Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
24 listopada 2020
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 03-05-2012

Przez przekręty SLD miliony członków spółdzielni mieszkaniowych w Polsce mogą nigdy nie uzyskać prawa do gruntów pod blokami. LESZEK MISIAK  

 

W mackach czerwonych spółdzielni.

 

Na warszawskim Ursynowie rozpoczęto unieważnianie aktów notarialnych dotyczących terenów spółdzielczych zabudowanych po 1990 r. To skutek niezgodnego  z prawem obrotu gruntami przez spółdzielnie i urzędników gminnych.

Sprawą zajęły się ABW i CBA «  

Unieważnienie aktów notarialnych spółdzielni mieszkaniowych na Ursynowie wywoła lawinę podobnych decyzji w całej Polsce. -

Od 1990 r. obowiązywało nabywanie gruntów przez spółdzielnie w drodze przetargu. Tymczasem na Ursynowie nie było żadnego przetargu na  grunty, a cały jest zabudowany z naruszeniem prawa.   

 

 Gminy przekazywały je za darmo.  

 

Urzędnicy gminni  dogadywali się z prezesami spółdzielni. A w każdej większej z nich był  prezes związany z SLD.  
Skarb Państwa poniósł ogromne straty na obrocie gruntami - mówi „GP" członek jednej ze spółdzielni [ursynowskich i nie tylko]. Zastrzegają  anonimowość, obawiając się  wyrzucenia z mieszkania.

  • Prokuratorzy, sędziowie, radni, notariusze i pracownicy wydziałów ksiąg wieczystych uczestniczyli w przestępstwach urzędniczych  

    dodają.  

Sprawa wyszła na jaw po wejściu w życie ustawy o dostępie do informacji publicznej.

 

Kilku  członków spółdzielni „Wyżyny” na Ursynowie odkryło wówczas nielegalny obrót gruntami

gminnymi, który jak  się  okazuje  dotyczy także innych rejonów Warszawy, kraju. „To afera większa niż FOZZ” miał powiedzieć jeden z prokuratorów członkom spółdzielni, którzy ją wykryli.  

Mieszkańcy bloków spółdzielczych są przekonani, że skoro zapłacili za swoje mieszkania, a następnie po raz drugi na żądanie spółdzielni wykupili mieszkania na  własność, [jako ich właściciele]   mogą czuć się bezpieczni. Nic bardziej mylnego.

 

Tymczasem  wykupienie mieszkania bez praw do gruntu to tak, jak wybudowanie domu na cudzej działce.

 

 W aktach notarialnych zakupu mieszkania w wielu spółdzielniach nie wyszczególniono, że nabywca staje się jednocześnie właścicielem części działki pod blokiem, gdzie znajduje się jego mieszkanie. Zarząd  spółdzielni jako właściciel gruntu może wziąć kredyt obciążający hipotekę, [co oczywiście ma miejsce] a spółdzielcy  będą musieli go spłacić. - Tak się stało m.in. w warszawskiej spółdzielni „PAX”. Zarząd  może też sprzedać grunt wraz z lokatorami, jak na warszawskim Bródnie. Wieczystym  użytkownikiem gruntu jest bowiem spółdzielnia, a nie jej członkowie - mówią członkowie   spółdzielni warszawskich.  

Unieważniane są akty notarialne zawarte między spółdzielnią a gminą, która przekazała

im grunty za darmo. Niedawno zakończyły się kontrole w ursynowskich spółdzielniach  „Jary”, „Wyżyny”, „Przy Metrze”, „PAX”, a także w spółdzielni na Woli.

 

Stwierdzono, że  wszystkie skontrolowane akty notarialne rażąco naruszają prawo.

 

W naszej spółdzielni  zakwestionowano trzy akty w części dotyczącej gruntu oddanego bezprawnie spółdzielni po 1990 r. - mówią „GP" Elżbieta Sendłak i Joanna Gniewek, członkinie spółdzielni „Wyżyny”.   O poświadczaniu nieprawdy w dokumentach i wyłudzaniu gruntów członkowie ursynowskich  spółdzielni zawiadomili prokuraturę. Sprawy jednak ciągnęły się albo ich nie wszczynano.
Napisały więc, do ministra Ziobro, by zabrał je z prokuratury warszawskiej. Przekazano je  do Rzeszowa i Krosna, gdzie też nie znaleziono podstaw do wszczęcia dochodzenia.  Niedawno okazało się, że dekretację, by postępowania te skierować właśnie do Rzeszowa i  Krosna, dał Janusz Kaczmarek, ówczesny prokurator krajowy.  

“Szczęściarze” z SLD   27 maja 1990 r. w ramach reformy państwa polskiego wprowadzili  ustawę o samorządzie  gmin.

 

Na  mocy  jest postanowień grunty będące dotąd własnością państwa skomunalizowano.

 

Skarb Państwa przejął fabryki,  drogi itp., zaś grunty budowlano-inwestycyjne zostały przy samorządach. Brak kontroli  samorządów umożliwił grabież gruntów trwającą do dziś, a w warszawskich urzędach wciąż  pracują ludzie, którzy uczestniczyli w bezprawnym przekazywaniu gminnych gruntów  zarządom spółdzielni.  

W  1991 r. weszła w życie tzw. ustawa ministra Adama Glapińskiego umożliwiająca  nieodpłatne oddanie przez gminę gruntów spółdzielniom mieszkaniowym w wieczyste użytkowanie wyłącznie pod budownictwo wielorodzinne. Osoby znajdujące się w tzw. zamrażarce wojewody, przez lata wpłacające na książeczki mieszkaniowe, ale nieprzypisane do konkretnej spółdzielni, mogły ubiegać się o tereny pod budowę mieszkań.  Pozostałe grunty spółdzielnie musiały kupować w przetargach. - Ustawę Glapińskiego  wykorzystano do grabieży ziemi. W tym czasie to głównie ludzie z administracji  wywodzącej się z PRL orientowali się w zawiłościach przepisów i możliwościach ich  „naciągnięcia”.  

 

Byli aparatczycy zawiązywali spółdzielnię.   

 

Uzyskiwali od gminy grunty za darmo. Budowali osiedla mieszkaniowe; domy wielorodzinne i jednorodzinne, a po zakończeniu inwestycji uwłaszczali się na gruncie i rozwiązywali spółdzielnię.    Takim przykładem jest  spółdzielnia „Piątka” w 1996 r. kupiła od gminy bez przetargu (zezwolił na to wojewoda Leszek Mizieliński)   atrakcyjnie   położoną   działkę   za zadziwiająco niską cenę - 200 zł za metr,   gdy w dużo mniej atrakcyjnych   miejscach    Bemowa    działki kosztowały ponad 600 zł.   Wybudowała osiedle przy parku leśnym Bemowo. Ma tam dom Ryszard Kalisz i kilku innych  działaczy SLD.  

Na początku lat 90. ówcześni pracownicy Urzędu Rady Ministrów założyli spółdzielnię „Dębina” przy ulicach Rosoła i Nowoursynowskiej. Wśród członków spółdzielni można znaleźć Leszka Millera, Jerzego Jaskiernię, Marka Wagnera, Grzegorza Rydlewskiego, Michała Tobera. Lewicowi politycy dzięki przychylności administracji bezprawnie przejęli kilka hektarów Ursynowa,  i  nie  tylko....    Za te tereny sąd przyznał spadkobiercom rodziny Branickich, pierwotnych właścicieli, 15 min zł odszkodowania.
Postkomuniści uwłaszczyli się kosztem podatników, a zapłacić ma miasto...  

  • W 1997 r. grunt przekazany spółdzielni „Dębina”, gdzie mieszkał Leszek Miller, operat szacunkowy w gminie wycenił na 126 zł za metr, a mieszkańcom spółdzielni „Wyżyny" ten  sam operat szacunkowy w tym samym czasie wycenił grunt znajdujący się po sąsiedzku na  700 zł za metr - mówią mieszkańcy „Wyżyn”.  

  • Przeciętny Polak nigdy nie miał i nie będzie miał takiego szczęścia jak panowie Kalisz czy  Miller, którzy tanio kupili działki i mają prawo własności.

  • Przeciętny spółdzielca,  mieszkaniec bloku  prawa własności nie ma.  

Grabież  wciąż   trwa  

 

Zgodnie z ustawą o gospodarce nieruchomościami spółdzielnie mogły otrzymać w użytkowanie wieczyste tereny zabudowane do 5 grudnia 1990 r. Tymczasem spółdzielnie wspaniałomyślnie dostawały od gmin w użytkowanie wieczyste nie tylko grunt, pod  budynkami, ale niezabudowane działki warte miliony złotych, na których potem budowały

kolejne bloki i bogaciły się,   sprzedając mieszkania.   Zgodnie z prawem powinny wykupić te działki w przetargu.  Po 1990 r. przekazano spółdzielniom mieszkaniowym setki hektarów za darmo.  

Spółdzielnie stosowały też inny wybieg, by przejąć ziemię. Akty notarialne z gminą zawierano na grunty rzekomo zabudowane przed 1990 r., a faktycznie zabudowano je np. w 2000 r. W ten sposób, poświadczając nieprawdę w aktach notarialnych, spółdzielnie wyłudziły tereny inwestycyjne.     Tylko na Ursynowie są to grunty warte setki milionów złotych.  

W wyniku porozumień Okrągłego Stołu dokonano podziału łupów, strefy wpływów. Cześć ludzi „z układu” III RP dostała do prywatyzacji państwowe zakłady pracy, banki itp., inni w samorządach  rozdzielali grunty i nieruchomości.

W 1990 r. komuniści byli świetnie zorientowani w  sprawie.   Robiąc spis inwentaryzacyjny, ułatwili przestępstwa na gruntach na  niewyobrażalną skalę.  To był perfekcyjnie przygotowany skok na kasę. Elity rządzące były  dobrze przygotowane do kradzieży ziemi, np. akt notarialny dotyczący rzekomo działki  niezabudowanej (a stoi na nim kilkadziesiąt budynków) na Ursynowie podpisano tuż przed  komunalizacją gruntów.  Budynki te spółdzielnia powinna nabyć od Skarbu Państwa, Ten akt  notarialny Rep. A nr III-4261/90 z dnia 21 lutego 1990 r. jest obecnie uchylany.

Za prezydentury Lecha Kaczyńskiego skontrolowano prawidłowość nabycia gruntów przez spółdzielnię „Wyżyny”, przy ul. Kazury 5.   Następne kontrole wykazały, że ok. 7 tys.  członków tej spółdzielni nie uzyska praw do gruntów, bo spółdzielnia nabyła je z rażącym  naruszeniem prawa. Dotyczy to również innych spółdzielni: „Przy Metrze”, „Jary”, „Wola”...   

Po 1990 r. zabudowane tereny gminne bezprawnie rozdano spółdzielniom.

Zaczęło się w  spółdzielni „Natolin”, której członkami byli Aleksander i Jolanta Kwaśniewscy. Spółdzielnia  otrzymała grunty pod zabudowę wielorodzinną, ale na części spółka „Natpoll”, z którą są  związani znani austriaccy biznesmeni z polskim rodowodem Andrzej Kuna i Aleksander Żagiel, wybudowała cztery budynki komercyjne dla banków i biur.  

Innym przykładem niezgodnego z prawem obrotu gruntami gminnymi jest Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Choć uczelnia nie była właścicielem gruntów, sprzedała prawo użytkowania wieczystego m in. Ryszardowi Krauze. Uczelnia otrzymała tę   ziemię w użytkowanie pod uprawy szkolne, które wygasło w 1977 r. Mimo komunalizacji  tych gruntów uczelnia uwidoczniła w księgach wieczystych prawo użytkowania wieczystego.

W 1966 r. rada gminy Ursynów podjęła uchwałę nr 272, na mocy której własne tereny  odda SGGW.        Biuro Kontroli Wewnętrznej i Audytu m.st.Warszawy wykazało jej bezprawność.  

14 września 2007 r. NSA podważył prawo uczelni do tych gruntów, czyli transakcja była nielegalna – mówi mieszkanka „Wyżyn”. – nie czekając na wyrok sądu, SGGW sprzedała ziemię spółdzielni „Wyżyny” – dodaje.    Spółdzielnia broni się , że działała w dobrej wierze.  Była to decyzja Janusza Kaczmarka.

  

Na trop afery gruntowej kilku członków spółdzielni, „Wyżyny” trafiło siedem lat temu. - Kupiłam mieszkanie w spółdzielni na Ursynowie, w umowie było napisane, że jest prawo użytkowania wieczystego gruntu. Zapłaciłam, wprowadziłam się i poprosiłam o akt notarialny przeniesienia na mnie części ułamkowej gruntu pod moim mieszkaniem. Prezesi powiedzieli, że mi go nie dadzą. Poszłam do ksiąg wieczystych, a tam okazuje się, że pani sędzia też nie chce wydać mi tego dokumentu. Udałam się więc do biura regulacji praw własnościowych w gminie. Proszę, by wydali mi wszystkie dokumenty dotyczące mojej działki, mojej inwestycji. l wtedy się zaczęło.    Myślę, dziwna sprawa, bo wydaje się, że jest  to grunt gminny, a SGGW sprzedało mojej spółdzielni prawa do użytkowania wieczystego.

  • Chciałam wyjaśnić, u kogo mieszkam. Nie udało się - mówi Elżbieta Sendłak.

  • Mnie kazali nagle dopłacić do mieszkania 35 tys. zł, bo podobno źle rozliczyli inwestycję dodaje Joanna Gniewek.  

Członkowie spółdzielni na Ursynowie skrzyknęli się, poszli do komisji rewizyjnej, do  radnych. Oni na to, że nic z tego nie rozumieją.   Przewodniczącym komisji rewizyjnej był Jerzy Albin. Gdy doszedł do władzy rząd Millera, Albin został głównym geodetą kraju.  


Ponieważ urzędnicy nie chcieli z nimi rozmawiać, założyli Stowarzyszenie Członków Spółdzielni Mieszkaniowych.  

W 2001 r., gdy Lech Kaczyński został ministrem sprawiedliwości, nastąpił przełom w sprawie. Stanął po stronie spółdzielców. Prokuratura dostała od nich mnóstwo dokumentów dotyczących nieprawidłowości finansowych w spółdzielni. Ale Kaczyńskiego odwołano, a spraw nie wszczęto.  

Spółdzielcy złożyli w prokuraturze zawiadomienie w sprawie dotyczącej nieprawidłowości w rozliczaniu inwestycji w spółdzielni i nieprawidłowości w obrocie gruntami na Ursynowie.   - Ale nikt w prokuraturach nie chciał się tym zająć ani Rejonowej dla Warszawy Mokotów,  ani Okręgowej.

Spółdzielcy udali się więc do Biura Kontroli Wewnętrznej Audytu m.st. Warszawy. Kontrola  potwierdziła wszystkie zarzuty spółdzielców, m.in., że SGGW sprzedało prawo użytkowania

wieczystego gruntu, choć nie było jego właścicielem.   Audyt nakazał zwrot działek gminie.  W lutym i maju urząd miasta podjął działania, by unieważnić akty notarialne dotyczące 6  tyś, ludzi w spółdzielni „Wyżyny”. Oznacza to, że 6 tyś. łudzi zapłaciło za mieszkania, a nie ma prawa do własności gruntu. Dzięki działaniom Stowarzyszenia Członków Spółdzielni Mieszkaniowych 117 ha, do których prawo przypisywało sobie SGGW, jest dziś w gestii miasta.  

Gdy ministrem sprawiedliwości został Zbigniew Ziobro, członkowie ursynowskich spółdzielni  napisali do niego, by zabrał z prokuratury warszawskiej sprawy dotyczące Ursynowa.   

Sprawą zajęła się też ABW.    

Przeniesiono je do Prokuratury Apelacyjnej w Rzeszowie, skąd  trafiła  do Okręgowej w Krośnie. - Prokurator z Krosna przysłał nam informację, że brak jest podstaw do podjęcia na nowo śledztwa.    Stwierdził, że SGGW i zarząd Gminy Ursynów  działały w dobrej wierze, mimo że wyrok NSA mówi o czymś wręcz przeciwnym, a poza tym  jest decyzja prezydenta miasta, by unieważniać akty notarialne.   Prokurator nie podjął   sprawy, a teraz nagle wezwał mnie na przesłuchanie. Pytam go, po co mam zeznawać w  umorzonej sprawie? Jako kto? On na to, że dlatego, że domagałam się, by mnie  przesłuchać - opowiada Elżbieta Sendłak.  

Teraz od policji dowiedzieli się, że to nie minister Ziobro podpisywał decyzje o skierowaniu do Rzeszowa, tylko Janusz Kaczmarek.  

Wcześniej tę sprawę umorzył asesor Prokuratury Rejonowej na Mokotowie z powodu braku  cech przestępstwa w działaniach SGGW, zarządu gminy Ursynów i spółdzielni, „Wyżyny”  polegającego na działaniu na szkodę interesu publicznego.  

Minister Ziobro miał powiedzieć, że nikt z prokuratury ani policji warszawskiej nie powinien dowiedzieć się o wznowionym śledztwie. Tymczasem w lutym prokuratura z Krosna przekazała pytania do komisariatu policji przy ul. Janowskiego na Ursynowie.  

 

Konieczna specustawa  

 

W Polsce powinna szybko powstać ustawa o prawie własności, która unormowałaby sprawy własnościowe. Prezydent Kwaśniewski i rząd SLD, gdy wprowadzali nasz kraj do UE, nie zadbali o wcześniejsze unormowanie prawa własności do gruntów dla polskich obywateli.  

Lewicowy rząd nie zadbał, aby akty notarialne zostały wpisane w księgi wieczyste. Dlatego takich spraw jak w Nartach,- gdzie Polska rodzina musiała zwrócić dom byłym właścicielom z Niemiec czy wyrzuconych na bruk z mieszkania staruszek w warszawskim Śródmieściu, będzie coraz więcej. Chyba że nowy parlament uchwali w ekspresowym tempie specustawę, która chroniłaby naszych obywateli przed takimi sytuacjami, chroniłaby naszą własność.    Skoro w sprawie autostrad można było napisać…  

 

Przedstawiony problem dotyczy wielu spółdzielni. Potwierdzają to zebrane przeze mnie materiały i innych spółdzielców - materiały. Póki co proszę zapoznać się poniższym materiałem. Materiały dotyczące naszej spółdzielni zostały zebrane i zgromadzone, przekazane redaktorowi.

Mechanizm, opisany poniżej, co do zasady jest taki sam w 95% spółdzielniach mieszkaniowych w Warszawie tudzież kraju.

LESZEK MISIAK  

 

Więcej:

Przestępcy którzy dumnie noszą nazwę urzędników: SSR Ewa Soczyńska, Prokurator Paweł Pietrzak i Daria Czerkawska-Staniec Asesor Prokuratury Rejonowej dla Warszawy Żoliborza - zawiadomienie A. Seremeta i Ministra (nie)Sprawiedliwości.

Warszawa Spółdzielcy w końcu wygrywają z SBM "Politechnika" i jej nieuczciwym zarządem.
Nie tylko Warszawa DO WSZYSTKICH CZŁONKÓW SPÓŁDZIELNI MIESZKANIOWYCH W RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ KU PRZESTRODZE !!!!!! SPÓŁDZIELCY, UCZCIE SIĘ PRAWA, ABY WAS NIE SPOTKAŁO, CO MNIE SPOTKAŁO.
Nowa ustawa o spółdzielniach mieszkaniowych podkomisji pani Staroń wprowadzone nowe uregulowania prawne sprawią, że spółdzielcy zaczną tracić nawet obecny stan posiadania.

 

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.