Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
26 października 2021
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 29-09-2011

Dlaczego prywatna służba zdrowia nie będzie efektywna?

Lobby koncernów, lobby szczepionkowe, korupcja, złodziejstwo i ludzka głupota, a do tego niepotrzebna struktura administracyjna NFZ, to główne kierunki marnotrawstwa pieniędzy w służbie zdrowia. Jeszcze większym problemem jest prywatyzacja, a nawet samo wprowadzenie mechanizmów rynkowych! Dla wielu czytelników trudno będzie ten argument zaakceptować, więc zapraszam do lektury artykułu.

            Dlaczego prywatna służba zdrowia nigdy nie będzie efektywna? Odpowiedź na te pytanie jest równocześnie odpowiedzią, dlaczego prywatna służba zdrowia w USA w przeliczeniu na głowę mieszkańca jest 3,4 raza droższa, niż w sąsiedniej Kanadzie, gdzie jest państwowa służba zdrowia (http://www.consumeraffairs.com/news03/health_costs.html). I to pomimo faktu, że aż 11% obywateli USA nie ma w ogóle dostępu do służby zdrowia. Nic dziwnego, że sami Amerykanie starają się odejść od tego systemu, choć wątpię, by znali przyczynę tego stanu.

            Mam to szczęście, że pracuję w gigantycznym koncernie międzynarodowym, więc posiadam potrzebną wiedzę praktyczną. Można sobie wyobrazić, że wszystkie, wiele dziesiątek zakładów produkcyjnych w koncernie produkuje pełną gamę produktów. Technicznie jest to wykonalne, ale problem w tym, że należałoby wtedy mieć mnóstwo maszyn i urządzeń, wiele budynków i całą armię pracowników. To wszystko kosztuje olbrzymie pieniądze, a ekonomiści taką sytuację nazwaliby wprost głupotą. Klientów także odstraszałaby cena takich produktów. W rezultacie wszystkie zakłady tworzą komplementarną wobec siebie sieć produkcyjną, co pozwala zachować wysoką jakość przy dość niskim koszcie produkcji, tzw. efekt skali.

            Jak to się ma w odniesieniu do służby zdrowia? Reforma Buzka z 1999r. wprowadziła publiczną służbę zdrowia i reguły rynkowe. Oznacza to, że każdy pojedynczy szpital musi, zgodnie z regułami rynkowymi, samodzielnie oferować jak najszerszą gamę usług medycznych. Nie ma czegoś takiego, jak komplementarność pomiędzy poszczególnymi szpitalami. Na poziomie podstawowej służby zdrowia, np. w przychodniach nie ma takiego problemu, bo w każdej z nich musi być pełna gama usług podstawowych. Problem zaczyna narastać w przypadku usług o wyższym stopniu specjalizacji. Gospodarka rynkowa premiuje te szpitale, które mają najlepszą, czytaj: najszerszą ofertę. By tak było, szpital musi oferować wysoko specjalistyczne, mniej popularne usługi, niezależnie, czy będzie na nie popyt gwarantujący chociażby zwrot poniesionych kosztów. A te koszty, to wysokiej klasy specjaliści, sprzęt i odpowiednie pomieszczenia. To wszystko praktycznie w każdym szpitalu, więc nie ma ani efektu skali, ani komplementarności usług pomiędzy szpitalami.

W modelu amerykańskim, tzw. rynkowym/prywatnym, każdy szpital, lub grupa kilku szpitali dąży do oferowania jak najszerszej gamy usług medycznych, a szpitale dążą do maksymalizacji oferty tych usług. Inwestują, więc w kadrę, specjalistów, sprzęt i pomieszczenia praktycznie w każdym szpitalu, a przynajmniej do tego dążą, by nie być gorszymi od konkurencji. W przeciwnym przypadku tamtejsi ubezpieczyciele będą zawierać kontrakty z konkurencją. Posiadanie za wszelką cenę maksymalnej liczby usług w każdym szpitalu kosztuje i to jest odpowiedź, dlaczego Amerykanie na służbę zdrowia wydają ok. 3,4 raza więcej, niż Kanadyjczycy.

W modelu kanadyjskim, z państwową służbą zdrowia, podstawowa opieka medyczna jest w każdym ośrodku. Usługi o wyższym stopniu specjalizacji są lokowane w znacząco mniejszej liczbie ośrodków, aż po te najbardziej specjalistyczne, zlokalizowane w ośrodkach akademickich. W tym systemie potrzeba mniej ośrodków wysoko specjalistycznych, co znacząco obniża koszty kanadyjskiej służby zdrowia. Mniej popularne usługi wysoko specjalistyczne mają większy zasięg terytorialny, a więc mają odpowiednio wysoką liczbę pacjentów, co poprzez efekt skali przekłada się na niski koszt jednostkowy – taki efekt nie występuje w prywatnej służbie zdrowia. Szpitale nie konkurują ze sobą zakresem oferowanych usług, lecz ich jakością, wiec nic dziwnego, że poziom zdrowia Kanadyjczyków jest na znacząco wyższym poziomie, niż poziom zdrowia Amerykanów.

Jak powyższe ma się do polskiej, publicznej służby zdrowia? Reforma z 1999r. wprowadzała zasady rynkowe do wszystkich szczebli systemu służby zdrowia, ze skutkami, jak wyżej, w modelu amerykańskim. Podkreślmy słowo „publiczna”, bo publiczna nie oznacza państwowa. W rezultacie w polskich szpitalach jest mnóstwo sprzętu prawie nigdy nie wykorzystywanego. Mało tego, w szpitalach zalega sprzęt za 3,5 mld. zł, który nigdy nie był wykorzystywany i nie będzie (http://biznes.onet.pl/zmarnowane-miliony-na-szpitalna-aparature,18570,4772763,1,prasa-detal)! Wyniki z kontroli NIK są porażające: http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,7545207,NIK__Sprzet_w_szpitalach_zagraza_pacjentom__Dobry.html. Prywatyzacja nie jest więc cudownym panaceum na problemy polskiej służby zdrowia. Nie ukróci ona nawet zwykłego złodziejstwa, czego dowodzą doświadczenia amerykańskie: http://biznes.onet.pl/opieka-zdrowotna--kopalnia-zlota-dla-oszustow,18570,3110183,1,news-detal, gdzie złodzieje z tamtejszego systemu kradną ok. 100 mld. USD/rocznie.

NFZ do likwidacji.

NFZ, jeden z kierunków wycieku pieniędzy z systemu polskiej służby zdrowia. Potężna i kosztowna struktura administracyjna zajmuje się prawie wyłącznie kontraktowaniem i rozliczaniem usług medycznych. Jest to zbędna struktura administracyjna, więc z powodów oszczędnościowych winna być jak najszybciej zlikwidowana.

Państwo nie ma absolutnie żadnych mechanizmów i uprawnień, by kontrolować efektywność zarządzania poszczególnymi placówkami. Kontrolowaniem zarządzania w pojedynczych szpitalach mają zajmować się właściwi terytorialnie starostowie. Praktyka nie ma jednakże nic wspólnego z założeniami i z definicji ogranicza się do kwestii personalnych. Czasami kwestie personalne przyjmują postać patologii, o czym mogę powiedzieć na przykładzie jednego ze szpitali, gdzie właściwy terytorialnie starosta zażądał, by dyrektor miejscowego szpitala zatrudnił na ważnym stanowisku dotychczasowego pracownika kwiaciarni za 16 tys. zł/mies. – pracownik jest członkiem tej samej partii, do której należy starosta. Nazwa opcji politycznej nie ma w tym przypadku znaczenia, bo jestem wręcz przekonany, że podobna praktyka jest powszechniejsza, niż się nam to wydaje, więc „wyróżnianie” tylko jednej partii może być wręcz krzywdzące.

Polska służba zdrowia zabija niemowlęta i dorosłych, okrada obywateli i marnotrawi pieniądze … Czy mamy korupcję i złodziejstwo?
Pewne osoby i instytucje kupują za „parę groszy” na Zachodzie wycofane tam patenty na przestarzałe i nieskuteczne lekarstwa, rozpoczynają ich produkcję w Polsce i dziwnym trafem te specyfiki trafiają na listę leków refundowanych, w dużej mierze płatnych z budżetu. Dodajmy, że bez refundacji ceny takich leków są wysokie. Ktoś musi takie leki wpisywać na listy leków refundowanych? Należy te niecne praktyki ukrócić, a w systemie pozostaną miliony, jeśli nie miliardy złotych rocznie.

            Słowo „rekultywacja” jest używane przez ekologów, jako przywrócenie środowisku zdewastowanych, zniszczonych terenów. Stan polskiej służby zdrowia można określić krótkim terminem – „totalna dewastacja”. Reforma z 1999r. przekształciła państwową służbę zdrowia w publiczną, a kolejne modyfikacje idą w kierunku modelu prywatnej służby zdrowia (amerykanizacja), bo według zwolenników prywatyzacji, „państwowa służba zdrowia to syf, kiła, malaria i komary widliszki, czyli brud, smród i ubóstwo, a do tego gigantyczne, wieloletnie kolejki”. Na drugim biegunie pokazuje się miraż prywatnej służby zdrowia, gdzie zawsze jest miły, kompetentny personel, brak kolejek oraz wysoka jakość usług. Ja tylko się spytam rządzących, „KIEDY PRYWATNE SZPITALE W POLSCE OSIĄGNĄ POZIOM PAŃSTWOWYCH SZPITALI W NIEMCZECH”? Kto był w Niemczech, rozumie to pytanie.

 

Piotr Solis

Więcej:
Bill Gates, szczepionki i depopulacyjny spisek - kolejny globalny przekręt, czyli światowa eugenika?
To nie CO2 zmienia klimat a klimat decyduje o ilości CO2.
Globalne ocieplenie? - szczyt klimatyczny? - pakietowy zakup prawa do emisji CO2 - czyli dwutlenku węgla ? - to tylko kolejny żydowski przekręt na kasę?
Globalne ocieplenie to oszustwo robione pod zamówienie?

Świńskie oszustwo nowa grypa może się okazać jedną z największych afer korupcyjnych na świecie

Podpalenie magazynów krakowskich zakładów farmaceutycznych Pliva - globalizacja przemysłu farmaceutycznego...

Polecam sprawy poruszane w działach:
SĄDY PROKURATURA ADWOKATURA
POLITYKA PRAWO INTERWENCJE - sprawy czytelników

Tematy w dziale dla inteligentnych:
ARTYKUŁY - tematy do przemyślenia z cyklu: POLITYKA - PIENIĄDZ - WŁADZA

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.

~sympatyk
12-10-2011 / 22:07
"Mam to szczęście, że pracuję w gigantycznym koncernie międzynarodowym, więc posiadam potrzebną wiedzę praktyczną. Można sobie wyobrazić, że wszystkie, wiele dziesiątek zakładów produkcyjnych w koncernie produkuje pełną gamę produktów. Technicznie jest to wykonalne, ale problem w tym, że należałoby wtedy mieć mnóstwo maszyn i urządzeń, wiele budynków i całą armię pracowników. To wszystko kosztuje olbrzymie pieniądze, a ekonomiści taką sytuację nazwaliby wprost głupotą. Klientów także odstraszałaby cena takich produktów. W rezultacie wszystkie zakłady tworzą komplementarną wobec siebie sieć produkcyjną, co pozwala zachować wysoką jakość przy dość niskim koszcie produkcji, tzw. efekt skali". Nie bardzo rozumiem. Aby produkować całą gamę produktów trzeba mieć sporo maszyn i pracowników. Cóż można tu zmienić? Oczywiście można produkcję przenieść z USA do Polski lub Chin, ale chyba nie o to tutaj chodzi, zwłaszcza że bezrobocie by wzrosło w USA. Leki podobnie jak samochody, trzeba produkować z głową.
~Ola
30-09-2011 / 22:25
płaca sprzątaczki w NFZ to 2500 netto, referentka od 4000 wzwyż ( te za 4 tys. są oburzone, że koleżanki mają większe "plecy" i mają za tą samą robotę po 7-8tys). Pracę dostaje się wyłącznie po znajomości, np. ordynator jednego z gdańskich szpitali załapał fuchę w NFZ i dał pracę siedmiu swoim byłym pielęgniarkom. Pracują teraz jako referentki, jedna nawet w kontroli.
~kwantl
30-09-2011 / 15:31
PT Autor nie ma zielonego pojęcia o modelu funkcjonującym w USA, nazywanie tego rynkowym, prywatnym systemem lecznictwa jest aberracją.