Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
31 stycznia 2023
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

Zygmunt Jan Prusiński - Wiesława Szymborska

PRUSIŃSKI - SZTUCZNE  LATAWCE  W  PROMIENIACH  I  NA  WIETRZE

 

        No cóż, dotknąć kartki historii, to mógłbym bronić miasto Słupsk przed Krakowem. W takim 100-tysięcznym mieście i okręgu było wszystko w PRL. Milicja, ormo, zomo, jednostki wojskowe, kadry lekarskie, kadry oświaty i edukacji, urzędy i instytucje państwowe; to była czerwona elita dla towarzysza z Kremla. To przez nich, my, Polacy cierpieliśmy i cierpimy, mając totalnie zniszczone te (swoje) 45 lat „szlachetnego” PRL-u! Nie przez sekretarza komitetu wiejskiego PZPR; nie przez sekretarza komitetu miejskiego PZPR; nie przez sekretarza komitetu powiatowego PZPR; nie przez sekretarza komitetu wojewódzkiego PZPR – a przez tę i taką sztuczną wyimaginowaną inteligencję szpagatowej kreatury! – Brzydziłem się tych ludzi, tej wschodniej inteligencji. Zresztą ta forma i te elity zginęły; nadszedł swoisty bolszewizm i oszołomizm. 

       Ale kto by się spodziewał, że w takim Krakowie ta  p r o s t y t u c j a  ideowa tak się rozpowszechni, i taka w niedostatku, a cóż to, trzeba praleczkę -  za pralkę o nazwie „Frania” zaprzedać się, za rower składak o nazwie „Flaming” zaprzedać się, za telewizor kolorowy o nazwie „Rubin” zaprzedać się, za fiacik (włosko-polski) - taki na drogach polskich niebezpieczny, że z taką armią wcześniej można było okupanta z ziemi polskiej wypędzić... Ale, nie, z armią trupów!  Jak to się ta dorosła „dzieciarnia” cieszyła, że talonik ma w ręku. Po prostu., radziecki orgazm gospodarczy! To była wspólnota przeżyć. Bo w Polsce żyje więcej materialistów od normalnych ludzi – choćby taki jak ja, nie goniłem ni nie biegłem za tłumem szaleńców... Nigdy, ale to nigdy nie stałem nocami w kolejce za pęto kiełbasy. Noc jest od miłości i spania, a nie od świrowania – bo tak chcieli sekretarze. 

        Proszę mi wierzyć, przeżywam ogromnie i głęboko ten arcyważny artykuł „Upadek Nagrody Nobla z hańbą domową i ubekami w tle” Aleksandra Szumańskiego. Najpierw ukazał się w „Kurierze Codziennym” w Chicago, potem w periodyku „Tylko Polska” w Warszawie. Przyznam, że dla mnie to jest niesamowita pożywka. Czy intelektualna, to bym się bronił od tego, bo tam nic nie ma „intelektualnego”. To jest (szmacianka i dziadostwo)! Gdzieś duma pękła jak balon, jak latawiec pod prąd z promieniami i na gołym wietrze. Ale, ale to trzeba wynieść z domu; od dzieciństwa uczyć dumy, honoru, mądrości, dobroci. Rozkład w żywym człowieku jest dla mnie niezrozumiały. Trzeba walczyć. Sama konstytucja do tego zaprasza.  

        Wobec tej historycznej prawdy, hańbą jest dla poety, dla literata ta usłużność wobec tej czerwonej hołoty. No co „poecino”, miałeś wydrukowany wierszyk... Oj, jakiej to drogi dostąpiłeś, jakiej to łaski, wierszyk w gazecie i w kiblowej sadzawce... Pewnie pobiegłeś „poeto” do mamusi pochwalić się, że świat czyta, że sława przed tobą etc. Mówię teraz prawdę wszystkim poetom w tym kraju: słuchajcie zdrajcy mojej ojczyzny, proszę nie podchodzić do mnie, i nie szukać ze mną konwersacji. Ja, jako poeta, poeta narodowy, przestałem wam wierzyć. Na obczyźnie, będąc emigrantem politycznym, no cóż, byłem na cenzurowanym do końca. Moje listy i otrzymywane z kraju były ostemplowane czerwonym kolorem. Rzymskimi literami po lewej stronie koperty, był sygnał słowny: „OCENZUROWANO”. Czemu to tak? Dlaczego bali się mojej poezji? W wierszu „W płomieniu kolorowych świec”, piszę: 

Jakaś pieśń się zbliża. Coraz  wyraźniej
słychać: „Boże, coś Polskę”... – Co stanie
się z tą pieśnią, gdy Bóg odda ludziom
Polskę? Pytania czasem rozczarowują. 
Nie są płynne, jak strumyk gdzieś zagubiony.
Stwarzamy pozory zgniłego jabłka i palcem
wskazującym, pokazujemy to co nam  niepotrzebne.
Ech, zalać „robaka” – niech się myśl pali. –
Ile jeszcze zakrętów do prawdziwej historii?
Politycy grzeszą, jak przystało na polityków:

Kto wierzy w ich martwe gesty?
 

Wiedeń. 26.03.1990

         Ale według „krakowskiego piekła agentów” przez w większości poetów, ile w tym wierszu jest o nich prawdy. Wiersz ma tytuł „Miejsce poezji w zarysie filozoficznym”, fragment: 

Nikt nie jest doskonały, a tym bardziej poeta. –
Nie ma gorszego kłamcy, oszusta i kombinatora
od jego fałszywych wyznań, na które nabierają 
się damy z epoki walca... A gdyby i tak było
że poeta jest wysłannikiem Boga, to prędzej  

by on Boga zdradził niż Judasz Chrystusa
. 

Wiedeń. 24.03.1990. 

       Wiersz ten był opublikowany w „Przeglądzie Tygodnia” we Frankfurcie, w tym samym roku. W tym miejscu chciałbym podziękować redaktorowi. 

       Tak, nie wierzcie poetom. Mój mistrz pióra Witold Gombrowicz miał rację o nich. Mój Boże, trochę mnie to denerwowało, drażniło w tych jego „Dziennikach”, ale czy nie miał racji? No przyjrzyjcie się tym poetom z tej listy. Tym sprzedawczykom za jeden wiersz w druku. Trzynaście lat byłem na emigracji, i mogłem się obyć bez druku w PRL! A cóż to za satysfakcja? 

        Moje pisanie rozpoczęło się na poważnie – właśnie – w odwilży solidarnościowej, choć „Nowy Medyk” w Warszawie w 1973 roku wydrukował mi na stronie literackiej dwie fraszki: „Złodziej bydła” i „Wyjście z sytuacji”. Nie znałem redaktora tej strony, na pewno była to kobieta i sprawiedliwie odpowiedziała w „Poczcie literackiejdo mnie tak, cytuję: „Może pana fraszki są lepsze od tych które tu się drukuje, ale to ci cwani profesjonaliści którzy nie takie sztuczki wyprawiają”!  O tak, wiem, co oni wyprawiali w tych komunistycznych gazetach pod parasolem: „PROLETARIUSZE  WSZYSTKICH  KRAJÓW  ŁĄCZCIE  SIĘ!” To musiało być, zawsze. Bo trudno było bez tego się łączyć. I tak się łączyli „seksualnie”, jeden posuwał drugiego, by zyskać na czasie i na laurach... Nad młodzieżą literacką pastwiło się to bydło, jakieś ZMW, ZMS, ZSMP, ZSSP – i licho wie co jeszcze na gumiakach po błocie Polski... Oczywiście za podatki spracowanego narodu. Czy myślicie, że coś się zmieniło? Nie. Rok 2005. Słynna drużyna panuje w III RP, pod sztandarami SLD. Dla mnie to wcale nie jest Sojusz Lewicy Demokratycznej,  bo jej tak do lewicy i do demokracji daleko, jak odległość do księżyca. Po mojemu to się zwie: „SOJUSZ  LEWYCH  DEBILI”! Zaglądam do Internetu. Interesuje mnie resort: Ministerstwo Kultury. Co się dzieje z pieniędzmi na kulturę. Wybieram hasło „Dotacje”. I spoglądam jak polski biały orzeł... Chodzi o organizacje pozarządowe. Aż nagle olśnienie pod latarnią diabła! Jakaś polska organizacja w kraju otrzymuje  5 000 złotych. Jakaś żydowska organizacja w USA otrzymuje 80 000 zł. Zaczyna mnie to swędzieć gdzieś pod skórą... Kto jest takim szlachetnym ministrem kultury? A dlaczego Ameryka nie jest taka szlachetna? Czy oni też takie dotacje uskuteczniają na boki? Żydzi, idźcie sobie do roboty! Co, nie ma roboty w Ameryce?! Od roku 1945 doi się tę biedną moją ojczyznę jak „ślepą” krowę, że z wymion już nie mleko a krew cieknie. Żydokomuna swoje zrobiła. Poukładała swoich w dobrobycie i w sławie, a naród nadal biegnie w ciemność z gruźlicą, rakiem i zawałem!  

       W rok „Solidarności” coś zaczyna się dziać w moim na początku pisaniu. Spostrzegają „proletariusze”, że to ma jakiś sens. Ubecja gotowa w roli cenzorów. – Już nie piszą: „...że ci cwani profesjonaliści, którzy nie takie sztuczki wyprawiają”... o nie, chyba troszkę spoważnieli. Publikuję u Magdaleny Boratyńskiej w „Zielonym Sztandarze” w Warszawie, u Stanisława Nyczaja w „Przemianach” w Kielcach, u Tadeusza Nowaka w „Tygodniku Kulturalnym” w Warszawie. Rozpoczyna się walka z ubekami i proletariuszami. – Jak ich przechytrzyć? – Jak ich omotać słowem żywym, by nie wpadli na trop niczym hycle... Nigdy nie szukałem protekcji; proszę mi wierzyć. Bywałem w redakcji „Nowy Wyraz” – znałem Andrzeja Nowaka i Włodzimierza Fronczyka. Bywałem w redakcji „Poezja” – znałem Krzysztofa Gąsiorowskiego, dzięki Romanowi Śliwonikowi., po części i Zbigniewowi Jerzynie. Od razu chcę zakwestionować, że nie byli oni moimi kumplami, po prostu znajomymi. Świat poezji na mapie PRL-u – jak kto był sprytny, to mógł trafić, gdzie mieszka dany poeta. Ja miałem taką orientację, bo w latach drugiej połowy lat siedemdziesiątych kupowałem 70% prasy literackiej; przecie to była moja szkoła jako adepta na poetę. Gdybym miał dzisiaj wybierać jakieś hobby, od razu zrezygnowałbym (z tej ulotnej liryki). Gdybym wtenczas wiedział o ubeckich poetach? Jaki to zresztą jest poeta? Mięczaki obleśne... Co takiego przekazywał ten skurwysyn, że co, „Prusiński” napisał patriotyczny wiersz? Przecież nie mogę być „Szymborską” – ta to by swój mocz wypiła jednym haustem, dla kariery! Te jej wypociny o „Stalinie”, o „zbrodniarzach komunistycznych”, i proszę, dzieci i młodzież polska uczy się wierszy ubeckich poetów! Do czego żeśmy doszli?! 

        Aleksander Szumański w swym arcyważnym artykule pisze, cytuję: „Pani Szymborska nie została osądzona, dostała jeszcze honorowe obywatelstwo miasta, (Krakowa przy. ZJP.) które w swojej historii nie honorowało jeszcze takich ludzi. (...) Twórczość Wisławy Szymborskiej to przecież oddanie się artystki w służbę zbrodniczemu totalitaryzmowi i jej nadzwyczajna gorliwość w tej służbie. (...) Zachwycała się ona komunizmem tak, jak się nadal zachwyca. Pochwalała wszystkie zbrodnie tego systemu, nie tylko wierszem, ale i podpisem. Ja nie chcę czcić takiej noblistki. Do gara z tym Noblem. Ja mogę wreszcie czcić w moim wolnym kraju kogo mi się podoba i mogę pisać, co mi się podoba nie systemem nakazowym, ale sercem i rozumem. Niech na mojej drodze emocjonalnej, patriotycznej i pisarskiej nie stają nakazowi Michnicy, Ziejkowie, Napiórkowscy, Wrońscy czy Wawrzkiewicze. I niech nikt nie zabrania nazywać po imieniu ubowców lub innych łajdaków w rozumieniu pseudodemokracji i pseudowolności słowa”.  

        - Szanowny Panie Aleksandrze, jestem z Panem. I ja się podpisuję pod tym zdaniem: „Do gara z takim Noblem!” A ubeckich poetów wypędzić na Stepy Mongolskie!  Pamiętajcie dobrzy ludzie, nie witajcie się z poetami. Poeta w Polsce to sprzedawczyk. Szczególnie jeśli nie ma „prostego” życiorysu... Jak widać to Kraków honoruje pijaków. - Panie Prezydencie Krakowa, proszę uhonorować wszystkich alkoholików w tym mieście; niech „noblistka” ma swoje towarzystwo. Nie ma gorszego kłamcy, oszusta i kombinatora od tej Rottermund vel Szymborskiej Wisławy; ubeka w spódnicy!   

14-16.04.2006. Ustka
Zygmunt  Jan  Prusiński

i z jego twórczości:

WIERSZEM DO JANA PAWŁA II Zygmunt Jan Prusiński

OJCIEC KSIĘŻYCA I GWIAZD - Jan Paweł II WIELKI - Zygmunt Jan Prusiński

Zygmunt Jan Prusiński... tak trochę z jego twórczości żyjącej niespokojną codziennością...

Zygmunt Jan Prusiński... jest taki patriotyczny, nieustraszony, walczący poeta...

Podobne tematy znajdziesz w dziale: 
 ARTYKUŁY - tematy do przemyślenia
i wiele innych w kolejnych działach czasopisma "AFERY PRAWA":
   SĄDY   PROKURATURA  ADWOKATURA
 POLITYKA  PRAWO  INTERWENCJE - sprawy czytelników

"AFERY PRAWA" - Niezależne Czasopismo Internetowe 
www.aferyprawa.com  
Redaktor Naczelny:
mgr inż.  ZDZISŁAW RACZKOWSKI

    uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: Z.Raczkowski@aferyprawa.com 
Dziękuję za przysłane teksty opinie i informacje. 

WSZYSTKICH SĘDZIÓW INFORMUJĘ ŻE PROWADZENIE STRON PUBLICYSTYCZNYCH
JEST W ZGODZIE z  Art. 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ 
1 - Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 
2 - Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane.
ponadto Art. 31.3
Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.
 

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.