Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
17 października 2019
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

AFERY KORUPCJA BEZPRAWIE

Kiedy prawdziwie Polacy powstaną? Dlaczego politycy obawiają się 
jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW).

Przyczyny, dla których posłowie na Sejm RP obawiają się wprowadzenia
jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW) są już dzisiaj dla każdego zrozumiałe i
oczywiste: wybory w JOW to konkurs, w jakim ich szanse stanięcia na podium są
przeraźliwie małe. 
Praktyka wyborów w JOW w innych krajach świata pokazuje, że aby
wygrać trzeba zdobyć minimum ok. 30% głosów wyborców w okręgu wyborczym. 
Tymczasem nawet Jarosław Kaczyński, który uzyskał w ostatnich wyborach rekordowe 
poparcie 171129 wyborców nie może spać spokojnie. 
Gigantyczny okręg wyborczy, Warszawa I, jest równy 19 JOW. 
Jeśli podzielimy 171129 przez 19 wypadnie nam 9006. Na taki JOW przypada ok. 65700 
wyborców, a więc wynik Jarosława Kaczyńskiego to zaledwie 13,7%.
Nawet, jeśli weźmiemy pod uwagę niską frekwencję wyborczą to wynik lidera PiS ląduje
w okolicach 30%. 
A przecież był to rekord. 
Jeśli weźmiemy wynik wyborczy, startującego w tym samym okręgu, tak wybitnego 
polityka PiS jak Mariusz Kamiński, to uzyskane przez niego poparcie 9142 głosów, 
podzielone przez 19 daje 481, czyli 0,7% uprawnionych do głosowania. I tak dalej. 
297 posłów obecnego składu sejmowego nie przekroczyło 1%
głosów w ich (wielkich) okręgach wyborczych. Gdyby więc Jarosław Kaczyński, jak
emfatycznie głosi, rzeczywiście chciał się odwołać do tego najbardziej
demokratycznego rozstrzygnięcia, jakim są uczciwe wybory, to z pewnością nasza
scena polityczna wyglądałaby inaczej. Z tego powodu politycy polscy wolą zajmować
się wyborami na Białorusi niż zadbaniem o to, żeby wybory do Sejmu w Polsce były
rzeczywiście demokratyczne, a więc równe, bezpośrednie, a nawet proporcjonalne i
gwarantowały obywatelom RP ich konstytucyjne bierne prawo wyborcze.
Aby ukryć przed opinią publiczną prawdziwe powody strachu przed uczciwym konkursem
wyborczym, nasi politycy zasłaniają się Konstytucją i twierdzą, że zapisy
konstytucyjne zabraniają wprowadzenia JOW. Ten sam argument powtarzają uparcie
wszyscy komentatorzy telewizyjni i radiowy. Wspiera ich w tym Jarosław Kaczyński,
który twierdzi, że wprowadzenie JOW jest niemożliwe, bo do tego potrzeba zgody co
najmniej 307 posłów. Jest ciekawe, że wcale mu to nie przeszkadza, żeby nawoływać do
samorozwiązania Sejmu, gdzie także potrzeba poparcia 2/3 Sejmu. Więc jak to jest:
poważny polityk nawołuje do czegoś, o czym wie, że PO tego nie przyjmie, natomiast
nie widzi możliwości wprowadzenia czegoś, do czego ta sama PO nawołuje?

Nie jest prawdą, że zapisy konstytucyjne uniemożliwiają wprowadzenie JOW. W
rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie: to wybory takie, jakie nam się od roku 1989
urządzane są jak najbardziej sprzeczne nie tylko z zasadami ujętymi w Konstytucji, ale
nawet w Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela. W interesie UE, OBWE, USA itd. jest
obalenie Łukaszenki i urządzenie tam kolejnego majdanu, wszyscy więc niezależni
obserwatorzy głoszą, że tam narusza się prawa człowieka, fałszuje wybory itp. Nie
jestem takim wielkim altruistą, żeby przejmować się nadmiernie losem Białorusi i nie
będę się z nimi spierał. Mnie interesuje Polska i to, co się w niej dziej, a kiedy w
Polsce gwałci się prawa obywatelskie, to hipokryzją jest rozdzieranie szat nad
Białorusią. Gdyby rzeczywiście niezależni obserwatorzy zechcieli przyjrzeć się
wyborom w Polsce, to właśnie tutaj powinni podnosić larum. Tak jednak się nie
dzieje, ponieważ od roku 1989 ustalono, że Polska będzie czempionem demokracji, a
więc inni mogą się od nas co najwyżej uczyć, a w żadnym wypadku nie można nas 
krytykować.

Żeby zrozumieć, że wybory w Polsce systematycznie gwałcą konstytucyjne zasady
równości i proporcjonalności, nie potrzeba ani być wybitnym prawnikiem, ani kończyć
studiów wyższych. Wystarczy przeanalizować wyniki. 

Na przykład: w roku 1993 Katolicki Komitet Wyborczy "Ojczyzna" zdobył ponad 878
tysięcy głosów poparcia i nie uzyskał ani jednego mandatu poselskiego. W tych samych
wyborach Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem uzyskał tylko 746 tysiące głosów i
wprowadził do Sejmu 16 posłów. Komitet Mniejszości Niemieckiej zdobył niecałe 50
tysięcy i dostał w nagrodę 2 mandaty. 
Inny przykład: w roku 2001 AWS zdobyła ok. 730 tysięcy głosów i ani jednego mandatu,
Mniejszość Niemiecka, podobnie jak poprzednio, mniej niż 50 tysięcy i 2 mandaty. 
O jakiej równości albo proporcjonalności można tu mówić? 

Polscy wyborcy, przede wszystkimi polscy inteligenci, którzy bez przerwy martwią się
problemem zgodności ordynacji wyborczej z konstytucją, powinni zrozumieć kilka
prostych faktów.
Po pierwsze: nie istnieje żadna definicja prawna pojęcia proporcjonalnych wyborów.
Jest to więc wyłącznie sprawa INTERPRETACJI. Jak tego dowodzi praktyka pięciu już
kadencji Sejmu i pięciu różnych ordynacji wyborczych, politycy cały czas
interpretują to pojęcie, tak jak im się podoba, zależnie od chwilowej konstelacji
politycznej i wyników sondaży. 
Po drugie: istnienie tzw. klauzul zaporowych, a więc progów wyborczych, powoduje, że
słowo proporcjonalne traci sens. Politolodzy na świecie (ale także w Polsce) piszą o
indeksie dysproporcjonalności i, obliczając wartości tego indeksu dla różnych
wyborów, porównują wyniki ze sobą. Wtedy wybory są jedynie mniej albo bardziej
proporcjonalne. Przy porównaniach tego rodzaju okazuje się, że wybory w JOW wcale
nie muszą być mniej proporcjonalne od wyborów w Polsce. Przeciwnie, i na tym właśnie
argumencie opierała się skarga konstytucyjna Dorna i S-ki z 2001 roku. Wymieniali
tam szereg krajów z JOW, w których ten indeks dysproporcjonalności był znacznie
mniejszy niż dla wyborów proporcjonalnych w Polsce.
Podczas konferencji międzynarodowej 15 Lat Praktyki Konstytucyjnej w Krajach Europy
Środkowo-Wschodnie, jaka odbyła się na Zamku Królewskim w Warszawie w listopadzie
2004, politolodzy zachodni mówili o tym, że pojęcie wybory proporcjonalne należy
rozumieć, jako zachowanie odpowiedniej normy przedstawicielskiej, a więc przydział
mandatów poszczególnym regionom w proporcji do liczby wyborców. W tym sensie np.
wybory do Kongresu USA mogą być uważane za proporcjonalne, bo każdy stan wybiera
tylu kongresmenów ilu wynika z proporcjonalnego podziału, a na przykład wybory do
Senatu USA nie są proporcjonalne, ponieważ każdy stan, bez względu na liczbę
mieszkańców, wybiera 2 senatorów. I tak np. dwu przedstawicieli w Senacie ma stan
Wyoming, który zamieszkuje ok. 300000 mieszkańców, i dwu senatorów ma stan
Kalifornia, gdzie mieszka ponad 60 milionów. 

Aby wprowadzić w Polsce wybory w 460 JOW, przy zachowaniu warunku, że okręgi
wyborcze będą w dobrym przybliżeniu równe (ok. 62 tysiące wyborców), nie potrzeba
zmieniać konstytucji. Wyniki takich wyborów będ¹ w podobny sposób jak do tej pory
odbiegać od proporcjonalności, a indeks dysproporcjonalności będzie raz mniejszy, a
raz większy, w zależności od mnóstwa czynników. Konstytucję trzeba by zmieniać,
gdyby się chciało zmniejszyć liczbę posłów, np. do 230 jak proponowała Platforma
Obywatelska, albowiem w Konstytucji zapisano, że Sejm liczy 460 posłów. 

Problemy z konstytucyjnymi zasadami mają wszystkie ordynacje, jakie obowiązywały w
Polsce od 1989 roku. Jest rzeczą godną najwyższego ubolewania, że polscy miłośnicy
demokracji na to się godzą i przeciwko temu nie wychodzą protestować na majdany.
Ufam, że jest to tylko kwestia niewiedzy i niezrozumienia. Gdy Polacy wreszcie
zrozumieją, że od 17 lat są ofiarami oszustwa wyborczego, to - jak wieszczył Juliusz
Słowacki - składek zbierać nie będą narody...

Wrocław, 21 marca 2006

P.S. Powiedz o stronie www.normalne.pl swoim znajomym. 
Polska może być normalnym państwem.

 ARTYKUŁY - tematy do przemyślenia
i wiele innych w kolejnych działach wydawnictwa:  SĄDY   PROKURATURA  ADWOKATURA
 POLITYKA  PRAWO  INTERWENCJE - sprawy czytelników 
Niezależne Czasopismo Internetowe 
prowadzi: (-)  ZDZISŁAW RACZKOWSKI
Dziękuję za przysłane teksty opinie i informacje. 
www.aferyprawa.com  

    uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: Z.Raczkowski@aferyprawa.com 

WSZYSTKICH SĘDZIÓW INFORMUJĘ ŻE PROWADZENIE STRON PUBLICYSTYCZNYCH
JEST W ZGODZIE z  Art. 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ 
1 - Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 
2 - Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane.
ponadto Art. 31.3
Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.
 

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.