Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
28 maja 2022
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 10-11-2012

Ujawnianie danych osobowych - Mirosław Naleziński
 

Co o ujawnianiu danych osobowych mogą powiedzieć polscy prawnicy i czy ich zdanie jest odmienne od zdania na ten sam temat, ale prawników zagranicznych?

Polska należy do Unii Europejskiej, ale kiedy u nas ktoś popełni przestępstwo, to media podają jedynie inicjały, niezależnie czy omawiany jest czyn podejrzanego, oskarżonego, czy skazanego. Często dochodzi do kuriozalnej sytuacji, kiedy w końcu organa ścigania wysyłają list gończy za np. Janem Kowalskim (ujawniają wówczas pełne dane i wizerunek), ale kiedy uda się poszukiwanego ująć, to w najnowszych przekazach, nagle taka osoba nazywana jest Janem K., zaś twarz ma charakterystyczną naoczną przepaskę.

Nasze Państwo ma swój system prawny od wielu lat i z pewnością nie jesteśmy jakimś podrzędnym państwem w dziedzinie prawa, ale trudno uznać, że niemal 40 milionów obywateli ma najlepsze przepisy dotyczące ujawniania danych osobowych - nasza Temida należy do najbardziej dyskretnych dam na świecie.

Kilkaset milionów obywateli żyje w systemach prawnych, które ujawniają dane wymienionych osób i to już na etapie podejrzenia, choćby znany przykład z austriackim zboczeńcem Fritzlem, którego nazwisko zostało podane w mediach tuż po ujawnieniu przewin i na długo przed wydaniem wyroku. Podobnie rzecz miała się z norweskim terrorystą Breivikiem.

Nazwiska Polaków, którzy zawinili poza ojczyzną, u nas są zwykle utajnione, natomiast każdy może je poznać w internecie. W sierpniu 2011 nasz rodak zabił 6 osób na wyspie Jersey i wystarczyło wpisać kilka tagów (Damian, Jersey, Polish), aby otrzymać linki do całej masy artykułów podających nie tylko jego pełne dane, ale i jego wizerunek oraz wszystkich ofiar – imiona, nazwiska, fotografie, wspomnienia. Kilka dni temu nasza rodaczka zabiła dwoje dzieci w USA, ale jeśli wpisać parę tagów (Elzbieta, children, Naperville), to otrzymamy wszelkie dane, które w Polsce podlegają cenzurze.

W dobie internetu, kiedy cały świat jest globalną wioską, w której niemal wszystko jest jawne, nasza polska sekretna wyspa jest tylko iluzją, bowiem informacje zabronione (ocenzurowane) przez nasze prawo, są zamieszczane przez cudzoziemców (oraz przez naszych rodaków) na zagranicznych portalach i pozostali Polacy mogą tamże uzyskiwać informacje, które są obszerniejsze, niż dawkowane w naszych mediach. Nasze media tkwią w archaicznych okowach, nakazujących niepodawanie danych osobowych - nawet podanie nazwiska zabójcy, na którego zapadł ostateczny wyrok, wymaga zgody sądu.

Z czego to wynika? Inne narody mają system prawny postawiony na niższym poziomie, niż nasz, polski? A przecież są to państwa najczęściej o wyższym poziomie techniki, wyższej jakości życia (w tym o sprawniejszej służbie zdrowia), wyższych płacach, większej zamożności (w tym z poważniejszymi bankowymi oszczędnościami), zatem trudno uznać, że nasze prawo jest na wyższym poziomie, jeśli w innych dziedzinach jesteśmy - co tu owijać w bawełnę - gorsi. Skoro weszliśmy do Unii i chcemy dogonić bogatszych i mądrzejszych, to w dziedzinie prawa powinniśmy uznać wyższość prawa innych - bardziej cywilizowanych - państw i wprowadzić u nas zmiany idące w kierunku zastosowania rozwiązań prawnych rodem z tych państw.

Gdyby choć procesy toczyły się w Polsce sprawnie i szybko oraz gdyby wyroki były wydawane przez mistrzów temidowego fachu. Jednak czego się dotknąć - czy to sprawiedliwości, czy to ochrony danych osobowych (i pewnie innych kwestii), to jesteśmy daleko za togowymi zachodnimi przodownikami, zatem dlaczego upierać się, że nasze rozwiązania prawne i organizacyjne są lepsze, niż w bardziej cywilizowanych państwach świata, w tym w naszej Unii?

Już kiedyś ideolodzy wspierali amatorski sport oraz socjalistyczne doktryny i po wielu latach eksperymentów, oba wspomniane pomysły na oryginalne zmienianie świata, jednak spełzły na niczym. Dlaczegóż więc polscy prawodawcy upierają się, że mają rację (a inni jej nie mają!) w kolejnej niereformowalnej branży?

Podobnym problemem są rozważania na temat ujawniania danych osobowych na dowolnym portalu i związane z nimi pytanie prawne – „czy użytkownik portalu może ujawnić dane osobowe innego użytkownika, który pisuje na tym portalu swoje opinie pod nikiem?”. I pomocnicze pytanie, gdyby odpowiedź na poprzednie brzmiała „nie”„czy można to uczynić, jeśli anonimowy dyskutant kłamie i oczernia albo popełnia inne wykroczenie lub przestępstwo?”.

Przykładowo – pewien JK pisze, że Gagarin nie poleciał w kosmos lub że Amerykanie nie wylądowali na Księżycu albo że AB pisze nie tylko jako ów AB, ale również jako CD. Załóżmy, że AB zorientował się, kto jest autorem i ujawnia, że tekst napisał pan Jan Kowalski (piszący jako JK). Czy ów Kowalski może wytoczyć proces, powołując się na prawo, dotyczące problematyki ujawnienia danych osobowych? I jaka może za to grozić kara? Przeprosiny, pewna kwota, czy nawet więzienie?

A jeśli polski wymiar sprawiedliwości nie chce lub nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie, to jakie zdanie w tej materii miałby Trybunał w Strasburgu? Wszak należymy do Unii i to unijne prawodawstwo jest nadrzędne nad polskim, przynajmniej w sferze praw człowieka, a do nich należy publikowanie tekstów na temat hipotez, idei, ciekawostek, dziwactw, patologii i osiągnięć w dziedzinie techniki, tak dotyczących działalności urzędów, mediów, grup (zawodowych, społecznych, politycznych itp.), jak również osób wypowiadających się w mediach, np. w internecie. Może w polskich sądach powinni bywać zagraniczni obserwatorzy, podobnie jak podczas wyborów albo podczas konfliktów zbrojnych?

Jaka jest dotychczasowa temidowa praktyka w Polsce? Kiedy pewien facet ujawnił w internecie prawdziwe dane osoby pisującej pod swoimi inicjałami, to ta osoba udała się do prawnika, na policję i do dwóch sądów, aby walczyć o swoje – jak uważała ta osoba - dobre imię.

Adwokat powódki nie tylko w pozwie postawił zarzut, że pozwany ujawnił jej pełne dane osobowe, ale również, że wyjawił „skrócone dane osobowe” (zarzucono, że zamieścił inicjały oraz omówił jej działalność zawodową, co już – wg niego – było czynem prawnie nagannym!). Natomiast sędzia, w uzasadnieniu wyroku, wyliczył szereg dóbr osobistych, w tym pseudonim i nazwisko oraz cześć i prawo do prywatności, i na tej podstawie wydał wyrok skazujący. Padł przy tym ofiarą hipokryzji prawnej, bowiem owe dobra osobiste przysługują wszystkim obywatelom, zatem także pozwanemu, który przecież wcześniej został pomówiony, że nielegalnie zarejestrował się na pewnym portalu i że obrzydliwie postponował powódkę, która ponadto sfałszowała jego podpis. Jak widać, polski sędzia wykazał się nie tylko dwojakim traktowaniem obu stron konfliktu, ale również nie rozważył najważniejszych aspektów sporu, zatem popełnił szereg błędów. Jak to możliwe, że wykształcony prawnik, podkreśla szereg dóbr osobistych jednej strony, a jednocześnie ignoruje prawo do posiadania tych samych dóbr drugiej strony, nie dostrzegając owej prawnej komiczności godnej samego Barei, bowiem pozwanego całkowicie pozbawił dokładnie tych przymiotów, które przydał w nadmiarze powódce i nie uczynił tego na bazarze, lecz w nobliwym gmachu pod auspicjami Temidy? Czyż - jako bezstronny sędzia - nie powinien traktować obu stron jednakowo?

Polski sąd ponadto skazał polskiego dziennikarza za omówienie i krytykę nieetycznych czynów w wykonaniu owego JK i za nazwanie jego hipokrytą.

Tego typu zarzuty, które są rozpatrywane z wielką troską w Polsce, zostałyby wyśmiane od Portugalii po Finlandię! A u nas setki sędziów badają takie kwestie, tracąc czas, pieniądze i zwiększając liczbę zbyt długo rozpatrywanych - i nawarstwiających się - spraw! 

Grecki dziennikarz Kostas Waksewanis, redaktor tygodnika „Hot Doc”, opublikował nazwiska 2059 greckich posiadaczy kont w szwajcarskim banku HSBC, w którym jego zaradni rodacy zgromadzili około dwóch miliardów europów (średnio po milionie na osobę). Grek został oskarżony o kradzież danych osobowych. Prokurator ponadto oskarżył go „o zniesławienie posiadaczy kont oraz o zamiar ich - jednak w przenośni - ukrzyżowania”, za co - w przypadku wyroku skazującego - publicyście groziło do dwóch lat więzienia.

Co ciekawe, Francja przekazała tę listę władzom Grecji dwa lata temu, jednak Ateny nie zrobiły z informacji żadnego użytku. Dokument nazwano „listą Lagarde” (od ówczesnej francuskiej ministry Christine Lagarde, która stoi obecnie na czele Międzynarodowego Funduszu Walutowego).

Doniesienia o szwajcarskich kontach wzburzyła Greków (dotkniętych rządowymi drastycznymi oszczędnościami, w tym obniżkami płac i emerytur), którzy podejrzewają, że właściciele kont (w tym również znani politycy i biznesmeni) doszli do swych majątków kosztem państwa.

46-letni dziennikarz zarzucił greckim władzom ukrywanie prawdy i popieranie nietykalnych zamożnych elit, co w – objętej kryzysem – Grecji jest poważnym zarzutem.

Waksewanis powiedział, że świadomie zaryzykował – „Prasa ma prawo do opublikowania dokumentów, które władze ukrywają lub uznają za nieważne, jeżeli służy to ujawnieniu skandalu”. 

Polski dziennikarz uważa, że gdański sąd wydając wyrok w sprawie IC692/09 skompromitował się na paru polach - m. in. adwokat w pozwie sfałszował zarzuty, zaś sędzia tego nie zauważył albo nie chciał zauważyć, ponadto sędzia zignorował najpoważniejsze zarzuty, czyli fałszerstwo w wykonaniu owego Jana Kowalskiego i pomówienie przez niego obywatela AB, którego fałszerz uznał również - zapewne w jakimś (o)błędzie - za CD, zatem skazujący wyrok powinien zapaść, jednak... odwrotnie! 

Trudno powiedzieć, jaki wyrok otrzymałby ów Grek w III RP, gdyby ujawnił taką listę naszych ciułaczy, ale – znając mentalność polskich sędziów, którzy permanentnie ukrywają nazwiska naszych podejrzanych, oskarżonych a nawet skazanych – orzeczono by wyrok skazujący, natomiast ateński sąd po prostu... uniewinnił tamtejszego obywatela, który nie musi przepraszać, czegokolwiek uiszczać i może nadal spokojnie wykonywać swój zawód.

U nas Temida uruchomiła cały swój niereformowalny system, zatem nikt nie może unieważnić kuriozalnego (a nawet – idiotycznego!) wyroku, który m.in. nakazuje przeprosić za nienapisane inwektywy, przy czym sądy grożą karą do 100 tys. zł! Czy jakiś togowy mądrala w stolicy w końcu poświęci nieco swego czasu, aby zbadać tę sprawę i poprawić gdański bubel? Czy prawników, którzy znają tę sprawę i nie mają zamiaru kiwnąć palcem, można nazwać szkodliwymi togowymi leniami i palantami? 

Wyobraźmy sobie, że na portalu anonimowo pisze jakiś polityk, sędzia, prokurator, biskup, noblista, twórca, etyk, oficer, urzędnik, wykładowca, pisarz i ktoś ujawnia jego prawdziwe i pełne dane – czy jest to powód do wytaczania procesu? Należy zatem zadać pytanie prawne – czy odkrycie faktu, że pod ksywką albo pod inicjałami ukrywa się jakiś intelektualista o konkretnych i właśnie ujawnionych danych, należy uznać za przestępstwo, które jest zagrożone poważnymi sankcjami prawnymi? Należy także rozpatrzeć dwa warianty – dane osobowe zostały niemal natychmiast wykasowane z internetu oraz dane nie zostały nigdy skasowane.

Użytkownik (JK) portali X oraz Y, który został ujawniony (Jan Kowalski), poinformował dyskutantów - „Skasowałem moje konto z portalu X, ponieważ AB upublicznił moje dane bez mojej zgody na portalu Y i jutro wysyłam pismo na policję, zgłaszając przestępstwo (naruszenie Ustawy o ochronie danych osobowych oraz naruszenie dobrego imienia)”. Czy jego reakcja była uzasadniona oraz czy w świetle polskich i unijnych przepisów, osoba ujawniająca jego dane powinna zostać skazana przez sąd w imieniu III RP? 

Skrajna dyskrecja, wręcz tajemniczość, to już pewnie narodowa cecha Polaków, którym wmawia się, że niemal wszystko jest tajne. Właśnie wynegocjowano niższą cenę gazu importowanego z Rosji. Nie dowiemy się, o jakiej nowej cenie mowa, natomiast wiemy, że wcześniej nasza cena była najwyższa pośród państw Unii oraz podane były ceny płacone przez inne państwa i poprzednia cena płacona przez Polskę. Skoro można było umieścić nasz kraj na ostatnim miejscu, to znaczy, że inne państwa z płaconych cen nie robiły tajemnicy, zatem bareizmem trąca powoływanie się na tajemnicę handlową i jednoczesne pokazywanie na planszach cen wynegocjowanych przez inne państwa...

Właśnie ogłoszono w mediach, że Katarzyna W. od trzech tygodni nie zgłasza się na komisariacie policji – nie podano pełnych danych i na wyraźnym zdjęciu zamazano nieco okołooczne okolice, co niewiele dało, bowiem niemal każdy pamięta zarówno nazwisko tej pani, jak również jej wizerunek. Hipokryzja zjawiska polega także i na tym, że dawniej podawano pełne dane osobowe i zamieszczano nawet filmiki z udziałem tej osoby – wystarczy przejrzeć stare czasopisma lub poszperać w internecie.

Jeśli w Polsce istnieje hipokryzja prawna i to na tak masową skalę, to nie dziwota, że prawnicy (adwokaci i sędziowie) każde ujawnienie danych potrafią zakwalifikować do kolejnej procesowej walki o tzw. sprawiedliwość. To bareizm w czystej postaci i ciekawe, który z polskich prawników, jako pierwszy publicznie przyzna, że nasze sądy nie tylko zajmują się głupotami, ale ponadto wydają idiotyczne wyroki?

Więcej:

Molestowanie stale na topie, czyli wysyp kłamstw i pomówień. MIROSŁAW NALEZIŃSKI
Polska najweselszym barakiem postkomunistycznym - Mirosław Naleziński
Czy nie za wielu jest lawirantów kręcących się po sądach?  Mirosław Naleziński
Stadion Narodowy zatonął jak Titanic Mirosław Naleziński
Pomyłki sądowe i co dalej? Mirosław Naleziński
Europejski Trybunał Praw Człowieka - Polska nie wie, co w Europie jest zniesławieniem. Mirosław Naleziński 
Polska kłamstwami stoi - przykład Prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku Ryszarda Milewskiego Mirosław Naleziński 
Jak zwalczać patologię w italskich i polskich szkołach? Mirosław Naleziński
Czy księżnej Kate wypada toplesować? Mirosław Naleziński
Polska to kraj cudownych ludzi i coraz przejrzystszych przepisów... telefoniczna przygoda z komorniczką Mirosław Naleziński 
Pisarka Chomuszko kłamie jak z nut... Mirosław Naleziński 
Nagi Harry a naruszanie dóbr osobistych - Kto im obroni dobre imię? Mirosław Naleziński
Niezbędna komisja ds. Amber Gold Mirosław Naleziński
Wolność słowa na Ziemi i kara ponad naszą planetą  Mirosław Naleziński
Media Markt i sądy – nie dla idiotów! Czy idioci tworzą procedury? Mirosław Naleziński
Hipokryzja prawna a nowy znak drogowy Mirosław Naleziński
Państwa i obywatele pomawiają się na całego... Mirosław Naleziński
Antypody Temidy niskokomfortowego państwa. Mirosław Naleziński
Łebskich obywateli nam trzeba! Mirosław Naleziński
Czy sędzia współodpowiada za przestępstwo? Mirosław Naleziński
Czy fałszywy dowód pogrzebie ekspertkę Chomuszko ? Mirosław Naleziński, Gdynia 
Polscy sędziowie mylą się na potęgę Mirosław Naleziński, Gdynia
Piłkarscy i togowi sędziowie ciągle popełniają błędy bez odpowiedzialności i konsekwencji. Mirosław Naleziński
Londyn walczy z internetowymi łobuzami, to może i Warszawa powalczy? Mirosław Naleziński
Nie tylko antypodzi są durniami - Mirosław Naleziński
Jak zarobić w internecie 200 tysięcy rubli? Mirosław Naleziński, Gdynia
Lawiranci mają się dobrze w RP  Mirosław Naleziński, Gdynia
Wolność słowa a togowy kretynizm Mirosław Naleziński
Temidzie wisi interes publiczny Mirosław Naleziński
Mirosław Naleziński Kaktusy i obrazy - adresat: Pan Jarosław Gowin Minister Sprawiedliwości 
Szaleństwo posła Niesiołowskiego i minimalna odległość od niego  Mirosław Naleziński, Gdynia
Wolność dziennikarskiego słowa – Strasburg kontra Polska  Mirosław Naleziński, Gdynia

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.

~nudna veritas
14-11-2012 / 23:41
kasy i żeby jej było na wierzchu bez względu na wzgląd. I żeby ten namolny Mirnal odczepił się od lelyi, co pozwoli lelyi przyssać się do innej, bardziej spolegliwej ofiary.
~zdezorientowany
14-11-2012 / 22:59
czy ktoś wie o co chodzi tej sympatycznej księgowej? tak jednym zdaniem - czego ona oczekuje od oskarżonego?
~odcisk
14-11-2012 / 17:47
W drugim przypadku, kto utrudnia lub udaremnia postępowanie karne itd. chodzi o przepis art. 239 k.k. Sprawcy takiego czynu zabronionego grozi do 5 lat odsiadki. Oskarżanie przez prokuraturę za takie występki i wydawanie przez sądy sprawiedliwych wyroków z pewnością poprawiłoby stan polskiej demokracji.
~Mirnal
14-11-2012 / 10:11
Dzisiaj media podają (Wszczęto śledztwo ws. niedopełnienia obowiązków przez prokuratorów wojskowych z Warszawy) - Decyzję o wszczęciu śledztwa prokuratorzy oparli na dwóch artykułach z kodeksu karnego. Pierwszy z nich (z art. 231 par. 1) mówi, że "funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3". Drugi (art. 231 par. 1) informuje, że "kto utrudnia lub udaremnia postępowanie karne, pomagając sprawcy przestępstwa, w tym i przestępstwa skarbowego uniknąć odpowiedzialności karnej, w szczególności kto sprawcę ukrywa, zaciera ślady przestępstwa, w tym i przestępstwa skarbowego albo odbywa za skazanego karę, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5". Trzeba będzie wytknąć gdańskim togowcom chęć zatuszowania sprawy pisarki Chomuszko (jej pomówienia i sfałszowania) oraz sprawy adw. Kolankiewicza (fałszerstwo - zamiana wyrazów w pozwie).
~Mirnal
13-11-2012 / 20:29
Panie Prawnik, skoro woli Pan czekać na wyrok, to może wypowie się Pan na temat niniejszego artykułu. Omów Pan jakiś akapit - taki, z którym się Pan zgadza, albo przeciwnie. A w szczególności tekst wytłuszczony.
~Olga
13-11-2012 / 18:51
Mirek i tupet, zsiusiałam się śmiechu! Cały szkopuł, że Mirek nie ma tupetu i zaatakowany walczy z klasą, chociaż moim zdaniem w tym przypadku powinien natychmiastowo odłożyć ją na półkę. Panie prawnik, pisz pan, pisz! I podpisz i powiedz gdzie te cuda, wszyscy lubimy dykteryjki, chociaż może nie koniecznie w stylu najdowciapniejszego z wątków, tu wyższe loty by się zdały.
~prawnik
13-11-2012 / 17:12
jakoś nie mam do Pana zaufania i wolę poczekać na wyrok. Pana przypadek jest o tyle ciekawy, że próbuje Pan sprawę wygrać tupetem, a nie prawdą. I o tym będę pisał.
~Mirnal
13-11-2012 / 13:51
Panie Prawnik - po co czekać do zakończenia? Ja już Pana upoważniam do opisania sprawy i to z podaniem mojego nazwiska. Nich Pan też przy okazji opisze sprawę Kowalczyka, który 12 lat posiedział w pudle, bo jacyś kretyni go tam posadzili. A jak już ten pan opisze ich jako palantów, to weź Pan broń togowców, bo przecież ich dane osobowe są święte. A, i jeszcze jedno - weź Pan opisz tego Greka, co to podał 2 tys. nazwisk i nie dostał wyroku. A tam 2000 ludzików cierpi z powodu ujawnienia danych. A ja będę pisać tak długo o fałszerstwie i pomówieniu (że MN=JK) aż paru głupców pojmie, że miałem rację. Im wcześniej Pan opiszesz moja historię, tym lepiej. Ponadto zaryzykujesz Pan swoim autorytetem i nazwiskiem, a potem zobaczysz Pan jaka była prawda. To żadna sztuka poczekać na koniec procesów i wziąć kasę za artykuł. Weź Pan zaryzykuj - pliz! Ale skoro Pan jesteś prawnik - to oceń Pan sytuację - adwokat zarzut "pikantne" zamienia na "wulgarne" - czy czegoś takiego uczą na studiach? Grek może ujawniać, a Polak nie? Ta sama Unia? Panie Prawnik - piszę setkę artykułów, aby zakryć prawdę? A po cóż miałbym sobie zadawać tyle trudu? A może znasz Pan inny taki przypadek? facet pisał o swojej niewinności 100 tekstów a okazał o się, że był winny? Natomiast ani adwokat, ani pisarka nie piszą żadnych tekstów i Pan opowiadasz się po ich stronie? Bo jakiś jeden czy dwa komentarze są przekonujące? Każdemu sędziemu napiszę publicznie, że jest idiota, skoro uważa, że pisałem jako JK. Żaden biegły nie podpisze się pod taką tezą. Oczywiście, biegłego Pan nie negujesz (że powinien być powołany)?
~Anka
13-11-2012 / 12:49
Ciekawy prawnik, który boi się podpisać:-))). Pani Chomuszko jest osobą publiczną, co sama zresztą podkreśla, więc zgodnie z polskim prawem ( tak, panie prawniku! zgodnie z polskim prawem) jej dane osobowe ( takie jak jej nazwisko i wyczyny) może omawiać/ opisywać KAŻDY.
~prawnik
13-11-2012 / 11:14
zaintrygował mnie kiedyś Pan swoją sprawą, właśnie z racji ilości artykułów jakie Pan napisał. Teraz, czytając dokładnie, również to co jest na portalu Nowy Ekran w komentarzach, mam odczucie, że niestety, ale to wygląda tak, jakby Pan chciał tą ilością artykułów przykryć (ukryć) prawdę. Tak to wygląda w mojej prawniczej ocenie i tak mi podpowiada zawodowa intuicja. Co co danych osobowych. Proszę Pana, dane osobowe są własnością danej osoby tak jak samochód, dom, laptop. Rozporządzając się nimi bez zgody osoby zainteresowanej (właściciela), łamie Pan prawo. To jest oczywiste. Jeśli właściciel danych osobowych sprzeciwia się temu (słownie, pisemnie) tym bardziej Pana postępowanie jest naganne. Jeśli do tego dodać, że bezprawnie rozporządza się Pan cudzymi danymi po to, aby tej osobie zaszkodzić, to już jest przestępstwo. I można przywołać tutaj wiele paragrafów. Proszę Pana, mnie argumentacja podana w komentarzach na stronie Nowego Ekranu przekonała. Jeśli to jest prawda, to ma Pan jedno tylko wyjście: przeprosić, wykasować z Internetu wszystkie kłamstwa odnośnie tej Pani i błagać ją, aby wycofała sprawę. Jeśli dojdzie do przeprowadzenia dochodzenia i dowody wykażą, że Pan postępując nieuczciwie, bojąc się przyznać do popełnionych czynów, fałszywie oskarżał Panią, sędziego i adwokata i zdaje się kilka jeszcze osób, to ma Pan z głowy najbliższe kilka lat. Sam podałbym Pana cywilnie o zadośćuczynienie za coś takiego. Więc będzie się Pan mógł spodziewać takiego dalszego ciągu: niekończące się sprawy cywilne i zadośćuczynienia. I przegra Pan te sprawy. Radzę Panu mocno się zastanowić od tego momentu nad każdym słowem i czynem. To taka moja prawnicza rada dla Pana. Swoją drogą, brak mi słów, na określenie czegoś takiego. Cztery lata nękać kogoś, samemu mając na sumieniu stokroć gorsze przewinienia. Po zapadnięciu wyroku opiszę to w artykule pisma prawniczego. Doprawdy ciekawy przypadek.