Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
26 listopada 2020
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 20-05-2011

Czy Szwejk mógłby zostać patronem naszej Temidy?

„Angora” (8 maja 2011) cytuje prof. Zbigniewa Jaworowskiego (w notce błędnie wpisano nazwisko jako „Jaworski”), wspominającego czarnobylską katastrofę sprzed ćwierćwiecza i pewnego pracownika Centralnym Laboratorium Ochrony Radiologicznej stacji (CLOR) – „Jeden człowiek, który miał dość przytomności umysłu, żeby złamać procedury. Był pracownikiem współpracującej z CLOR meteorologicznej w Mikołajkach. Podczas swojego dyżuru zauważył, że strzałka pomiaru promieniowania beta nagle wyszła poza skalę. Pomyślał więc, że zepsuła się aparatura, bo niczego takiego w życiu nie widział. Co ciekawe, w podobnym czasie identycznie zareagował jego fiński kolega. Ale nasz pracownik był na tyle inteligentny, że złamał procedury, które nakazywały sprawdzanie filtrów z urządzeń pomiarowych w każdą sobotę. A była przecież niedziela w nocy, więc powinien je sprawdzić dopiero za tydzień. Jednak ten człowiek przed 7 rano w poniedziałek zdjął filtr i zmierzył go. Wtedy odkrył koszmarną radioaktywność i natychmiast powiadomił o tym CLOR. Tak się zaczął Czarnobyl w Polsce”.

Procedury opracowywane są dla ludzi sumiennych, którzy w imieniu zakładu pracy (czasami nawet w imieniu Państwa) wykonują swoją monotonną pracę i nie muszą specjalnie ruszać kiepełą, aby zwierzchnicy uznawali, że pracują poprawnie – po prostu wykonują pracę zgodnie z opracowanymi procedurami. Praca wykonywana jest solidnie, bez emocji i niemal z pewną gwarancją, że nic nieprzewidzianego się nie wydarzy (i co równie ważne – nikt nie będzie miał pretensji do sposobu wykonywania obowiązków), bowiem procedury są owocem wieloletnich rozważań, obserwacji i ustaleń, zatem są głęboko przemyślane (a przynajmniej takimi być powinny).

Jeśli filtry miały być sprawdzane w każdą sobotę, to przeciętnie inteligentny pracownik powinien sprawdzać je w soboty, nie zaś w inne dni tygodnia. Jednak profesor chwali złamanie procedury przez inteligentniejszego rodaka z instytutu, który - niezgodnie ze zwyczajami - wykroczył poza zasady i wykonał swoją pracę, omijając ustalone standardy. Podjął ryzyko, że zwierzchnicy go zganią za przesadną rzetelność, a przynajmniej za nadzwyczajne przejęcie się rolą, czego nie biorą pod uwagę procedury.

Jeśli kolejarz, pilot, saper, policjant złamie procedury, wykazując się zdolnościami logicznego myślenia, to może uratować komuś życie, ryzykując otrzymaniem nagany za nieprzestrzeganie procedur, zaś w przypadku niepowodzenia swej inicjatywy, może stracić życie albo narazić inne osoby na wielkie nieszczęście.

Czym kierował się zatem Sąd Okręgowy w Gdańsku (sprawa IC 692/09), a właściwie - konkretny sędzia oraz inni, ogólnie szanowani, sędziowie, rozpatrujący wniosek o apelację od wydanego wyroku?

Popełniono szereg błędów, które albo były niezgodne z polskimi procedurami sądowymi, albo niezgodne z unijnymi, albo – co gorsza – były zgodne z nimi, lecz kilka osób nie zauważyło braku logiki w postępowaniu gdańskiego wymiaru sprawiedliwości.

Bo że pewna trójmiejska pisarka wpisała na dwóch portalach (Nasza Klasa oraz Salon24), iż niejaki MN założył dodatkowe dwa konta (pod nazwiskami AZ oraz JK), to może się każdemu nerwusowi w internecie przydarzyć – w końcu nie takie bzdury są tam wypisywane. Nawet można ją zrozumieć, kiedy będąc pewna swego odkrycia (że MN=JK), postanowiła zmienić (czyli sfałszować!) podpis JK na MN pod zacytowanym komentarzem owego JK, choć już w tym momencie powinien zadziałać system ochrony, który zawiódł na całej linii ze strony admina NK (po otrzymaniu wiadomości o fałszerstwie, obiecali, że zajmą się sprawą i że udzielą wyjaśnień, jednak przez ponad dwa lata, czyli do chwili obecnej, nie wywiązali się ze swej obietnicy).

Najgorsze było jednak to, że pisarka (wespół ze swoim adwokatem) zażądali przeprosin od MN, 20 tys. zł zadośćuczynienia i wycofania z internetu jego artykułów omawiających jej niegodne postępki (zniesławienie na szkodę MN, że miał on dwa dodatkowe konta oraz sfałszowany przez nią podpis i parę wykroczeń poza eleganckie ramy dopuszczone przez regulamin NK).

Krótko pisząc – autorka dzieła „Symfonia” narozrabiała i udała się do dwóch sądów, aby bronić swojego poszarganego a (podobno) dobrego (jak uważała, a z czym można z powodzeniem zapolemizować) imienia, które sama utraciła, kiedy to jako pierwsza popełniła swe przewiny na szkodę MN oraz kiedy to pofolgowała sobie podczas dowcipkowania.

I cóż uczynił sędzia? I tu zaczyna się farsa w wykonaniu sądu. Mimo że otrzymał od MN oświadczenie, że miał i ma na NK wyłącznie jedno konto (na swoje dane osobowe) oraz wyraźne sugestie, że to pisarka go zniesławiła i dokonała fałszerstwa, przyjął jej zeznania jako jedynie prawdziwe i wydał wyrok skazujący MN, zaś jej fałszerstwo uznał za omyłkę, co całkowicie może podważyć szacunek wobec Temidy, która powinna – z zasady – stać na straży uczciwego i bezstronnego interpretowania faktów.

A jakie jeszcze sędzia popełnił błędy? Otóż nie uznał zwolnienia lekarskiego wystawionego przez „zwykłego” lekarza ze szpitala i nie przesunął pierwszej rozprawy, bowiem jego wysublimowany rozum (oparty na opracowanych procedurach) nie uznał, że może dokonać czynności, która w sposób przyjazny wybiegałaby poza ramy nakreślone przez standardy obowiązujące w naszym „przyjaznym” polskim sądownictwie.

Ponieważ nie było wniosku o odroczenie procesu, to sam sędzia nie mógł wpaść na ten zbyt prosty pomysł, aby coś konstruktywnego wymyślić w sytuacji, kiedy to pozwany ma zawał i operację, zatem nie ma głowy na jakieś proceduralne wybiegi. Oczywiście inteligencja polskiego sędziego nie jest przystosowana do tak niecodziennych i nieprzewidywalnych sytuacji. Zapewne, gdyby operacja się nie udała, to sędzia znalazłby jednak jakieś rozsądne rozwiązanie (pewnie procedury to przewidują), ale udała się, zatem nie musiał.

Prawdopodobnie na żadnych studiach, kursach i doszkalaniu nie omawiano takich przypadków, zatem – wzorem lotniczych symulatorów – polska Temida powinna niniejszy przypadek dokładnie omówić ze swoimi specjalistami i studentami, aby w przyszłości unikać podobnych wpadek.

Z tego samego powodu nie musiał przekładać drugiej rozprawy, kiedy to pozwany wysłał kolejne zwolnienie lekarskie (okazuje się, że o równie zerowej wartości dla polskiego sądu, jakże „przyjaznego” naszego państwa) oraz informację, że w dniu tej rozprawy będzie w sanatorium. Procedury nie nakazywały nadzwyczajnego wytężenia umysłu naszemu sędziemu, zatem – mając przepełniony program swoimi procesami – nie czuł się w obowiązku pomóc ciężko choremu obywatelowi III RP, bowiem to wykraczało poza jego sądowe posłannictwo.

Obowiązki takie mają inni obywatele (kiedy na drodze zauważą wypadek - muszą pomóc), ale sędzia ich nie miał, bo ma swoje ściśle opracowane procedury, które polska Temida kształtowała przez setki ostatnich lat, a najbardziej pracowicie bodaj pomiędzy latami 44 – 89.

Ponadto sędzia mógł poinformować obywatela, że ogłoszenie wyroku odbędzie się 18 grudnia 2009, ale zapewne nie musiał, zatem takie wieści przekazał tylko pisarce (której się przywidziało, że pozwany miał konta, z których ją obrażał) i jej adwokatowi, natomiast całkowicie zignorował... pozwanego! I to – podobno – jest zgodne z polskimi procedurami, a może nawet z polskim poczuciem sprawiedliwości! Jeśli tak, to wzorem rozróżniania krzesła od krzesła elektrycznego oraz demokracji od demokracji socjalistycznej, zaproponujmy odróżnianie sprawiedliwości od polskiej sprawiedliwości. Może ważni polscy prawnicy zabiorą się za zlikwidowanie tego idiotyzmu godnego filmu Barei lub powieści Haszka? Szwejk nie powinien być patronem polskiej Temidy!

I kiedy poszkodowany dziennikarz uznał, że pisarka zrozumiała swój błąd i że wycofała swoje kuriozalne, niecne a bezpodstawne oskarżenia, w marcu 2010 tenże pozwany otrzymał wezwanie do kolejnego sądu, tym razem w sprawie karnej, czyli już jako... oskarżony. Tamże, w kwietniu, na korytarzu, tuż przed inauguracyjną rozprawą, dowiedział się od adwokata pisarki (można powiedzieć – przypadkiem), że cztery miesiące wcześniej, 18 grudnia 2009, został wydany na niego wyrok w imieniu III RP.

Podczas swoich zeznań, pisarka przedstawiała swój dedukcyjny dowód, według którego MN miał ją obrażać jako JK. I żaden sędzia nie wpadł na pomysł, aby sprawdzić to u źródeł. Dopiero sama pisarka, jesienią 2010 (rok po zapadnięciu wyroku!) złożyła wniosek, aby w końcu dowieść, że MN wpisywał się jako JK i że jej dedukcyjny dowód jest więcej wart niż funt kłaków. Co na to wymiar sprawiedliwości - wyrok wszak zapadł przed wyjaśnieniem wszelkich wątpliwości!

Oczywiście, każdy może składać takie wnioski, badać mogą to najlepsi polscy śledczy, ale nic przestępczego nie wykażą, bowiem MN miał i ma jedno konto na NK, zatem wszelkie poszukiwania innej prawdy są skazane na niepowodzenie, zaś poniesione koszty tych analiz powinna ponieść konfabulująca pisarka. Mało tego – polski sąd uznał, że zniesławienie, polegające na wykazywaniu przez pisarkę równości MN=JK, zostało przedawnione, bowiem sędziowie w swej oryginalnej inteligencji doszli do wniosku, że termin przedawnienia liczony jest od pierwszego zniesławienia, nie bacząc, że do chwili obecnej, pisarka powtarza swoje bzdurne teorie - nadal uważa, że MN zarejestrował się jako JK i z tego konta ją niemożebnie postponował.

Co ciekawe, sądowi nie przyszło do głowy zbadać ważny wątek – dlaczego zniesławiając MN, pisarka zrezygnowała z oskarżenia, iż MN miał także konto na dane AZ? Przecież publicznie także zniesławiała go równością MN=AZ i co? Sędziego nie zaintrygował fakt, że wycofała się z tego zarzutu? Nie zastanowiło go - jakie jest prawdopodobieństwo, że zarzut MN=JK jest wiarygodny, choć z zarzutu MN=AZ cichaczem się wycofała? Jeśli ktoś twierdzi, że pewien gość przebrał się za dwóch złodziei, a potem wycofał się z jednej wersji, to czy owo wahnięcie nie powinno zostać szczególnie starannie zbadane przez wnikliwego sędziego? Ale nasze sądy mają zbyt mało czasu na takie analizy – znacznie łatwiej im udaje się ciągnąć latami sprawy, które zostały zakończone wyrokiem skazującym na podstawie fałszywych danych (zeznań). Tu nasze sądy działają po mistrzowsku – nie ma mądrego rodaka, który by przerwał wymianę inteligentnych pism, które szermują bardzo mądrymi (często niezrozumiałymi) formułami z kodeksów, ale z nich nic konkretnego nie wynika: to strata czasu i wigoru sędziów, którzy są potrzebni społeczeństwu w znacznie ważniejszych procesach! A ile takich pism jest wysyłanych na koszt podatników, to niech wystarczy za odpowiedź przykład z 16 maja 2011 – listonosz przyniósł... cztery listy polecone.

Parokrotne odrzucanie wniosku o apelację, to doprawdy najwyższego lotu przebłyski prawniczej inteligencji absolwentów wydziału prawa. Otóż sędziowie sądu apelacyjnego dochodzili do genialnej konkluzji – nie będzie apelacji, bowiem wniosek o nią został złożony po terminie przewidzianym prawem. Wzięli kasę za orzeczenie, które mógł wydać pracownik ochrony, kontrolujący wchodzących do sądu (albo co najwyżej student prawa podczas wakacji) – na opisaną sytuację (że pozwany został poinformowany o dacie wydania wyroku oraz o jego wydaniu, przez mecenasa pisarki dopiero po 120 dniach od zapadnięcia wyroku i że wcześniej po prostu nie miał podstaw ku wniesieniu apelacji), uczeni nasi apelacyjni sędziowie nadal uważają, że termin został przekroczony i nie będzie apelacji (dialog z polską Temidą III tysiąclecia wygląda mniej więcej tak -  wyjaśnia się jej, że „informację o wyroku przyjęto po kilku miesiącach i dopiero wówczas można apelować”, a ona –„to po terminie”; „ależ nie można było złożyć wcześniej wniosku o apelację, bowiem nic o nim nie wiedziano”, a ona – „odrzucam, bowiem jest po terminie”). No – przedstawiciele Temidy, to prawdziwi geniusze, których należy nominować do nagrody w kategorii Inteligent Roku! Przecież oni zapętlili się niczym program komputerowy i prawdopodobnie sam minister sprawiedliwości powinien zresetować to towarzystwo, bowiem mają procedury, których nijak nie mogą przejść.

PS Czterech kanadyjskich policjantów stanie przed sądem za składanie fałszywych zeznań. Z paralizatorów zabili naszego rodaka, co zostało sfilmowane i upublicznione, ale nie dość, że w kompromitujący sposób próbowali obezwładnić Polaka, to jeszcze w niegodny (i to Kandyjskiej Królewskiej Policji Konnej!) sposób składali fałszywe zeznania. Po latach, kanadyjska Temida zajmie się w końcu sprawą owych policyjnych kłamców. Autorka „Symfonii” dwa lata temu publicznie skłamała, że MN miał dwa dodatkowe konta (na nazwiska AZ oraz JK) i sfałszowała podpis, a kiedy to (oraz inne dziwne zachowania pisarki) opisano, wznieciła dwa procesy w gdańskich sądach oraz parokrotnie składała fałszywe zeznania o tych kontach, czym wprowadziła gdańskie sądy w błąd, przez co jeden z nich popełnił sądową pomyłkę. Ponadto pani ta zeznała, że NIGDY nie napisała pikantnego żartu, co już powinno spowodować zapalenie ostrzegawczego światełka w czujnych głowach sędziów, bowiem łatwo można sprawdzić, że kilka takich „perełek” jednak napisała i to co najmniej wulgarnawych, jeśli nie wulgarnych, a co dopiero pikantnych. Można zatem zapytać sędziów – jak to jest możliwe, że dają wiarę obywatelce, która nie jest wiarygodna (wręcz kłamie!) i dlaczego aż tak niefrasobliwie wydają wyrok na niekaranym dotąd obywatelu, który nie dopuścił się żadnego kłamstwa w swoich artykułach? Jak można było wydać taki wyrok, nie dochowując szczególnej staranności i rzetelności? Co ciekawe – to sąd właśnie dziennikarzowi zarzucał brak rzetelności podczas opracowywania swoich felietonów! Tak jak sprawa owych policjantów, tak sprawa pisarki, powinna być nagłośniona w aspekcie składania fałszywych zeznań przez obywateli, którzy powinni świecić przykładem w swoich środowiskach - kanadyjscy policjanci za oceanem oraz u nas polska pisarka, która nie tylko tworzy swe znakomite dzieła, ale także doktoryzuje się i jest wykładowczynią, zatem powinna w szczególny sposób traktować swoją wychowawczą misję w każdych warunkach, także podczas wymiany poglądów w dyskusjach toczonych na portalu NK (niestety – popełniła szereg niegodnych uczynków i z tupetem, oraz ze swoim mecenasem, udała się na temidowe pole walki).

 

Mirosław Naleziński, Gdynia

 

Więcej z Twórczości Mirka:

Cukier ośmiesza polski naród - rząd dał "cukrową gorzką plamę". Mirosław Naleziński
"Ujawnienie menelstwa po francusku, norwesku i po polsku" - Mirosław Naleziński
W Polsce Temida nie jest aż taka głupia - Mirosław Naleziński
Kolankiewiczowskie rozważania na temat etyki – teoria i praktyka M. Naleziński
Panie Prezesie Sądu Okręgowego w Gdańsku, czy nie wie Pan, że  „Winę należy udowodnić”? - Mirosław Naleziński
Dobra firma usługowa, jeśli spaprze robotę, to ją niezwłocznie poprawia. Ale nie polscy sędziowie będący na usługach społeczeństwa ! Mirosław Naleziński
Czy w Unii można opisywać osoby udzielające się w mediach? Mirosław Naleziński
Coraz więcej nazwisk w internecie  Mirosław Naleziński
Zniesławianie osób (nie)publicznych Mirosław Naleziński
Co łączy Wenezuelę i Gdańsk? Mirosław Naleziński
Amerykańskie i polskie ujawnianie danych Mirosław Naleziński, Gdynia
Policję należy informować  Mirosław Naleziński, Gdynia
Polska cenzura ponad oszustwami Mirosław Naleziński
Media w Polsce i na świecie - grudniowy cykl krytyczno-informacyjny Mirosława Nalezińskiego 
Media w Polsce i na świecie - listopadowy cykl krytyczno-informacyjny Mirosława Nalezińskiego 
Stalkowanie i obsesje Jak już ktoś Temidzie wskaże ciebie palcem, to masz latami ciągnące się procesy. Mirosław Naleziński
Internetowe znieważenie i sądowe błędy - Mirosław Naleziński, Gdynia
Media w Polsce i na świecie - październikowy cykl krytyczno-informacyjny Mirosława Nalezińskiego - 1
Media w Polsce i na świecie - sierpniowy cykl krytyczno-informacyjny Mirosława Nalezińskiego 
Jeden sędzia kształtuje prawo dla 40 milionów obywateli? Mirosław Naleziński
Media w Polsce i na świecie - lipcowy cykl krytyczno-informacyjny Mirosława Nalezińskiego
Media w Polsce i na świecie - czerwcowy cykl krytyczno-informacyjny Mirosława Nalezińskiego
Pocztowe błędy i podwójne pocztowe erki Mirosław Naleziński, Gdynia
Dwie unijne księżne -spojrzenia Temidy brytyjskiej i polskiej. Mirosław Naleziński, Gdynia
Media w Polsce i na świecie - majowy cykl krytyczno-informacyjny Mirosława Nalezińskiego
W Waszyngtonie i owszem, ale nie w Gdańsku... Mirosław Naleziński
Tupet czy paranoja? Mirosław Naleziński
Ich ofiara nie poszła na marne Mirosław Naleziński
Wilkiem Polka Polce... Mirosław Naleziński
Biedne te osoby publiczne...Mirosław Naleziński

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.

~zwolennik Szwejka
27-05-2011 / 14:34
Te nowe ogrody przy których stoi sąd w Gdansku, to może przemianować na aleję Haszka?
~gość
22-05-2011 / 22:01
Nie obrażajcie Szwejka i jego inteligencji. On bardzo dobrze wiedział jak się bronić przed debilami.
~Rafał ze Szczecinka
22-05-2011 / 10:54
Szwejk to idealny kandydat na patrona polskiego resortu sprawiedliwości. Swoim intelektem przerasta wielu togowców z którymi miałem do czynienia w ostatnich czternastu latach. pozostałym tylko dorównuje. Ich dzieła opisuje cykl filmów wideo www.youtube.com/results?search_query=mrmariusz22l&aq=f oraz 23 publikacje "Afer prawa" w mojej sprawie skatalogowanych w ostatniej z nich - www.aferyprawa.eu/Adwokatura/BEZPODSTAWNY-AKT-OSKARZENIA-AUTORSTWA-A
~MNaleziński
20-05-2011 / 22:37
Właśnie wysłałem e-pismo do SO w Gdańsku - "Panie Prezesie - oto kolejny felieton oparty na błędnie prowadzonym procesie IC692/09 przez Pańskiego sędziego. Po wyczynach pisarki na NK i na S24 miał być jeden artykuł, ale kiedy skonfabulowała swoje zarzuty i rozpętała dwa procesy, to już mamy niemal książkę na jej temat. Ciekawe, czy uda się jej to ująć jako stalkowanie i czy jakikolwiek sąd da się wciągnąć w kolejną jej sprawę... Jeśli tak, to będzie pierwsza sprawa, kiedy stalkujący wysyła kopie do... sądu i to do samego Prezesa... A ja od razu odpowiem na to pytanie - dlaczego tak dużo piszę na temat tego procesu? Bowiem poczucie krzywdy doznanej przeze mnie z winy Pańskiego Sądu doprowadziło mnie do takiego stanu. Być może nie wie Pan, jak czuje się człowiek pomówiony przez osobę dającą sprawę do sądu (i wygrywającą ją), podczas gdy to właśnie ta osoba jest stroną pomawiającą - nie wie Pan, bo i skąd miałby Pan wiedzieć. Ja to już wiem! To paskudne uczucie. A jeśli do tego cały sądowo-państwowy aparat popełnia szereg błędów a potem nie kiwa nawet palcem w obronie poszkodowanego obywatela, to jest to nie tylko skandal, ale także wypowiedzenie obywatelowi konstytucyjnego prawa do uczciwego sądowego procesu. Z poważaniem Mirosław Naleziński"
~MNaleziński
20-05-2011 / 21:46
To już tyle felietonów powstało na temat pisarki? Diabeł chyba jej podpowiedział, że mam dod. dwa konta na AZ i na JK i sama sprawy dała do sądów. Ja bym nawet nie widział, jak takie sprawy się załatwia, ale jak ktoś ma znajomego a nieprofesjonalnego mecenasa, to potem przechodzi do historii internetowego blamażu... Ciekawe, czy pisarce odpowiedziano już na wniosek o potwierdzenie, że MN=JK, czy już tylko ona sama w to wierzy...