Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:



Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
22 marca 2017
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 17-08-2012

Hipokryzja prawna a nowy znak drogowy Mirosław Naleziński

Na ulicach znajdują się przejścia dla pieszych, które nie są klasycznymi skrzyżowaniami – prostopadle do ulicy zorganizowane jest samo przejście, odpowiednio oznakowane i czasami posiadające światła sygnalizacyjne.

Jeśli dla kierowców włączone jest zielone światło, to pierwszeństwo zmotoryzowanego użytkownika jest oczywiste. Jeśli ma czerwone światło, to pierwszeństwo należy dla kierunku prostopadłego, czyli – w opisanym przypadku – dla pieszych, którzy mają zielone światło.

Generalnie przepisy uznają, że czerwone światło zabrania przejazdu lub przejścia w sposób obligatoryjny.

Ponieważ bywają sytuacje, kiedy światło czerwone jest włączone, lecz na kierunku prostopadłym żaden pojazd lub pieszy się nie porusza, przeto należałoby zmienić filozofię – światła czerwone potraktować w sposób fakultatywny, czyli jeśli nie widzimy poruszającego się pojazdu (nie nadjeżdża z naszej lewej strony), to przechodzimy przez jezdnię do połowy, mimo włączonego czerwonego światła i jeśli nadal mamy czerwone światło, lecz z prawej strony nie nadjeżdża cokolwiek - spokojnie przechodzimy.

Jeśli zbliżamy się w pojeździe do opisanego przejścia dla pieszych i mamy czerwone światło, to znaczy, że pierwszeństwo przejścia mają przechodnie, natomiast jeśli nie ma ich ani na przejściu, ani nie podchodzą do krawężnika, to powinniśmy mieć prawo do przejazdu z niewielką prędkością i przy zachowaniu maksymalnych środków ostrożności.

W tym celu należałoby przed takimi przejściami instalować znaki drogowe ostrzegawcze – na tarczy o czerwonym otoku, na białym tle, zamieszczona byłaby cyfra 5 z niewielkim czerwonym kołem, co oznaczałoby, że jeśli na przejściu i w jego obrębie nie ma pieszych, to można ostrożnie przejechać z maksymalną prędkością 5 km/h, mimo włączonego czerwonego światła dla kierowców.

Jeśli pieszy ma czerwone światło, lecz na jezdni nie ma żadnego pojazdu (albo jest w odległości zapewniającej bezpieczne przejście tej jezdni), to pieszy miałby prawo do przejścia (obecnie nie ma takiego prawa).

Proponowana zmiana zwiększy przepływ pojazdów i pieszych na swoich kierunkach ruchu bez spadku poziomu bezpieczeństwa. Bezwzględne, czyli rygorystyczne, zakazywanie przejazdu/przejścia na czerwonym świetle w sytuacji, kiedy jest możliwe bezpieczne skorzystanie z traktu, nie jest oznaką rozsądku, lecz raczej niezbyt uzasadnionego a bezwzględnego interpretowania przepisów dzisiaj obowiązujących. Bywa, że piesi stoją na czerwonym świetle, nie ma żadnych pojazdów (np. pora nocna), lecz przepis zakazuje w sposób bezwzględny (pod groźbą otrzymania mandatu) przejście jezdni. Bywa również, że to pojazdy stoją, mając czerwone światło, z przejścia nie korzysta i nie ma zamiaru tego uczynić żaden pieszy, lecz (zgodnie z przepisami) kierowca nie ma prawa (nawet z minimalną prędkością) przetoczyć swój pojazd przez to przejście i to pod rygorem otrzymania mandatu.

W ostatnich latach decydenci sięgają po odważne środki usprawniające ruch pieszych i kierowców. W wielu miastach zlikwidowano większą cześć znaków drogowych oraz wiele sygnalizatorów, co ułatwiło życie mieszkańcom i turystom, a wydawałoby się, że komfort podróży pogorszy się.

Opisany znak drogowy powinien także upłynnić ruch drogowy na przejściach dla pieszych, zmniejszyć zużycie paliwa, zmniejszyć irytację obu kategorii użytkowników dróg, wytrącić stróżom ładu drogowego bezkompromisowy argument stosowany do bezwzględnego (a pozbawionego racjonalizmu) wymierzania kar za przejazd lub przejście na czerwonym świetle, choć na kierunku prostopadłym nie odbywał się żaden ruch – ani pieszego, ani pojazdu. Służby porządkowe częstokroć zasadzały się na użytkowników, którzy przejeżdżali lub przechodzili na czerwonym świetle, choć doskonale wiedziały, że rygorystyczne przestrzeganie zakazu  w danym momencie jest pozbawione sensu; jest to zakaz, który nie tylko nie ułatwia poruszania się po jezdni, lecz wręcz je utrudnia, ale za to znakomicie ułatwia wywiązywanie się stróżów porządku drogowego z założonych lub nałożonych "ambitnych" planów, co nie było przejawem racjonalizmu i nie dowodziło przyjaznego traktowaniem społeczeństwa przez reprezentantów Państwa.

Jeśli obecnie przepisy dopuszczają prawoskręt po włączeniu zielonej strzałki, to dlaczego nie dopuszczają ostrożnego przejazdu przez przejście dla pieszych? Zresztą zielone strzałki powinny zostać zlikwidowane, lecz uprawnienie do prawoskrętu powinno być nadal zachowane, jeśli tylko nie ma pieszych na przejściu. Czym zatem różni się postulowane ostrożne przejechanie na wprost od dzisiaj dopuszczalnego prawoskrętu, wszak w obu przypadkach piesi mają zielone światło? Czy nie jest to przejaw hipokryzji prawnej?

Kilkadziesiąt metrów przed przejściem dla pieszych można byłoby ustawić znak informacyjny o podobnym wzorze.

Przepisy ruchu drogowego, podobnie jak wszystkie inne przepisy ustanawiane przez Państwo, powinny być logiczne, przyjazne i upewniające nas, że władza państwowa reprezentuje społeczeństwo w możliwie sympatyczny sposób, natomiast ta sama władza powinna być bezwzględna wobec oszustów, cwaniaków, kombinatorów i wszelkiej maści przestępców. I wówczas Polacy będą szanować przepisy oraz Państwo - obecnie autorytet Państwa w dziedzinie prawa jest mizerny i to nie tylko w branży drogowej...

Gdyby ten znak drogowy został opracowany przez jakiegoś polityka, ministra, szefa Policji, to byłby w miarę niezwłocznie wprowadzony i zareklamowany w świecie. Los tego typu pomysłów, jeśli są zgłaszane przez zwykłych obywateli, jest oczywisty.

PS  Dodajmy, że w wielu krajach np. w Norwegii, Wielkiej Brytanii, Holandii czy Francji, przejście na czerwonym nie jest karane, jeśli oczywiście pieszy nie powoduje zagrożenia w ruchu.

Więcej tekstów Mirka

Państwa i obywatele pomawiają się na całego... Mirosław Naleziński
Antypody Temidy niskokomfortowego państwa. Mirosław Naleziński
Łebskich obywateli nam trzeba! Mirosław Naleziński
Czy sędzia współodpowiada za przestępstwo? Mirosław Naleziński
Czy fałszywy dowód pogrzebie ekspertkę Chomuszko ? Mirosław Naleziński, Gdynia 
Polscy sędziowie mylą się na potęgę Mirosław Naleziński, Gdynia
Piłkarscy i togowi sędziowie ciągle popełniają błędy bez odpowiedzialności i konsekwencji. Mirosław Naleziński
Londyn walczy z internetowymi łobuzami, to może i Warszawa powalczy? Mirosław Naleziński
Nie tylko antypodzi są durniami - Mirosław Naleziński
Jak zarobić w internecie 200 tysięcy rubli? Mirosław Naleziński, Gdynia
Lawiranci mają się dobrze w RP  Mirosław Naleziński, Gdynia
Wolność słowa a togowy kretynizm Mirosław Naleziński
Temidzie wisi interes publiczny Mirosław Naleziński
Mirosław Naleziński Kaktusy i obrazy - adresat: Pan Jarosław Gowin Minister Sprawiedliwości 
Szaleństwo posła Niesiołowskiego i minimalna odległość od niego  Mirosław Naleziński, Gdynia
Wolność dziennikarskiego słowa – Strasburg kontra Polska  Mirosław Naleziński, Gdynia
Sprzyjam reżyserowi Rutkowskiemu Mirosław Naleziński, Gdynia
Gdański sąd ukarał Kopernika Mirosław Naleziński
Dwie Madzie, czyli reglamentacja wariografów Mirosław Naleziński
Kurtyny i barykady ratujące życie. Mirosław Naleziński
Warani to egzotyczni kretyni Mirosław Naleziński  
Suwerenność pana Arłukowicza  Mirosław Naleziński
Biegli dla złodziei, lecz nie dla pokrzywdzonych z art. 212 Kk Mirosław Naleziński 
Subiektywizm jednostki a obiektywizm społeczeństwa Mirosław Naleziński
Temida dyletantką Mirosław Naleziński, Gdynia
Wyzysk 67-letniego emerytalnego staruszka Mirosław Naleziński
Ile jeszcze będzie podobnych katastrof ? Niezabezpieczone tunele, a może zastosować odbojnice ratują życie ? - Mirosław Naleziński
Procedury ponad prawdą, czyli Procedures over the truth Mirosław Naleziński 
Procedury ponad prawdą. Mirosław Naleziński
Jednoręki klaskał na Białorusi, a w Polsce pomówiono anonima, czyli dwa kuriozalne wyroki. Mirosław Naleziński
Brak słów Mirosław Naleziński
Nieprofesjonalny mecenas i sędzia - pismo do Okręgowej Rady Adwokackiej w Gdańsku Mirosław Naleziński
Czy można zniesławić anonima? Pytanie do Prezesie Sądu Okręgowego w Gdańsku. Mirosław Naleziński
Poświąteczny kac gdańskich sędziów czyli jak na portalu zarobić 20 tysięcy złotych... Mirosław Naleziński
Zniesławiła, sfałszowała i poskarżyła się... Policji Mirosław Naleziński
Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu Mirosław Naleziński
Kiedy prokuratura zajmie się sądami i szpitalami? Mirosław Naleziński
Syndrom przyznania racji stronie wszczynającej proces  Mirosław Naleziński
Sądownictwo italskie i polskie – różnice Mirosław Naleziński, Gdynia 
Dwie odmienne interpretacje art. 212 Kk  Mirosław Naleziński

Komentarze internautów:

 
~Sierżant
12-09-2012 / 10:31
Na 23 osoby z Podkarpacia, za którymi rozesłano listy gończe, aż 15 jest poszukiwana przez policjantów ze Strzyżowa. Czy ta spokojna miejscowość stała się zagłębiem przestępczości? To pytanie policjantom zadają Supernowości. - Chcemy, żeby osoby przez nas poszukiwane pojawiły się w mediach i Intrenecie, żeby jak najwięcej osób widziało ich portrety, bo dzięki temu możemy ich szybciej zatrzymać - wyjaśnia podinspektor Witold Lewczak, naczelnik wydziału kryminalnego ze strzyżowskiej policji. Wśród poszukiwanych przez kryminalnych ze Strzyżowa są podejrzani o kradzieże, uszkodzenia ciała, oraz tacy, którzy jeździli pijani samochodem. Np. Waldemar Komisarz, mieszkaniec Lubli w powiecie strzyżowskim, za którym list gończy wydał 8 września 2011 roku Sąd Okręgowy w Katowicach, jest podejrzany o uszkodzenie ciała, a także doprowadzenie drugiej osoby do innej czynności seksualnej. 34-letni Roman Pietrucha z miejscowości Baryczka pod koniec lat 90. miał na koncie kradzieże z włamaniem do samochodu, usiłowanie włamania, usiłowanie kradzieży auta. Został także skazany za podrabianie dokumentów w tym fałszowanie umowy kupna sprzedaży samochodu. Policjanci ze Strzyżowa poszukują go od 2002 roku. Wśród poszukiwanych znajduje się także kobieta: 31-letnia Małgorzata Bobowska zamieszkała w miejscowości Pułanki, w gminie Frysztak. Była już skazana za wyłudzanie telefonów z sieci komórkowej oraz o wyłudzenie pieniędzy z jednej z firm zajmującej się udzielaniem kredytów. Ma na swoim konie również sfałszowanie 11 recept na lek psychotropowy, który zaliczany jest do środków odurzających. Więcej... rzeszow.gazeta.pl/rzeszow/1,34975,11242294,Policja_w_Strzyzowie_wyda
~Kazek
06-09-2012 / 17:45
Nowe komputery za 13 mln zalegają w magazynach urzędów WP.PL | 2012-09-06 (12:47) | 34 opinii A A A Już od dawna słyszymy zapowiedzi wprowadzenia w Polsce elektronicznych dowodów osobistych. Przy wdrażaniu nowego systemu nie brakuje kontrowersji. Nie dość, że cały proces jest opóźniony i nie zostanie wdrożony w początkowo zakładanym kształcie, to na dodatek wydaje się, że urzędnicy zwyczajnie marnują pieniądze. Chodzi o komputery zakupione za kwotę, bagatela, 13 mln złotych, które ze względu na panujący bałagan od dwóch lat zalegają w magazynach. Nowy system komputerowy nie działa, a z zakupionego sprzętu nikt nie korzysta. W całej Polsce w gminach zalegają dziesiątki komputerów. Nowy sprzęt trafił do urzędów dwa lata temu w ramach wdrażania systemu informatycznego Zintegrowanego Modułu Obsługi Końcowego Użytkownika (ZMOKU), który ma służyć wydawaniu dowodów osobistych. System do dzisiaj nie działa, a nowe zestawy komputerowe kurzą się w magazynach. Cała sprawa może mieć związek ze śledztwem prowadzonym przez CBA i zastrzeżeniami, które mogą budzić zakupy sprzętu realizowane przez Centrum Projektów Informatycznych ówczesnego MSWiA. Tysiące komputerów zalegają w magazynach Z informacji, które zdobyli dziennikarze TOK FM wynika, że w ramach wdrażania ZMOKU zakupiono ponad 6,5 tys. stacji roboczych, które trafiły do wszystkich gmin w Polsce. Zestawy komputerowe z systemem operacyjnym Windows 7 kosztowały około 13 mln złotych, a ich zakup był finansowany ze środków Unii Europejskiej. System ma pomóc w obsłudze wydawania dowodów osobistych. Będzie umożliwiał Polakom załatwienie swoich spraw przez internet. (fot. Marcin Wichary / Flickr.com / CC) Niestety system wciąż nie działa. Cały czas jest w fazie testów. Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji przewiduje, że projekt ma zostać wdrożony pod koniec 2013 roku. Ta data była już wielokrotnie przekładana, więc niewykluczone są dalsze opóźnienia. Na system czekają nowe komputery, które od dwóch lat zalegają w magazynach. Sprzęt jest objęty trzyletnią gwarancją, więc urzędnicy tracą czas na sprawdzanie czy nadal jest sprawny. W przypadku wystąpienia problemów, komputery oddawane są w ramach gwarancji do naprawy. Co ciekawe, w niektórych przypadkach porozumienie zawarte pomiędzy gminą a ministerstwem zabrania urzędnikom wykorzystywania komputerów do innych celów niż obsługa ZMOKU. Sprzęt z roku na rok się starzeje, a nikt z niego nie korzysta. Śledztwo prowadzone przez CBA W nieoficjalnych rozmowach z TOK FM, urzędnicy sugerują, że problem może mieć związek ze śledztwem CBA. Od lipca 2011 roku funkcjonariusze prowadzą dochodzenie w sprawie zamówień na zakup sprzętu i usług teleinformatycznych realizowanych przez Centrum Projektów Informatycznych MSWiA. W związku ze sprawą zatrzymano już 9 osób, w tym byłego dyrektora Centrum Projektów Informatycznych. Ponadto CBA prowadzi kontrolę w Centrum Projektów Informatycznych, która ma zakończyć się w październiku 2012 roku. Źródło: TOK FM
~Buła
25-08-2012 / 15:18
59-letnia kobieta podpaliła się po wizycie komisariacie w Rzeszowie. Mimo że do dramatycznego zdarzenia doszło kilka dni temu, policja dopiero teraz ujawnia szczegóły sprawy - donosi RMF FM. Jak powiedział Wirtualnej Polsce komisarz Paweł Międlar, rzecznik prasowy policji w Rzeszowie, policjanci najpierw usłyszeli krzyk, następnie zobaczyli płonącą kobietę. Szybko zdołali ją ugasić. Obrażenia okazały się jednak poważne. Kobieta trafiła do szpitala, gdzie przeszła operację. Do dramatycznego zdarzenia doszło we wtorek. 59-latka od kilku lat wzywała funkcjonariuszy do interwencji w sprawie pubu, w pobliżu którego mieszka. Miała skarżyć się m.in. na głośną muzykę i zachowanie gości, które - jak twierdziła - zakłóca jej spokój. Policja uznała skargi kobiety za bezpodstawne, jednocześnie informując ją, że za wzywanie służb bez przyczyny grozi grzywna, a nawet - areszt. Ostatecznie 59-latkę wezwano na przesłuchanie. - Kobieta wybiegła z komisariatu wzburzona, bo nie zgadzała się z ustaleniami policjantów w jej sprawie. Kilkanaście minut później policjanci usłyszeli krzyk. Zobaczyli kobietę, która płonie i szybko ją ugasili. Wszystkie osoby, które widziały zdarzenie, twierdzą, że podpaliła się na zewnątrz budynku, którym jest nie tylko komisariat, ale też sklepy i lokale użytkowe - mówi Wirtualnej Polsce kom. Międlar. 59-latka w stanie ciężkim trafiła do szpitala, gdzie przeszła operację.
~Poznaniak
21-08-2012 / 19:36
Witam, Popieram pomysł, jednak problem jest złożony. Prawo swoje, zasady swoje, ludzie co innego! W ostatnim czasie na poznańskich osiedlach wprowadzono w większości znak "zakaz ruchu" na wniosek większości mieszkańców, którym autka przeszkadzały (popieram!). Niedługo po wprowadzeniu znaków zakazu ruchu, pojawiła się grupa kierowców przeciwnych takiej decyzji, chcąca za wszelką cenę te znaki zlikwidować. I co??? Pod wpływem nacisków wprowadzono pod każdym znakiem zakazu ruchu tabliczkę z napisem "nie dotyczy za i wyładunku" jaki jest efekt???? Samochody bez żadnych ograniczeń jeżdżą i parkują gdzie popadnie, jeśli zaś zgłaszam sprawę straży miejskiej ta chce podjąć interwencję ostrzega mnie, że będę występował jako świadek w sądzie w celu potwierdzenia, że dany samochód stoi w danym miejscu od dłuższego czasu! A nawet jeśli SM podejmuje jakieś interwencje w związku z tym zakazem to są one sporadyczne i praktycznie nie do wyegzekwowania, gdyż wielu kierowców posiada znaczek "Unijnego inwalidy" (ciekawe jak zdrowy facet czy kobieta posługują się takimi przepustkami??). A więc róbta co chceta!