Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
3 kwietnia 2020
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

AFERY PRAWA OSZUSTWA FUNDUSZ ALIMENTACYJNY

Bydgoszcz – Fundusz alimentacyjny i szczególnie zasłużeni w jego upadku. SSR Hanna Koźlińska, SSO Zdzisław Janusz Adamowski, SSO Małgorzata Włodarska, SSO Krystyna Polus

Sąd pracy i ubezpieczeń społecznych, czy może „ boska ekipa” z ulicy Toruńskiej? – Sprawa Ireneusza Ciszewskiego, cz.5 - Korupcja i poplecznictwo ważniejsze, niż pieniądze społeczne...?

Zanim jeszcze otrzymałem wyrok sabatu czarownic, który odbył się nade mną w dniu 5 lutego 2003 roku

cis.zal.13a.Wyrok05.02.03s1.jpg (81956 bytes) cis.zal.14a.Wyrok05.02.03s2.jpg (142047 bytes) cis.zal.15a.Wyrok05.02.03s3.jpg (175882 bytes) cis.zal.16a.Wyrok05.02.03s4.jpg (91358 bytes)

(przypomnę - przeciwko mnie udział wzięły: moja małżonka, referent bezprawna ZUS Dorota Głuszczyńska z czarodziejską kulą, podobno sędzia, a na pewno z klapkami na oczach, jak koń, Hanna Koźlińska, protokólantka i dwie ławniczki – ciche myszki) złożyłem odwołanie od niego, gdyż oznajmiony mi on został tuż po posiedzeniu wróżek i wiedźm w dniu sabatu. Poprosiłem też o uzasadnienie, na które nie chciałem czekać nawet, domyślając się kolejnego steku bzdur i kłamstw ze strony tak zwanego sądu. Nie wiedziałem, jednak, do kogo kieruję swoje żale i czy pismo wzruszy poczucie sprawiedliwości kolejnych boskich namiestników. Faktem jest, że odwołanie, zawierające krytykę niebiańskiej władzy trafiło na teren tegoż samego folwarku, w którym wszyscy znali się jak łyse konie. Tak zwany sąd pracy i ubezpieczeń społecznych w całym swym rejonowym i okręgowym majestacie mijał się na co dzień w korytarzach i windzie, w gmachu przy ulicy Toruńskiej. Nie powiem, że nie wpływa to korzystnie na kondycję fizyczną pracowników sekretariatu i służb, biegających z piętra na piętro, choć z pewnością nie przekłada się to na sprawność postępowań, która, jak widać od kondycji sekretarek nie zależy, a raczej od woli najjaśniej panujących podobnosędziów - władców niebios i ich chęci do pracy. Odwołanie od wyroku sabatowego złożyłem przez pocztę niezwłocznie, już 13 lutego 2003 roku. Wyrok, w związku z moją apelacją, został natomiast wydany dopiero po półrocznym okresie oczekiwania (tak długo widocznie akta jechały windą z jednego piętra na drugie). Terminy zresztą boskich i nietykalnych, w ogóle, nie dotyczą. Są one ustanowione dla hołoty i plebsu, a nie dworskich dostojników. Uzasadnienie swoich wypocin Hanna Koźlińska, podobno sędzia, zamiast napisać w ustawowym czasie dwóch tygodni, tworzyła na przykład przez dwa miesiące i kto jej może za to nadmuchać, kiedy to bogowie (nie)sprawiedliwości są nieomylni i nieusuwalni...? Jak się później okazało odwołanie miał rozpatrywać wyższy rangą namiestnik, podobno sędzia sądu okręgowego, Zdzisław Janusz Adamowski, przy współpracy koleżanek z tegoż samego prywatnego folwarku Małgorzaty Włodarskiej i Krystyny Polus. Dwie panie stanowiły właściwie asystę podczas późniejszego „posiedzenia” w dniu 22 sierpnia 2003 roku i właściwie posiedziały sobie wygodnie za pieniądze podatników, gdyż nic pozytywnego w sprawie nie zrobiły. Wątpię też, aby znalazły czas na zapoznanie się z moją literaturą, choć, jak wyraził się o mojej sprawie Adamowski, była ona „wyjątkowa”, a więc zapewne ciekawa pod względem okoliczności i faktów.

Świecie, dnia 6 lutego 2003 roku

Sygn. akt
dotyczy: AL. 21250/10

Sąd Okręgowy w Bydgoszczy
za pośrednictwem
Sądu Rejonowego VII Wydziału Pracy i Ubezpieczeń Społecznych

ODWOŁANIE od wyroku

Niniejszym pragnę odwołać się w całości od wyroku Sądu Rejonowego VII Wydziału Pracy i Ubezpieczeń Społecznych z dn. 5 lutego 2003r.

Uważam to za skandal (!) w sądownictwie, w którym łamie się podstawowe prawa człowieka, gdzie nie przestrzega się zasad Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej i widzę, że od razu będę musiał zwrócić większą uwagę na to, czego chcę, bo wydaje mi się, że przemawiam do ścian (aluzja ogólna).

Sprawa moja (składa się ona w tej chwili z pięciu różnych spraw w sądach) oparła się o Sąd Apelacyjny (...), który wydał wyrok negatywny i z tego powodu nazbierało się sporo materiałów dowodowych, z czego nie potrafią (nie chcą) skorzystać zawodowi prawnicy – wstyd! Dość mam już stosowania metod „grzecznościowych” i próśb, a także postawy łagodnego baranka. Jestem w tej chwili tak zdesperowany, że jeśli nic się nie zmieni, wywlokę całą sprawę na widok publiczny i będą afery, bo to, co ze mną do tej pory wyczynia Wymiar Sprawiedliwości, przechodzi ludzkie pojęcie.

Po odczytaniu wyroku oświadczyłem oficjalnie przed wszystkimi, którzy tam byli na sali, w obecności orła w koronie na piersiach pani sędzi, że będę wyczerpywał pełną drogę legislacyjną, a jeśli państwo polskie mnie skrzywdzi, zrzeknę się obywatelstwa polskiego i nie żartuję, bo chodzi o moje dziecko i jestem do tego stopnia zdeterminowany, że uczynię jeszcze wiele w obronie jego interesów. CO Wy ze mną wyczyniacie?!

Nie adresuję tych gorzkich słów w kierunku nowej osoby sędziego, który obecnie czyta to pismo, gdyż jeśli jest Pan(i) osobą sumienia i sprawiedliwości, nie pominie z takim lekceważeniem mojej ważnej dla mnie sprawy. Być może zwrócę wreszcie uwagę sądu na to, że NAPRAWDĘ CZEGOŚ CHCĘ DLA DOBRA MOJEJ RODZINY, a skoro jest demokracja, nie boję się więc niczego, bo niczego złego (niezgodnego z prawem) przecież nie zrobiłem i posługuję się prawdą, a nie kłamstwami, jak osoba, która rozpętała wojnę na 5 frontach, napuszczając na mnie władzę. Szkoda tylko, że ta władza, składając się z ludzi wykształconych nie nie potrafi, tylko NIE CHCE jej się zrozumieć o co chodzi i robi wszystko źle. Do tej pory stosowane jest wobec mnie bezprawie, a nie prawo, gdyż mi każe się udowadniać moją niewinność (co robię), a nie udowadniając mi winy, robi mi się krzywdę. Mi, to znaczy mojej rodzinie, mojemu synowi. (...) Kim był Hitler każdy chyba wie. Chciał zniszczyć świat i niszczył go, na końcu zniszczył sam siebie. Czy Wymiar Sprawiedliwosci uległ jakiejś charyzmie i idzie ślepo za złem, bo to wygodne?! Kto mnie w końcu zrozumie? Opamiętajcie się ludzie...! Krótko i zwięźle, bo materiały dowodowe są w 5 sądach i skład orzekający prosiłbym o zapoznanie się ze wszystkim, co napisałem, bo wszystko dotyczy jednej sprawy. Ja już nie mam środków na to, aby każdemu sądowi kserować tony materiału, który jest już gotowy, tylko trzeba chcieć z tego skorzystać, zadać sobie trud. Najlepiej, jak do tej pory pracuje chyba Pan sędzia Jarosław Wichrowski (w sprawie XII K 219/01 w XII Wydziale Grodzkim SR w Bydgoszczy (sprawa warta uwagi ze względu na okoliczności sprawy głównej – rozwodowej), bo widzę, że zadaje sobie trud uzyskania informacji w sprawie karnej przeciwko Topolskiemu – byłemu kochankowi mojej żony, który mnie uderzył. Inni to olewka i inaczej tego nie nazwę. Czy ja muszę obrazić kogoś, żeby wreszcie się moją sprawą ktoś zainteresował dokładnie? (...) Sądzie Wysoki...! Nie róbcie olewki! Znowu mam przedstawiać skomplikowane dowody na to, że obowiązek alimentacyjny wypełniam? Przecież ILE już jest ich w aktach (sprawa główna – rozwodowa, sygn. akt I 1C 312/01, akta sprawy z biura komornika sądowego rewiru II w Bydgoszczy – II KMP 138/01, sprawa V Rco 16/02 w V Wydziale Rodzinnym i Nieletnich SR na Grudziądzkiej, dotyczącej skarg na komornika). Udowodnijcie mi, że tego obowiązku nie wypełniam. NIKT mi tego nie udowodni, bo JAK można udowodnić komuś coś, czego ten ktoś nie robi...? Ja alimenty świadczę, jak tylko mogę najlepiej. Za kogo jestem postrzegany w sprawach? Za zbira i łobuza (sprawa XII K 219/01 – karna), złodzieja (sprawa IV K 1611/02 w IV Wydziale Karnym SR w Bydgoszczy), uchylającego się od alimentów (sprawa komornika, rozwodowa i ta – o fundusz alimentacyjny)? Takie odnoszę wrażenie. Nie róbcie olewki! Proszę w końcu kolejnego Sędziego... Pani Najda-Ossowska przez niedokładne zbadanie sprawy zaszkodziła jej dobru już na samym początku i uważam, że to, co zrobiła, kładzie cień na jej pracy, a podobno przeszła do WSA, a naszej sprawy już nie prowadzi. Sprawa „poszła” na kłamstwie, a w moją prawdę nikt nie wierzy? Nikt nie dopuszcza myśli, że matka dziecka kłamie (!), bo chce coś skorzystać dla siebie? Na sprawie 5.02.03 zeznała, że ja w ogóle nie interesuję się dzieckiem, że nie dbam o nie, że nie ma mnie całe dnie w domu (z sugestią, że prawie wcale w domu nie bywam, a jest to nieprawdą, gdyż niemal codziennie w domu jestem, interesuje się synem, łożę na niego i całą rodzinę duże kwoty miesięcznie, kupuję jedzenie dla wszystkich, zabawki dla dziecka, wystawiam drzwi od małego pokoju (zrobiłem to właściwie raz) i wynoszę je do piwnicy, bo żona „zaszywa” siebie i dziecko, izolując je ode mnie (to jest do opisania cały proces izolacji). Wszystkim chce pokazać, że ode mnie niczego nie potrzebuje, chce tylko jednak, abym dawał jej kasę. Sąd idzie, pomimo tego, za nią w ciemno, jak lud niemiecki za Hitlerem. Padają tu ostre słowa, wiem. Dziwne to jest odwołanie, ale „normalnie” to ja apelowałem już wiele razy, w wielu sądach w mojej sprawie i NIKT mnie nie zrozumiał. Mało tego, nikt nie chce się do błędów przyznać. Dziwne ono takie nie będzie jednak, jeśli teraz Pan(i) Sędzia przeczyta wszystkie akta, we wszystkich sprawach, a ja jeszcze mogę dołożyć... Krzywdzicie mnie i moja rodzinę władzo sądownicza. Macie władzę, ale jest ona źle wykorzystywana, bo KRZYWDZI. (...) Proszę sąd, aby wreszcie wnikliwie zaczął tę sprawę badać, a nie z olewką, jeśli chce się wtrącać w osobiste życie mojej rodziny – rodziny mojego synka, którego kocham ponad życie. Jak macie robić źle, to się nie wtrącajcie wcale! (...) Niech nie gubi się tak mocno poczucie sprawiedliwości u obywatela tego państwa, który chce być dobrym człowiekiem, pracować dla swojej rodziny i tego kraju... (...)

Obowiązek alimentacyjny jest najpierwszy przed wszystkimi zobowiązaniami i mi tego nikt tłumaczyć nie musi! (...)

Państwo niech dopomoże dzieciom z domów dziecka, głodnym i płaczącym z zimna. Moje nie ma źle, bo o nie dbam. Przez komornika też nie musi państwo ściągać dla mojego syna datków, bo robię to dobrowolnie (czyli opiekuję się najlepiej, jak potrafię moim dzieckiem). Komornik niech sobie zarobi na „działkach” ze ściągniętych długów od cwaniaków nie oddających swym wierzycielom, lub od facetów – niebieskich ptaków, którzy mają w nosie swoje dzieci. (...) Jak pytałem się pani referent prawnej z ZUS „na jakiej podstawie oddala moje odwołanie od decyzji ZUS w sprawie wypłaty z funduszu alimentacyjnego”, to odpowiedzi mi do tej pory nie dała. Pani naczelnik wydziału alimentów – również. (...) Ja obowiązek alimentacyjny spełniam i mam na to dowody. (...) Błędem jest przyznawanie alimentów w ogóle, kiedy w domu nie ma z mojej strony pijaństwa, awantur, narkomanii, jest prowadzone wspólne gospodarstwo domowe, a ja łożę na rodzinę i są zadłużenia wobec osób, przed którymi świecę oczyma za pożyczone pieniądze (duże kwoty), podczas gdy osobą, którą uprawnia się do otrzymywania alimentów (pieniędzy!) do rąk, jest matka nieodpowiedzialna, rozrzutna, kłamliwa i niepoczytalna, co skutkuje w ilości spraw w sądach.

(...) Pani (Panie) sędzio... Przestałem pisać „Wysoki Sądzie”, gdyż czuję rozgoryczenie do Wymiaru Sprawiedliwości. Nie ma potrzeby przekazywania środków publicznych dla dziecka, bo ja na rodzinę łożę. Pani sędzia Hanna Koźlińska (nie spodziewałem się tego), z całym szacunkiem, ale rozpatrzyła sprawę niedokładnie. Napisałem, że materiał dowodowy znajduje się w aktach sprawy I 1C 312/01, a ona (to, co pamiętam z ustnego uzasadnienia wyroku) powiedziała, że nie przedstawiłem dowodów na to, że obowiązek alimentacyjny wypełniam, podczas, kiedy ja je PRZEDSTAWIŁEM (zbieranie materiału dowodowego zabrało mi ogrom czasu). Trzeba jednak sięgnąć do akt sprawy, która rozgrywa się w paru miejscach (może wystarczy rozwodowa). TAM są dowody – w moich zeznaniach, rachunkach, paragonach, opisanych faktach, które mogę udowodnić dodatkowo. (...) Po raz pierwszy odważyłem się powiedzieć publicznie, bo w obecności sędziego, ławników i protokólanta, bezpośrednio po odczytaniu wyroku, że w tym momencie zostały złamane prawa konstytucyjne. Gdzież są artykuły: Art.30, Art.31, Art.37, Art.45, Art18(!), Art.32(!), Art.33 (!) Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej?! Przecież tam są zawarte „prawa podstawowe dla państwa oparte na poszanowaniu wolności i sprawiedliwości”!

Na koniec mam pytanie retoryczne. Czy alimenty to są wyłącznie pieniądze, płacone do rąk upoważnionej osoby poprzez pocztę, z napisem na odwrocie blankietu – alimenty? Czyż nie są nimi świadczenia w żywności, środkach czystości, ubraniach, opłatach za mieszkanie, spłatach zadłużeń, związanych z utrzymaniem rodziny, zwłaszcza, kiedy mieszka się razem, pod jednym dachem z uprawnionym, a osoba, która się ich domaga, jest niepoczytalna, wydaje pieniądze na bzdury, a nie na utrzymanie uprawnionego? Pani sędzia SR odczytując wyrok uzasadniła go, że brak jest dowodów w postaci przekazów pocztowych. Czy to jest powód uznania, że alimentów nie ponoszę? Mi szkoda jest pieniędzy na opłaty pocztowe, gdyż wolę je przeznaczyć dla rodziny. Nie można mieć klapek na oczach, jak koń i nie widzieć, że w naszym przypadku jest cokolwiek inaczej, bo ja się od obowiązku alimentacyjnego nie uchylam, tylko go spełniam. Dlaczego dostałem „5 minut” na moją wypowiedź, kiedy mógłbym wyjaśnić okoliczności szeroko i wszyscy by łatwiej zrozumieli? Niestety skutkuje jeszcze postanowienie z rozprawy rozwodowej, oparte na tymże samym myśleniu i siły nie ma, żeby to zmienić.

Przepraszam obrażone osoby, jeśli takową obrazę poczuły, choć mi się wydaje, że tylko prawdę w oczy napisałem. (...)

Materiały dowodowe i okoliczności sprawy:

Akta sprawy I 1C 312/01
Akta sprawy V Rco 16/02
Akta sprawy II KMP 138/01
Akta sprawy XII K 219/01
Akta sprawy IV K 1611/02

Pisząc to odwołanie nie myślałem, że jest to próżny trud. Stąd taka jego forma – forma długiego pisma, listu, polemiki. Na pisanie odwołań, różnych zażaleń zmarnowałem już w swoim życiu wiele czasu. Zbyt wiele mojego życia. Traciłem pozytywną energię, którą przecież mógłbym wykorzystać dla dobra rodziny, dzieci i dla siebie. Nie dane, jednak, mi to było. Tacy togowi krętacze i skorumpowani funkcjonariusze wymiaru sprawiedliwości, który, podobno, w Polsce służy Społeczeństwu, potrafią niejednokrotnie zniweczyć dorobek materialny wielu rodzinnych pokoleń ofiary tej mafii, a także zrujnować niejednemu życie. Izabela Najda-Ossowska, Krzysztof Pawlak, Hanna Koźlińska, czy Zdzisław Janusz Adamowski, to kilku sędziów bydgoskich (podobno sędziów) wspierających się nawzajem w przekrętach, tuszowaniu błędów i ich własnej głupoty, poleczniczo chroniących swoich własnych ciemnych interesów, a nie dbających o sprawiedliwość, dobro rodziny, czy małoletnie dzieci. Ponieważ w niniejszym opracowaniu skupiam się na szkodliwym działaniu skorumpowanej Hanny Koźlińskiej i Zdzisława Janusza Adamowskiego, podobno sędziów sądu okręgowego z Bydgoszczy (z moich informacji wynika, że, podobno sędzia SR Hanna Koźlińska awansowała i jest już podobno sędzią Sądu Okręgowego, uzyskawszy nominacje z rąk Prezydenta RP), ograniczę się do ich matactw i niekompetencji. Sami się Państwo przekonacie, że nie tylko nie zweryfikowali oni przestępczych działań pracownic ZUS – Doroty Głuszczyńskiej i Jolanty Sztuby, a przyczynili się do ugruntowania stanu rzeczy, polegającego na wyłudzaniu środków publicznych, pochodzących z funduszu alimentacyjnego, przy równolegle świadczonej alimentacji przez zobowiązanych do tego rodziców. Janusz Zdzisław Adamowski będzie nawet ponosił jeszcze większą odpowiedzialność za doprowadzenie funduszu alimentacyjnego do upadku. Czy jednak poniesie za to kiedykolwiek konsekwencje służbowe, czy też odpowiedzialność karną? Przy takich mafijnych układach, jakie panują w dzisiejszych czasach, w podobno polskim wymiarze sprawiedliwości, jest to raczej niemożliwe. Adamowskiemu napisałem wszystko, czego potrzebowałby średnio inteligentny sędzia do podjęcia właściwych kroków proceduralnych w procesie. Zdzisław Janusz Adamowski, niestety, nie skorzystał z moich zeznań i uwag, a wręcz przeciwnie, pominął je celowo na sprawie apelacyjnej, gdyż nie pasowały do z góry zaplanowanego wyniku. W związku z tym traktuję działanie Adamowskiego, podobno sędziego sądu polskiego, jako świadomie popełniony ciąg przestępstw. Ze strony niepolskich prokuratorów nie będzie, niestety, czego oczekiwać, gdyż, jako nietykalni, nie ruszą nietykalnego, co jest oczywiste, w świetle funkcjonowania sitw, klik i mafii w zażydzonych korporacjach prawniczych.

Przytoczę teraz fragmenty „Pisma uzupełniającego do odwołania od wyroku z dn. 5 lutego 2003r” na dowód, że naprawdę dałem Adamowskiemu szansę, z której, niestety, jak się później okazało i tak nie skorzystał. Moim zdaniem Zdzisław Janusz Adamowski, to zdegenerowany przestępca togowy i innych wniosków nie potrafię wyciągnąć z jego postępowania. Pismo napisałem już po otrzymaniu wyroku, podobno sądu rejonowego, a na pewno sabatu czarownic, z pisemnym uzasadnieniem (wypoconym przez ślepą, jak koń z klapkami na oczach, podobno sędzię SR, Hannę Koźlińską). Hanna Koźlińska sprowokowała mnie do uzupełnienia treści odwołania, kiedy to jeszcze myślałem, że wygram z togową sitwą. Jestem pewien, że swoje wypociny napisała znając już treść mojego odwołania, wszak płodziła je 2 (!) miesiące.

Świecie, 29 lipca 2003r

Sygn. akt Ua 33/03

Sąd Okręgowy w Bydgoszczy
VII Wydział Ubezpieczeń Społecznych
ul. Toruńska 64A
85-023 Bydgoszcz

Pismo uzupełniające do odwołania od wyroku z dn. 5 lutego 2003r

Niniejszym chciałbym ustosunkować się do dziecinady robionej z prawa i nadawania powagi rzeczy w sprawie, prowadzonej w niepoważny sposób.

Pani Koźlińska ośmieszyła się w moich oczach totalnie. Teraz za te słowa, co najwyżej, może chcieć się na mnie mścić. Ja jej tylko prawdę w oczy powiem, a to, że prawda w oczy kole, to wiem. Człowiek inteligentny i na poziomie, jednak, któremu prawdę w oczy się wypali, przyjmie ją z pokorą, mścił się będzie, natomiast, frustrat. To pismo, jako kolejne, jest „prowokacją” z mojej strony, ażeby sąd mnie „zaatakował”. Czekam... A może już się nie doczekam, bo trafię w końcu na mądrego sędziego, a nie tylko na zadufanych w swoją mądrość. Najbardziej przecież bym chciał, aby sąd mnie zrozumiał i poparł. Proszę mi wierzyć Pani(e) sędzio, że ja zraziłem się do wielu sędziów. Wymienić mógłbym po nazwiskach... Sędzia ze sprawy rozwodowej najgorzej chyba zaszkodziła naszej rodzinie, bo wydała postanowienie wyssane z palca. Nie zbadała sprawy tak, jak to powinien sędzia zrobić, a wydała istotne postanowienie.
To jest jak najgorszy przykład bardzo złego podchodzenia do swoich obowiązków. Środowisko sędziowskie, które się jeszcze ze mną nie zetknęło, z moim sposobem walki (właściwie wyłącznie obrony), pisania, wiary dać nie będzie chciało, że taki, czy inny uznany sędzia, po prostu się skompromitował (to jest moje odczucie). Idzie o sprawę poważną, bo dotyczącą losu mojego 9letniego synka, a dorośli tak się tu kompromitują... I to także sędziowie – decydenci prawa... (...) Tymi pismami wiem, że w końcu „zmuszę” sąd do prawidłowej pracy. (...) Jak przedstawię wszystkie pisma z różnych sądów, czy urzędów, to się dopiero osoba oceniająca przekona ilu ja już ludziom się naraziłem. A ja od tych ludzi nic nie chcę, jak tylko żeby się odczepili ode mnie, jeśli mają zamiar sądzić mnie po pozorach, gdyż zapomnieli przysłowie, że pozory mylą... Ja jestem ojcem dziecka i dbam o nie, najlepiej, jak umiem. Nie jestem niebieskim ptakiem, ani alkoholikiem. Żyję dzięki mojej pracy, a nie jak pasożyt, to czego się czepiają mnie...? Jak czytam sporadyczne, jak na razie, pisemka żony, to mnie pusty śmiech ogarnia i zażenowanie. Zażenowanie nad pracą sądu, sędziów, którzy nie przestrzegają ustaw. Paradoks? Nie, bo nie przestrzegają... Nie chce mi się ich cytować, bo są zebrane w kodeksie cywilnym, karnym, czy w konstytucji. Co tu dużo mówić, jak nawet kodeksu postępowania cywilnego się nie przestrzega w sądzie. I my tu mówimy o czym? O praworządności? Kpiny bym zrobił z całego Wymiaru Sprawiedliwości, gdybym odpowiedział jednoznacznie „tak”. Jak ludzi niewinnych do więzienia się wsadza, a potem płaci im się odszkodowania... Nieźle. (...)

Ustosunkuję się teraz bardziej bezpośrednio do wyroku Pani Hanny Koźlińskiej z dn. 5 lutego 2003r i jego uzasadnienia na piśmie. Jego uzasadnienie (jestem tego niemalże pewien) zostało napisane już po przeczytaniu odwołania z dn. 6 lutego 2003r, ale wiadomo, obrazuje stan myślenia na dzień wydania wyroku (więc stanowisko jest w nim bronione) – kiepskiego myślenia... Aby łatwiej było odnieść się do tego, CO Pani sędzia Koźlińska zawarła w swoim uzasadnieniu, rozbiję jego treść na mniejsze fragmenty.

„Zainteresowany Ireneusz Ciszewski wniósł odwołanie od decyzji Zakładu Ubezpieczeń Społecznych Oddział w Bydgoszczy z dnia 20 sierpnia 2002 roku przyznającej świadczenia z funduszu alimentacyjnego na rzecz syna Bartosza Ciszewskiego.

W uzasadnieniu odwołania zainteresowany podniósł, iż wypełnia obowiązek alimentacyjny wobec syna wobec czego pobieranie środków z funduszu alimentacyjnego jest niezasadne i niezgodne z prawem.”

W powyższym wywodzie sędzia podkreśla stan faktyczny – po prostu prawdę. Gorzej już z kolejnymi trzema zdaniami z uzasadnienia, bo chociaż podkreślają one fakt (fakt, że ZUS tak postąpił), to nie podkreślają stanu faktycznego w odniesieniu do sprawy. Oto te zdania:

„Zakład Ubezpieczeń Społecznych Oddział w Bydgoszczy wniósł o oddalenie odwołania. ZUS podniósł, iż z posiadanej przez organ rentowy dokumentacji wynika, że egzekucja alimentów od zobowiązanego do alimentacji Ireneusza Ciszewskiego okazała się całkowicie bezskuteczna. Mając powyższe na uwadze w oparciu o art.4 ust.1 ustawy z dnia 18 lipca 1974 roku o funduszu alimentacyjnym przyznał świadczenia z funduszu alimentacyjnego na rzecz uprawnionego Bartosza Ciszewskiego.”

To nie wszystko, że w dokumentacji ZUS widzi się tylko takie dokumenty, które chce się widzieć. Ja już ZUSowi proponowałem założenie okularów, bo nie wszystko pracownicy tego organy zauważają. Widzą dokumenty, stwierdzające bezskuteczność egzekucji, wniosek osoby zainteresowanej (czyli mojej żony) z fałszywymi oświadczeniami, a nie widzą mojej dokumentacji. (...) ZUS „mając powyższe na uwadze” zauważył w ustawie z 18 lipca 1974r Art.4 ust.1 i myśli, że to wystarczy. A całą ustawę ZUSie to nie łaska przeczytać? Od środka się przecież nie czyta! Czy Art.1 (bez wstępów), krótki i konkretny, jak „BYK”, otwierający ustawę, to już jej nie dotyczy? Urzędników mam uczyć ustaw, na bazie których wykonują swoją pracę? Co to za urzędnicy, co nie znają się nawet dobrze na swojej robocie, której wytyczne daje taka krótka i konkretna ustawa??? (...) I żeby takie sprawy trafiały aż do Sądu Okręgowego, to jest wstyd, ale to już dla Pani Sędziny z Sądu Rejonowego, która, jako prawnik, też, widzę, ustaw nie zna dobrze. Wiecie wysoki sądzie dlaczego od razu się wszystko nie zgadza dla mnie w tej sprawie? Dlaczego takie larum podnoszę? Dlaczego mam takie poczucie niesprawiedliwości i krzywdy? Pisałem już. Łamana jest bowiem Konstytucja i po prostu, to już wszystko wyjaśnia. Mało tego, że zasady Konstytucji są nie szanowane przez Sąd, to jeszcze lekceważy się przepisy szczególne, czyli ustawy, dotyczące już konkretnych spraw. Ale, czy ja mam prawnikom o tym mówić? Sędziom...? To, że ZUS wywnioskował, że podstawą może być art.4 ust.1 ustawy o funduszu alimentacyjnym to nie wszystko. Nawet, jeśli stan faktyczny jest taki, że Sąd wydał takie postanowienie, jak 20 listopada 2001r, a komornik stwierdził bezskuteczność egzekucji, to wcale nie świadczy, że obowiązek alimentacyjny nie jest wypełniany. Ja przecież „przegoniłem” komornika, a nie nic nie miałem mu do oddania... Czy ja biuro komornicze mam w dowodzie wpisane, że mam je obowiązek utrzymywać? Cóż, ja na błąd już w wielu pismach zwróciłem uwagę i jeszcze raz powiem, kto tego dokonał... Pani Najda-Ossowska wydała złe postanowienie i dalej, po prostu, potoczyło się. Dotrzyjcie do tego. Do całego sedna sprawy i wtedy podziałać... (...) Czy ZUS dobrze zna Art.4a.1 ustawy o funduszu? Jeśli nie, to niech sobie Pani Naczelnik Wydziału Alimentów, czy Pani Referent Prawny ZUS przeczyta go, a także zapozna z ustawą z 1 grudnia 1994r o zasiłkach rodzinnych, którą się tenże Art.4 posiłkuje. Nie znacie artykułów ustaw ZUSie? To jak wy pracujecie? Do szkoły najpierw lepiej by było...? Nauczcie Wysoki Sądzie Okręgowy ZUS, jak się ustala dochód w rodzinie, od którego zależy prawo do świadczeń z funduszu alimentacyjnego, bo jego pracownicy nie wiedzą, jak się to robi... Trzeba im powiedzieć, że ustawa o funduszu alimentacyjnym z 18 lipca 1974r ma też Art.4 ust.2.

cis.ustawa o fund.alim.Art.4.1, Art.4.2.jpg (73400 bytes) cis.zaswiadcz Sp.Mieszkan.o ilosci osob.jpg (149633 bytes)

Niech sobie to przeczytają. Niech jeszcze raz przeczytają to, co ja im napisałem i niech obliczają, ale na nowo... i to migiem...! Ja mam szczęście, że Konstytucja jest. To jest jedyne moje szczęście w tym konflikcie z żoną. Dzięki Ci, o Państwo Polskie za to dobrodziejstwo, bo by mnie zgnębili, jak psa. Ale i tak nie pochwalę dnia przed zachodem słońca, bo już kiedyś to zrobiłem i wiem teraz, że się tego nie robi... Ja podporządkowałem się do dyspozycji Art.7 ust.3, a czy zrobił to organ egzekucyjny? Czy zrobiła to osoba, której przyznano świadczenie, czyli moja żona? Nie zrobiła tego? Cóż się dziwić. Przecież ona chce kasę, więc jaki ma interes w tym, aby to uczynić? Czy złodziej pyta się swej ofiary, czy może sobie z jej kieszeni wyjąć portfel? Komornik, czy sąd rozwodowy, natomiast, zachował się tak, jak policjant, który nie dość, że przypatruje się sytuacji, to jeszcze pomaga złodziejowi włożyć rękę do kieszeni...
Czy ZUS przestrzega dyspozycji
Art.12.1 ustawy z 18 lipca 1974r o funduszu alimentacyjnym? Nie przestrzega? To dlaczego słucha się jego bredni w sądzie? Dlaczego sędzia zawodowy nie widzi sprzeczności z ustawą i z prawem? Czy też tu potrzebne są okulary (byle nie klapki przeciwsłoneczne)? Dobrze byłoby, aby ZUS zastosował wobec mnie Art.17 wałkowanej tutaj ustawy i dał mi wreszcie święty spokój, po uprzednim odszkodowaniu za moje nerwy i czas. (...) Wśród ludzi, niestety tak jest, że jak ktoś nie pilnuje swego, to kijem w niego... A więc ZUS Wydział Alimentów niech uczy się ustawy o funduszu alimentacyjnym, a sąd poprze wreszcie mnie, bo spraw w sądach już mam naprawdę dość! Nie zarabiam, jak należy, bo się nimi muszę zajmować i jeszcze pieniądze tracę...

Teraz zobaczmy, CO zważył sąd, czyli Pani sędzia Koźlińska, która stwierdziła, że:

„Postanowieniem z dnia 20 listopada 2001 roku, na podstawie art.443 § 1 k.p.c. Sąd Okręgowy w Bydgoszczy I Wydział Cywilny w sprawie z powództwa Agnieszki Ciszewskiej przeciwko Ireneuszowi Ciszewskiemu o rozwód, celem zabezpieczenia potrzeb rodziny na czas trwania sprawy o rozwód, zobowiązał pozwanego do łożenia do rąk powódki kwoty 500zł miesięcznie, do 15-ego każdego miesiąca począwszy od lipca 2001 roku.”

Tak, tylko, że o bezpodstawności i bzdurze, wynikającej z treści postanowienia trąbię od początku, a jeszcze nikt w sprawach nie zajął się tym, jak to postanowienie powstało, choć tyle na to zwracam uwagi, a wie Pan(i) sędzia dlaczego? Nikomu się po prostu nie chce i każdy woli zwalać odpowiedzialność na poprzedniego decydenta. Tylko, że przez to sprawy rozprzestrzeniają się coraz bardziej. Sprawy, to mało powiedziane, ale konflikt... Komu na tym zależy? Sądom...?

„Postanowienie jest prawomocne. Dowód: postanowienie z dnia 20 listopada 2001 roku Sądu Okręgowego w Bydgoszczy – kserokopia k.4 akt ZUS.”

Cóż... Nie jest! Dlatego, że jest wyssane z palca i sprzeczne z Konstytucją, chociażby z jej Art.18, czy Art.33! Rodzina jest rozbijana, a nie chroniona przez Sąd Okręgowy w wykonaniu Pani Sędzi Najdy-Ossowskiej, czy później sędziów S.A., wbrew Art.18, a ja jestem dyskryminowany ze względu na płeć przez te same osoby, wbrew Art.33 Konstytucji. Więc GDZIE jest prawo, w praworządnym wydawałoby się państwie? W LESIE? Pani Koźlińska, pod koniec uzasadnienia zawarła zdanie, że: „niniejsze postępowanie nie może prowadzić do ponownego merytorycznego rozpoznania sprawy zakończonej prawomocnym orzeczeniem w zakresie obowiązku alimentacyjnego.” A kto, Pani sędzio, zabrania Pani rozstrzygnięcia sprawy dokładnie? Kto? Jaka ustawa zabrania Pani pracować precyzyjnie, dobrze? Może etyka sędziowska na to nie pozwala? Kpiny sobie Pani sędzia robi z pracy...? Jeśli dany organ, sąd, nie jest właściwy do prowadzenia danej sprawy, to się ją przekazuje tam, gdzie powinna być rozpatrywana. Sądzie Okręgowy... Wiecie, ile minut trwała sprawa w VII Wydziale 5.02.2003 roku? Lepiej nie odpowiadać, bo to żenada! Tak się właśnie podchodzi do prowadzenia spraw, a później są kwiatki. Może Sąd Najwyższy ma takie pierdoły rozstrzygać? Przecież to wręcz nadużycie, aby Sąd Rejonowy sobie nie poradził od ręki z taką sprawą i przekazywał ją dalej. Gołym okiem widać feler, tylko trzeba chcieć go usunąć...

„Powódka Agnieszka Ciszewska nie wyegzekwowała zasądzonych kwot na drodze postępowania egzekucyjnego.”

Prawda... I dobrze, że nie wyegzekwowała, bo byłoby to naruszenie prawa. Ja na to nie pozwoliłem!

„Prowadzona egzekucja przeciwko Ireneuszowi Ciszewskiemu okazała się bezskuteczna wobec faktu, że nie pracuje, a prowadzona przez niego działalność gospodarcza nie przynosi zysku.”

Mój krótki komentarz... KORUPCJA! Inaczej nie potrafię ustosunkować się do obrony interesów komornika, działającego przy Sądzie Rejonowym. Tak ubodły mnie te słowa, że pomyśleć tylko potrafiłem o bezczelności takiego sędziego. To już drugi sędzia z tupetem i arogancją władzy, wynikającą chyba z poczucia nietykalności i zarozumialstwa, a także korupcyjnego, dziwnego układu z komornikiem. Naprawdę gorycz przemawia przeze mnie, bo nie wiem już CO myśleć o sądach... Fakt jest taki, Pani sędzio, że ja pracuję. Pani też pracuje, ale źle, bo gdzie ma pani dowód na to, że ja nie pracuję? Ja, na to, że Pani źle pracuje, dowód mam. Jest już chociażby w tym zdaniu z uzasadnienia, które rozstrzygamy i w całokształcie zachowania się Pani w odniesieniu do tej sprawy. Od 10 lat utrzymuję siebie wraz z rodziną, staram się, jak mogę, nie czekam na jałmużnę, nie kradnę, tylko rypię, jak głupi cep. (...) Ja służę ludziom. Przecież za to mi płacą, że coś dla nich robię. Czy Pani nie rozumie, że to jest praca, bo nie za darmo...? VII Wydział Pracy i Ubezpieczeń Społecznych i takich podstawowych rzeczy nie wiecie Sądzie Rejonowy? Ja pracuję, proszę panią, a o tym, że moja działalność jednak mi coś daje świadczy to, że nie mieszkam z rodziną pod mostem i mamy co jeść. Ciekawe też dlaczego komornik wyciągnęła rękę po zwrot podatku dochodowego w kwocie ponad 900zł i do tej pory mi jeszcze tych pieniędzy nie zwróciła. (...) Czy ten podatek wziął się z pracy Pani Sędzi Koźlińskiej? Skąd sąd rejonowy, czyli pani Koźlińska te informacje ma? Skandaliczne jest jednak, że takie informacje zawiera w wyrokach. Stwierdzenie i pomówienie wręcz wyssane z palca zupełnie. (...) Od 8 lat kram prowadzę i płacę podatki, a niekompetentna pani sędzia i tak ci powie, że nie pracuję, a jakże...! Czarne? Nie – białe. Czarne? Nie – białe. Niemożliwe... Czarne? Nie – białe! Białe??? Nie – CZARNE!!! To jest właśnie betonowy sposób myślenia! (...)

„Powódka Agnieszka Ciszewska oraz Komornik Sądowy Rewiru II przy Sądzie Rejonowym w Bydgoszczy wystąpili z wnioskiem o przyznanie świadczeń z funduszu alimentacyjnego na rzecz małoletniego Bartosza Ciszewskiego do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych Oddział w Bydgoszczy. Dowód: wniosek o ustalenie prawa do świadczeń z funduszu alimentacyjnego z dnia 23 maja 2002 roku

cis.zal3aWniosek.ustal.swiadczen.s1.jpg (64847 bytes) cis.zal4aWniosek.ustal.prawa.swiadczen.s2.jpg (120624 bytes)

Agnieszki Ciszewskiej, wniosek o przyznanie świadczeń z funduszu alimentacyjnego Komornika Sądowego Rewiru II przy Sądzie Rejonowym w Bydgoszczy.
Dnia 20 sierpnia 2002 roku Zakład Ubezpieczeń Społecznych w Bydgoszczy wydał decyzję o przyznaniu uprawnionemu Bartoszowi Ciszewskiemu świadczenia z funduszu alimentacyjnego w kwocie 250zł. Dowód: decyzja z dnia 20 sierpnia 2002 roku

cis.ZUS.decyzja.s1.jpg (74607 bytes) cis.ZUS.decyzja.s2.jpg (88902 bytes)

k.19 akt ZUS”

Cóż, to są fakty. TAK postąpiła „powódka”. Właściwie DLACZEGO sędzia Koźlińska nazywa w tej sprawie moją żonę powódką (?), a mnie zainteresowanym? Przecież to ja się odwołałem do sądu, a nie żona i „wydaje mi się”, że to ja jestem powodem w sprawie, a żona zainteresowaną. Sąd, normalnie we wszystkim, w czym się da, potrafi kota ogonem odwrócić! Wszystkie, jednak, te działania nie są zgodne z prawem, gdyż opierają się na błędzie Sądu Okręgowego w rozpatrzeniu sprawy o zabezpieczenie.

„Sad zważył (piwo chyba) co następuje: zgodnie z treścią art.4 ust 1 ustawy z dnia 18 lipca 1974 roku o funduszu alimentacyjnym świadczenia z funduszu alimentacyjnego przysługują osobie zamieszkałej w Polsce, dla której alimenty zostały ustalone tytułem egzekucyjnym pochodzącym od sądu, jeżeli egzekucja tych alimentów okazała się bezskuteczna całkowicie lub częściowo.”

Mądrze powiedziane, ale to są słowa ustawy, więc źle byłoby, gdyby były one głupie, czy chociażby nieprecyzyjne... ale proszę zobaczyć, co Pani sędzia Koźlińska pisze dalej...

„Jak wykazało postępowanie dowodowe małoletni Bartosz Ciszewski spełnia kryteria uprawniające do świadczeń z funduszu alimentacyjnego w rozumieniu art.4 cytowanej ustawy. Nie zachodzą przesłanki uzasadniające podjęcie przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych decyzji o zaprzestaniu wypłaty świadczeń z funduszu alimentacyjnego na podstawie art.12 w zw. z art.6 cytowanej ustawy.”

Tu jest bezczelność człowieka na stanowisku pracy, bo o jakie postępowanie dowodowe chodzi? Może mam pani sędzi przytoczyć nagranie z rozprawy...? (...) Nawet w ciągu tych „5 minut dla ubogich” zdążyłem wystarczająco powiedzieć, że tak nie jest, jak mówi strona przeciwna, a obowiązkiem sądu było zbadanie tego! Nie było ŻADNEGO postępowania dowodowego, bo krótkie i sprzeczne w treści wypowiedzi z przesłuchań nie mogą być takim dowodem. (...) To, że małoletni Bartosz Ciszewski (czyli mój kochany syn) spełnia kryteria art.4 cytowanej ustawy nie oznacza, że nie jest to sprzeczne z innym artykułem nawet tej samej ustawy. To, że „nie zachodzą przesłanki uzasadniające podjęcie przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych decyzji o zaprzestaniu wypłaty świadczeń z funduszu alimentacyjnego na podstawie art.12 w zw. z art.6 cytowanej ustawy” też nie oznacza, że nie istnieje tu sprzeczność, chociażby z art.1 męczonej ustawy o funduszu alimentacyjnym (i jeszcze paru innymi), co ślepy by nawet dojrzał! Cóż, zawsze wybiera się to, co jest najwygodniejsze. Pewnie... aby się nie narobić, aby nie było zbyt dużo roboty. Po prostu – łatwizna! Art.1 Ustawy o funduszu alimentacyjnym mówi wyraźnie, że:
Tworzy się fundusz alimentacyjny przeznaczony na wypłatę świadczeń pieniężnych dla dzieci i innych osób w przypadku niemożności świadczeń alimentacyjnych.

Ja obowiązek alimentacyjny wypełniam, jak najstaranniej, to czego się jeszcze ode mnie chce? Przeszkadzają mi w tym, owszem, ale inni ludzie - w sądach i urzędach, którzy źle decydują, bo nie mają pojęcia, jak jest! Dużą część moich dochodów pożera spór! Bezsensowny, głupi i beznadziejny! A ludzie jeszcze go podsycają, bo myślą, że z tego będą mieli pieniądze... (...) A tak, poza tym, Sądzie Rejonowy nie macie racji, bo proszę sobie dokładnie art.12 w zw. z art.6 cytowanej ustawy przeczytać. Tylko dobrze! Problem jest w tym, że Zakład Ubezpieczeń Społecznych NIC nie widzi, tak, jak Sąd Rejonowy w tej sprawie, ale ZUSowi okulary już narysowałem...

„Z okoliczności przytoczonych przez zainteresowanego wynika, że dobrowolnie łoży na utrzymanie dziecka.”

Tak. I NIKT mi nie zabroni tego robić (!), bo sobie na to nie pozwolę...

„Odwołanie ubezpieczonego de facto zmierza do zmiany prawomocnego postanowienia Sądu Okręgowego w Bydgoszczy z dnia 20 listopada 2001 roku ustalającego obowiązek alimentacyjny, będącego podstawą prowadzonego postępowania egzekucyjnego a aktualnie przyznania świadczeń z Funduszu.”

Oczywiście, że tak. To chyba nie jest już żadną tajemnicą dla inteligentnych osób, do czego zmierzają moje odwołania... A tak naprawdę – nie mogą zmierzać? A niby dlaczego...? Dlatego, że ktoś pomylił się w swojej decyzji, bo pycha mu podpowiadała, że jest najmądrzejszy? (...) Początek całej tej farsy zaczyna się już w 2001 roku, a podstawą do dalszych błędnych działań jest właśnie postanowienie z 20 listopada 2001 roku, wydane przez panią sędzię Najdę-Ossowską. W ostatnim zdaniu cytowanego fragmentu (poniżej):
„Ponieważ niniejsze postępowanie nie może prowadzić do ponownego merytorycznego rozpoznania sprawy (a co tu rozpoznawać) zakończonym prawomocnym orzeczeniem w zakresie obowiązku alimentacyjnego, a nie zachodzą przesłanki pozbawiające uprawnionego Bartosza Ciszewskiego do świadczeń na podstawie ustawy z dnia 18 lipca 1974 roku o funduszu alimentacyjnym (na podstawie tej ustawy – zachodzą!) Sąd oddalił odwołanie.”

pani sędzia Koźlińska, po prostu, umywa ręce od winy, bo jakże... nie będzie przecież poprawiała koleżanki z Sądu Okręgowego. (...)

„Podstawa prawna – art.477 § 1 k.p.c.”

Art.477 § 1 Kodeksu postępowania cywilnego - Sąd oddala odwołanie, jeżeli nie ma podstaw do jego uwzględnienia.

GRATULACJE SZCZEGÓLNE dla Pani Sędzi Hanny Koźlińskiej za takie podejście do podstawy prawnej.

Szanując, mimo wszystko, czas Pani/Pana Sędziego, który, jako kolejna osoba zajmie się tą sprawą, kseruję i oto przedstawiam też wybrane materiały (pisma), ukazujące szerzej okoliczności konfliktu. Akta tej rozbitej na kilka spraw sprawy, znajdują się w różnych budynkach bydgoskich sądów, urzędów, policji, prokuratury. Przedstawiam istotniejsze, będące w moim posiadaniu materiały opisujące okoliczności, z nadzieją, że ułatwią i pomogą w ocenie sytuacji i zrozumieniu mojej postawy. Sąd chce dobrze (OK), choć mało zna sprawę i okoliczności (nie z mojej winy). Ja też chcę dobrze, choć widzę to inaczej, niż sąd, bo znam okoliczności najlepiej, gdyż w tej rodzinie (o którą toczy się spór) jestem. Uważam to za żenujące, że tyle musiałem napisać...

W tym miejscu, do powyższego pisma załączyłem pakiet różnych dowodów, które potwierdzały MOJĄ rację (pisma, zaświadczenia, decyzje administracyjne). Nic to wszystko nie pomogło, gdyż, jak się później okazało, nie wzruszyło to nietykalnych i boskich namiestników. Moja literatura, sposób pisania odwołań, działały na nich, jak płachta na byka. Nie mogli znieść prawdy o sobie, która była oczywista i wynikała z materiałów sprawy. Wielce prawdopodobne jest również, że w swoim ograniczeniu umysłowym Koźlińska, czy Adamowski, po prostu, nie potrafili ocenić prostej sytuacji. Świadczyło by to, jednak o tym, jakich to debili zatrudniają w sądach i warto byłoby się też zastanowić, DLACZEGO takich trzymają, na stanowiskach, prominentni władcy naszego kraju. Zresztą większość czytelników AP wie, JAK działa mafia togowa w Polsce (ja tylko dokumentuję jakieś tam kolejne przekręty nieskazitelnych i nieomylnych podobno sędziów).

Hanna Koźlińska za swoją wierność sitwie awansowała w roku 2007, otrzymując nominację sędziowską na sędziego okręgowego z rąk Prezydenta Kaczyńskiego. Ma się więc pani sędzia, z klapkami na oczach, jak koń, jeszcze lepiej i nic jej zapewne nie zagraża. Ciekawe tylko, czy sam Prezydent RP Pan Lech Kaczyński jest świadomy tego co zrobił. Szczerze mówiąc wątpię... Jego poprzednik, ułaskawiając Słowika, nie był przecież świadomy nawet tego, że ułaskawia groźnego gangstera...

Zdzisław Janusz Adamowski nie wiem co robi. Wolałbym, żeby czyścił toalety w sądzie, gdyż do „sędziowania” się nie nadaje, ale to może być tylko moje pobożne życzenie. Pomogę mu jednak stać się bardziej znanym człowiekiem, gdyż na to naprawdę zasługuje. Tacy, jak on już się nie rodzą (oni są zawsze!), gdyż ich władza nie pochodzi od ludzi, jak uważają ofiary ich przestępstw. Słyszałem kiedyś pewien komentarz młodego i głupawego sędziaszki z sądu rejonowego w Świeciu nad Wisłą, który swego czasu wyraził się do sekretarki przy mnie, że „wyroki zawsze są słuszne”. Nie wiem więc, po cóż zatem utrzymujemy darmozjadów togowych w sądach okręgowych, apelacyjnych i tym najwyższym, skoro wyroki ZAWSZE są słuszne...?! Cóż, wyroki będą zawsze słuszne w mniemaniu nietykalnych, wszak wiedzą oni doskonale, że instancje odwoławcze istnieją tylko dla picu i obżerania Narodu Polskiego z tego, czego Żydzi nie zdążyli jeszcze wyłudzić, albo ukraść...

Na koniec, zanim zapadł kolejny pseudowyrok w mojej sprawie, wysłałem Adamowskiemu streszczenie odwołania, z myślą, żeby łatwiej mu było zrozumieć to, co napisałem do niego we wcześniejszych pismach. Myślicie Państwo, że cokolwiek zrozumiał...? Słońce prędzej w miejscu stanie, niż taki baran pojmie, że nie wypłaca się świadczeń z funduszu alimentacyjnego, jak w tym samym czasie obowiązek alimentacyjny jest wypełniany przez zobowiązanych.

Świecie, dnia 14.08.2003r

Sygn. akt Ua 33/03

Sąd Okręgowy w Bydgoszczy
VII Wydział Ubezpieczeń Społecznych
ul. Toruńska 64A
85-023 Bydgoszcz

ODWOŁANIE w streszczeniu – dodatek do odwołania

„Odwołuję się od wyroku Sądu Rejonowego w Bydgoszczy z dnia 5 lutego 2003 roku, ponieważ:

UZASADNIENIE

Sąd Rejonowy nie zbadał stanu faktycznego, a wydał wyrok. Treść tego orzeczenia jest sprzeczna z Ustawą z dnia 18 lipca 1974 roku o funduszu alimentacyjnym, a także z Konstytucją, ponieważ ja obowiązek alimentacyjny wobec syna wypełniam całkowicie, a Konstytucja gwarantuje mi równe prawa w życiu rodzinnym. Wyrok zawiera również poważne wady prawne, a mianowicie nieprawdę. Treść jego jest sprzeczna ze stanem faktycznym.

Podstawa prawna:

1. Ustawa z dnia 18 lipca 1974 roku o funduszu alimentacyjnym (Art1, Art.4a ust.1, Art.4a ust.2 pkt 1, Art. 4a ust.2 pkt 2, Art.4a ust 2 pkt 3, Art.7 ust 3, Art.9, Art.12 ust.1, Art.18 ust.3)

2. Art.18, Art.31.1, Art.32.1, Art.32.2, Art.33.1 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej

Dla Zdzisława Janusza Adamowskiego aż nadto trudne stało się zrozumienie tego odwołania. Zbyt wiele przytoczyłem zapewne przepisów, w których się biedaczysko, po prostu, pogubił. Do sprawowania niebiańskiej władzy, zresztą, one potrzebne nie są... Wystarczy przecież immunitet od głupoty i nietykalności sędziowskiej... A tak w ogóle PO CO pisałem do niego aż tyle...? Nie lepiej wtedy było przyłożyć pistolet do jego pustej makówki, kiedy byłem w sądzie, skoro i tak wyrok jest wydany z naruszeniem prawa...?
Zapewne bym nie strzelił, gdyż zabójcą nie jestem, a w pustej głowie kula i tak mózgu by nie znalazła...

Ireneusz Ciszewski

Bydgoszcz - tylko naiwna SSO Izabela Najda-Ossowska i matacząca komornik Hanna Chamier-Gliszczyńska? Sprawa Ireneusza Ciszewskiego cz.1

Bydgoszcz – Tylko naiwna SSO Izabela Najda-Ossowska i matacząca komornik Hanna Chamier-Gliszczyńska. Sprawa Ireneusza Ciszewskiego - cz.2 - czy komornik może okradać…?

Bydgoszcz – Fundusz Alimentacyjny zlikwidowany. SSR Hanna Koźlińska i Jolanta Sztuba z ZUS – Zasłużeni dzieciom alimenciarzy...? Sprawa Ireneusza Ciszewskiego cz. 3

Fundusz alimentacyjny przywrócony. Jolanta Sztuba i Dorota Głuszczyńska z ZUS – Zasłużone dzieciom alimenciarzy... Sprawa Ireneusza Ciszewskiego cz. 4

Polecam sprawy poruszane w działach:
SĄDY PROKURATURA ADWOKATURA
POLITYKA PRAWO INTERWENCJE - sprawy czytelników

Tematy w dziale dla inteligentnych:
ARTYKUŁY - tematy do przemyślenia z cyklu: POLITYKA - PIENIĄDZ - WŁADZA

"AFERY PRAWA"
Niezależne Czasopismo Internetowe www.aferyprawa.com
redagowane przez dziennikarzy AP i sympatyków z całego świata których celem jest PRAWO, PRAWDA SPRAWIEDLIWOŚĆ DOSTĘP DO INFORMACJI
ORAZ DOBRO CZŁOWIEKA

uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: afery@poczta.fm - Polska
redakcja@aferyprawa.com
Dziękujemy za przysłane teksty opinie i informacje.

WSZYSTKICH INFORMUJĘ ŻE WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI I SWOBODA WYRAŻANIA SWOICH POGLĄDÓW JEST ZAGWARANTOWANA ART 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ.

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.

~Guerrero
24-12-2014 / 10:05
This arilcte" rel="nofollow">syjehgzgsz.com">arilcte keeps it real, no doubt.
~Mabrouk
20-12-2014 / 15:20
A bit surepisrd it seems to simple and yet useful.