Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
20 sierpnia 2019
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

AFERY PRAWA OSZUSTWA

Z listów do redakcji - jak uskutecznić zakup "kota w worku"? - Szczecin dalej na topie...

Nie jest to typowa skarga, bo na nią jest już za późno.
Wszystkie wyroki w mojej sprawie są już prawomocne, a od chwili mojego wystąpienia do Urzędu Miejskiego
16 grudnia 2002r. w mojej sprawie nie wydano mi żadnej decyzji i sprawa nie jest zamknięta!
Toczy się ona bez mojego udziału i wiedzy, a w jej toku nie uwzględnia się ani moich postulatów, ani moich dowodów ani mojego interesu!!! Nie jestem stroną we własnej sprawie!!!
Od początku 2000r., gdy kupiłem "mieszkanie", jestem bezrobotny i nie miałem dochodów. Dopiero, gdy okazało się, że jestem inwalidą, od grudnia 2007r. otrzymuję zasiłek socjalny (przepisy w Polsce nie dają szansy na rentę ludziom z dłuższą przerwą w pracy nawet jeśli przepracowali ponad 20 lat).
Nie stać mnie na adwokata, dlatego opisuję tu swoje przygody z urzędnikami szczecińskich urzędów i przedstawicielami szczecińskiego wymiaru sprawiedliwości (odróżniam np. sędziów od Sądu) czującymi wyraźny wstręt do działania zgodnie z literą prawa, w nadziei, że uzyskam odpowiedź na konkretne pytanie: czy w opisanej tu sytuacji jest możliwość zatrzymania rozpędzonej machiny bezprawia i np. ponowne rozpatrzenie mojej sprawy poza Szczecinem albo wstrzymanie działań Urzędu Miejskiego w Szczecinie zmierzających do przyłączenia jako "powierzchni wspólnej" zewnętrznej części budynku przylegającej do mojego "mieszkania" i połączonej drzwiami z moim pokojem od 1936r., którą ma przejąć wspólnota i np. sprzedać ?
Może jest inna możliwość załatwienia mojej sprawy zanim dokonane zostaną zmiany w Księgach Wieczystych ?

Ta przyłączana część istnieje od 1936r. i zgodnie z projektem powinna stanowić całość z moim lokalem bowiem stanowiła zaplecze istniejącego tu wcześniej sklepu i jest z nim połączona drzwiami, a uczynienie jej pomieszczeniem wspólnym (a więc ogólnodostępnym) stwarza paradoksalną sytuację, w której każdy będzie mógł wejść do mojego pokoju. Tylko korekta błędnego podziału geodezyjnego z 1977r. i przyłączenie tej części do mojego "mieszkania" (tym samym i do budynku) daje jedyną możliwość doprowadzenia istniejącego stanu do zgodności z projektem, Prawem Budowlanym, Ustawą o własności lokali i innymi. Zarówno urzędnicy jak i przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości zdają się nie widzieć tej możliwości choć wskazałem im naruszone przepisy prawa, a także te, zgodnie z którymi można i należy tę sytuację naprawić. Wbrew prawu nie uznają projektu za dowód w sprawie i nie traktują go jako punkt wyjściowy do jej rozpatrzenia, a także nie widzą albo nie rozumieją sensu Art.2 ust.4 Ustawy o własności lokali. Jestem traktowany wbrew prawu jak "cwaniak czy spekulant" w minionej epoce. Pomieszczenie, o którym tu mowa, przylega do mojego lokalu i nawet jest z nim połączone drzwiami, a brak adnotacji o nim w Akcie Notarialnym wyjaśnia przecież Art.3 ust.7. Jeśli takie paradoksalne wyroki zapadają w szczecińskich sądach, to nic dziwnego, że odbywają sie przed nimi pikiety i akcje protestacyjne, a mój przypadek nie jest odosobniony. Jeśli wyrok w mojej sprawie określa mnie jako wielbłąda, albo że mój ojciec ma na imię Kunegunda to takiego wyroku nie można zmienić? Przecież prawda jest zupełnie inna a poza tym, gdzie jest sprawiedliwość?! Czy sędzia może stać ponad prawem i czy może się dopuszczać ewidentnego kłamstwa nawet w uzasadnieniu wyroku, bo jest bezkarny?!!! (Między innymi o tym piszę poniżej.)
A może (tu cytat wybitnej przedstawicielki szczecińskich prawników) "sędziowie są po prostu niedouczeni?". Jeśli wnoszącego pozew, nawet przeciwko Gminie, traktuje się jak podsądnego, to przecież przypomina to czasy rozbioru Polski i okres okupacji, a Polska nie staje się państwem prawa tylko prawników! Czy to normalne, że obywatel musi toczyć wojny z przedstawicielami wymiaru sprawiedliwości o swoje prawa we własnym kraju? Przecież wyrok sprzeczny z prawem nie może być prawem!!!

W tej sytuacji zdecydowałem się wystąpić z pozwem przeciwko Rzeczpospolitej Polskiej do Międzynarodowego Trybunału Praw Człowieka w Strasbourgu, ale chcę mieć pewność, że wykorzystałem wszystkie możliwości załatwienia tej sprawy, zgodnie zresztą z pkt 18 w części IV wzoru skargi do Trybunału. Wszystko, co opisałem niżej jestem w stanie poprzeć posiadanymi dokumentami i zdjęciami a nawet zapisami audio i wideo. Kilka z nich, mających najistotniejsze znaczenie dla tej sprawy, przesyłam jako załączniki.

Od lutego 2000r. jestem właścicielem "mieszkania", które kupiłem od poprzedniego właściciela (sprzedał mi je bezpośrednio po wykupieniu go od Gminy zanim jeszcze założono dla tego lokalu Księgę Wieczystą). Lokal składał się z przedpokoju, kuchni z oknem, pokoju o powierzchni mniejszej niż 10,0m kw. i bez okna oraz łazienki urządzonej we wnęce balkonowej bez odpowiedniej kanalizacj i z innymi wadami. W akcie notarialnym nie bylo adnotacji o pomieszczeniu przynależnym, np. na opał, chociaż w budynku nie ma centralnego ogrzewania (piece) !!! [Art.3 ust.7 Ustawy o własności lokali uwzględnia taką sytuację i nie odbiera prawa do takiego pomieszczenia jak w Art.2 ust.4].

Do mieszkania wchodzi się bezpośrednio z chodnika, a z boku budynku przylega do niego (i do "mieszkania") przybudówka, z której jest wejście do pokoju. Od początku starałem się działać tak, aby wszystko co nie jest tu zgodne z prawem doprowadzić do zgodności z nim. Jestem technikiem budowlanym i dla mnie oczywiste było, że popełniono tu wiele "błędów". Ten lokal nie spełniał kryterów mieszkania i jako takie nie powinien być w ogóle sprzedany mojemu poprzednikowi (potwierdza to Zachodniopomorski Urząd Wojewódzki w swoim piśmie skierowanym do mnie i będącym w moim posiadaniu a jego autor wkrótce po jego napisaniu przeszedł na emeryturę[?]). Błędy, do jakich dopuściła Gmina w tym przypadku, były ewidentną przyczyną śmierci dwóch osób, którym nie udało się wydostać z pożarów w tym lokalu, bo okna i drzwi były okratowane. Być może dwie ofiary śmiertelne to zbyt mało, by Gmina naprawiła swój błąd albo by nakazał to sąd zgodnie z projektem i obowiązującymi wcześniej i teraz przepisami prawa!!!

To był typowy dla architektury niemieckiej lokal użytkowy z dużym oknem wystawowym (takim zresztą jak po lewej stronie ściany frontowej budynku), który przerobiono przed laty na "mieszkanie" nie bacząc na procedury, wymaganą dokumentację techniczną i decyzje administracyjne. Na domiar złego przylegająca do budynku i "mieszkania" przybudówka spoczywa na oddzielnej działce gruntu niż budynek mieszkalny.
W taki oto sposób będąc w pokoju byłem u siebie a wchodząc do przybudówki poprzez drzwi w pokoju wkraczałem na teren Gminy!!!

Jest to skutek błędnego podziału geodezyjnego z 1977r., braku dokumentacji technicznej budynku (w tym projektu) oraz braku kompetencji lub wręcz świadomego działania urzędników Gminy wbrew przepisom Prawa Budowlanego. Pod koniec 2002r. odnalazłem w Archiwum Państwowym w Szczecinie projekt przybudówki z 1936r.,który potwierdził moje przypuszczenia: lokal ten był zaprojektowany jako sklep (w 1931r.) a dobudowana w 1936r. przybudówka stanowi jego zaplecze-magazyn bez wejścia od zewnątrz i jest jego integralną częścią.
Dysponując już projektem 16 grudnia 2002r. (będąc jednocześnie jako właściciel lokalu następcą prawnym wszystkich poprzednich właścicieli) wystąpiłem do Gminy Szczecin o przywrócenie przybudówki do lokalu jako integralnej jego części załączając jednocześnie kopię projektu, tym bardziej, że mój poprzednik jako najemca, któremu w niezrozumiałych okolicznościach przywrócono prawa najemcy, miał zgodnie z nową UMOWĄ NAJMU wyłączne prawo do dysponowania przybudówką jak piwnicą.
Dział Zbywania Nieruchomości Wydziału Mienia UM, który nie wiedzieć czemu przejął sprawę do załatwienia (zamiast Wydziału Urbanistyki i Administracji Budowlanej powołanego i zobowiązanego z mocy Prawa Budowlanego do załatwiania takich spraw i wydawania decyzji administracyjnych w tym zakresie) ostatnie pismo o przebiegu sprawy przesłał mi w połowie 2003r.!!! W międzyczasie nastąpiła reorganizacja Urzędu Miejskiego i ku mojemu zdziwieniu sprawą zajmował się Wydział Mieszkalnictwa i Lokali Użytkowych. Po dziesięciu miesiącach oczekiwania na załatwienie sprawy udałem się na skargę do ówczesnego wiceprezydenta Szczecina Piotra Krzystka, tego samego, któremu, już jako prezydentowi Miasta, zarzucono wykupienie od Gminy mieszkania za cenę wielokrotnie niższą niż obowiązująca. Po moich wyjaśnieniach odparł mi, że "Gmina nie ma w tym żadnego interesu aby tą sprawę wyprostować".

Można spytać, jaki miała interes sprzedając mu mieszkanie za 20 czy 30 % jego wartości i dlaczego sprawiedliwość nie dotyczy wszystkich?
Jedynym efektem mojej skargi było działanie, jakie podjął Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego w osobie Wiesława Pawłowskiego za sprawą "pisma" Gminy sporządzonego dwa tygodnie po mojej rozmowie z wiceprezydentem.
Jako człowiek uczciwy zgłosiłem się do inspektora w tym samym dniu, w którym znalazłem to "pismo-zawiadomienie" w archiwum Urzędu Miejskiego i to zanim panu inspektorowi udało się ze mną skontaktować (pracownica Urzędu Miejskiego zapomniała mu podać w "piśmie" adres mojego zamieszkania u matki, bo w swoim "mieszkaniu" nie mieszkałem ani jednego dnia).
25 lutego 2004r. wystąpiłem z pozwem przeciwko Gminie Szczecin do Sądu Rejonowego i po potwierdzeniu jego przyjęcia kopię złożyłem w Urzędzie Miejskim a drugą wręczyłem panu inspektorowi Pawłowskiemu. Ten, mimo to, przekraczając swoje uprawnienia i wbrew KPA, wyprzedził sąd i wydał zakaz używania części przybudówki (drugą dla urozmaicenia użytkuje sąsiad) a przecież mógł nawet nakazać Urzędowi Miejskiemu (KPA i Prawo Budowlane dają mu takie kompetencje) przywrócenie stanu do zgodności z projektem i Prawem Budowlanym bez przysparzania sądowi dodatkowych spraw, nie dając jednocześnie okazji do kompletnego blamażu szczecińskich przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości. Niestety, jak oświadczył, działał na zlecenie Urzędu Miejskiego, chociaż ten nie przedstawił żadnych dokumentów w sprawie poza "pismem-zawiadomieniem".

A teraz przypadek szczytu bezczelności, z jakim nie spotkałem się wcześniej w całym swoim życiu: aby umożliwić panu inspektorowi oględziny mojego "mieszkania" musiałem zrezygnować z operacji żołądka i przełyku, a pan Pawłowski przyszedł godzinę przed czasem, który widniał na moim wezwaniu! Stawiłem się o wyznaczonej godzinie ale jego już nie było!!! Gdy się poskarżyłem, zagroził mi Prokuraturą za utrudnianie postępowania, które i tak, moim zdaniem, było prowadzone wbrew przepisom Prawa Budowlanego, Kodeksu Postępowania Administracyjnego, Ustawy o własności lokali i in. Gdy okazało się, że na moim wezwaniu jest późniejsza godzina, nie umiał tego wytłumaczyć, a Wojewódzki Inspektorat zasugerował wręcz bym czuł się przeproszony, choć słowa przepraszam nie usłyszałem ani nie przeczytałem. Pan Pawłowski nawet osobiście rozpatrywał skargę na siebie, jaką złożyłem w Wojewódzkim Inspektoracie Nadzoru Budowlanego.
Mało tego?!
Geodeta Miasta pięciokrotnie odmówił udostępnienia mi odpisu decyzji z 17.10.2005r. o przyłączeniu przybudówki do budynku (ale nie do mieszkania jak w projekcie, choć są drzwi łączące ją z pokojem), którą w międzyczasie wydał w imieniu Prezydenta Miasta. Ciekawe, bo
skargę na postępowanie Geodety Miasta, który nie uznawał mnie za stronę we własnej sprawie, w Zachodniopomorskim Urzędzie Wojewódzkim w dawnym Wydziale Rozwoju Regionalnego rozpatrywała jego żona!!!

Odbyłem też drugą rozmowę z Wiceprezydentem Miasta, tym razem panem Jerzym Krawcem. Zarządził on powstanie specjalnej komisji, która miała dokonać oględzin i ustalić, co w tej sprawie należy dalej zrobić. Po moich wielu ponagleniach komisja po ponad trzech miesiącach wreszcie się zebrała i dokonała oględzin. Cóż z tego, że na miejscu stwierdzono integralność przybudówki z moim lokalem i naruszenie projektu i wnioskowano przyłączenie przybudówki do mojego lokalu, a tym samym do budynku, skoro nie sporządzono PROTOKÓŁU OGLĘDZIN wbrew KPA !!!
Być może dlatego, że pan Jerzy Krawiec wkrótce zrezygnował z funkcji Wiceprezydenta, sprawa stanęła w miejscu. Na skutek moich nacisków i wręcz żądań dotyczących PROTOKÓŁU, dziewięć miesięcy po oględzinach, jakby na przekór, sporządzono w sposób bardzo nieudolny i wręcz kompromitujący notatkę nie wnoszącą niczego do sprawy.

Po pewnym czasie zdecydowano właśnie o przyłączeniu przybudówki do budynku "w celu powiększenia powierzchni wspólnej", nie bacząc na fakt istnienia już od 1936r. drzwi łączących pokój z przybudówką, przez które każdy będzie mógł wejść do mojego "mieszkania"!!!
Powstaje pytanie: dlaczego w ogóle dokonuje się teraz tych zmian, i to na koszt Gminy, skoro wszystko było zgodnie z prawem ?!!!
A może fakt usytuowania budynku w "strefie A ochrony dziedzictwa krajobrazowego" będącego pod opieką Konserwatora Zabytków nie jest tu bez znaczenia?
Być może jest to próba zatuszowania błędu Gminy, by stworzyć pozory zgodności z prawem, przy czym nie starcza wyobraźni, że w ten sposób udostępnia się moje "mieszkanie" niejako "od zakrystii" wszystkim chętnym, a to uniemożliwi wręcz korzystanie z niego?!!!

Obecnie budynek spoczywa na dwóch działkach gruntu i jest ujęty w rejestrze budynków ale nie jest to korekta błędnego podziału geodezyjnego i w dalszym ciągu stan jest niezgodny z projektem!!! Niezrozumiały jest dla mnie wstręt urzędników szczecińskiego magistratu do działania zgodnie z literą prawa, a może to brak kompetencji lub próba wybrnięcia z kłopotu spowodowanego moją interwencją?
To jest ewidentne łamanie prawa przez urzędników i aż nieprawdopodobne zdaje się, że robią to również sędziowie i to w majestacie prawa!!!

Mój pozew w sądzie został podzielony na cztery oddzielne sprawy, a zdecydowała o tym sędzia Katarzyna Krasny, która prowadziła sprawę IIC 264/04 o uznanie przybudówki za część "mieszkania" zgodnie z projektem i Prawem Budowlanym.
Pominę tu fakt odrzucenia wniosku o powołanie świadka i biegłego oraz dostarczenia przez pełnomocnika Gminy panią Bartanowicz jako dowodu w sprawie ważnego dla mnie dokumentu potwierdzającego świadomość Gminy o tym, iż "mieszkanie" jest nienormatywne.
Pominę tu również okoliczności ogłoszenia wyroku - dość powiedzieć, że czułem się jak przed "stalinowską trójką" orzekającą o mojej rzekomej winie na podstawie donosu. Napomknę tylko, że aby mój pełnomocnik radca prawny Cezary Mackiewicz napisał we wniosku apelacyjnym o tym, jak zostałem potraktowany przez sąd pierwszej instancji, musiałem napisać mu oświadczenie, iż robi to na moje żądanie, a o obowiązku prowadzenia mojej sprawy aż do kasacji musiała mu przypomnieć pani sekretarz w Okręgowej Izbie Radców Prawnych.
Pan Cezary Mackiewicz jako dowód złożenia wniosku o kasację przekazał mi tylko pierwszą stronę z pieczęcią Sądu i wkrótce po tym został z kancelarii zwolniony, przez co straciłem z nim kontakt i szansę na dalsze działanie w tej, jak się później okazało, kluczowej sprawie.

W sprawie apelacyjnej przewodniczący Eugeniusz Skotarczak ogłosił przerwę po tym, jak dostarczyłem Sądowi kopie pism Urzędu Miejskiego (skopiowałem je, nie były do mnie adresowane) potwierdzających zamiar przyłączenia przybudówki do budynku. Miałem więc nadzieję, ale... wyrok był dla mnie oczywisty: nie miałem prawa wygrać, zgodnie zresztą z opinią pana radcy, była to "czysta formalność".
Ta sama sędzia Katarzyna Krasny prowadziła również sprawę II C 811/04 o uzgodnienie treści Ksiąg Wieczystych, którą po krótkim czasie zastąpiła pani asesor Barbara Smolska. Przyczyn zmian pani sędzi na panią asesor nie znam i nie poinformowano mnie o nich w żaden sposób. Pani asesor jedną z rozpraw odwołała zapominając o powiadomieniu mnie, a byłem wówczas w okolicach Wałcza, gdzie musiałem pozostawić matkę bez opieki na dwa dni i po pokryciu kosztów podróży autobusem stawiłem się w sądzie, by w sekretariacie dowiedzieć się, iż sprawa jest odwołana. Dla mnie to czysta kpina i lekceważenie. Pani asesor Barbara Smolska na jednej z rozpraw zapowiedziała mi wręcz kategorycznie, że do tej sprawy również nie powoła biegłego a mój wniosek nie był nawet protokołowany (a czy wyrok wydany przez asesora jest w ogóle ważny?).

Znamienne jest, że na pierwszej rozprawie z udziałem pani adwokat Lange wyznaczonej z urzędu, zrzekła się ona reprezentowania mnie, bo nie podziela mojego stanowiska w tej sprawie. Zastąpił ją adwokat Krzysztof Daleszyński, który choć starał się i nawet podzielał moje stanowisko, nic nie wskórał, a na rozprawie apelacyjnej pod przewodnictwem sędzi Bożeny Badenio - Gregrowicz był bardziej przerażony ode mnie, po prostu strach się było bać!
Sędzia nawet pozwoliła sobie w dość brutalny sposób przerwać mi po minucie moje oświadczenie, którego zresztą i tak nikt nie protokołował. I tę sprawę oczywiście przegrałem, tym bardziej, że w pierwszej instancji pani asesor powołała się na zasadę prejudycji, jakby każdy przeciętny Polak wiedział, co to oznacza. Na przykładzie tej i innych moich spraw jestem pewny, że żaden z protokołów nie odzwierciedla przebiegu rozprawy i jest to standard. To sędzia dyktuje protokolantowi treść wypowiedzi uczestników rozprawy nawet jeśli to w znaczący sposób zmienia sens faktycznej wypowiedzi. Naraziłem się niejednokrotnie prostując to, co sędzia chciała podyktować jako moją wypowiedź. Obnaża to jednak fakt, iż panie orzekające w moich sprawach, w najmniejszym stopniu nie orientowały się w istocie sprawy, a mimo to nie zasięgnęły opinii rzeczoznawcy choćby w postaci przesłuchania bez konieczności sporządzania ekspertyzy. Kiedy to się zmieni, by można było wręcz cytować czyjąś wypowiedź z treści protokołu i dlaczego nie wyznacza się z urzędu adwokata mającego doświadczenie w danej dziedzinie.
Jaki ma sens powoływanie adwokata, który nie ma pojęcia o sprawie i trzeba zamiast niego wyjaśniać sądowi, o co chodzi w niej chodzi (tak było w trzeciej sprawie III NS 1184/04 o prawo do wyłącznego korzystania z przybudówki z udziałem mecenasa Pawła Ryżewskiego, który przez miesiąc nie znalazł dla mnie czasu i dopiero dzień przed rozprawą poświęcił mi pół godziny - nic z tego nie zapamiętał ale pamiętał, by na rozprawie upomnieć się o swoje wynagrodzenie).

W ostatniej sprawie przeciwko Gminie Szczecin I C 698/04 o odszkodowanie i zadośćuczynienie sędzia Danuta Olszewska odmówiła mi prawa do obrońcy z urzędu, zwolniła mnie tylko z części kosztów sądowych a także zamknęła sprawę 20 grudnia 2005r. i to po tym, jak dostarczyłem jej na tę rozprawę nowe dokumenty jako dowody w sprawie.
Nawet nie zapoznała się z ich treścią, przy czym wyznaczyła termin rozprawy, na której będzie ogłoszony wyrok na dzień 29 stycznia!!! Tak mam zapisane na kartce i w pamięci telefonu. 22 grudnia 2005r. po nieprzespanych nocach i dotknięty do żywego potraktowaniem mnie przez sędzię Olszewską karetka reanimacyjna zabrała mnie do szpitala z powodu wysokiego ciśnienia: 240/180 !!!
W rzeczywistości wyrok został ogłoszony 29 grudnia 2005r. bez mojego udziału. Dowiedziałem się o tym 23 stycznia w rozmowie telefonicznej z sekretariatem Sądu, bowiem 29 stycznia (2006r.) to była niedziela. Gdyby nie odmówiono mi prawa do obrońcy, ta sytuacja nie miałaby miejsca, a tak nie przywrócono mi nawet terminu na złożenie prośby o wydanie wyroku z uzasadnieniem. Prosiłem o pomoc w wielu miejscach, m.in.: Ministerstwo Budownictwa, Najwyższą Izbę Kontroli, Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich (tu istotny dla działań Rzecznika był termin wydania wyroku w pierwszej sprawie i apelacji od niego, a ja wystąpiłem z wnioskiem po innej sprawie - zresztą, Biuro Rzecznika zwróciło mi całą dokumentację, jaką tam posłałem z wnioskiem). Okazało się że, blisko miesiąc to zbyt mało czasu na interwencję Rzecznika. Zwracałem się również do Prokuratury Rejonowej oraz Prokuratury Krajowej i Ministerstwa Sprawiedliwości. Jak dotąd bez rezultatu. Nawet działanie jedynej życzliwej mi osoby w Ministerstwie, a dokładniej w Wydziale Postępowania Sądowego Prokuratury Krajowej, pana prokuratora Tomasza Świstaka, nie dało oczekiwanych rezultatów.

Być może jest to jedyny prawnik, które dostrzegł nieprawidłowości w tej sprawie.

Pan prokurator Świstak był zmuszony dwukrotnie polecić Prokuraturze Apelacyjnej w Szczecinie, aby ta rozpatrzyła zasadność moich roszczeń dotyczących wyroków, postępowania organu nadzoru budowlanego, wyjaśnienia kwestii podziału geodezyjnego z 1977r. i jego następstw oraz właściwości postępowania w mojej sprawie Prokuratury Rejonowej Szczecin-Zachód i Szczecin-Niebuszewo.

Wytknął bowiem w swoim piśmie do mnie, iż cyt.: "Analiza w/w akt pozwoliła na uznanie stanowiska zajętego przez Prokuraturę Apelacyjną w Szczecinie w piśmie z dnia 4 stycznia 2008 roku za przedwczesne i niepoparte wystarczająco wnikliwą analizą podnoszonych przez Pana [przeze mnie] we wcześniejszych pismach zarzutów".
Po drugiej interwencji pana prokuratora Świstaka udało mi się wręcz wymusić na prokuratorze zajmującym się tą sprawą możliwość odbycia z nim rozmowy, bym mógł wszystko wyjaśnić pokazując dokumenty i wskazując przepisy prawa. To była pierwsza i jedyna taka szansa przedłożenia swoich racji w całej historii tej sprawy!!! Taką rozmowę odbyłem w samo południe dnia 5 maja br z panem prokuratorem Rafałem Gawinkiem.

Ku mojemu zdziwieniu ten pan wszystko zrozumiał i nawet zgodził się z moim stanowiskiem w tej sprawie a jego dylematem było, jak ma postąpić Prokuratura Apelacyjna w sytuacji, gdy wyroki sądów już zapadły i są prawomocne.
Naturalne jest więc, że odpowiedź Prokuratury zawarta w piśmie Ap II Pa 3/08 z dnia 18 czerwca 2008 r. mogła być tylko jedna: dla mnie niekorzystna.
Mało tego: nie zawiera ustaleń i oceny postępowania obu Inspektoratów Nadzoru Budowlanego jak również obu Prokuratur Rejonowych. Czyżby to był brak subordynacji i ewidentne lekceważenie polecenia przełożonego z Prokuratury Krajowej?

Wniosek, iż bezprzedmiotowe jest rozpatrywanie błędnego podziału geodezyjnego z 1977 r. skoro teraz Gmina zmierza do przyłączenia przybudówki do budynku jest wręcz nielogiczny i narusza rażąco mój interes, jeśli się weźmie pod uwagę, że: nie dokonuje się korekty błędnego podziału geodezyjnego - budynek spoczywa na dwóch działkach gruntu zamiast na jednej; przyłączenie przybudówki w charakterze pomieszczenia wspólnego wyklucza normalne użytkowanie lokalu i jest niezgodne z normami, projektem i przeznaczeniem - taki stan rzeczy narusza Prawo Budowlane oraz umożliwia wejście poprzez przybudówkę do lokalu każdemu, kto będzie tego chciał a przeróbki np. w postaci zamurowania przejścia, powodowałyby następne niezgodności z projektem i z Prawem Budowlanym.

Oczywiste przecież jest, że nikt by nie chciał mieszkać w mieszkaniu na parterze, do którego każdy może wejść przez drzwi z pomieszczenia obok tylko dlatego, że w sposób nienaturalny zostało ono od lokalu odłączone i jest ogólnodostępne! Czy trzeba lawirować między przepisami, by przekonywać, że tak jak jest, jest dobrze skoro są przepisy prawa mówiące, że tak być nie powinno i wręcz nakazują to zmienić ? Przecież i dokumenty, i przepisy prawa, i wreszcie zdrowy rozsądek nakazują najlepsze rozwiązanie w postaci przywrócenia stanu pierwotnego. Kto ma w tym interes, żeby ta kuriozalna sytuacja trwała tak długo (od 2000 r.), przysparzała pracy urzędnikom, sędziom i prokuratorom, wreszcie była powodem wystawiania złej opinii tym instytucjom, a wręcz kpin za nieporadność, łamanie prawa i zwyczajną złośliwość.
Przecież oczywiste jest, że podział geodezyjny mógł być dokonany prawidłowo, zgodnie z projektem i obowiązującymi wówczas przepisami prawa i nie byłoby w ogóle sprawy. Dlaczego nie można tego zrobić teraz, po ponad 30 latach, choć prawo to umożliwia i wręcz nakazuje?!

Oddzielną sprawą jest zaskarżenie przeze mnie uchwał Wspólnoty Mieszkaniowej, która zgodnie z założeniami Urzędu Miejskiego zdecydowała o wyrażeniu zgody na nieodpłatne przejęcie gruntu wraz z przybudówką w celu powiększenia powierzchni wspólnej i dokonanie zmian we wszystkich Księgach Wieczystych właścicieli mieszkań na koszt Gminy. Po "formalnym" przejęciu przez Wspólnotę gruntu wraz z przybudówką będzie ona mogła ją sprzedać na przetargu, bo nie ma obowiązku przywracania stanu do zgodności z projektem. To jest możliwe tylko w trybie administracyjnym, a Wspólnota takich uprawnień nie ma. Mnie nie stać na dokupienie przybudówki, więc będę miał "współlokatora" za drzwiami w pokoju. To tak jak sprzedaż "samochodu" bez silnika, który faktycznie samochodem nie jest (vide definicja w encyklopedii), ale z oryginalnym dowodem rejestracyjnym z wpisanym numerem silnika, nadwozia i innymi danymi, i późniejsze proponowanie mi albo komuś, kto da więcej, kupienie tego silnika na licytacji. To jest najzwyklejsze oszustwo !!! Przecież projekt z 1936 r., jak ten dowód rejestracyjny, dokładnie określa, co powinno być przedmiotem sprzedaży, a że przedmiot sprzedaży nie zgadza się z projektem, to sprawka Gminy i ona powinna to naprawić !!!

A teraz to, co w tym fragmencie jest najistotniejsze: Czy sfałszowany protokół z rozprawy, na której miał być ogłoszony wyrok, a w rzeczywistości sędzia nawet nie zeszła do wyznaczonej sali rozpraw, przed którą oczekiwałem wraz ze swoim adwersarzem i rozprawa się nie odbyła się, czyni ten wyrok formalnym ?!!!
W trakcie oczekiwania na rozprawę mieliśmy dość czasu, by stwierdzić, że nasze opinie w tej sprawie są identyczne, różniła nas jedynie ocena wyroków: ja się z nimi nie mogłem pogodzić! W naszej obecności salę rozpraw zamknięto na klucz. Nie doczekawszy się rozprawy udaliśmy się zatem do sekretariatu na I piętro. O tym, jaki wyrok zapadł w tej sprawie dowiedzieliśmy się obaj na stopniach klatki schodowej, gdzie spotkaliśmy sędzię SSR Joannę Kitłowską, która ten wyrok miała obowiązek ogłosić w normalnych warunkach zgodnie z procedurą na
sali rozpraw !!!
Czy jeśli wyrok Sądu I instancji nie jest formalnie ogłoszony, może się odbyć sprawa apelacyjna i czy wyrok Sądu Apelacyjnego z uzasadnieniem zawierającym ewidentne kłamstwo o nieobecności stron podczas rzekomego ogłoszenia wcześniejszego wyroku również ma moc prawną?
Dlaczego w uzasadnieniu wyroku Sądu Apelacyjnego nie ma ani słowa na temat mojego zarzutu o tym, że nie ogłoszono formalnie wyroku w sądzie I instancji !!!
Jak śmiała sędzia sprawozdawca postawić mi zarzut, iż nie udowodniłem niestawiennictwa sędzi Joanny Kitłowskiej na rozprawie?!!!
Jak niby miałem tego dokonać, skoro na rozprawie apelacyjnej w obecności obu stron ta kwestia nie była wcale poruszana!
Pewnie dlatego, że było to niewygodne ani mojego adwersarza ani mnie nie pytano o tę kwestię?!!!
A może zmienia się procedura lub zwyczaje i sędzia nie musi już ogłaszać wyroku stronom na sali rozpraw tylko może to zrobić w każdym dowolnym miejscu ???!!!
A może w ogóle nic się nie stało i wszystko jest jak należy a sędzia może nawet kłamać.
Ale taki wyrok to jest prawo, czy bezprawie?
Ponadto czynienie mi zarzutu, iż występując do sądu o zgodne z prawem i projektem uregulowanie przynależności przybudówki kierowałem się jedynie osobistymi korzyściami wręcz mnie obraża!!!
Jest to również dowód na to, że wyroki w tej sprawie są niezgodne z prawem a ich celem jest jedynie danie mi nauczki i lekcji pokory!!!
Gdyby wcześniej nie popełniono błędów nie byłoby sprawy, ale gdybym te błędy spostrzegł przed kupnem "mieszkania" nie zapłaciłbym za nie ani złotówki. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że nie powinienem ufać Urzędowi Miejskiemu i innym instytucjom pomimo mojej znajomości przepisów prawa dotyczących tej materii z racji wcześniejszej mojej pracy w administracji i nie tylko.
Dotychczas uznawałem, że skoro są przepisy prawa to wszelkie instytucje oczywiście ich przestrzegają. Dziś wiem, że tak nie jest! Nawet w sądzie. Nawet mój ojciec prawnik jest też tego zdania.

Znamienne jest, że żaden sędzia czy prokurator przepisów wskazanych przeze mnie jako naruszone lub stanowiące podstawę do właściwego uregulowania całej sprawy nigdy nie zakwestionował i nie wskazał innych, właściwych w tej sprawie. Zostały one po prostu pominięte i zbagatelizowane, podobnie jak projekt czy inne dowody dostarczone przeze mnie. Żaden wyrok nie został poparty innymi przepisami prawa, tylko na podstawie faktów będących następstwem błędu a uznanych przez sąd za zgodne z prawem!!!
W żadnym wyroku nie ma mowy o istnieniu projektu z 1936r. i jego znaczeniu jako dowodu w sprawie. Podobnie nie ma odniesienia do naruszenia przez Gminę przepisów Prawa Budowlanego, Ustawy o własności lokali i innych jakbym tej kwestii wyraźnie nie poruszał albo jakby tych aktów prawnych w ogóle nie było. W filmie "Szeryf z Teksasu" przedstawiciel prawa wydzierał z Kodeksu strony z "niewygodnymi przepisami".
W mojej sprawie postępowanie sędziów i prokuratorów, nieco inne, przyniosło ten sam skutek!!!
To niesamowite ale to jest fakt. A przecież obowiązuje zasada, że np. decyzja Urzędu Miejskiego wydana z naruszeniem prawa lub sprzeczna z prawem nie może mieć skutków prawnych i z mocy prawa jest nieważna.
W Szczecinie ta zasada nie obowiązuje?!

Mam nadzieję, że nie zniechęciłem nikogo do przeczytania tego tekstu jego objętością, a przynajmniej tej osoby, która zechce się tą sprawą zająć. Jednak przez ponad osiem i pół roku w tej sprawie wydarzyło się znacznie więcej. Ciekawe też są nieliczne wyjątki dokumentów stanowiące załączniki do tego tekstu (bardzo istotne są daty), a wśród nich moja rozmowa z panią prokurator Wandą Wołek z Prokuratury Apelacyjnej przy ul. Stoisława w Szczecinie, która przyczyniła się do powtórnej interwencji pana prokuratora Tomasza Świstaka z Prokuratury Krajowej (szkoda, że bez oczekiwanych przez nas rezultatów). Czyżby tu system zawinił?
Sądzę, że jednak ludzie i to ludzie mający prawo decydowania o losie innych. Może dlatego, że są bezkarni. Tacy ludzie mają czyste sumienie, bo nie używane. Można się zastanowić nad tym, ile energii kosztuje zniszczenie człowieka a ile udzielenie mu pomocy i co daje więcej satysfakcji, upokorzenie kogoś czy załatwienie sprawy zgodnie z prawem.

Bardzo proszę, o ile to możliwe, o udzielenie mi odpowiedzi lub informacji w możliwie najkrótszym czasie. Jeśli jest szansa na ponowne rozpatrzenie mojej sprawy lub jej uregulowanie zgodnie z prawem w inny sposób, chętnie na to przystanę, bo za wszelką cenę chciałbym uniknąć występowania (właśnie piszę skargę według wzoru) do Miedzynarodowego Trybunału Praw Człowieka.
Uważam, że jest to sprawa do załatwienia na "własnym podwórku" a i wstydu można sobie zaoszczędzić.

Sytuacja jest kuriozalna a chodzi tu o dorobek całego mojego życia !!!

Andrzej W.

Polecam sprawy poruszane w działach:
SĄDY PROKURATURA ADWOKATURA
POLITYKA PRAWO INTERWENCJE - sprawy czytelników

Tematy w dziale dla inteligentnych:
ARTYKUŁY - tematy do przemyślenia z cyklu: POLITYKA - PIENIĄDZ - WŁADZA

"AFERY PRAWA"
Niezależne Czasopismo Internetowe www.aferyprawa.com
redagowane przez dziennikarzy AP i sympatyków z całego świata których celem jest PRAWO, PRAWDA SPRAWIEDLIWOŚĆ DOSTĘP DO INFORMACJI
ORAZ DOBRO CZŁOWIEKA

uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: afery@poczta.fm - Polska
redakcja@aferyprawa.com
Dziękujemy za przysłane teksty opinie i informacje.

WSZYSTKICH INFORMUJĘ ŻE WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI I SWOBODA WYRAŻANIA SWOICH POGLĄDÓW JEST ZAGWARANTOWANA ART 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ.

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.