Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
11 grudnia 2017
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 13-01-2016

Dla kogo nowa KonstytucjaWaldemar Korczyński 

Fajnie jest! Mniej i bardziej uczeni prawnicy i politycy  dyskutują, czy lepiej jest postanowienia Trybunału Konstytucyjnego olać, czy zgodzić się by orzekał on we własnej sprawie. I na dziś nie ma dobrego sposobu na ustalenie kto ma rację. Ja od lat paru pisuję teksty o konieczności rozstrzygania takich sporów poprzez ustalenie, że prawnicy powinni posługiwać się zwykłą logiką, ale nikt chyba nie brał tego poważnie. Wątpię zresztą by głos osobnika mojego pokroju i stopnia znaczenia w polskiej rzeczywistości, do jakiegokolwiek decydenta docierał. Kilka miesięcy temu napisałem kolejny tekst o wyższości rozumowań logicznych nad autorytetami („Łatwy sposób na poprawę władzy sądowniczej, zob.np. portal wiadomości24, niepoprawni lub aferyibezprawie). W najczarniejszych snach nie oczekiwałem wówczas, że życie dopisze mu (temu tekstowi) tak komiczną ilustrację. Mamy oto sytuację gdy jedni uważają, że prawo narusza Prezydent RP, a drudzy, że Trybunał. Jakby nie kombinował chodzi o najwyższe organy Państwa. Komentarzy jest mnóstwo. 
Pawe
ł Kukiz np. dość przytomnie zauważył, że Konstytucja jest mdła, bo na jej podstawie sporu tego rozstrzygnąć nie można. Nie wiem o czym myślał, ale faktem jest, że bardzo mało problemów prawnych można dziś jednoznacznie rozstrzygnąć. Rzecz w tym, iż rozstrzygnięcia takie zapadają na zasadzie uznawania rangi autorytetów; jak my uznajemy, że Kowalski jest nasz, a Nowak jest onych, to wiadomo, że Kowalski jest mądry, a Nowak głupi i w związku z tym to my mamy rację. Oni są, oczywiście dokładnie przeciwnego zdania, co pozwala zarabiać dziennikarzom i komentatorom, a zwykłym ludziom umożliwia słuchanie z otwartą gębą ich uczonych sporów z których nic nie kumają. No i tu pojawiają się dwa pytania.

1. Czy da się tak zrobić, by zwykły, szary obywatel dysponował sposobem sprawdzenia, kto w takim sporze ma rację?

2. Czy gdyby obywatel taki sposób miał, to chciałby z niego skorzystać?

Odpowiedź na pierwsze pytanie jest pozytywna. Gdyby Konstytucja nie była mdła, to sposób taki by istniał. Należałoby wziąć studenta jakiegoś rozsądnego kierunku (np. fizyka, matematyka), postawić mu flachę i posadzić go przy komputerze by sprawdził, co też ci uczeni prawnicy wygadują. Jakby mu dać na początek małego kielicha (by się za szybko nie opił), to za kilka(naście?) minut wyprodukowałby jasną odpowiedź. I każdy taki student podałby dokładnie tę samą odpowiedź. Jakby kto miał więcej forsy to mógłby za to samo zapłacić np. jakiemuś profesorowi i miałby to samo, ale drożej, co pewnie podniosłoby rangę odpowiedzi. O tym właśnie pisałem we wspomnianym wyżej tekście. Odpowiedź na drugie pytanie już taka prosta nie jest. Przyczyn jest wiele, a ten tekst jest o jednej z nich.

O co chodzi. Twórcy projektu nowej Konstytucji jeszcze przed pracami nad samym projektem zechcą sobie pewnie odpowiedzieć na mnóstwo pytań o to jaka i dla kogo ta Konstytucja ma być i jakie ma chronić wartości. Pierwsze pytanie (jaka?) jest wdzięcznym tematem sporów rozmaitych uczonych konstytucjonalistów. Uczeni ci, jeśli nawet usłyszą czasem głosy zwykłych obywateli, to ich (tych obywateli) wnioski opatrują tyloma komentarzami, że nawet Bismarck swoim powiedzeniem (84 Professoren, Vaterland du bist verloren, tj. w wolnym tłumaczeniu (Opinie) 84 profesorów zgubią ojczyznę”) im nie podskoczy. Ja chętnie te opinie kiedyś skomentuję, ale dziś chciałbym zasygnalizować niektóre aspekty drugiego i trzeciego pytania; Dla kogo ta Konstytucja i jakie ma chronić wartości?. W mojej opinii Konstytucja tworzona będzie być może i dla ludzi, ale przy ich obojętnej, a często nieżyczliwej postawie. Nie można wykluczyć sytuacji, gdy będzie ona pisana w jakimś sensie wbrew oczekiwaniom obywateli, którzy potrzeby jej istnienia nie czują i nie bardzo wiedzą komu i do czego ma toto służyć.

Państwo jako wartość Wśród wartości chronionych przez znane konstytucje poczesne miejsce zajmuje - rozumiane jako spajająca i organizująca pewną grupę ludzi instytucja - Państwo. Tzw. demokratycznym, nowoczesnym i niepodległym, Państwem cieszyliśmy się w porównaniu do takich np., Anglików raczej krótko. Być może to, a może też jakieś cechy narodowe, spowodowały, że nasze pojęcie Państwa bywa trochę inne niż np. wspomnianego Anglika. My chyba albo bronimy Państwa do krwi ostatniej jak roku 1939, albo usiłujemy je wykiwać jak w czasach PRL-u. Obie postawy były, niestety, usprawiedliwione. Dziś Państwo Polskie jest raczej bezpieczne i w jakimś sensie nasze, więc warto by może zobaczyć je jako instytucję, która coś nam gwarantuje, a nie tylko wymaga oddawania za nią życia. We współczesnym świecie tak się Państwo zazwyczaj postrzega.

Autorytet Państwa autorytetem jego funkcjonariuszy? 
No i ja my
ślę, że takim podstawowym warunkiem sensownych oczekiwań obywatela pod adresem Państwa jest oparty o kwalifikacje i wysoką etykę autorytet jego reprezentantów. Warto może przypomnieć, że w Polsce międzywojennej obowiązywał bardzo surowy kodeks etyczny funkcjonariuszy Państwowych, przewidujący np., za niektóre przypadki korupcji karę śmierci, Nie uchroniło to Polski przed wrześniowa katastrofą, a Dołęgi-Mostowicza przed pobiciem przez ówczesne elity, ale generalnie ludzie tamto Państwo cenili chyba bardziej niż współcześni Polacy naszą Rzeczpospolitą. Można dyskutować wiele relacji obywatel Państwo, ale ich praktyczny wymiar zawsze dotyczy również stosunków międzyludzkich na linii obywatel funkcjonariusz Państwa.

Chamstwo Państwowe
Ten tekst jest o czym
ś rzadko wspominanym, co jednak leży chyba u samych podstaw złej kondycji naszego Państwa; o powszechnie akceptowanym chamstwie tego Państwa w stosunku do swych obywateli. Ja na dziś nie wiem jak nowa Konstytucja ma się do tego odnosić, ale w moim odczuciu ani ograniczenie immunitetów, ani żadne zaostrzanie kar za przekroczenie przez funkcjonariuszy Państwowych ich uprawnień niczego nie zmieni. Tu potrzebne jest uświadomienie obywatelowi, że to nowe Państwo jest również dla niego i powinno go szanować w co najmniej takim stopniu jak samo szacunku oczekuje. To trochę tak jak zmiana PRL-owskiej milicji w policję, od której niektórzy ludzie już uprzejmości oczekują. W mojej opinii w stosunku do Państwa takich społecznych oczekiwań jeszcze nie ma. I boję się, że jeśli prawa do takich oczekiwań nie wyartykułuje się wyraźnie, to zawsze znajdziemy cwaniaczka, który co innego powie oficjalnie, a co innego przy wódce lub chama, który wykorzysta Państwo do leczenia swych kompleksów.

Chamstwo niejedno ma imię
Poniewa
ż chamstwo rozumiane bywa różnie, więc warto chyba wrócić na chwilę do Biblii i przypomnieć, że Cham był jednym z synów Noego. Ujrzał on (ten Cham) swego ojca w krępującej sytuacji (Biblia mówi, że ujrzał jego nagość”) i zamiast ojca okryć naśmiewał się z niego. Inni synowie Noego okryli ojca, by nagość jego nie była widoczna. To ten klasyczny, bibilijny, rodzaj chamstwa; bezinteresowna uciecha z poniżenia innego człowieka, lekceważenie go, postawienie go w niekomfortowej sytuacji, utrudnienia mu życia lub nieudzielenia niekosztownej, łatwej do wykonania, pomocy. Najbardziej chyba jaskrawym typem tego chamstwa jest naigrywanie się z będącego w „śmiesznej sytuacji człowieka, który nie może się bronić. Tak nabijały się kiedyś z chorej kobiety studentki pielęgniarstwa. Wśród funkcjonariuszy UB popularne były dowcipy z przesłuchiwanych, a jeszcze niedawno bywało, że tzw. normalni ludzie rechotali na widok chorego na Parkinsona. Drugi, bardziej może współczesny rodzaj chamstwa wyrazić można znanym powiedzeniem, że człowiek cywilizowany, jak kogoś kopnie, to przeprosi, a kulturalny nie kopnie. Tu chodzi o brak empatii, dostrzeżenia wyrządzonej innej osobie krzywdy i wyrażenia z tego tytułu żalu. To podejście pozwala chamstwo niejako stopniować; pierwszy stopień, to nieprzepraszanie za popełnione błędy, drugi, to błędów tych popełnianie, ale z ewentualnymi przeprosinami. Błędy te muszą być jednak niezamierzone (jak wszystkie błędy, co odróżnia je od intencjonalnych win), więc również, jak śmiech syna Noego, bezinteresowne. Nie jest więc chamstwem np. zabicie z chęci zysku (bo nie jest bezinteresowne) ani odmowa narażanie własnego życia dla ratowania innego człowieka (bo nie jest niekosztowna). Jest jednak chamstwem (tego lżejszego rodzaju) ochlapanie przez kierowcę stojącego przy krawężniku człowieka. Innym typem chamstwa, nazywanym często arogancją, jest ignorowanie możliwych odczuć ludzi w jakimś sensie gorzej niż cham usytuowanych. Od poprzedniego rodzaju różni się to tym, że postępowanie chama jest jak najbardziej zamierzone, że zdaje on sobie sprawę, iż wyrządza komuś krzywdę, ale niewiele go to obchodzi, bo pokrzywdzony nie może mu podskoczyć”. W tym przypadku cham może odnieść ze swych działań korzyść, ale jest ona w stosunku do krzywdy ofiary niewspółmiernie mała. Takim chamem jest np., szef przetrzymujący po godzinach sekretarkę po to tylko by zrobiła mu kawę, którą mógłby też zrobić sam czy mięśniak wciskający się w sklepie w kolejkę starszych ludzi. Za chama wypada jednak uznać i faceta traktującego innych jak głupków i wciskającego im brednie z wysokości swego autorytetu. Takie podejście do ludu typowe jest dla polityków i np. tzw. uczonych. Wszystkie typy chamstwa spotykamy równie często jak wirusy grypy w okresie jesienno-zimowym. I podobnie jak te wirusy jest chamstwo zaczynem choroby całego społeczeństwa. Nie wiadomo czy nie gorszej niż grypa, bo w zasadzie bezobjawowej. To prowadząca do dysfunkcyjności prawa tolerancja społeczna dla zachowań, przynajmniej z pozoru, zgodnych z prawem, jednak całkowicie przeczących jego duchowi ustawiającemu każdy rodzaj władzy w roli sługi społeczeństwa. Społeczeństwa obywatelskiego, oczywiście.

Z życia wzięte.
Nie pretenduj
ąc do wyczerpania nawet ułamka promila przykładów patologii pozwolę sobie zwrócić uwagę na pewne typowe z nich, które powszechnie akceptujemy. Z opiniami na temat tzw. etyki funkcjonariuszy państwowych stykałem się często. Niżej kilka przykładów. Zacznijmy od wymiaru sprawiedliwości.

1. W latach osiemdziesiątych pijany sędzia wjechał samochodem w płot. Szkody były niewielkie, sędzia za wszystko zapłacił i poniósł karę za jazdę po spożyciu. Nałgał jednak że nawalił się jakimiś produktami zawierającymi alkohol (chyba cukierkami), a nie zwykłą gorzałą. Okazało się, że jechał akurat z wesela gdzie przy świadkach chlał gorzałę właśnie. I nikt go za to łgarstwo nie ukarał, bo, jeśli ja dobrze zrozumiałem, jako oskarżony miał prawo tak się właśnie bronić. Nikt nie podnosił że sędzia jako funkcjonariusz Państwa nie powinien kłamać nawet w obronie własnej bo naraża na szwank jego (Państwa) autorytet.

2. Przedsiębiorca, któremu komornik znacznie zaniżył wartość zajętego majątku, a sąd wyrok "przyklepał” napisał do Ministra Sprawiedliwości na sędzię skargę zawierającą określenie cechy korupcji (lub podobne, dokładnie nie pamiętam). Przedsiębiorca oskarżony został przez prokuraturę (sic!) o przestępstwo z art. 212 tj. o pomówienie. Sąd pierwszej instancji skazał go na karę grzywny, a drugiej uniewinnił. Na procesie tym, byłem tzw. mężem zaufania (bo rozprawy były niejawne!) i w przerwie jednej z rozpraw poradziłem oskarżonemu by spytał o dowody popełnienia przestępstwa, co tenże uczynił. Po krótkiej konsternacji prokurator oświadczył, że dowody są w aktach sprawy, ale ani on ani sędzia konkretów nie podali żadnych. Nie podano w szczególności, kto mianowicie pomówił, czyli upublicznił podnoszone przez oskarżonego zarzuty. Oskarżony pisał o tym tylko do Ministra i nie upoważniał go (Ministra) do ich upubliczniania. Jeśli więc szukać winnego pomówienia to raczej w Ministerstwie, a nie w osobie oskarżonego. Podobnie komiczną sytuację znam ze sprawy adwokata pozywającego swą klientkę o to, iż ta poskarżyła się na niego w Naczelnej Radzie Adwokackiej. Idąc tropem rozumowania naszej prokuratury i tego adwokata należałoby karać np. ludzi składających odwołania od wyroku sądu, bo pomawiają oni ten sąd o niesprawiedliwe orzeczenie. W obu tych sprawach główny problem upatruję nie w zachowaniu oskarżycieli czy sądów (które nie powinny tych aktów oskarżenia przyjmować), ale w postawie oskarżonych. Oboje uznawali za normalne, że muszą się bronić i nie dostrzegali chamskiej postawy Państwa, które posadziło ich na ławie oskarżonych i ani myślało ich za to przeprosić czy zadośćuczynić im za to finansowo.

3. Kilka dni temu przeczytałem w gazecie o sędzi, który po pijaku spowodował wypadek, a winę usiłował zwalić na kogoś innego twierdząc, że to nie on prowadził. Miał pecha, bo byli akurat świadkowie, którzy widzieli go gramolącego się z miejsca kierowcy. Wszyscy moi znajomi byli oburzeni, że się uchlał (nie wiem czemu sędziemu nie wolno, ale ludzie tak uważają), a nikt nie dostrzegał ześwinienia autorytetu Państwa poprzez kłamstwo jego funkcjonariusza.

4. Jeden z członków zespołu ds. prac nad nową Konstytucją (nie ujawniam nazwiska, bo nie wiem czy sobie tego życzy) ma bogate doświadczenia w kontaktach z sądami i sporą znajomość spraw sądowych innych ludzi. Ale nawet on wydawał się zaskoczony, gdy Sąd Najwyższy zmienił” mu nazwisko i płeć, a potem napisał, że była to oczywista pomyłka. Nie pamiętam już czy został przeproszony, ale do dziś nie kumam dlaczego ta pomyłka była oczywista. Normalnie za oczywiste uważa się stwierdzenia, których dowód ma zerową długość (czyli nie wymagające dowodu), a tego rodzaju pomyłka uzasadnienia (dowodu) jaknajbardziej wymaga. Chyba, że takie pomyłki są w SN normą. Wtedy jednak za oczywiste należałoby uznać np., skazanie jakiegoś Bogu ducha winnego Nowaka zamiast Kowalskiego, który zakosił milion złociszów. Być może oczywistością tej pomyłki zainspirował się komornik, który (gdzieś pod Łodzią chyba) zajął człowiekowi traktor za długi sąsiada. Mnie też Sąd Rejonowy w Kielcach zmienił nazwisko (starał się chyba mniej niż SN, bo płeć pozostawił) i coś tam jeszcze nabredził, a na moje przypomnienie jak się nazywam, napisał, że wprawdzie w piśmie do mnie zaszła pomyłka, ale w aktach sprawy wszystko jest OK. Ja myślałem, że dostałem kopię pisma z akt sprawy właśnie (tak chyba stanowi prawo), a tu okazuje się, że ktoś specjalnie dla mnie wygenerował pismo z bykiem. Jeśli sąd nie ma żadnego ekstra specjalisty do pisania takich pism z bykami, to ich produkowanie może być jednym z powodów tak długiego procedowania (fajne słowo, prawda?) spraw, za które od lat gani nas jakiś europejski trybunał (chyba nawet Polska płaciła za to jakieś kary). Za byka w oficjalnym sądowym piśmie nikt mnie nie przeprosił, ale za to SR w Kielcach nie brał przykładu z SN, bo nie napisał, ze byk był oczywisty. Oczywistym jednak dla prawie wszystkich znajomych było, że nie mam racji i robię z igły widły. I ta właśnie społeczna akceptacja lekceważenia obywatela przez Państwo najbardziej mnie niepokoi.

5. Nie wiem jak wygląda to dziś, ale jeszcze kilka lat temu w przypadku kwestionowania przez stronę postępowania protokołu sprawy niektóre sądy przywoływały zaznania protokolanta. Protokolant taki uczestniczy w wokandzie zawierającej kilka spraw, siedzi w tym samym miejscu prze wiele niekiedy godzin (słusznie się przy tym wk.jąc, że za marne pieniądze), ma często jak większość z nas - rodzinę, a na głowie również np., zakupy czy odebranie dziecka z przedszkola. I okazuje się, że ma przy tym genialną pamięć, bo dokładnie pamięta, co na jakiejś sprawie sprzed pół roku strona powiedziała. Można zapytać np. studenta czy następnego dnia potrafi dosłownie powtórzyć wykład, którym przynajmniej teoretycznie jest przecież bardziej zainteresowany niż protokolant sprawą. Nie trzeba być psychologiem, by dostrzec, że albo jest to bzdura, albo w sądach za grosze zatrudniamy geniuszy. Jeśli to drugie, to może pomyśleć jak ich lepiej wykorzystać. Jeśli jednak to pierwsze, to może warto zapytać, czy takie przesłuchanie protokolanta nie powinno być zakwalifikowane jako, będące przestępstwem, nakłanianie do potwierdzania nieprawdy. Nie chodzi tu tylko o treść zeznań, ale o stwierdzenie protokolanta, że on cytowaną wypowiedź pamięta. Gdyby tak było, to możnaby zapytać kto to przestępstwo (nakłaniania do potwierdzenia nieprawdy) popełnił. Jak ktoś jest bardzo upierdliwy, to może też np. zażądać przebadania takiego protokolanta-geniusza i zażądać jego ukarania za fałszywe zeznania, bo protokolanta żaden immunitet nie chroni. I znów problemem nie jest zachowanie sądów, ale jego akceptacja przez społeczeństwo i środowisko prawnicze Ta ostatnia ma szczególne znaczenie, bo grzebie wszelkie nadzieje na samooczyszczenie się tej elity społeczeństwa.

Można zapytać czy są to przykłady chamstwa. W mojej opinii tak, bo w każdym z tych przypadków Państwo traktuje obywatela jak idiotę (przykłady 1, 3, 4 i 5) utrudnia mu życie (przykład 2 i 4). I jako Państwo robi to bezinteresownie. Nie można tego nazwać korupcją, bo opisani funkcjonariusze państwowi nie odnieśli w tych przypadkach żadnych osobistych korzyści. Ta bezinteresowność funkcjonariuszy państwowych najlepiej jest chyba widoczna w przypadkach 4 i 5 (zakładam, że w tym ostatnim sąd nie fałszował protokołu celowo) ale traktowanie obywatela jako bałwana jest również jego lekceważeniem.

Uprzejmość” sądowa jest, oczywiście, szczególnie ważna, bo to ona właśnie jest warunkiem właściwego stosunku Państwa do obywatela. Urzędnik mający świadomość, że sąd po prostu szanuje obywatela kilka razy pomyśli zanim tegoż obywatela zlekceważy. Pomyśli, bo będzie się bał, że szanujący obywatela sąd nie zrozumie jego stosunku do tegoż obywatela i ukarze go niewłaściwe tego obywatela potraktowanie. Podkreślam, nie za bezpośrednie łamanie prawa, ale za niewłaściwy sposób rozstrzygania wątpliwości prawnych. Wątpliwości, które były i zawsze w prawie będą, bo tworzenie prawa nie jest łatwe i rozmaite dziury zawsze się w nim znajdą. Szanujący obywatela sąd ukarze też urząd zasadzający się na obywatela takim formułowaniem prawa, które wymaga od obywatela ponoszenia zbędnych kosztów lub czynności czy też stawiania obywatela w ewidentnie nierównej sytuacji prawnej. Tu też „życiowy przykład.

6. Będąca częścią Urzędu Miejskiego Straż Miejska odholowuje na parking samochód oznakowany wydawaną przez inny wydział tegoż urzędu naklejką zawierające wszystkie dane (m.in. nr karty uprawniającej do parkowania w miejscach dla niepełnosprawnych) niepełnosprawnego, który zaparkował samochód na kopercie dla niepełnosprawnych, ale nie zostawił w widocznym miejscu niebieskiej karty uprawniającej do postoju na kopercie. Rzecz miała miejsce w godzinach pracy urzędu wydającego rzeczoną naklejkę, ok. 300 metrów od jego siedziby. Zarządzający odholowanie funkcjonariusz mógł do owego urzędu zatelefonować i sprawdzić, że człowiek po prostu zapomniał kartę w widocznym miejscu położyć. Zamiast tego stwierdził, iż przepis stanowi, że do parkowania w tym miejscu upoważnia wyłącznie zawierająca dokładnie te same co naklejka informacje, niebieska karta.

7. Ta sama straż miejska odholowała temu samemu człowiekowi, który tym razem bez żadnej naklejki postawił samochód w miejscu dla niepełnosprawnych oznakowanym wyłącznie znakami pionowymi, bez poziomej, namalowanej na miejscu parkowania koperty. Dowcip polega na tym, że znak informujący o tym, iż jest to to miejsce dla niepełnosprawnych ustawiono prostopadle do jezdni, obok drzewka, które go pewnie wkrótce przysłoni. Skręcający do parkowania w lewo kierowca musi się po wyjściu z samochodu specjalnie cofnąć, aby znak obejrzeć. W tym przypadku, mimo braku koperty, samochód odholowano, bo kierowca powinien był upewnić się gdzie samochód postawił. Co ciekawe, ok. 200 metrów dalej miejsca dla niepełnosprawnych oznakowane są i znakami pionowymi równoległymi do jezdni i kopertą”, więc kierowcy się nie mylą. Typowa pułapka, którą urząd zastawił na obywatela (może na koszty utrzymania Straży Miejskiej?). Asymetria wymagań w stosunku do Państwa i obywatela jest tu ewidentna; Państwo może, ale nie musi informować obywatela w sposób nie budzący wątpliwości, ale obywatel już musi. Koszt odholowania to 380 PLN, a obywatel, o którym mowa jest emerytem. Wychodzi więc na to, że ?? (Czytelnia proszę o wstawienie tu stosownego słowo, bo moja znajomość słów obelżywych jest niedostateczna, by adekwatnie zachowane Straży opisać) Straży Miejskiej kosztowała go 760 PLN. Aby było wesoło funkcjonariusz poinformowali emeryta, że mandat mu się nie należy, bo miał prawo do parkowania w tych miejscach. Fajne, prawda? Oba patenty na odholowanie są bardzo skuteczne, choć niekoniecznie etyczne.

Przykładów chamstwa urzędniczego każdy z nas podać potrafiłby mnóstwo, gdyby tylko nie przyzwyczajano nas (głównie w PRL-u, ale nie tylko) do akceptowania tego, że urząd może, a obywatel musi. Uzupełnienie tej listy pozostawię więc Czytelnikowi.

Ciekawe przykłady chamstwa znaleźć można wśród będących w Polsce opłacanymi przez Państwo pracowników nauki i szkolnictwa wyższego. Jak na elitę elit przystało chamstwo to jest na ogół bardziej subtelne niż wśród przedstawicieli, innych, mniej elitarnych profesji. I bardzo często jest ono mylone ze zwykłą pazernością czy walką o stołki co trudno uznać za działalność bezinteresowną. Generalnie chodzi o to, że klasa uczonych dba o to, by nikt nie mógł się dowiedzieć za co konkretnie bierze raczej grubą (warto zajrzeć do artykułu Ile zarabia profesor? w Forum Akademickim z grudnia 2009) forsę. Wartość normalnego pracownika ocenia się na ogół po jakości tego co produkuje. Piekarz jest więc dobry, gdy robi chleb bez zakalca, a budowlaniec gdy postawiony przezeń most się nie wali. Naukowcy produkować mają odkrycia i artykułować je w możliwy do przetwarzania sposób. Pytanie Co Pan odkrył, Panie profesorze uznane będzie jednak prawdopodobnie za nietakt, bo tak bezpośrednio się uczonych nie ocenia. Można wprawdzie zapytać Co Pan opublikował”, ale odpowiedź niekoniecznie musi mieć związek z pierwszym pytaniem, bo może się okazać, że wymienione w długiej liście publikacje są przyczynkowe i nie zawierają opisu żadnego odkrycia. Zdobywanie stopni i tytułów bez wytworzenia jakiegokolwiek produktu naukowego (odkrycia) może i jest np. oszustwem, ale chamstwem już nie, bo nie ma waloru bezinteresowności. Chcę więc jasno powiedzieć, że tak ostatnio popularne wynalazki uczonych jak:

· Ukrywanie rzeczywistych dokonań naukowych pod tzw. wykazem publikacji. Niektórzy uczeni nawet nie mają się za co schować i powiadają, że są uczonymi nie na podstawie jakichś tam wyników, ale łaski stosownej grupy innych uczonych (np. Rady Wydziału), która ich za uczonych uznała. Podobnie bywało w średniowieczu, gdzie można było zostać kimś ważnym z łaski np., króla. W przypadku naukowców może się jednak zdarzyć, że łaskodawcy nie są dużo lepsi od łaskobiorcy.

· Kradzież dorobku kolegów po fachu czyli tzw. plagiaty.

· Minima kadrowe. Jest to przepis warunkujący istnienie tzw. kierunku studiów zatrudnieniem przez uczelnię określonej liczby tzw. pracowników samodzielnych. Płaci się więc często nierobom, którzy wykorzystują swe stopnie i tytuły do pobierania ca 8 10 tys/mies za ok. 4 6 godzin pracy tygodniowo. Opowieści o rzekomej pracy naukowej całej ogromnej rzeszy wykładowców można skonfrontować z ilością polskich Nobli, a a gadanie o pracy organizacyjnej uczonych ze stanem naszych uczelni, koordynacją nauczanych przedmiotów czy innymi duperelami. Ubaw gwarantowany.

· Praca na wielu etatach. Rekordzista pracował podobno na kilkunastu, ja znam takich co mieli po kilka.

· Nauczanie przedmiotów, o których ma się pojęcie raczej mętne lub nie ma się kwalifikacji formalnych do ich nauczania. Mimo podobieństwa do chamstwa polityka wciskającego ludziom brednie nie jest to chamstwo, bo za godzinę wykładu uczony bierze od 100 do 1000 PLN, więc bezinteresownie bzdur nie gada.

· Spanie wykładowcy na zajęciach ze studentami.

· Fałszowanie dyplomów.

· Przepracowywanie jednego dnia więcej niż 24 godzin dydaktycznych.

· Bredzenie o bezpłatnej edukacji, gdzie Państwo płaci wykładowcom, którzy mogą zupełnie nie odpowiadać zainteresowanym, tj. studentom. Za to płacimy wszyscy. Bezpłatnej edukacji nie ma, ale zamiast uczelniom można dać forsę (np. poprzez stosownie skonstruowany bon edukacyjny) studentowi, który wybierze komu i ile zachce zapłacić. A ewentualnie zaoszczędzone pieniążki z bonu wyda np., na piwo.

Są to typowe przykłady pomawiania uczonych o chamstwo. I te i wiele innych, powszechnie uważanych za nietypowe, zachowań elity narodu chamstwem nie są, bo nie są bezinteresowne, a korzyści z nich nie są w stosunku do strat studenta małe. Najczęstszym w tym środowisku typem chamstwa są rozmaite formy zarozumialstwa, przecenianie swojej wartości, parcie na szkło i tytuły i co też się zdarza nadwrażliwość na najmniejsze nawet przejawy krytyki czy pytania o bardziej lub mniej naukową przeszłość. Tę ostatnią cechę łatwo jednak pomylić z obawą o to, że ujawnienie rzeczywistej wartości uczonego może narazić go na utratę części lub wszystkich (np., w przypadku plagiatu) dochodów. Nie wiadomo więc, czy taki wrażliwiec to matołowaty chamciuch czy ostrożny cwaniak. A może też być i tak, że jest to człowiek uczciwy, który po prostu zna swoją wartość. Tu trzeba mieć naprawdę sporą wiedzę o człowieku, by orzec czy jest on naukowym chamem czy nie. Dlatego też chamstwo naukowe ma charakter bardziej statystyczny niż indywidualny. Trudno jest orzec czy profesor X jest czy nie jest chamem, ale można stwierdzić, że klasa ludzi wciskających nam kit pt. wyższość realnego socjalizmu nad kapitalizmem, która do dziś za ten kit nie przeprosiła chamowata jednak jest. Nie oznacza to, że wiemy kto jest konkretnie winny, ale faktem pozostaje to, że robiono nas w bolo i nie przeproszono. A ponieważ wspomniana klasa niczego by na tych przeprosinach nie straciła, więc jest to zaniechanie bezinteresowne, czyli chamstwo. Zainteresowanych opisami naukowych chamów-indywidualistów odsyłam do poświęconych kondycji nauki i szkolnictwa wyższego portali, gdzie znajdą sporo zabawnych często przykładów. Zarówno w przypadku naukowego chamstwa indywidualnego jak i statystycznego akceptacja społeczna jest znacznie większa niż w jakimkolwiek innym przypadku. Być może jest to konsekwencją przerośniętego nad miarę wyobrażenia przeciętnego Polaka o wkładzie naukowców w życie gospodarcze i (a może przede wszystkim) kulturalne naszej Ojczyzny.

Jest jeszcze sporo chamstwa stricte politycznego, którego nawet nie zauważamy. Oburza nas (i słusznie!) drogi zegarek na ręce polityka czy rozbieżności między tym, co mówi oficjalnie, a słowami przy wódeczce, ale akceptujemy chamstwo polegające na tym, że polityk zagadnięty pytaniem rozpoczynającym się słowem czy zamiast odpowiedzi tak, nie, nie wiem, nie mogę powiedzieć” lub czymś podobnym raczy nas kilkuminutową mową niezwiązaną z zadanym pytaniem. Mowa taka ma zwykle schemat oni są be, a my cacy lub oni to spieprzyli, a my naprawimy, zapytany polityk odpowiada na mnóstwo pytań, których nikt mu nie postawił, a pytający (i np. telewidzowie) wie tyle samo, co przed zadaniem pytania. W tym przypadku chamstwem nie jest samo unikanie odpowiedzi, które może być wymuszone sytuacją (nie wzbudzać paniki, zachować tajemnicę służbową itp.), ale traktowanie nas jak idiotów, a pytania jako okazji do wciskania nam kitu. Mówienie o tym rodzaju chamstwa budzi największe emocje, bo nasza plemienna mentalność w takie subtelności bawić się nie lubi. Jak mówi tak nasz polityk, to dobrze (przyłożył tym wrednym onym). Kiedy tak samo gada polityk ich, to jest źle (bo jak mu ludzie uwierzą, to oni mogą coś zyskać). Kali ze swymi krowami był o tyle lepszy, że jasno mówił, iż zły uczynek jest jak Kalemu ukraść krowa, a dobry, gdy złodziejem jest Kali. Jeśli ta analogia wydaje się być nietrafiona, to warto może przywołać zachowanie kibica akceptującego ewidentny faul swego zawodnika i żądającego rzutu wolnego, za bardzo wątpliwe przewinienie zawodnika drużyny przeciwnika. To jest w zasadzie standard. Akceptowanie tego rodzaju chamstwa polityków mamy więc w większości przypadków przyrodzoną i w jakimś sensie nieusuwalną. Również akceptację chamstwa państwowego.

Kto nie był nigdy chamem niech rzuci kamieniem. Ja nie rzucę Nie wiem, czy ktokolwiek chamem rzeczywiście jest, tzn., czy w całym swoim życiu nie przegapił żadnej okazji by się po chamsku zachować. Na to trzeba mieć naprawdę wyjątkowy charakter. Myślę, że większość z nas jednak aniołkami też nie jest i trochę tego chamstwa za paznokciami ma. Nie oznacza to, że jesteśmy źli, mamy wredny charakter czy sadystyczne upodobania. Jesteśmy po prostu ludźmi. No i trzeba to jasno powiedzieć; Konstytucję tworzyć trzeba dla nas, takich, jakimi jesteśmy. Z naszą plemienną” mentalnością, powierzchownym często ucywilizowaniem, związanym z tym brakiem ochoty do brania odpowiedzialności za nasze czyny i wspomnianą wyżej akceptacją chamstwa upaństwowionego. Nie są to jedyne cechy generujące zarówno nasz brak szacunku dla własnego Państwa, jak i paradoksalnie(?) - przesadny dla jego autorytetu szacunek. Autorytet Państwa u tej samej osoby może być tak niski, że niepłacenie podatku jest akceptowane, ale równocześnie tak wysoki, że za Państwo i życie oddać wypada. Ta ostatnia postawa jest coraz rzadsza, ale nie wynika to, niestety, z refleksji nad rolą Państwa, ale wielu innych przyczyn, które generuje państwowa elita domagając się dla siebie większego uznania niż wynika to z jej realnych zasług. I te ambicje państwowych elit trzeba w Konstytucji jakoś przykroić do ich (tych elit) rzeczywistych dokonań dla dobra Państwa. Uwzględniając przytem fakt, że elity mentalnie tak bardzo od reszty społeczeństwa nie odbiegają i dawanie im specjalnej ochrony (np. immunitetu czy prawa do olewania obywatela) powinno być szczególnie dobrze uzasadniane.

Po co to wszystko piszę? Bo sam kiedyś Państwo za autorytet uznawałem. Wierzyłem też że jego funkcjonariusze, nawet ci najbardziej skorumpowani, są na tyle rozsądni (przyzwoici ?) by szwindle robić w sposób wyrafinowany, gwarantujący chociaż pozory legalności. Nie chroni to, oczywiście obywatela przed draństwami urzędników, ale trochę im (urzędnikom) utrudnia dręczenie Bogu ducha winnych ludzi. Wierzyłem wówczas że społeczeństwo jest w jakimś sensie zdrowe (dziś powiedzielibyśmy obywatelskie) i co bardziej chamskie lub prymitywne przekręty przynajmniej zauważy. Nic z tych rzeczy. Ludzie kupią” wszystko, a swoje opinie o Państwie i jego funkcjonariuszach kształtują na podstawie stereotypów pt. co autorytetowi robić wypada. I takie jest nasze społeczne poczucie sprawiedliwości. Zmienić się tego szybko nie da, ale warto to często powtarzać, by nasze samouwielbienie nie przesłaniało nam szarej rzeczywistości. Mnie zdejmowanie tej zasłony trochę zabolało, ale generalnie lepiej czuję się w świecie rzeczywistym niż w krainie iluzji. Realnym problemem niewielkiej liczby ludzi piszących Konstytucję jest fakt, że będą oni działać dla dobra ogromnej większości tych , którzy chcą by to inni, za nich, ale dla ich dobra, tak układali prawo by było ono jak inauguracyjne przemówienie marszałka Morawieckiego piękne, jak sędzia Lynch sprawiedliwe i jak formalny dowód logiczny sensowne. Większość oczekuje też, że opisane w powyższych przykładach jej (tej większości) poglądy na autorytet Państwa i etos jego funkcjonariuszy zostaną przez twórców Konstytucji zachowane. I że stanie się cud rozdzielenia mieszanych przez dekady pojęć dobra i zła, a nowa Konstytucja urzeczywistni ich wyobrażenia o naprawie Rzeczypospolitej. I wszystko, oczywiście, bezboleśnie, bez utraty złudzeń. A to nie jest możliwe. I ktoś z piszących nową Konstytucję powinien to jasno społeczeństwu powiedzieć. Wielokrotnie i w telewizji, bo inaczej nie dotrze.

I jeszcze ciekawostka. Od wielu lat biorę udział w dyskusji o szansach poprawy szkolnictwa wyższego w Polsce. Większość dyskutantów to inżynierowie lub ludzie jakoś dotknięci matematyką (nb. jeden z członków zespołu ds. nowej Konstytucji, Kornel Morawiecki to fizyk-teoretyk). Ludzie kompetentni, spece od nauczania tj. pedagodzy, psychologowie, dydaktycy, itp. raczej nie dyskutują. Nie wyglądają na zainteresowanych tematyką dotykającą ich dziedzin. Trochę podobną sytuację obserwuję na portalach śledzących dokonania naszego wymiaru sprawiedliwości, gdzie głosy sędziów czy prokuratorów są równie częste jak UFO nad Warszawą. Ani szkolnictwo wyższe ani sądy nie cieszą się dobrą opinią. Czy to podobieństwo jest przypadkowe?

Waldemar Korczyński

Więcej:

Polecam sprawy poruszane w działach:
SĄDY PROKURATURA ADWOKATURA
POLITYKA PRAWO INTERWENCJE - sprawy czytelników

"AFERY PRAWA"
Niezależne Czasopismo Internetowe www.aferyprawa.eu redagowane przez dziennikarzy AP i sympatyków z całego świata których celem jest PRAWO, PRAWDA SPRAWIEDLIWOŚĆ DOSTĘP DO INFORMACJI ORAZ DOBRO CZŁOWIEKA

uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: afery@poczta.fm - Polska
aferyprawa@gmail.com
Dziękujemy za przysłane teksty opinie i informacje.

WSZYSTKICH INFORMUJĘ ŻE WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI I SWOBODA WYRAŻANIA SWOICH POGLĄDÓW JEST ZAGWARANTOWANA ART 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ.

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.

~Anjilo
04-03-2017 / 07:33
Quickbooks24 Support Number @ www.quickbooks24support.com/ Quickbooks Support Number @ www.quickbookssupportphone-number.com/ Quicken Support Number @ www.quicken.support-phonenumber.com/ Sage Support Number @ www.sage.support-phonenumber.com/
~brak
20-05-2016 / 14:11
Lista znanych mi komorników działających wbrew prawu polskiemu (tych zapewne jest więcej): 1. Komornik Sądowy Rafał Wojtyna 2. Asesor Komorniczy Krzysztof Mazuchowski 3. Asesor Komorniczy Maciej Parafiński 4. Asesor Komorniczy Jakub Siadul 5. Asesor Komorniczy Wojciech Andryszczyk 6. SSO Małgorzata Kluziak - dopuszczająca działania komorników oraz sędziów wbrew prawu polskiemu Wszyscy panowie, panie pracują w jednym z najbardziej znanych i przestępczych sądów w Warszawie przy al. Solidarności 127. Bogdan Goczyński "należy uderzać bezpośrednio w ich przełożonych" Polska cały czas znajduje się pod kontrolą żydowskiej mafii - zapamiętajcie dobrze ich nazwiska. Pojawią się one na oficjalnej liście wrogów Polski. fakty.interia.pl/malopolskie/news-dramat-w-krakowie-mezczyzna-zabil-
~Boże na z sadu
11-02-2016 / 23:17
oglądałam Wasz film z Pod ściany płaczu na ulicy Wiejskiej ...nawet przywieźliście karteczki z życzeniami jak w Jerozolimie rwałam cały tydzień boki ze śmiechu w waszej nieudolności...i tak samo jak przyjechaliście z podwiniętymi ogonem wróciliście do swoich lepianek...myślałam że macie jaja i będziecie kupować tą ścianę płaczu... teraz już wiemy, że VAT można podnieść do 30%. a na chwastach można bardziej zacisnąć pętle...
~władza suwerena
05-02-2016 / 19:41
Dziękuję za pozdrowienia-WZAJEMNIE. Opłaciło się poróżnić'' PIĘKNIE''(?), by powoli dalej,dochodzić do konsensusu -napisałem w dniu 02 lutego 2016 PO CO jest ta cała Ława Przysięgłych[a w istocie 2 jej typy;ORZEKAJĄCA/winny-niewinny;10:2(!)tzw.PETITE JURY/ i OSKARŻAJĄCA(GRAND JURY)],czym ona jest dla ''demokracji'' oraz jaką rolę POWINNA ona odgrywać w Polsce;też zgadzam się/podzielam z Pańską oględnie jak widzę wyrażoną w Pańskich opiniach i epitetach,ale proponuję zajrzeć do sieci WSZYSTKIM TO CZYTAJĄCYM pod hasłami Grand Jury etc.,bo PRAWORZĄDNOŚĆ jest tak samo ważna jak niepodległość,wolność,/jeśli nie ważniejsza-bo żadne niepraworządne państwo nie ma prawa do istnienia !!/,bo po to walczy się o wolność i niepodległość,by je wyrażać w praworządności,co jest -jak pokazuje dzieje nowożytnej Polski-niemożliwe bez istnienia ław/ławy przysięgłych/bo ze świętości zrobiono wydmuszkę/. Wzorcem dla Polski powinna być Szkocja,jak mi się wydaje,ze swoją surowością,góralską przyzwoitością oraz ich surowością-jest to chyba instrument do osiągnięcia Pana i moich rozumień stosowania Prawa-tu w Europie,wg. np.zasad PRAWA NATURALNEGO. Jestem zdecydowanym wrogiem współistnienia sądownictwa przysięgłych i sądów ławniczych-jaki istnieje np. we Francji/i istniało np. w Polsce przed II w.św.-jako kopia tamtego/;sprawdza się to'' cienko'';wzorzec Szkocji jest o niebo lepszy. "Przekręty'' o których Pan pisze ,w miejscu ''stwierdzania''winy jako newralgicznym punkcie usuwa raz na zawsze demokratyczne sądownictwo w postaci orzeczenia 10:2''winien-niewinny'' -dlatego jest to tak bardzo ważne;ww.''ława..''decyduje o stopniu winy wg.odczucia ''...reprezentatywnej społecznie grupy 'średnio-dorosłych' ludzi...np.czy jest oskarżony winien ewentualnie zabójstwa z premedytacją,ewentualnego np. zabójstwa(oskarżony np.godził się z poniesieniem śmierci przez ofiarę),czy jest to ''zabójstwo'' nieumyślne albo jest to ''zabójstwo'' uprawnione/np. w tym miejscu społeczeństwo istotnie różni się od tzw.sędziów!!!/ i uniewinnić zabójcę [nie mylić z ''mordercą'']. Wprowadzenie tego systemu/a nie jego ''zmiękczanie''/ jest więc konieczne i pilne;warto zwrócić uwagę na usunięcie z prawa procesowego karnego zasady ''winę oskarżonego można stwierdzić PONAD WSZELKĄ WĄTPLIWOŚĆ,dzisiaj ''sędzia'' decyduje wg.swojego 'widzi-mi-sie',co należy wyrwać z korzeniami zmianą systemu!
~Waldemar Korczynski
05-02-2016 / 14:28
Nie wiem czy ja się jasno wyraziłem. Po ostatniej Pańskiej wypowiedzi zaczynam wątpić. JA NIE JESTEM (i nigdy nie byłem) PRZECIWNIKIEM WZMOCNIENIA ROLI SPOŁECZEŃSTWA W WYMIARZE SPRAWIEDLIWOŚCI. Przeciwnie, wielokrotnie (można to sprawdzić np. w tym portalu) pisałem o lipie jaką jest proces bez REALNEGO udziału w nim zwykłych obywateli i możliwościami nadużyć. Mnie generalnie chodziło (i nadal mi tego w sądach brakuje) o JAWNOŚĆ rozprawy i możliwość jej skontrolowania na każdym etapie przez każdego obywatela. TO JEST DO ZROBIENIA NATYCHMIAST. Jedna (ale nie jedyną) z konsekwencji braku tej jawności możliwości rejestracji rozprawy przez każdego obywatela jest np. instytucja przesłuchania protokolanta, która stosowana była jeszcze 5 lat temu! Pisałem o tym w tekście "protokolant pamięta" w tym portalu. W kwestii ławy przysięgłych wiem niewiele, więc w wypowiedziach staram się być ostrożnym. Być może warto by np. ustalić typ spraw, które winny być rozpatrywane przez sądy z ława przysięgłych, a dla innych (np. tzw. pyskówek) powołać inne. Nie wiem. Powtarzam; ja tylko liczyłem. Co do zasady wprowadzenia ALE - NIE WIEM W JAKIM WYMIARZE - tej instytucji, zgoda. Nie zgadzam się z Panem w sprawie Konstytucji. I nie chodzi mi o to, kiedy i w jakich okolicznościach powstała. Rzecz w tym, że może być czytana na wiele sposobów. W moim odczuciu KAŻDE występujące w Konstytucji słowo winno być w specjalnym załączniku opisane, a możliwości interpretacji każdego przepisu w miarę (dokładnie się nie da) wyraźnie określone. Przepisy prawa dają się dziś przetwarzać automatycznie (przy pomocy stosownych programów komputerowych). Sam kiedyś coś podobnego, (choć w innej "branży) robiłem. Tak otrzymane "wstępne orzeczenie" należałoby pewnie jakoś (np. poprzez opinie o tym, czy przestępstwo było zaplanowane, czy oskarżony jest zdrowy itp.) dopracować, ale "grubych" byków komputer nie przepuści. Wymaga to istotnie sporej pracy nad takim przeartykułowaniem prawa, które umożliwi stosowanie istniejącego oprogramowania (programów tego typu jest dziś mnóstwo), ale robota na pewno się opłaci. Ja chciałbym po prostu, by każdy obywatel mógł - minimalizując wydatki na prawników - samodzielnie przynajmniej sprawdzić czy ma rację formalnie. Nie oznacza to zastępowania sędziego czy np. ławy przysięgłych w orzekaniu czy człowiek jest winien, a tylko w stwierdzeniu czy jakiś czyn popełniono. A to w tym miejscu (przynajmniej wg. moich doświadczeń) jest najwięcej przekrętów. Przy okazji wspomnianej modyfikacji musiałoby dojść do weryfikacji niesprzeczności prawa, czego jak dotąd nigdzie nie zrobiono. To nie jest wyłącznie polski problem, ale u nas chyba kombinacje w sądach są w stosunku do wielu innych krajów bardziej dokuczliwe. Pozdrawiam
~władza suwerena
05-02-2016 / 12:48
Dziękuję za pozdrowienia-wzajemnie 2.Nie ma możliwości mówić przed sądem ławy przysięgłych w sposób dla nich niezrozumiały, 3.Proszę nie mylić ani utożsamiać''ławników''[de facto-''wazony''],obradujących WSPÓLNIE z sędzią-przewodniczącym od reprezentacji społecznej,suwerena,wyrażającym suwerenność w decyzjach podejmowanych BEZ sędziego,w sposób dla niego wiążący, 4.Sądownictwo Przysięgłych jest sądownictwem sprawowania władzy sądowej BEZPOŚREDNIO przez SPOŁECZEŃSTWO[a więc''demokratycznie''] ,w odróżnieniu od ''sądów'' typu policyjnego;czego tak bardzo boją się różni zbrodniarze,np. w Polsce. 5.Jurora do ławy przysięgłych wybiera się spośród osób o minimum średnim wykształceniu-przysługuje prawo sprzeciwu do 8 osób OBRONIE w sprawie karnej i 6 osobom w sprawie cywilnej;powiedz Pan jak do wybranych w ten sposób można nie mieć zaufania?? 6.Dowody przed ławą mają charakter równoważny, ''sądy''magistrackie(policyjne) mają zaufanie do swojego ''biegłego'',któremu co prawda można zadawać pytania na sprawie,przeważnie cywilnej,ale trzeba wiedzieć tyle co oni-co jest niemożliwe 6.Przed wybraną przy istotnym współudziale strony ławą ORZEKAJĄCĄ nie ma ''procesów'' na kiblu-tj. utajnionych-jak to jest teraz PROCESOWO we wszystkich ''posiedzeniach''. WSZYSTKO JEST AKTUALNE;nie jest potrzebna nowa konstytucja,wystarczą modyfikacje[nawet wskazane],skoro nie zapewnia się przestrzegania łamanej starej konstytucji. A propos;system ''parlamentarny'' TEŻ się nie sprawdził!!!
~Waldemar Korczyński
05-02-2016 / 11:55
No cóż, troch się w poglądach różnimy. Ja jeszcze kilkanaście lat temu myślałem podobnie do Pana. Dziś, bogatszy o te kilkanaście lat, zdanie zmieniłem. To kwestia doświadczeń. Nie mam ochoty do mej historii wracać, jeśli Pan chce może poszukać opisów np. w "Forum Akademickim" (pisałem tam początkowo pod pseudonimem Mikołaj Korzec, by nie szkodzić zatrudniającej mnie uczelni) czy Niezależnym Forum Akademickim. Moja "afera" rozgrywała się w bardzo jasnym świetle., a sprawy sądowe (w sumie kilkadziesiąt) miałem często z udziałem ławników. Całkowicie zgadzam się z opinią, że nasz "wymiar sprawiedliwości", to lipa. Problem w tym, ze nie wierzę, by dzisiaj zmienić go mogło samo tylko odwołanie się do opinii obywateli. Ja dziś już w "normalność" naszego społeczeństwa nie bardzo wierzę. W mojej opinii konieczna jest również ZMIANA samego PRAWA (z Konstytucją włącznie) w taki sposób, by było ono dla tych obywateli CZYTELNE. Chodzi tu nie tylko o zmianę procedur ("kodeksy postępowania"), ale również o przybliżenie używanego w sądach języka do języka normalnie przez ludzi używanego i trzymanie się zasad elementarnej logiki. Rzecz w tym, aby obywatel (być może np. członek ławy przysięgłych) dostrzegał przestępstwo (np, że urzędnik państwowy mimo naprawienia szkody skłamał, więc przestępstwo jest) lub umiał powiedzieć, że go nie ma. Na ile ja rozumiem rolę ławy przysięgłych , to ma ona sędziemu powiedzieć "winien" lub "niewinny". I ja chciałbym, by werdykt taki był czytelny i sprawdzalny dla WSZYSTKICH obywateli. To o tym jest mój artykuł. Przykro mi, ze Pan rozumie go inaczej. Co do mojej odpowiedzi na Pańskie uwagi. Nie wiem dokładnie jak funkcjonuje prawo w wymienionych przez Pana krajach, bo nie miałem z nim kontaktu. Wiem, że np. Amerykanie ( a zdaje się i Anglicy) maja bardzo złe zdanie o prawnikach, choć mają znacznie większe niż my zaufanie do sądów. To może świadczyć na korzyść Pańskiej tezy o roli ławy przysięgłych. Nie wiem jak w krajach, gdzie instytucja ta jest radzą sobie z problemem doboru członków tych ław. Jeśli Pan wie, niech Pan napisze. Ja po prostu liczyłem. Pozdrawiam
~władza suwerena
05-02-2016 / 02:02
1.Chyba jednak siejesz Pan defetyzm.co to za argumenty,że sobie nie poradzą organizacyjnie;tam gdzie podałem/w Szkocji,Irlandii nie mówiąc o Kalifornii jakoś to funkcjonuje i nie mają takich ,bardzo sztucznych problemów jakie Pan ''opisujesz''! 2.Trzeba pogadać o realizacji reformy sadownictwa z P. Kukizem skoro tak to obiecywał 3.W USA,Kanadzie,Wlk. Brytanii i Australii prawo do ławy Oskarżającej /ewentualnie ORZEKAJĄCEJ/przysługuje każdemu,komu postawiono zarzut zagrożony karą więzienia o GÓRNEJ granicy zagrożenia powyżej 0,5 roku!! Ww. kraje nie przewidują prawa swego Państwa do dzielenia prawa do rzetelnego/uczciwego procesu na tych co są zagrożeni wielką karą od tych co grozi im mniejsza kara-to byłaby dyskryminacja! 4.Zasada''państwo jest instytucją stworzoną i utrzymywaną przez podatników w celu w celu realizacji ich dążeń i interesów'' -to jest zasada wpisana w Konstytucję 1921!!-czemu jej nie ma w aktualnie' obowiązującej''/szczególnie fałszywie wykonywanej przez togowatych,rzekomych jej ''strażników''/???!!! To jest też replika na Pana inne zarzuty-Pan doczytał do końca??/szkocka i irlandzka 12-osobowa ława przysięgłych niewiele ma wspólnego z common law,wykonuje Władzę Suwerena JEDNOINSTACYJNIE-w sposób wiążący dla urzędnika(''SĘDZIEGO)'' -w zakresie kodeksowym PRAWA (U)STANOWIONEGO;po co mówić,że sędzia może sięgnąć po ''precedensy'' Hitlera lub Stalina[NIE MOŻE(!!!)-władza ludu/ławy przysięgłych odegrała b.pozytywną,antytotalitarną rolę przeciwko fałszywym oskarżeniom np.w kryzysie 1929 w USA(tak!tak!),kiedy ława uwalniała od winy osoby fałszywie oskarżane przez karierowiczów z prokuratury[chce się powiedzieć-skąd my to znamy??prawda] Sądownictwo Przysięgłych jest sądownictwem antytotalitarnym i proszę mu nie imputować roli przeciwnej! Gdybyśmy mieli demokratyczne sądownictwo to nie byłoby afer np. korupcyjnych bo powsadzałaby do więzienia Grand Jury i Jurorzy,rozliczeni byliby zbrodniarze NKWD,SB,MO etc.-ja mówię tylko ,że Suweren bardzo by tego chciał! Ma do tego prawo,bo utrzymuje jako podatnik tę całą swołocz!A''Naród'' może się mylić,na pewno poniesie tego konsekwencje-ale jest Suwerenem,więc nie można mu odmówić prawa do pomyłki! System przysięgłych sprawdził się jako system demokratyczny,bo jest wyraźnie mniej omylny ze swej istoty niż aktualny bolszewizm sądowy! NIE MARTW SIĘ PAN O JEGO WYDOLNOŚĆ!!!-gdyby go wprowadzono teraz to byłby on znacznie szybszy niż obecny!! Tak że wszystko co napisałem jest aktualne w niezmienionym kształcie!
~Waldemar Korczyński
04-02-2016 / 19:02
dziękuję za szybka reakcję. Postaram się równie szybko odpowiedzieć. Wydaje mi się otóż, ze różnimy się głownie w ocenie możliwości zmobilizowania odpowiednio dużej grupy ludzi do działań na rzecz ogólnego (a więc również tych właśnie ludzi) dobra. To co napisałem wynika głownie z moich własnych doświadczeń, choć znam wiele osób, których doświadczenia są podobne. JA W TĘ MOBILNOŚĆ SPOŁECZEŃSTWA PO PROSTU NIE WIERZĘ. Przejdźmy jednak do szczegółów. Napisał Pan : "Nieprawda,NIE tylko ''politycy''mogą''coś zmienić''-patrz REFERENDUM;może trza uśmiechnąć się do Kukiza?[''...władza (w demokracji) należy do ludu(czytaj:PODATNIKÓW)]" Ja zgadzam się z tym co ZASADY, tak całkiem "teoretycznie". Bo szybkość podejmowania decyzji zależy od wielkości grupy ludzi, która decyzje podejmuje. Im większa, tym więcej czasu na decyzje potrzebuje. Rządy poprzez referenda - nawet w epoce Internetu - wymagają czasu, którego aż tyle nie ma. A naród tez może się mylić, co pokazują wcale liczne przykłady; jeden z bardziej znanych, to Niemcy, którzy chcieli i Hitlera i wojny totalnej mimo zrujnowanych już miast i straszliwych strat ludzkich. "2.Zna Pan zasadę ''państwo jest instytucją stworzoną i utrzymywaną przez podatników w celu realizacji ich dążeń i interesów''???!!!" Znam; to chyba cytat z teorii państwa i prawa wykładanej kiedyś (nie wiem jak dziś) na naszych uczelniach. Ale ja nie znam państwa, gdzie zasada ta byłaby w praktyce całkowicie zrealizowana. Gdyby tak było, to nie mielibyśmy tam żadnych afer (np. korupcyjnych), bo rządzący by o tym pamiętali. " 3.Blok Konstytucyjny istnieje we Francji lat -DZIESIĄT i z tego wynika expresiss verbis ,że jest to wzorzec/szczególnie Polski/który można i należy POWIELAĆ!!!" Nie znam, niestety, ani tego ugrupowania, ani nie rozumiem dlaczego - gdyby było ono tak dobre jak Pan sugeruje - mielibyśmy jego działalność po prostu powielać. Francuzów znam raczej pobieżnie, ale według mojej wiedzy maja oni mentalność sporo różniącą się od naszej, więc nie wiem czy efekty byłyby te same. " 4.Od interpretacji /''rozumienia''/Prawa ma być w demokracji lud-podatnicy,orzekający o tej wykładni w procesie cywilnym/KAŻDEJ KONKRETNEJ SPRAWIE!!!/wg. DEMOKRATYCZNEJ procedury8 do 4!!" Tu mam podobne uwagi jak w punkcie 1. Ponadto boje się, że nawet gdyby udało się zapędzić przeciętnego obywatela do pomyślenia o interpretowaniu tak jak mamy dziś napisanego prawa, to mielibyśmy tych interpretacji niewiele mniej niż mamy obywateli. Zgadzam się jednak co do zasady, że przeciętny obywatel (podatnik) powinien mieć możliwość w miarę jednoznacznego rozumienia prawa. Napisałem o tym inny tekst, w którym postuluję takie zmiany w tworzeniu prawa, które to umożliwią. " 5.Prawo materialne,o którym Pan prawdopodobnie piszesz nie musi być takie jak dotąd/akurat je najłatwiej zmienić!/,ale wzorcem może być kompilacja np.szkocko-irlandzka;bardzo dobrze byśmy na tym wyszli..." Tu też nie wiem o czy mowa; jeśli myśli Pan o tzw. common low, z jego precedensami, to boję się, że jakiś sędzia mógłby po te precedensy sięgnąć do czasów Stalina i skazać kogoś np karę śmierci za protest przeciwko jakimś sojuszom Polski. "6.Prawo stanowione ma np. Kalifornia-a jest WYKONYWANE przez SĄDOWNICTWO PRZYSIĘGŁYCH !!! 7.Niedawno Japonia zmieniła swój system z sądów policyjnych na system sądów przysięgłych/swoiście i wzorcowo ewentualnie rozumianych,ale demokratycznie i ciekawie rozwiązanych/;Chodorkowskiego w Moskwie(!!)uchroniła od kolejnej odsiadki 12-osobowa Ława Przysięgłych !!" To jest dobry pomysł w przypadku niektórych, szczególnie ciężkich przestępstw. I byłoby bardzo dobrze wprowadzić to u nas np. dla przestępstw zagrożonych karą powyżej 20 lat więzienia" Jednak powszechnie zrealizować się tego nie da. Jeśli ława przysięgłych liczyłaby np. 12 osób, a wokanda miałaby tylko 5 rozpraw, to w sądzie musiałoby pojawić się tego jednego dnia, w tej samej sali 60 osób. Jeśli pomnożyć to przez ilość sal w polskich sądach i ilość dni w tygodniu, to otrzymamy liczbę większą lub niewiele mniejszą od liczby osób zatrudnionych w gospodarce. Na to nas nie stać. " 8.Nie ma demokracji bez maksymalnie bezpośredniej władzy ludu/podatników ;nie ma demokracji bez sądownictwa przysięgłych!!!/w Polsce o tym mówiono już w 1657!!!/" Całkowicie się z Panem zgadzam. I dlatego PRAWDZIWEJ, przynajmniej TEORETYCZNIE demokracji nie ma nigdzie. " 9.Czy Pan nie siejesz defetyzmu,zamiast organizować??? /trudno się os....i tak chodzić jak jest do tej pory!" Nie, nie sieję defetyzmu. Wręcz przeciwnie. Staram się namawiać do robienia WSZYSTKIEGO CO MOŻNA ABY FUNKCJONOWANIE PRAWA POPRAWIĆ.
~władza suwerena
04-02-2016 / 17:17
Nieprawda,NIE tylko ''politycy''mogą''coś zmienić''-patrz REFERENDUM;może trza uśmiechnąć się do Kukiza?[''...władza (w demokracji) należy do ludu(czytaj:PODATNIKÓW)] 2.Zna Pan zasadę ''państwo jest instytucją stworzoną i utrzymywaną przez podatników w celu realizacji ich dążeń i interesów''???!!! 3.Blok Konstytucyjny istnieje we Francji lat -DZIESIĄT i z tego wynika expresiss verbis ,że jest to wzorzec/szczególnie Polski/który można i należy POWIELAĆ!!! 4.Od interpretacji /''rozumienia''/Prawa ma być w demokracji lud-podatnicy,orzekający o tej wykładni w procesie cywilnym/KAŻDEJ KONKRETNEJ SPRAWIE!!!/wg. DEMOKRATYCZNEJ procedury8 do 4!! 5.Prawo materialne,o którym Pan prawdopodobnie piszesz nie musi być takie jak dotąd/akurat je najłatwiej zmienić!/,ale wzorcem może być kompilacja np.szkocko-irlandzka;bardzo dobrze byśmy na tym wyszli... 6.Prawo stanowione ma np. Kalifornia-a jest WYKONYWANE przez SĄDOWNICTWO PRZYSIĘGŁYCH !!! 7.Niedawno Japonia zmieniła swój system z sądów policyjnych na system sądów przysięgłych/swoiście i wzorcowo ewentualnie rozumianych,ale demokratycznie i ciekawie rozwiązanych/;Chodorkowskiego w Moskwie(!!)uchroniła od kolejnej odsiadki 12-osobowa Ława Przysięgłych !! 8.Nie ma demokracji bez maksymalnie bezpośredniej władzy ludu/podatników ;nie ma demokracji bez sądownictwa przysięgłych!!!/w Polsce o tym mówiono już w 1657!!!/ 9.Czy Pan nie siejesz defetyzmu,zamiast organizować??? /trudno się os....i tak chodzić jak jest do tej pory!/