Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
26 listopada 2020
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 22-05-2011

Skandaliczne wyroki specjalnością Temidy – czy sędziowie odpowiadają za swoje knoty?  

16 maja 2011 portal tvn24.pl informuje, że „Władze świeżo upieczonego piłkarskiego mistrza Polski Wisły Kraków nałożyły na Patryka Małeckiego karę finansową za naganne zachowanie podczas niedzielnego meczu. […] Małecki w pierwszych minutach niedzielnego spotkania zbluzgał czarnoskórego zawodnika Cracovii Saidiego Ntibazonkizę. Na nagraniach nie słychać jego słów, ale z ruchu warg można wyczytać, że były to okrzyki rasistowskie”.

Okazuje się, że można opublikować szlachetne dane naszego rodaka, który coś wywrzeszczał na boisku, przy czym nie było to zrozumiałe ani przez samego poszkodowanego, ani przez kogokolwiek innego, choć sam autor krzyku - w ogólnostadionowym jazgocie - powinien jednak zdawać sobie sprawę z własnego wrzasku. Jeśli odczytano owe bluzgi tylko z ruchu warg (a są tacy nieliczni specjaliści, choć najpopularniejsze wulgaria odczytują niemal wszyscy), to znaczy, że w przyszłości będzie zabronione obrażanie wypowiedziami również w nieznanych językach a nawet teksty wymawiane wspak a może i podczas snu. W sumie to i racja – żaden człowiek nie powinien obrażać innego człowieka, zwłaszcza publicznie. Szkoda, że nie było tak „od zawsze” i trzeba (z trudem, niejako od nowa) wychowywać społeczeństwo, które odwykło od kultury słowa mówionego i pisanego.

Nazajutrz portal ten przynosi najświeższe wieści pod wszystko wyjaśniającym tytułem „Ukarany” – „W poniedziałek Małecki złożył wyjaśnienia zarządowi Wisły. Piłkarz podkreślił, że zdaje sobie sprawę z tego, iż takie zdarzenie nie powinno mieć miejsca". Piłkarz przeprosił Ntibazonkizę oraz „będzie również dążył do tego, aby osobiście spotkać się z piłkarzem Cracovii i jeszcze raz, w bezpośredniej rozmowie, przeprosić go za swoje zachowanie w trakcie niedzielnego meczu”. To może jednak nie być koniec kłopotów Polaka, bowiem jego sprawę analizują władze Ekstraklasy, zaś zawodnik ma stawić się na posiedzeniu Komisji Ligi”.

Można bez sądu III RP i w błyskawicznym tempie? A co robią nasze sądy w podobnych sytuacjach? Kiedy trójmiejska pisarka (nie tak znana jak ów piłkarz, ale bardziej wojownicza, niż niejeden sportowiec na boisku) pomówiła dziennikarza, że ma dwa dodatkowe konta, z których ją poobrażał oraz kiedy sfałszowała podpis pod jednym z komentarzy, to zirytowany felietonista opisał jej wyczyny na portalu Salon24. Opisał także rozmaite dowcipy, które były mniej lub bardziej frywolne (w wykonaniu tej pisarki, np. o sukach, jednak nie o psicach i o gejach, a właściwie o pedałach - tak to ujęła) pośród całkiem wulgarnych, w wykonaniu innych dziarskich współużytkowników Naszej Klasy. Pisarka uznała, że omówienie jej wulgarnawych żartów narusza jej dobre imię (w artykułach podano jedynie inicjały) i zażądała od admina S24 natychmiastowego usunięcia wszelkich tekstów na jej temat. Jednocześnie szybciutko wypisała się z Naszej Klasy, jednak wiele z jej komentarzy pozostało (nie każdy o tym wie, ale jako cytaty nie znikają nawet po rezygnacji z uczestniczenia na forach NK) oraz pozostał numer jej profilu (224435).

Ponieważ była pewna, że dziennikarz miał owe dwa konta, z których ją – jak to sobie skonfabulowała - obrażał, przeto udała się do dwóch sądów (obrządku cywilnego i karnego) żądając przeprosin, 20 tysięcy złotych i skasowania wszystkich artykułów opisujących jej działania na NK (a trzeba wiedzieć, że to nie tylko pisarka, ale również doktorantka słynnego Uniwersytetu Gdańskiego, zatem podczas dyskusji - co by nie powiedzieć - powinna zachowywać się jednak bardziej dystyngowanie).

Jeszcze podczas mediacji mogła przemyśleć sprawę i przeanalizować swoje dowody świadczące o rzekomym posługiwaniu się przez dziennikarza dodatkowymi kontami, ale ani ona, ani jej adwokat nie dostrzegli wad dowodu a ponadto uważali, że opisy zachowania doktorantki na portalu NK w sposób bezprawny naruszały jej dobre imię, zatem oboje społem dążyli do temidowych zmagań.

Sprawę wygrała i wyrok został ogłoszony 18 grudnia 2009, jednak pozwany nie został o nim... poinformowany. Dopiero po czterech miesiącach, tuż przed pierwszą rozprawą karną, dowiedział się o wyroku od sympatycznego adwokata Kolankiewicza, który w obu sądach panią tę reprezentował. I wówczas zapoznał się z fałszywymi zeznaniami pisarki. Sąd III RP nie był łaskaw ani odnieść się do jego pism, ani nie był uprzejmy poinformować, że już wydano wyrok i nie pouczono go o możliwości apelacji od wyroku, przez jest ona niemożliwa, bowiem termin przewidziany prawem oczywiście minął. To najzwyklejsze złośliwe dziadostwo w wykonaniu sądu! W ten sposób obywatel III RP został pozbawiony możliwości poddania się uczciwej procedurze władzy sądowniczej – był w kontakcie z sądem, wysyłał oświadczenia, wnioski i wyjaśnienia, a jednak nie otrzymał informacji w najważniejszej fazie procesu!

Trudno zatem uznać wyrok za sprawiedliwy, skoro sąd nie wziął pod uwagę pism pozwanego, nie poinformował o wyroku i uniemożliwił wniesienie apelacji, a przy tym zignorował zniesławienie i fałszerstwo ze strony pisarki, która udała się do Temidy na podstawie swoich zwidów i majaków. Sporo błędów jak na jedną prostą sprawę...

Porównajmy zatem obie sprawy – piłkarz coś krzyczy, czego nikt bodaj nie słyszy i jest szybko rozliczany ze swego niekulturalnego zachowania: przeprasza i ponosi finansową karę, i to w parę dni. Pisarka publicznie zniesławiła dziennikarza, sfałszowała podpis, powyzywała go przy okazji od takich i owakich, a kiedy zajął się nią w swoich artykułach – zachciało się jej powalczyć w sądach w swojej sprawie. A takie sprawy w Polsce trwają latami – drugi proces na dobre się jeszcze nie rozkręcił.

Rektor uczelni, na której pani się doktoryzuje, umywa ręce z dwóch powodów (co także jest wielką różnicą w stosunku do piłkarza) – doktorantka działała poza murami uczelni oraz sprawą zajmuje się sąd, zatem (takie jest stanowisko uczelni) Komisja Etyki UG nie zajmie się sprawą niegodnego zachowania autorki „Symfonii”. A piłkarskie władze zadziałały całkiem odmiennie, czyli natychmiastowo, bowiem działacze przejęli się wybrykiem piłkarza...

Czy już widzimy podobieństwa i różnice obu spraw? Dwie osoby mniej lub bardziej publiczne (piłkarz i pisarka). Dwie osoby, które sobie pofolgowały niezgodnie z dobrymi obyczajami i prawem, przy czym jednej wyrwało się coś podczas emocjonującego meczu, zaś druga zniesławiała w sposób przemyślany, bowiem miała więcej czasu na te czy inne wypowiedzi. No i pisarka jest doktorantką, co już tylko z tego powodu stawia ją wyżej niż piłkarza (przynajmniej teoretycznie) w dziedzinie ogłady i kulturalnego zachowania (co w opisywanych przypadkach może być oceną jednak mylną i zbyt pochopną).

Dwie osoby, które mają swoją godność, a jednak w obu przypadkach ktoś te ich godności próbował podważyć z powodu ich publicznego niewłaściwego zachowania - wyzwiska piłkarza natychmiast omówiono z nazwiska, ale co z pisarką? Czyżby jej godność była wyżej stawiana niż piłkarza? Jej godność ma jakiś immunitet, którego nie posiada dobre imię piłkarza?

Dlaczego konstytucja inaczej pozwala traktować pisarkę i inaczej piłkarza? Jego można rozliczyć natychmiast, zaś pisarki nie tylko nie można od razu, ale kuriozalnie prowadzony proces wskazuje na dziennikarza, jako osobę winną, zamiast na pisarkę? A gdzie miejsce na godność (na ten przymiot powołuje się parokrotnie mec. Kolankiewicz, który o tej cesze wypowiada się jakże patetycznie, ale w aspekcie dobrego imienia wyłącznie swej klientki) dziennikarza, którego sędzia z góry postawił na straconej pozycji, a przecież to on został publicznie pomówiony, to na jego niekorzyść dokonano fałszerstwa podpisu, to jego powyzywano, to na jego płace wchodzi komornik, to jego artykuły zostały skasowane z kilku portali na podstawie idiotycznego wyroku IC692/09 gdańskiego sądu.

O, i tu mamy różnice! Piłkarzem nie zajął się sąd, dlatego sprawę załatwiono od ręki, choć to piłka do nogi. Sprawa pisarki będzie ciągnąć się latami, zaś liczba pism (sąd, mecenas pisarki, dziennikarz) to już prawdziwe sterty - zwłaszcza ów felietonista ciągle rozpisuje się na temat kuriozalnego wyroku sądu III RP, który nie dość, że wygenerował bezsensowny werdykt na podstawie fałszywych zeznań pisarki oraz z powodu niezrozumienia polskiego tekstu przez wysoko kształconego sędziego. Facet pisuje artykuł za artykułem, co mec. Kolankowski zechce wykorzystać w kolejnym procesie, na podstawie najnowszych przepisów o stalkowaniu. Prawnik jednak zapomina, że każda osoba pokrzywdzona przez sąd ma prawo dochodzić prawdy i sprawiedliwego wyroku, także publikując swoje spostrzeżenia w internecie i w innych mediach, natomiast kasowanie takich tekstów, to jeden z przejawów cenzury już nie zamierzchłej socjalistycznej, ale całkiem współczesnej!

Prawo prasowe nie przewiduje zdejmowania tekstów, które napisane są w sposób kulturalny, rzeczowy oraz rzetelny i to na podstawie faktów. Aż dziwne, że pisarka, która fałszywie zeznaje, zniesławiła dziennikarza i sfałszowała podpis, jest uprzywilejowana przez Temidę – każdy z nas słyszy od dziecka, że polski wymiar sprawiedliwości bada uczciwie każdą sprawę i że obie strony mają jednakowe prawa oraz że sąd nie kieruje się sympatiami, lecz jedynie sprawiedliwie rozważa wszelkie argumenty. Nie zawsze jednak i nie tym razem... 

PS „Biznesmen żąda 26 mln zł za bezzasadny areszt” – informuje tvn24.pl 18 maja 2011. Okazuje się, że skandale to już stają się specjalnością polskiej Temidy, jak dziurawe polskie drogi i kulejące polskie pociągi...

Krzysztof Porowski (ongiś na liście najbogatszych Polaków, także kontakty z politykami) domaga się wielkiego odszkodowania od Skarbu Państwa za bezzasadny areszt, utratę dobrego imienia i szykany. W 2000 roku zatrzymany przez funkcjonariuszy Urzędu Ochrony Państwa, przesiedział za kratkami prawie 2,5 roku, ale po 7 latach procesu, krakowski sąd uniewinnił biznesmena i innych oskarżonych, co podsumowano – „w sądzie śląska afera korupcyjna stała się kompromitacją prokuratury i służb specjalnych”. Sędzia wytknęła - „prokuratorzy nie zweryfikowali linii obrony oskarżonych, a nawet nie przedstawili dowodów potwierdzających winę” oraz że „zarzuty były oparte na pomówieniach i interpretacji dokumentów, która różniła się od tego, co z nich faktycznie wynika”.

Dziennikarz wprawdzie nie wystąpi o aż tak rujnujące budżet odszkodowanie, ale baczny czytelnik znajdzie podobieństwo – gdański sąd przyjął skonfabulowane zeznania (że felietonista miał dodatkowe konto, z których obrażał pisarkę) za prawdę i zamiast skazać pisarkę, skazał dziennikarza, zaś jej fałszerstwo uznał za omyłkę (sic!). Wyrok oparto na pomówieniach – podobnie jak w przypadku biznesmena. Drugie podobieństwo – sędzia niewłaściwie zinterpretował wypowiedzi dziennikarza, co oznacza, że logiczne czytanie polskich tekstów sprawia poważne trudności prawnikom kończącym renomowane studia. I taki sędzia każe przeprosić pisarkę za zarzuty wyssane z palca? I żaden prawnik nie jest w stanie dostrzec logicznych błędów tego pana? Może studenci zajmujący się logiką, przeanalizują owe frazy, skoro profesjonalny sędzia nie potrafi ich poprawnie zinterpretować? Ale co się dziwić, skoro dokładnie ten sam problem mieli prokuratorzy, którzy doprowadzili do posadzenia bardziej znanego rodaka (p. Porowskiego) i to na kilkaset dni za... niewinność.

Jeśli ktoś ogląda ciekawy telewizyjny cykl na temat procesów prowadzonych przez sędzię A.M. Wesołowską, to zapewne zauważył, że zdarzają się nawet 3-4 sprawy pod rząd, w których oskarżeni niesłusznie siedzą w areszcie, oczekując na proces i wskazywane są błędy popełniane przez prokuratora, który zbyt pochopnie stawiał zarzuty oskarżonym, którzy na sądowej sali byli wyzywani od złodziei, bandytów i morderców.

Zbyt wiele błędów popełnia polska Temida! Na zbyt małe dolegliwości są narażeni sędziowie uczestniczący w procesach, kiedy w niestaranny (a nawet w kompromitujący!) sposób pełnią swoją ważną społecznie służbę. Awansują, hołubią i wykorzystują immunitet, narażają obywateli na utratę dobrego imienia, a powinni stać na straży sprawiedliwości podczas swej zaszczytnej służby. Czy za swoje błędy w końcu odpowiedzą?

 

Mirosław Naleziński, Gdynia

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.

~zwolennik Szwejka
27-05-2011 / 14:38
~MNaleziński
23-05-2011 / 09:29
Tekst powyższy wysłałem do Prezesa SO w Gdańsku - IC692/09 a piłka nożna ************* Panie Prezesie! Ostatnio głośno jest w kraju z powodu wybryku piłkarza - jego nazwisko zostało poszargane przez wszystkie media i żaden mecenas nie stanął w jego obronie. Dlaczego zatem pisarka Chomuszko ma być lepiej traktowana niż ów piłkarz? Przecież ten pan popełnił jednorazowy wybryk i złożył samokrytykę, zaś pisarka zniesławia w sposób ciągły, sfałszowała podpis i kłamie do tej pory, ze nie napisała żadnego pikantnego dowcipu, czym ośmiesza siebie i polska Temidę. A przypominam, że napisała dowcip antygejowski i chyba pamiętamy, że za tego typu odzywki to posadę stracił poseł Węgrzyn. Proszę moje uwagi przekazać sędziemu Midziakowi - może zmieni zdanie na temat swojego kuriozalnego wyroku z 18 grudnia 2009. Ciągle liczę na honor tego pana. Pozdrawiam Mirosław Naleziński