Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
13 października 2019
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

AFERY PRAWA PIOTR BĄCZEK ANTYROBOTNICZY ANTYNARODOWY KOMITET OBRONY ROBOTNIKÓW KOR

ANTYROBOTNICZE, ANTYSPOŁECZNE I ANTYNARODOWE OBLICZE KOR 

Byli działacze KOR-u bezczelnie kłamią przeinaczając fakty i naginając je do własnych aktualnych  potrzeb. Są jednoznaczne dowody, świadczące że grupa powiązana ideowo ze środowiskiem KOR-u była od samego początku wrogo nastawiona do ludzi pracy, społeczeństwa i spraw narodowych. 
Jeśli popadała w jakieś konflikty z oficjalnymi czynnikami rządzącymi, to wynikało to z kłótni o udział w sprawowaniu władzy w Partii i Rządzie, a nie o naprawienie wad polskiej rzeczywistości. Podobnie dzieje się we wszystkich gangach kryminalnych i politycznych, że niesubordynowanych członków eliminuje się  lub izoluje. O co rzeczywiście chodziło KOR-owi i jego otoczeniu okazało się w sierpniu 1980 roku i po zakończeniu strajków. Dzięki artykułowi Piotra Bączka zrozumiała staje się dla wielu niezorientowanych, przyczyna zerwania Umowy Gdańskiej z sierpnia 1980 przez KORoSol
idarność, zrezygnowanie z realizacji 21 postulatów strajkujących, przyczyny odstąpienie od tworzenia związku o charakterze pracowniczym i przekształcenie go w ruch/partię polityczna. Prawdziwe oblicze korowców, sprzeczne z oficjalną propagandą w polskojęzycznych w  mediach, przedstawia Piotr Bączek w artykule Hamulcowi Solidarności, który warto przypomnieć i szeroko upowszechnić prawdę o KOR-ze. Dlatego przytaczamy pełny tekst i prosimy i wykorzystanie go w okłamywaniu prawdy..

Opracowanie P. Bączka 

cytujemy in extenso  ( Leszek Skonka)

(…)nadal nie jest do końca wyjaśniona rola grupy doradców - warszawskich intelektualistów - w tych wydarzeniach. Upływ czasu sprzyja kultywowaniu legendy niezłomnych doradców, którzy w robotniczych „kufajkach” przez kordony milicji i SB przedzierali się do Stoczni Gdańskiej. Tymczasem rzeczywistość była o wiele bardziej prozaiczna. Niezaprzeczalnym faktem jest, że środowiska opozycyjnej inteligencji nawet nie myślały o utworzeniu organizacji niezależnej od partii komunistycznej. 18 sierpnia 1980 roku KSS „KOR” opublikował swój apel, jednak był on bardzo wstrzemięźliwy i mniej radykalny od 21 postulatów Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego. Podstawowym zadaniem robotników miało być - radzili korowcy - wprowadzenie stałego dodatku drożyźnianego. W dodatku Jacek Kuroń opracowując dla zachodniej prasy analizę strajku w Gdańsku pominął pierwszy postulat (żądanie zalegalizowania niezależnych związków zawodowych), ponieważ nie wierzył w możliwość jego realizacji. Strategia Kuronia i Michnika Wkrótce Kuroń został aresztowany. Do Gdańska miał pojechać Adam Michnik, który miał robotnikom wybić z głowy walkę o pierwszy postulat. Na szczęście dla “Solidarności” również i on został aresztowany. Po latach Michnik wspominał, co jego środowisko myślało o żądaniu utworzenia wolnych związków: Jacek wierzył w moje myślenie polityczne. Jacek był bardzo niespokojny, podobnie jak ja, że tam w Gdańsku mają takie awanturnicze idee. ...Główna awanturnicza idea polegała na tym, że mogą powstać niezależne i samorządne związki zawodowe. Jacek wiedział, że w komunizmie jest to niemożliwe. Ja też to wiedziałem, że to jest niemożliwe i dlatego miałem jechać do Gdańska do Stoczni, żeby im wytłumaczyć, że nie ma sensu upierać się przy tym postulacie. Na szczęście aresztowali mnie, nie pojechałem tam i nie przekonałem „Solidarności“. Aresztowali Jacka i mnie, i dlatego powstała „Solidarność“, bo prawdopodobnie wytłumaczylibyśmy im, że nie ma prawa powstać. [podkr. GŁOS] Przedstawiciele lewicy laickiej również byli rozczarowani powstaniem „Solidarności“. Znamienna jest reakcja Kuronia, który usłyszał o tym od przesłuchującego go pułkownika: Gratulacje, panie Jacku, gratulacje. Wreszcie mamy wolne związki zawodowe. A ja usiadłem na krześle i powiedziałem: O k(...)! [w oryginalnym tekście Kuronia padło słowo określające najstarszy zawód - przyp. GŁOS] Przeraziła mnie myśl o gigantycznej maszynie biurokracji, która zwala się na nas ... Kto to zrobi i jak? Byłem kompletnie przytłoczony. Ta niechęć opozycyjnej lewicy do robotniczego postulatu wynikała z całkowicie odmiennej strategii działania. Zarówno Michnik, jak i Kuroń wskazywali na konieczność dialogu, a nawet współpracy opozycji z częścią aparatu PZPR. Michnik kilka lat wcześniej pisał przecież o „fundamentalnej zbieżności interesów kierownictwa politycznego ZSRR, kierownictwa politycznego w Polsce i polskiej demokratycznej opozycji“. Dlatego wskazywał, że partyjni pragmatycy mogą być partnerem, z którym można zawrzeć polityczny kompromis. Z kolei Kuroń uważał, że należy wystrzegać się obalenia komunizmu i tworzyć ruchy społeczne, będące siłą nacisku na kierownictwo PZPR. W połowie 1980 roku Kuroń zaproponował program przyszłego porozumienia z władzą. Nic dziwnego, że przyszli liderzy Unii Wolności tak wrogo zareagowali na możliwość powstania autentycznie niezależnej siły społecznej, która nie byłaby emanacją jakiejś partyjnej frakcji. Gdański polityk i publicysta Lech Mażewski, którego trudno posądzać o prawicowo-narodowy ekstremizm (był m.in. posłem KLD) stwierdził, że dla Kuronia podmiotem zmian w Polsce, tak jak w 1956 r., mieli być partyjni reformatorzy: Strategia KOR - z wyjątkiem grupy „Głosu“ - była obliczona na to, aby w PZPR pojawił się ruch reformatorski, którego dobrym zaczynem mogłyby być demokratyczne wybory do istniejących wówczas związków zawodowych. Po latach okazało się, że Mieczysław Rakowski (wtedy redaktor naczelny „Polityki”) utrzymywał ścisłe związki z lewicową częścią korowskiej opozycji. Kilka lat temu Kuroń ujawnił, że w sierpniu 1980 r. dotarł do niego gryps od Rakowskiego, który ostrzegał KOR, że władze “wejdą do stoczni”. List ten przyniosła Kuroniowi 20 sierpnia należąca do KOR znan pisarka Anka Kowalska. W chwilę potem do mieszkania Kuronia wkroczyła SB. Kuroń nie chciał narażać Rakowskiego i zjadł gryps przyszłego szefa partii komunistycznej. Zachował się tylko komentarz Kowalskiej do informacji Rakowskiego: Rozmawiałam z Fikusem [wówczas też redaktorem „Polityki” - przyp GŁOS] i wiem że: 1). Władza nie pójdzie absolutnie na żadne polityczne ustępstwa. Może przedłużać sytuację, bo się wszystko wykruszy, fala opadnie, ludzie się wyszumią. Pewne materialne postulaty, dotyczące BHP, warunków socjalnych, może zw. zawodowych - potem może troszkę liberalizacji - to jest najlepsze, co można uzyskać. 2). Uderzy ZSRR - spokojnie, bez czołgów, desant. 3). Zdejmie się głowę Gierka za liberalizm, który doprowadził do tego i... śruba. „Trzymaliśmy nogę na hamulcu” Podobny opór wobec idei niezależnych związków wykazali lewicowi doradcy strajkujących robotników, którzy przywieźli do Stoczni apel warszawskich intelektualistów (tzw. Apel 64). Amerykański historyk Lawrence Goodwyn w książce „Jak to zrobiliście” stwierdził, że Apel jako akt polityczny był świadectwem słabości: Jego autorzy posuwali się za daleko w swych spekulacjach dotyczących siły państwa; w Stoczni Lenina widoczna była obecność innej siły. Warszawscy intelektualiści, choć opowiadali się po stronie robotników, dosłownie nie dostrzegali formacji społecznej, która właśnie zrodziła się nad Bałtykiem. Niewątpliwie inicjatywa ta była skierowana do obu stron. Apel został przecież skierowany zarówno do strajkujących robotników, jak i komunistów. Sygnatariusze sytuowali się ponad konfliktem władza-robotnicy, chcieli być wtedy postrzegani jako niezależny zespół mędrców, który wyprowadza ojczyznę z kryzysu. Taki wniosek można wyciągnąć z późniejszych wspomnień doradców. W dodatku nie odcinali się od ideologicznego dyktatu komunistycznej władzy. Dążyli do złagodzenia sporu, w ten sposób byli dla rządu wygodnym partnerem. Po latach Waldemar Kuczyński, jeden z członków zespołu doradców, stwierdził w rozmowie z „Rzeczpospolitą”: Nasz wpływ był bardzo ważny, bo z jednej strony wzmacnialiśmy siłę negocjacyjną tego ruchu dostarczając mu wiedzy, a z drugiej - trzymaliśmy nogę na hamulcu. Przystrzygaliśmy cele do możliwości. Oczywistą rzeczą jest, że konieczność uwzględnienia realizmu układu, który nie istniał dla tej fali strajkowej, była odbierana jako ograniczanie i wywoływała niechęć tego ruchu. Natomiast Bronisław Geremek wspominał, że pomysłodawcy Apelu nie unikali kontaktów z najwyższymi władzami: ...zgodnie z intencją subskrybentów przekazaliśmy list do KC na ręce Gierka, a drugi mieliśmy zawieźć do strajkujących robotników, intencją było przede wszystkim ostrzeżenie. Myślę, że ten element ostrzeżenia został ze strony części władzy tak właśnie odebrany. Mówię “części” dlatego, że w kilka godzin po oddaniu tego listu w sekretariacie jakiejś kancelarii miałem rewizję w domu i wielogodzinne przesłuchanie. Charakterystyczne jest, że intelektualiści swój dokument wysłali do premiera i marszałka sejmu pocztą, natomiast do KC PZPR osobiście zaniósł go Geremek. Sprawa powiązań doradców z najwyższymi władzami nieustannie powraca we wspomnieniach świadków tamtych wydarzeń. Profesor Stefan Kurowski w niedawnej wypowiedzi dla „Rz” stwierdził: Dla komitetu strajkowego zespół doradców Mazowieckiego i Geremka był cenny, bo mówiono, że skoro jest autoryzowany przez władzę, to ma specjalne dojścia do KC PZPR i jest dla strajkujących swego rodzaju parasolem ochronnym. Ile było w tym prawdy nie wiem. O takich związkach wspominał kilka lat temu jeden z przywódców sierpniowego strajku (w Gdyni), obecnie - jak podaje prasa - związany z UW, Andrzej Kołodziej: Wtedy nie wiedzieliśmy, że Geremek miał ponoć jakieś kontakty z Gierkiem. Te rzeczy dotarły do nas później. Również później dowiedzieliśmy się, że doradców przywieziono do Gdańska samolotem rządowym w momencie, kiedy takich ludzi jak Kuroń czy Michnik zamykano w areszcie na Rakowieckiej. Jest to fakt dość wymowny, że to władza dobierała nam wtedy ludzi na doradców. Anna Walentynowicz w niedawnym wywiadzie dla pisma „ARCANA” mówiła, że potem przyjechali nasi doradcy, których myśmy nie prosili. Przylecieli samolotem rządowym. Najpierw spotkali się z I sekretarzem KW Fiszbachem, naradzili się, a potem przyszedł Mazowiecki z Geremkiem i odczytali nam poparcie 64 intelektualistów. Natomiast w swojej książce retorycznie pytała: W jakim celu i na czyje polecenie pojawili się w stoczni reprezentanci „opozycyjnej warszawki” - Bronisław Geremek i Tadeusz Mazowiecki? Nikt ich przecież nie zapraszał, ale skoro już znaleźli się wśród nas, przyjęliśmy argumenty Geremka, że rozmowy z przedstawicielami rządu mogą być trudne i przyda się ktoś doświadczony, obyty w kontaktach z władzą, czyli poseł PRL, Tadeusz Mazowiecki. Ta dwójka „ekspertów” dobierała sobie współpracowników. Dlaczego doradcy usiłowali nakłonić nas do rezygnacji z postulatów mówiących o uwolnieniu więźniów politycznych i o powołaniu wolnych związków zawodowych? (...) Komu chcieli się przysłużyć? Na czyje pochwały i wdzięczność liczyli? O czym rozmawiali z ekipą rządową po wyjściu ze stoczni, kiedy udawali się na spoczynek do tego samego hotelu? Czy im również doradzali? Z perspektywy lat nie dziwi taki wybór doradców, jednak i wtedy można było już przewidzieć prawdziwe ich intencje. Warto zwrócić uwagę, że nawet po upływie kilku lat Geremek mówił o “dwóch stronach konfliktu”: List został zaniesiony do jednej strony, teraz zawieziemy go do drugiej strony. Jakby chciał być niezależnym mediatorem, również od strajkujących. W dodatku szef PZPR - wspomina Geremek - w swoich wystąpieniach wykorzystał zawarte w apelu myśli i zdania intelektualistów. Chcieli reformować reżimowe związki Do Stoczni Gdańskiej Apel intelektualistów przywieźli Tadeusz Mazowiecki oraz Bronisław Geremek.. Według ich wspomnień do Gdańska przybyli samochodem Geremka. Ponieważ byli nieznani robotnikom udali się do kościoła pw. Św. Elżbiety. Proboszcz, ks. Jerzy Błaszczak, zarekomendował ich komitetowi strajkowemu. Wieczorem 22 sierpnia dostali się na teren Stoczni. W nocy spotkali się z Lechem Wałęsą. Jak pisze Goodwyn rozmowa, która trwała do rana, dotyczyła pierwszego postulatu czyli utworzenia wolnych związków zawodowych: Zarówno Mazowiecki jak Geremek przyjechali z Warszawy z „poważnymi wątpliwościami” w kwestii czy uda się przeprowadzić pierwszy postulat i czy ludzie w niego uwierzą. Takie wątpliwości były nieuniknione. Sam pomysł, że niezależne od partii związki zawodowe można ustanowić w taki sposób - przez strajki robotników - był czymś, czego warszawscy intelektualiści nigdy nie brali pod uwagę. (...) Tak więc tego pierwszego wieczoru Mazowiecki i Geremek usłyszeli wszystkie argumenty, jakie mógł im przedstawić Wałęsa na rzecz tego, że pierwszy postulat nie może się rozpłynąć. Następnego dnia Geremek z Mazowieckim spotkali się z innymi członkami komitetu strajkowego. Goodwyn stwierdził, że rozmowy te pozwoliły doradcom zrozumieć, że w komitecie nie ma grupy skłonnej do kompromisu w kwestii pierwszego postulatu. Andrzej Kołodziej wspominał, że po rozmowie z nimi miał niesmak. Przybyli intelektualiści próbowali przekonać strajkujących, iż postulat zalegalizowania Wolnych Związków Zawodowych jest absurdalny i nierealistyczny: Uważali, że władze nigdy nie zgodzą się na wolne związki i jeśli z tego postulatu nie zrezygnujemy dojdzie do sowieckiej interwencji. Wysłuchaliśmy ich racji. Było to deprymujące, bo nastroje wśród strajkujących były świetne. (...) Powiedzieliśmy doradcom, że postulat akceptacji wolnych związków zawodowych nie podlega dyskusji i nie zrezygnujemy z walki o jego realizację. Ale mimo wszystko, w pierwszym komunikacie o utworzeniu zespołu doradców przy MKS-ie, mówiąc o związkach zawodowych zamiast słowa „wolne” użyto słowa „samorządne”. Natomiast Andrzej Gwiazda wspomina, że w czasie pierwszej rozmowy eksperci przedstawili im propozycję zażądania wyborów do rad zakładowych w związku CRZZ-owskim: Kiedy odrzuciliśmy, powiedzieli, że w zasadzie byli przygotowani na to, że odrzucimy, ale byli ją zobowiązani przedstawić. Mając propozycję drugą, daleko idącą: mamy założyć niezależny związek i zarejestrować się w CRZZ. Spytałem, czy są przekonani, że tak powinniśmy postąpić - odpowiedzieli, że absolutnie tak. Podziękowałem im więc za trud i dobre chęci, ale damy sobie radę sami. Biedni doradcy przez noc opracowali deklarację o rejestracji całkowicie niezależnego związku, następnego dnia przyszli z tą propozycją i zostali. Jednak na prośbę Wałęsy Mazowiecki i Geremek zajęli się organizacją komisji ekspertów, jej przewodniczącym został Mazowiecki. Wałęsa miał kłopoty z przeforsowaniem tego zamysłu: Sami jednak stoczniowcy i delegaci z 370 afiliowanych przedsiębiorstw także stanowili potencjalną przeszkodę dla włączenia intelektualistów w negocjacje, nawet tylko w roli doradców - pisał Goodwyn. Przywódcy strajkujących zaaprobowali to dopiero po zręcznym przemówieniu Wałęsy. W skład komisji weszli m.in. Tadeusz Kowalik, Waldemar Kuczyński, Andrzej Wielowieyski, Bohdan Cywiński oraz Jadwiga Staniszkis, która już wcześniej przyjechała do Stoczni. Geremek zaakceptował również propozycję Kowalika, aby włączyć do komisji doc. Leszka Kubickiego (późniejszego ministra sprawiedliwości w postkomunistycznym rządzie Cimoszewicza). Ten jednak zrezygnował, w momencie gdy dowiedział się, że ma być doradcą tylko strajkujących robotników. Przewodniczącym tego zespołu został Mazowiecki. W interesie kraju, czyli Polski Ludowej Większość doradców dotarła do Gdańska samolotem, w którym władze miały zarezerwować im miejsca. Tuż przed odlotem zostali zatrzymani na warszawskim lotnisku Okęcie. Tadeusz Kowalik, jeden z sierpniowych doradców, wspomina, że Geremek powiedział mu, iż wojewoda gdański Kołodziejski przyrzekł MKS rezerwację sześciu miejsc w samolocie: Gdy udaliśmy się na lotnisko Okęcie, okazało się, że ani kasa, ani kierownictwo nic o tym nie wie. Od razu zauważyliśmy zwiększoną liczbę funkcjonariuszy MO oraz służby bezpieczeństwa. Po kupieniu biletów zostali doprowadzeni do odosobnionego pokoju. Angielski historyk Timothy Garton Ash powołując się na Waldemara Kuczyńskiego, jednego z uczestników tej wyprawy, stwierdził że po godzinnym oczekiwaniu podszedł do nich pułkownik MSW, który powiedział: Proszę panów, Służba Bezpieczeństwa otrzymała informacje, że siły antypaństwowe zdecydowały wykorzystać wasz lot do swoich celów. Dlatego zostaliście zatrzymani. Ale teraz sytuacja się wyjaśniła, i jeśli sobie życzycie, możecie kontynuować lot najbliższym samolotem. Pułkownik odprowadził przyszłych doradców do samolotu i żegnając się z nimi powiedział: Mamy nadzieję, że pomożecie Polsce Ludowej w tym trudnym momencie. Jednak w późniejszych latach Kuczyński odżegnał się od tej relacji pożegnania i podawał już inną wersję - m.in. pułkownik SB nie stwierdził, że „pomożemy Polsce Ludowej”, miał natomiast powiedzieć: „Oby lot panów był w interesie tego kraju”. Tak przynajmniej twierdzi Kuczyński, tłumacząc się również z innych szczegółów. Niewątpliwie jest, że komuniści gdyby chcieli to nie wpuściliby ich do Stoczni. Oprócz ułatwień w dotarciu do Stoczni, komuniści starali się pomagać doradcom w wielu sprawach. I sekretarz KW PZPR Tadeusz Fiszbach wystawiał im specjalne „listy żelazne“: W związku z działalnością obywatela na terenie stoczni komunikuję niniejszym, że kierując się względami dobra publicznego i interesem załogi stoczni poręczam, że z tytułu tej działalności nie będą wobec obywatela wyciągane żadne konsekwencje. Poręczenie to nie obejmuje czynów sprzecznych z prawem PRL. Pomimo blokady telefonicznej z Gdańskiem, Geremek telefonował z gabinetu dyrektora Stoczni Gdańskiej i uzgadniał skład komisji (m.in. podawał Kowalikowi szczegóły przylotu do Gdańska). Relacje Gwiazdy i Walentynowicz na temat doradców potwierdził Lech Kaczyński. Opisał on plan doradców przedstawiony na posiedzeniu Prezydium Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego: Była to koncepcja o charakterze zastępczym wobec idei wolnych związków zawodowych i wchodziła w grę dopiero wówczas, gdy powołanie do życia okazało się absolutnie niemożliwe. Tzw. “wariant B” porozumienia przewidywał powstanie Komitetów Kontroli Robotniczej. Miałyby one działać w regionie gdańskim, pełniąc rolę związkowo-samorządową. Byłyby to komitety zakładowe. Tam były dwie wersje - w pierwszej komitety te powiązane byłyby organizacyjnie z Wojewódzką Radą Związków Zawodowych, w drugiej - byłyby samodzielne. Ten wariant był wariantem zasadniczym. Jednak na szczęście “wariant B” został zdecydowanie odrzucony przez MKS. Jak wpisano kierowniczą rolę PZPR Jednak, pomimo odrzucenia przez robotników propozycji reformy komunistycznych związków zawodowych, Mazowiecki z Geremkiem dalej próbowali wcielić ją w życie. Kowalik wspomina o dyskretnym spotkaniu w jednym z stojących na uboczu budynków Stoczni, podczas którego doradcy dalej starali się wysondować czy MKS dopuszcza myśl ograniczenia się do reformy komunistycznych związków zawodowych. Doradcy w rozmowach z ekipą rządową przyjęli również propozycję komunistów zapisu o kierowniczej roli partii. Projekt ten jednak nie został poddany pod głosowanie całego MKS. Jak podaje Timothy Garton Ash - Mazowiecki tłumaczył Wałęsie, że powiadomienie reszty strajkujących byłoby niebezpieczne i zaszkodziłoby rozmowom. Wałęsa zgodził się z tym mówiąc, iż jest to manewr taktyczny. O wpisaniu zapisu o kierowniczej roli partii pisał również Goodwyn: Kiedy szkic był gotów i prezydium chciało go odczytać go wszystkim delegatom MKS-u, Mazowiecki zasugerował Wałęsie, że publicznie odczytanie - na sali, gdzie byli także dziennikarze zagraniczni - może utrudnić działanie obu negocjującym stronom. (...) Po krótkim wahaniu Wałęsa zgodził się, a słuchające tego prezydium nie zaprotestowało. Jadwiga Staniszkis stwierdziła z kolei, że w czasie rozmów ekspertów obu stron panowała surrealistyczna atmosfera. Przyznała również, że ukrywano informacje: Ułatwiło to wykształcenie się swoistej wewnętrznej lojalności przetargu: właśnie ze względu na nią robotnicy nie byli później informowani o przebiegu dyskusji i szczegółach rokowań. Staniszkis ujawniła również jak doradcy przekonywali robotników do zapisu o kierowniczej roli PZPR: Argumenty przy pomocy których eksperci przekonywali Prezydium (w swej większości milczące) o konieczności podjęcia prac nad dodatkową formułą były różne, m.in. - kuriozalny moim zdaniem w ustach tzw. intelektualistów - „to przecież nic nie znaczy” i „użyjemy zrozumiałej dla nich (tj. strony rządowej) mowy-trawy. Selekcja negatywna Mazowiecki oraz Geremek starali się wyeliminować z grona ekspertów osoby, które nie były podatne na ich sugestie oraz które powszechnie kojarzono ze środowiskami patriotycznymi i niepodległościowymi. Starano nie dopuścić ich do strajkujących. Ludwik Dorn w obszernym szkicu o roli doradców opublikowanym w połowie lat osiemdziesiątych na łamach GŁOSU podaje, że Mazowiecki starał się nawet usunąć Jana Olszewskiego ze Stoczni. O takich praktykach wspominał ostatnio również prof. Stefan Kurowski. Na łamach „Rz” opisał jak doradcy wypraszali z sali: Mazowiecki, który znał mnie osobiście z KIK zwrócił się do mnie, abym wyszedł z sali. Nie ruszyłem się, więc Mazowiecki wezwał jednego z robotników ze straży strajkowej, aby mnie wyprowadził. Byłem od tego robotnika dużo starszy, a on chyba nieśmiały i grzeczny, więc nie chciał użyć siły. Wtedy Mazowiecki osobiście podszedł do mnie, złapał mnie z lewej strony pod rękę i wydał polecenie temu młodemu człowiekowi, aby mnie wyprowadzić. W ten sposób usunięto nas z sali. Jednak mechanizm takiej selekcji został zastosowany już wcześniej (w połowie sierpnia) przy tworzeniu „Apelu 64“. Kowalik wspomina, że twórcy “Apelu” nie chcieli mieć wśród sygnatariuszy członków ROPCiO i KPN „z przyczyn pryncypialnych“. W ten sposób odgórnie została wyznaczona grupa „niezależnych autorytetów społecznych“, która mogła uczestniczyć w tym procesie politycznym. Po latach większość z nich trafiła do Unii Demokratycznej - a później Unii Wolności - i realizowała politykę “grubej kreski”. O próbach eliminowania ze Stoczni innych doradców wspominają Jan Olszewski i Wiesław Chrzanowski, którzy razem z mec. Władysławem Siłą-Nowickim uczestniczyli w przygotowaniu pierwszego statutu nowych związków zawodowych. 29 sierpnia Olszewski zawiózł ten projekt do Stoczni: Kiedy przyjechałem, zgłosiłem się do Wałęsy. Zwołał posiedzenie Komitetu Strajkowego i ja przedstawiłem projekt statutu. Natychmiast zjawili się tam przedstawiciele ekipy doradczej i przeprowadzono ze mną rozmowę. Powiedziano mi, że jest już taki zespół, który przejął na siebie odpowiedzialność za prowadzenie rozmów. Rozmowy są zaawansowane, oni weszli w określony tryb. Pan Geremek z panem Mazowieckim tym wszystkim kierują i ja jestem w tym zespole oczywiście chętnie widziany, ale na warunkach podporządkowania się zasadom i trybowi działania. Stwierdziłem wówczas, że w takim razie dziękuję, nie będę przeszkadzał. Mecenas bez głosu Wkrótce przywieziony projekt statutu zaginął. Chrzanowski wspomina, że Olszewski podejrzewał, iż schował go Andrzej Wielowieyski: Tamtejsi doradcy obawiali się, że zawiązywanie związku w tej fazie rokowań może skomplikować sytuację. Chrzanowski twierdzi również, że kiedy przybył do Stoczni z mec. Siłą-Nowickim wśród doradców pojawił się niepokój, gdyż ten legendarny obrońca polityczny był oceniany jako człowiek o „poglądach skrajnych“. Chrzanowski szczególnie zapamiętał moment podpisania porozumienia i próbę zabrania głosu przez tego „radykała“: Siła-Nowicki odsunięty od negocjacji postanowił wygłosić przemówienie podczas aktu podpisania Porozumienia. Wmieszał się więc w grupę negocjatorów, wszedł na salę i usiadł tuż za Wałęsą. Spowodowało to popłoch Geremka i Mazowieckiego, którym Siła-Nowicki powiedział, że wygłosi przemówienie. Napisali więc kartkę do Wałęsy, żeby nie dopuszczać go do głosu. Walki frakcyjne komunistów Ludwik Dorn analizując na łamach GŁOSU działalność ekspertów postawił nawet hipotezę, że władzom, a co najmniej jakiejś grupie we władzach, zależało na szybkim pojawieniu się ekspertów na Wybrzeżu. Według niego była to grupa związana z przyszłym przywódcą komunistów w Polsce Stanisławem Kanią: Jeśli prawdziwa jest hipoteza, że eksperci na Okęciu byli obiektem, na który oddziaływały we właściwy sposób dwie grupy w SB to można przypuszczać, że do uwolnienia ich i wysłania do Gdańska dążyła grupa związana ze Stanisławem Kanią. Kania był sekretarzem KC odpowiedzialnym za sprawy bezpieczeństwa kraju - pracę policji, wojska i podobnych służb. W czasie kiedy 27 lipca Gierek wyjechał na urlop do Związku Sowieckiego, Kania sprawował bezpośrednią kontrolę nad całym sekretariatem KC. Po wybuchu gdańskich strajków został szefem specjalnego sztabu antykryzysowego. Kilka dni później Kania przebywał na posiedzeniu KW w Gdańsku. Zadeklarował wtedy, że powstałą sytuację trzeba rozwiązać metodami politycznymi. Kilkakrotnie podkreślił, że nie może być innego rozwiązania. Według Dorna frakcja partyjna, która dążyła do rozmów musiała przedstawić swoim towarzyszom wizję porozumienia, która byłaby dla partii korzystna: Takim rezultatem, do którego dążył Jagielski w pierwszej fazie rokowań z MKS-em była zgoda strajkujących na reformę CRZZ i rezygnacją z postulatu wolnych związków zawodowych. Dzięki uważnej lekturze „Prób kompromisu“ (Tadeusza Kowalika) można dojść do wniosku, że w tym czasie eksperci dążyli dyskretnie do tego samego.

 PIOTR BĄCZEK 

wszystko o Renacie Posłanka Samoobrony Renata Beger wyznaje w nim: "Lubię seks jak koń owies" ... i wrażenia - polityka mnie podnieca :-)  

Podobne tematy znajdziesz w dziale dla inteligentnych:  
ARTYKUŁY - tematy do przemyślenia z cyklu: POLITYKA - PIENIĄDZ - WŁADZA

"AFERY PRAWA" - Niezależne Czasopismo Internetowe 
www.aferyprawa.com  
Redaktor Naczelny:
mgr inż.  ZDZISŁAW RACZKOWSKI

    uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: Z.Raczkowski@aferyprawa.com 
Dziękuję za przysłane teksty opinie i informacje. 

WSZYSTKICH INFORMUJĘ ŻE WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI I SWOBODA WYRAŻANIA SWOICH POGLĄDÓW JEST ZAGWARANTOWANA ART 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ.

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.