Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
18 sierpnia 2017
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 22-11-2015

PARASOL NAD KOMOROWSKIM ?

"Albo Winiarski jest kłamcą i powinien odpowiedzieć, albo mówi prawdę i cała masa ludzi z Bronisławem Komorowskim na czele powinna mieć potężne kłopoty" – uznał Wojciech Sumliński po wysłuchaniu zeznań Krzysztofa Winiarskiego w sprawie afery marszałkowej.
Przez jeden dzień – 30 października br. zeznania Winiarskiego były gorącym „newsem” w niemal wszystkich „wolnych mediach”. „Sensacja”, „szokujące”, „wstrząsające zeznania na procesie Sumlińskiego” – pisano w nagłówkach doniesień, epatując czytelników „rewelacjami” wygłaszanymi przez świadka.
Następnego dnia – zapadła głucha cisza. Tematy poruszone przez Winiarskiego, nie tylko nie zainteresowały publicystów i tzw. dziennikarzy śledczych „wolnych mediów”, ale nie spowodowały żadnych reakcji ze strony polityków PiS i środowiska Belwederu. Wydarzenie potratowano jako jednodniową sensację. Wprawdzie nazbyt dociekliwi odbiorcy mogliby pytać – dlaczego nagrania rozmów z Komorowskim nie wzbudziły zainteresowania ludzi, którzy zachłystują się dziś tzw. aferą taśmową i ku uciesze kilku funkcjonariuszy pełnią wdzięczną rolę rezonatorów obcej gry - ale z perspektywy dotychczasowych praktyk nie było to zachowaniem zaskakującym.
Proces w sprawie afery marszałkowej nigdy nie cieszył się uwagą tych środowisk, zaś doniesienia z przebiegu rozpraw pojawiały się nader sporadycznie. Od czerwca 2011 roku, gdy przed Sądem Rejonowym dla Warszawy Woli ruszyło postępowanie sądowe, temat był całkowicie ignorowany przez reżimowe ośrodki propagandy (co wydaje się zrozumiałe) ale też nie wywoływał zainteresowania mediów kojarzonych z opozycją. Salę rozpraw na Kocjana 3 omijano szerokim łukiem i przez wiele lat nie zawitał tam żaden z „niepokornych” i „niezależnych” dziennikarzy. Tę swoistą zmowę milczenia przerywały jedynie relacje blogera andera, który konsekwentnie, od początku relacjonował przebieg rozpraw.
Trzeba zauważyć, że sprawa zeznań Winiarskiego i krótkotrwały „szok” wywołany jego obecnością w sądzie, doskonale ukazują indolencję i skalę zaniechania środowiska „wolnych mediów”. O tym świadku i jego perypetiach z B.Komorowskim wiadomo bowiem od 2012 roku – tj. od czasu, gdy dr. Leszek Pietrzak opublikował w „Warszawskiej Gazecie” (31 (68)  3-9 sierpnia 2012) tekst, w którym ujawnił „Przypadek Krzysztofa W”. Informacje o Winiarskim, Leszek Pietrzak przekazał następnie podczas rozprawy sądowej w dniu 28 listopada 2012 r. Bloger ander relacjonował wówczas:
Leszek Pietrzak opowiedział o podkarpackim biznesmenie Krzysztofie Winiarskim, który dotarł do niego jesienią 2010 r., na co dzień operujący w środowisku wojskowym i znający wielu polityków. Człowiek ten poinformował Leszka Pietrzaka, że na przestrzeni 2007 r. kilkakrotnie rozmawiał z ówczesnym wicemarszałkiem Bronisławem Komorowskim i że ze strony marszałka miały płynąć sugestie pomocy w znalezieniu haków na PiS i komisję weryfikacyjną. Krzysztof Winiarski poinformował Leszka Pietrzaka, że posiada dokumentację tych rozmów oraz pokazał mu formalne doniesienie do prokuratury w tej sprawie; w tym doniesieniu byli wskazani świadkowie rozmów Krzysztofa Winiarskiego z marszałkiem Komorowskim. Zdaniem Leszka Pietrzaka, może to wskazywać, że marszałek Komorowski mógł mieć interes w politycznym skompromitowaniu komisji weryfikacyjnej, co byłoby zbieżne z planami Leszka Tobiasza.”
Również wtedy „dokumentacja” zgromadzona przez Winiarskiego nie wywołała żadnego zainteresowania i nie próbowano dociekać, jakie informacje posiada przyjaciel Komorowskiego. Temat afery marszałkowej wydawał się tak dalece niewygodny dla środowiska medialnego PiS, że nawet w trakcie obecnej kampanii prezydenckiej traktowano go pobieżnie i wyrywkowo.
Dziś, gdy w Pałacu Prezydenckim zasiada „nasz” prezydent, a pełnię władzy przejęła partia pana Kaczyńskiego, należałoby oczekiwać, że Polacy poznają prawdę o byłym lokatorze Belwederu. Trudno bowiem wyobrazić sobie tematykę bardziej „nośną” medialnie, jak informacje zawarte w zeznaniach świadka Winiarskiego. Usłyszeliśmy przecież o wielorakich kontaktach Komorowskiego ze służbami rosyjskimi i wschodnioniemieckimi, o poszukiwaniu „haków” na polityków PiS, o „ochronie” byłego prezydenta, mającej ścisłe powiązania z gangsterami, o przestępczych próbach zastraszania i zdobycia tajnego aneksu do Raportu z Weryfikacji WSI, o związkach Komorowskiego z ProCivili i kilku innych sprawach, zdolnych wywołać polityczne trzęsienie ziemi i reakcje każdego wymiaru sprawiedliwości.
Milczenie środowiska PiS i związanych z nim „wolnych mediów” jest praktyką tym wielce zadziwiającą, że tuż po 30 października ukazały się dwie, niezwykle istotne wypowiedzi na temat wiarygodności świadka Winiarskiego. Ten bowiem argument – brak wiarygodności, był najczęściej podnoszony przez luminarzy „wolnych mediów” i miał rzekomo decydować o braku zainteresowania.
Wojciech Sumliński nie miał w tej kwestii żadnych wątpliwości i po rozprawie zauważył:
Pamiętajmy, że świadek Krzysztof Winiarski nie pisał anonimu, nie mówił tego półgębkiem na zasadzie plotki, lecz zeznawał z otwartą przyłbicą w Sądzie, a tu zeznaje się pod odpowiedzialnością karną. (…) Pamiętajmy, że (…) wcześniej był nagradzanym współpracownikiem Centralnego Biura Śledczego i - jak mówili mi wczoraj dwaj dziennikarze śledczy (m.in. zazwyczaj dobrze poinformowany Przemek Wojciechowski), którzy mieli z nim styczność wcześniej - jego informacje zawsze potwierdzały się. (…)W mojej ocenie jest to świadek wiarygodny, bo to co mówił (przynajmniej ta część, o której ja wiem), potwierdzają moje informacje z innych źródeł. I nie wyobrażam sobie, żeby te zeznania - które oczywiście, jak wszystkie inne, trzeba weryfikować - nie miały ciągu dalszego w postaci podjętych działań przez aparat sprawiedliwości”.
Identyczną opinię wyraził obrońca Sumlińskiego, mecenas Waldemar Puławski – „Muszę przyznać, że sam miałem wątpliwości co do granicy pełnej rzetelności pana świadka Winiarskiego. Zadałem mu nawet pytanie weryfikujące i przekonał mnie swoją odpowiedzią. To osoba, która bez wątpienia ma bardzo rozległe kontakty. Poświadczyły mi to osoby, które są godne zaufania. (…)U mnie ten człowiek ma pełną wiarygodność. I nie dlatego to mówię, bo jestem obrońcą pana Sumlińskiego, zaś świadek zeznawał wyjątkowo dla mojego klienta korzystnie, ale kierując się swoim 35-letnim doświadczeniem adwokata na sali sądowej, który musi bacznie i wnikliwie słuchać, co mówią ludzie, obserwować ich mowę ciała, jak się zachowują, jaki sposób - składny, czy mniej składny, logiczny, czy pozbawiony logiki, odpowiadają na często zaskakujące pytania, to biorąc to wszystko pod uwagę, świadek Winiarski zasługuje u mnie na wiarygodność”.
Takich świadectw nie sposób podważyć lub zarzucić im powierzchowność. To raczej ci, którzy już 30 października okrzyknęli zeznania Winiarskiego „niewiarygodnymi”, nie zadbali o jakiekolwiek argument na obronę swoich twierdzeń. Ich zarzuty pod adresem świadka bardziej wyglądały na próbę usprawiedliwienia własnego asekuranctwa niż dowodziły rzetelności dziennikarskiej.
Nazwanie takiej sytuacji zadziwiającą, byłoby zaledwie bladym eufemizmem. Uważam, że mamy do czynienia z ogromnym skandalem i niezwykle groźnym zjawiskiem. Jeśli dziś je przemilczymy, wkrótce możemy zapłacić za to wysoką cenę.
Bronisław Komorowski jest bowiem najciemniejszą postacią świata polityki III RP. Jest osobą, za którą rozpościera się cień wielu ponurych tajemnic i niewyjaśnionych spraw. Prezydentura tego człowieka była czasem hańby, destrukcji i nienawiści. To okres, w którym utraciliśmy poczucie bezpieczeństwa i zdolność do suwerennych działań, w którym znacząco osłabiono potencjał obronny państwa i skierowano polityczne priorytety na proces „zbliżenia” z putinowską Rosją.  Nie chodzi tylko o obszar propagandy i nachalnej demagogii wylewającej się z ust polityków PO-PSL i hierarchów Kościoła. „Zbliżenie” z państwem Putina miało wymiar koncepcji bezpieczeństwa narodowego, w której Rosja miałaby stanowić „istotny gwarant bezpieczeństwa europejskiego, w tym naszego bezpieczeństwa”.
Z takiej perspektywy trzeba oceniać prezydenturę Komorowskiego oraz więzi łączące go z Rosjanami. Nigdy nie wyjaśniono okoliczności, w jakich człowiek ten kontaktował się z ludźmi Putina, tuż po 10 kwietnia 2010 roku. Chodzi m.in. o majową wizytę w Katyniu (wspólnie z Jaruzelskim), o spotkanie 21 czerwca 2010 roku z rosyjskimi wojskowymi w Erewaniu, o wspólny pobyt w Sopocie Komorowskiego i Patruszewa w lipcu 2011 roku, o spotkanie w Jekaterynburgu w grudniu 2011 z  wysłannikiem Putina Aleksandrem Charłowem, o  lądowanie w Irkucku na Syberii, w drodze do Chin, o „międzylądowanie” w Azerbejdżanie, 6 marca 2012 roku (dwa dni po wyborach prezydenckich w Rosji) i rozmowy z prezydentem tego państwa Ilhamem Alijewem - żarliwym zwolennikiem Putina. To zaledwie część tematów  wymagających wyjaśnienia. Jest oczywiste, że nie tylko wcześniejszy życiorys Komorowskiego, ale czas jego prezydentury obfitują w rozliczne „białe plamy” i zagadkowe sytuacje.
Ponieważ ten człowiek jest nadal aktywny w życiu publicznym, posiada realny obszar wpływów oraz potencjał polityczny, który niebawem (jak sądzę) zostanie wykorzystany – należałoby uczynić wszystko, by Polacy poznali prawdziwe oblicze owego „katolika - konserwatysty”. Uważam to za rzecz priorytetową dla naszego bezpieczeństwa.
Dlatego sytuacja, w której po arcyważnych zeznaniach Winiarskiego (m.in. na temat kontaktów Komorowskiego z rosyjskimi służbami) zapada cisza – jest nie do zaakceptowania.
Partia pana Kaczyńskiego posiada dziś pełnię władzy oraz zdolność podejmowania dowolnych tematów. Jej politycy zapewniają zaś o „nowej jakości” i skuteczności rządów oraz deklarują szczególną troskę o sprawy bezpieczeństwa.
Uważam zatem za oczywiste, że z chwilą zaprzysiężenia nowego rządu, osoba świadka w procesie afery marszałkowej powinna być objęta ścisłą ochroną, zaś treść zeznań Winiarskiego skrupulatnie zweryfikowana przez służby ochrony państwa. Jeśli informacje przekazane przez świadka zostaną potwierdzone, musi być wszczęte postępowanie karne przeciwko byłemu prezydentowi, zaś opinia publiczna winna poznać szczegóły tego postępowania.
Nie wyobrażam sobie innych działań ze strony ludzi, którzy publicznie deklarują dbałość o bezpieczeństwo Polaków.   
Nie wyobrażam też sobie, by (jak ma to miejsce obecnie) środowisko „naszego” prezydenta mogło nadal ukrywać informacje na temat aneksu z Weryfikacji WSI i udzielało w tej sprawie tyleż nonsensownych, jak skandalicznych odpowiedzi. Mamy prawo wiedzieć – czy aneks znajduje się w tajnym sejfie prezydenta Dudy oraz - czy i kiedy zostanie ujawniona jego treść? Nie można też dłużej akceptować braku audytu w Kancelarii Prezydenta i w prezydenckim BBN. Przypomnę, że upłynęły trzy miesiące od publicznej zapowiedzi sporządzenia takiego sprawozdania i do tej pory opinia publiczna nie została poinformowana o efektach działań.
Jeśli taka sytuacja będzie się przedłużała, może to sugerować, że brak reakcji na zeznania Winiarskiego nie jest bynajmniej wydarzeniem incydentalnym lecz wpisuje się w stałą praktykę postępowania PiS-u i prezydenta Andrzeja Dudy. Byłaby to praktyka „omijania” osoby B. Komorowskiego szerokim łukiem przemilczenia, a nawet zatajenia informacji mogących naruszyć obecne status quo polityka Platformy. Sprawa zeznań Winiarskiego już dziś rzuca cień na środowisko związane z PiS-em i stanie się rodzajem swoistego wskaźnika rzeczywistych intencji. Jeśli nowa władza nie podejmie żadnych czynności weryfikujących informacje przekazane przez tego świadka i nadal będzie unikała prześwietlenia i rozliczenia prezydentury Komorowskiego, otrzymamy mocną przesłankę na istnienie parasola ochronnego nad byłym prezydentem.
Odpowiedź na pytanie – dlaczego taki parasol miałby istnieć, pozwoliłaby wówczas zrozumieć logikę „nowego rozdania”.