Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
29 września 2020
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 21-01-2011

Kilka refleksji odnośnie tematyki poruszanej w AP - czyli wojen obywateli z władzą - wybrane z listów do Redakcji...
 
     Pracowałem swego czasu w szkole, wykonując niewdzięczny zawód belfra. Od swojej dyrekcji usłyszałem kiedyś publicznie, że zawodu tego nie powinna wykonywać osoba, która jest rozwiedziona, a do tego - o Matko Niepokalana! - nie chodzi do kościoła. Bo przecież taki niewierzący rozwodnik nie może niczego wartościowego przekazać młodzieży. Nie muszę chyba dodawać, dlaczego takie uwagi rzucono mi w twarz. Proszę wybaczyć, ale krew się we mnie burzy, gdy czytam takie infantylne teksty o polskich patriotach, zwłaszcza gdy sobie przypomnę, że otrzymałem od dyrekcji polecenie służbowe (!), by uczestniczyć wraz ze swoją klasą we mszy świętej na rozpoczęcie roku szkolnego, a polecenie to zostało wzmocnione próbą wzbudzenia u mnie poczucia winy - dyrekcja próbowała mi bowiem uświadomić, jak to bardzo pokrzywdzona będzie moja klasa, gdy inne staną przed ołtarzem wraz ze swoimi wychowawcami, a oni nie. Dodam, że od wielu już lat w tej szkole nie pracuję, i że pewne okoliczności rozwiązania ze mną umowy o pracę były co najmniej dwuznaczne. Czy mam prawo myśleć o postępowaniu dyrekcji jako o aferze? I czy miałbym prawo walczyć z taką aferą posługując się etykietką "polski patriota"? I w końcu - czy demokracja i inne szczytne ideały polegają na tym, że ludzi dzieli się na tych narodowości żydowskiej i tych narodowości Polskiej (sic!), na prawdziwych Polaków - katolików i na godnych pogardy innowierców, na dobrych chrześcijan i na rozwodników (gorszych od psów)...
  
    Interesuje mnie też, czy "Afery Prawa" interesują się nie tylko RESPEKTOWANIEM prawa, ale samym jego kształtem. Obawiam się, że tu dopiero jest wylęgarnia afer! Sprawy związane z polskim prawodawstwem są znacznie trudniejsze - bo przecież niby wszystko odbywa się w majestacie prawa, a jednak budzi u co światlejszych osób mieszane uczucia.
 
    Podam kilka przykładów. Najpierw gorący temat - dłużnicy alimentacyjni, czyli popularnie zwani "alimenciarze". Dla dziennikarzy ten gorący temat jest raczej gorącym kartoflem. Łatwiej przecież wzbudzać zabobony niż je zwalczać. Łatwiej podżegać do nienawiści niż gasić głupotę narodową.
 
    Ale do rzeczy. Osoba, która jest dłużnikiem alimentacyjnym, może decyzją administracyjną stracić prawo jazdy. Dlaczego prawo jazdy, a nie na przykład legitymację ubezpieczeniową? Albo partyjną? A może odbierze się jej dowód osobisty? Znane są (i opisywane na różnych forach) wypadki, gdy prawo jazdy zabrano taksówkarzowi, któremu dokument ten dawał nadzieję, że jednak alimenty będzie mógł spłacać. Co na to "Afery Prawa"? Przestrzegam, że sądząc z wpisów na różnych forach większość naszego społeczeństwa uważa, że prawo postępuje z takimi "alimenciarzami" słusznie. Pisząc cokolwiek w obronie takich ludzi (np. wykazując represyjno-bestialsko-antyludzki charakter prawa w tym zakresie) dziennikarz naraża się - przypuszczalnie - większości społeczeństwa. A może większość ma tu jednak rację (i prawo jest słuszne), jak to w demokracji bywa?
 
    Dalej, jeśli osoba będąca "alimenciarzem" podejmie pracę, to pracodawca obetnie mu z wypłaty 60% i przeleje na konto komornika. Nie jest ważne, czy wypłata ta będzie wynosiła 20 000 zł, czy też 100 zł. "Alimenciarz" nie ma tu żadnej ochrony. Skoro ustalono już coś takiego jak pensja minimalna, czyż nie powinna być ona nie do ruszenia? W końcu ma to być z założenia kwota niezbędna do minimum egzystencji. Widocznie "alimenciarzom" żadne minimum się nie należy. Prawo uważa taki stan rzeczy za słuszny, ale nie koniec na tym! Otóż jeśli pracodawca zażyczy sobie przelewać wypłaty na konto, "alimenciarz" straci nie tylko owe 60%, ale także całą resztę, komornik zajmie bowie jego konto (o ile wiem, nie tylko może, ale musi to zrobić) i wyczyści je do zera. Innymi słowy, będzie pracować za darmo, w majestacie prawa. Minister zna ten stan rzeczy i mimo to twierdzi, że dłużnicy alimentacyjni korzystają z dostatecznej ochrony prawnej. Czy nie tym właśnie należałoby się zająć jako aferą? Gdzie są organizacje broniące przestrzegania praw człowieka? Czy złym pomysłem byłoby podanie kontaktów z tymi organizacjami? Dlaczego w Polsce dochodzi do legalnego pozbawiania ludzi całości ich wynagrodzenia? Polskie prawo dopuszcza jak widać pracę niewolniczą, i nikogo to nie interesuje. Zamiast o tym pisze się ilu to Żydów jest w polskich władzach... żenada...
 
    Dodam, że jeśli dłużnik alimentacyjny nie jest zarejestrowany jako bezrobotny, może trafić do więzienia. Jeśli się zarejestruje, musi przyjąć ofertę pracy, którą wskaże mu urząd pracy. Jeśli odmówi, straci status bezrobotnego, z wiadomym skutkiem. Chcąc zachować wolność, musi przyjąć ofertę, nawet jeśli pracodawca nie zapłaci mu inaczej niż przelewem na konto. Wówczas jednak straci 100% swojego wynagrodzenia i będzie pracował niewolniczo. Jeść będzie to, co wykopie na polu sąsiada, a ubierać się w to, co ukradnie ze sklepu. Za przejazdy do pracy nie zapłaci biletu, bo z czego, więc oprócz długu alimentacyjnego dojdzie mu dług tytułem nałożonych kar za przejazd bez biletu. Własnym samochodem nie pojedzie, bo przecież odbiorą mu prawo jazdy, zresztą z czego zapłaci obowiązkowe ubezpieczenie, o paliwie nie wspominając. Alternatywą jest zaś więzienie... I pomyśleć, że taki jest właśnie kształt prawa w kraju europejskim w drugim dziesięcioleciu III tysiąclecia, i nikogo to nie obchodzi.
 
    Jakby tego wszystkiego było mało, komornik może zabrać dłużnikowi dom (nawet jeśli ów spłaca powoli swoje zobowiązania wobec państwa, tj. wobec Funduszu Alimentacyjnego i innych podobnych instytucji), oczywiście samochód, meble, może go przeszukać, pozbawić go opału, domowych zwierząt (prawo precyzuje dokładnie, ile musi zostawić kóz, a ile krów!), a także gotówki, z wyjątkiem kwoty niezbędnej do przeżycia - uwaga - DWÓCH TYGODNI. A co potem? Jeśli akurat dostał pensję (do ręki, bo przecież nie na konto), która z biedą starcza na wegetację, to i tak może stracić połowę. Przeżyje może jakoś te dwa tygodnie, a dwa następne? Ma przetrwać bez jedzenie, picia, ogrzewania (opał też mu zabiorą!). Tak właśnie formułuje to prawo, i właściwie pozostaje tylko dziękować (Bogu, Allahowi, Światowidowi, może siłom natury...), że komornikom nie chce się istniejącego prawa rzetelnie egzekwować...
 
    Tak nawiasem mówiąc - czy słuszne z elementarnym poczuciem logiki jest dawanie komuś pomocy państwowej (zasiłku z OPS, zasiłku dla bezrobotnych, czy choćby tylko płacenie za niego kosztów ubezpieczenia) i jednocześnie uznawanie tej osoby za winną łożenia środków na swoje dzieci? Jeśli ktoś nie jest w stanie zarobić na samego siebie, a nasze państwo to widzi, urzędowo uznaje, i osobie takiej pomaga, to jak może jednocześnie spodziewać się, że taka osoba będzie miała środki, by zwrócić państwu to, co ono daje jego dzieciom z tego czy innego funduszu? Gdzie jest tu jakakolwiek logika? Czy w myśl elementarnych zasad praworządności nie powinno się anulować "alimenciarzom" wszelkich ich długów wobec państwa powstałych dlatego, że nie byli w stanie płacić alimentów w okresie, gdy byli bez dochodu i korzystali z pomocy państwa? Przecież jeśli ktoś raz wpadnie w pułapkę długów (które nb. od pewnego czasu są oprocentowane lepiej niż w najlepszym banku!), to nigdy się już z tego nie wydostanie i będzie wegetować do końca swego marnego życia. Dlaczego społeczeństwo na to pozwala, by w tak perfidny sposób niszczyć wiele cennych jednostek? Czy to przypadkiem nie jest forma społecznego, wulgarnego barbarzyństwa, dokonywana w majestacie prawa?
 
    No dobrze... dajmy spokój "alimenciarzom". Osoba bezrobotna podjęła się wykonywać działalność, z której może wyciągnąć jakieś 600-700 zł miesięcznie. Na jedzenie z biedą wystarczy, na mieszkanie już nie. Na początek wystarczy. Chce jednak żyć w zgodzie z prawem. Rejestruje się, i ochoczo płaci podatek. Wiele jej nie zabiorą, bo przecież przy takich dochodach powszechne zwolnienie podatkowe jest zauważalne. Zapłaci te swoje paręnaście procent... i będzie się cieszyć, że legalnie może zarabiać... STOP! A ZUS? Tu nie ma mowy o żadnych procentach! Jest konkretna trzycyfrowa kwota, i nie ma zmiłuj się. Nie zapłaci (bo wtedy cała praca straciła by sens, przestałaby przynosić jakikolwiek dochód), to spotkają ją represje, o których szkoda nawet mówić. Więc ma się wyrejestrować i pracowac nielegalnie, także narażając się na represje? Dlaczego ów słynny ZUS nie może być - tak jak podatek - procentowy (i to z powszechnym zwolnieniem!) a nie kwotowy? Nikogo nie obchodzi, że ten właśnie kwotowy ZUS powoduje, że setki tysięcy ludzi uciekają z tego nieszczęsnego kraju albo przechodzą do szarej (a raczej czarnej) strefy? Czy to przypadkiem nie jest afera prawa? Dawanie ludziom wyboru - albo pracujesz legalnie, nie masz żadnego zysku i jeszcze dopłacasz (ciekawe z czego...) - albo pracujesz nielegalnie, i państwo ma na ciebie haka, w każdej chwili mogą cię wsadzić... A powiem szczerze, rodzajów działalności gospodarczej przynoszących całkowity dochód rzędu najwyżej kilkuset złotych miesięcznie jest bardzo dużo. W obecnym stanie prawnym nie da się ich zalegalizować.
 
     Jeszcze przykład polskiej praworządności z całkiem innej beczki. Miasto X zafundowało sobie instytucję o nazwie (powiedzmy) Związek Komunikacji Miejskiej. Prawda, że instytucja ta nie posiada własnych środków przewozowych, organizuje jednak przetargi, i pod jej szyldem różni przewoźnicy organizują komunikację. Są jednak tacy, którzy widzą potrzebę zapewnienia dodatkowych przewozów, nieobjętych odgórnym planem ZKM-u, dlatego kupują minibus, i organizują przewozy konkurencyjne. ZKM - w majestacie prawa - nakazuje tym konkurencyjnym przewoźnikom, by ich pojazdy zatrzymywały się tylko na wybudowanych przez ZKM przystankach, wszelkie zatrzymanie się poza przystankiem w celu wymiany pasażerów jest karane mandatem (o wysokości 3000 zł, więc nie takim znów małym). Korzystanie z przystanków jest natomiast objęte odpowiednio wysokimi opłatami, które właściciele minibusów uiszczają w ZKM, czyli u konkurencji. Minibusiarze muszą też uzgadniać z ZKM-em swoje rozkłady jazdy tak, aby ZKM-owi się spodobały, i za takie uzgodnienie każdorazowo muszą ZKM-owi płacić. Mało to, na przystankach powinni wywiesić rozkłady jazdy, za odpowiednią opłatą. W nocy nieznani sprawcy rozkłady te niszczą, a za wywieszenie nowych pobierana jest kolejna opłata. Do tego dochodzą różne inne dziwne obciążenia finansowe (np. coś w rodzaju podatku drogowego za korzystanie z miejskich ulic), wszechstronne badania techniczne itd. Czy jest do pomyślenia w praworządnym kraju, by płacić konkurencji (cokolwiek)? W Polsce tak się właśnie dzieje - w majestacie prawa - i czy kogokolwiek to obchodzi?
 
    I jeszcze jeden przykład. Firma telekomunikacyjna X podpisuje umowę na świadczenie usług internetowych własnym kablem, i dodatkowo na usługę VOIP, czyli na telefonię internetową. Umowa jest ważna kilka lat, i zawiera klauzulę, że nie może być przed tym terminem rozwiązana. Ale pewnego dnia przychodzi informacja, że firma X sprzedała część swoich klientów (sic!) firmie Y, naturalnie z zachowaniem ważności wszelkich zawartych umów. Po niedługim czasie jednak firma Y wypowiada klientom usługę VOIP, pozostawiając w mocy całą resztę umowy (w tym cenę usługi). Oburzeni klienci próbują oddać sprawę do sądu, tu jednak okazuje się, że firma Y nie ponosi żadnej odpowiedzialności, a to z dwóch powodów. Po pierwsze, twierdzi, że nie jest w stanie zapewnić usługi VOIP z powodów technicznych (firma X mogła, posługując się dokładnie tą samą infrastrukturą). Jest to podobo przyczyna obiektywna (coś na kształt siły wyższej), i dlatego wszelki pozew byłby nieskuteczny. Po drugie, klient nie może żądać odszkodowania, bo (podobno) usługi internetowa i VOIP były w umowie potraktowane łącznie (tj. nie wiadomo, ile płacono za jedną, a ile za drugą), a ponadto VOIP była usługą zależną od internetu, a więc niemożliwą (!?) do wyodrębnienia. Jedyne więc, co klient mógłby zrobić, to zerwać umowę z firmą Y, ponosząc (wysokie) kary umowne. VOIPa i tak by tym sposobem nie odzyskał, bo na terenie miasta żadna inna firma telekomunikacyjna nie uzyskała pozwolenia (sic!) od władz samorządowych (wybranych w demokratycznych wyborach!) na doprowadzenie własnych łączy internetowych. Czy cała ta opowieść (którą być może nie relacjonuję z dokładnością wymaganą przy rozprawach sądowych, ale na pewno oddającą istotę rzeczy) mieści się w pojęciach praworządności i wolności gospodarczej?
 
    Jak to w ogóle jest z tym prawem koncesjonowania usług przez samorządy? Dlaczego firma A musi ubiegać się o koncesję, by móc w ogóle rozwinąć działalność na terenie miasta Z, dlaczego firma B musi wnioskować do sejmiku wojewódzkiego (sic!!!) o to, by uruchomić dodatkowy kurs (!) na linii autobusowej, którą obsługuje (w tym momencie nie wytrzymam, i dodam, że za tak zwanej komuny takich wymogów chyba jednak nie było...), i to kurs wykonywany tylko w niektóre dni tygodnia. Co to wszystko ma wspólnego ze szczytnymi hasłami konkurencji? Podobno wszystko jest zgodne z prawem... jeśli tak, to może tym prawem należałoby się zająć najpierw, a nie ludźmi, którzy wydają decyzje w oparciu o to prawo?
 
    Dlaczego za postawienie ławeczki przy grobie na cmentarzu komunalnym, na terenie dzierżawionym na 15 lat przez rodzinę zmarłego, żąda się dodatkowej, wcale nie niskiej opłaty? Jak to, wydzierżawiłem teren, i nie mogę na tym terenie ustawić ławeczki, którą przecież łatwo można usunąć, trudno ją więc uznać za jakiś trwały obiekt budowlany? Podobno jest to zgodne z prawem... I, całkiem już na koniec, jeszcze jeden przykład z dziedziny spraw ostatecznych. Oto dłużnik alimentacyjny chowa swojego zmarłego ojca. Otrzymuje z ZUS-u zasiłek pogrzebowy, który jest wolny od komorniczego zajęcia (podobno). ZUS powiada, że pieniądze przeleje w ciągu 3 tygodni na konto, albo wypłaci gotówką, ale w ciągu trzech miesięcy. Przedsiębiorca pogrzebowy dał miesiąc na zapłacenie za pochówek, dłużnik nie ma więc wyjścia, i wskazuje swoje (tajne) konto. ZUS owszem, przelewa tam zasiłek, ale wcześniej donosi (sic!!!) o tym komornikowi. Ten ostatni konto zajmuje, i to do jego rąk trafia zasiłek. W uzasadnieniu twierdzi, że pieniądze przestają być zasiłkiem z chwilą, gdy trafiają na konto, bo odrywają się od źródła...    
 To są prawdziwe afery prawa, a nie to, że prokurator Iksiński wziął łapówkę od gangstera Igrekowskiego! Bo tak naprawdę, co z tego ma przeciętny obywatel? Niestety, na te afery nie ma chyba mocnych. I ludzi sprawy te nie interesują na ogół... chyba że sami padną ofiarą. Wtedy zaczynają rozumieć, że żyją w państwie gorszym niż okupacyjne... ale jest już za późno. I znikąd nie mają pomocy, zresztą sami nie byli skłonni jej udzielić innym, gdy jeszcze to nie oni byli dotknięci represjami naszego demokratycznego państwa.     Pozdrawiam gorąco, licząc, że nie udało mi się zanudzić na śmierć, a może nawet udało czymś zainteresować...

G.J.

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.

~galonim
04-06-2012 / 14:51
Z blokadą konta to bzdury. Komornik nie może zająć 100% stanu konta. Musi pozostawić środki niezbędne do życia, w 2011r. było to ok 15000 zł. Jeśli bank pośpiesznie zablokuje wszystkie środki na koncie, to wystarczy napisać reklamacje i mają obowiązek odblokować. Oczywiście po przekroczeniu obrotu w kwocie "niezbędnej do życia" konto zostanie zablokowane ponownie.
~wlos
23-01-2011 / 21:58
@Włos Czy Ty nie potrafisz nauczyc sie na bledach? Skoro cos takiego nie zadzialalo dla ciebie w poprzednich wyborach dlaczego uwazasz, ze teraz mialoby? Sprobuj szczescia na onecie, moze tam znajdziesz odpowiednich sluchaczy, tutaj ich nie szukaj.
~EUSTACHY DZIAMDZIAK
23-01-2011 / 15:30
$UPER OKAZJA BEZPŁATNIE WYGRAJ SAMOLOT, SZYBOWIEC, SAMOCHÓD I INNE CENNE NAGRODY! DROGI PRZYJACIELU / DROGA PRZYJACIÓŁKO, Fakt, że zainteresował Cię ten temat dowodzi, że jesteś rozsądną osobą – więc czytaj dalej. Teraz chcę Ci zaproponować coś co odmieni Twoje życie. Wyobraź sobie, że mieszkasz w normalnym kraju, we własnym domku z pięknym ogrodem, w garażu stoi samochód Twoich marzeń, a w przydomowym hangarze jakiś prywatny statek powietrzny. Np. mały śmigłowiec – amerykański Robinson R-22 lub mały samolot Cessna, Mooney, czy Bellanca, albo Commander. Oczywiście w domu masz szybki, szerokopasmowy internet i wszelkie inne udogodnienia. Pieniądze zarabiasz prowadząc mały dochodowy biznes we własnym domu. Wakacje spędzasz odwiedzając egzotyczne kraje, a z Twojej twarzy nigdy nie znika uśmiech. Przyznasz że fajnie jest tak pomarzyć. Ale to nie marzenia. Wszystko to stanie się rzeczywistością. Oto jedyna okazja w Twoim życiu. Te marzenia staną się rzeczywistością, jeżeli tylko zadasz sobie trochę trudu. Wystarczy, że poprzesz ROMANA WŁOSA na prezydenta RP w wyborach w 2015 roku. Musisz wiedzieć, że aby ROMAN WŁOS mógł kandydować, musisz się wpisać na listę poparcia i pomóc mu zdobyć 100,000 (sto tysięcy) podpisów. Przyznasz, że niewiele. Nie przegap takiej okazji. Już dziś pobierz BEZPŁATNY formularz listy poparcia – formularz pobierz – tutaj. Otrzymany formularz skopiuj w jak największej liczbie egzemplarzy i rozpowszechniaj gdzie się tylko da. Złóż tam Twój podpis oraz zbierz podpisy od przyjaciół i znajomych. Wypełniony formularz wyślij na adres – ROMAN WŁOS, Box 1328-wp, 40-001 KATOWICE, POLAND. Skopiuj także cały ten tekst, który teraz czytasz i rozpowszechniaj go w tak dużej liczbie egzemplarzy jak to możliwe. Wysyłaj e-maile do znajomych i nieznajomych, wysyłaj do gazet i innych mediów, zamieszczaj ten tekst na forach internetowych i w księgach gości. Dziękuję Ci za czas poświęcony na przeczytanie tego listu. Przesyłam pozdrowienia i życzę wszystkiego najlepszego. ROMAN WŁOS (kandydat na prezydenta RP 2015, dumny, bo od zawsze BEZPARTYJNY) tel. +48 662 620 163 www.romanwlos.cba.pl romanwlos.wordpress.com p.s. Każdy kto wpisze się na listę poparcia weźmie udział w BEZPŁATNYM losowaniu cennych nagród takich jak samochody, samoloty, szybowce, komputery, RTV/AGD, itp. – każdy coś wygra – szczegóły niebawem w mediach, dlatego nie zwlekaj
~Peter
23-01-2011 / 12:59
Jesteście zwykłymi lemingami!!! Podobno 70% ludzi w Polsce nie rozumie tego co czyta. I to widać niestety wszędzie gołym okiem, tutaj również. pisze prawdę najprawdziwszą. Nie widziecie sarkazmu i kpiarstwa przedstawionego w sposób dramatyczny, bo w pierwszej osobie?? Brawo "polityk b urzędnik"!!!!
~fiut8
23-01-2011 / 00:06
urzedasy to banda tchorzliwych pasozytow co zyja z podatkow innych,trzeba pozbyc sie tego ciezaru,bo bedzie gorzej.
~gość
22-01-2011 / 22:37
Gosciu nie rób w moim imieniu błędow ortograficznych
~gdyn
22-01-2011 / 21:42
Z tym zanudzeniem na śmierć w aspekcie ostatniego wątku o pochówku - to dziesiątka! Jeśli tak jest, jak opisano, to jest skandal sam w sobie, czyli ta sprawa powinna być opisana osobno (jak parę innych) i rozesłana osobno do wszystkich świętych. W tej masie problemów, każdy z nich zaginął. Ale widać, że afery są w każdej dziedzinie - pozdrawiam Autora!
~gosc
22-01-2011 / 18:16
Ty były urzędasie, postrasz ze siebie. Uwazaj zeby to ciebie nienamierzono za grosby. Boisz się szczurze
~odcisk
22-01-2011 / 16:49
Jest jeszcze gorzej -bywa i tak, że zaszczuty i osaczony "alimenciarz" zwróci się do kogoś kto może mu realnie pomóc w jego problemach, wówczas "alimenciarz" zostaje zamordowany. [sic!] Żeby było "zabawniej" i nie ścigać morderców, to cztery lata po śmierci "alimenciarza" zostaje wszczęte postępowanie karne, w którym nieżyjący "alimenciarz" występuje w roli podejrzanego. [sic!]
~obi one
22-01-2011 / 16:04
Dobry artykul / list do redakcji. Oby takich wiecej tutaj. Trzebaby zeby ktos podal do niego link dziennikarzom z innych mediow, moze ktorys z nich by pociagnal temat (watpliwe, ale sprobowac trzeba). A takze wyslac go do poslow (99.9% nawet nie odpowie, ale moze ten 0,1% wystarczy?).