Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
19 lipca 2019
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

Demokracja po naszemu - czyli jak oszukano pielęgniarki w Opocznie. Waldemar Korczyński

Motywacja, czyli dlaczego akurat ja.
Wiele lat temu przydarzyło mi się odkryć, że jeden z moich podwładnych przepracował w ciągu jednej doby 32 godziny dydaktyczne, czyli 24 godziny zegarowe. Wydało mi się to nieco dziwne i zacząłem dociekać jak też można to zrobić. Moje dociekania zostały przez władze uczelni docenione i wkrótce wywalono mnie z roboty ku uciesze wspomnianego wyżej „stachanowca” i przestrodze podobnych do mnie frajerów. Najpierw szef przeprowadził ze mną rozmowę, w której wytłumaczył mi, że dla dobra uczelni powinienem wszystko odszczekać, bo jak nie, to mnie z uczelni wyleje. Potem okazało się nagle, że „mój” zakład został zlikwidowany, a nas rozparcelowano do innych, o pracy których nie mieliśmy pojęcia. A potem poszło już gładko; brak tzw. wyników (według oficjalnych kryteriów byłem najlepszym pierwszo-etatowym pracownikiem wydziału. Nie oznacza to wcale że ja byłem dobry - po prostu taki był poziom wydziału). ... i bye, bye roboto.
Wszystko, oczywiście, w imię „interesu uczelni”, której opinię psułem gadaniem, że 32 godziny pracy na dobę to trochę dużo. Prawdę mówiąc gadałem jeszcze, że tytuły i stopnie naukowe bywają lipne, ale poszło chyba jednak o „konkrety”. Wszystkie sądy uznały decyzje władz Akademii Świętokrzyskiej za uzasadnione. To było bardzo dawno i o sprawie już prawie zapomniałem. Aż tu wiosną tego roku red. Raczkowski powiedział mi, że prawdopodobnie w niedalekim mym rodzinnym Kielcom Opocznie ktoś kopiuje genialne pomysły władz mojego byłego pracodawcy. Nie pomnę już czy twierdził wyraźnie, że jest to plagiat, ale obudził we mnie podejrzenie, że tak jednak być może. Tak czy siak zaproponował mi, bym osobiście sprawdził czy ktoś (w tym i opoczyńskie sądy) czasem wspomnianych pomysłów szefostwa AŚ i sądów kieleckich nie kopiuje. I tak wylądowałem w Opocznie na jednej z rozpraw w sprawie o sygnaturze akt II K 137/09 rozpatrywanej przez Wydział II Karny Sądu Rejonowego w Opocznie. Rozprawa była jawna, więc wolno o niej pisać.

O co chodzi?
Sprawa, o której mowa nie była „oryginalną”. Powróciła do SR w Opocznie po apelacji jaką od wyroku w sprawie sygn. akt VI K 633/07 (sygn. akt Prokuratury Rejonowej Ds. 602/2008) złożył Prokurator Rejonowy w Opocznie do Sądu Okręgowego w Piotrkowie Trybunalskim. Chodziło o zachowania dyrekcji Szpitala Rejonowego w Opocznie, które rzeczywiście naśladowały postępowanie mojej uczelni w stopniu uzasadniającym podejrzenia o plagiat. Zanim przejdę do meritum sprawy pozwolę sobie zauważyć, że SO w Piotrkowie dostrzegł ewidentną dowolność (by nie powiedzieć „wybiórczość”) potraktowania prze SR w Opocznie zeznań władz szpitala jako „... prawdziwe, wzajemnie się uzupełniające i korespondujące nadto z pozostałymi, zebranymi w sprawie dowodami ... (...). Cechuje je stanowczość, konsekwencja i obiektywizm.” Otóż chodzi o ten właśnie zwrot. Mnie do napisania tego tekstu skłoniło jego podobieństwo, do określenia, którego SR w Kielcach używał w moich sprawach.

Trochę szczegółów.
Nie wiem czy to ten zwrot skłonił SO w Piotrkowie Trybunalskim do bliższego przyjrzenia się sprawie, czy może zaważyła tu tradycja (Piotrków dlatego jest Trybunalski, że to tam właśnie prawa kiedyś stanowiono), ale tak czy owak wyrok uchylił i zwrócił sprawę do SR w Opocznie. A rzecz jest w istocie trywialna i dla obserwatora z zewnątrz zarówno jasna, co trudna do prostego formalnego rozstrzygania. To nie jest, niestety, paradoks. Idzie o słynne już chyba ustalenia „ustawy 203” (sformułowanie oryginalne; por. wyrok SR w Opocznie w sprawie VI K 633/07). Tym, którzy nie pamiętają przypomnę, że chodzi o wypłacenie pracownikom służby zdrowia dodatków do pensji. Praktycznie chodziło o podniesienie pensji. Owa „ustawa” wymuszona została strajkami i już w chwili podpisywania ugody wiadomo było, że forsy na to nie ma.

A było to tak.
Pielęgniarki ze Szpitala Rejonowego w Opocznie potraktowały rząd nasz poważnie (za dobrze, to to o nich nie świadczy) i upomniały się o swoje. Najpierw prosiły szefostwo o podwyżkę argumentując grzecznie, że przecież przyznał im ją rząd RP, więc forsa należy im się z mocy prawa. Szefostwo argumentowało, że pieniędzy nie ma, szpital jest zadłużony, a wypłata przyznanych pielęgniarkom dodatków zachwieje płynnością finansową zakładu. Pielęgniarek to nie przekonało, poszły do sądu, sprawę wygrały (ciekawi mnie czy mogły przegrać) i dostały stosowne kwity, na mocy których komornik miał prawo zająć część majątku szpitala aby wypłacić im należne pieniądze.
I tu zaczyna się heca.
Otóż tzw. koszty komornicze to całkiem niezły procent wartości tego, co komornik zajmuje. W tej sytuacji dyrekcja szpitala zaproponowała pielęgniarkom wypłacanie swoistych zapomóg, które miały chyba być realizacją wspomnianej wyżej „ustawy”. Tyle tylko, że zasiłki te nie były przyznawane na stałe jako część wynagrodzenia, lecz na bliżej nieokreślony czas. W dodatku trzeba było pisać prośby o ich przyznanie. W ten prosty sposób pozbawiono by pielęgniarki przyznanych im przez ustawę praw i sprowadzono by do roli petentek zmuszonych do ustawicznego proszenia o coś, co im się z mocy prawa należało. Przy dobrym rozegraniu można by potem potraktować ten „dodatek” jako premię uznaniową i np. wymuszać dodatkową, bezpłatną już w istocie pracę.
Nie twierdzę, że dyrekcja zamiar taki miała, zauważam tylko, że było to możliwe. I to była, jak rozumiem marchewka. Kij był standardowy; groźby. Na spotkaniu pielęgniarek z dyrekcją padło stwierdzenie, że będą zwolnienia. Pielęgniarki twierdzą (a na pierwszej rozprawie potwierdza to jeden z członków szefostwa), że mowa była o zwalnianiu niepokornych, które pójdą do komornika. Dyrekcja, że chodziło o zwolnienia grupowe niezależne od tego, kto do komornika pójdzie. I niektóre pielęgniarki poszły.

Normalne ruchy kadrowe.
Niedługo po tym fakcie co bardziej aktywne zostały przeniesione na inne oddziały; jedna nawet do odległej o kilkanaście kilometrów jednostki, gdzie dojechać można tylko samochodem. Nie pytałem, ale sama nie pochwaliła się, że zaproponowano jej zwrot dodatkowych kosztów (stracony czas, zdrowie, paliwo itp.), więc wnoszę, że awans to to raczej nie był. Inne panie też wylądowały na stanowiskach, gdzie musiałyby się do pracy na nowo przyuczać. Takie przenosiny zdarzają się w każdym szpitalu, więc można by powiedzieć, że nic się nie stało. Można by, gdyby nie kilka faktów. Otóż

  1. żaden ze świadków nie pamiętał by w tak krótkim czasie dokonano tylu zmian stanowisk pracy pielęgniarek.
  2. żadna z przenoszonych nie odebrała tego jako awans. Przy takiej ilości zmian normalnie część przenoszonych się smuci, ale inne się cieszą. Tu żadna.
  3. przenoszono pielęgniarki ze zgranego, jak zgodnie przyznawali wszyscy, zespołu.

Dwa pierwsze punkty na pracę szpitala rzutują tylko pośrednio; niezadowolony pracownik, to pracownik kiepski. Rozwalanie zespołu, to sprawa poważna. Ja nie znam specyfiki pracy zespołu pielęgniarek chirurgicznych, ale boję się, że mogło to skutkować narażeniem zdrowia, a może i życia pacjentów. Takie nagromadzenie dziwnych zachowań jest już statystycznie istotne więc pielęgniarki poszły do prokuratora, a ten oskarżył dyrekcję szpitala o naruszenie art. 218 k.k.. Sąd to niecodzienne nagromadzenie zdarzeń olał i oskarżenie oddalił.

Kto jest stanowczy, a kto obiektywny?
Być może SR w Opocznie znalazł jakieś wytłumaczenie tego zbiegu okoliczności, ale w uzasadnieniu wyroku odkryciem swoim się nie pochwalił. Podniósł za to wspomnianą na wstępie wyższą wiarygodność zeznań (szeroko rozumianego) szefostwa szpitala i dodał standardowy, niestety, zwrot, iż były one stanowcze, konsekwentne i obiektywne. Prawdę mówiąc, to we mnie takie właśnie wypowiedzi budzą natychmiast podejrzenie, że coś w porządku nie jest. No to sprawdźmy. Na żadnej z rozpraw sprawy sygn. akt VI K 633/07 nie byłem. Nie wiem na jakiej podstawie sąd ustalił, że zeznania oskarżonych były stanowcze. Normalnie może to oznaczać sposób mówienia, ton, mimikę itp. lub konsekwencję, tzn. powtarzanie w kilku wypowiedziach dokładnie tych samych treści. To drugie znaczenie należy chyba wykluczyć, bo o brzytwie Occhama, to sąd pewnie na studiach coś czytał, więc chodzić może tylko o aspekty w jakimś sensie psychiczne. Ale tu potrzebna byłaby opinia biegłego. A opinii takiej sąd nie przywołał. No to dlaczego te wypowiedzi były stanowcze, a wypowiedzi pielęgniarek nie, lub w mniejszym stopniu? Zobaczmy teraz jak to jest z tą konsekwencją. Otóż co najmniej jeden z oskarżonych zasadniczo zmienił swoje zaznania. No to dlaczego sąd nie napisał, że np. zeznania większości oskarżonych są konsekwentne? Opuszczanie kwantyfikatora rozumie się zazwyczaj jako kwantyfikator ogólny. Można, oczywiście, powiedzieć, że jest to rozszczepianie włosa na czworo, a to jest taki sobie skrót. Można by, gdyby nie fakt, że odczytuje się to jako zasadnicze zróżnicowanie wartości zeznań pielęgniarek i ich szefów. Dokumenty tego nie potwierdzają, a sąd to nie mały Jaś, który mówi mamie, że nie pójdzie do szkoły bo go (wszyscy) nauczyciele nie lubią. Jak sąd ustalił, że zeznania dyrekcji są obiektywne wie zapewne on sam (tzn. sąd) i Bóg w Trójcy jedyny, bo wedle wszelkich znanych mi znaczeń tego słowa w tym konkretnym przypadku żadne z zeznań (w tym i pielęgniarek) obiektywne być nie mogło. Jeśli się mylę, chętnie usłyszę jak rozumie to sąd.

To nie jest incydent.
Tak naprawdę, to w tym – i tak już długim – tekście chciałem zwrócić uwagę nie tyle na istniejący konflikt co na zjawisko. Niebezpieczne zjawisko pisania uzasadnień wyroków sloganami, których znaczenia niesposób normalnie wyjaśnić. To jest to, co w wielu sprawach „bije po oczach”. Nie wiem jak można to adekwatnie nazwać, ale wiem, że prowadzi to do alienacji nie tylko sądów, ale i wielu instytucji Państwa z normalnie myślącego społeczeństwa. Nie wydaje mi się, by było to dla Państwa czy społeczeństwa najlepsze.

Na marginesie.
Tematem tego artykułu nie jest „istota” konfliktu w Szpitalu Rejonowym w Opocznie, ale kilka jego aspektów warto zauważyć. Opisywana sprawa ma wiele cech typowych konfliktów w zakładach pracy. W jednym tekście wszystkich ich opisać się nie da. Do tematu pewnie wrócimy, bo przypadek jest w zasadzie modelowy. Dla „ogólnego” modelu nie ma to znaczenia, ale tu akurat konflikt nie został wygenerowany ani przez pielęgniarki ani przez dyrekcję szpitala. On powstał dużo wyżej. Standardem jest jednak to, że za błędy władzy płacą podwładni. Tu pielęgniarki i dyrekcja, które nasi rządzący postawili po przeciwnych stronach wykoncypowanego ad hoc przepisu. Tak naprawdę, to „zawinił” tu obłędny, odziedziczony chyba jeszcze z zaboru rosyjskiego (Sałtykow –Szczedrin kłania się nisko) nawyk „rozwiązywania” sporów z pozycji siły. A podwładny to nie to samo co poddany. Chcę powiedzieć jasno. Ja dyrekcję opoczyńskiego szpitala rozumiem. Ci ludzie zostali postawieni w wyjątkowo trudnej sytuacji. Jeśli uznali, że ich ona przerosła, to można było zakomunikować to swoim przełożonym. I postawić się do ich dyspozycji. Być może powiadamiając równocześnie media. Ja nie wnikam – bo nie mam takich szans – w szczegóły konfliktu, ale wiem, że próby jakiegokolwiek ograniczania tego nieszczęsnego zapisu „ustawy 203” musiały doprowadzić do spięć. Nie wiem jaka jest różnica między płacami pielęgniarki i lekarza, ale nie wydaje mi się by było to np. 500 złotych. Rozumiejąc szczególną rolę lekarza w całym systemie służby zdrowia warto jednak zauważyć, że znajomość tej różnicy (a pielęgniarki pewnie ją znały) czyniła „dyskusję” dyrekcji z pielęgniarkami o „ustawie 203” praktycznie niemożliwą, a na pewno niemoralną. I nie należało jej podejmować.

Społeczne refleksy tej sprawy mogą być ważne dla wszystkich, bo społeczeństwo starzeje się w szybkim tempie (zdaje się, że w przyszłym roku zacznie się powojenny wyż emerytalny) i problemy służby zdrowia zapukają do wielu rodzin. To temat – rzeka, niestety bez prostych recept jak o nim pisać.

AP Waldemar Korczyński


Tematy w dziale dla inteligentnych:

ARTYKUŁY - do przemyślenia z cyklu: POLITYKA - PIENIĄDZ - WŁADZA

Polecam sprawy poruszane w działach:
SĄDY PROKURATURA ADWOKATURA
POLITYKA PRAWO INTERWENCJE - sprawy czytelników

"AFERY PRAWA"
Niezależne Czasopismo Internetowe www.aferyprawa.com redagowane przez dziennikarzy AP i sympatyków z całego świata których celem jest PRAWO, PRAWDA SPRAWIEDLIWOŚĆ DOSTĘP DO INFORMACJI
ORAZ DOBRO CZŁOWIEKA

uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: afery@poczta.fm - Polska
redakcja@aferyprawa.com
Dziękujemy za przysłane teksty opinie i informacje.

WSZYSTKICH INFORMUJĘ ŻE WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI I SWOBODA WYRAŻANIA SWOICH POGLĄDÓW JEST ZAGWARANTOWANA ART 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ.

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.