Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
17 października 2021
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

AFERY PRAWA PATRIOTYCZNY RUCH POLSKI NOWY JORK CHICAG0 WASZYNGTON O

PATRIOTYCZNY RUCH POLSKI

NR. 171 1. VII. 2007 r.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

NOWY JORK, CHICAGO, TORONTO, BERLIN, WARSZAWA

Drodzy Czytelnicy i Sympatycy!,

W naszym biuletynie zamieszczamy teksty różnych autorów, tak „z pierwszej ręki” jak i przedruki, traktujące o najistotniejszych problemach Polski i Świata. Kluczem doboru publikowanych treści, nie jest zgodność poglądów Autorów publikacji z poglądami redakcji lecz decyduje imperatyw ważnością tematu. Poglądy prezentowane przez Autorów tekstów, nie zawsze podzielamy. Uznając jednak że wszelka wymia-na poglądów i wiedzy, jest pożyteczna dla życia publicznego - prezentujemy nawet kontrowersyjne opinie, pozostawiając naszym czytelni-kom ich osąd. Redakcja

W numerze: 1) Wiadomości; 2) Rejwach; 3) Póki istnieje Polska, nie zginie wolność słowa; 4) Warto posiedzieć przy Żubrze; 5) Bezkarny rabunek finansów publicznych w biały dzień; 6) Polska a Unia Europejska, część III; 7) Archiwum Mitro-china, czyli jak KGB ukształtowało obecną sytuację; 8) Sprawa Jana Kobylańskiego; 9) Przymierze nowoczesnej teologii z filozofią, część III; 10) Tolerancja; 11) Nowa zimna wojna?;

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Do wszystkich polskich mediow świata.

Drodzy Rodacy! Na 26-29 września zapowiedziany jest zjazd Polaków z zagranicy. Jest to zjazd przedstawicieli ponad 10-milionowej rzeszy Polaków rozrzuconych po świecie. Pierwsze pytanie: kto kogo będzie tam reprezentował. Nie tylko z Anglii przyjadą delegacje SPK, ale ta organizacja nie jest związana z ludźmi, którzy w Anglii czy np. w Irlandii są dopiero od 3 lat. Kto więc tych ludzi będzie reprezentował?

Czy więc nie powinni być zaproszeni wydawcy pism liczących sobie ponad 5 tys. nakładu?

Drugie pytanie czy teraz przed zjazdem nie powinna być na łamach pism polskich dyskusja byśmy powiedzieli sobie o naszych problemach, by wskazać ciernie w stosunkach z władzami RP.

Tymi kilkoma zdaniami chciałbym zasugerować rozpoczęcie dyskusji przedzjazdowej i mam nadzieję, że Wasze pismo podejmie ten temat. Do zobaczenia w Warszawie.

Aleksander Graf Pruszyński - grafolo2003@yahoo.com

# # #

Antyglobaliści to antysemici!

Wot Gitler, kakoj to durak. On się przechwalał zbrodnią swoją. A mudriec, to by sdiełał tak: nu czto, że gdzieś koncłagry stoją? Nu czto że dymią krematorią? Toż w nich przetapia się historia!”, pisał Janusz Szpotański w „Carycy i zwierciadle”, wkładając w usta Carycy Leonidy taka polemikę z marszałem Greczką. Te nauki najwyraźniej wzięli sobie do serca antyglobaliści i bez ostentacji, ale coraz skuteczniej zwalczają wpływy lobby żydowskiego w polityce światowej. Niby lobby żydowskie wcale ich nie obchodzi, niby występują tylko przeciwko Bushowi, albo w ogóle „wojnie”, ale przecież wszyscy pamiętają spostrzeżenie Patryka Buchanana, który jako kandydat na prezydenta USA zauważył, co praw-da pół żartem ale przecież i pół serio, że „Waszyngton to te-rytorium okupowane przez Izrael”. Jest publiczną tajemnicą, że polityka USA realizowana jest pod dyktando niezwykle tam wpływowego lobby żydowskiego, które używa amerykańskiej potęgi w interesie Izraela. Ogon wywija psem, ale oczywiście głośne mówienie o tym, albo, nie daj Boże, otwarty sprzeciw, jest - po pierwsze - niebezpieczny, a po drugie - spowodowałby odcięcie od forsy. Antyglobaliści zatem starannie swój antysemityzm skrywają, dzięki czemu „prasa międzynarodowa”, a nawet tak czujna „Gazeta Wyborczapisze o nich nawet życzliwie, a forsę doją od samego „filantropa”. Sprytnie, bardzo sprytnie, to ci dopiero cwaniacy! www.michalkiewicz.pl

Stanisław Michalkiewicz - „Dziennik Polski” (Kraków) 6.6.07

# # #

USA boją się chińskich rakiet

Stany Zjednoczone w coraz większym stopniu niepokoją się rozmieszczaniem przez Chiny na lądzie i na morzu ruchomych wyrzutni rakiet balistycznych z głowicami jądrowymi, które są w stanie dosięgnąć terytorium USA - donosi "Financial Times". Według londyńskiej gazety, Pentagon jest także zaniepokojony bronią rakietową lokowaną przez Chiny w rejonie Cieśniny Tajwskiej, ostatnim testem broni antysatelitarnej oraz rozwojem technologii mogących zagrażać obiektom znajdującym się w kosmosie.

Nasz Dziennik, 26-27 V 2007

# # #

Rosja: Polska nadużywa unijnej solidarności

Polska nadużywa unijnej solidarności - uważają władze Rosji. Takiego sformułowania użył dyrektor Departamentu Współpracy Europejskiej rosyjskiego MSZ Siergiej Riabkow wzywając nasz kraj, by "zajął się techniczną stroną problemów". Riabkow zapowiedział że Moskwa będzie znosić embargo "w miarę podejmowania kroków odpowiadających naszym interesom", twierdząc, że Komisja Europejska wie, o co chodzi. Zdaniem niektórych specjalistów, Polska mogłaby próbować dochodzić odszkodowania od KE za zbyt późną interwencję. KJ, PAP

# # #

TVP 1 czerwca 2007 - Rosja w punktach granicznych wy-buduje specjalne punkty do badania mięsa z Polski gdyż Polacy sprzedali w Kazachstanie przeterminowane wątróbki. Wątróbki pochodziły z USA.
No tak! A przy okazji wyszło na jaw, że i poprzednie
mięso też pochodziło z USA - ale rząd Polski to przemilczał? I niby dlaczego Polska ma za to pokutować!? (Wł. Furtak)

# # #

Po wyroku Trybunału Konstytucyjnego który 11 maja uznał ustawę lustracyjną za częściowo niezgodną a częściowo zgodną z konstytucją, niewątpliwie mamy do czynienia z zakończeniem lustracji w Polsce. Wprawdzie wy-rok expressis verbis tego nie zapowiada, ale nieuchronne jego następstwa oznaczają taki właśnie rezultat...

... Art. 2 konstytucji stanowi bowiem że „Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”. Trudno znaleźć więcej sprzeczności i głupstw zgromadzonych w tak krótkim zdaniu.

Czy państwo „demokratyczne” tzn. z zasady przyznające rację większości, może być państwem „prawnym” tzn. takim w którym słuszna zasada może oprzeć się Większości? Czy państwo „prawne” może urzeczywistniać zasadysprawiedliwości społecznej”, która przecież polega na stworzeniu pozorów legalności dla wzajemnego rabunku współobywateli? Ten przepis jest kompletnym bełkotem, ale właśnie dlatego jest znakomitym narzędziem do wykazywania sprzeczności w ustawach.

Warto także zwrócić uwagę, że przyczyną, dla której Trybunał doszukał się sprzeczności ustawy lustracyjnej z konstytucją, była jej nowelizacja dokonana przez prezydenta Kaczyńskiego. Uprzejmie wyjaśnić tę sprawę, można by, przy pomocy żydowskiej anegdotki: ojciec żali się do rabina: mój syn nie umie pić, ani grać w karty. - No to czego ty się martwisz? - pyta zdziwiony rabin. - Uj rabbi, ty nie rozumiesz; on nie umie pić - i pije, on nie umie grać - i gra!

Gdyby jednak porzucić uprzejmość można by popaść w podejrzenie, że pan prezydent jest bardziej przebiegły niż nam się wydaje i nowelizując ustawę lustracyjną, podał ją Trybunałowi na tacy gwoli położenia kresu lustracji w Polsce.

Zwróćmy bowiem uwagę na skutki wyroku wydanego przez Trybunał. Zaskarżone zostały niektóre przepisy ustawy i niektóre też zostały uznane za sprzeczne. Nie był jednak zaskarżony, ani nie został uznany za sprzeczny z konstytucją przepis ustawy lustracyjnej stwierdzający uchylenie poprzednio obowiązującej ustawy. Ta część ustawy lustracyjnej obowiązuje, przy czym znaczna część pozostałych jej przepisów została przez Trybunał podważona...
...Ponieważ nie ma jednak żadnych nowych wzorów, więc
w tej sytuacji jakiekolwiek wykonywanie resztek ustawy nie będzie możliwe.
Krótko mówiąc, Trybunał, zachowując pozory korygowania ustawy, doprowadził do całkowitego zablokowania lustracji.

Na jak długo? Pan prezydent w czwartek 10 maja odgrażał się, że jeśli Trybunał uzna ustawę lustracyjną za sprzeczną z konstytucją, to nie będzie innego wyjścia, jak pełne otwarcie archiwów. Warto przypomnieć, że podobnie groził prezydent Kwaśniewski na początku 1996 r., po wydrukowaniu przez tygodnik „Wprost” rewelacji o wielkich sumach w walutach obcych, jakie PZPR w latach 1972-1990 transferowała z Pewexu do banków szwajcarskich...

Fragmenty z artykułu: „Już widzimy własne plecy?” dla tygodnika „Najwyższy Czas”, 17 maja 2007 – Stanisława Michalkiewicza

# # #

Tajny raport Międzynarodowego Czerwonego Krzyża krytykuje Izrael

Tajny raport Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża dotyczący sytuacji w Jerozolimie i pobliskich rejonów oskarża Izrael o "zasadnicze nie liczenie się z zobowiązaniami wynikającymi z międzynarodowego prawa dotyczące-go praw człowieka, szczególnie prawa odnoszącego się do terenów okupowanych".

Komitet Czerwonego Krzyża, który sprzeciwia się trwającej od 1967 r. okupacji wschodniej części Jerozolimy przez Izrael stwierdza, że "Izrael, jako siła okupująca, używa swoich własnych praw celem dalszego forsowania swoich interesów kosztem [interesów] ludności okupowanych terenów". Czerwony Krzyż krytykuje też Izrael za wznoszenie muru co niesie za sobą "daleko idące konsekwencje humanitarne".

Komitet Czerwonego Krzyża nie publikuje swoich raportów, ale pod klauzulą zaufania udostępnia je przedstawicielom niektórych krajów świata. Raport opublikowany przez gazetę The New York Times przedostał się do mediów na kilka dni przed obchodzonymi w środę, 16 maja br. uroczystościami 40-lecia 'zjednoczenia' Jerozolimy. (bibula.com)

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

REJWACH

Rejwach jaki podniósł się po próbie korekty szkolnych lektur obowiązkowych, wydaje się być niewspółmierny do wagi wydarzenia. W przeszłości uczniowie musieli czytać raz takie raz inne lektury i nikt nie podnosił krzyku, choć były to lektury wątpliwej wartości etycznej. A każdy kogo nie zapytasz, ma swoje ulubione pozycje literackie i ulubionych autorów więc kto ustala listę literatury obowiązkowej dla uczniów, ustala według swoich indywidualnych upodobań i poglądów. I nie ma w tym nic niewłaściwego czy karygodnego.

Tymczasem zapowiedź podjęcia przez min. Giertycha, kroków w tej materii, wywołała taki wrzask i popłoch środowisk kosmopolitycznych, jakby skalał on jakąś świętość. On tylko uderzył w stół a obrońcy obcości w Polsce, odezwali się. Z wypowiedzi różnych prof. Rychardów (UW) czy Sienkiewiczów z Instytutu Studiów Wschodnich, wynika że zestaw obowiązkowych lektur szkolnych, jest „tabu” jest nawet świętszy od Konstytucji stabilizującej III RP, „przepchniętej” podstępnie przez dzisiejszych „protestantów”.

Wygląda na to że antypolskie gremia opiniotwórcze, zostały trafione w czuły punkt, bowiem z byle powodu nie było-by takiej wrzawy. Minister Giertych wysupłał coś, co po cichu zostało na stałe wkomponowane w system deformacji polskiej młodzieży szkolnej. To coś, to gen samounicestwienia narodowego, gangrena wszczepiona na starcie do do-rosłego życia, AIDS niszczący poczucie wspólnoty narodowej.

I gdy minister MEN pierwszy od wielu lat, zatroskany o Polskę, próbuje leczyć tą śmiertelną chorobę, odzywają się protesty autorytetów, które same siebie autorytetami uczyniły. Oto członkowie PEN Clubu (organizacja literatów polskich), uważają że w MEN „...dokonuje się tak głębokiej ma-nipulacji światopoglądowej...”. Ta „światła” elita zjednoczona w PEN Clubie, kpi sobie z nas w żywe oczy. Ta „głęboka manipulacja światopoglądowa” została już dokonana na progu III RP, teraz min. Giertych próbuje tylko przywrócić stan normalny (przy ujadaniu tych którym odbiera się narzędzie manipulacji Polakami).

Natomiast Prezes (PIK) Piotr Marciszuk, w liście otwartym do Premiera nazywa zamach na kanon ustanowiony za czasów nieboszczki UW - skandalem. Intencje przyświecające tym zmianom ocenia on następująco: „...patriotyzm promowany przez MEN to patriotyzm ciasny i ksenofobiczny...”. Z tego wynika że panu Prezesowi miły sercu jest patriotyzm „nowoczesny” czyli patriotyzm bez Ojczyzny. Oj znamy takich „patriotów”, znamy. Taki np. Michnik, który wg Gierty-cha, jest jednym z czołowych przeciwników wprowadzenia do obowiązkowej lektury szkolnej, dzieł Sienkiewicza. Samemu Michnikowi i pozostałym michnikowcom, przecież przez gardło nie przejdzie słowo „Polska”. Najczęściej jest to „ten kraj”, „tutaj” itp. eufemizmy.

Jednak przeciw wpisaniu Sienkiewiczowskich utworów do kanonu lektur szkolnych jest nie tylko Michnik, PEN Club i Piotr Marciszuk. Zdecydowany sprzeciw, wobec zamiany twórczości Gombrowicza, Witkacego, Kafki itp. przodujących w dziwactwach pisarzy, na utwory Sienkiewicza, wyraził też pisemnie w imieniu potomków Henryka Sienkiewicza, chyba jego wnuk Bartłomiej Sienkiewicz. Domaga się on ni mniej ni więcej skreślenia z listy lektur, dzieł jego wielkiego Dziada, i pozostawienie na niej spuścizny wspomnianej „kołtunerii”.

Bój o zmianę lektur szkolnych, właściwie odbywa się na płaszczyźnie porównania autorytetu Henryka Sienkiewicza i rzekomego geniuszu Witolda Gombrowicza. Któż to Henryk Sienkiewicz, wiedzą nawet przedszkolaki. Henryk Aleksander Adam Pius Sienkiewicz, herbu Oszyk, pseudonim Litwos, autor powieści historycznych, pisanych w okresie Pol-ski rozdartej między zaborców, jak sam wyznał „ku pokrzepieniu serc Narodu” i co tu mówić robił to świetnie. Nagroda Nobla przyznana mu w 1905 roku, nie była sponsorowana przez nikogo, jak to ostatnio naszym noblistom się zdarzało a wyrażała międzynarodową ocenę jego dzieł.

A kto to jest Gombrowicz? Pisarz, który w 1939 r. jak wielu Żydów uciekł przed Hitlerem. Nie twierdzę że był Żydem ale skoro uciekał to widocznie miał powód. Podobno Dewizą jego było: „Przerzucić się na zewnątrz! Wyrazić się! Niech kształt mój rodzi się ze mnie, niech nie będzie zrobiony mi!” Co oznacza że swoją robaczywą duszę przedstawia na zewnątrz w postaci utworów. Jest oczywiste, że utwór jest lustrzanym odbiciem „wnętrza” autora, więc Gombrowicz jest taki jak jego wytwory pokrętny i odrażający. Do przedwojennej pozycji „Ferdydurke”, przedstawiającej osobę „popapranego” literata, w 1953 dopisuje satyryczną powieść „Trans-Atlantyk”. Napisana w stylu staropolskiej opowieści ośmiesza, ba profanuje klasyczny patriotyzm i otwarcie wprowadza wątki homoseksualne. W kolejnej powieści, „Pornografia, na tle okupacji hitlerowskiej w Polsce, bohaterom walki podziemnej przypisuje swoje skłonności dewiacyjne i perwersyjne zachowania erotyczne.

Ale to nie koniec „osiągnięć” artystycznych Gombrowicza. Jednym z jego produktów była i jest książka „Rodzina jako źródło cierpień”, wymierzona nie tylko tytułem ale i treścią w rodzinę (wartość sympatykowi a może i praktykującemu homoseksualiście zupełnie obcą). A Rodzina w tej książce, przedstawiona jako ukryte źródło cierpień, staje się w jego twórczości tematem nieustannych ataków, „wyśmieszek” i szyderstw, przez literacką degradację i dekonstrukcję sprowadza do symbolicznego unicestwienia jako wspólnota. O! I tutaj pogrzebana jest jedna z przyczyn (poza promocją homoseksualizmu) nachalnego promowania twórczości Gombrowicza. Uderza w rodzinę, ośmiesza ją i deprecjonuje jej rolę społeczną.

No inny produkt Gombrowicza „Tango”. Jego treść akurat także doskonale wpisuje się w wytępienie polskości w Polakach. W sposób prześmiewczy opisuje zderzenie polskości z tym, co „obce”. Pokazując, że nic, co swojskie, już wkrótce nie będzie takim, jakie było. Będzie zaprogramowaną nie swoją „swojskością”. O właśnie, o takich mentorów i idoli, zabiegają obrońcy Gombrowicza. Czy tego tylko potrzeba polskiej młodzieży?

Można by analizować dalej „literackie wizje” Gombrowicza, lecz i to wystarczy aby pozostawić je entuzjastom jego „wybitności” a do polskich szkół wprowadzić to co wspomaga polskość i poczucie przynależności narodowej. Dodać tylko wypada że w argentyńskim otoczeniu (wg jego znajomej Chądzyńskiej), Gombrowicz uchodził za niezupełnie zrównoważonego, czyli „czubka”. I taki „stuknięty”, ma nauczać w majestacie przyzwolenia Polaków w polskiej szkole (chociaż żaden z poprzednich ministrów, nie chce się przyznać że wyeliminował ze szkół Sienkiewicza na rzecz Gombrowicza).

Wracając jednak do Bartłomieja Sienkiewicza stawiającego dokonania Gombrowicza przed dokonaniami swego dziadka, sprawa jest jasna, kiedy spojrzy się na fizjonomię niesławnego wnuka sławnego dziadka. Mimo najszczerszych chęci nikt nie odważyłby się zakwalifikować Bartłomieja Sienkie-wicza do rasy nordyckiej. Prawdopodobnie w międzyczasie ktoś zaszczepił go pierwiastkiem krwi koszernej. I tak to solidarność żydowska, wzięła górę nad więzami rodzinnymi. Antypolak Gombrowicz w mniemaniu B. Sienkiewicza jest dla polskich uczniów bardziej wartościowy niż superpolak - Henryk Sienkiewicz.

A w tym rejwachu nie chodzi wszakże o zakaz czytania czy wydawania i kolportażu książek dewianta, lecz tylko o pominięcie ich, przy ustalaniu listy lektur obowiązkowych. Chociaż GW z 2.6.2007 (autorstwa St. Żaka) świadomie stawia znak równości, między wykreślaniem z listy lektur, niektórych pozycji z listą - sporządzoną na początku lat pięć-dziesiątych XX wieku - książek do wycofania z bibliotek”. Czyli przyrównuje gwóźdź do palca. A dalej dodaje „czadu”, pisząc „Tylko ignorant, nie znający twórczości Gombrowicza, może mieć wątpliwości, czy był humanistą”. Ależ, nie słyszałem by ktoś kwestionował humanizm a nawet homo-humanizm Gombrowicza. Natomiast chodzi o jego spuściznę, o stosunek do wartości, który był jednak dewiacyjny.

Przy okazji tych enuncjacji „wyłazi” warsztat dziennikarski GW, którego istotą jest przytoczenie faktu powszechnie potępianego i transpozycja tego potępienia na zupełnie inne choć nieco podobne zdarzenie negatywnie oceniane tylko przez GW. Oto GW słusznie ocenia negatywnie, wycofanie książek z bibliotek ale wniosek przenosi na zmianę zestawu lektur obowiązkowych. Niby podobne ale do licha, to nie to samo. Albo wmawia adwersarzom że kwestionują miano humanisty przypisywane Gombrowiczowi, co jest oczywistą nieprawdą (bo każdy jest w jakimś stopniu humanistą) ale to piętno nieprawdy, przenoszą na parszywą twórczość literacką Gombrowicza. Taką metodę może stosować tylko albo zwykły „ciemny głąb”, który nie rozróżnia stopy od stypy, albo wyrafinowany manipulator. Wybór należy do Ciebie.

Cezary Rozwadowski 6 czerwca 2007

Post scriptum

Premier obiecał komuś tam że „obruga” Giertycha za „takie numery” bo chyba nie ma on [Premier] ważniejszych problemów. Zresztą umowa koalicyjna była taka że Giertychowi wara od resortów PiS to i PiSowi wara od resortów LPR. Ale widocznie Gombrowicz jest ważniejszy niż koalicja bo dzisiaj min. Ujazdowski, czując się wyrocznią w sprawach kultury i chałtury, skrytykował także min. Giertycha. Z powodu tego ostatniego wyskoku „komusza” TV „Superstacja”sika z zachwytu wspomagając się nieogolonym wielbicielem dewiacji Gombrowicza - Najsztubem. C.R.

-------------------------------------------------------------------------------------------------

PÓKI ISTNIEJE POLSKA, NIE ZGINIE WOLNOŚĆ SŁOWA

Z Rogerem Scruton, brytyjskim filozofem, publi-cystą, pisarzem, kompozytorem uznawanym za jednego z największych, żyjących konserwatywnych myślicieli brytyjskich. Rozmowę dla Rzeczpospolitej prowadził Piotr Zychowicz.

Rzeczpospolita: Dlaczego Polska ma za granicą taką złą prasę?

Roger Scruton: Większość dziennikarzy na świecie ma poglądy lewicowe, liberalne. Udają, że mają otwarte umysły ale to tylko ich poza. Tak naprawdę, jeżeli ktoś nie zgadza się z lewicowymi dogmatami, to spotka się z ich strony ze skrajną wrogością. Na Zachodzie - znamy to doskonale. Z problemem tym musiała sobie radzić Margaret Thatcher, i musiał sobie radzić z nim Ronald Reagan. Więc bracia Kaczyńscy są w dobrym towarzystwie. Dopiero po wielu latach dziennikarze zdobyli się na to, żeby przyznać, że Thatcher i Reagan mieli rację.

Pana zdaniem ataki na Polskę mają charakter ideologiczny?

R.S. - Oczywiście. Ale na to zjawisko wielki wpływ mają również dwa inne czynniki. Po pierwsze wasza opozycja od pewnego czasu używa zachodnich mediów do destabilizowania własnego rządu. Ci ludzie mają bardzo dobre kontakty na Zachodzie, które teraz wykorzystują. Po drugie, sporą rolę odgrywa Unia Europejska, która jest również bardzo źle nastawiona do waszych władz, bo sprzeciwiają się one rozmaitym, narzucanym przez Brukselę, biurokratycznym normom.

Czy część winy nie leży jednak po naszej stronie? Może obecne władze Polski po prostu nie szanują europejskich wartości?

R.S. - Ludzie, którzy zdefiniowali te "europejskie wartości" stanowią znikomą mniejszość Europejczyków. W rzeczywistości te wartości nie mają nic wspólnego ze Starym Kontynentem. Gdzie w wielkiej literaturze europejskiej można znaleźć poparcie dla tych kosmopolitycznych wartości? One wykorzeniają ludzi z ich kultury i tradycji. Wykorzeniają ich z Europy. Nie mogą więc być "europejskie".

Niektórzy uważają, że obecny polski rząd jest zagrożeniem dla polskiej demokracji.

R.S. - Ci, którzy tak twierdzą, nie mają pojęcia, co to jest demokracja. Zawsze, gdy jakieś społeczeństwo wybiera w powszechnym głosowaniu prawicowe władze, ci ludzie krzyczą o zagrożonej demokracji. Bo naród nie głosował "tak jak trzeba". Demokratyzm lewicy sprowadza się do przekonania, że demokracja jest wtedy dobra, gdy wygrywają nasi.

Czyli prawicowe poglądy są w Europie na indeksie?

R.S. - Tak, i co najgorsze - media, które szczycą się tym, że bronią wolności słowa, w rzeczywistości przodują w jego ograniczaniu, wykluczając "niepoprawne poglądy" z obiegu opinii. Ale w tym tunelu jest światełko. W Polsce nadal bo-wiem można mówić rzeczy, których mówienie na Zachodzie może się skończyć złamaniem kariery. W Polsce można otwarcie krytykować homoseksualizm, feminizm czy zagrożenia związane z imigracją. Na Zachodzie to tematy tabu. Dopóki więc istnieje Polska, wolność słowa nie zginie.

Rozmawiał Piotr Zychowicz Za: Rzeczpospolitą, 25.05.07

-------------------------------------------------------------------------------------------------

„WARTO POSIEDZIEĆ PRZY ŻUBRZE”

W ostatnich tygodniach polska i światowa opinia publiczna, były bombardowane rewelacjami o zamiarach budowy amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Europie Środkowej, w tym w Polsce. Rozpatrując problem w oderwaniu od aktualnych warunków geopolitycznych, może on (i czyni to) wywoływać odruch sprzeciwu, szczególnie u Polaków.

Po pierwsze - utrudnia stosunki Polski z Rosją i Unią Europejską.

Po drugie - sprowadza na Polskę dodatkowe zagrożenie.

Po trzecie - budzi skojarzenia z okupacyjnym pobytem Armii Czerwonej na polskiej ziemi, która jak weszła to nie mogła wyjść.

Po czwarte - pozbawia suwerennej władzy Polski nad częścią własnego terytorium.

Po piąte - wiąże Polskę w określony układ polityczny na dziesięciolecia choć ci którzy tą sytuację prokurują za dwa lata mogą być już na wysypisku politycznych śmieci (stara-ją się o to usilnie).

Po szóste - nikt nie pyta o zdanie Polaków, choć to Na-ród Polski jest suwerenem a nie jacyś tam prezydenci czy premierzy. AWS też uważał że ma mandat na wszystko i jak skończył wiadomo.

Po siódme - „tarcza antyrakietowa” ma być budowana jako obrona przed rakietami które jeszcze nie istnieją. Mogą takowe pojawić się za kilka dziesięcioleci.

I kiedy patrzy się na imperialnie napuszonego Busha i zginających się w ukłonach ze służalczym uśmieszkiem na-szych wasali, scyzoryk sam otwiera się w kieszeni na takie upokorzenie. Tym bardziej że Prezydent i Premier oraz ich PiS, w polityce wewnętrznej popełniają błąd za błędem a szczególnie ten, że ich IV RP, budowana jest kosztem najuboższych. A właściwie bez należytej troski o nich, co wytknął im w Boże Ciało (nie wiadomo z jakich pobudek) kard. Dziwisz i inni hierarchowie. Jest to tym bardziej przykre że PiS na plecach tych najuboższych warstw społeczeństwa polskiego, został wyniesiony do władzy.

To ani lekarze, ani nauczyciele ani prawnicy nie oddali władzy PiS-owi, tylko prostaczki zwodzeni propagandą wyborczą, czyli grupy społeczne przez lata upokarzane przez rządzącą od 1989 r. tzw „lewicę laicką”. Po prostu PiS z je-go liderami, chyba się zagubili i nie zdali egzaminu z moralności (słowa kard Dziwisza), co wcale dobrze nie wróży ani Polsce ani tej formacji. Przypominam że alternatywą obecnej koalicji mogą być rządy koalicji Lewica i Demokraci [SLD oraz Demokraci dawna UW] z Kwaśniewskim na czele albo Platformy Obywatelskiej. Dziś te konkurencyjne dla PiS u-grupowania, niestety rosną w siłę zyskując nie tyle zwolenników ile przeciwników PiS.

Ale wracając do „tarczy antyrakietowej” skierowanej przeciw mitycznym rakietom w przyszłości, rzekomo zagrażającym USA. Myślę że USA jest zagrożone bardziej niż ze strony owych rakiet zaplanowanych przez amerykańskich strategów - ze strony z której w swym zadufaniu nawet nie bierze pod uwagę. Ale to ich problem.

Natomiast nie jest oczywistym, o co chodzi Bushowi i jego mocodawcom z tą tarczą. Robienie za gigantyczne pieniądze czegoś, co ma chronić przed tym, czego jeszcze nie ma, i nie wiadomo czy będzie, trudno nazwać inaczej niż nielogicznością. Historia uczy że najpierw pojawia się broń a później, nowsza technologicznie „antybroń”. Teraz USA odwracają ten schemat, najpierw „antybroń” a później nowsza technologicznie broń która będzie miała już autonomiczny system neutralizacji antybroni.

Zatem tarcza antyrakietowa rzekomo przeciw rakietom Iranu czy Korei Płn., to tylko „siwy dym maskujący”. A może będzie to obrona USA przed rakietami Federacji Rosyjskiej. A ‘gdzież tam’, planowany system rozmieszczony w Polsce, nie jest w stanie niszczyć rakiet startujących z Okręgu Kaliningradzkiego ani z terenu Białorusi. Więc nadal nie wiemy o co chodzi?

Osobiście sądzę że koncepcja „tarczy”, służy jako instrument konfliktowania Rosji z jej sąsiadami. „Pomarańczowe rewolucje” w Gruzji, na Ukrainie i Białorusi (chociaż nie uda-na), doskonale wpisywały się w taką koncepcję. Myślę że u-dało się zasiać wrogość między państwami bałtyckimi i Rosją a to o pomnik a to ropę do rafinerii w Możejkach. Dla Polski i Czech potrzebna była właśnie „tarcza”. Nie wiadomo jeszcze jaki haczyk zostanie zastosowany wobec Finlandii oraz innych sąsiadów Federacji Rosyjskiej. Macki USA i Izraela, sięgają niemal wszędzie i sprowokować mogą wszystko. Kiedy Rosja zostanie otoczona wianuszkiem wrogich sąsiadów, będzie pokorniejsza.

A teraz pytanie zasadnicze. Czy tarcza nam się opłaci? Czy służalczość wobec USA jest w naszym interesie? Po co nam ten wrzód?

No to pierwszy rzut oka na wschód. Rosja nie pogodziła się z (taką) suwerennością Polski, ze stratą wpływów na nasze decyzje. Najechać nas i podbić, starym zwyczajem nie może, bo to inne czasy ale zrezygnować z nas nie zamierza. Szuka sposobów jakby nas tu pognębić.

Historia podpowiada - likwidacja państwa polskiego. No więc co? A no „szuszu” ponad naszymi głowami, jak dawniej bywało, zmowa Niemiec z Rosją przeciw Polsce. Roszczenia obywateli niemieckich do pozostawionego w Polsce mienia, których to roszczeń rząd Niemiec nie zamierza ukrócić (przejąć na siebie jak to zrobiła Polska) i wspiera czynnie tzw Ziomkostwa, domagające się zwrotu polskich ziem zachodnich oraz odszkodowań za wypędzenia. Teraz Niemcy cichaczem usiłują przeforsować w eurokonstytucji, metodę liczenia głosów marginalizującą Polskę. Ktoś, kiedyś z niemieckiej strony w przypływie szczerości uznał że, „...te-raz już nie musimy na Polskę wysyłać bombowców” (mamy inny sposób).

Jak bronić się przed tymi potężnymi politycznie i gospodarczo napastnikami? Jak bronić się skoro nie mamy nigdzie wsparcia. Jeśli ktoś myśli że pomogą nam sojusznicy Wielka Brytania czy Francja, daje wyraz swej naiwności. Tyle razy nas już zawodzili, że ponowne zaufanie im, byłoby zwykłą głupotą. A kto jeszcze na dodatek sądzi że sami jesteśmy w stanie stawić czoła Rosji i Niemcom oraz ich sojusznikom - jest w podwójnym błędzie.

Pozostaje tylko jedna potęga światowa - USA, z którą nie mamy jakichś polityczno-historycznych zaszłości, która pozwoliła nam mianować się jej sojusznikiem (a cenę płacimy słoną, ale - nie ma nic za darmo). Taki sojusznik, choć nie traktuje nas zbyt poważnie, kiedy jednak dostanie wytyczne od sanhedrynu i tupnie nogą, to szklanki w Brukseli i w Bundestagu dzwonią a Putin i Jastrzembski, zwołują radę wojenną. W tej sytuacji, kiedy chcą nas „kochani sąsiedzi” ugryźć, najpierw spoglądają na Waszyngton czy przypadkiem jakiś syjonista-neokonserwatysta, nie marszczy brwi.

Sytuację naszą obrazuje doskonale, pewna telewizyjna reklama piwa „Żubr”. Oto lis (Niemcy i Rosja) usiłuje upolować bezbronnego zajączka (Polska). Zajączek nie w ciemię a w przeciwległą część ciała bity, smyk w pobliże łba żubra (USA), skubiącego trawę. Zajączek wiedział że żubr zajęcy nie jada, więc przemógł strach i przycupnął blisko łba rogatej bestii. Lisy stanąwszy łeb w łeb z rogatym żubrem smyknęły w las. Wniosek jest taki - „warto posiedzieć przy Żubrze”. No więc my Polacy, by nie dać się „połknąć”, musimy udawać, że wierzymy w istnienie terroryzmu, prowadzić z nim walkę, traktować na serio różne idiotyczne z logiczne-go punktu widzenia opinie, no i dawać wojska a także kupować zdechły sprzęt itp. Ale możemy za to posiedzieć przy Żubrze.

Mamy do wyboru albo skapitulować przed Niemieckim dyktatem i stać się terenem niemiecko-rosyjskich geszeftów albo obronić to, co nam jeszcze zostało. Kaczyńscy najwidoczniej postanowili nie dać się Niemcom ani Rosji ale że jesteśmy na to za słabi, potrzebny był żubr - sojusznik z którym liczą się nasi wrogowie. No i mamy to co mamy.

Zatem pytam, czy ktoś zna inne wyjście w naszej sytuacji? „Na kolana” jak chce Kwach i jego towarzysze a także PO (choć o tym woli milczeć)? Niech będą „Bliźniacy” choć za wiele spraw, mam ochotę im nakopać, ale tak żeby ich nie zakopać, niech jeszcze rządzą.

Cezary Rozwadowski 15-06-2007

Komentarz:

Na pierwszy rzut oka wydaje się że wyżej opisany rozkład sił politycznych odzwierciedla rzeczywistość. Nie zapominaj-my jednak że przywódcy czy rządy wymienionych tutaj mocarstw, to tylko figuranci, natomiast wytyczne - tak jak kiedyś dla Rewolucji Francuskiej, Rewolucji bolszewickiej - tak i teraz, płyną z sanhedrynu - ukrytej tajnej władzy żydowskiej. Pomimo że przywódcy, a niekiedy większość ludzi w poszczególnych rządach ma korzenie żydowskie, to w gruncie rzeczy są tylko wiernymi wykonawcami decyzji sanhedrynu.

Uważnie przyglądając się prowadzonej obecnie polityce przez wyżej wymienione mocarstwa, dostrzec można zbieżność realizowanych celów. A tym celem jest kontrola nad światem, ale kontrola wyłącznie pod kątem nacyjnym. Chyba nikt nie powinien mieć wątpliwości jakiej nacji.

Ale tego nie dostrzega przeciętny człowiek, zajęty swoim życiem i zagubiony w natłoku różnych informacji, najczęściej preparowanych dla wprowadzenia go w błąd. Lecz problem staje się oczywisty, kiedy do jego świadomości dotrze informacja o pochodzeniu elit największego mocarstwa, ja-kim są Stany Zjednoczone. A informacji na ten temat nie brakuje, chociażby w internecie, nawet media amerykańskie często to eksponują, informując jakby to było normalne, że siłą decyzyjną w USA są „neokonserwatyści-syjoniści”, czyli po prostu nacjonaliści żydowscy, a jak niektórzy twierdzą wręcz żydowscy szowiniści. Przekładając to na normalny język to nie Amerykanie rządzą swym państwem, lecz Żydzi. Zresztą podobnie choć z różnym nasileniem, ma się sprawa z rządami innych ważnych państw jak Niemcy, Wielka Brytania czy Francja (Sarkozy).

Kto bywa w Niemczech, może łatwo zorientować się że rdzenna ludność niemiecka występując przeciw rządowi w obronie swych interesów narodowych, przez niemieckie media określane jako antysemickie bądź nazistowskie. Po prostu Niemcy protestują, buntują się przeciwko władzy, wymuszającej na nich tzw „poprawność polityczną” czyli przyzwolenie na krytykę nawet brutalną wszystkich i wszystkiego z wyjątkiem Żydów. Krytyka każdego innego obiektu nazywa się krytyką zaś krytyka Żydów, nawet bardzo wyważona i zasadna nazywa się antysemityzmem.

Podobnie sytuacja ma się w Polsce. Wszelkie oceny wygłaszane publicznie jeśli mają postać pochwał, odnoszą się do wszystkiego co jest w interesie żydostwa, natomiast jeśli mają postać oskarżania i opluwania, to dzielą się na krytykę tego co gojowskie oraz tego co żydowskie - to już anty-semityzm.

Jeśli piesek ugryzie Mośka (nawet nie żydka) to jest to akt zwierzęcego, bestialskiego antysemityzmu właściciela psa [przez znieważenie „świętego” imienia]. Jeśli innym razem autentyczny żydek - Mosiek ugryzie pieska, to jest to obrona własna (nawet jeśli żydek - Mosiek, napadł pieska w jego własnej budzie). Takiej optyki spraw Świata, nie pojmuje jednak większość goi, co rozzuchwala Żydów poza granice bezczelności.

A może warto by sprawdzić jakie pochodzenie narodowościowe ciąży na Angeli Merkel, Erice Steinbach - szefowej Związku Wypędzonych, czy na przewodniczącym Mniejszości Niemieckich w Polsce J. Krolu. I nie jest ważne kiedy, jak i gdzie sfałszowano ich rodowody, ważne że wszyscy ci „farbowani Niemcy” jednoczą swe wysiłki w realizacji interesów żydostwa. W Polsce mamy w takiej roli m.in. Michnika, mianującego siebie Polakiem, który też „wyłazi ze skóry” by interes Żydów, zawsze dominował nad narodowym interesem Polski. W Izraelu doceniają tych „niemców” i „polaków(pisane przez małe „n” i małe „p”). Oto ktoś z prominentnych Izraelitów stwierdził że, tylko Mojżesz zrobił więcej dla Izraelitów niż Michnik. Tacy właśnie mogą nazywsiebie „chczykami” „indianami” czy „aborygenami” ale rozpoznać ich prawdziwą narodowość możemy po zaciekłej obronie dobrego imienia żydostwa „nie wiadomo dlaczego nieustannie atakowanego”.

Unia Europejska założona przez żydomasonerię, nadal jest pod ich ścisłą kontrolą. Czy tak? Przypomnijmy sobie niedawny apel parlamentarzystów włoskich w UE o „przyłączenie Izraela do Unii Europejskiej” (XII.06). Następnie, od 6 września 2006 przy UE działa już stworzone „lobby pro-izraelskie” - a pamiętajmy że Izrael jeszcze nie jest stałym członkiem w UE, i co ciekawe, natychmiast do tego „lobbyprzystąpiło ponad 150 parlamentarzystów UE, [AHN w Jerozolimie]. Jak donosi „Ynet” w najbliższym czasie powstanie nowa organizacja przy UE: „Europejczycy Przyjaciele Izraela”. Pytam zatem co to wszystko znaczy? Można by przytaczać wiele wypowiedzi pierwszych założycieli obecnej Unii Europejskiej, świadczących o ich żydowskich korzeniach, ale zajęłoby to parę stron. Przytoczę tylko krótką wypowiedź, Żyda i masona, byłego ministra spraw zagranicznych USA, ujawniającego dalsze plany globalizacji Europy Wschodniej, które to dotyczą przede wszystkim Polski. Cytuję:

Trzecia Mitteleuropa ma na celu nową kompozycję Europy Środkowo-Wschodniej po wycofaniu się Sowietów. Za-daniem osiemdziesięciomilionowych Niemiec jest zająć ten obszar. Wszystkie środki są temu celowi poświęcone”.

(12 września 2005 r. – PRP)

Rosja? Kim jest Putin? Że jest byłym agentem KGB - wia-domo, natomiast co do jego pochodzenia narodowościowe-go, krążą różne wersje. Wydaje się że Putin, obawia się na-strojów nacjonalistycznych, co jest charakterystyczne dla ludzi służących żydostwu. Być może obawia się nowego marszałka Żukowa (który po śmierci Stalina zlikwidował w przeciągu 2 godzin cały aparat NKWD z Berią na czele). Armia rosyjska nie poddała się syjonistycznej zarazie demoralizacji, jak to zrobiło Wojsko Polskie. Między innymi dlatego, co roku w armii rosyjskiej, ginie w niewyjaśnionych okolicznościach kilku najwyższej rangą oficerów-nacjonalistów (patrz okręt podwodny „Kursk” i 13 najwyższej rangi oficerów floty). To nikt inny jak Putin zabronił wydobywania okrętu i uratowania załogi. Ale Putinowi wyraźnie zależało aby zginęli admirałowie a załoga była „niewielką” ceną. W ten sposób Putin w jakiś sposób przysłużył się sprawie żydowskiej, za co prezydent Bush wypłacił Rosji 10 miliardów dolarów „odszkodowania” za staranowanie „Kurska”, przez amerykańskie okręty podwodne.

Jeżeli nie jest tak jak piszę, to dlaczego biznesy żydowskie w Rosji funkcjonują świetnie. Skazanie Chodorkowskiego czy pogróżki Bierezowskiego pod adresem Putina [z Anglii] to działania pozorne, maskujące. Czy wyobrażacie sobie państwo, zmianę na stanowisku prezydenta Rosji, tak wielkiego mocarstwa z posłusznego ‘im’ Borysa Jelcyna na prawdziwego Rosjanina bez większego rejwachu żydowskiego na świecie? A po zmianie z Jelcyna na Putina media światowe, będące jak wiadomo w rękach żydowskich, milczały jak zaklęte. Zastanawiające dlaczego?

A Polska? Nie będę sięgał dalej przed 1989 r. Od tych lat w Polsce nieprzerwanie przy władzy są Żydzi, wszyscy Polacy powinni już to wreszcie zobaczyć bez podpowiadania. Nie rządziła u nas żadna „Solidarność”, ani „komuniści”, ani lewica, ani prawica, ani demokracja ani władza totalitarna - tylko Żydzi poprzebierani raz za takich drugi raz za innych. To Żydzi pod tymi sztandarami kierowali naszymi sprawami, oczywiście w swoim interesie. Tacy prezydenci jak Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski, a teraz Lech Kaczyński, są tylko wykonawcami wytycznych sanhedrynu, pomimo że są pochodzenia żydowskiego, ale byli i są tylko figurantami.

W takich układach jest tylko jedna możliwość, w którą część Polaków już wierzy - że zachowanie się wymienionych mocarstw, to tylko gra pozorów na przeczekanie, aż Polskę zapełnią Żydzi jako obywatele Polski, korzystając oczywiście z nowej „karty Polaka”, tak szczodrze prezentowanej przez Kaczyńskich. Następnie, kiedy unijna konstytucja wejdzie w życie i zacznie obowiązywać, a Polacy w większości, i to ci inteligentniejsi wyjadą zagranicę - wtedy sanhedryn, nakaże mocarstwom, uznać oficjalnie państwo Polskie za - Judeopolonię jako niezależne państwo żydowskie w Europie! I to jest ten upragniony cel światowego żydostwa, - jeśli chodzi o sprawę Polski - które z ukrycia sterowało tak USA, Niemcami Rosją i sztucznym tworem - Unią Europejską. - A Polska? A Polacy? To zależy już od samych Polaków na ile zrozumieją obecną sytuację i na ile będą aktywni w walce o swoją i przyszłych pokoleń - wolność!

(Tomasz Kalamon)

-------------------------------------------------------------------------------------------------

BEZKARNY RABUNEK

FINANSÓW PUBLICZNYCH W BIAŁY DZIEŃ

W procesie przemian własnościowych w Polsce dokonał się w "biały dzień bezkarny rabunek finansów publicznych", w którym obrabowano polskie społeczeństwo - ocenił euro-deputowany LPR Bogdan Pęk podczas przesłuchania przez sejmową komisję śledczą ds. banków.

Uważam, jako doświadczony poseł trzech uprzednich kadencji parlamentu polskiego, że przyszedł czas, jak sądzę czas ostateczny, na wyjaśnienie wielu procesów przekształceń własnościowych, jakie odbywały się w III Rzeczpospolitej - powiedział Pęk, który w latach 1993-1997 był szefem sejmowej komisji ds. przekształceń własnościowych.

Europoseł ma nadzieję, że komisja śledcza "rzuci sporo światła zarówno na mechanizm działania tych procesów jak i znajdzie osoby odpowiedzialne".

Jego zdaniem, prywatyzowany w Polsce majątek został sprzedany za sumę nie przekraczającą 10% jego wartości. Oznacza to, że skala rabunku polskiego społeczeństwa wynosiła kilkaset miliardów dolarów. To jest skala tego zagadnienia. Potęga ludzi, którym zależy, aby sprawy te nigdy nie zostały wyjaśnione, doprowadziła do tego, że nie udało się dotąd posunąć sprawy do przodu w celu jej wyjaśnienia i wyciągnięcia konstruktywnych wniosków na przyszłość, powiedział Pęk.

To b. minister finansów Marek Borowski ponosi odpowiedzialność za prywatyzację i wycenę Banku Śląskiego (BSK) - uznał podczas środowego (16.V.07) przesłuchania przez bankową komisję śledczą eurodeputowany LPR, Bogdan Pęk. Pęk dodał jednak, że Borowski "został zrobiony w konia przez tych dżentelmenów", czyli przez pozostałe osoby uczestniczące w ustalaniu ceny akcji BSK w publicznej subskrypcji.

Wcześniej Pęk mówił o spotkaniu trzech przedstawicieli Ministerstwa Finansów, M. Borowskiego, wiceministra Stefana Kawalca oraz dyrektora departamentu instytucji finansowych Sławomira Sikory i ówczesnego prezesa Giełdy Papierów Wartościowych Wiesława Rozłuckiego, podczas którego "krakowskim targiem" ustalono cenę sprzedaży akcji w publicznej subskrypcji. Cena ta wyniosła 500 tys. (starych złotych), a podczas pierwszego notowania cena debiutu była 13,5-krotnie wyższa (6 mln 750 tys. zł.). Pęk dodał - że Borowski podjął jednak potem działania "utrudniające dojście do prawdy".

Dalszą odpowiedzialnością obciążył m.in. Henryka Chmielaka, pełniącego w 1994 r., po dymisji Borowskiego, obowiązki kierownika resortu finansów. Wobec Chmielaka pojawiały się w 1994 r. zarzuty, że sprzedał na giełdzie część posiadanych przez Skarb Państwa akcji bez powiadamiania rynku o tej transakcji. Pęk zarzucił Chmielakowi, że doprowadził do załamania giełdy w marcu 1994. Pęk wspomniał o nieprawidłowościach w potwierdzaniu świadectw depozytowych, otrzymywanych przez osoby, które kupiły akcje, i które należało potwierdzić w biurze maklerskim przed złożeniem pierwszego zlecenia giełdowego.

Dom Maklerski Banku Śląskiego miał wówczas opóźnienia w potwierdzaniu świadectw, które jednak nie dotyczyły pracowników banku. Mogli oni sprzedać akcje podczas pierwszych notowań, gdy cena była najwyższa.

Zdaniem Pęka, istniała "lista Pęka", która powinna się nazywać "listą Kawalca". Stwierdził, że widział ją podczas spotkania z [nieżyjącym już] ówczesnym szefem Komisji Papierów Wartościowych Lesławem Pagą. Dokument zawierał listę akcjonariuszy i liczbę posiadanych akcji. Pęk stwierdził, że lista ta była tajna i nie uzyskała do niej dostępu nawet Najwyższa Izba Kontroli podczas kontroli prywatyzacji BSK. Zwrócił się do komisji, by tę sprawę poddano kontroli.

Zarzucił również przedstawicielom Skarbu Państwa oraz ówczesnemu prezesowi BSK Marianowi Rajczykowi działania na rzecz zaniżenia wartości księgowej banku, uznał również, że doradca prywatyzacyjny, Paribas, działał nieprofesjonalnie, zaś w umowie z tym bankiem miały znaleźć się nieprawidłowości. Zdaniem eurodeputowanego LPR Pęka, w przejęciu banków przez kapitał zagraniczny, rolę odegrała także polityka prowadzona przez Narodowy Bank Polski.

Negatywne aspekty działalności polskich banków przejętych przez inwestorów zagranicznych, nie byłyby możliwe bez współdziałania z NBP w zakresie prowadzonej polityki monetarnej i stóp procentowych oraz zapewnienia bezkarności przez organy ścigania i wymiar sprawiedliwości - powiedział B. Pęk, zeznając w środę przed bankową komisją śledczą. Europoseł uważa, że banki przejęte przez kapitał zagraniczny nie koncentrują się na udzielaniu kredytów gospodarczych, lecz na wykupie obligacji Skarbu Państwa. To - zdaniem Pęka - daje im "pewny interes bez ryzyka".

Polityka monetarna i stóp procentowych prowadzona przez NBP (PAP), która temu wszystkiemu towarzyszy, jest niesłychanie korzystna właśnie dla tych, którzy przejęli banki. Po co ryzykować, udzielając kredytów przedsiębiorcom, np. pod budowę autostrad, skoro lepiej i bezpiecznej wykupić określoną transzę obligacji Skarbu Państwa - mówił B. Pęk przed przerwą, podczas przesłuchania przez sejmową komisję śledczą ds. banków.

Pęk ocenił, że w Polsce i w Europie istnieje ogromne zainteresowane wpływami na rynku bankowym.

Poseł Artur Zawisza uważa, że środowa wypowiedź Pęka kieruje na podobne tropy, na które "byliśmy naprowadzeni, próbując analizować rozmowę b. premiera Józefa Oleksego z Aleksandrem Gudzowatym mówiącą o kosmopolitycznych gangach".

To są te słowa, których z całą pewnością użyto 14 września ubiegłego roku (rozmowa Oleksego z Gudzowatym - PAP), które wczoraj przez autora nie zostały potwierdzone, ale słowa są nagrane. Czy nie widzi pan zbieżności między tamtą analizą, a tym obrazem jaki wyłania się ze sprawy Banku Śląskiego? Czy urzędnicy państwa polskiego mogli być w porozumieniu, we współpracy ze środowiskami zainteresowanymi uzyskaniem pożytku z tak przeprowadzonej prywatyzacji? - zastanawiał się Zawisza.

Zdaniem Pęka, rozważania Zawiszy wskazują, że "było tak jak mówi, a nie odwrotnie".

Wydaje się, że tok rozumowania pana Zawiszy jest słuszny. Trudno założyć, że ci ludzie działali bezmyślnie, chaotycznie i bez sensu ekonomicznego, czy politycznego, tym bardziej, że proces ten przebiegał bardzo podobnie w całej Europie wschodniej - powiedział Pęk.

Eurodeputowany LPR, Bogdan Pęk, potwierdził podczas przesłuchania przez sejmową komisję śledczą ds. banków, że w czasie, gdy był szefem sejmowej komisji ds. przekształceń własnościowych, był zastraszany i szantażowany.

Były telefony i groźby wobec mnie i mojej rodziny. Ówczesny premier - Waldemar Pawlak sugerował, czy nie należałoby przydzielić mi ochrony - powiedział Pęk odpowiadając na pytanie przewodniczącego komisji Adama Hofmana (PiS). Poseł chciał wiedzieć, czy w czasie, gdy Pęk kierował komisją wywierane były na niego naciski.

Tak, oczywiście, tego typu działania miały miejsce i po-nosiłem konsekwencje osobiste. Zorganizowano potężną nagonkę medialną, przedstawiono mnie, jako człowieka nie-kompetentnego. Nawet po przeprowadzeniu kontroli przez NIK, nikt nigdy nie zwrócił mi honoru - mówił Pęk.

Dodał, że po wieczornej wizycie, w jednej z rozgłośni radiowych "kilku dżentelmenów w panterkach zbliżyło się do mnie i wycofali się dopiero, gdy wyjąłem pistolet". Dyskredytowano mnie za wszelką cenę - dodał. Po zakończeniu przesłuchania przewodniczący komisji Adam Hofman zwołał zamknięte posiedzenie. Komisja ma zdecydować czy przesłucha Pęka ponownie, lecz na zamkniętym posiedzeniu. Chodzi o ujawnienie przez Pęka nazwiska posła, który miał go m.in. ostrzegać przed zajmowaniem się sprawą prywatyzacji Banku Handlowego SA. Nasz Dziennik, 16 maja 2007

-------------------------------------------------------------------------------------------------

Wprawdzie artykuł ten pisany był parę lat temu, jednak ze względu na ważność omawianych tematów tyczących obecnych problemów Polski na linii Polska - Unia Europejska, wynikłych z przystąpienia do tego ‘zdradzieckiego’ układu, uważamy za bardzo ważne, by każdy Polak mógł się z nimi za-poznać, by przy następnym referendum czy głosowaniu wiedział - za czym i na kogo głosuje!

Prof. Jerzy R. Nowak

POLSKA A UNIA EUROPEJSKA

CZĘŚĆ III

5. Czy prawdą jest że polskie rolnictwo ciężko zapłaciło za dopuszczenie do zalewu dotowanej żywności z Unii? - Jest to niestety fakt niepodważalny. Zygmunt Królak pisał w książce pt. "Polska wobec wyzwań XXI wieku" (Warszawa 1999, s. 97-98), iż: "Saldo dodatnie obrotów artykułami rolno-spożywczymi, wynoszące w roku 1990 ok. 900 mln USD, przekształciło się w roku 1998 w saldo ujemne w wysokości 515 mln USD. Ustalona w roku 1991 w układzie stowarzyszeniowym z UE, nazywanym Układem Europejskim, zasada asymetrii dostępu do rynku z korzyścią dla strony polskiej, szczególnie w zakresie towarów rolnospożywczych, przekształciła się w swoje przeciwieństwo i działa na korzyść krajów Unii Europejskiej. Stąd jako słuszne należy uznać stwierdzenia zawarte w opracowaniu FAPA: 'Unia Europejska, będąc głównym partnerem handlowym Polski, stała się największym beneficjentem liberalizacji handlu wprowadzonej w 1990 r. Korzyści UE zostały wzmocnione postanowieniami Układu Europejskiego. W efekcie na formalnej asymetrii dostępu do rynku, zapisanej w Układzie, bardziej od Polski skorzystała Unia Europejska'. Do tej asymetrii na korzyść krajów UE dochodzi jeszcze fakt, że w Układzie Europejskim zawartym przez Polskę w roku 1991 zabrakło protokołu finansowego. Na podstawie takich protokołów finansowych, towarzyszących podobnym umowom stowarzyszeniowym z Irlandią, Hiszpanią, Portugalią i Grecją kraje te otrzymały olbrzymią pomoc finansową przeznaczoną w znacznym stopniu na wsparcie rolnictwa". Zachodni autorzy M. Smith i J. Reed pisali na łamach brytyjskiego "Financial Times" w czerwcu 2000 r., iż: "Subsydia wpłacane farmerom zachodnioeuropejskim, w ramach Wspólnej Polityki Rolnej (WPR) pozwalają im 'podcinać' niższymi ce-nami konkurentów zarówno na rynku krajowym, jak i na ryn-kach zagranicznych, wskutek czego Polska odnotowuje de-ficyt w handlu towarami rolnymi w wysokości pół miliarda dolarów. I nawet wtedy, kiedy UE nalega na zmodernizowa-nie polskiego rolnictwa, jednocześnie wstrzymuje przekaza-nie 150 mln dolarów pomocy technicznej, dlatego że rząd polski nie powołał do życia, w należyty sposób, potrzebnych w tym celu instytucji zarządzających. I wreszcie Bruksela naciska na Polskę, aby wprowadziła w pełni tzw. acquis communautaire w sferze rolnictwa - to znaczy dosłownie setki dyrektyw, z których wiele nie będzie ani tanich, ani politycznie łatwych do przyjęcia, i to jeszcze przed przystąpieniem do Unii. Bruksela nalega na to, mimo że jednocześnie dąży do odłożenia dostępu Polski do pełnych subsydiów WPR na okres aż 11 lat po przyjściu tego kraju do Unii. W uzasadnieniu swej postawy UE twierdzi, że Polska potrzebuje dogłębnej modernizacji swojego rolnictwa, zanim będzie mogła otrzymywać subsydia WPR. Ale nie tak właśnie UE zachowywała się w przeszłości. Grecja - ze swoim dużym i zacofanym rolnictwem - zaczęła otrzymywać subsydia w pełnym wymiarze niemal natychmiast po przystąpieniu do Unii w 1981 r". [cyt. z Forum z 25 czerwca 2000 r]. Dodajmy do tego, co przyznawano na łamach amerykańskiego tygodnika "Newsweek" w 1999 r.: "Europa nie wydaje się usatysfakcjonowana tym, iż jej nadwyżki w handlu żywnością z Polską są aż tak duże. W ubiegłym r., po załamaniu się gospodarki Rosji, Unia przejęła część polskiego eksportu żywności do tego kraju. Polacy nie przegrali konkurencji wolnorynkowej, lecz padli ofiarą poważnych subsydiów eksportowych UE" [cyt za Wprost z 26 grudnia 1999 r].

6. Czy prawdą jest, że UE niejednokrotnie stosowała nieuczciwe praktyki ograniczające eksport polskich produktów do Unii? - Było tak niejednokrotnie. Szeroko pisała o tym Ebieta Kawecka-Wyrzykowska w wydanej przez Polskie Wydawnictwo Ekonomiczne w 1999 r. książce "Polska w drodze do Unii Europejskiej". Według autorki, Unia Europejska nieraz zaskakiwała polskich dostawców, "wprowadzając praktycznie 'z dnia na dzień' nowe utrudnienia polskim eksporterom, zwłaszcza artykułów rolnych. Stosuje też dość arbitralne reguły w procedurach antydumpingowych". Zdaniem E. Kaweckiej-Wyrzykowskiej, zastosowane przez UE procedury, "a często ich brak (np. wprowadzanie ograniczeń importowych w piątek z datą obowiązywania od poniedziałku, co b. utrudniało dotarcie do eksportu 'w drodze') oraz nadmiernie restrykcyjne środki [np. zakaz importu mięsa i żywych zwierząt parzystokopytnych - pod pretekstem pryszczycy której, jak się później okazało, nie było w Polsce] nie miały często - zdaniem strony polskiej - dostatecznego uzasadnienia. Tworzyły one nieuzasadnione dolegliwości w eksporcie do Unii, i miały negatywny wpływ na polski eksport, a także na atmosferę wzajemnych stosunków. Ponadto posunięcia restrykcyjne Wspólnoty niwelowały nierzadko koncesje, jakie wcześniej zostały przyznane polskim dostawcom". W kwietniu 1993 r. doszło do szczególnie wymownego zademonstrowania hipokryzji polityki UE wobec Polski - tzw. wojny pryszczycowej. Komisja Europejska w oparciu, o fałszywe zarzuty o rzekomej pryszczycy w Europie Środkowej i Wschodniej wprowadziła zakaz importu na terytorium Dwunastki produktów chowu i zwierząt rzeźnych. Jak pisała E. Kawecka-Wyrzykowska, decyzja ta "szczególnie brzemienna w skutki zwłaszcza dla Polski, która eksportowała znaczne ilości bydła i owiec do WE (w tym czasie Polska była największym wśród tych krajów dostawcą młodego bydła opasowego i cieląt do WE), została podjęta bez jakichkolwiek konsultacji z krajami, których zakaz ten doty-czył. Wzbudziła tym większe zdziwienie, że w Polsce od 1972 r. nie stwierdzono pryszczycy i kraj był uznawany za wolny od tej choroby". W rezultacie postawienia przez EWG fałszywych zarzutów o rzekomej pryszczycy w Polsce kraj nasz stracił około 30-32 mln USD z tytułu niezrealizowane-go eksportu żywca (wg J.K. Bielecki: Zarzut pryszczycy był wybiegiem EWG, "Życie Warszawy", 16 lipca 1993 r.). Minister Bielecki publicznie stwierdził, że pryszczyca była tylko wybiegiem EWG, użytym w celu wypchnięcia Polski z rynku Wspólnoty (tamże). Warto w tym kontekście przytoczyć uwagi Jacka Saryusza-Wolskiego przed kilku laty pełnomocnika rządu do spraw integracji europejskiej oraz pomocy za-granicznej, skądinąd na ogół niezbyt skorego do eksponowania ciemniejszych stron w naszych stosunkach z EWG. W wywiadzie dla "Wprost" z 8 sierpnia 1993 r., Saryusz-Wolski mówił o wyraźnym nasilaniu się tendencji protekcjonistycznych w EWG, które doprowadzają do tego, że władze EWG "tylnymi drzwiami wprowadzają różne obostrzenia". I tak na przykład pod pretekstem występowania pryszczycy w Polsce wprowadzono wobec nas różne ukryte restrykcje handlowe, sprzeczne z art. 30 umowy przejściowej. Później EWG przyznała, że pryszczyca nie występuje na polskim terytorium, ale Polska poniosła w tym czasie znaczące straty. I nawet po różnych negocjacjach odblokowano tylko 70-80% polskiego eksportu cieląt i jagniąt. Duże straty polskiej stronie przyniosło też wprowadzenie przez EWG cen minimalnych na wiśnie sprzeczne z duchem wzajemnego układu.

7. Jak wielki jest stopień realizacji zobowiązań prywatyzacyjnych przez firmy zachodnie które kupiły sprywatyzowane zakłady w Polsce? - Szczególnie jaskrawym przykładem oszustw, stosowanych przez firmy zachodnie wobec Polaków jest nagminne łamanie oficjalnie podpisanych przez nie zobowiązań prywatyzacyjnych. Pisał o tym szerzej m.in. wspomniany już ekonomista Andrzej Karpiński, akcentując, że liczne firmy łamią zobowiązania zarówno co do inwestycji modernizacyjnych czy "utrzymania dotychczasowego profilu produkcji, jak i utrzymania przez pewien czas dotychczasowej załogi co powoduje przerzucanie kosztów zasiłków dla bezrobotnych na fundusze państwowe". Wszystko zaś to się dzieje przy braku właściwej reakcji ze strony naszych odpowiednich ministerstw. A. Karpiński zacytował m.in. oświadczenie Polskiego Lobby Przemysłowe-go w odniesieniu do przemysłu telekomunikacyjnego, głoszące iż: "Zawarte porozumienia z firmami, które opanowały rynek polski, stały się nic nieznaczącymi papierami. Praktycznie żadna z zagranicznych firm nie wywiązała się z zobowiązań. Dokumenty podpisane przez ministrów nie zawierają żadnych klauzul, pozwalających na dochodzenie strat poniesionych przez fabryki przemysłu teletechnicznego". A wszystko to jest bardzo niedobrym prognostykiem na przyszłość, dowodzącym jak bardzo instrumentalnie byliśmy i jesteśmy traktowani przez różne przedsiębiorstwa z Zachodu, o których interesy przedstawiciele UE zawsze gotowi są jednak się upominać (vide najświeższy casus Eureco), w odróżnieniu od naszych ministerstw. Nasz Dziennik

-------------------------------------------------------------------------------------------------

Feliks Dekański

ARCHIWUM MITROCHINA, CZYLI JAK KGB
UKSZTAŁTOWAŁO OBECNĄ SYTUACJĘ

Wasyl Mitrochin był archiwistą KGB, który miał nietypowe i równocześnie diabelsko niebezpieczne hobby. Robił mianowicie kopie najtajniejszych dokumentów KGB, wynosił je z archiwum do domu, wkładał w puste słoiki po ogórkach i zakopywał w ogródku koło swojej daczy.

W 1992 r., już jako emeryt, zgłosił się do ambasady USA w Moskwie z propozycją przekazania Amerykanom całego swojego gromadzonego przez lata archiwum. Niestety, Amerykanie [celowo] zlekceważyli byłego archiwistę i nie pod-jęli współpracy. Dużo więcej szczęścia miał Wasyl w ambasadzie brytyjskiej, gdzie koledzy Jamesa Bonda zainteresowali się jego propozycją i w zamian za przekazane kopie dokumentów pomogli Mitrochinowi i jego rodzinie wyemigrować do Anglii.

Brytyjski dziennikarz Christopher Andrew napisał na podstawie tych dokumentów książkę pt.: „Archiwum”, w której wyjaśnił wiele tajemnic dotyczących najnowszej historii krajów Europy, Afryki, Ameryki Południowej oraz Azji i Bliskiego Wschodu. Po II wojnie światowej Związek Radziecki zainwestował olbrzymie pieniądze oraz wysłał niewyobrażalne ilości wszelkiego rodzaju uzbrojenia do krajów Trzeciego Świata, w których powstały reżimy na wzór komunizmu. KGB szkoliła i wspierała komunistycznych terrorystów na całym świecie. Bez zahamowań sowieckie służby specjalne wykorzystywały w swojej działalności wyjątkową głupotę i naiwność - a może i przychylność, o której obie strony milczały - amerykańskich władz.

W niektórych krajach KGB osiągnęło niekwestionowane sukcesy jak np. infiltrowanie i manipulowanie demokratycznym rządem Indii. Popełniło jednakże również wiele niewybaczalnych błędów. Niektóre z nich były rezultatem arogancji oraz zadufania w sobie najwyższych władz KGB, które nie akceptowały krytyki. Bosowie KGB wierzyli we własną nieomylność, więc szeregowi agenci nie śmieli wspominać o niepowodzeniach i w swoich raportach tworzyli coraz bardziej wirtualny świat na podstawie zbyt optymistycznych i często fałszywych informacji. Jednym z największych błędów, jakie popełniły władze bolszewickie w oparciu o te dane, było zlekceważenie potęgi świata islamskiego. Również wynoszeni do władzy przez lokalne rewolucje dyktatorzy w krajach Trzeciego Świata stawali się coraz bardziej nieefektywni i znienawidzeni przez swoich obywateli. Afrykańscy kacykowie udawali tylko swoje przywiązanie do komunizmu i marksizmu, aby otrzymać więcej pieniędzy i broni od ZSRR. Największym nieszczęściem dla żydobolszewi było jednak zagrożenie ich dominacji w świecie przez komunistyczne Chiny, których to przez wiele lat wspierali.

Jak na ironię, patrząc na obecne wydarzenia w świecie, wygląda na to, że Stany Zjednoczone pod rządami Busha popełniają podobne błędy, jakie przed laty doprowadziły do osłabienia Związku Radzieckiego, np.:

- zlekceważenie potęgi muzułmańskiego świata;

- wspieranie rozwoju Chin, które stają się drugą superpotęgą w świecie;

- oparcie polityki USA o fałszywą ideologię neokonserwa-tyzmu stworzoną przez żydów-syjonistów, byłych trockistów (Perle, Wolfowitz, Frum, Kristol, Kagan, Podhoretz, Feith, Krauthammer, itd.), którzy byli głównymi autorami strategii tzw. wojny z terrorem;

- wprowadzanie “demokracji” na całym świecie, wbrew woli narodów, co przypomina sowiecką politykę wspierania rewolucji komunistycznych z pominięciem lokalnych warunków i tradycji;

- podejmowanie politycznych i wojskowych decyzji w o-parciu o niesprawdzone a często świadomie sfałszowane informacje (jak np. w przypadku środków masowego rażenia w Iraku).

Wprawdzie archiwum Mitrochina dotyczy wydarzeń sprzed roku 1984 jednakże jest nadal bardzo pomocne w zrozumieniu wielu spraw, które dzieją się obecnie. Swego rodzaju paradoksem jest fakt, że obecnie w Ameryce Południowej, penetrowanej kiedyś przez agentów KGB, którzy prowokowali lokalne rewolucje, obecnie do władzy dochodzą w drodze demokratycznych wyborów tacy narodowi przywódcy o populistycznym i antyjankesowskim nastawieniu jak np. Hugo Chavez w Wenezueli.

Chiny, nadal rządzone przez narodowy komunizm, zaczynają dominować w światowej gospodarce. Indie, infiltrowane kiedyś przez sowieckie służby specjalne, stają się krajem o zaawansowanej technologii z młodym i coraz lepiej wykształconym społeczeństwem.

Również Rosja, rządzona przez byłego wysokiej rangi oficera KGB Putina, odradza się i nawiązuje sojusze z Chinami, Indiami, światem muzułmańskim oraz z populistycznymi przywódcami krajów Ameryki Południowej.

Dla mnie jako byłego działacza lokalnej Solidarności, który wyemigrował z Polski do USA, szczególnie interesujące były te dokumenty z archiwum Mitrochina, które dotyczyły Polski. Niektóre z nich mogą być pomocne w zrozumieniu procesu pokojowej transformacji ustrojowej, która rozpoczęła się w 1989 roku. W wyniku rozmów “okrągłego stołu” w Magdalence [żydo]komuniści podzielili się władzą ze starannie dobranymi i przygotowanymi przez służby specjalne byłymi działaczami Solidarności. Dla wielu Polaków nie było zaskoczeniem, że większość z nich miała żydowskie pochodzenie.

Z dokumentów Mitrochina wynika, że w latach 1981-1984 KGB interesowało się niektórymi działaczami „S” i przeprowadzało z nimi rozmowy przygotowawcze. W tym samym czasie tysiące patriotycznie nastawionych działaczy Solidarności o polskim pochodzeniu wyemigrowało na Zachód do-browolnie lub pod presją władz. Tacy komunistyczni dysydenci jak Kuroń, Michnik, Lipiński, itd. urodzili się w rodzinach żydowskich komunistów, którzy po II wojnie światowej pomogli Stalinowi zakuć Polskę w bolszewickie kajdany. Ponieważ większość polskich przedwojennych elit politycznych i intelektualnych została wymordowana, zarówno przez nazistów a przede wszystkim żydokomunistów, bądź wyjechała na Zachód natomiast ci, którzy ocaleli i pozostali w kraju, nie akceptowali komunizmu, lepiej lub mniej wykształceni komuniści żydowskiego pochodzenia objęli w większości kluczowe stanowiska w polityce, gospodarce, finansach, kulturze, mediach itp., nie mówiąc już o bezpiece, wywiadzie i służbach dyplomatycznych. Ponieważ Polska była krajem katolickim, KGB dla zapewnienia sobie kontroli nad intelektualnym życiem Kościoła, zgodziła się udzielić koncesji niektórym wydawcom i organizacjom katolickim, które zarządzane były przez lewicowych działaczy katolickich po-chodzenia żydowskiego jak Turowicz lub Mazowiecki. Ich również zaproszono do Magdalenki, gdzie wzięli udział w rozmowach “okrągłego stołu” razem ze swoimi liberalnymi pobratymcami. Tadeusz Mazowiecki, został nawet pierwszym po wojnie niekomunistycznym... premierem rządu polskiego.

Porozumienie w Magdalence umożliwiło byłym aktywistom partyjnym przekształcić się w pokojowy sposób w kapitalistów, którzy teraz przepoczwarzają się w liberałów.

Niestety, pechowo dla Polski cały ten proces przyjął zły kurs, ponieważ był kontrolowany przez komunistycznych funkcjonariuszy służb specjalnych Tak zwana prywatyzacja w Polsce uruchoma na niespotykaną skalę rozkradanie majątku narodowego, wyprzedaż banków i przedsiębiorstw za-granicznym instytucjom i osobom prywatnym za niewielki procent ich wartości (co zostało świetnie przeanalizowane przez prof. Poznańskiego), na niespotykaną skalę łapówkarstwo, itp.

Uczciwi urzędnicy państwowi, którzy mogli ujawnić tzw. przekręty musieli żyć w strachu o swoje bezpieczeństwo. Śmierć komendanta Papały lub “wypadki”, jakie spotkały świadków np. w sprawie FOZ-u świadczą o tym, że ośrodki, które brały udział w tych aferach nie cofały się przed niczym dla utrzymania swych zdobyczy.

Innym przykładem solidarności wspomnianych sił mogło być również obalenie rządu premiera Olszewskiego. Obecnie rząd premiera Kaczyńskiego próbuje oczyścić sytuację, ujawnić archiwa IPN oraz usunąć ze stanowisk tych oficjeli którzy współpracowali ze służbami specjalnymi. Widzimy jednak jaką wściekłą reakcję budzi to wśród sojuszników tych sił. W atakach propagandowych na rząd Kaczyńskiego [szczególnie na ministrów R. Giertycha i A. Leppera] biorą udział nie tylko polskie, ale przede wszystkim światowe liberalne media, kontrolowane przez finansjerę żydowską, które oskarżają władze polskie o ksenofobię, antysemityzm, nacjonalizm a nawet o faszyzm.

Archiwum Mitrochina pomaga również zrozumieć skąd wzięła się bezprecedensowa kampania propagandowa przeciwko Polsce, jaką organizują różne żydowskie ekstremistyczne koła. Różne publikacje oskarżają Polaków o współu-dział z nazistami w zorganizowaniu Holocaustu na ziemiach polskich. Nasilenie zniesławiania Polski nastąpiło w związku ze sprawami pogromów w Jedwabnem i Kielcach. W ślad za oskarżaniem Polski w światowych mediach nastąpiła akcja organizacji żydowskich domagających się odszkodowań od Polski w wysokości USD 65 miliardów oraz dodatkowo 1 mld EURO za przedwojenne obligacje rządowe, które na-leżały (rzekomo) do “ofiar Holocaustu”. Ich adwokat ostrze-gał Polskę, że to dopiero początek tych roszczeń.

W rzeczywistości antypolska akcja propagandowa przygotowywana była od wielu lat. Według jednego z dokumen-tów Archiwum Mitrochina, 12 lutego 1972 r. kilku agentów KGB włamało się do paryskiego biura Światowego Kongre-su Żydów. Wśród wielu skradzionych dokumentów znaleziono kilka, które dotyczyły finansowania antypolskich akcji przez Światowy Kongres Żydów, takich jak publikowanie artykułów i książek zniesławiających Polskę. Przypomnijmy tylko dwóch znanych autorów jak Janusz Kosiński i Jan T. Gross. Nowy Jork – 20 czerwca 2007 r.

-------------------------------------------------------------------------------------------------

SPRAWA JANA KOBYLAŃSKIEGO

- IPN WYCOFUJE SIĘ Z OSKARŻEŃ

Ponad rok temu zgodnym głosem różne media w Polsce objawiły nam straszliwą prawdę: oto Jan Kobylański, znany działacz polonijny z Urugwaju, przewodniczący Unii Stowa-rzyszeń i Organizacji Polskich Ameryki Łacińskiej USOPAŁ, ma potworną zbrodnię na sumieniu! W czasie niemieckiej okupacji, jakoby wydał rodzinę żydowską w ręce Gestapo, skazując ją na pewną śmierć. Niejako, tylko przy okazji ujawniano, że ma on zdecydowanie narodowe poglądy. Czyli nie jest „nasz(nie chce włączyć się do rządzącego w Polsce układu), co więcej - jest ofiarnym sponsorem Radia Maryja i TV Trwam. W ten sposób, media ukształtowały „typową” sylwetkę mrocznej postaci, stanowiącej zaplecze finansowe i moralne katolickich mediów.

Moralnemu zohydzeniu Kobylańskiego miały służyć typowe tytuły prasowej nagonki, z których takie, jak: „Tajemnice Jana Kobylańskiego”, „Mroczne strony milionera”, „Tak działali szmalcownicy”, „Podwójne życie Don Juana” - należały do najłagodniejszych. „Gazeta Wyborcza” jeden z tekstów zatytułowała: „Zbrodniarz sponsorem Ojca Rydzyka?” i nazwała go „chorobliwym antysemitą”, co w jej świecie jest gorsze, niż całkowite wymazanie człowieka z pamięci. Świadczy to też o tym, że „GW” jest zdrowa, przynajmniej pod tym względem, bo przecież na żadne - ale to żadne fobie nie cierpi, a to, co ktoś mógłby sobie pomyśleć na podstawie jej linii programowej i dorobku kilkunastu lat jej jednostronnej, nachalnej publicystyki jest oczywiście wyłącznie czczym wymysłem i niczym więcej. Bo jakże, organ Adama Michnika mógłby nie być zdrowy?

„Nazista, komunista, szpieg i prowokator”

Przytaczano jakieś „notatki” tajnych służb urugwajskich (niepodpisane), z których miało wynikać, że Jan Kobylański jest: „niebezpiecznym agentem, prowokatorem i szpiegiem sowieckim”. Skala zarzutów zaczęła się więc rozszerzać do monstrualnych rozmiarów - już nie tylko kolaborant niemiecki i „nazista”, ale jeszcze komunista i sowiecki szpieg. Siła złego na jednego. W strasznych barwach odmalowała go na łamach „RZ” Dorota Wysocka-Sznepf, prezenterka telewizyjnych Wiadomości, żona Ryszarda Sznepfa, który był ambasadorem RP w Urugwaju i zostawił po sobie najgorszą opinię wśród tamtejszej Polonii. Sznepf jest obecnie ministrem stanu ds. Zagranicznych w Kancelarii Premiera. Jak dla syna oficera stalinowskiej Informacji Wojskowej jest to szczególne miejsce. Jerzy Morawski z „RZ” wymyślił rzecz bardzo karkołomną: Jan Kobylański prowadził szmalcowniczy interes na tak wielką skalę, że aż zaczął go ścigać AK-owski wymiar sprawiedliwości. W związku z tym Kobylański miał jakoby wykonać „ucieczkę do przodu” - mianowicie „dać się wywieźć do obozu koncentracyjnego”. Tego było już za dużo nawet dla Władysława Bartoszewskiego, który jako były więzień Auschwitz powiedział: „To za ciężki „kacet”, by dać się tam dobrowolnie umieścić”. Nie raziło to jednak w tak szczegółowych dociekaniach dziennikarza „RZ”, który już wcześniej dał się poznać jako „obiektywny inaczejtropiciel wszelkiego zła w Radio Maryja. Do nagonki włączył się Instytut Pamięci Narodowej, której (były) szef pionu śledczego (Witold Kulesza) oświadczył publicznie że będzie ścigał szmalcownika i ustali wszystko ponad wszelką wątpliwość trzeba na to tylko trochę czasu. Kwestionowano wszystko - fakt pobytu Jana Kobylańskiego w hitlerowskich obozach koncentracyjnych, sugerowano, że jego majątek pochodzi z przestępstw aż wreszcie, że on to nie on, bo posługuje się rzekomo fałszywą tożsamością. SLD-owski minister sprawiedliwości Andrzej Kalwas zapowiedział, że jak tylko zostaną zgromadzone dowody (co miało nastąpić szybko, bo jego wina uznawana była za przesądzoną), to Polska wystąpi o jego ekstradycję do władz Urugwaju - pod zarzutem ludobójstwa! Prezes IPN prof. Leon Kieres i jego za-stępca prof. Witold Kulesza nie mieli wtedy żadnych skru-pułów by przyłączyć się do nie wyrafinowanych medialnych ataków na Jana Kobylańskiego. Pierwszy z nich obwieścił w Wiadomościach TV, że „istnieją dowody wskazujące na to, że Kobylański był szmalcownikiem”. Wiadomość nagrano z jakimiś aktami sądowymi w tle, co mogło sugerować, że to są właśnie te dowody. Podobnie nie uchylił się od tak kategorycznych stwierdzeń prof. Kulesza.

Minęło ponad rok i oto 20 kwietnia (2006), wiceprezes i szef pionu śledczego IPN prof. Witold Kulesza oświadcza publicznie, że „dotychczas nie znaleziono dowodów, by prezes Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich w Ameryce Łacińskiej Jan Kobylański istotnie zadenuncjował w czasie wojny Niemcom małżeństwo Żydów. Nadal trwają czynności sprawdzające IPN wobec tego polonijnego biznesmena z Urugwaju, uchodzącego za sponsora radia Maryja”.

No więc, dowody przecież były, co się z nimi stało? I dlaczego wysoki funkcjonariusz państwowy tak kategorycznie zmienia zdanie w ciągu zaledwie roku? Na ogół jest tak, że w ciągu roku dowody mogą się pojawić, choć wcześniej nie były znane. Ale odwrotnie? To wszystko jest nienormalne. Jak widać, zmieniła się koniunktura i obrotowi uczeni zachowują się jak chorągiewki na wietrze. Ta sprawa ma jednak wymiar szczególny - prof. Kulesza jest funkcjonariuszem państwowym i reprezentuje instytucję, która powinna być szczególnie czuła na ludzką krzywdę. Jeśli nie potrafi być obiektywny - a ta sprawa pokazuje, że nie, bo przecież w ciągu minionego roku rzekome „dowody” nie rozpłynęły się we mgle - to powinien znaleźć sobie miejsce gdzie indziej.

W nagonce na Jana Kobylańskiego brały udział liczne media - zarówno państwowe, jak i prywatne. Rozpływały się nad doniosłością „ustaleń” i całą rzecz przedstawiały jako całkowicie przesądzoną. W tej sprawie nie obowiązywała ustawa o ochronie danych osobowych, domniemanie niewinności, nie było tolerancji i zabrakło zwykłej, wydawałoby się oczywistej przyzwoitości. Niewątpliwie wyrządzono ogromną krzywdę człowiekowi, który nie bardzo miał gdzie i jak się bronić, trudno bowiem udowodnić, że nie jest się wielbłądem. Tym bardziej teraz należą mu się co najmniej przeprosiny - publiczne i jednoznaczne. Ale cóż, Jan Kobylański nie jest przecież „nasz”, a z takimi, wiadomo, wolno praktycznie wszystko. Co więcej, nie doczekaliśmy się nie tylko przeprosin, ale nawet zwyczajnych informacji, przytoczonych w tych mediach za Polską Agencją Prasową.

Świadczy to o brudnej grze, jaką podjęto wobec polonijnego działacza. Sprawa rykoszetem (świadomie i celowo) godziła w Radio Maryja. Bo skoro „zbrodniarz” daje na nie pieniądze, to i treści tam propagowane są też niewątpliwie „zbrodnicze”. A skoro tak to należy takie media zamknąć [do czego zresztą wezwał publicznie Marek Edelman]. Rzecz jednak nie wyszła i pozostał wstyd. Tylko czy ci, którzy brali w tym udział, znają takie pojęcie? Nic na to nie wskazuje.

Łukasz Reda (polskiejutro.com) -15 maja 2006 r.

-------------------------------------------------------------------------------------------------

PRZYMIERZE NOWOCZESNEJ TEOLOGII Z

FILOZOFIĄ KU OBALENIU RELIGII CHRYSTUSOWEJ

CZĘŚĆ III

Zamiarem naszym nigdy nie było otwarcie i wprost występować przeciwko powadze Kościoła. Otwarty rokosz przeciwko Kościołowi był wielkim błędem dotychczasowych jego przeciwników. My w zupełnie odmienny sposób operować będziemy. Nie lękajcie się o to, że doprowadzi się nas do poddania się: posłuszeństwo jest cnotą właściwą tylko słabym umysłom. Jeżeliby Kościół powstał przeciwko nam, to użyjemy środków które nieuniknioną jego zgubę sprowadzić muszą. Lecz i pod tym względem zmierzać będziemy trojaką drogą.

1) Najprostszym środkiem udaremniania wszelkich ataków Rzymu będzie powoływanie się na słynną różnicę "quaestio juris et facti". Z tym orężem nie umiano się dotychczas obchodzić. Z pomocą qaestio juris et facti" przyprawiamy Kościół Rzymski o zupełną niemoc, nie ścią-gając na samych siebie zarzutu odstępstwa. Gromy Kościoła przeciwko nam miotane nie dotkną nas. Z najzupełniejszym spokojem przyznawać mu będziemy prawo wyklinania nas, a wszakże klątwom poddawać się nie będziemy. Opór nasz będzie wyraźny, a pomimo to Kościół nie będzie mógł nazwać nas opornymi. W najuroczystszych wyrazach i formach głosić będziemy, że Kościół posiada prawo i obowiązek karcenia błędu; jeżeli zaś tego prawa przeciwko nam użyje, z pokorą oświadczymy, że nagana i kara nie do nas się stosują, gdyż Kościół nie zrozumiał słów naszych.

To nam wystarczy. Taką drogą postępując, odrzucimy nawet Objawienie, jeżeli się tego okaże potrzeba, nie pozbywając się nazwy katolików. Pomimo wszelkich uchwał władz kościelnych będziemy mogli szerzyć nasze pojęcia w zupełnym spokoju i bezpieczeństwie do chwili kiedy subiektywizm zasiądzie na tronie życia moralnego i dzieło przez nas przygotowane do pomyślnego końca doprowadzi.

2) Jednak nie poprzestajemy na wyżej podanym środku. Nie od dzisiaj pracujemy nad wykorzenieniem wiary w nie-omylność papieską, do której taką wagę przywiązywały ciemnota i barbarzyństwo ubiegłych wieków. Od dawna wszelkich usiłowań dokładaliśmy ku rozszerzeniu przekonania że można pozostać katolikiem odrzucając wiarę Kościoła i będąc w wyraźnej sprzeczności ze Stolicą Apostolską.

Powoływać się będziemy np. na Kościół gallikański, który na jednym ze swoich zgromadzeń podobne zasady publicznie wygłosił, co nam wybornie się nadaje, bo możemy się nimi zasłaniać - i nikt nie będzie mógł robić zarzutu kacerstwa. Przeciwko powszechnej zgodzie wszystkich innych Kościołów świata: hiszpańskiego, włoskiego, belgijskiego, polskiego, niemieckiego - powoływać się będziemy na biskupów francuskich, których nauki pobożności i znajomości historii Kościoła, nie będziemy się mogli dosyć nawysławiać. Z pomocą pochlebstw uda nam się tego i owego biskupa zaślepić. Zyskani w ten sposób sprzymierzcy staną się w rękach naszych narzędziami do obalenia po-wagi papieskiej.

Dopiąwszy tego za pomocą uwiedzionych biskupów, zwrócimy się następnie przeciwko nim samym. A nasi sprzymierzeńcy mogą sobie rzucać gromy na nas w swoich odezwach i listach pasterskich: to wszystko, najmniejszej szkody już nam nie przyniesie. Gdyż na tym, szanowni panowie, największa sztuka polega, aby przez czas niejaki, zręcznie wyzyskiwać tych, którzy mogą nam być pomocni, a następnie, skoro zaczynają przeszkadzać, umieć łatwo się ich pozbyć.

Lecz nie na tym koniec. Pozostaje jeszcze jeden środek, który na zawsze bezpieczeństwo i bezkarność nam zapewni - sobór powszechny. Sobór powszechny! Wołacie z przerażeniem? Tak panowie "filozofowie". Właśnie sobór powszechny, ani mniej, ani więcej. Jeżeli inne drogi będą przed nami zamknięte, nie tylko bez obawy, lecz z największą ufnością odwołamy się do niego. Żadne niebezpieczeństwo z tej strony nam nie zagraża. Gdyż jeżeli papież niższy jest od soboru, jak tego naucza "zdrowa teologia", to możemy i powinniśmy od wyroków Rzymu odwoływać się do wyroków soboru. Powiadacie nam że do-staniemy się wtedy z deszczu pod rynnę. Panowie "filozofowie", przenikliwość wasza pod tym względem niedaleko sięga. Każdemu wiadomo, że sobór powszechny nie tak ła-wo przychodzi do skutku. I to już jeden bardzo ważny po-wód naszej apelacji do soboru. Tym sposobem, najpierw wygrywamy w czasie, rzeczy wielce kosztownej, a po wtóre sprawę stawiamy na tym punkcie, że tymczasem nie będzie dla nas w Kościele widzialnego i stałego sędziego, który by stanowczo o nas mógł wyrokować.

Otóż wystawiamy najpierw "teologiczne" warunki prawomocności soboru i jego uchwał. Wszyscy biskupi muszą w nim wziąć udział. Bez zupełnej jednomyślności albo raczej bez moralnej jednomyślności (termin "moralna jednomyślność" lepiej odpowiada celowi, jako nieokreślony) nie może być mowy o "prawomocnych" postanowieniach soboru. Im więcej zaś będzie głosujących, tym większa prawdo-podobnie różnica zdań. Przypuszczając nawet, co najmniej jest prawdopodobne, że wszyscy zabiorą głos przeciwko nam, to wtedy wystąpimy z następującą argumentacją: że nauki i opinie starszych i znakomitszych Kościołów mają pierwszeństwo przed twierdzeniami wszystkich innych Kościołów, że zdarza się niekiedy, iż prawdę przechowuje mniejszość, kiedy tymczasem większość obstaje za błędem, że w każdej uchwale powszechnej zbadać należy wewnętrzną wagę dowodów, a przede wszystkim, że po-trzeba pilnie rozważyć wartość i znaczenie każdego conka soboru. Argumenty powyższe można porównać do wałów, murów i wysuniętych naprzód fortyfikacji, które nawet wobec powszechnego soboru - pozycję naszą czynią nie-możliwą do zdobycia. Oprócz tego na rozmaitych innych drogach możemy stawiać skuteczny opór. I tak jeżeliby nas wy-rugowano z warowni, co jest prawie niemożliwe, to oświadczymy krótko i stanowczo, że przecież biskupi nie są pana-mi Kościoła, że i pozostałe duchowieństwo ma swoje prawa z Bożego ustanowienia, że i jemu przysługuje prawo świadczenia o wierze Kościoła, że i świeccy ludzie są świadkami tradycji a w końcu że prawomocność soboru zależy od zgody i przychylenia się wiernych.

I czy po tym wszystkim, co wyłożyliśmy wam, dostojni "filozofowie", mamy się jeszcze czego obawiać ze strony Kościoła? A choćby nas zaczepił, to zobaczycie dopiero, jaki triumfem okryje się nasza sprawa.

Całe więc nasze rozumowanie można ująć w następującą formułę: Prawiąc o Kościele, soborach, życiu kościelnym, moralności, pierwotnych prawach biskupów, Bożym ustanowieniu proboszczów, tradycji, historii Kościoła, Piśmie Świętym, pozbędziemy się w końcu i Pisma Święte-go i historii Kościoła, tradycji i proboszczów, biskupów i papieży, życia kościelnego i moralności, soborów i samego Kościoła".

"Filozofowie", zawsze miłością prawdy odznaczający się, nie mogli oprzeć się, przekonywającym dowodom "teologów". Z pokorą więc wyznali, że wszystkie ich pisma i za-biegi nie doprowadziłyby do niczego, gdyby "teologowie" nie wsparli ich umiejętną pomocą. Czynili nawet sobie wyrzuty że tak późno przejrzeli prawdę, i aby nieudolność dotychczasową choć w części wynagrodzić, w sposób uroczysty zobowiązali się popierać i rozszerzać wszystkimi środkami "zdrową i postępową teologię".

"Właśnie tego pragniemy, odrzekł przywódca "teologów", na nowo zabierając głos, aby wyłożyć, jak należy zapewnić owoce kampanii. Gdyż jeżeli my, teologowie, z wielkim mozołem i niebezpieczeństwem do tego doprowadzimy że sami katolicy z soboru naigrawać się będą, to już wtedy zosta-nie odniesione stanowcze zwycięstwo. Ze zwycięstwa tego trzeba wszakże pospiesznie wszelkie pożytki wyciągnąć, obawiać się bowiem należy, aby w przeciwnym razie nie wymknęło się z rąk naszych.

-------------------------------------------------------------------------------------------------

Henry Makow – (tłumaczył Stanisław Sas)

TOLERANCJA

Od paru wieków kręgi masońsko-bankierskie, które sprawują kontrolę nad zachodnim społeczeństwem i jego kulturą lansują “tolerancję”. Zapytajmy dlaczego?

Protokoły Mędrców Syjonu przedstawiane są nieustannie jako “fałszywka”. Tymczasem, mówi się w nich wyraźnie o atakowaniu czterech podstawowych filarów naszej ludzkiej identyfikacji, jakimi są rasa, religia, rodzina i naród. W jaki sposób je podważyć? I tu wypada przypomnieć, że spisywane były one ponad 100 lat temu! A więc obecne wydarzenia, jakich doznajemy na codzień - czyż nie są realizacją tychże protokołów?

Oczywiście, że frontalny atak na nie mógłby sprowokować duchowy opór. Zamiast tego lansuje się “tolerancję”, która ma zniszczyć te kolektywne siły poprzez zacieranie różnic między nimi. W rezultacie mamy więc: ruch ekumeniczny w Kościele, lansowanie mieszania ras, czy wreszcie regionalizm w narodowych państwach (EU, NAU). Rodzinę rozwala się poprzez zacieranie się różnic pomiędzy płciami. Trudno się dziwić, że w takiej sytuacji kręgi masońsko-bankierskie uznały narody chrześcijańskie i muzułmańskie jako swoich głównych wrogów.

Tolerancję stosuje się u nas selektywnie. Toleruje się wszystko co podważa wspomniane podstawy społeczeństwa ale równocześnie lansuje się “zero tolerancji” w stosunku do wszystkich działań które próbują się przeciwstawiać tej destrukcji. Np. toleruje się czarnych raperów, którzy znieważa-ją w swoich utworach kobiety i w tym samym czasie zwalnia się z pracy Don Imusa za jego uwagi na temat afroamery-kańskich zawodniczek.

Zero tolerancji dla białych chrześcijańskich heteroseksu-alistów, a aktywiści gejowscy mogą spiskować przeciwko społeczeństwu, które kieruje się heteroseksualnymi norma-mi moralnymi, przykład - Unia Europejska potępia Polskę za “homofobię” w związku z zakazem promowania homosek-sualizmu w szkołach.

Rosyjski oligarcha Żyd Borys Bierezowski może na emigracji w Londynie organizować spisek w celu obalenia Pu-tina oraz wykorzystywać czeczeńskich terrorystów aby zabijać rosyjskie dzieci np. w Biesłanie, ale każdy muzułmanin podejrzany o terroryzm może być torturowany lub nawet zabity. Amerykańscy syjoniści mogli sprowokować straszną wojnę w Iraku i to jest tolerowane, ale w Unii Europejskiej za nielegalne uznaje się każdą próbę wyjaśniania wątpliwości związanych z Holokaustem, aby przypadkiem nie uznać syjonistów za współwinnych.

Tolerancja i prawa człowieka to dwulicowa mowa zwolenników światowego rządu o której pisał kiedyś Orwell. W ta-kim świecie toleruje się homoseksualistów a zwalcza heteroseksualistów. W świecie rządzonym przez jeden rząd, w którym obowiązywać będzie jedna religia i gdzie będzie jedna rasa musi być również jedna płeć (by były spełnione plany szatana).

Tworzy się homoseksualny świat, w którym zaciera się różnice pomiędzy tym co żeńskie a co męskie. W 1973 r. Amerykańskie Stowarzyszenie Psychologiczne sponsorowane przez Fundacje Rockefellera wykreśliło definicje homoseksualizmu jako dewiacji i uznało go za normalny wy-bór stylu życia. Na internecie Fundacja Rockefellera ma ok. 500,000 linków, co pokazuje jak łatwo za pieniądze bankierów można kupić różnych “naukowców” i “ekspertów”. Niektórzy niezależni psycholodzy protestowali przeciwko wspomnianej definicji. Np. Ray Johnson napisał, że ASP zostało podporządkowane politycznym aktywistom, którzy nie dbają o naukę lub demokrację.

Od lat 70-tych ASP zaangażowało się w promowanie nie-ograniczonej aborcji (włączając w to aborcje, u nieletnich matek bez obowiązku informowania rodziców), homoseksualizmu oraz walkę z dyskryminacją płci rasy lub grupy etnicznej. ASP zajmuje się lobbingiem na rzecz homoseksualistów, których uznaje za “chronioną mniejszość”. Propaganda syjonistyczna atakuje stany, które mają ustawodawstwo antygejowskie.

ASP popiera programy szkolne, które walczą z homo-fobią oraz lansują ideę młodzieży biseksualnej lub gejowskiej i lesbijskiej a w ostateczności tzw. Prehomoseksualne dzieci.

Czy to dla Was brzmi jak “tolerancja? ASP jest przeciwne prowadzeniu terapii konwersji homoseksualistów w hetero-seksualistów, ponieważ oznaczałoby to że homoseksualizm jest czymś niewłaściwym. W 1979 r. dwaj psychoterapeuci Masters i Johnson opublikowali wyniki swoich badań, z któ-rych wynikało, że pewna grupa homoseksualistów niezadowolonych ze swojej sytuacji, którzy poddali się terapii, prze-kształcili się w zadowolonych heteroseksualistów. ASP natychmiast przeprowadziło atak na wyniki tych badań podwa-żając zastosowaną metodologię i kwestionując, czy byli to rzeczywiście homoseksualiści. W ten sposób skończyła się kariera naukowa obydwu amerykańskich psychologów. Tylko w takim syjono-komunistyczno-masońskim systemie nauka może być uzależniona od polityki. (www.savethemales.com)

-------------------------------------------------------------------------------------------------

NOWA ZIMNA WOJNA?

Berliner Zeitung 18 kwietnia twierdzi, że Niemcy i pięć innych państw nie popierają „tarczy” i że sprawą sporną jest czy „tarcza” jest w stanie chronić całą Europę czy też pogorszy jej zagrożenie.

Amerykański specjalista, przy rządzie prezydenta B. Clintona, Philip Coyle, powiedział, że gdyby Rosja instalowała swoją „tarczę” w Kanadzie lub na Kubie, Waszyngton by reagował tak jak Moskwa to czyni w sprawie „tarczy” w Polsce.

Okazuje się, że Polska zgadza się oddać pod bazy amerykańskie około 3,000 hektarów z załogą ponad 2,000 żołnierzy amerykańskich - specjalistów od wyrzutni pocisków. Polska ponosi potencjalne ryzyko, użycia - przeciwko tym dziesięciu wyrzutniom rozrzuconym po całej Polsce - rosyjskich i chińskich broni nuklearnych. Ogromna większość Po-laków nie zgadza się na to zagrożenie, ale rząd w Warszawie jest posłuszny Waszyngtonowi. Niemcy, Austriacy jak i innych parę państw w Europie nie chcą takiego ryzyka po-nosić.

W czasie pogrzebu Borysa Jelcyna, Moskwę odwiedził były szef CIA, a dziś minister obrony USA Robert Gates z wiadomością, że USA planuje instalację systemu tarczy antyrakietowej wzdłuż granic Rosji. Presja ta ma miejsce, ponieważ rosyjska gospodarka, a zwłaszcza energetyka, nie jest sprywatyzowana i nie jest w rękach międzynarodowych korporacji. Program rozbrojenia nuklearnego jest pod znakiem zapytania na tle Wielkiej Gry o paliwo i o dominację świata przez USA, szczególnie dominację Euroazji.

W dniu 16 kwietnia 2007, departament stanu opublikował szczegóły instalacji w Polsce dziesięciu wyrzutni dalekosiężnych pocisków antyrakietowej tarczy w silosach i stacje radarowe w Czechach, dla kontroli pocisków stacjono-wanych w Polsce przeciwko zagrożeniu przez Iran i Koreę Północną - co jest oczywistym fałszem.

Amerykanie twierdzą iż instalacje w Polsce nie będą wystarczające przeciwko pociskom ofensywnym Rosji i Chin. USA jest jakoby gotowe udowodnić to Rosjanom.

Moskwa zwraca uwagę, że od kiedy (13 grud. 2001) rząd Busha odstąpił od traktatu z 1972 roku. Anty-Ballistic Missle (ABM), USA rozbudowuje na granicach Rosji stacje radarowe (w Norwegii) badające loty rakiet rosyjskich i możliwości ich strącania pociskami-interceptorami czyli rakietami prze-chwytującymi.

Według Rosjan ani Korea Północna ani Iran nie mają naukowych i technicznej możliwości by zagrozić komukolwiek międzykontynentalnymi pociskami przez następne 20-30 lat. Moskwa uważa, że USA instalacjami w Polsce chce kontrolować terytorium Rosji do Uralu i wobec tego jest to pogwałceniem układu NATO i Paktu Warszawskiego z koń-ca Zimnej Wojny. Putin określił plan „tarczy” jako zagrożenie dla Rosji i posługiwanie się Europą, w celu dominacji świata. Instalacje planowane w Polsce są tylko początkiem instalowania przez USA, bardziej ulepszanych systemów.

Asymetryczne posunięcia Rosji, takie jak przyśpieszenie wznoszenia się ich rakiet i stosowanie paliwa w stanie sta-łym, a nie wolniejszym do odpalenia w stanie płynnym, jak też szybsze zmiany w locie poziomo i pionowo, jak i stoso-wanie lotów poniżej stratosfery gdzie powietrze jest stsze.

Rosyjski szef sztabu generał Jury Balujewski powiedział że celem USA jest obrona przeciwko pociskom nuklearnym z Rosji i Chin w celu osiągnięcia wyjątkowej przewagi obronności USA nad Rosją i Chinami. Rosja do tego nie dopuści nawet za cenę użycia broni nuklearnych, jeżeli sytuacja będzie tego wymagać. W każdym razie Putin obiecuje reakcję astymetryczną, ale bardzo skuteczną.

Obecnie Rosji - głównie potrzeba rozwoju gospodarcze-go i poprawy problemów społecznych spowodowanych komunizmem i prywatyzacją, jak również zajęta jest sprawą wyborów w marcu 2008 - zbliża się koniec kadencji Putina. Rosja chce dalszej poprawy w stosunkach z USA a nie powrotu do Zimnej Wojny, czego życzy sobie Izrael. W Rosji panuje przekonanie, że USA oszukało Moskwę i nie dotrzymało obietnic od upadku Sowietów, a teraz chce narzucić państwom NATO poparcie dla „tarczy”.

Nicolas Sarkozy i Angela Merkel chcą zbliżenia z USA (swój do swojego - PRP) i nowego zacieśnienia się stosunków trans-atlantyckich, jak sobie tego życzą neokonserwatyści, ażeby wyhamowywać wzrost Chin, jako dominującej potęgi w Azji. Unia Europejska i USA nadal stanowią tylko 13% ludzkości na świecie a jednocześnie mają 60% sił ekonomicznych i są gotowi walczyć o swoją pozycję w gospodarce światowej, podczas gdy stosunki ich z Rosją i Chinami pogarszają się, zwłaszcza w Azji Środkowej, gdzie UE chce omijać zasięg rurociągów rosyjskich.

W 2011 r. ma być powiększony o 3400 km kosztem sześciu miliardów dolarów amerykański rurociąg na gaz ziemnny z Baku przez Morze Kaspijskie do Kazachstanu. Jest to konkurencja z rurociągiem Gaspromu, „Niebieskiego Strumie-nia-2”, który ma być uruchomiony w 2012 r. Moskwa opiera się dostawom gazu ziemnego z Azji Środkowej do Europy, które to dostawy omijałyby rurociągi rosyjskie.

W Europie mało kto wierzy że system „tarczy” ma sens militarny, a jeszcze mniej ludzi podziela zdanie osi USA-Izrael o apokaliptycznym zagrożeniu Europy przez Iran. Francuzi i Niemcy nie są zachwyceni układami Waszyngtonu z Warszawą i Pragą, zwłaszcza jeżeli mają one prowadzić do odnowienia Zimnej Wojny z Rosją i Chinami. Gorbaczow po-wiedział że w całym sporze o „tarczę” chodzi tylko „o wpływy i dominację”. Narodom Europy nie podoba się dyktat USA jako tak zwany unilateralizm.

Układ rozbrojeniowy o współpracy UE z Rosją z 1999 roku prawdopodobnie nie będzie przedłużony, wygasa on z końcem bieżącego roku. Rosja i Chiny nie pogodzą się z wyrzutniami „tarczy” ani w Polsce ani na Taiwanie. Rosyjscy eksperci uważają, że wyrzutnie „tarczy” mają na celu dać przewagę USA nad Rosją, jakiej nie było w czasie Zimnej Wojny.

Zapowiedzią takich dążeń USA - jest nie przedłużenie u-kładu ABM z 1972 i obecny kolosalny amerykański program zbrojeniowy, nie tylko nuklearny, ale również program ataków precyzyjnych. Dlatego strona rosyjska w ramach strategii asymetrycznej buduje sposoby oślepiania satelitów USA. Rosjanie uważają, że strategia neokonserwatystów w rządzie USA, chce zastąpić dotychczasową „równowagę terroru” za pomocą totalnej wojskowej wyższości USA nad rosyjskim arsenałem nuklearnym.

W obecnym wyścigu zbrojeń Rosja modernizuje swoje ruchome wyrzutnie typu Topol-M-ICBM za pomocą sterowa-nych pocisków w fazie ostatniej, przed uderzeniem w cel, jak też precyzji systemów do niszczenia pocisków typu systemu „tarczy” rakietami z wyrzutni na pokładzie samolotów, takich jak TU-160, co będzie kosztować, bez porównania mniej niż amerykańskie systemy podobne do „tarczy” - jak podaje Sergiej Rogow z rosyjskiej akademii nauk.

Rogow zaleca przeprowadzenie gruntownego sprawdzia-nu, w jakim stopniu układy rozbrojeniowe zawarte przez Sowiety, odpowiadają w dzisiejszej sytuacji obopólnego wzajemnego nuklearnego zastraszaniu się USA i Rosji. Rogow uważa, że USA i Rosja stoją na progu nowej Zimnej Wojny i że niedługo będzie moda w USA na nową politykę „wstrzymywania Rosji” tak jak to było za czasów Zimnej Wojny.

Julia Timoszenko (b. premier Ukrainy) odwiedziła niedawno panią Coldoleezze Rice w Wszyngtononie a celem rozmowy było nakłonienie Ukrainy i Gruzji by weszły do NATO. Według profesora Stephena Cohena USA stosuje politykę Zimnej Wojny przeciwko Rosji.

Ludowy Dziennik w Pekinie opisuje iż zanosi się na to, że konflikt między interesami USA i Rosji, będzie długo trwał i będzie wahał się, między kooperacją a starciem. Tymcza-sem ma być powołana przez Busha i Putina nowa komisja do studiowania stosunków USA-Rosja, którą to grupą, ma kierować dwóch Żydów, Henry Kissinger i Jewgeny Primakow. (A więc bardzo podejrzana sprawa, czy nie jest to następna „zasłonowa” gra dla pospulstwa? - PRP).

W latach 1970 zniewolona Polska miała być obrócona w teren zapory skażonej radioaktywnie bombami amerykańskimi. Obecnie Polska zgadza się ponieść ryzyko bombardowania nuklearnego przez Rosję i skażenia radioaktywnego, pozwalając na instalacje w Polsce wyrzutni amerykańskich.

Tymczasem w Kirgistanie ma odbyć się spotkanie u szczytu Shanghai Coopreation Organization, postrzeganej, jako wschodniej równowagi dla NATO i USA. W organizacji tej oficjalnymi językami są chiński i rosyjski, krajów które opierają się dominacji USA. W tej sytuacji z bezpośredniego powodu budowy amerykańskiego systemu „tarczy”, zanosi się - na odnowę Zimnej Wojny. Prof. Iwo Cyprian Pogonowski

-----------------------------------------------------------------------------

I PODOBNE TEMATY w dziale dla inteligentnych:
ARTYKUŁY - tematy do przemyślenia z cyklu: POLITYKA - PIENIĄDZ - WŁADZA

Polecam sprawy poruszane w działach:
SĄDY PROKURATURA ADWOKATURA
POLITYKA PRAWO INTERWENCJE - sprawy czytelników

"AFERY PRAWA" - Niezależne Czasopismo Internetowe www.aferyprawa.com
Stowarzyszenia Ochrony Praw Obywatelskich
Zespół redakcyjny: Zdzisław Raczkowski, Witold Ligezowski, Małgorzata Madziar, Krzysztof Maciąg, Zygfryd Wilk, Bogdan Goczyński, Zygmunt Jan Prusiński oraz wielu sympatyków SOPO

uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: afery@poczta.fm
redakcja@aferyprawa.com
Dziękujemy za przysłane teksty opinie i informacje.

WSZYSTKICH INFORMUJĘ ŻE WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI I SWOBODA WYRAŻANIA SWOICH POGLĄDÓW JEST ZAGWARANTOWANA ART 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ.

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.