Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
13 grudnia 2017
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 08-07-2013

Horror w gdańskim szpitalu psychiatrycznym - z listów czytelników 

          Jestem osobą samodzielną i potrafię zadbać, stanowić o sobie. Uważam, że osoby nazywające się moją rodziną - podane w danych osobowych (dowodzie osobistym) dokonały naruszenia prawa przy współudziale dużej ilości pracowników  państwowych do zniszczenia moich praw osobowych, godności osobistej i cielesnej, doprowadzając do przymusowego osadzenia mnie w szpitalu dla psychicznie chorych i dalszych zaistniałych tam zdarzeń.

          W dniu to był chyba 26.04.2013 r. po kolejnej scysji z rodziną pod wpływem stresu i odziaływania brata gdy zebrali się oni na parterze budynku  z nerwów kopnąłem drzwi do jego pokoju (na piętrze) i na krótko wchodząc tam, strąciłem szklankę z jego stolika z wodą na podłogę. Po czym wyszedłem z jego pokoju ubrałem się do wyjścia na spacer i wyszedłem by uspokoić nerwy. Gdy wróciłem ojciec spytał się mnie na klatce schodowej czy się już uspokoiłem. Zdenerwowałem się i odkrzyczałem, że postępowali w stosunku do mnie w ciągu życia źle i nie podoba mi sie to. Z powodu moich krzyków rodzice  wezwali już karetkę pogotowia z dwoma pracownikami ( którzy byli tam jeszcze tego samego dnia na wezwanie moich rodziców, że skoro się czuję źle to to oni mi zrobią badania, które tylko sie ograniczały w ich słowach do poboru, "saturacji" krwi na co się nie zgadzam na pobieranie części mojego ciała, jeśli stwierdzam, że czuję się po czymś źle to są odpowiednie służby by to sprawdzić, a nie sanitariusze czy lekarze do badania krwi dla przyczyny uszkodzenia ciała, która wystąpiła rok czy dwa lata wcześniej) w asyście  policjanta i strażnika miejskiego. Stwierdzili, że zabierają mnie na badania na co odpowiedziałem, że nie jadę; to odpowiedzieli, że na rozmowę z lekarzem. Pod wpływem strachu bo widząc funkcjonariuszy przymusu bezpośredniego domyślałem się, że i tak mnie wezmą i to siłą. Zgodziłem się więc "dobrowolnie" jechać z nimi do Szpitala w Wejherowie  i to na rozmowę z lekarzem, jak to ustalono.

      Przewieziono mnie karetką. W szpitalu tym w obecności tych sanitariuszy i tego samego strażnika miejskiego oraz policjanta i innych pracowników rozmawiałem z lekarzem. Pytał się mnie czy wiem kim jest, co to za miejsce i o moje dane osobowe . Odpowiadałem żartobliwie i rozmowa się zakończyła. Poproszono mnie o przejście do sali obok a lekarz został w uprzednim pomieszczeniu. Tam chyba po jakichś ustaleniach wezwano mnie z powrotem i oświadczył mi, że pojadę  na rozmowę ze "specjalistą" nie podając co to za specjalista i gdzie jadę, choć rozmowa się już przecież z lekarzem odbyła. Po tym sanitariusz, który się okazał kierowcą drugiej karetki, którą pojechałem  przyniósł  specjalne tworzywo - ubranie wnioskuję, że to był kaftan bezpieczeństwa jakie się widzi w najgorszych koszmarach lub filmach i w asyście innych pracowników fizycznych szpitala stanął nade mną i  kazał go ubrać, brudny, pobrązowiały. W przerażeniu nie wiedziałem co zrobić. Ubranie takiego kaftana tworzywa nie tylko krępuje ruchy, ale może doprowadzić do natychmiastowej śmierci z braku zaczerpnięcia powietrza lub choćby uszkodzenia narządów wewnętrznych ciała. A ja nie wykonywałem żadnych gwałtownych ruchów, nie biłem się, z nikim nie szamotałem, lub choćby nawet nie krzyczałem. W przerażeniu pokazałem w ręku kurtkę i oznajmiłem się że mam w co się ubrać. Jakoś ten pracownik z szyderczym uśmiechem dał mi spokój z innymi pracownikami. Przy wychodzeniu ze szpitala zdążyłem jeszcze lekarzowi który ze mną "rozmawiał" - przepytywał oświadczyć , że to nie jest zgodne z żadnym jakimś ludzkim prawem by mnie ubierać, nakładać taką rzecz i  że on to zlecił, czy wydał zgodę. Odpowiedział mi tylko, że to nie on.

           Tak idąc w asyście policjanta i strażnika miejskiego oraz dwóch sanitariuszy doszedłem do karetki gdy znów ten sam pracownik szpitala chyba Wejherowo (od  nakazania ubrania kaftana bezpieczeństwa) nakazał mi się położyć na łóżku z pasami w tej karetce. Nie byłem poszkodowany fizycznie ani nie niebezpieczny, a obawiając się złego samopoczucia i skrępowania mnie na leżąco w tej karetce, gdy jechała w nocy nie wiadomo gdzie z tymi nieznanymi ludźmi, którzy mają w karetce różne przyrządy czy środki chemiczne by mi zrobić krzywdę pokazałem, że jest tam krzesło jak w poprzedniej karetce i tam mogę usiąść. W końcu drugi sanitariusz wyraził zgodę przy dezaprobacie tego poprzedniego - kierowcy karetki, i zezwolił mi usiąść zapinając zwykłe pasy bezpieczeństwa - samochodowe, naprzeciwko siedzącego przede mną policjanta jak poprzednio i siedzącego za mną zezwalającego na to sanitariusza.

            W stanie takiego szoku, obawy o życie i zdrowie przewieziono mnie do innego miejsca, jak się okazuje Szpitala Psychiatrycznego w Gdańsku. Tam wprowadzono mnie do małego pokoju z dwoma biurkami przed jednym z których - pustych usiadłem, a przy drugim siedziała kobieta i chyba lekarka (nie pamiętam czy się przedstawiła i jeśli tak to jako kto), która śmiejąc się szyderczo i z udawanym strachem pokazała na zegar i godzinę mówiąc czy nie mogliście go przywieźć o 5 minut później, bo jest  5 minut przed północą  (a wtedy się chyba kończyła jej zmiana- chyba tak mówiła, albo to wywnioskowałem). Poczekaliśmy wtedy w milczeniu  5 minut i do pomieszczenia wszedł siwawy mężczyzna wieku około 50 lat (chyba przedstawił się jako lekarz - nawet nie pamiętam, nie wiem) i usiadł za biurkiem przy którym mi kazano wcześniej usiąść. W międzyczasie wezwano dwóch innych pracowników tego szpitala (sanitariuszy chyba) oprócz tych którzy mnie przywieźli i policjanta chyba i którzy następnie siedzieli za mną.

            Lekarz, z którym miałem rozmawiać ograniczył się tylko do pytań osobowych - czyli moich danych osobowych : imienia , nazwiska, adresu zamieszkania, wykształcenia i być może  jeszcze pracy  (po i tak na ich prośbę pokazania przeze mnie dowodu osobistego, i nie stwierdził,  że coś się nie zgadza przy moich odpowiedziach). Zadał jeszcze pytanie czy jestem ubezpieczony i  lub czy mam rentę. Stwierdziłem, że nie jestem ubezpieczony i nie mam renty. Po czym określił że na podstawie artykułu 23 nie podając wg jakiej ustawy czy przykładowo rozporządzenia, oraz tego przepisu prawnego, że będę przymusowo osadzony na leczenie. Nie podał mi moich  praw, jakie mam, czy mogę się odwołać, gdzie. Nagle w środku nocy mnie wywieziono i postanowiono zatrzymać, uwięzić, nie wiadomo w jakich warunkach, nie wiadomo gdzie.

           Okazało się później na podstawie pisma, które otrzymałem i wypisu, że jest to Wojewódzki Szpital Psychiatryczny w Gdańsku przy ul. Srebrniki 17 (o bardzo złej zasłyszanej przeze mnie opinii o tym miejscu).

           Zanim wyszedłem z tego pomieszczenia po usłyszeniu wyroku przez tego lekarza, gdzie miała być to tylko rozmowa a było przesłuchaniem tylko odnośnie moich danych osobowych, na które odpowiadałem dokładnie zgodnie z prawdą, zresztą lekarz ten nie oponował, oglądał przekazany przeze mnie dowód osobisty (być może pytał jeszcze, czy byłem leczony psychiatrycznie; jeżeli takie pytanie padło, a nie pamiętam czy mi je zadał to na pewno odpowiedziałem, że jeśli się leczyłem to tylko prywatnie < i tylko z mojej prywatnej inicjatywy>); i nie zbadał mnie nawet w żaden sposób, pytał się tylko o dane osobowe które mu podałem po czym stwierdził, że zatrzymuje mnie na  przymusowe leczenie. Będąc w szoku nie wiedziałem, co powiedzieć i odpowiedziałem, że na podstawie artykułu 21 (nie wiem jakiego prawa, może jest jakaś inna ustawa polska, czy europejska, światowa czy z innego państwa, gdzie się szanuje prawa ludzi) pacjent który nie zgadza się na przymusowe leczenie, zatrzymanie może jego odmówić, że może zostać wypuszczony.

        Lekarz tylko spojrzał nic nie powiedział i chyba dał polecenie lub sama ta kobieta obok za biurkiem , lekarka chyba, nie wiem podeszła do telefonu do sprawdzenia w którym miejscu mnie ulokować. Mniej więcej w tym momencie któryś z pracowników państwowych którzy przywieźli mnie ze szpitala w Wejherowie powiedział - dobrze to my już możemy jechać.  Lekarze chyba powiedzieli tak, krótko osoby tam zgromadzone które mnie przywiozły się pośmiały i ci pracownicy którzy przywieźli mnie z Wejherowa wyszli. (Jeden wniosek bardzo nieprzyjemny, straszny wynika stąd, że na wniosek bliskich członków rodziny, lub stwierdzenia przez kogoś - dla którego człowiek jakiś jest niewygodny z jakichś różnych powodów-że zachowuje się niebezpiecznie dla otoczenia lub siebie, co może być w ogóle niezgodne z prawdą, to każdego takiego człowieka można w tym państwie przy wpółudziale odpowiednich pracowników tego państwa osadzić przymusowo w szpitalu - psychiatrycznym,  prawdopodobnie od dziecka poczynając, przez osobę dorosłą kontynuując na starszej  osobie kończąc, zdrowej lub nie - który ma określoną lub można określić niekoniecznie psychiczną nawet chorobę, którą można w jakiś sposób uznać, stwierdzić jako psychiczną -  ale zdolnej zapewnić sobie byt czy innym ludziom. Jak się okaże wg mnie, w moim przypadku jest  to  bardzo ciężki przykład dla wszystkich osób w tym państwie do zastanowienia się nad swoim bezpieczeństwem i osób faktycznie im bliskich, o które dobrze dbają.

        Lekarka, ta kobieta przy telefonie powtórzyła na głos lekarzowi nazwę, numer oddziału : 20B (XXB, tak to było napisane, oznaczone na urządzeniach, niektórych przedmiotach, które widziałem na tym oddziale) i powiedziała bardzo znamienne słowa do słuchawki (bez względu na to czy się rozłaczyła wcześniej z tą osobą, czy nie) powiedziała to bardzo wyraźnie i głośno by było słychać :

" to przygotuj go (lub to przygotuj) ale na pewno - to przygotuj go, niech będzie na goło i na ostro ".

Po nagłej cichej przerwie, gdy wszyscy w tym pokoju patrzyli na mnie co zrobię czy dam się z przerażenia sprowokować - nic nie zrobiłem siedziałem cicho nieruchomo na krześle, lekarz ten siwawy mężczyzna w wieku około 50 lat coś wypisał czy podpisał i stwierdził do tych z tyłu pracowników dwóch rosłych mężczyzn za mną że mogą mnie wyprowadzić.

      Gdy zeszliśmy na zewnątrz w szoku po tym co usłyszałem szczególnie od tej kobiety, lekarki, wybiegłem, odbiegłem od nich. Oni pobiegli za mną.  Po chwili przystanąłem, a oni rzucili się na mnie zgięli w pół, sprowadzili do przyklęknięcia, unieruchomili ręce, wykręcili do tyłu jak jakiemuś najgorszemu przestępcy, wyprostowali i poprowadzili do odpowiedniego budynku ze śmiechem, że udałem się nie w tą stronę. Po drodze - mówię uczciwie - jeden z tych pracowników prawie nie złamał mi ręki, choć nic nie powiedziałem, ani  nie stęknąłem, bo ten ból był przyjemny w stosunku do przerażenia jakie czułem na to co mnie czeka. Poczułem tylko taki mokry chłód przed złamaniem ręki, nie wiem jak by to bolało później , ale ten pracownik też wyczuł, że coś jest nie tak bo ta ręka dziwnie sie wygięła i zmienił nieco chwyt. Tak doprowadzono mnie w nocy na jakiś oddział w szpitalu, i tam położono mnie do łóżka na korytarzu krępując mnie jak w jakichś przemyślnych najgorszych filmach, horrorach o szpitalach psychiatrycznych, jak więźnia o zaostrzonym rygorze czy skazanego na śmierć ( choć ja nic nie zrobiłem, nikogo nie pobiłem, nawet nie krzyczałem) z tą tylko różnicą, że mnie położono do łóżka i tak unieruchomionego przez wiele, kilkanaście, kilkadziesiąt godzin trzymano nieruchomo.

        Specjalnymi pasami z tworzywa, czy materiału (kolor jeszcze był czysty, biały, wzmocnionymi stalowymi okrągłymi okuciami, zapinanymi metalowymi częściami z plastikowymi nakładkami) spięto mi osobno i oddzielnie nogi, tak samo ręce, oraz tułów, tak że tylko mogłem lekko unieść tułów, poruszyć czy szarpnąć dłonią nie mogąc wykonać żadnego ruchu, gdyby ktoś chciał przyjść i mi coś złego zrobić czy z pacjentów chodzących wolno po korytarzu w nocy - chyba do toalety (przy przebywających obok w dyżurce pielęgniarek, prawdopodobnie śpiących) jak i kogoś z pracowników szpitala. 
Poprosiłem żeby mnie nie przywiązywano i później wielokrotnie o to się zwracałem
.  Pytałem dlaczego to robią przecież jestem osobą normalną, spokojnie poleżę,  czy posiedzę na tym łóżku i poczekam. Pielęgniarka odpowiedziała - a dlaczego uciekałem i  stwierdziła, że może to zrobić tylko na zgodę czy wniosek lekarza, a tamtego który mnie tu wskazał już nie ma. Poprosiłem o lekarza dyżurnego, a ona odpowiedziała że go nie ma, lub on nie może tego zrobić bo to może zrobić tylko tamten lekarz, który nakazał mnie tutaj zatrzymać (a przecież on przyszedł zaraz o 24, północy z tego co wynikało z słów tamtej kobiety lekarki chyba na zaczynającą się swoją zmianę), a ponadto zostałem skrepowany przez tych dwóch sanitariuszy bez widzenia tego ani nakazu przez tamtego albo jakiegokolwiek lekarza o skrępowanie mnie. Mógł więc przyjść chyba jakikolwiek dyżurny lekarz zapoznać się z sytuacją moim wyjaśnieniem sprawy i nakazać nie krępowanie. Stwierdziłem że spokojnie poleżę czy posiedzę i poczekam. Wyjaśnię sytuację. Ta pielęgniarka spytała się dlaczego uciekałem. Odpowiedziałem, że kobieta, lekarka? na przesłuchaniu gdzie nakazano mnie zatrzymać odpowiedziała do telefonu osoby podającej jej gdzie będę zatrzymany : to przygotuj go. Niech będzie na goło i ostro. Pielęgniarka odpowiedziała, że " może mi się tak tylko wydawało ". Po tym co mi później robiono nie poruszałem już tego tematu, z obawy by ktoś z tej obsługi nie zrobił mi czegoś gorszego, ponieważ takie krępowanie jest tam uważane za rzecz normalną. Nie sądziłem jednak, że mnie takie rzeczy kiedyś gdziekolwiek spotkają, jak w najgorszych filmach, horrorach, science fiction o zakładach, szpitalach psychiatrycznych, gdzie można komuś coś robić a on nie może się bronić i robią to w stosunku do osób sprawnych, zdrowych na umyśle.

       Okazało się, że te przypuszczenia się sprawdziły bo następna zmiana pielęgniarek chyba, wśród nich  kobieta  z włosami na farbowany blond zaczęła mi wstrzykiwać w brzuch i w pośladek zastrzyki choć nie widziałem tam żadnego lekarza. Prosiłem by tego nie robiono bo czekałem na przedstawiciela sądu lub kogoś z zewnątrz bo przeczuwałem że taka powinna być sytuacja dla osób zatrzymanych bez ich zgody. Bałem się że te zastrzyki zmienią mój stan psychiczny lub  spowodują śpiączkę i nie będę mógł się choćby słownie bronić, stawić gdzieś czy opowiedzieć swojej sytuacji. Zasnąłem po tym szoku, skrępowaniu, zastrzykach i czekałem na jakiegoś przedstawiciela który obroni moje prawa jako człowieka, jednostki do nietykalności osobistej, cielesnej, prawa stanowienia o sobie. W nocy zjawiły się dwie osoby, dwie kobiety, jedna okazała się być później moim lekarzem prowadzącym - Pani Matkowska - Białko jeśli dobrze pamiętam nazwisko oraz inna kobieta niższa którą widziałem na tym oddziale raz chyba przed i w dzień wypisu, nie wiem kto to był. Ograniczyły się tylko do zapytania czy zgadzam się na leczenie (po zapytaniu się o moje dane osobowe, kim jestem). Stwierdzałem, że nie zgadzam się, ponieważ słyszałem, że jeżeli ktoś się nie zgadza to ma prawo się bronić, być wypuszczony; a to chyba jest na odwrót że jeśli się zgodzi na leczenie to może być wypuszczony po trzech dniach a jeśli nie to po 30 dniach lub trzech tygodniach i tego się trzymałem, a okazało się że to lekarz i osoby, które spowodowały moje uwięzienie w kontakcie z lekrzem starały się o jak najdłuższe mnie tam trzymanie i to  nie z powodu choroby, bo nie nie przeprowadzono w stosunku do mnie żadnych badań. Przez te chyba 40 dni gdy tam przebywałem  jedynie pobierano mi krew, powodując uszkodzenie organizmu.

       W ciągu tych 40 dni lekarka ta - moja prowadząca rozmawiała ze mną  około 15 do 20 minut, albo nie przebywając na wydziale, albo unikając mnie przechodząc po korytarzu do swojego gabinetu, twierdząc, że jest zajęta i nie może ze mną teraz rozmawiać.

     Gdy dostałem pismo od jakiegoś pracownika oddziału, z sądu na posiedzenie w mojej sprawie okazało się, że nie mogłem się tam stawić. Nie dano mi możliwości udania się na to posiedzenie choć dzień przed tym posiedzeniem pokazywałem w dyżurce u lekarza który był na tym oddziale, bo mojego lekarza wtedy i później przez kilka dni nie widziałem i nie wezwał mnie nawet do siebie -  to pismo młodemu mężczyźnie chyba lekarzowi o imieniu Michał czy Grzegorz w obecności innych pielęgniarek w tej dyżurce powinni chyba znać to pismo jako lekarze dyżurujący na tym oddziale termin godzinę i datę był to chyba 08.05.2013 r. stwierdził że tak, że umożliwią mi tam dojście, bo ja przecież nie miałem fizycznego prawa opuszczania tego oddziału, co mu przypomniałem; i też nie wyszedłem stamtąd przez te 40 dni w których mnie tam przetrzymywali.    

      W następny dzień był w dyżurce ten sam lekarz. Byłem tam przed godziną rozprawy i następnie prawie w godzinę rozprawy widząc, że nic sie nie dzieje. Wręcz teatralnie, demonstracyjnie na moją prośbę udania się na rozprawę  lekarz ten podniósł telefon i   zadzwonił gdzieś do dwóch różnych miejsc (dopiero w termin czas tej sprawy na moje stawienie się przed nim, choć byłem tam poprzedniego dnia i kilka razy następnego w termin rozprawy i zapewniał mnie, że oczywiście umożliwi mi dostanie się na rozprawę sądową) i po usłyszeniu przez niego o tym, że nie mają ratowników czy sanitariuszy medycznych stwierdził, że nie mogę się tam udać,  bo muszę być eskortowany, a teraz akurat ich brak tych pracowników (dopiero wtedy widocznie, bo przecież jeśli zapewniał, że umożliwi tą sytuację to powinni juz czekać na miejscu lub chyba jacyś inni ludzie upoważnieni do tego). W ten sposób nie umożliwiono mi odwołanie się do jakichś urzędów, organów, instytucji, ludzi o pomoc, przedstawienie mojej sprawy, umyślnie z jakiegoś powodu lub z powodu złego działania, błędu w postępowaniu lekarza. Bałem się jego, bo podejrzewałem, co powie,  bo jeśli nie będę "grzeczny" (co powtarzano mi infantylnie, jak jakiemuś małemu dziecku na początku mojego uwięzienia w tym szpitalu, gdy leżałem unieruchomiony i bez mojej zgody wstrzykiwano mi coś do ciała, chcąc mnie upokorzyć w bardzo ohydny sposób wiedząc, że nic nie mogę zrobić i muszę się zgadzać na wysłuchiwanie takich słownych poniżeń od pracowników tego szpitala), to znowu umieszczą mnie w pasach  w łóżku i wstrzykną nie wiadomo jakie substancje i nawet jeszcze wtedy może mnie takiego niesprawnego zawiozą na rozprawę sądową.

           Chciałbym zauważyć że to zachowanie było bardzo teatralne ten telefon jeśli nawet z kimś rozmawiał, a wtedy akurat nikogo nie było w dyżurce, tylko ja rozmawiający z nim i on sam, więc nikt nie poprze moich słów bo okaże się - komu uwierzą - choremu psychicznie, czy lekarzowi z dyplomem, którego nikt nie kontroluje na oddziale w miejscu pracy, z organów z zewnątrz, a pacjent nie ma możliwości do opowiedzenia prawdy, nie swojej wersji zdarzeń, tylko stanu faktycznego jaki się zdarzył. W ciągu następnych kilkudziesięciu dni nikt się nie zjawił, nie poinformowano jakie mam prawa, gdzie mogę się odwołać lub co zrobić jeśli nie zgodzę się ze stanem przebywania tam przymusowo w ogóle przebywania tam i działania na mojej osobie.  

           Na ileś dni przed moim wypuszczeniem zobaczyłem na tablicy w korytarzu telefon do Rzecznika Praw Pacjenta ale bałem się tam dzwonić ponieważ bałem się, że nie zdążę przedstawić mojej sytuacji, a rozmowę ktoś przerwie po prowokacji np. przez pacjentów na zlecenie pracowników szpitala oddziału bo takie rzeczy sie tam zdarzały nagminnie, jednym pozwalano na wiele rzeczy ja byłem po cichu zastraszany lub w przypadku innej sytuacji. Wtedy mogli by mi podać jakieś leki przymusowo bez mojej wiedzy i po przyjeździe kogoś z zewnątrz nie mógłbym właściwie podać swojej sytuacji.

         Przypomnę  jeszcze inne zdarzenie. Na początku osadzenia w nocy po zmianie chyba pielęgniarek, gdy byłem skrępowany ta sama pielęgniarka, która dokonała mi zastrzyki w nocy, przy asyście chyba dwóch sanitariuszy, rosłych mężczyznach  ściągnęła mi spodnie stwierdzając ze śmiechem że po co mi spodnie, choć zależało mi bym wyglądał przynajmniej w ubiorze tak jak przed zatrzymaniem bo czekałem na przedstawiciela sądu lub innego organu zewnętrznego.

          Również następnego dnia gdy leżałem skrępowany, z uwolnionymi rękoma na moją prośbę po wielu godzinach, bo chciałem samodzielnie zjeść posiłek który mi przyniesiono, przyszła robić mi zastrzyki kolejne w brzuch i w tyłek (jak zwierzęciu prawie) choć prosiłem by tego nie robiono i dałem znak tylko dłonią i mówiąc tej lekarce by mi nie robiła ponownie w ten dzień. Ona zaraz zgłosiła to, uznała jako akt jakiegoś buntu, niebezpieczeństwa, choć dałem znak tylko dłonią nikogo nie dotykając bojąc się nawet dotknąć tej strzykawki. Wezwała znowu dwóch pracowników szpitala tzw. chyba "ratowników medycznych", rosłych mężczyzn żeby mnie skrępowali. Nie sprzeciwiałem się. Wiedziałem, że to nie ma sensu i nie ma się do kogo odwołać. Tak mnie skrępowano dano zastrzyki po których spałem chyba nieprzytomny i nie wiem co mi wtedy robiono. Po dwóch czy trzech dniach w końcu mnie przewieziono do innego pokoju i uwolniono z skrępowania. Do dziś pamiętam uwłaczające mojej godności jak i chyba mogłoby być dla każdego dorosłego, uczciwego człowieka, które słyszałem od kilku tam pielęgniarek i również mojego lekarza prowadzącego, że jak nie będę "grzeczny" to będą mnie tak dalej traktować i tutaj trzymać.

       Działania pielęgniarek i lekarzy dyżurnych  ograniczały się jedynie i stwierdzam to z całą odpowiedzialnością, do siedzenia w dyżurce przed telewizorem ciągle włączonym lub przy muzyce i opowiadania sobie dowcipów nie wiem czy nie z osadzonych na oddziale więźniów, pacjentów ludzi nad którymi się znęcali oraz historii najczęściej wywołujących śmiech lekarzy, pielęgniarek tam przebywających. Ich działanie ograniczało się jeszcze jedynie do pobierania krwi systematycznie z organami bez względu czy jest to naskórek czy uszkodzone żyły czy ciało podczas pobierania krwi oraz zastrzyków, krępowania pacjentów i wywoływania strachu krzykiem lub groźbami.

        Poniżano jeszcze w sposób intelektualny każąc poprzez krzyki przez jedną z lekarek, terapeutkę, czy pielęgniarkę chodzić na terapię która mogła trwać 3 godziny od 10 do 13. Zajęcia tam polegały na malowaniu obrazów przedszkolnymi narzędziami, pędzelkami, farbami, również malowania np obrazów na temat swoich marzeń, które to rzeczy są całkowicie prywatne i opowiadania ich na głos innym członkom grupy, co jest nie tylko poniżające  ale i też obnażające człowieka obdzierające z jego godności osobistej prywatnej, bo nie każdy musi mówić o swoich pomysłach ideach które mogą np. okazać się wartościami finansowymi po ich zrealizowaniu, lub są głęboką własnością prywatną człowieka. Wykonywano na tych zajęciach jeszcze np. dania - pieczono gofry z materiałów kupionych, w sklepie przy szpitalu po które chyba wychodzili na spacerze z tą terapeutką niektórzy pacjenci. Gofry te robiono w tym samym pomieszczeniu "terapii" na starych i brudnych wg mnie urządzeniach i stołach nie przeznaczonych do takich rzeczy, spożywczych, a jedynie chyba jakichś zajęć manualnych, przez pacjentów  oraz przebywających obok innych pacjentach malujących. Był to stan całkowicie niehigieniczny i zastraszający widok. Wolałem wtedy  w tym ciasnym pomieszczeniu malować jakieś obrazy z inną grupą, niż brać udział w wykonywaniu tego dania przy współudziale innych pacjentów, gdy każdy robił, dodawał coś innego i później jeszcze być zmuszany dodatkowo do zjedzenia tych rzeczy.

      Kazano też wykonywać ćwiczenia gimnastyczne które uwłaczały godności dorosłych zwykłych żeby nie powiedzieć normalnych ludzi. Były to ćwiczenia jak te które są wykonywane przez dzieci w przedszkolu, gdzie jeden drugiego z pacjentów czy obsługi lekarskiej i pielęgniarskiej mógł oglądać ćwiczących. Np. klaśnięcia dłońmi pod kolanem  podnoszenia rąk, nóg  w dziwnych pozach, dotykania nimi innych części ciała. Były to rzeczy uwłaczające, ośmieszające osoby, które to musiały wykonywać już bez względu na to czy ktoś to ogląda, ale zostawiające ślad w ich pamięci że w tym wieku, dojrzałości i zdobytego wykształcenia intelektualnego i fizycznego musieli to wykonywać. Robiłem to zastraszony ze względu na to że jeśli nie będę posłuszny to lekarz np. wystawi opinię że nie nadaję się do opuszczenia szpitala, bo nie umiem wykonać najprostszych czynności; bądź obawiałem  że jeśli się sprzeciwię nie poddam tym czynnościom udając że to robię dobrowolnie to wykonają inną formę zemsty, przymusu, np częstsze pobieranie krwi, uszkadzanie mojego ciała czy podanie mi jakichś zastrzyków, czy chemicznych pigułek, bo nie jestem zbyt kompatybilny, ruchliwy, obrotny, jak inni pacjenci . Co nikt nie sprawdzał, co mi podawano, a w wypisie można podać wszystko przecież tego i tak nikt nie stwierdzi; substancje mogą ulec wydaleniu a trwałe szkody zostaną; bądź sprowokowanie mnie tymi substancjami  do jakichś dziwnych zachowań poprzez które lekarz będzie miał powód do trwałego przymusowego osadzenia mnie w szpitalu.

       Dostałem zgodę od lekarza mnie prowadzącego na opuszczenie szpitala po naciskach prośbami o spotkanie. Było to przedostatnie spotkanie w którym stwierdziłem broniąc się chyba też na podstawie pisma z sądu, przypuszczając że jeśli rozprawa się nie odbyła i przecież  nikt z sądu się nie zgłosił na oddział w którym byłem uwięziony bez możliwości kontaktu odliczając 30 dni lub 3 tygodnie (bo gdzieś tak słyszałem, że szpital może tak długo leczyć pacjenta z przymusu, później musi go wypuścić nic nie wiedziałem że są przeprowadzane w tej sprawie jeszcze jakieś rozprawy sądowe, czy wręcz można się do kogoś odwołać) od nieodbytej rozprawy to po tym okresie powinienem być wypuszczony. Po kilkukrotnym stwierdzeniu tego faktu lekarka chyba po 30 dniach przebywania na tym oddziale stwierdziła że mnie wypuści za jakieś 1,5 tygodnia w tedy  w czwartek chyba, ale pod pewnymi warunkami. Sam przed sobą zdecydowałem się zgodzić w miarę na jak najlżejsze warunki, bo obawiałem się, że inaczej nie będę mógł wyjść i przedstawić mojej sprawy. Wiedziałem jednak, że jest to bez sensu nie jestem chory, funkcjonowałem dobrze, samodzielnie przed uwięzieniem mnie w tym szpitalu, na własny, wolny sposób bycia, co nie  odpowiadało pewnym ludziom, a gdy ciężko pracowałem dla firm prywatnych czy państwowych nikt nie miał do mnie sprzeciwu, czy się zachowuję źle, czy wykonuję coś niewłaściwie.

         Lekarka powiedziała że będę musiał chodzić na terapie do szpitala ubezpieczyć się jako bezrobotny i zgłosić się do lekarza rodzinnego i tam pewnie po zwolnienie również po skierowanie na wielokrotne badania krwi w związku z lekiem który mi zapisała, a który jest najszkodliwszy bo niszczy ciałka krwi i dlatego trzeba robić te badania, choć jest wiele innych leków które nie są inwazyjne. Ja chciałem podjąć pracę być wolny jak poprzednio, nikomu nic złego nie zrobiłem i żyłem samodzielnie.

       Następnie w dniu wypisu, o który musiałem się upewniać lekarki na korytarzu czy na pewno wyjdę bo nie spotkała się ze mną przez te kilka dni może 1,5 tygodnia mówiąc, że jest zajęta nie ma czasu i to były tylko jedyne później zetknięcia z tym - moim lekarzem na tym oddziale, jedynie i tylko z mojej inicjatywy. W dzień wypisu który się jeszcze upewniałem czy będzie, bo przecież dostałem od tego lekarza zapewnienie w cztery oczy na rozmowie w gabinecie. Chciałem już sam opuścić szpital, nie chciałem by się to odbyło z moimi "rodzicami" stwierdziłem że samodzielnie wrócę do domu w dniu wypisu. Rodzice byli na wezwanie  lekarza. Lekarka tylko dała wypis i pokazała do przeczytania mi go jak i później rodzicom oraz wypisała receptę na te szkodliwe dla mnie leki które delikatnie próbowałem proponować by zmienić. Było to bardziej jak spotkanie organizacyjne, co  robić po wyjściu ze szpitala przeze mnie; bardziej dla moich rodziców ważne niż dla mnie, bo godzące w moje zdrowie i godności cielesne  i samodzielność jako człowieka; ważne dla moich rodziców bo ściśle ustalane z nimi by było tyle zapisów koniecznych do wykonania aby mnie jak najbardziej skrępować i nie pozwolić żyć jak normalny człowiek po wyjściu z szpitala, wyplątać się z tego koszmaru.

        Na wypisie jest podane że jestem chory na schizofrenię paranoidalną. Nie wiem czy takie "leczenie" jest dozwolone przy takiej chorobie. Chyba zapewnienie możliwego spokoju pacjentowi i możliwości do realizowania siebie, swoich potrzeb jako człowiekowi. I nie zgadzam się z opinią - odnośnie choroby.

       Proszę mi powiedzieć na jakiej podstawie ta lekarka prowadząca - Pani Matkowska - Białko wydała taką opinię nie przeprowadzając żadnych badań ze mną ani rozmów tylko szantażując informacjami które wydarzyły się w domu, a które są nieprawdziwe, a podawane przez moich rodziców oraz informacjami  na temat zdarzeń które się wydarzyły w dniu mojego zatrzymania. Skąd tyle zapisów u tej pani, tyle kartek w ręku odnośnie chyba mojej osoby, które widziałem, jeśli w ciągu mojego osadzenia na oddziale przez 40 dni chyba od 26.04.2013 do chyba 05 lub 06.06.2013 r. z tą panią lekarz widziałem się tam około 15 do 20 minut może 30 minut łącznie poza tymi przedostatnim i ostatnim spotkaniem, gdy  podjąłem próbę wydostania mnie ze szpitala i musiałem wysłuchać i zgodzić się na wszelkie warunki które temu towarzyszyły od tej pani lekarz, by wyjść i skontaktować się z kimś na zewnątrz i dochodzić swoich praw. Jak, na jakiej podstawie ta pani stwierdziła że jestem chory i to na schizofrenię paranoidalną nie badając mnie, nie wykonując żadnych badań, nie rozmawiając jak człowiek z człowiekiem, czy uczciwy prawidłowy lekarz z pacjentem, podając tylko zarzuty właścicieli budynku w którym przebywałem - moich "rodziców" oraz zdarzeń  w dniu mojego zatrzymania, a które wyciągnięte z kontekstu i same przedstawione bądź w fałszywym świetle są nieprawdziwe.

      Jak lekarz skazujący mnie na przymusowy pobyt w tym szpitalu stwierdził taką konieczność, lub to, że jestem chory przepytując tylko o moje dane osobowe, wykształcenie, zawód ewentualnie pracę i czy jestem ubezpieczony lub nie w ciągu 5 góra 10 lub 15 minut przesłuchania (nie pamiętam czy pytał się jeszcze o moje schorzenie na które leczyłem się tylko prywatnie). Jak w ten sposób można skazać go na przymusowe leczenie, stwierdzić, że jest chory psychicznie, zatrzymać w miejscu, w którym nie można się odwołać, a rzeczy które się tam robi bardziej metodami przypominają zasady obozów koncentracyjnych Himmlera, czy łagrów sowieckich. Zarówno za wyciągnięcie w nocy z domu bez możliwości kontaktu z jakimiś osobami, instytucjami, sprawdzenia jakie mam prawa, bo nikt mi ich nie podał ani lekarze, ani obsługa szpitala, ani też strażnik miejski ponaglający do opuszczenia przeze mnie pokoju,  gdy już poszedłem się ubrać z powodu jak to podał zgłoszenia jakiegoś włamania nie dając mi jak się później domyśliłem możliwości kontaktu z osobami, instytucjami z zewnątrz lub sprawdzenia w jakiś sposób stanu prawnego jaki mi w tej  sytuacji przysługuje. Zarówno jak metody cielesnego pogwałcenia czyli próby ubrania założenia wręcz siłą, czy naciskiem perswazją - horror - kaftan bezpieczeństwa, gdy lekarz nic nie objaśnił, nic nie stwierdził że coś mi takiego grozi i wymaga; wywiezienia z nieznanymi ludźmi nieznanym samochodem w nie wiadomo jakie miejsce  i niewiadomo  jakiego traktowania. Następnie znęcania się psychicznego i fizycznego w tym miejscu odosobnienia bez podania czasu zakończenia,  co tylko po krótcy opisuje bez szczegółów i praktyk jakie się w takim szpitalu odbywają. Do  współdziałania osób, na których wniosek, zeznanie zostałem tam uwięziony z pracownikami tego szpitala być może sądu czy innych organów które się nie zjawiły tam by choć ocenić sytuacje nie mówiąc o uratowaniu człowieka.

           Przypominało to pobyt w obozie koncentracyjnym bez żadnych praw z ciągłym przerażeniem, że uszkodzą mnie psychicznie czy fizycznie i nie będę mógł stanowić o sobie. I tego dokonano, bo okazuje się że zostałem pozbawiony praw jako człowiek, obywatel, bo nie stosuję się do jakichś zaleceń jednego lekarza ze szpitala, nie dość tego - szpitala psychiatrycznego. Ktoś kto coś takiego zrobił zniszczył mi opinię, przeszłość życiorys nie mówiąc o szkodach fizycznych i cielesnych, które na mnie dokonano. Grozi mi rozprawa sądowa w której już chyba nie mogę brać udziału jak samodzielny, wolny pełni praw człowiek tylko jako "syn" osoby która mnie umieściła w tym szpitalu i która współdziałała z tymi urzędnikami w celu mnie tam jak najdłuższego zatrzymania i wtedy trwałego uszczerbku na zdrowiu nie tylko psychicznym ale i fizycznym, by zabrać mi moją godność moje prawo do samostanowienia o sobie jako człowieka, bo nie chcę być już obywatelem tego państwa, gdzie można tak poniżyć człowieka zniszczyć jego fizycznie, psychicznie i jego godność. Gdy nie da się walczyć z całym aparatem państwowym czy z urzędnikami państwowymi lekarzami, strażą miejską czy urzędami ich utrzymującymi, zlecającymi im pracę, sądem, który też może zasądzić przeciwko mnie, jednemu człowiekowi występującemu przeciwko urzędnikowi miasta utrzymującemu takich stróżów prawa - strażnika miejskiego, w małym stopniu policji - akurat tego policjanta, prawie wszystkim lekarzom z tamtego oddziału, również tego z Wejherowa jak i również moim "rodzicom" "może też bratu i być może sądu który w wyniku tak wielkiego ciężaru  gatunkowego sprawy, ilości osób, urzędników, przez których i wręcz być może w wyniku współdziałania zostałem przymusowo w tym "szpitalu " osadzony i być może później jakichś fałszywych zeznań współpacjentów tego oddziału gdzie nikomu nic złego nie zrobiłem sąd sprawę zamknie po cichu pozbawiając mnie wszelkich praw i umieszczając mnie ponownie w tym Szpitalu.

           Oświadczam że jestem zdrowy a moje jakieś schorzenia zarówno fizyczne jak i natręctwa które  nie są chorobą psychiczną - sprawdzam np. kilkakrotnie czy zamknąłem  baterię z wodą by nie było większych kosztów czy zamknąłem drzwi do pokoju czy domu, czy jakieś rzeczy z których się leczyłem może i u psychiatry - kiedyś, teraz jestem bez leków  przez rok żyję samodzielnie, nie przeszkadzałem nikomu; są moimi wewnętrznymi sprawami i leczyłem się z nich prywatnie i nie powinny  podlegac przymusowemu osadzeniu w szpitalu (przez 40 dni nie mogąc realizować swoich celów dążeń i elementarnych potrzeb, odbierając mu 40 dni życia, gdy człowiek ma wiele niezałatwionych spraw i wiele spraw do wykonania, nie ważne, że dla osób które mnie zatrzymały sa one bez wartości, dla mnie mają ogromną wartość i pozbawiły mnie ważnego wycinka życia oraz juz spokoju do końca mojego życia).

          Jakieś schorzenie, natręctwo, gdy nie szkodziłem nikomu nie jest powodem do umieszczania ludzi w szpitalu przymusowo bez możliwości nawet odwołania się, i wykonywania na nim różnych doświadczeń, znęcania się psychicznego i fizycznego, doprowadzania do wyniszczenia psychicznego i prawdziwe wpędzenie go w jakąś chorobę psychiczną jak i fizyczną - chciałbym zauważyć że już w szpitalu zaczęły mi po tej chemii wypadać włosy, które to częściowo powstrzymałem wracając do domu i po zakupie naturalnych medykamentów i nie tak stresowego życia w domu jak w szpitalu; po przybyciu stwierdziłem potrzaskane zęby których szczątki z powodu bólu zębów zacząłem wyciągać myjąc je nicią dentystyczną, z powodu zaciskania ich gdy leżałem skrępowany na łóżku w szpitalu i nie mogłem się do nikogo zwrócić, bałem się nawet krzyknąć, by nie zrobiono mi czegoś gorszego. Schudłem, wielokrotnie wymiotowałem po wyjściu ze szpitala, nie mogłem jeść tego co wcześniej jadłem. Powoli wracam do normalnej diety.

    Zastanawiam się czy na podstawie takiego wyroku jednego choćby lekarza prowadzącego człowiek może zostać ubezwłasnowolniony, pozbawiony praw. Czy sąd już ciągle będzie mnie wzywał i kazał się leczyć, bo tak uważają najbliżsi członkowie mojej "rodziny", bądź nie zastosowałem się do szkodliwych zaleceń lekarza działającego wg mnie niezgodnie z prawem. Jest chyba jednak prawo, że nie można postępować w stosunku do człowieka niezgodnie z elementarnym prawem jednostki, człowieka do nienaruszalności jego cielesnej (ja nic przecież złego nie zrobiłem, nikogo nie pobiłem) psychicznej, godności i przymusowego więzienia go na podstawie podsuwanych pretekstów podawanych przez bliskich, którzy mnie tam umieścili i wykorzystywanych przez tego lekarza jako pretekstu do więzienia mnie przy współudziale czynnym i uważam że chyba świadomym innych lekarzy i personelu, do zniszczenia świadomości tego młodego człowieka który chyba zagraża występującemu aparatowi władzy w tym państwie zarówno miasta, ludzi bliskich, którzy wykorzystali przepis prawny żeby z powodu jakiejś choroby (u mnie nie jest to  choroba, ani choroba, którą podał lekarz, tylko schorzenie wywołane przez stres, napięcie psychiczne po pracy i warunkach jakie miałem podczas przebywania w domu i w warunkach spokoju wykonywania bezpiecznie pracy nie występuje) by uwięzić mnie i zniszczyć psychicznie. Bo za jakieś polityczne niezgodności można się bronić, może mieć i nawet profity, w tym wypadku np. można uzyskać polityczne czy finansowe), a człowieka samotnego można bardzo łatwo usunąć  z życia publicznego stwierdzając, że nie jest zdolny żyć samodzielnie (nawet uniemożliwiając mu  to na wolności), albo sprowokując go do jakichś zachowań i usunąć jak niebezpiecznego dla otoczenia w sposób jaki to ze mną zrobiono wykorzystując przepisy prawa do własnych celów przy współudziale urzędników, pracowników państwowych.

         Chciałbym tu jeszcze odpowiedzieć na zarzuty, preteksty - tak to nazywam pod wpływem których mnie uwięziono, bo według mnie na pewno nie z powodu stwierdzenia lekarskiego choroby, bo nie badano mnie w żaden sposób. Jedynie dwa razy jak to nadmieniłem przesłuchiwano w dniu zatrzymania, osadzenia przez lekarzy o  praktycznie dane osobowe na co odpowiadałem na początku żartobliwie u pierwszego lekarza nie wiedząc co mnie czeka, a następnie u drugiego lekarza który mnie skazał, odpowiadałem rzetelnie, prawidłowo, zgodnie z prawdą, stanem faktycznym.

       Twierdzę, że jestem zdrowy psychicznie. Moje schorzenia są moją osobistą prywatną sprawą, które nie mogą być powodem do więzienia człowieka i utraty jego godności, wywołania prawdziwych szkód psychicznych i fizycznych.

    Potrafię się utrzymać sam i  gdyby rodzina która wezwała tych przedstawicieli służb państwowych w dniu mojego zatrzymania wcześniej mnie o tym poinformowała, że coś takiego może się zdażyć, jakie tego będą konsekwencje, że nie będę mógł się bronić odwołać do nikogo bo nie mam innych bliskich osób a w tym zamknięciu uniemożliwią mi kontakt z innymi instytucjami to od razu wyprowadziłbym się od nich i zerwał wszelkie kontakty z nimi w obawie o tak przerażające zajście i trwałe uszkodzenie mojej osoby  zniszczenia mi życia, godności, życia w ciągłej obawie, że znów będą mogli mnie uwięzić w każdej chwili pod każdym pretekstem.

                 Wystarczyło, że przygotowali tę sytuację wcześniej informując  pracowników państwowych przedstawiając mnie tylko w złym świetle i skazując mnie przy złym działaniu tych pracowników na pobyt przymusowy w tym szpitalu niszcząc mi tym życie, poczucie spokoju, bezpieczeństwa nie dając żadnego prawa do obrony, ani umożliwienia jej, poinformowania, że takie prawo przysługuje - to jest niesamowite, że takie coś się wydarzyło - za co się utrzymuje tych urzędników państwowych - za wykonywanie takich rzeczy na pograniczu albo i bardziej ze strefy obozów koncentracyjnych tylko z ładnymi nazwami obiektów o pomocy dla ludzi (chyba nie tym którzy są tam więzieni), ubiorami, gmachami budynków i nowymi twarzami nowych urzędujących tam ludzi.

      Cały czas żyję z obawą że pozbawiony zostałem praw nie tylko jako obywatel, ale też jako wolny człowiek i zostanę ponownie osadzony w tym szpitalu lub szantażowany z możliwością już do końca mojego życia tam lub w każdej chwili osadzenia, nawet siłą przez policję w świetle tego polskiego "prawa". Wysyłam opis przedmiotu mojej sprawy do różnych instytucji, choć obawiam się, że już widząc sposób działania tego państwa nie zostanie moja sprawa załatwiona pozytywnie, dobrze i zakończona definitywnie bym mógł swobodnie znów zacząć żyć jak wolny człowiek, nie być zmuszony do brania jakiejś szkodliwej chemii i pobierania mi krwi, czy narządów ciała, a móc zacząć pracować i żyć jak swobodny nie przerażony, wolny człowiek, realizujący swoje zadania życiowe.

       Sądzę, że każdy człowiek nie szkodzący innym ludziom i sobie ma prawo leczyć się na sposób który mu odpowiada, który go wyleczy, który nie jest szkodliwy dla niego, ma prawo się leczyć, a nie przy pomocy prawa jakiegoś państwa które nadało czy narzuciło mu swoje obywatelstwo - może go zniszczyć, pozbawić praw dla niego nieważnych - obywatelskich tego państwa, ale i też niesłychanie ważnych praw  dla tego człowieka jak i chyba każdego innego człowieka, jako prawo bycia istotą samodzielną, żyjącej z  godnością i władnej do stanowienia o  sobie, realizowania swoich potrzeb przez siebie na swój sposób nikomu nie szkodzący i to nie tylko tych elementarnych - fizycznych i psychicznych, intelektualnych, co jest chyba najważniejszym prawem człowieka, a które mi w tak "cywilizowanym, bezpiecznym i dbającym o losy obywatela, człowieka państwie, mieście"  prawo odebrano.

      Po wyjściu ze szpitala byłem w takim szoku, bo nie wiedziałem do kogo się zwrócić, widząc po zachowaniu tych urzędników państwowych, że na organy państwowe publiczne nie mogę liczyć. Nie mając również żadnego wsparcia od osób prywatnych, w szoku i ciągle narastającym przygnębieniu postanowiłem udać się za granicę, z nadzieją, że inne państwo zagwarantuje moje prawa. Obecnie, dziś przebywam w Danii i postanowiłem złożyć to pismo - wysłać drogą elektroniczną - do różnych instytucji na razie głównie w Polsce w celu obrony moich praw (dowiedziałem się od innych osób, że miała się odbyć sprawa sądowa odnośnie chyba przyjęcia mnie do szpitala, czy znów przymusowego osadzenia mnie tam, choć nic złego nie zrobiłem). Zgodnie z tym pismem nie mogłem tam zeznawać jako wolny człowiek tylko jako część strony, której przedstawicielem miała być moja "matka", na której wniosek ten koszmar się zaczął i był również podtrzymywany, a ja chyba bez żadnych praw musiałbym uczestniczyć w tej rozprawie i słuchać zarzutów tej "mojej matki", przedstawiania stanu mojej osoby tylko z jej strony, chyba bez możliwości przeze mnie obrony mojej osoby i wyjaśnienia faktów i zdarzeń, które zaszły. Jak sąd może coś takiego realizować, do czegoś takiego dopuszczać, wywołując już przed odbyciem rozprawy zakładane jej zakończenie, efekt zakończenia, nie dając osobie możliwości obrony swych praw przedstawienia swojej sytuacji i faktycznych prawdziwych zdarzeń, które miały miejsce, organizując tak postępowanie prawne by osoba nie wiem czy oskarżona, czy po prostu wg mnie niesamowicie poszkodowana, pokrzywdzona już z góry nie mogła dochodzić swych praw, została ich pozbawiona, już nie jako obywatel ale jako człowiek.

       W przypadku braku możliwości zauważenia pozytywnego rozpatrzenia mojej sprawy, odzyskania praw, będę się tylko jak to możliwe starał udać na emigrację i lub o uzyskanie azylu politycznego w innym państwie, ponieważ to państwo w bardzo niesamowity sposób pogwałciło moje prawa i zniszczyło mi życie, spokojne patrzenie w przyszłość, wywołało ciągły stres i problem z tym związany, by móc spokojnie podjąć pracę i dalej realizować swoje plany życiowe i żyć jak wolny człowiek. 

Mateusz

Więcej:

Które profesje przyciągają najwięcej psychopatów? 1-urzędnicy państwowi, 2-prawnicy... 
Jak bronić się przed psychiatrią paranoikiem ?
PSYCHIATRYK ZA KRYTYKOWANIE STALINIĄTEK ! WYMIAR JEST, SPRAWIEDLIWOŚCI NIE ZNALEZIONO
Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu kolejny raz skazał Polskę za bezprawny areszt oraz umieszczenie w szpitalu psychiatrycznym - tylko arogancja sędziów z Pruszkowa ?
W psychologii jest mnóstwo szarlatanerii, wróżenia z fusów. Trzeba zdemaskować niecne praktyki wywiad z dr Tomaszem Witkowskim.
Sąd Rejonowy w Poznaniu skazał na 4 lata psychologa i seksuologa Lechosława Gapika, który molestował seksualnie swoje pacjentki.
Dziennikarz do psychuszki! Sprawa nie tylko MARIUSZA CYSEWSKIEGO.
List do polskich Psychiatrów i Służby Zdrowia  Mieczysław Jacek Skiba
Wniosek Zbigniewa Kękusia do Jarosława Gowina z żądaniem zbadania zdolności Beaty Stój do pełnienia obowiązków sędziego SR w Dębicy oraz poddaniu jej badaniom psychicznym.  
Zamiast spotkania z Gowinem, psychiatryk. Dr Zbigniew Kękuś
Prześladowanie Zbigniewa Kękusia przez niekompetentną i niezrównoważoną psychicznie SSR Beatę Stój z Dębicy.
Sąd Rejonowy w Dębicy - sędziowie do obowiązkowego badania psychiatrycznego czy mają predyspozycję do sprawowania tak odpowiedzialnych stanowisk zwłaszcza Beata Stój i tajny funkcjonariusz SB Dariusz Różański
Przyzwolenie Rzecznika Praw Obywatelskich i Prezesa Sądu Rejonowego w Wałczu,  Małgorzaty Dering – Suskiej na gwałcenie prawa i konstytucji przez togowo - policyjno - psychiatryczną mafię – koszalińską Cosa Nostrę.  
Kraków - Tylko schizofrenia biegłych psychiatrów Kinga Zoła i Andrzeja Wsołek ze szpitala psychiatrycznego w Kobierzynie?
TERROR PSYCHIATRYCZNY w polskich psychuszkach, czyli czego nie wiesz o polskim systemie "opieki" zdrowotnej
TERROR PSYCHIATRYCZNY w polskich psychuszkach, czyli czego nie wiesz o polskim systemie "opieki" zdrowotnej...
Psychiatryczne badania, poczytalność, odpowiedzialność, opiniowanie... Kilka uwag o niepoczytalności oraz poczytalności ograniczonej. 
"Psychuszka" skuteczniejsza niż łagier... Dr Jarosław Szarek a stalinowskie metody odradzają się w coraz bardziej totalitarnej Polsce i eurouni
Psychiatria i Sprawiedliwość? - z cyklu każdy dostać nakaz stawienia się na badania psychiatryczne.
ZUS O/ Tomaszów Mazowiecki nakazuje zbadać psychiatrycznie zmarłego... wymysł niekompetentnych pseudo-specjalistów typu Dariusz Ścierwicki i Agnieszka Rajska
Opinie psychiatrów, których trudno nazywać biegłymi, w niedalekiej stalinowskiej przeszłości były skutecznym narzędziem walki z opozycją polityczną - z cyklu sędziowie a niezawisłość od rozumu...
CZY RZĄDZĄ NAMI PSYCHOPACI ?

Tematy w dziale dla inteligentnych:
ARTYKUŁY - tematy do przemyślenia z cyklu: POLITYKA - PIENIĄDZ - WŁADZA

Polecam sprawy poruszane w działach:
SĄDY PROKURATURA ADWOKATURA
POLITYKA PRAWO INTERWENCJE - sprawy czytelników

"AFERY PRAWA" - Niezależne Czasopismo Internetowe redagowane jest przez dziennikarzy AP i sympatyków z całego świata których celem jest PRAWO, PRAWDA SPRAWIEDLIWOŚĆ DOSTĘP DO INFORMACJI ORAZ DOBRO CZŁOWIEKA

uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres:
afery@poczta.fm
- Polska
aferyprawa@gmail.com

Dziękujemy za przysłane teksty opinie i informacje.

WSZYSTKICH INFORMUJĘ ŻE WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI I SWOBODA WYRAŻANIA SWOICH POGLĄDÓW JEST ZAGWARANTOWANA ART 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ.
Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.
1 - Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.
2 - Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane.

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.

~lee123
23-02-2017 / 09:00
www.trxfitness.it/ Trx Prezzo www.trxfitness.it/ Allenamento Trx www.trxfitness.it/ Trx Allenamento www.trxfitness.it/ Esercizi Trx
~marktsg
10-03-2015 / 03:38
~ocb
04-11-2013 / 21:13
nie oszukujmy sie. w szpitalach psychiatrycznych pracuja w wiekszosci ludzie , ktorzy dzieki swojej wrecz nieograniczonej wladzy daja upust roznym swoim skrywanym pragnieniom. patrzac na rozne sprawy, mozna smialo mowic, ze to sadysci, ekperymentatorzy, ktorzy gdyby cos takiego robic z kims dla nich bliskim, staneli by na glowie, zeby uniemozliwic robienie tego co sami robia na co dzien. niestety system wyglada jak wyglada i brak jest selekcji (ktora jest jak najbardziej mozliwa przy checiach i odpwiedniej wiedzy ewent selekcjonerow lekarzy/personelu w psychiatrykach). panu mozna tylko wspolczuc, bo nic innego. raz stwierdzony "wariat" nie ma szans, bo kazde jego zachowanie pozytywne, strach, apatyczne czy nerwowe (bo jak sie nie denerwowac, gdy wmawiaja ci cos i faszeruja syfem) bedzie odpowiednio tlumaczone do sytuacji. i tak wlasnie rodzina moze sie pozbywac uciazliwych rodzicow, dzieci, mozna sie pozbywac kazdego niewygodnego. bo trafienie do szpitala i jakakolwiek diagnoza, chocby nawet mijajaca sie na kilometry ze stanem faktycznym, jest "swieta" dla sadu czy innych decydujacych o danej osobie. mozliwosci naduzyc sa przeogromne i chetnie wykorzystywane, bo wszystcy dobrze wiedza, ze sa poza jakakolwiek kontrola...
~marek777
23-07-2013 / 00:21
Patrzę sensem LARGO ... system resortu sprawiedliwości >>> czytaj NIEsprawiedliwości ... po 1989 roku >> w miejsce dochodzenia prawdy materialnej logiką rozumowania przy użyciu metod prawno-kryminalistycznych zorganizował się na bazie insynuacji urojeń własnych w doskonały system strukturalny , ochraniający prokuratorów i sędziów przed bezrobociem ... przy właściwie funkcjonującym systemie państwowości ... przestępstwa powinny być zminimalizowane ... tym czasem dzieje się już NIE kabaret .... prokuratorzy i sędziowie NIE są zainteresowani przywracaniem właściwych relacji .... ODWROTNIE : są ZAINTERESOWANI by był jak największy bałagan .... dokonują tego awanturnictwem procesowym .... wg swojego widzimisię ... Racja Stanu Postanowień Konstytucji Rzeczpospolitej Polski jest tylko pojęciem encyklopedycznym .... więc trzeba sobie zadać pytanie : Czy prawo i zasady prawa w Obecnej Polsce to też pojęcia encyklopedyczne ??? patrz : www.youtube.com/watch?v=T7rrKNRuCas ; NIEPOKONANI 2012 ZAPRASZAMY w dniu 25 lipca 2013r godz. 10 sala Nr 16 Sąd Okręgowy w Koszalinie sprawa - V Kz 416/13 w zw. II K. 343/12/AW >> ta zabawa trwa już ponad 13 - LAT
~gosc
15-07-2013 / 11:55
Ciekawe do jakiej kategorii,zaliczyla by "paniusia",wszelkiej masi oszustow,ktorzy okradaja ludzi nie tylko z pieniedzy,ale rowniez z godnosci.Oni zapewne nie zrzucaja szklankami,nie kopia w drzwi,oni tylko bogaca sie na ludzkiej krwi. Pewna grupa osobnikow takie zwyrodnienie zwia poprostu"Szczesciem" Ktos tu jest zalosny.
~ Krystian Jarząbek
13-07-2013 / 15:08
Do p. Anny: Szanowna Pani, Na jakiej podstawie twierdzi Pani, że autor niniejszego listu jest osobą chorą psychicznie?. Czy jest pani biegłą w zakresie tej dziedziny medycyny?, jeśli nawet choroba psychiczna, o którą podejrzewa Pani p. Mateusza ma swe odzwierciedlenie w rzeczywistości to nikt, a w szczególności funkcjonariusze publiczni w osobach sędziów prokuratorów, funkcjonariuszy Policji i SM nie ma prawa do działań, które w sposób rażący uwłaczają godności ludzkiej, o przypadkach czego jest mowa w tym liście. Art. 30 Konstytucji RP, stanowi:"Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych. " W swych osądach, proszę zwrócić m.in. na ww akty prawne niez.społ. Krystian Jarząbek Nieetatowy Działacz Praw Człowieka przewodniczący Jednoosobowej Inicjatywy Społecznej w Obronie Praw Obywatela, Czersk, woj. pomorskie
~do Anny
10-07-2013 / 20:29
już treść Twojego postu świadczy, że masz nierówno pod sufitem. Skorzystaj z pomocy lekarza specjalisty. Dużo zdrowia, szczególnie tego psychicznego Anno.
~Anna
09-07-2013 / 21:23
Już z treści i dziwacznej stylistyki listu każdy lekarz rozpozna w Panu osobę chorą psychicznie. W dodatku brak pracy, brak ubezpieczenia i środków do życia dowodzi, że Pana sposób na życie to pasożytnictwo na starych, schorowanych rodzicach. Rozbijanie szklanek, kopanie w drzwi, konflikty z rodzicami są również oznaką braku umiejętności stosowania cywilizowanych metod rozwiązywania problemów rodzinnych. Brak poczucia choroby, typowy w psychozach, każe się Panu "nie zgadzać" z diagnozą a bezkrytycyzm wobec własnego postępowania jeszcze tę diagnozę potwierdza.
~No needed
08-07-2013 / 17:31
Witam. Proszę zostawić do siebie jakiś kontakt (najlepiej email). Chętnie zajmę się pańską sprawą. Gratis. pozdr. dziennikarz zajmujący sprawami tzw. "psychuszek w demokracji"