną w stosunku do sędziów, którzy - jak informuje Prawo o Ustroju Sądów Powszechnych w Art. 66 - poniższe ślubowanie składają wobec Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej:

"Ślubuję uroczyście jako sędzia sądu powszechnego służyć wiernie Rzeczypospolitej Polskiej, stać na straży prawa, obowiązki sędziego wypełniać sumiennie, sprawiedliwość wymierzać zgodnie z przepisami prawa, bezstronnie według mego sumienia, dochować tajemnicy państwowej i służbowej, a w postępowaniu kierować się zasadami godności i uczciwości."; składający ślubowanie może dodać na końcu zwrot: "Tak mi dopomóż Bóg."

oraz jeszcze dwa paragrafy tej ustawy zawarte w Art. 82:

Art. 82.
§ 1. Sędzia jest obowiązany postępować zgodnie ze ślubowaniem sędziowskim oraz stale podnosić kwalifikacje zawodowe.
§ 2. Sędzia powinien w służbie i poza służbą strzec powagi stanowiska sędziego i unikać wszystkiego, co mogłoby przynieść ujmę godności sędziego lub osłabiać zaufanie do jego bezstronności.


Czy to nie jest drwina z ludzi? A co na to Krajowa Rada Sądownictwa? Przecież takie postępowanie nie stworzyło się z dnia na dzień. Tymczasem w artykule 2 ust. 1 pkt 8 Ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa możemy przeczytać:

Art. 2.
1. Rada wykonuje czynności określone w ustawach, a w szczególności:
8) uchwala zbiór zasad etyki zawodowej sędziów i czuwa nad ich przestrzeganiem.


Pora więc chyba polecić do praktycznego zastosowania następny artykuł tej ustawy:

Art. 3.
1. Rada może zarządzić przeprowadzenie:
1) wizytacji sądu albo jego jednostki organizacyjnej,
2) lustracji pracy sędziego, którego indywidualna sprawa podlega rozpatrzeniu przez Radę.


Nie wiem jak Państwa, ale autora dręczy jednak nieodparta myśl, że gdyby złożył on bezpośrednie pismo do tego organu, to w odpowiedzi mógłby otrzymać tekst w stylu: "... Po wnikliwym zbadaniu sprawy... nie stwierdzono jakichkolwiek nieprawidłowości..." I ta myśl nie jest myślą wziętą z powietrza, lecz opartą na bardzo silnych podstawach zbudowanych nabytym doświadczeniem. Choć naprawdę bardzo, ale to bardzo chciałbym się mylić. Nie wiem też czy ludzie z branży rozumieją jeszcze znaczenie słów "etyka", "godność" czy "zaufanie" w takim sensie jak szary człowiek, bo w opisywanym przypadku, nie chodzi przecież o korekty zjawisk określonych tymi słowami, lecz że te obowiązkowe atrybuty tu w ogóle nie występowały. I dlatego ten problem powinien zostać raczej zbadany przede wszystkim przez Najwyższą Izbę Kontroli, która wydaje się być - przynajmniej w moim odczuciu - organem bardziej niezależnym, a ostatnio nawet media odnotowały jakieś jej sukcesy, oczywiście właśnie w sferze urzędniczej...

No cóż, teraz przyszła pora aby zastanowić się, dlaczego sędzia tak bardzo chciał uciec od Prawa Prasowego. Do tego już też nawiązywałem, ale powodów było tu przynajmniej kilka i wydaje się, że najistotniejszym było jednak uchylenie się od odpowiedzialności. Otóż, Prawo Prasowe zawiera np. też i takie artykuły, które zresztą autor nie omieszkał wskazać już we wczesnej fazie postępowania:

Art. 5.
2. Nikt nie może być narażony na uszczerbek lub zarzut z powodu udzielenia informacji prasie, jeżeli działał w granicach prawem dozwolonych.

Art. 44.
1. Kto utrudnia lub tłumi krytykę prasową
- podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.
2. Tej samej karze podlega, kto nadużywając swego stanowiska lub funkcji działa na szkodę innej osoby z powodu krytyki prasowej, opublikowanej w społecznie uzasadnionym interesie.


Jeśli ktoś podaje nas do sądu z zamiarem usunięcia niewygodnej prawnej publikacji i zamiast ataku w zapisane fakty, atakuje jej autora, to - co by ten w życiu nie zrobił - narusza to Art. 5 ust. 2 Prawa Prasowego. To chyba też jest proste i jasne? W tym przypadku było jeszcze gorzej, bo nie mając nawet, choćby przyzwoicie naciąganego punktu zaczepienia, takie ataki jakby w akcie samobójczym, kreowały bohaterkę strony - mówiąc delikatnie - na wybitnie bezwzględną i bezduszną osobę (niech się schowają fakty witryny) i na takiej swawolnej bazie próbowano zamieniać zło w dobro... Tutaj też fikcyjną pomoc miała stanowić jeszcze, wyimaginowana (nieistniejąca) strefa życia prywatnego nie związana z karierą zawodową, znów w bardzo pomocnym sensie ogólnym i to jeszcze domniemanym, a nie oczywiście np. w realiach konkretnego wytknięcia faktu. Chociaż po wszystkim, kiedy zaistniała potrzeba dorobienia uzasadnienia do tak szalonego wyroku, sędzia starał się wygrzebywać z treści witryny - a tego nie zrobili nawet sami sprawcy intrygi - cokolwiek, aby jakoś pasowało do uniwersalnej teorii, która i tak przecież nawet w założeniu nie mogła być współmierną wielkością do nielegalnego stopnia cenzury, który w ogóle nie miał prawnej możliwości zaistnienia w naszym kraju, nie wspominając już nawet, że ten konkretny przypadek - m. in. z powodu, że dotyczy mojej własnej wiedzy zawodowej - jest jeszcze bardziej "nietykalny"... To wszystko było niezwykle żenujące... Nie wiem czy sądy jeszcze w ogóle pamiętają o tak istotnym terminie, jakim jest np. "uczciwość intencji", jednak wiem, że dla sędziego mamy tu wykładany Art. 44 ust. 2 tej ustawy. I nie pomagają tu już nawet absurdalne spekulacje typu, co jest prasą i do czego odnoszą się periodyczne nawiązania, ponieważ Prawo Prasowe zafundowało nam też taki oto sobie przepis:

Art. 54b.
Przepisy o odpowiedzialności prawnej i postępowaniu w sprawach prasowych stosuje się odpowiednio do naruszeń prawa związanych z przekazywaniem myśli ludzkiej za pomocą innych niż prasa środków przeznaczonych do rozpowszechniania, niezależnie od techniki przekazu, w szczególności publikacji nieperiodycznych oraz innych wytworów druku, wizji i fonii.


I dlatego zapewne w uzasadnieniu można przeczytać dodatkowe treści, w których to Pan sędzia po cicho i w tzw. "jałowy sposób" próbuje jak gdyby odciągnąć odbiorcę od wcześniej wskazanego artykułu. Nic z tego, bo takie postępowanie i tak już obejmuje Kodeks Karny, np.:

Art. 231.
§ 1. Funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
§ 2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1 w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.


Myślę, że tutaj trochę poskąpiono tego pozbawienia w pierwszym paragrafie, ale wiedząc, że przepis wdrożyli do życia funkcjonariusze publiczni, to chyba nie jest aż tak Ľle, biorąc pod uwagę wiedzę na temat funkcjonowania tego wszystkiego. I myślę, że dalej nie muszę już tego rozwijać... Czy domyślają się Państwo, jak to musi denerwować "fachowców" jak osoba z zewnątrz - i to teoretycznie zupełny laik prawa - "wymądrza" się w ich tematach? Oni na pewno lepiej wiedzą, tyle że nie potrafili tego jakoś okazać. Autor witryny nie jest wszechwiedzący i jak każdy człowiek może popełniać błędy, ale tutaj tylko po prostu się broni w bardzo niebezpiecznej i Ľle wróżącej, nie tylko dla niego, pozaprawnej sytuacji...

Ci ludzie jakby nie rozumieli, że aby myśleć o jakiś znośnych stosunkach międzyludzkich, to przede wszystkim musimy mieć nieskazitelne, profesjonalne sądy, gdyż wszystkie błędy przenoszą się zaraz na inne dziedziny życia. Tu sędzia się cieszy, że kogoś przerobił, a gdzie indziej lekarz uśmierci mu bliską osobę. Takie ma to przełożenie. Tzw. "terroryzm" i inne podobne zjawiska, mają przede wszystkim dwa podłoża: religie i niesprawiedliwość czyli po prostu efekt braku możliwości normalnej walki o swoje prawa. Dziwię się również, że z taką werwą mówiono w mediach o wzięciu się wreszcie za sędziów piłkarskich, a jakby nie dostrzegano, że istotniejsze porządki są potrzebne właśnie wśród sędziów z tej ważniejszej półki... Powinniśmy tu zauważyć, że w ostatnim czasie odnotowaliśmy afery już chyba w każdej systemowej grupie. Przypomnijmy: posłowie, rządowcy, lekarze, policjanci, adwokaci, itd... Oni wszyscy byli w coś zamieszani, a takie rzeczy nie biorą się z powietrza...

Ostatnio obiło się jednak o uszy, że został wreszcie zatrzymany również sędzia sądowy, który kreował wyroki na zlecenia. Co na pewno byłoby jakimś pozytywem w tym względzie, ale do pełnej szczęśliwości nas wszystkich jeszcze dość daleko. Przedstawiony przeze mnie przypadek pasuje do tego scenariusza, a towarzysząca specyfika i zarejestrowane na papierze błędy, powinny z łatwością postawić zarzuty. Ponadto przy takiej zademonstrowanej moralności, trudno spodziewać się nawet, aby był to jego debiut. Przedstawione zjawiska nie powinny mieć miejsca nawet w szkolnym sądzie koleżeńskim, a co tu dopiero mówić o sądzie, który ma decydować o życiowych losach ludzi i stać na straży sprawiedliwości decydującej o poziomie cywilizacyjnym czyli naszym wspólnym dobrze...

Teraz wszyscy będziemy mieli okazję się przekonać, jak rzeczywiście działa nasz system. Czy tak wyłożony na publicznej tacy sędzia zostanie zatrzymany, czy może zostanie i będzie w dalszym ciągu niszczył życia, nie tylko autora strony, ale wszystkim innym, których nie będzie stać na adwokata z układami (a który zresztą - ten adwokat - z tego powodu będzie jeszcze strugał fachowca)... Osobno zamierzam poinformować oficjalnie w tej sprawie Rzecznika Praw Obywatelskich oraz tradycyjne media. No cóż, zobaczymy? Tak czy inaczej, jest to niezwykle perfidny zamach na moje wolności i prawa, jednak trzeba zwrócić właśnie uwagę, że takie stadium zaawansowania bezprawia i moja przegrana z układami, będzie przegraną nas wszystkich...

Niniejsze oświadczenie stworzyłem również m. in. właśnie dlatego, aby - na wzór krążących mitów - ktoś nie myślał potem także, że autor witryny "przegrał", bo przeciwna strona miała kasę i zatrudniła bardzo dobrych adwokatów. Proszę zapamiętać: nie ma i długo nie będzie dobrych systemowych adwokatów, bo po pierwsze; jest to niemierzalne, a szczególnie w takich realiach, po drugie; wszelkie zbiorowe szkolenia systemowe ustępują dalece od szkoleń indywidualnych, które to zawyżają normy, ale są zduszane lub wchłaniane przez systemową siłę ogółu, a po trzecie; prawo jest zapisane w języku polskim dla wszystkich, a umiejętność korzystania z niego, to tylko chęci (motywacja) i sprawa predyspozycji, których nie można się nauczyć... Tak samo zresztą jak inteligencji - w odpowiednim znaczeniu tego słowa - czy rzetelności... A na czym polega siła adwokatów, już chyba wiemy? A jeśli są tacy, co będą czuć się skrzywdzonymi tą opinią, to niech dostrzegą, że to nie autor witryny jest adresatem pretensji. A w razie czego, jest właśnie okazja, aby gdzie trzeba je okazać...

Inna sprawa, że autor strony nie uznaje państwowych wykształceń od lat, bo jest to kompromitacja gatunku ludzkiego. W dzisiejszych czasach wiedza znajduje się na znacznie wyższym poziomie i taką wiedzę właśnie chciałem przekazać Państwu w swojej książce, która jest zapowiadana od pierwszej publikacji przedmiotowej strony internetowej. Teraz właśnie przy okazji chciałem wyjaśnić, że książka ta w założeniu uległa znacznym modyfikacjom, a przyczyniła się do tego przede wszystkim obszerność materiału i jego priorytety. Książka będzie wyprzedzała nasze czasy o przynajmniej... 100 lat, choć to nieprecyzyjne odniesienie. Pokażę Państwu w niej rzeczy nie odkryte, nie poznane. Objawię najgłębsze tajemnice jakie zawsze chciał poznać człowiek, ale jakoś - dzięki takiemu wychowaniu oraz metodzie sztucznej fachowości - nie mógł do nich dotrzeć. Nie będzie więc to zwykła książka, jakie stale się pojawiają na horyzoncie, ale skuteczne wyjaśnienie tego w takim miejscu jest w tym momencie nierealne. Książka jest przygotowywana pod roboczym tytułem: "Czarny Anioł - eliksir ludzkiej egzystencji?" Tak więc, różni się on już trochę od przedstawionego w tamtej reklamówce, ale taka jest już dola tytułu roboczego... Będzie to książka naukowa, która postara się wyrwać Państwa z otaczającej fikcji. Finałem będzie na pewno zaskakująca dla wszystkich wiedza, dotycząca ludzkiej egzystencji. Pokażę bowiem Państwu "skąd" wzięliśmy się na tej planecie oraz jak to przebiegało, itd. A w tym wypadku nie będzie to oparte na mitach czy przenoszonych z dawnych lat naiwnych teoriach, takich jak np. "teoria ewolucji", którą podobno jeszcze uczą w szkołach, a która w prosty sposób - przynajmniej w ziemskiej wersji - sama się obala (autor już w szkole podstawowej miał tu poważne wątpliwości). Pokażę Państwu zasady działania bardzo ważnych procedur mózgowych, czyli niezwykle istotnej wiedzy, bez której człowiek m. in. nie jest w stanie efektywnie wykorzystywać możliwości inteligencji. Dowiedzą się Państwo wreszcie także, po co jest... sen... Ot tak, po prostu...

Przez całe życie "wszyscy" się pytali: "skąd on to wszystko wie"? No cóż, pokażę Państwu również moją metodę myślenia wariantowego, która wykreowała się i skrystalizowała przez lata w moim umyśle i dzięki której mogłem właśnie dotrzeć do bardzo głęboko ukrytych tajemnic... A bazą do wszystkiego są sztuki walki dlatego, gdyż są one - a szczególnie istotne elementy ich historii (rozwoju) - znakomitym materialnym przykładem na okazanie pewnych zjawisk, które mają przeniesienie na inne dziedziny, a które znacząco wypaczają rzeczywistość. Poprzez inne dyscypliny sportu oraz problemy jakie nam tworzy dzisiejsza "sztuczna edukacja" - odzwierciedlana w takich dziwolągach jak np. matura, itp. wyznaczniki, gdzie ludzi nie określa się po rzeczywistych umiejętnościach, lecz po różnych niewspółmiernych czy niemiarodajnych kwalifikacjach - oraz poprzez zjawiska związane z niewłaściwym wykorzystywaniem mediów, pokażę Państwu zupełnie inny, ale właśnie ten nasz rzeczywisty świat, pogrążający się w coraz większym chaosie...

Kiedy ukaże się ta książka, trudno powiedzieć, ponieważ od wielu już miesięcy nic innego nie robię jak tylko param się ze sprawami sądowymi i to sprawami - jak mogli się Państwo już przekonać - toczonymi na tak niskim poziomie międzyludzkiego dialogu, że w odniesieniu do zamierzeń książki, ma się to jak młotek do kosmosu, co na autora oddziałowuje w trudny do opisania sposób... Tu zwrócę również uwagę, że wspomniany wyrok próbuje autorowi także - jakby okrężną, a jednak bezpośrednią drogą - zabronić wydania tej książki, co przypomnę, narusza także np. Art. 73 Konstytucji RP:

Art. 73.
Każdemu zapewnia się wolność twórczości artystycznej, badań naukowych oraz ogłaszania ich wyników, wolność nauczania, a także wolność korzystania z dóbr kultury.


I dla Sądu nie ma tu jakichkolwiek zasadnych tłumaczeń, gdyż te sprawy były także wyjaśniane przeze mnie i to znacznie obszerniej, a co w finale oczywiście przemilczano... Jednak dla wszystkich mam niespodziankę. Dla jednych miłą dla innych mniej. Otóż, gdybym nawet miał poświęcić życie, to ta książka i tak zostanie wydana. I wprawdzie trudno wszystko przewidzieć w tak zorganizowanym świecie, to jednak na pewno żadne wyjęte spod prawa bandytyzmy sądowe nic tu nie wskórają. Chodzi tu o to, że już dawno poczyniłem zabezpieczenia z tego powodu i nawet moja śmierć nie będzie tu przeszkodą, mimo, że moja książka nie jest jeszcze ukończona... Jednak oczywiście, wolałbym to zrobić osobiście. Przyznam się także, że od jakiegoś czasu zacząłem myśleć nawet o sprzedaniu jakiejś poważnej gazecie swojej wiedzy, czego wciąż nie wykluczam, a do czego usilnie zmuszała mnie i zmusza sytuacja okolicznościowo-materialna. Mogłoby to bowiem nawet umożliwić wydanie kolejnej pozycji z wiedzą z jeszcze wyższej półki, a w innym przypadku już raczej tego nie zdążę zrobić. Zresztą samo ukazanie się pierwszej książki może zostać i tak sporo odwleczone. Gdy piszę te słowa (lipiec/sierpień 2005) mam 46 lat, ale zakładam, że przynajmniej przez następne 10 lat będę toczył sprawy sądowe - jeśli ich poziom się nie podniesie do przynajmniej wymaganego minimum - raczej głównie z mojego powództwa, a przecież książkę chciałbym ukończyć o w miarę jeszcze sprawnym umyśle (proces starzenia)...

Powracając do strony internetowej - do której być może Państwo zaraz zajrzą lub już ją znają - należy pamiętać, że powstała ona w 2002 roku, przede wszystkim wobec wskazanych, wymuszających mój odzew zaistniałych wypadków. Oczywiście, fakty historyczne nie podlegają zmianom, jednak muszę dodać, że bohaterka z musu została na tej stronie na swój sposób nawet wybielona, choć nie kosztem odbiorcy. Składał się na to zespół przyczyn, a w tym pewnych ogólnospołecznych braków wiedzy, którą aby móc przedstawić, musiałbym teksty witryny jeszcze bardziej rozbudować, a wówczas główna jej istota mogłaby utonąć w gąszczu informacji, a i tak nie byłby to jedyny problem... Naturalnie, autor zdaje sobie sprawę, że witryna i tak jest za długa, ale taki jest los sprostowań, które próbują coś naprawiać w tak beznadziejniej już sytuacji... Natomiast jak ważne jest stałe dbanie o prawdę przekonujemy się na każdym kroku. Wystarczy, że zaniedbamy lub zlekceważymy jakieś informacje, a wnet media jedne poprzez drugie rozprzestrzenią je i wbiją w ludzkie głowy. Poprzez częstotliwość powtarzania wykreują wiarygodności, a my póĽniej może sobie prostować co najwyżej gwoĽdzie do trumny, bo nikt z nami nie będzie chciał nawet rozmawiać, a ta bezsilność jest naprawdę zabójcza. "Prawda" już jest, po co wszystkim inna? A jakie ma to potem przełożenie na rzeczywistość i inne problemy, to kolejny temat do opisu... I te zjawiska były i są wykorzystywane przez różnych cwaniaków i wszyscy powinniśmy z tym walczyć, bo zmęczonemu po pracy człowiekowi łatwiej samoistnie wchłaniać kłamstwa czy herezje oglądane i słuchane w telewizji niż czytać takie długie sprostowania...

Jednak gdybym dzisiaj dopiero tworzył tę witrynę, to w wielu kwestiach nawiązania byłby już inne, a wynikałoby to z wiedzy nabywanej w okresie po publikacji strony. Chodzi tu np. o to, że uwidoczniły się zmiany w proporcjach winy względem środowiska, które czerpie bezprawne korzyści z zainteresowanej a nią samą. Wygląda bowiem, że mogły tu decydować naciski, które były większe niż mogłem myśleć. To naturalnie wciąż tylko przypuszczenie, które nawet zamienione na fakty oczywiście jej nie usprawiedliwia, ale może mieć znaczenie w ostatecznej ocenie. Dlatego też po zakończeniu całej tej sprawy, zamierzam ograniczyć stronę do aspektów typowo historycznych i oczywiście tych prostujących, które powinny do końca przetrwać. Osobno zamierzam to uzupełnić sprawozdaniem z "pola walki", a chodzi oczywiście o te wszystkie podstępne działania jakie wystosowano przeciwko autorowi i jego stronie. Taka walka o prawdę gnieciona w tak bandycki sposób przez organ sądowy - teoretycznie demokratycznego kraju - powinna stać się klasyką do okazywania również za granicą. To nie my będziemy się za to wstydzić. Niech takie kreowanie wyroków przechodzi do klasyki internetowej, niech będzie rozgłaszane i wyszydzane, aby bezpowrotnie zniknęło z sal sądowych, czy - dokładniej, jak w tym przypadku - spoza nich...

Jeżeli natomiast, ktoś z tych osób czy środowisk - które podjęły się jakichkolwiek niecnych działań przeciwko autorowi i jego stronie lub/i czerpią niezasłużone korzyści w przedmiotowej sferze czy też ogłupiają w tym zakresie społeczeństwo - liczy, że pozostaną bezkarni, to niech wie, że nie tylko jest to ich niedoczekanie, ale powinni przygotować się na wiele jeszcze "niespodzianek". Autor strony zrobi co tylko w jego mocy w celu podjęcia wszelkich prawnych środków przeciwko każdemu, kto będzie stosował jakiekolwiek bezprawne lub niezgodne z zasadami współżycia społecznego działania przeciwko niemu i jego publikacji. I zrobi też wszystko, aby w odpowiednim momencie pozwać każdego, kto na to zasłużył, a kto np. w dowolnej publikacji o zainteresowanej, będzie wprowadzał w błąd odbiorcę lub nie przystosuje się do rzeczywistej istoty jej kariery. Należy tu przede wszystkim pamiętać, że - w tej chwili już od ponad pięciu lat (2000-2005) - Agnieszka Rylik stanowi niedopuszczalną fałszywą reklamę środowiska bokserskiego, a to jest zupełnie nie do przyjęcia, bo oszukuje na wiele sposobów cały świat. Częściowo wyjaśnia to sama witryna, ale problem jest znacznie bardziej drastyczny, co w swoim czasie powinno też ujrzeć światło dzienne...

Pomału kończąc, mam jeszcze uwagę do samej zainteresowanej. Przede wszystkim powinnaś po raz kolejny docenić, że znów ominąłem w tym problemie szczególnie niewdzięczne dla Ciebie "wątki". Oczywiście domyślam się, że opisane przypadki nie były bezpośrednim Twoim udziałem i Twoją wolą, ale posłużono się Tobą i w tak zaawansowanej już sytuacji - jeśli odpowiednio nie zareagujesz - to wszystko spadnie na Ciebie, bo prędzej czy póĽniej ci wszyscy ludzie będą musieli bronić - za przeproszeniem - swoich własnych tyłków. I musisz sama o tym zdecydować już w tym momencie, bo sprawa zaszła na zbyt zaawansowaną drogę przestępczą. Musisz pamiętać, że w tej chwili prawda w Twoim temacie nie jest już najważniejsza, lecz fakt że Sądy ustawiają wyroki. To przebija wszystko, a przecież wiesz kto oficjalnie za tym stoi? Za kilka lat z powodu tych wszystkich ludzi, którym teraz nie umiałaś się przeciwstawić, Twoje życie może zamienić się w udrękę. Wiedz, że nie stawianie się na rozprawy działa tylko na ich korzyść, a nie Twoją, bo przecież w obliczu całej sprawy Wasze interesy są sprzeczne... Mógłbym podać tutaj więcej szczegółów, jednak wobec tego, że mógłbym już ryzykować możliwością łamania prawa - szczególnie wobec tak nieokreślonego pojmowania go przez Sądy - i byłoby to również niewskazane względem moich przygotowywanych spraw sądowych, na tym w tej chwili poprzestanę...

Mam nadzieję, że Rzecznik Praw Obywatelskich zdecydowanie wstąpi do tej sprawy, zlecając odpowiednim organom natychmiastowe wyeliminowanie takich możliwości. Jeśli natomiast komuś nie podoba się moja strona, niech najpierw zapamięta, że jej bohaterka nie wniosła do niej zastrzeżeń przez cały czas jej istnienia, a więc zadbajcie chociaż o jej autorytet, a co tu dopiero mówić o robieniu z niej przestępczyni. Natomiast, jeśli chcecie mnie podać do sądu, to miejcie odwagę wystąpić o to sami i w realiach uczciwej walki, w oparciu o prawo, a nie układy i patologiczne kreacje. W normalnym obliczu sprawy, adwokaci na takim poziomie, mogą wypełnić nawet całą salę. To była i jest Wasza kompromitacja - również przed Waszymi kolegami - którą możecie teraz sobie interpretować na jakie sposoby tylko chcecie. Nieznajomości prawa - w postaci nawet tych najbardziej podstawowych przepisów - jak i innych niegodnych kreacji, nie zamaskujecie, ponieważ wszystko to zostało zarejestrowane na papierze...

Natomiast już na koniec chciałbym dodać, aby wszyscy z Państwa pamiętali, że jeśli ta strona zniknie kiedyś z internetu z przyczyn sądowych czy innych, to na pewno nie będzie to zgodne z prawem czy z zasadami współżycia społecznego. Wspominam o tym, aby póĽniej nie dorobiono do tego jakiejś okazjonalnej teorii. Przyczyny Państwo już poznali, a czasu do ew. pozwania w granicach prawa wszyscy mieli aż nadto. Tymczasem zastosowano tu takie metody, które mówią same za siebie. I może dobrze się stało, że trafiło to akurat na autora niniejszej witryny, bo chociaż ten proceder został wyraĽniej obnażony, co może z czasem - wspólnymi siłami - doprowadzić do wyeliminowania takich praktyk. Natomiast dla wszystkich, którzy zamieszczają swoje publikacje gdziekolwiek, mam istotną wskazówkę. Otóż, jeśli kiedykolwiek otrzymają Państwo pozew, który będzie oparty na Art. 24 Kodeksu Cywilnego oraz wsparty tzw. "bełkotem", a może na dodatek będzie Państwa jeszcze wyzywał - no może tym razem już nawet - np. od idiotów, to niech na pocieszenie przynajmniej Państwo mają wyraĽniejszą świadomość, że właśnie padają ofiarą nieuczciwej intrygi. Oczywiście, sam taki pozew nic tu nie zrobi, jeśli sprawę będzie prowadził uczciwy sędzia, gdyż swoją formą sam się dyskwalifikuje... Istoty takich zjawisk wyławia się w prosty sposób. Dla analogicznej sytuacji, proszę sobie wyobrazić dwa pozwy o przeciwstawnych intencjach. Jeden, za pomocą którego chcielibyśmy - w założeniu sami nieuczciwą drogą - usunąć jakąś niewygodną publikację. I drugi, za pomocą którego, chcemy zrobić to samo, ale w sytuacji autentycznego oburzenia wspartego zasadnymi podstawami. Umiejętność wyobrażenia sobie takich dwóch pozwów, wsparta wiedzą tematyczną, odkrywa tajemnice tej - zapewne mocno już rozwiniętej - patologii. Natomiast sędzia nie musi mieć takiej wyobraĽni, on musi to po prostu znać i to na wylot... I to nie powinno podlegać żadnej dyskusji... Tymczasem np. pozew przeciwko autorowi, stał m. in. na tak łatwo wykrywalnym i niepoważnym poziomie - co na dodatek nie omieszkał zresztą szczegółowo wskazać jego adresat - że wespół z postępowaniem sędziego, stanowi to już niezwykle zgrozowy sygnał określający poziom panującego bezprawia w polskim sądownictwie...

Nawiązując jeszcze do tego z wyższego pułapu problemu, należy dodać, że do takich sytuacji będzie dochodziło zawsze właśnie wtedy, kiedy dane środowisko będzie egzystowało w zasadzie jako jedyne względem fachowości tematycznej. Bo to środowisko będzie lansowało swoją świetność w mediach, a przez lata nadorabia gro fałszywych teorii, argumentów i filozofii postępowań, stopniowo schodząc do poziomu znacznie poniżej standardowego ludzkiego stanu intelektualnego, moralności, godności, itd. A nikt z zewnątrz nie może tego obnażyć, bo przecież, to tam są fachowcy... To dotyczy każdej dziedziny, również tematycznego boksu - który jest szczególnym przykładem, wymagającym specjalnego omówienia - a także oczywiście innych sztuk walki. No i właśnie, na takiej zasadzie powstaje medialna fikcja. Tu wspomnę chociaż, że w boksie w chwili obecnej już doprowadzono do tego nawet, że dziennikarz czy inny komentujący - często ze zdemolowaną twarzą, czyli okazanymi na twarzy "umiejętnościami" - nie wstydzi się skrytykować rozsądnego postępowania zawodnika w walce, bo niby nie ma wtedy "boksu", a to rzekomo jest Ľle. A to jest właśnie bardzo niebezpieczna herezja i dorabianie fałszywych argumentów względem, m. in. własnych możliwości wykreowanych na bazie tych i innych przyczyn. Naprawdę bardzo bym prosił chociaż starać się to dostrzegać - tu zwracam się do wszystkich - bo wraz z upływającym czasem będzie coraz trudniej z kimkolwiek nawiązać normalny dialog. Siła ślepego zaufania okazująca "fakty" budowane na takich podstawach, to zgroza dla ludzkości. Sytuacja, w której każdy może stworzyć sobie dowolną dziedzinę i być w niej "fachowcem" na bazie podorabianych teorii, wymaga innego podejścia. W najbardziej podstawowym zakresie potrzeba tu m. in. przede wszystkim doprecyzowanych statutów i różnych zasad postępowań, wyeliminowania monopoli oraz radykalnego wzbogacenia edukacji sferą prawną. Aby każdy z nas mógł skutecznie wytknąć palcem dowolną nieprawidłowość. To oczywiście wymagałoby bardziej skomplikowanych wyjaśnień, opartych na znacznie głębszej bazie, a co zresztą zapewne zrobię dopiero w książce. Natomiast tutaj wspólnym siłami musimy przede wszystkim wyeliminować samą możliwość kreowania takich intryg. Jest różnica, kiedy adwokat jest wynajmowany, aby bronił pozwanego czy oskarżonego, a różnica, kiedy się go wynajmuje w celach przestępczych i to jeszcze bez możliwości obrony dla drugiej strony, bo wszystko opiera się na układach z wyeliminowaniem wszelkich zasad...

A tu znów przypomina się "wierszyk science fiction" z Art. 5 Prawa o Adwokaturze... A jakie są szanse walki z tym, przekonamy się niebawem na bazie dokonanych działań przez odpowiednie organy w niniejszej sprawie... No cóż, zobaczymy... A na razie nie pozostaje mi nic innego, jak podziękować za cierpliwe zapoznanie się z moim oświadczeniem...

Autor niewygodnej publikacjiAdam Szczygieł


Kontakt z autorem:
Niestety, autor nie ma dostępu do internetu, wobec czego ma bardzo rzadką możliwość przeglądania swojej skrzynki e-mailowej o adresie: adamszczygiel@wp.pl. Tak więc, w razie czego proszę o wyrozumiałość, gdyby ważny kontakt z Państwa strony spotkał się z długą ciszą lub w ogóle z ciszą...

tym samym dochodzimy do setna sprawy, czyli "Raportu o stanie sądownictwa polskiego"

Zapraszamy wszystkich sędziów, prokuratorów, adwokatów, polityków i resztę urzędniczego "badziewia" zamieszanego we wszelkie oszustwa do ogólnopolskiej "czarnej listy Raczkowskiego"... 
miłego towarzystwa wzajemnej  adoracji ...

www.aferyprawa.com - Niezależne Wydawnictwo Internetowe "AFERY - KORUPCJA - BEZPRAWIE" Ogólnopolskiego Ruchu Praw Obywatelskich 
i Walki z Korupcją.
prowadzi: (-)  ZDZISŁAW RACZKOWSKI.
Dziękuję za przysłane teksty opinie i informacje. 
    uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: Z.Raczkowski@aferyprawa.com 

WSZYSTKICH SĘDZIÓW INFORMUJĘ ŻE PROWADZENIE STRON PUBLICYSTYCZNYCH
JEST W ZGODZIE z  Art. 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ 
1 - Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 
2 - Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane.
ponadto Art. 31.3
Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądĽ dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.
 

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.