Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
17 października 2019
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

AFERY KORUPCJA BEZPRAWIE KARYKATURY MAHOMETA ZEMSTA MUZUŁMAŃSKA PO SATYRYCZNYCH PUBLIKACJACH AFERY KORUPCJA BEZPRAWIE MIROSŁAW NALEZIŃSKI

Medialne wpadki - Karykatury Mahometa w "Rzeczpospolitej" cykl krytyczny Mirosława Nalezińskiego...

od redakcji: Zemsta muzułmańska po satyrycznych europejskich publikacjach Mahometa.
Żądanie kary śmierci dla autorów karykatur – to rekcja muzułmańskiego duchownego Omara Bakru Mohammeda na kolejne publikacje rysunków proroka. Duchowny ze względu na radykalne poglądy ma zakaz wjazdu do Wielkiej Brytanii. W wywiadzie dla BBC duchowny stwierdził, że jeżeli państwa, gdzie doszło do publikacji, nie postawią osób obrażających proroka przed sądem, będą się musiały liczyć z poważnymi konsekwencjami.
Przez świat muzułmański przetacza się fala protestów. W indyjskim stanie Kaszmir muzułmanie rozpoczęli strajk generalny. We wschodniej części Afganistanu, w mieście Mehtarlam z kolei tłum wzburzonych wyznawców Mahometa zaatakował posterunek policji. Funkcjonariusze odpowiedzieli ogniem. Zginęła jedna osoba, a dwie zostały ranne. Protesty zorganizowano także w Bangkoku, Nowej Zelandii i Afganistanie. W czasie starć zginęła jedna osoba, a 4 zostały ranne. W Strefie Gazy kilkudziesięciu Palestyńczyków wdarło się do niemieckiego ośrodka kultury demolując jego wnętrze. Zaatakowane zostało przedstawicielstwo Komisji Europejskiej; unijna flaga została zastąpiona palestyńską. W Damaszku, stolicy Syrii, tysiące demonstrantów wdarły się i podpaliły budynek duńskiej ambasady. Ogień uszkodził fasadę budowli. Protestujący obrzucali również budynek kamieniami. Protestowano przeciwko opublikowaniu przez prasę w Danii karykatur proroka Mahometa. Rząd Danii wezwał swoich obywateli do jak najszybszego opuszczenia Syrii.
Demonstranci zaatakowali także francuską ambasadę. Policja musiała użyć armatek wodnych i gazu łzawiącego, by nie dopuścić do wtargnięcia na jej teren.
W Jordanii w związku z publikacjami policja w Ammanie aresztowała redaktora naczelnego tygodnika "Szihan", w którym opublikowano kontrowersyjne karykatury Mahometa przedrukowane z europejskiej prasy. Muzułmanie demonstrowali dziś także w Nazarecie - największym arabskim mieście w Izraelu. Trwają też blokady europejskich ambasad. W stolicy Indonezji, Dżakarcie, manifestanci pod placówką Danii rozwinęli transparent z napisem „Wolność nie wiąże się z obrażaniem religii”. 
Publikacje karykatur pociągają za sobą także dymisje władz wydawnictw i szefów pism. Druk rysunków był powodem ustąpienia redaktora lokalnej gazety z wyspy Borneo. Wczoraj pismo wyraziło żal w powodu publikacji.
Islam zabrania przedstawiania wizerunku Mahometa, zaś żarty z religii uznaje za bluĽnierstwo.
Czy EUROPA przerazi się muzułmańskim terrorem? 
Co jeszcze zrobią Islamiści? 

W Polsce
Karykatury Mahometa zamieściła "Rzeczpospolita". Wolna prasa i wolne państwa nie mogą ulec szantażowi - pisze gazeta. Dodaje, że należy bronić wolności wypowiedzi "nawet, jeżeli nie zgadzamy się z ich treścią". Do publikacji gazety odniósł się premier Kazimierz Marcinkiewicz, który ocenił, że "wykroczono poza granice dobrze zrozumianej swobody wyrażania poglądów". Według premiera "rolą mediów nie może być prowokowanie nienawiści i propagowanie wrogości" oraz "ta niepotrzebna prowokacja ma miejsce w momencie, kiedy przez świat muzułmański przetacza się fala protestów w związku z wcześniej publikowanymi karykaturami". - Interia (4 luty 2006).

Wolność wolnością, ale (nie)odpowiedzialność leży po stronie wolnej prasy. WeĽmie to na siebie? W ramach swobody i braku cenzury, prasa drukuje to, co "geniusz" rysownika mu podpowie. A autor kieruje się paroma zasadami - aby było głośno o jego rysunku, aby wzrósł nakład jego gazety, aby zyskał sławę i został doceniony finansowo przez szefów. Nie bierze pod uwagę nieszczęścia, które może dotknąć jego naród. Owszem, ryzykuje osobiście swoim życiem lub zdrowiem, bowiem rozmaici a krewcy potrafią być mieszkańcy w turbanach. Ale czy bierze pod uwagę, że może zostać zniszczone lotnisko w Kopenhadze lub słynny most w jej okolicy, a u nas budynek redakcji wraz z przyległościami. Po takim zamachu, okoliczni mieszkańcy (co przeżyją) będą przeklinać "bojowników o wolność słowa".
Duni* to mały naród i w razie międzynarodowej zawieruchy, schowa się za plecami wielkich Stanów, które kolejny raz wyślą swoich synów, aby ratować światowy pokój. Zachowują się jak przedszkolak, który wie, że jeśli narozrabia w piaskownicy, to starszy a silniejszy brat załatwi sprawę za niego, nie wnikając dokładnie kto miał rację. Nasi "odważni" dziennikarze, zauroczeni ideą wolności słowa, solidaryzują się z takimi gawroszami. Ale w przypadku konfliktu to nie oni pojadą na linię frontu, to synowie zwykłych polskich a spokojnych obywateli tam pojadą. A naczelni wodzowie wolnej prasy skorzystają z trzech przywilejów globalnej wolności - wezmą paszport w garść, zawartość konta prześlą internetem i odlecą w bezpieczne miejsce nietanimi liniami... Mieliśmy kiedyś bohaterskiego ministra sprawa zagranicznych, który w maju 1939 roku wygłosił bardzo patriotyczne przemówienie, jednak nie on położył głowę za słuszną sprawę - został internowany w Rumunii, gdzie zmarł przed zakończeniem wojny i to chyba na niezupełnie waleczną modłę.
Gdyby w międzywojennej Polsce istniała wolna (jak dzisiaj) prasa, to czy redakcje mogły zamieszczać karykatury z Hitlerem lub swastyką w roli głównej? Czy nasi (wątpliwi) sojusznicy pochwalaliby ten rodzaj swobodnej wypowiedzi wolnych obywateli? Być może, że nawet polscy dziennikarze machali zadziornie szabelkami i rozsierdzali hitlerowców, ale może byli nieświadomi grożącego niebezpieczeństwa. Jak ratownicy w Czarnobylu, którzy walczyli z żywiołem, dokładnie nie wiedząc, że promieniowanie ich zabije za parę miesięcy. Jak nasi rodacy, którzy demontowali elementy azbestowe w zgliszczach po nowojorskim WTC. Jak tamtejsi policjanci i strażacy, którzy nieśli ratunek, jednak niezupełnie świadomi zawalenia wież.
Próbkę wyrażania swobody myśli mieliśmy tuż po odkryciu zbrodni w Katyniu - chcieliśmy sprawiedliwego osądu sowieckiego czynu licząc na poparcie wolnego Zachodu, ale ten nie miał zamiaru zadzierać z nowym sojusznikiem - istotnie, okazał się całkowicie... wolny w sprawie polskich żołnierzy, bowiem były ważniejsze (globalnej natury) interesy.
Cóż zrobić z nawiedzonymi dziennikarzami, którzy dla własnej kariery działają wbrew polskiej racji stanu? Oczywiście - kto ma oceniać styk takiej kariery z ową racją? W latach osiemdziesiątych Jaruzelski był gotów akceptować rozmowy z konstruktywnymi krytykami, ale był podobny problem - kto miał zmierzyć konstruktywność zgłaszanego do rozmów krytyka?
U nas mieliśmy podobny dylemat z panią (już) Znalską - gdyby doszło do poważnych zamieszek ulicznych, to władze wydałyby odpowiednie dyrektywy nie tyle bezpruderyjnym "twórcom", co "nowoczesnym" dyrektorom galerii. Ale sprawa się rozmyła w karykaturze procesu i niemal zniknęła, zatem czekamy na większy skandal, bo rozwój kultury (i "kultury") dłuższych przerw nie znosi. Teraz to Duni* podnieśli temperaturę sztuki przez duże "S", a za nimi inni nawołują do solidarności przez równie wielkie es. Oczywiście, wszyscy udają, że nie czytali przepowiedni Nostradamusa dotyczących konfliktu na pograniczu świata zachodniego z arabskim.
Arabi* (w tym Saudzi*) przeżywają dwudziestokrotnie większą tragedię niż nasza chorzowsko-katowicka sprzed tygodnia. Na Morzu Czerwonym (Red Sea) kolejny menadżer* podjął decyzję wyzywającą Los na pojedynek pomiędzy nakładami a zyskami - zapewne zbyt wiele ciężkich pojazdów umieszczono ponad linią wodną statku i... kolejna katastrofa. Zabrakło łodzi ratunkowych, zatem powtórzono błąd z Titanica. A kapitanowi szczęśliwie udało zwinąć się (zamiast żagli, bo ich nie było). Podobnie może być z walecznymi redaktorami.
W gdyńskiej Stoczni Remontowej Nauta kończy się skomplikowana przebudowa statku Red Sea, któremu zmieniono nazwę na American Freedom (Amerykańska Wolność). Odważnym dziennikarzom (Dunom* oraz rodakom z Rzeczpospolitej) proponuję wybrać się w rejs tym statkiem do portów Iraku i Iranu z pokojową misją, w ramach której nieśliby gołąbka pokoju oraz zajmujące interpretacje karykatur w aspekcie wolności, z darmowym ich rozdawnictwem...
[Skoro już o czerwieni, Onet (4 lutego 2006) epatuje tytułem - Usunąć Lenina i Stalina z Placu Czerwonego.
zapominając, że przymiotnikowe nazwy mórz, słowniki opisują od wielkich liter, zaś takich placów od... małych (żeby nie było za łatwo). Dwukrotnie wpisałem do forumowego kajeciku tę uwagę, ale cenzor skasował. I co parę dni dziennikarze nabierają się na te same numery - aż to zaczyna być nudnawe... Niech w końcu ustąpią poloniści pod naciskiem uzusu, wszak to dobry pretekst, a taka unifikacja dobrze zrobi wszystkim Polakom...].
Kiedyś widziałem (w zachodnim czasopiśmie) fotkę wątpliwego płaskorzeĽbiarskiego* dzieła - na krzyżu wisiał Syn Boży z wyeksponowanym a karykaturalnie wyolbrzymionym tematem zajmującym wiele miejsca w twórczości omawianej już pani, choćby w jej kontrowersyjnej instalacji. Zapewne "dzieło" popełnił jakiś liberalny profanator, ale nie jest wykluczone, że mógłby je popełnić jeden z wielkich uznanych światowych twórców, choćby w malignie albo pijackim zwidzie, i co wówczas? Zniszczyć, zapomnieć, nie zamieszczać w albumach, zamknąć w sejfie, pokazywać tylko wybranym znawcom sztuki? Może zamieszczono by w małonakładowym fachowym piśmie, jednak z pewnością nie byłby to wizerunek (wszak nie "imaż"*) powszechnie obnoszony, choćby podczas kolędowania, na pamiątkowych obrazkach dla dzieci.
Czy będzie świętokradztwem stwierdzenie, że gdyby Jezus dzisiaj żył i nauczał, to - dostrzegając teraz znacznie większe dysproporcje wśród ludu swego - powiódłby wyzyskiwanych ludzi ku bezkrwawej proletariackiej rewolucji zwalczającej nazbyt chciwych burżujów? Czy taka artystyczna wizja mogłaby być przedstawiona w telewizyjnym teatrze katolickiego kraju? Pewnie nie w 1990 roku, ale po kilkunastu latach niepohamowanego okradania ludzi pracy?
Duni* (i Skandynawi* w ogólności) mają coraz większe kłopoty ze spijaniem nawarzonego mleka - Arabi* nawołują do bojkotu ich znakomitych wyrobów z białego płynu, zamykane są fabryki, pracownicy tracą miejsca pracy, konsulaty oblewane są farbami, zaś flagi są bezczeszczone. Bo komuś zachciało się manifestować wolność słowa w mediach docierających do ludów nieznających tego pojęcia, a mających gorące piachy, paliwa do aut, lufy karabinów i takież głowy.
Co ciekawe - niepapierowe media komentując cały skandal... pokazują owe rysunki licząc na swego rodzaju immunitet. Arabskie gazety również zapoznają swych czytelników, odpowiednio zagrzewając ich do boju.
Rzeczpospolita powinna być gazetą informacyjną, stonowaną, niepodlegającą emocjom oraz kontrolowaną przez rząd (jako jedyna powinna być dziennikiem rządowym!). Jeśli Niemcy, Rosjanie, Arabi* lub Chini* uczynią nam afront, to owo medium powinno być ostatnim organem, któremu puszczają nerwy. Ktoś musi trzymać fason w naszym kraju. Albo niech gazeta zmieni tytuł, choćby na Pospolita i wówczas może sobie eksperymentować częściej niż pod obecną nazwą (przy znacznie niższym nakładzie, bowiem - im mniejszy nakład, tym na więcej można sobie pozwolić, także z machaniem czerwoną płachtą przed tonowym bykiem...). Czy polska gazeta odważy się zamieścić, w ramach bronionej wolności słowa, niewybredne karykatury z gwiazdą pogromcy Goliata lub przedrukować dowcipy naszych zachodnich sąsiadów na nasz temat, np. (o innym Dawidzie): Dlaczego David Copperfield musiał odwołać swój występ w Polsce? Ponieważ nie było żadnego zainteresowania - znikanie w Polsce nie jest niczym niezwykłym.
Dochodziły do nas sygnały o zachodnich audycjach szydzących z Jana Pawła II, także dowcipy i karykatury. Czy również w tym przypadku dziennik - o nazwie naszej Ojczyzny - równie gorliwie stosował wolność słowa i jego przekazu?
W świecie polityki także są wybuchowi działacze (choćby rosyjski szef nacjonalistycznej partii), przy których nie należy wygłaszać zbyt prowokacyjnych poglądów, bowiem grozi to wodooblejstwem*, a nawet mordoobiciem*.
Jak zareagowalibyśmy, gdyby za granicą naszkicowano ptaki siadające na dachu, który wali się pod ich ciężarem z komentarzem - polskie gołębie miłujące pokój w Domu Bożym...
Nazajutrz dyskutowano w telewizji o homofobii. Biskup Pieronek napomknął coś o dewiacji i ktoś zauważył, że w takiej Szwecji miałby za to proces. Jeszcze chwila, a nie będzie można wyrażać stonowanych uwag dotyczących okaleczonych a nieszczęsnych ludzi, którym krzywdę wyrządziła Natura lub sposób bycia, a którzy nachalnie chcą zajmować coraz szersze pasmo społecznego zainteresowania, znacznie szerszego, niż wynikałoby to z ich liczebności. Ale będzie można szydzić z religii! Ot, w jakich czasach przyszło nam egzystować... Wzorem powieści o Szwejku, po knajpach będą szwendać się tajniacy zapisujący na mankietach opinie o gejach. Po kilku dniach, właściwe służby zapukają do naszych drzwi i w kajdankach odstawią na przesłuchanie. W drodze do komisariatu zauważymy bilbordy z reklamą kaszki dla niemowląt, którą Matka Boska podaje Synowi, zaś w areszcie obejrzymy sobie kolejne gazetowe karykatury, tym razem związane z rocznicą odejścia naszego wielkiego rodaka. Nigdzie żadnego dowcipu o gejach. Nawet z podręczników fizyki zniknie definicja moment dewiacyjny, aby nie urazić niedowartościowanych współobywateli... Także zboczenie z kursu statku będzie prawnie zabronione, a jeżeli już do niego dojdzie, to cenzura zatrzyma taką informację.
Jeśli inżynier popełni błąd w obliczeniach albo weĽmie kopertę za "uproszczenie metod obliczeniowych", zaś strop może runąć albo istotnie runie, to jest pociągany do odpowiedzialności za sprowadzenie zagrożenia dla życia ludzkiego. A co z dziennikarzem sprowadzającym znacznie większe zagrożenie na cały naród? A co z politykiem?
Przy okazji o tytule gazety. Właśnie prof. Bralczyk w swojej telewizyjnej audycji napomknął, że jej nazwy raczej nie odmienia się (w Rzeczypospolitej, z Rzecząpospolitą). Mała poprawka - bodaj nikt nie deklinuje w piśmie w podany sposób (w mowie bardzo rzadko), choć wielu stosuje deklinacyjną oboczność w przypadku oficjalnej nazwy naszego państwa. Istnieje umowa w (polskim) świecie dziennikarzy w tej materii, która jeszcze nie dotarła do świadomości polonistów i autorów słowników (nie nadążają). Informacja z pierwszej ręki, czyli z redakcji Rzeczpospolitej - Odmianę typu "Rzeczypospolitej" stosujemy na łamach "Rz" tylko wtedy, gdy chodzi o nazwę państwa. W tytule naszej gazety nie odmieniamy pierwszego członu. 
Powyższy tekst przesyłam również do omawianej redakcji, ale w ramach wolności słowa nie zostanie wydrukowana, nie wspominając o ewentualnej wierszówce... A może zawstydzą mnie i potrząsną sakiewką?
* - propozycje dla geografów i polonistów 

Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl  

AKTUALNOŚCI STYCZNIOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGI
AKTUALNOŚCI GRUDNIOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGI
AKTUALNOŚCI LISTOPADOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGI
AKTUALNOŚCI PAŹDZIERNIKOWY MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGI
AKTUALNOŚCI WRZEŚNIOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGI
AKTUALNOŚCI SIERPNIOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGI
AKTUALNOŚCI CZERWCOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGI
AKTUALNOŚCI MAJOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGI
AKTUALNOŚCI KWIETNIOWE MIROSŁAWA NALEZIŃSKIEGO

Podobne tematy znajdziesz w dziale:  ARTYKUŁY - tematy do przemyślenia

Niezależne Czasopismo Internetowe 
"AFERY - KORUPCJA - BEZPRAWIE" 
Ogólnopolskiego Ruchu Praw Obywatelskich 
i Walki z Korupcją.
prowadzi: (-)  ZDZISŁAW RACZKOWSKI
Dziękuję za przysłane teksty opinie i informacje. 
www.aferyprawa.com  

    uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: Z.Raczkowski@aferyprawa.com 

WSZYSTKICH SĘDZIÓW INFORMUJĘ ŻE PROWADZENIE STRON PUBLICYSTYCZNYCH
JEST W ZGODZIE z  Art. 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ 
1 - Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 
2 - Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane.
ponadto Art. 31.3
Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądĽ dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.
 

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.