Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
20 sierpnia 2019
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 15-07-2011

Jelenia Góra - czyli jak załatwić policjanta "numerem na łom" pozorując włamanie do banku.

Wyrokiem z dnia 07 kwietnia 2011 r., sygn. akt II K 2599/10, Sąd Rejonowy w Jeleniej Górze uznał policjanta Michała R. za winnego dokonania zarzucanego mu czynu, tj. usiłowania włamania do oddziału Banku BGŻ w Starej Kamienicy, czyli występku określonego w art. 13 § 1 w zw. z art. 279 § 1 k.k., które miało miejsce w nocy z 28 na 29 czerwca 2010 r.

Oczywiście, znamy i sami publikujemy wiele dowcipów na temat milicjantów obecnie policjantów , które powstały celem zemsty za nakładane mandaty i inne działania wynikające z ich pracy. Faktem jest, że poziom wykształcenia milicjantów za komuny, był co to określać "mierny", za to milicjant był "wierny jak pies". Pozorowano wprawdzie dokształt funkcjonariuszy specjalnymi kursami, a nawet szkołami średnimi, ale wiadomo, że z reguły zaliczenia i dyplomy były nie za wiedzę, ale z układów. Tym sposobem dopiero w III RP wykształcenie policji przekroczyło nieco poziom szkoły podstawowej, a coraz więcej młodych i ambitnych po studiach zaczęło zagrażać tzw. komendantom po podstawówce, pozorowanym uzupełnieniom wykształcenia oraz starym ciągle istniejącym układom wzajemnej zależności. Zresztą, tak naprawdę z wykształceniem prawników też nie jest najlepiej...

Bez wątpienia młoda, wykształcona i ambitna Katarzyna H. zatrudniona od 3 lat w Komendzie Miejskiej Policji w Jeleniej Górze szybko stwierdziła, że wiele dochodzeń policyjnych jest pozorowanych, a policjanci mają ewidentne kłopoty z logicznym myśleniem i kojarzeniem faktów z powodu niewiedzy w wielu tematach jakimi z racji pracy zmuszeni byli się zajmować.

Młoda funkcjonariuszka jednak nie wzięła pod uwagę istoty tego procederu - faktu, że w wielu aferach choćby w sprawie Olewnika policjanci i prokuratorzy pozorowali śledztwa, a tak naprawdę wszystko robili żeby "nie wykryto sprawcy" ponieważ korupcja w tym zawodzie już za komuny przewyższyła znacznie himalajskie szczyty, co udokumentujemy w podsumowaniu. Z braku doświadczenia życiowego nie wzięła też pod uwagę faktu, że "jak się wchodzi między wrony, to się kracze jak i one", oraz faktu poczucia zagrożenia pozycji "starych policyjnych wygów" z miernym wykształceniem w dodatku funkcjonujących w skorumpowanych układach. Zagrożenie przez młodą, ambitną i wykształconą funkcjonariuszkę, która domagała się stałych awansów stresowało weteranów policyjnych.

Katarzyna pracując w wydziale kryminalnym m.in. oskarżyła drobnego złodziejaszka forsy z automatów gier i towarów z lad sklepowych Marka M. Dogadała się z nim, że będzie jej informatorem, oraz doprowadzi ją do mafii narkotykowej. Tak naprawdę, to w duchu Marek M. wcale nie myślał o tym żeby zdradzić kompanów, ale marzyła mu się zemsta na policjantce która go "posadziła". Nie tylko jemu - jak z naszego śledztwa zorientowaliśmy się - uciąć skrzydełka ambitnej Katarzynie marzyło się jej współpracownikowi policjantowi Łukaszowi Olbie, jak też naczelnikowi Wydziału Kryminalnego Komisariatu I Policji w Jeleniej Górze podkom. Arturowi Dąbrowskiemu. Zemsta mogła być tym bardziej rozkoszna, ponieważ Katarzyna randkowała z innym policjantem - Michałem R. którego ojciec wykrył tzw. aferę mandatową w którą byli zamieszani komendanci policji jeleniogórskiej. W efekcie afery fałszowania mandatów zmuszeni zostali do przejścia na wcześniejszą emeryturę, ... i zresztą zawiadamiający też - tak działa układ władzy i wzajemna solidarność ...

Nie udało się zemścić na tatusiu to może na jego synusiu?

Funkcjonariusz Ł. Olba dobrze znał złodziejaszka Marka M. i jego konkubinę Katarzynę R. co potwierdzają bilingi telefoniczne. Wiedział co robi i czym się zajmuje funkcjonariuszka Katarzyna H. i jakie ma aspiracje - wynika to jednoznacznie z jego zeznań.

Żeby być pewnym zemsty uderza się dwa razy - raz na sklep spożywczy znajdujący się w domu gdzie mieszka funkcjonariuszka Katarzyna H. kradnąc tam alkohol, papierosy i parówki? - które to łupy wywozi podobno funkcjonariuszka swoim samochodem spod sklepu, gdzie wszyscy ją znają do mieszkania Marka M. gdzie następuje ich podział ? ! ?...

Co najmniej naiwna jest wiara prokuratora, że policjantka nie bierze pod uwagę takich faktów jak np. sąsiad się obudzi hukiem tłuczonej kamieniem szyby wystawowej i wyjrzy przez okno to ją - lub samochód zaraz rozpozna? - wszak wszyscy wiedzą, że lis nie łowi w okolicach swojej nory... Naiwne wydaje się też tłumaczenie, że policjantka, panna bez zobowiązań, która zarabiała ponad 2 tys. zł łasi się do podziału na parówki, alkohol czy papierosy, choć znana była z tego, że nie alkoholizowała się w przeciwieństwie do większości policjantów oraz nie paliła papierosów i nie narkotyzowała się co potwierdziły badania lekarskie.

Kolejny raz kilka dni później Marek M. ( przypuszczalnie pod nadzorem naczelnika Artura Dąbrowskiego) improwizuje nocny napad na wiejski oddział banku w Starej Kamienicy. Dlaczego? - przecież w takim oddziale nie ma większej kasy, a jest spore ryzyko wpadki. Tak domniemając - dlatego? - ponieważ niedaleko banku mieszkał drugi funkcjonariusz bliski znajomy Katarzyny - policjant Michał R. Jak to fajnie na jednym ogniu upiec dwie pieczenie :-)

Drobny złodziejaszek do włamu na bank zabiera znajomego kolegę po fachu, swoją konkubinę, mały oraz duży łom oraz piankę montażową dla zablokowania "koguta". Policja znajduje jeszcze kilof... czyżby nie oglądali filmów z włamań do banków?

Łomem udaje mu się otworzyć stare drewniane drzwi, ale pomysł, aby z łomem brać się za otwarcie bankowego sejfu to chyba więcej niż debilizm.

Bajer w zeznaniach polega na tym, że w akcji włamania złodziejaszków podobno bierze udział też policjantka Katarzyna H. - znowu swoim samochodem? - który nawet według złodziei ma różne kolory i markę (a podobno dobrze go znają), stojąc na parkingu przed bankiem i na czatach. Ciekawe tylko, dlaczego piekarze z pobliskiej piekarni, którzy tak się składa, że nocą pieką chleb aby rano był w sklepie, nie zauważyli aby jakikolwiek samochód stał na parkingu w okolicach banku? Strasznie kiepsko z logiką prokuratorską...

Jednak mamy jeszcze kolejny większy naiwny numer - złodzieje dochodzą do wniosku, że ich łom nie zdaje egzaminu i życzą sobie aby znajomy policjantki Katarzyny, czyli policjant Michał R. podrzucił im większy, kolejny łom. Ten, nie wychodząc z domu, zjawia się podobno jakimś nieokreślonym samochodem, z nieokreślonego kierunku, podając złodziejom łom z bagażnika nie wychodząc z samochodu. Inny złodziejaszek zeznał, że łom odebrał z okna samochodu (zależy który złodziejaszek zeznaje) . Ponadto są diametralnie różne określenia kształtu i wielkości łomu, a to, że łom ma kształt pręgowany albo prosty i zaraz znika nie tylko łom ale i UFO samochód z policjantem w nieokreślonym kierunku - słowem cuda które np. piekarzom jednak nie udało się zauważyć pomimo że akcja była letnią nocą, jest jasno, a samochód nocą na wsi słychać z oddali... :-)

Ale to jeszcze nie koniec cudów. Wiadomo, że profesjonalny alarm jaki jest w bankach, nie da się rozłączyć przez zapiankowanie "koguta" czy przecięcie przewodów.

Jak zeznaje złodziej Marek M. męczyli się tam ruszając sejf i paląc papierosy z 5 godzin czekając do świtu aż przyjedzie policja i ich zaaresztuje, ponieważ mieli obiecane, że jak "wsypią" policjantów to ich kara ominie. Policjanci jednak spokojnie spali nie reagując na alarm z banku i potrzebne były aż dwa dni i osobiste zawiadomienie aby złodziejaszek Marek M. został aresztowany i z rozkoszą przyznał się do włamów zarówno do sklepu jak i banku, wiedząc że nie będzie siedział za te przestępstwa :-)))

Oczywiście, zarówno asesor jeleniogórskiej prokuratury Sebastian Ziembicki, jak też sędzia SSR Sylwia Zierkiewicz nie widzą sprzeczności i niedorzeczności w zeznaniach złodziejaszków - proste, prawnicy z braku ścisłej wiedzy i w związku z humanistycznym typem wykształcenia mają istotne problemy z logicznym myśleniem. Policjanci zostali oskarżeni wyłącznie przez pomówienia złodziejaszków, których prokuratura nie mogła w żaden sposób uwiarygodnić - żadnych śladów ich bytności w miejscach włamań nie znaleziono, co dowodzi logicznie, że ich tam nie było. Bezmyślne stwierdzenie, sędzi "fakt że nie stwierdzono śladów ich bytności wcale nie świadczy że tam nie byli" - jest nie tylko pozbawione logiki, ale i podstawy prawnej - wszak wszelkie niewyjaśnione i nieudowodnione zarzuty sędzia musi interpretować na korzyść oskarżonego. A to, że nie udokumentowane zarzuty policjantom postawiono "na szybko" i bez sensu świadczy już sam początek uzasadnienia wyroku sądowego: Marek M. konkubent Katarzyny H.... -sędzia stwierdza w uzasadnieniu wyroku , że złodziej jest konkubentem policjantki? - taki nieprawdziwy fakt w sądowym wyroku?! Czy to nie dowód układów korupcyjnych lub lekceważenia funkcji urzędnika państwowego ? Dalsze uzasadnienie oparte jest wyłącznie na sprzecznych zeznaniach złodziei nie popartych żadnymi dowodami ,gdyż chcąc uniknąć kary fałszywie pomawiali policjantów.

Jak pisze obrona - stwierdzenie sędziego, że jedynie zeznania współsprawców Ryszarda G., Marka M. oraz Katarzyny R. mogą zasługiwać na wiarę jest co najmniej naiwne. W ocenie obrony, zeznania wszystkich tych osób nie są dowodami pełnowartościowymi, są niekonsekwentnymi pomówieniami współsprawców stojącymi w oczywistej sprzeczności z innymi dowodami zgromadzonymi w sprawie. W zeznaniach tych występują zasadnicze rozbieżności, co przyznają sami współsprawcy (vide: protokół rozprawy z dn.30.03.2011 r., k.12.). Zeznania te nie korelują ze sobą w podstawowych kwestiach dotyczących przebiegu zdarzenia. Uznanie ich przez Sąd Rejonowy za podstawę dla ustalenia stanu faktycznego i podstawę do uznania winy policjantów jest w sposób oczywisty decyzją błędną. Sąd stan faktyczny czynu opisanego w części wstępnej wyroku oparł w głównej mierze na pierwszych zeznaniach Ryszarda G. - wielokrotnego przestępcy (co wynika w sposób niezbity z karty karnej i jego zeznań) - świadka, jak podaje Sąd I Instancji w uzasadnieniu, który ma problemy z pamięcią, któremu wszystko się miesza, który ma problemy z wysławianiem się i posiada ubogi zasób słownictwa. Świadka, którego zeznania stoją w oczywistej sprzeczności do innych przeprowadzonych w sprawie dowodów, a zwłaszcza zeznań współsprawców. Wskazać tu należy przede wszystkim okoliczność obecności oskarżonego Michała R. na miejscu popełnienia przestępstwa. W tej kluczowej kwestii, analizując zeznania współsprawców Katarzyny R., Ryszarda G. oraz Marka M., ciężko uznać występujące w nich rozbieżności za drobne i nieistotne dla rozstrzygnięcia sprawy.

Do postawienia zarzutów wykorzystując fakt kontaktowania się policjantów (bliskich znajomych) telefonami komórkowymi, co dzisiaj nie jest niczym szczególnym ponieważ już 7 letnie dzieci korzystają z tego wynalazku oraz rodzice żeby zlokalizować gdzie jest ich dziecko. Niestety, to co robią rodzice dbający o swoje pociechy nie był w stanie (albo nie chciał?) zrobić sędzia. Sąd mógł (zgodnie ze złożonym na rozprawie w dn. 21.03.2011 r. wnioskiem dowodowym) na podstawie ekspertyzy biegłego z zakresu telekomunikacji określić ich miejsce pobytu w czasie popełnienia czynu (przynajmniej w przybliżeniu), jak również ustalić do którego z BTS-ów telefony oskarżonych się logowały w trakcie wykonywania połączeń. Sąd winien również ustalić czy zakres obejmowania sygnałem BTS-ów różnych operatorów sieci (ORANGE i PLUS) pokrywa się, a zatem czy mimo logowania telefonów Michała R. i Katarzyny H. do BTS-ów różnych sieci (posadowionych w innych miejscach na różnych działkach) możliwe jest, iż przebywali krytycznej nocy w miejscach, o których wyjaśniali, tj. Michał w swoim domu a Katarzyna dzwoniła sprzed jego domu celem wzajemnego bliższego spotkania się..., w końcu policjanci to przecież też ludzie....

Jednakże Sąd, na podstawie art. 170 § 5 k.p.k. oddalił wniosek dowodowy obrony o dopuszczenie opinii biegłego z zakresu telekomunikacji i urządzeń przesyłowych w celu ustalenia, z jakich miejsc były dokonywane połączenia, a w szczególności, czy połączenia wykonywane i odbierane przez oskarżonego Michała R. mogły być wykonywane z jego miejsca zamieszkania. Sąd Rejonowy uznał ten istotny wniosek dowodzący ich niewinność jako zmierzający w oczywisty sposób do przedłużenia postępowania ! ? ! - a może chciał odrzucić dowód swojej stronniczości lub niekompetencji? . Tak czy inaczej sąd pozbawił się jednoznacznej opinii - gdzie podczas przestępstwa przebywali jego uczestnicy, jednocześnie dając wiarę przestępcom, a tym samym sobie wystawiając opinię organu niekompetentnego i stronniczego.

Dziwne w sprawie jest też, że aktualny numer telefonu policjanta Ł.Olby posiadali w pamięciach swoich telefonów złodzieje Katarzyna R. i Marek M. i kontaktowali się z nim nawet w dniu przestępstwa. Okoliczności tej jednak Sąd Rejonowy również nie dostrzegł i tego policjanta nie oskarżył o współudział w przestępstwie napadu na bank - Czy zadziałała inna układowa procedura?

cdn.

ARTYKUŁY - tematy do przemyślenia z cyklu: POLITYKA - PIENIĄDZ - WŁADZA

Polecam sprawy poruszane w działach:
SĄDY PROKURATURA ADWOKATURA
POLITYKA PRAWO INTERWENCJE - sprawy czytelników

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.

~Wiesiek
11-08-2012 / 23:09
Panie Raczkowski -Proszę pamiętać że pojawiające się wypowiedzi przeciw Panu są czystą formą walki podjętej przez przeciwników.Co do pojawiającej się krytyki -powiem wprost ,to oznacza że wreszcie się budzą aby pokazać prawdziwe swoje oblicze.Każda krytyka Pana działalności -jest w tym momencie wygraną.Tak trzymać -kierunek jest właściwym.~Aquarius -kim Ty jesteś? Przedstaw się wszystkim.
~kaszel
16-02-2012 / 18:58
zmień wodę bo ODDECH masz jak jak zgniłe zbuki...ciekawi mnie który to ratlerek z ciosmakowego schroniska dla zwierząt czytaj /psiarni/skomli i napewno nie jestam Szumiło bo ten facet sam lepiej się broni
~oddech
12-02-2012 / 04:28
Widac, ze nasz szkocko-polski detektyw "Rutkowski" czyli niejaki Mariusz Szumilo z portalu polskott24 stad zerznal slowo w slowo material do "swojego" artykulu:-) Oczywiscie uzupelniajac go o swoje wlasne schizofreniczne wstawki:-) Teraz ten temat nakreca cala Polske, cala Szkocje a przynajmniej tak sie redaktorkowi wydaje, ze to on sam blyszczy (we wlasnym mniemaniu) czujac sie jako obronca narodu. Tylko pytanie - jakiego - polskiego czy szkockiego? Nawet tutaj pozostawil po sobie wlasne komentarze w jego licznych wcielaniach, tak wiec pozdrowienia dla: "Wadek", Maniek", i dla pana... "patrioty" haha. Szumilo - jaki z ciebie "patriota", ktory podaje w wywiadzie, ze twoja ojczyzna jest Szkocja? Szumilo wiemy o tym, ze cierpisz na wewnetrzny przymus pisania ale sprobuj nad tym dla wlasnego dobra zapanowac bo stajesz sie juz posmiewiskiem calego narodu. No wlasnie - polskiego czy szkockiego?:-)
~Andrzej
13-08-2011 / 15:34
Działania wymiaru "sprawiedliwości" są co najmniej absurdalne, niedorzeczne, aby nie używać słów powszechnej łaciny, jak można nie brać pod uwagę faktów, które wskazują ewidentnie, że jest to wrabianie policjantów i celowe działanie na ich nie korzyść. Wnioskując z artykułu, oskarżenie i wyrok jest na podstawie zeznań osób podstawionych...(notowani przestępcy) zeznania ich są bardzo rozbieżne, nie łączące się w całość oraz nielogiczne, także przedmioty dowodowe, tudzież łomy, oraz niedokładne sprawdzenie wszystkiego po kolei, co wskazywałoby na niewinność oskarżonych. Chodzi tutaj o sprawy telekomunikacyjne: każdy telefon da się namierzyć, gdziekolwiek by nie był, ponieważ zawsze jest wysyłany impuls elektryczno - magnetyczny. I w dzisiejszych czasach można ustalić miejsce gdzie jest telefon z bardzo dużą dokładnością, i informacje takie są przechowywane przez parę lat(rozmowy, SMS, MMS, GPRS). Dlatego bardzo mnie to dziwi i jestem oburzony dlaczego sąd oddalił wniosek i nie brał pod uwagę jakże ważnego dowodu w tej sprawie, który dałby stu procentową pewność... z wielką dokładnością. Do tego wszystkiego dochodzą świadkowie, którzy nie widzieli żadnych aut w pobliżu miejsca zdarzenia. Widać "sąd" kieruje się czymś innym niż sprawiedliwą oceną dowodów oraz opiniami biegłych w zakresie dowodów, dlaczego? Chyba każdy kto ma "olej" w głowie widzi, że jest to kompromitacja sądu, który kieruje się pomówieniami, niewiarygodnymi dowodami i nielogicznym opisem zdarzenia i działań. Mam głęboką nadzieję, że sprawą odwoławczą zajmą się kompetentne organy i osoby, które sprowadzą do tego aby udowodnić niewinność i anulować wyrok.
~Małgorzata
27-07-2011 / 09:37
Uważam, że sytuacja, w której znalazła się Katarzyna H. nie jest rzadkością w dzisiejszych czasach. Stawia to organy prawne w negatywnym świetle. Ludzie młodzi, chcący dokonywać zmian na lepsze są ograniczani, a także (jak w wyżej opisanym przypadku), pogrążani. Wierzę jednak że sprawa zakończy się pomyślnie dla p. Katarzyny.
~Aquarius
24-07-2011 / 15:23
Do autora Wydrukowałem sobie pański artykuł. Siedzę sobie w łaśnie w pewnym ustronnym miejscu i mam go przed sobą. Za chwilę będę go mieć za sobą. Z artykułu wieje jadem, nadętym ego i popisywaniem się, z przeproszeniem, ,,inteligencją" i ,,logiką", której niedostatek tak został jeleniogórekiemu wymiarowi sprawiedliwości wypunktowany pańskimi wypocinami. Rzucasz Pan oskarżenie po adresem Policji, Sądu i Prokuratury mieląc różne wątki w jedną papkę, sugerując przy okazji, że wszyscy związani z resortem ścigania i sprawiedliwości są skorumpowani i działają w tzw układzie. Myślisz Pan, że jego populistyczne działania, nastawione na tani, populistyczny poklask nie jest dla nikogo myślącego czytelne? Kpiz Pan sobbie z braku logiki i humanistycznego wykształcenia prawników. Nie chcę domniemywać, gdzieś się Pan sam uczył logiki, bo mmiejsce pańskiego parkowania jedną uczelnię sugeruje. Dramatyzm pańskiej logiki i retoryki zaś jest tak porażający, jak pierdnięcie w tłumie. Podobnie jak koncentrowanie się na wątkach łóżkowo-kulinarnych sprawy. Pańskie parówki powinny bezwzględnie w annałach polskiego dziennikarstwa zapisane zostać. Styl artykułu żywcem przypomina innego przedstawiciela polskiego ,,pisalnictwa" ( proszę prawdziwych dziennikarzy o wyrozumiałość dla mojego nowosłowienia- bo inaczej takich wypocin nie można nazwać), lekarzyny, nieudacznika, działającego jako samozwańczy guru osób pokrzywdzonych przez służbę zdrowia. Zapawne liczy Pan na taką funkcję w dziedzinie walki z sądownictwem, prokuraturą i policją. Do tego jak widzę argumentów jakoś nie staje za to dostatek jest inwektyw i epitetów pod adresem intelektu i wykształcenia sędziów i prokuratorów. Dezodoratnu muszę użyć , żeby powietrze odźwieżyć i wodę spuścić po takim dziennikarstwie. Na koniec rada, taka czysto humanistyczna ( czym Pan gardzisz): nie skacz Pan z poziomu swojego EGO na poziom swojego IQ, bo możesz się Pan zabić albo przynajmniej nogi połamać, co z pewnością będzie pretekstem do obrzucania błotem służby zdrowia, która siłą rzeczy będzie pańskie kulasy składać a polski Mount Everest plucia na lekarzy obsadził już inny geniusz pisania, więc konflikt interesów gotowy. Ps. Do posiadania terenówki polecam liesing a nie żebraninę w necie, bo jakby nie patrzeć, chyba takiemu poważnemu dziennikarzowi nie bardzo to przystoi.
~Wadek
22-07-2011 / 22:59
Może wreście ktoś by się dobrał prokuratorom i sędziom do tyłka bo chowają się cały czas za immunitetami czując się bezkarnie !!!! Skandal !!!!
~obserwator
19-07-2011 / 17:06
~obserwator
19-07-2011 / 17:02
~maniek
18-07-2011 / 01:40
Tekst z reklamy TV "Takie rzeczy , tylko w ERZE". Ja po przeczytaniu tego tekstu mam nowe hasło " TAKIE RZECZY , TYLKO W POLSCE" . Jeżeli jest winien to ok, ale trzeba im to udowodnić . Natomiast jeżeli nie ma dowodów to trzeba sobie odpóścić. Widać , że prokurator i sąd chcą udowowdnić że mają rację, ale nie mają żadnych dowodów na poparcie tej racji więc je tworzą. "Wymiarze NIEsprawiedliwości" - nie tędy droga, bo takie poczynania wracają jak bumerang i można dostać bumerangiem w czoło :-)))